Tag: CCC

  • Schumacher w CCC – to dobrze czy niedobrze?

    Schumacher w CCC – to dobrze czy niedobrze?

    CCC Sprandi Polkowice zakontraktowało na przyszły sezon Stefana Schumachera. Niemiecki kolarz, zwycięzca Tour de Pologne 2006 i Amstel Gold Race 2007 znany jest jednak nie z osiągnięć sportowych a głównie z dopingowej wpadki. Podczas Tour de France 2008 jego błyskotliwa jazda była związana ze stosowaniem nowoczesnej odmiany EPO, Mircera. Schumacher dołącza do Davide Rebellina, który w tym samym roku również stosował ten środek. Razem reprezentowali barwy teamu Gerolsteiner, tyle utytułowanego, co umoczonego w dopingowe praktyki. Jak wpłynie to na wyniki polskiego zespołu? A jak na jego postrzeganie?

     

    Posunięcie CCC Sprandi Polkowice jest tyle intrygujące, co niepokojące. Pamiętacie taki zespół jak Rock Racing? Kontrowersyjny biznesmen branży odzieżowej, Michael Ball, stworzył drużynę opartą na zawodnikach z dopingową przeszłością. Dorobił do tego wizerunek ?złych chłopców? i odział wszystko w rockandrollową stylistykę. Odniósł chwilowy sukces, o Rock Racing było naprawdę głośno. Stefan Schumacher nie trafił do tej ekipy, ale przygarnął go za to Michel Rasmussen, który nie zważał na szemraną przeszłość zatrudnianych kolarzy. Zależało mu na możliwościach zdobycia punktów i zwycięstwach. Niemiecki kolarz, którego gwiazda zabłysła mocno, ale na krótko, nie jest herosem na miarę Tylera Hamiltona, Santiago Botero, Oscara Sevilli czy Mario Cipolliniego, którzy mieli swój epizod z Rock Racing. Szlakiem Grodów Piastowskich, gdzie wygrał etap, to nie Tour of California. Zamiast celebryckiego klimatu Rock Racing mamy dostajemy przykrą codzienność.

     

    Schumacher to nie weteran, jak Davide Rebellin. Ma 33 lata, za sobą kilka lat kariery na najwyższym poziomie, następnie przerwę związaną z dyskwalifikacją i cztery sezony w zespołach trzeciej dywizji. Jego organizm nie jest więc tak wyeksploatowany jak równolatków. Niewykluczone, że może jeszcze odnosić wartościowe rezultaty, co pokazał choćby w bezpośrednich starciach z kolarzami CCC, gdzie był ich równorzędnym rywalem. Co więcej, bogaty program startowy polskiej drużyny powinien umożliwić Niemcowi obudzenie śpiących w nim rezerw. To szansa na interesujące studium przypadku, zwłaszcza w kontekście ostatnich wyników badań mówiących, że stosowanie dopingu może mieć pozytywny wpływ na odnoszone rezultaty jeszcze przez wiele lat po zaprzestaniu nielegalnego procederu.

     

    Z punktu widzenia sportowego, pozyskanie Schumachera to potencjalny strzał w dziesiątkę. Nieźle radzący sobie w jeździe na czas, dynamiczny, dobrze jeżdżący w niewielkich górach zawodnik powinien przynieść sporo punktów i dobrych rezultatów zespołowi CCC Sprandi Polkowice. Niestety, z wizerunkowego punktu widzenia, postać niemieckiego kolarza jest koszmarem. Jego największe sukcesy i spora część kariery związne są z dopingiem: zaawansowanym, perfidnym i bezkompromisowym. Trzeba też pamiętać, że od powrotu na trasy wyścigów reprezentował grupy trzeciej dywizji. Po przejściu do ?prokontynentalnej? CCC zostanie objęty programem paszportu biologicznego i? oby był kontrolowany jak najczęściej.

     

    Na rynku jest wielu zawodników pozostających bez kontraktu, którzy mogliby być wzmocnieniem dla naszego zespołu znanego z pomarańczowych strojów, ale kierownictwo postanowiło wybrać kolejnego kolarza z dopingową przeszłością. Każdy, kto popełnił błąd zasługuje na drugą szansę i Schumacher ją otrzymał. Mimo to, ciężko będzie kibicować jednemu z liderów CCC Sprandi Polkowice, który jest postacią nacechowaną tak negatywnie jak Schumacher. Interesujące jest też, jak zatrudnienie Niemca wpłynie na zaproszenia i dzikie karty do wyścigów najwyższej klasy. Z Rebellinem nie było problemu, może więc uda się i tym razem?

    Zdjęcie okładkowe, Diane Krauss, wikimedia commons, CC BY SA 3.0

  • Gdzie są reklamy z kolarzami?

    Maja Włoszczowska została została jedną z twarzy kampanii USP Zdrowie. Występuje w niej prywatnie, jako mistrzyni świata. Wiele firm inwestuje spore pieniądze w sport wyczynowy, ale rzadko kiedy zaangażowanie wychodzi poza wymianę logotypów, przelewów i faktur.


    Reklama USP Zdrowie z Mają Włoszczowską

    Włoszczowska wcześniej rzadko pojawiała się w reklamach. Choć od lat jest jednym z najlepszych polskich sportwców i najbardziej utytułowanym kolarzem jej potencjał nie był wykorzystywany. Lotto i PZU, pierwsi duzi sponsorzy w naszym kolarstwie górskim korzystali na regularnych wizytach kolarek w studiu olimpijskim TVP przed Igrzyskami w Atenach. Sponsoring Hallsa to kompletna klapa. Choć finansowana przez markę grupa zawodowa osiągnęła cel: medal Włoszczowskiej i miejsce top10 Aleksandry Dawidowicz w Pekinie, po największym sukcesie firma wycofała wsparcie dla zawodniczek. Kolejne cztery lata pieniądze zapewniał głównie Dariusz Miłek. W tym czasie Włoszczowska została mistrzynią świata a firma CCC stanęła na wysokości zadania, chwaląc się tym sukcesem w wizerunkowym spocie emitowanym w telewizji.


    Reklama CCC z Mają Włoszczowską

    Aby wyczerpać temat, nasza najlepsza kolarka wystąpiła również w kampanii marki Scott, na rowerach której sięgała po największe sukcesy. Na tym właściwie kończy się historia reklam z polskimi kolarzami. Czy to efemeryczni sponsorzy, którzy płacą (lub nie) przez kilka miesięcy czy też wieloletni partnerzy, sponsoring w polskim sporcie sprowadza się do najprostszych działań. Wsparcie dla wyczynowców albo dla młodzieży nie musi prowadzić wprost do zwiększenia sprzedaży – może również być elementem budowania wizerunku (ciekawy artykuł na The Inner Ring o tym, dlaczego na koszulkach zawodowców znajdują się nazwy takie jak Astana czy MTN). Aby osiągnąć jeden z tych celów, potrzeba czegoś więcej, niż wymiany logotypów. Aby spojrzeć szerzej, nie tylko na kolarstwo, podobny schemat można zaobserwować niemal w każdej dyscyplinie sportu. Prezes TS Wisła, jednego z największych polskich klubów (15 sekcji różnych dyscyplin, ponad 1500 osób, w tym judo, brydż czy strzelectwo) żali się na pustki w kasie i niewielkie dotacje ze strony samorządu. Potencjalnym sponsorom proponuje bannery w hali oraz logotypy na koszulkach zawodników. Tylko wybitnie zdolny sprzedawca będzie w stanie przedstawić potencjalnemu sponsorowi korzyści płynące z umieszczenia jego logotypu na strzelnicy, chyba, że kilkanaście tysięcy złotych na sekcję przekaże rodzic-przedsiębiorca jednego z wychowanków klubu.

    Wycofanie się Banku BGŻ to gorący temat w polskim kolarstwie. W tekstach ekspertów dominuje ton gorzko-dziękczynny. Instytucja finansowa przez kilka lat finansowała grupę zawodową, firmowała swoim logotypem tor w Pruszkowie, ale była również obecna podczas imprez kolarskich dla zawodowców i amatorów oraz wspierała sport masowy: zespół maratończyków. Będąc w strukturach Rabobanku, który przez wiele lat kompleksowo dotował holenderskie kolarstwo, trudno się dziwić, że i u nas BGŻ zaangażował się w sposób korporacyjno-profesjonalny. Korporacje podlegają jednak swoim prawom, bank przechodzi do innej grupy kapitałowej (BNP Paribas) i zrywa z kolarstwem niemal z dnia na dzień. Czy na kilkuletnich wydatkach wygrał, czy przegrał, tego nie wiem. Miło, że w trudnych czasach dla polskiego kolarstwa organizacja inwestowała w sport, zamiast płacić celebrycie. Z drugiej strony szkoda, że kolarze nie stali się w tym okresie stałym elementem budującym wizerunek instytucji, która się z nim wiązała. BGŻ reklamowały wiewiórki. Co stało na przeszkodzie, by w czasach, gdy istniała grupa zawodowa, nakręcić spot z kolarzami?

    Wiewiórka z reklamy BGŻ
    Wiewiórka z reklamy BGŻ

    Nie wiem kto, i czy w ogóle ktoś, zajmie miejsce banku w polskim kolarstwie. Tak naprawdę to nie jest drogi sport ani też (dla korporacji) wielkie pieniądze, które trzeba zainwestować. Budżety kampanii z Szymonem Majewskim czy gwiazdami banku BZ WBK wystarczyłyby z naddatkiem na grupę kontynentalną a może nawet pro kontynentalną. Mecenasów mamy wystarczającą ilość. Niektórzy nawet nie wiedzą, ile kosztuje ich wspieranie sportu i czy przynosi jakiś zysk. Stroje teamowe w każdym sklepie rowerowym, sylwetki kolarzy witające klientów w placówkach firmy, sportowe akcenty na eventach, dobra obecność w internecie, wreszcie wizerunkowa kampania w telewizji. To zwiększy koszty, ale w końcu się zwróci.

  • Jak zbudować tęczowy system?

    Jak zbudować tęczowy system?

    Siedemnaście lat temu otwarto tor kolarski w Manchesterze. Jeden z najlepszych obiektów tego typu na świecie miał pomóc zbudować potęgę brytyjskiego kolarstwa. Udało się. Nowy mistrz świata, Mark Cavendish to tylko wisienka na torcie, który w całości prezentuje się imponująco.

    Od 1994r brytyjscy kolarze stali się główną siłą na torze, zaczęli liczyć się na szosie i utrzymali wysoki poziom w mtb. Niemal w każdej z rowerowych konkurencji odgrywają kluczową rolę. Organizują istotne imprezy, które przyciągają media i kibiców. Zbudowali topową grupę zawodową. Dają wsparcie młodym i perspektywicznym zawodnikom. Stworzyli system, który długofalowo powinien zapewnić ciągłość, także po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie.

    Szkolenie i wsparcie opiera się na kilku poziomach, od juniora młodszego po elitę. Od lokalnych klubów po centralny ośrodek w Manchesterze. Zanim system przyniósł owoce, trzeba było nieco poczekać, ale Brytyjczycy byli konsekwentni. Najpierw zdominowali tor. Chris Hoy, Victoria Pendleton i Bradley Wiggins rozkręcili na dobre machinę sukcesu. Hoy doczekał się nawet tytułu szlacheckiego, Wiggins stał się specjalistą wielkich tourów z szansami na pierwsze brytyjskie podium w Tour de France. Powstała grupa Pro Tour, która ma wsparcie brytyjskiego koncernu medialnego. Docelowo ma być miejscem, gdzie zatrudnienie znajdować będą najlepsi krajowi kolarze. Jest w niej Wiggins, w następnym sezonie ma mu towarzyszyć nowy mistrz świata, Cavendish. Z myślą o tym duecie była z resztą budowana.

    Aby nie przynudzać, zobaczmy na efekty. Podczas tegorocznych Mistrzostw Świata na szosie reprezentanci Wielkiej Brytanii zdobyli sześć medali. Złoto Cavendisha ze startu wspólnego mężczyzn to oczywiście najważniejszy z nich, ale nie wolno zapominać o srebrze Wigginsa na czas i brązie Emmy Pooley w tej samej specjalności wśród elity kobiet.  W młodszych kategoriach brąz dołożył Andrew Fenn ze startu wspólnego młodzieżowców a wśród juniorek tęczową koszulkę zdobyła Lucy Garner. Elinor Barker była druga w tej samej kategorii w jeździe indywidualnej. Gdyby tego było mało, kilka tygodni wcześniej w Champery ścigający się na rowerach górskich Brytyjczycy zgarnęli w sumie pięć krążków. Nieco gorzej poddani Jej Królewskiej Mości wypadli na torze, gdzie wygrali dziewięć medali, przegrywając prestiżową rywalizację z Australijczykami i Francuzami. Do tego wszystkiego Cavendish wygrał zieloną koszulkę Tour de France a Wiggins i Froome stanęli na podium hiszpańskiej Vuelty. Krótko mówiąc, udany rok. Co więcej, apogeum sukcesów ma nadejść dopiero w sezonie 2012!

    Też mamy tor. Oddany do użytku w 2008r, czyli całkiem niedawno. W międzyczasie zorganizowaliśmy tam mistrzostwa Europy i mistrzostwa świata a także doprowadziliśmy do sytuacji, że nieomal zgnił, gdy zabrakło pieniędzy na ogrzewanie minionej zimy. Podczas rozmowy telefonicznej, którą komentatorzy Eurosportu przeprowadzili z prezesem Polskiego Związku Kolarskiego w trakcie trwania wyścigu elity w Kopenhadze, ten przepraszał zawodników za niedogodności w pierwszej połowie roku. Cóż, Związek jest w odbudowie, ciągle jeszcze można wiele wybaczyć.

    W tym miejscu pokuszę się o dość odważne stwierdzenie. Fakt, że Dariusz Miłek wycofał się ze wsparcia dla grupy kolarskiej klasy Pro Continental to dobry ruch. To nie czas i miejsce na pompowanie pieniędzy w ekipę bez przyszłości. Kilku niezłych gregario, którzy cieszą się uznaniem w zachodnich grupach zawodowych, to mało. Jeśli tylko przeniesienie części funduszy z budżetu ekipy zawodowej CCC zostanie dobrze spożytkowana, za kilka lat możemy mieć fundamenty, by powstał polski odpowiednik brytyjskiego Sky Team. Nie, nie po Londynie. Może po Rio de Janeiro. Z doświadczonymi i utytułowanymi Majką, Paterskim i Kwiatkowskim jako liderami i kilkoma medalistami mistrzostw świata młodzieżowców na torze lub w mtb w roli potencjalnych gwiazd światowego kolarstwa. Ktoś jest sobie w stanie wyobrazić sytuację, że zamiast podziwiać „dzielnych polskich uciekinierów walczących o koszulkę najaktywniejszego” będziemy się zastanawiać, który z Polaków wygra Tour de Pologne po śmiałym ataku na górskim etapie?

    To wszystko jest możliwe. Obawiam się jednak, że nawet, jeśli sponsorem PZKol zostałby brytyjski Sky, albo nasz PKN Orlen lub też inny mecenas z niemal nieograniczonym – jak na tę dyscyplinę – budżetem, wszystko zostałoby po staremu. Dlaczego? Bo aby sensownie budować i odbudowywać potrzebne są jasne i przejrzyste zasady. Sprzątanie po prezesie Walkiewiczu trwa już ponad półtora roku. W międzyczasie dokonała się także quasi-rewolucja związana z kadrą mtb. „Szkolenie młodzieży” pozostaje ulubionym hasłem, tak jak w przypadku rozważań o słabości polskiej piłki nożnej. Wygląda na to, że nadal nikt nie pomyślał nawet nie o szczegółach a o podstawach przyszłego systemu, który doprowadzi nie wybitnego indywidualistę a jednego z grupy zawodników do tytułu mistrzowskiego. Jeśli znacie kogoś, kto siedzi w biurze przy BGŻ Arena, może warto podesłać mu ten link: http://en.wikipedia.org/wiki/British_Cycling. Ot tak, na początek, by nie trzeba było za dziesięć lat przepraszać zawodników za chwilowe niedogodności „bo mamy przejściowe trudności”.

  • Wyścigi małe i duże

    Wyścigi małe i duże

    Przykład wyścigów z końca sezonu dobitnie pokazuje, że system kategorii wyścigów UCI jest daleki od doskonałości. Wyścigi w Ameryce czy obecnie rozgrywany Tour of Britain mają tę samą kategorię co większość imprez w Polsce. Tyle, że ściga się na nich zupełnie kto inny a i zainteresowanie mediów jest odmienne.

    W Polsce mamy dwa wyścigi etapowe kategorii 2.1. Szlakiem Grodów Piastowskich oraz Wyścig Solidarności i Olimpijczyków. Etapowi drugiego z nich przyglądałem się, gdy zawitał do Krakowa (a w zasadzie do Nowej Huty). Refleksja numer jeden przyszła, gdy sporo miejsca w mediach zajęły wyścigi w USA. Obecnie, między Vueltą a tuż przed mistrzostwami świata kilku faworytów w walce o tęczową koszulkę ostatni szlif formy łapie w Tour od Britain.

    Mark Cavendish, Lars Boom i Thor Hushovd wygrywają etapy, prócz nich w peletonie znajdziemy wiele uznanych nazwisk, sześć ekip Pro Teams i cztery Pro Continental. Nieźle, prawda? Cyclingnews poświęca wyścigowi mniej więcej tyle miejsca co naszemu Tour de Pologne robiąc z niego spore wydarzenie. Niemcy z Radsport-News są nieco bardziej powściągliwi, ale i tak relacjonują, zamieszczają zdjęcia, wypowiedzi i tak dalej. Większość działów kolarskich liczących się mediów sportowych na świecie pisze o brytyjskiej etapówce. Bo i jest o czym.

    Tymczasem u nas, jeśli w redakcji jest jakiś pasjonat, czasami coś się uda wrzucić. Jeżeli wyścig przejeżdża tam, gdzie w dziale miejskim jest nieco wolnego miejsca, wtedy również można się spodziewać relacyjki lub przynajmniej kilku słów o pasjonatach „jazdy na dwóch kółkach”. Niby jest BGŻ Pro Liga. Gdzieś się nawet załapałem na krótkie skróty w TV (TVP Sport – ale kto ma do tego dostęp?, czasami TVP Info). Ogólnie jednak poza Tour de Pologne i Mają Włoszczowską sprawa de facto nie istnieje.

    Właściwie miałem poszukać różnic między dobrze opłacanymi i promowanymi wyścigami „na zachodzie” a imprezami tej samej kategorii w Polsce. W międzyczasie pojawiła się informacja o tym, że CCC przestaje sponsorować naszą jedyną ekipę Pro Continental. Można doszukiwać się różnych motywów, np. takiego, że marka Dariusza Miłka jest zaangażowana we wspieranie zbyt wielu bytów: grupy mtb, grupy szosowej, Polskiego Związku Kolarskiego oraz drużyny koszykarek. Sporo, trzeba było gdzieś obciąć i można to zrozumieć. Jednak czujny czytelnik zauważył na facebooku ciekawą rzecz. W sierpniu 2011 0 5,5% w stosunku do sierpnia 2010 spadły przychody ze sprzedaży detalicznej spółki NG2 SA (w jej skład wchodzi  CCC). W sierpniu. Czyli w miesiącu, gdy obecność marki w mediach była bardzo duża. Bo i Tour de Pologne i przetasowania w kadrze mtb i grupie CCC Polkowice i wreszcie drugie miejsce Włoszczowskiej na Pucharze Świata w Val di Sole.

    Pytanie więc, co jest nie tak? Gdzie zwrot z pakowanych w kolarstwo pieniędzy? Może bez powalających sukcesów, ale zawodnicy robią swoje i bronią się rezultatami. Rutkiewicz na podium Tour de Pologne nie stanął, ale po raz kolejny walczył i był w top10 wyścigu World Tour. Włoszczowska, owszem, zrobiła nieco kwasu w mediach, ale póki co wychodzi na to, że miała rację, bo wyniki jak były z trenerem Piątkiem, tak są i bez niego. Zagorzały kibic może czuć lekki niedosyt, ale realnie nie bardzo jest się do czego przyczepić. Może więc to wina działu marketingu CCC? Jedna telewizyjna reklama z Mają to chyba trochę za mało, by budować wizerunek wokół sportu i by wpompowane w dyscyplinę miliony jakkolwiek się zwróciły? Różnorakie byty sportowe sponsorowane przez CCC omija problem mniejszych, biedniejszych klubów. Ekipa mtb i ekipa szosowa startują bowiem w imprezach, na które media zwracają uwagę. Wygląda więc na to, że nie tylko wystarczy „rzucić kasą” i czekać aż się zwróci. Bo samo się nie zwróci, nawet jeśli zatrudnimy zagraniczną gwiazdę (vide start Pawła Tonkowa i CCC-Polsat w Giro d’Italia).

    Jeśli informacja o problemach szosowej ekipy CCC się potwierdzi (a trudno nie wierzyć S24 – portalowi rzetelnie relacjonującemu sprawy polskiego kolarstwa) optymizm, który pojawił się w związku z rodzimą sceną rowerową trzeba nieco przygasić. A może przy okazji znajdzie się różnica, czym się różni Szlakiem Grodów Piastowskich od Tour of Britain i dlaczego to w tym drugim startują gwiazdy a u nas karty rozdziela między siebie kilku znajomych.

  • Gdyby kolarze byli piłkarzami

    Gdyby kolarze byli piłkarzami

    Maja Włoszczowska wicemistrzynią  świata. Sukces? Raczej obowiązek. Dla sportowca, który bronił tytułu i jest wielokrotnym medalistą najważniejszych imprez, kolejne miejsce na podium jest rezultatem oczekiwanym. Lub nawet wymaganym.

    Mimo defektu Polka zdołała zająć drugą lokatę. Na trasie była zawodniczką najsilniejszą fizycznie oraz, co ważne, dobrze jechała technicznie. Nawet na tle lepszych rywalek wyglądała na zjazdach dobrze. Nowy sprzęt (na kołach o średnicy „29 cali”)? Raczej opieka nowego trenera. Choć jawną arogancją jest publiczne prezentowanie stwierdzeń, że „przez trzy tygodnie z Markiem Galińskim nauczyłam się więcej niż przez wszystkie lata z Andrzejem Piątkiem” (hmm… czyli medale mistrzostw świata, dwie tęczowe koszulki, medal Igrzysk Olimpijskich wzięły się z powietrza?), to szlif nowego mentora było w Champery widać.

    Marek Konwa kontynuuje swój sportowy rozwój. Drugie miejsce wśród młodzieżowców to jego wielki sukces i potwierdzenie talentu oraz klasy. Co więcej, w kategorii U-23 spędzi jeszcze rok. Choć ciągle jest młody i „na dorobku”, zdobywa doświadczenie ucząc się od najlepszych jako podopieczny Barta Brenjensa. Jest pewniakiem do startu w elicie w Londynie a w dalszej perspektywie naszą nadzieją na dobry wynik w Rio. Deklaruje skoncentrowanie się na mtb i odpuszczenie kolarstwa przełajowego. Z jednej strony trochę szkoda, bo miło było mu kibicować zimą, z drugiej, jak udowodnił m.in Sven Nys łączenie obu tych konkurencji na najwyższym poziomie jest niezmiernie trudne.

    Niestety dobrych wieści z Champery tyle. W trialu polegliśmy (7 miejsce Stefanii Staszel), drużynowo ostatnie miejsce, reszta wyników pomijalna. Jeszcze niedawno byliśmy w tej konkurencji potęgą. W konkurencjach grawitacyjnych Paweł Łukasik zajął 10. miejsce w zjeździe juniorów. Poza tym nie istnieliśmy.

    Wracając do cross country zawodnikom towarzyszył „pech”. Anna Szafraniec wróciła z gipsem. Sztafeta podobno miała szansę, ale przez defekt się nie udało. Tak samo wśród juniorów, ale realnie wyników brak.  Ósme miejsce Moniki Żur wśród juniorek to zapowiedź nadziei, jakie możemy z nią wiązać w przyszłości, ale pamiętajmy, że w tej kategorii mamy spore tradycje medalowe, które później przekładały się na sukcesy seniorskie. Piotr Brzózka wśród młodzieżowców pojechał przyzwoicie zajmując 18. miejsce.

    Mamy więc dwa medale. Czyli lepiej niż na lekkoatletycznych Mistrzostwach Świata. Hura. Cieszymy się, prawda? Jest sukces, zatem wszystko jest w porządku. Gdyby jednak kolarze przyciągali tyle uwagi, co piłkarze, można by mówić o porażce. Sukcesy odniosły indywidualności, tak naprawdę wybitni zawodowcy. Sztafeta, która była do niedawna naszą wizytówką poległa, a w kategoriach kobiecych: elity i U-23, patologiczna przepaść za Mają Włoszczowską była bardzo głęboka.

    Wbrew temu, co mówi sama zawodniczka, nie jest wspaniale. Sytuacja, z którą mamy do czynienia jest trudna do zrozumienia i ma się nijak do zasad, które rządzą światowym sportem. Mamy więc kolejne przykłady „sponsoringu po polsku” i „pr po polsku” a także „wykorzystania sukcesu po polsku”.

    Przy okazji medalu Mai miałem krótką wymianę zdań ze znajomym. Stwierdził, że medal go cieszy, bo Maja reprezentuje Polskę. Hmm… dla wnikliwych zadanie z gatunku „wytęż wzrok i znajdź różnicę” proponuję porównanie ilości logotypów sponsora kadry na stroju polskim i strojach innych narodowości w porównaniu z symbolem lub nazwą kraju. Galeria np. na cyclingnews. Można powiedzieć: fajnie, że Związek w końcu ma sponsora, który zapewnia zawodnikom godziwe warunki. Tyle, że ów sponsor jest również sponsorem grupy zawodowej zbudowanej wokół jednej zawodniczki. Ktoś widzi bardzo szeroko zakrojony konflikt interesów? Jeśli mamy Zawodowców, to dobrze. Niech się ścigają, niech zarabiają dla siebie kasę i punkty. Punkty przy okazji przydadzą się i im i innym zawodnikom. Jeśli będą najlepsi, to i tak oni pojadą na najważniejsze imprezy. Chyba, że… nie będzie wiadomo, kto o czym decyduje, kto za co płaci i kto jest przed kim odpowiedzialny. Podobnie ma się sytuacja z trenerem kadry, który związany jest kontraktem z jedną z grup zawodowych.

    O ile pamiętam, sam fakt konsultacji Leo Beenhakkera dla Feyenrodu Rotterdam wzbudził spore kontrowersje. Jeśli więc Maja Włoszczowska – zawodniczka grupy CCC chce, aby jej prywatnym trenerem był Marek Galiński, podobnie jak inne zawodniczki związane kontraktem zawodowym z tą właśnie grupą – proszę bardzo, niech zapłacą za jego usługi. One same lub ich sponsor. Ups. Sponsor jest też sponsorem kadry? Scentralizowanej kadry narodowej elity, która w realiach zawodowego sportu jest reliktem klimatów NRD? Komentarz jest potrzebny?

    Czy będziemy korzystać z kolejnego sukcesu „najlepszego polskiego kolarza”, czyli Mai Włoszczowskiej, która po raz kolejny zdobyła medal imprezy mistrzowskiej? Chyba nie. Do tej pory większość jej rewelacyjnych rezultatów nie przełożyła się na rozwiązania systemowe, co więcej, kolarstwo górskie jako sport wyczynowy ma się w kraju kiepsko. Zamiast tego konserwowany jest schemat, który we współczesnym świecie trąca absurdem.

    Krótko mówiąc: medale z Champery są dobre dla samych medalistów. I tylko dla nich.


    „Ceterum censeo Carthaginem esse delendam”. I chciałbym tylko przypomnieć, że uważam, iż trener kadry narodowej nie powinien być związany kontraktem z grupą zawodową.