Kategoria: Doping

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: Doping Mechaniczny

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: Doping Mechaniczny

    30.01.2016 to data, która zostanie zapamiętana przez fanów kolarstwa jako dzień, gdy po raz pierwszy udowodniono stosowanie ?dopingu mechanicznego? podczas zawodów wysokiej rangi. Belgijka Femke van den Driessche została przyłapana na gorącym uczynku podczas przełajowych mistrzostw świata w Zolder.

    O tym, że kolarze mogą oszukiwać nie tylko stosując doping farmakologiczny wiemy od dawna. O tym, że mogą modyfikować swoje rowery i ukrywać w nich silniki, spekulowaliśmy od kilku lat.

    Podejrzanym bywał m.in. Fabian Cancellara po swoich spektakularnych akcjach podczas Ronde van Vlaanderen czy Paryż-Roubaix w sezonie 2010. Swoje trzy grosze do tematu dorzucał Greg LeMond, chętnie poszukujący śladów nieuczciwości w zawodowym kolarstwie a ?magicznie? kręcące się koło w rowerze Rydera Hesjedala podczas hiszpańskiej Vuelty 2014 podgrzało dyskusję o takiej możliwości w peletonie World Touru, podobnie jak tajemniczy defekt i wymiana koła poprzedzające pościg Alberto Contadora na przełęczy Mortirolo podczas Giro d?Italia 2015.

    Pod presją opinii publicznej UCI zaczęła wyrywkowo kontrolować rowery podczas najważniejszych imprez, ale dopiero wpadka Femke van den Driessche rozpoczęła dyskusję i uruchomiła działania na większą skalę.

    Z dużym prawdopodobieństwem van den Driessche ktoś ?podkablował? a cała sprawa wydaje się być szyta bardzo grubymi nićmi. Arogancja, z jaką zachowała się jej ekipa jest wprost niewiarygodna.

    Rower Belgijki wyposażono w rozwiązanie ?Vivax (wcześniej znany jako Gruber) Assist?, oficjalnie dostępne na rynku od kilku sezonów. To bateria, silnik i przekładnia ukryte w rurze podsiodłowej i mufie suportu, sterowane przyciskami na kierownicy.

    To taki bardziej dyskretny, ale wciąż prosty do wykrycia ?e-bike?, który ma umożliwić np. turystom pokonywanie trudniejszych tras. Fakt, że takiego sprzętu użyła faworytka mistrzostw świata z nadzieją, że nie zostanie wykryta prosi się o tylko jeden, możliwy gest:

    Tak czy inaczej, od tego momentu ruszyła lawina dyskusji oraz początek regularnych i masowych kontroli. Inspektorzy UCI przy pomocy tabletów skanowali rowery zawodników w poszukiwaniu nieprawidłowości. Poza przypadkiem Femke van den Driessche nic nie znaleźli.

    Temat ?motodopingu? powracał jednak co jakiś czas. A to przy okazji materiału we francuskiej telewizji, który pokazywał dziwnie rozgrzane elementy rowerów na trasie wiosennych wyścigów, a to przy okazji wywiadów z Istvanem Varjasem, węgierskim wynalazcą, który twierdzi, że jest autorem i dostawcą o wiele skuteczniejszego systemu niż wspomniany ?Vivax?.

    Ma on działać na zasadzie elektromagnesów napędzających tylne koło ze zmodyfikowaną, carbonową obręczą maskującą nielegalne elementy. Sam Varjas twierdzi, że podpisał ekskluzywną umowę z jednym zespołem a o szczegółach ma poinformować opinię publiczną na początku przyszłego roku.

    Ponieważ ?doping mechaniczny? ma być optymalną propozycją dla zawodników jeżdżących z wysoką kadencją, stąd też naturalnym podejrzanym w oczach części komentatorów stał się Chris Froome.

    Kamery termowizyjne zostały więc, obok oficjalnych skanerów UCI użyte podczas Tour de France i podobnie jak pozostałe metody nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

    Tak czy inaczej, wpadka Femke van den Driessche, która została zdyskwalifikowana na sześć lat, potwierdziła istniejące wątpliwości, dała pole do dalszych spekulacji i na zawsze zmieniła oblicze kolarstwa.

    ?Motodoping? zyskuje więc, niestety, zasłużone miejsce w zestawie najważniejszych wydarzeń kolarskiego sezonu 2016.

  • Fair Play – o dopingu i bezpiece

    Fair Play – o dopingu i bezpiece

    Historia zawodniczki, która staje przed wyborem: brać doping, jechać na Igrzyska Olimpijskie i odmienić swoją przyszłość, czy żyć zgodnie z zasadami by w konsekwencji skończyć marnie. Kolejna odsłona opowieści o niedozwolonym wspomaganiu, tym razem w czeskim filmie ?Fair Play?.

    Czeska kinematografia znana jest z tego, że nawet, gdy nie wypuszcza na rynek kolejnego arcydzieła, średni poziom tamtejszych filmów jest wysoki. Podobno ma to związek z niskim współczynnikiem Giniego, dzięki czemu ludziom żyje się w miarę dostatnio co pozytywnie wpływa na rozwój kultury, w tym popularnej.

    ?Fair Play? to kolejna wersja tej samej historii. Ponieważ od lat śledzę temat dopingu w sporcie, czytałem i oglądałem dziesiątki filmów, książek, wywiadów i dokumentów, pokazany w tym konkretnym obrazie mechanizm nie jest w żaden sposób zaskakujący. Zawsze chodzi o to samo: wybór ciemnej lub jasnej strony mocy. Tym razem, poza samym wyborem ważny jest również jego kontekst.

    Poznajemy młodą, utalentowaną lekkoatletkę specjalizującą się w biegu na 200m, Annę, w kluczowym momencie jej kariery, niedługo przed Igrzyskami Olimpijskimi w Los Angeles (1984r). Aby móc konkurować z reprezentacjami innych krajów ?bloku wschodniego?, zwłaszcza ?sowietami? i ?enerdowcami?, przedstawiciele czechosłowackiego aparatu partyjnego postanawiają rozpocząć program wspomagania kadrowiczek stanozololem. To ten sam środek, na którym ?wpadł? niesławny Ben Johnson, a który występuje pod nazwą ?Winstrol? oraz, z czym mamy do czynienia w tym wypadku, ?Stromba?.

    Choć wszystko odbywa się pod nadzorem lekarzy a nasza bohaterka notuje kolejne przyrosty formy, ciężko trenując doznaje zapaści i trafia do szpitala. W obawie o własne zdrowie, ale też mają wątpliwości co do etycznych aspektów całego procederu zaczyna się wahać.

    To co do zasady ta sama historia, którą oglądaliśmy w ?Małej Królowej?, czyli fabularyzowanej opowieści o Genevieve Jeanson, znamy z książki Tylera Hamiltona oraz z wywiadów i zeznań wielu sportowców odnoszących sukcesy w latach 1990-2005.

    Tyle tylko, że w przypadku ?Fair Play? dodatkowym czynnikiem są realia ?demokracji ludowej?, gdzie poza aspektem materialnym i emocjonalnym sportowego sukcesu mamy do czynienia z polityką.

    Za systemem dopingowym w Czechosłowacji, tak jak w każdym, innym kraju zza ?żelaznej kurtyny? nie stoją prywatne firmy, lecz państwo. Państwo, dysponujące własnym aparatem represji, nie stroniące od szantażu, podsłuchu, lubujące się w aresztowaniach, zastraszaniu i oparte o siatkę donosicieli.

    Przez to presja, pod którą postawiona jest główna bohaterka jest większa a wybór, przed którym staje jeszcze trudniejszy.

    Poza historią dopingu, w ?Fair Play? dostajemy wiele smaczków związanych z życiem wyczynowego sportowca w latach ?80. Specyficzna ?stylówka?, której nie powstydziliby się współcześni hipsterzy, nowatorskie wówczas metody treningowe oraz diagnostyczne w połączeniu z realiami krajów ?socjalistycznych? tworzą razem niepowtarzalny klimat.

    Film jest ładnie sfotografowany, kolorystyką nawiązuje do ?wypłowiałych? materiałów światłoczułych ORWO (których nota bene reklama pojawia się w scenie decydujących o kwalifikacji na IO zawodów). Mimo rozgrywających się na ekranie kolejnych dramatów, historia toczy się z zachowaniem pewnej dozy stoicyzmu. Dzięki temu jest to póki co najlepszy obraz o dopingu w sporcie z tych, które do tej pory widziałem, ponieważ broni się jako niezłe kino samo w sobie.

    ?Fair Play?
    Czechy 2014
    Reżyseria: Andrea Sedláčková
    Czas: 100 minut

    Film miał swoją premierę w 2014r, do polskich kin wszedł pod koniec października 2016

  • Top 10 wymówek kolarzy złapanych na dopingu

    Top 10 wymówek kolarzy złapanych na dopingu

    Gwiazda biegów narciarskich, Therese Johaug została przyłapana na stosowaniu testosteronu. Tłumaczy się, że pozytywny wynik testu jest skutkiem użycia przez nią kremu na oparzenia słoneczne. To jedna z ciekawszych wymówek, choć bywały już bardziej wyrafinowane.

    Za przepisanie zawodniczce maści o nazwie Trofodermin zawierającej Clostebol odpowiedzialność bierze jej lekarz. Zobaczymy, jak sprawa potoczy się dalej, możliwe, że zostanie potraktowana jako ?brak TUE? a nie intencjonalne koksowanie się testosteronem.

    Tak czy inaczej, ?zatrucie? organizmu sportowca maścią na oparzenia słoneczne zawierającą testosteron jest dość ciekawą wymówką. Zobaczcie, jak inni tłumaczyli się w sytuacji pozytywnego wyniku testu antydopingowego.

    1. Cukierek z Peru

    Gilberto Simoni ?wpadł? na zażywaniu kokainy. Przynajmniej tak wynikało z badania przeprowadzonego przed Giro d?Italia 2002. Simoni tłumaczył się tym, że kokaina trafiła do jego organizmu w związku ze spożyciem cukierków, które dostał od swojej ciotki z Peru. Co ciekawe, jako jedno z nielicznych, to tłumaczenie okazało się prawdą a przynajmniej za prawdę uznał je Włoski Związek Kolarski uniewinniając kolarza.

    2. Mam bardzo chorego psa

    Frank Vandenbroucke, ?złote dziecko? a równocześnie ?enfant terrible? belgijskiego kolarstwa. Błyskotliwy na rowerze, niezrównoważony w życiu osobistym, do tego, tak jak wielu jego rówieśników, wychowany w kulturze dopingu. Zanim ten belgijski kolarz zmarł z powodu zatoru płuc w Senegalu po nocy spędzonej z kochanką był zamieszany w aferę dopingową. Obecność u niego w domu medykamentów (EPO, hormon wzrostu i reszty standardowego wyposażenia sportowców przełomu XX i XXIw) tłumaczył faktem, że musi leczyć chorego psa i są to środki, które przekazał mu weterynarz. Nie było to całkiem nieprawdą, ponieważ weterynarze często są zamieszani w dostarczanie sportowcom środków dopingujących.

    3. Moja ukochana teściowa tak bardzo cierpi

    Za Raimondasem Rumsasem, trzecim kolarzem Tour de France 2002, którego świetna jazda była dla wielu, postronnych obserwatorów sporym zaskoczeniem, po szosach Francji podążała wierna małżonka, Edita. Gdy w jej samochodzie znaleziono cały, dopingowy arsenał, tłumaczyła się, że to wszystko są leki dla jej matki, czyli teściowej Raimondasa. Rumsas na EPO wpadł dopiero rok później, za co otrzymał karę rocznego zawieszenia. W 2006 państwo Rumsas zostali skazani przez francuski sąd na 4 miesiące więzienia (w zawieszeniu) za nielegalny import leków. Recepty dla ?chorej teściowej? wypisał polski lekarz, dr Krzysztof Ficek.

    4. Zapiekanka z wkładką

    To dość stara sprawa, bo z lat ?80 XXw. Adri van der Poel, Zwycięzca m.in. Liege-Bastogne-Liege, Ronde van Vlaanderen i przełajowego mistrzostwa świata w 1983r ?wpadł? na strychninie (która poza tym, że jest trutką na szczury była używana jako stymulant). Zawodnik tłumaczył się, że podczas niedzielnego obiadu u teściów zjadł zapiekankę z gołębi, którym ten środek był podawany.

    5. Impreza życia

    Brytyjski talent, Jonathan Tiernan-Locke został zawieszony na dwa lata na skutek wykrycia nieprawidłowości w jego paszporcie biologicznym. Kolarz tłumaczył się, że zaburzenia powstały przez poważne odwodnienie. Powodem miała być impreza na której świętował? podpisanie kontraktu z Teamem Sky. Nazywając rzecz po imieniu, Locke twierdzi, że zapił a to stało się przyczyną jego wszystkich, kolejnych kłopotów.

    6. O mój boże? jestem chimerą

    Tyler Hamilton, skądinąd sympatyczna i ciekawa postać zapisał się w historii sportu jako pierwszy, u którego wykryto niedozwolone przetaczanie krwi. Co prawda ta praktyka ma wieloletnią tradycję, to jednak dość późno zaczęto za nią karać, dopiero po opracowaniu stosownych testów.
    Kolarz wybrał karkołomny sposób, by wytłumaczyć, dlaczego w jego organizmie płynęło kilka rodzajów krwi. Twierdził, że za czasów jego życia płodowego miał brata bliźniaka i są to pozostałości z tamtego czasu. Doktor House nie powstydziłby się takiej diagnozy.

    7. Wypiłem tylko jedno piwko

    Floyd Landis, który obecnie zajmuje handlem preparatami z marihuaną, zasłynął długą batalią sądową po tym, gdy pozbawiono go tytułu zwycięzcy Tour de France 2006 na skutek wykrycia podwyższonego poziomu testosteronu. Landis odrobił straty po fenomenalnym rajdzie na etapie do Morzine, co w ostatecznym rozrachunku przyczyniło się do jego zwycięstwa nad Oscarem Pereiro. Landis zastosował plastry z testosteronem w celu poprawienia regeneracji, ale tłumaczył się, że zaburzona wartość hormonu jest spowodowana wypiciem ?piwka lub dwóch?, które spożył wieczór wcześniej, by się lepiej nawodnić. Ta wymówka szczególnie przypadła do gustu tym mastersom, którzy hołdują zasadzie ?chmielowego izotoniku? po niedzielnej ustawce.

    8. Problemy z erekcją

    Mauro Santabrogio najpierw razem z Danilo di Lucą wpadł na EPO podczas Giro d?Italia 2013 a następnie w 2014r wykryto u niego przyjmowanie testosteronu. Włoski kolarz twierdził, że to wynik przyjmowania przez niego leków na problemy z erekcją. Inna sprawa, że zawodnik zmagał się z depresją. Depresja a konkretnie pozytywny wynik testu na zabroniony suplement DHEA zakończyła również karierę wspomnianego wcześniej Tylera Hamiltona. I choć wiele z opisanych przypadków jest do pewnego stopnia zabawna, to akurat tutaj nie ma się z czego śmiać.

    9. Wasze testy są do dupy

    Ricardo Ricco, którego bezkompromisowości jestem fanem, po tym, gdy został przyłapany na EPO, wersja ?CERA? (które swoją drogą sprawiło, że Włoch wprost fruwał na najcięższych podjazdach Giro i Touru) stwierdził, że czuje się oszukany, bo lek miał być niewykrywalny. A poza tym, to testy są niewiarygodne, bo kontrola wykonana tydzień wcześniej nic nie wykazała a przecież wtedy też ?był pod wpływem?.

    10. Nigdy nie miałem pozytywnego testu antydopingowego

    To moja ulubiona wymówka. Lance Armstrong przez lata odpierał dopingowe zarzuty mówiąc, że jest najczęściej kontrolowanym kolarzem na świecie i nigdy nie miał pozytywnego testu antydopingowego. Co więcej, zazwyczaj tę formułkę wygłaszał w trzeciej osobie, mówiąc o sobie per ?on?. Liczba deklarowanych przez niego kontroli nie do końca zgadzała się ze stanem faktycznym, co więcej, pozytywny wynik również się przydarzył, co zostało skutecznie zatuszowane. Tak czy inaczej, taktyka Armstronga była najskuteczniejsza i najdłużej przynosiła pożądane efekty.

    Wyróżnienie specjalne

    Alberto Contador wygrał Tour de France 2010 z Andym Schleckiem. Fakt, po drodze nie poczekał na swojego rywala, gdy temu spadł łańcuch, co mogło zaważyć o wyniku (na mecie Hiszpan był lepszy od Luksemburczyka tylko o 39 sekund), ale to on założył żółtą koszulkę na podium w Paryżu. Niestety dla Contadora okazało się, że w jednej z próbek, pobranej po dniu przerwy wykryto ślady klenbuterolu. Dosłownie ślady, zaledwie 50 pikogramów. Na tej podstawie, po długim postępowaniu odebrano Contadorowi wygraną nie tylko w Tour de France, ale i w Giro d’Italia, które wygrał „na czysto”, ale retroaktywnie stwierdzono, że nie mógł w nim startować.  Hiszpan tłumaczył się tym, że klenbuterol pochodził ze skażonego mięsa. To faktycznie dość częsty problem np. w Azji, ale w kontrolującej niemal wszystko Unii Europejskiej właściwie niemożliwy. Jedna z teorii głosi, że sprawa z klenbuterolem była tylko przykrywką dla czegoś o wiele poważniejszego. Tak czy inaczej „stek z dopingującej się krowy” odebrał Alberto Contadorowi dwie wygrane w wielkich tourach. Wniosek z tego taki, że będąc wyczynowym sportowcem naprawdę musisz zwracać uwagę na to, co jesz.

  • O co chodzi z TUE i hakerskim atakiem na WADA?

    O co chodzi z TUE i hakerskim atakiem na WADA?

    Spora część najlepszych sportowców cierpi na astmę. ?Rosyjscy hakerzy? udostępnili dokumenty Światowej Agencji Antydopingowej świadczące o przyjmowaniu zabronionych leków w majestacie prawa. Media grzmią, fani są przerażeni. Justyna Kowalczyk uśmiecha się z satysfakcją.

    Trudno powiedzieć, czy ?rosyjscy hakerzy? są faktycznie hakerami i czy pochodzą z Rosji. Idea, by osoby ukrywające się pod pseudonimem ?Fancy Bears? robiły zamieszanie w rewanżu za wykluczenie z Igrzysk w Rio sporej części olimpijczyków i paraolimpijczyków jest kusząca.

    Nazwiska Sereny i Venus Williams, Chrisa Froome?a i Bradleya Wigginsa, Bethanie Mattek, Roberta Hartinga w połączeniu z substancjami, których nazwy kończą się na ?zon? czy ?on? budzą trwogę i przerażenie.

    No bo przecież wszystko, co z apteki to doping a skoro WADA dopuszcza, by ktoś ?brał? w majestacie prawa, to gdzieś musi być przekręt.

    Co to jest TUE

    Therapeutic Use Exemption to ?wykluczenie dla celów terapeutycznych?. Oznacza dokładnie tyle, że po przedstawieniu stosownego zaświadczenia sportowiec, w drodze wyjątku, może użyć substancji znajdującej się na liście środków zabronionych.

    Co do zasady idea jest słuszna. Kontuzjowany czy też niedysponowany zawodnik lub zawodniczka, tak jak każdy inny człowiek może neutralizować skutki urazu, leczyć zapalenie czy też walczyć z przewlekłą chorobę. Wiele leków ma w składzie substancje, które równocześnie mogą wspomagać osiąganie lepszych wyników, ale w tej, nietypowej sytuacji, może przyjąć zabroniony środek, by tak jak każdy inny obywatel wrócić do zdrowia.

    Jeśli ktoś chce być 100% fair, może próbować leczyć się omijając takie leki, ale zazwyczaj nie ma wyboru.

    Często ?TUE? stosuje się w przypadku leków na astmę, alergię czy leków przeciwzapalnych.

    Doping z zaniedbania

    Zdarza się, że na skutek zaniedbań administracyjnych lub zwykłego gapiostwa co jakiś czas ?na dopingu? wpada zawodnik, który nie dopilnował procedur związanych z TUE. Kontrolowany sportowiec albo nie wie, co znajduje się w składzie zapisanego mu leku, albo zapomina zgłosić, że taką substancję przyjmuje albo też błędy popełnia klub, trener lub nawet lekarz.

    By nie szukać daleko, w tym roku pozytywny test na terbutalinę, lek na astmę, zaliczył Simon Yates. Jego grupa, Orica-BikeExchange nie dostarczyła stosownych dokumentów (choć zawodnik na astmę leczy się od dłuższego czasu), czego skutkiem było czteromiesięczne zawieszenie za ?niezamierzone stosowanie dopingu?.

    Takich przypadków, także w polskim sporcie i kolarstwie było wiele, można nawet wskazać je na imprezach rangi półwyczynowej.

    Astma czy alegrie we współczesnym świecie nie są niczym niezwykłym a sport bywa katalizatorem stanu patologicznego. Trudno też odmówić ludziom prawa do uprawiania ulubionej dyscypliny czy też, cierpiących na w sumie drobny problem, wysyłać na paraolimpiadę.

    Paradoping zamiast paraolimpiady

    Z drugiej strony, dobra procedura i słuszna idea, jak wiele innych jest nadużywana by zyskać przewagę nad konkurentami.

    Sztandarowym przykładem takiego działania jest kadra norweskich biegaczy narciarskich. Od lat krucjatę przeciwko ?astmatycznym? rywalkom prowadzi Justyna Kowalczyk, która uważa, że jej konkurentki stosują sterydy bez potrzeby i w nadmiernych ilościach.

    Niedawne informacje norweskiej telewizji wskazują, że po np. symbicort sięgają zdrowi sportowcy. Lekarz reprezentacji mówi wprost, że zapisuje preparaty prewencyjnie. Wszak uprawianie biegów narciarskich, gdy wdycha się spore ilości zimnego powietrza jest szkodliwe dla płuc i oskrzeli. Sprawę ma zbadać stosowna komisja.

    Wygląda więc na to, że wielokrotnie dyskredytowana za otwartą wojnę przeciwko nadużywaniu TUE Justyna Kowalczyk miała rację.

    Tego typu praktyki to bowiem nic innego jak wspomaganie wydolności przy użyciu zabronionych substancji, w granicach dopuszczonych przepisami.

    W skrócie, gdy paszporty biologiczne i nowe testy ograniczyły możliwości stosowania dopingu krwi, więcej tlenu można dostarczyć ?mechanicznie?, stosując leki na astmę rozszerzające oskrzela.

    Proste, skuteczne, legalne i znane od lat.

    Co więcej, w zasadzie nieskomplikowane do ?załatwienia? bo problemy z układem oddychania nietrudno znaleźć u sporej części sportowców.

    Czy jest o co kruszyć kopie?

    Przede wszystkim ?atak? Fancy Bear nie dostarczył nam żadnych nowych informacji. O tym, że Chris Froome stosuje leki na alergię wiemy przynajmniej od 2014r. Brytyjczyk posunął się nawet do tego, by użyć inhalatora na jednym z etapów Criterium du Dauphine. Dane udostępnione przez Fancy Bear są dokładnie tymi, o których wiedzieliśmy wcześniej.

    Jak sam kolarz twierdzi, Tour de Romandie i Criterium du Dauphine były jedynymi okazjami, gdy korzystał z TUE, zmagając się z wyjątkowo silnym atakiem alergii. Zrobił to dwa razy w czasie całej profesjonalnej kariery.

    Pewnym zaskoczeniem są podobne problemy Bradleya Wigginsa, choć tak naprawdę nie jest to żadna niespodzianka.
    Co więcej, trudno szukać w, nawet nadużywanej, procedurze TUE, przyczyny przewagi teamu Sky czy też norweskich biegaczy, choć z pewnością tego typu praktyki wchodzą w ?szarą strefę? a nazywanie sportowca korzystającego z tej procedury ?100% czystym? staje się dyskusyjne.

    O tym, że nadużycia TUE są problemem w wyczynowym kolarstwie napisano już w raporcie CIRC, zimą 2015r. CIRC to ?Niezależna Komisja ds Reformy Kolarstwa?, która m.in. miała zbadać aktualną sytuację związaną z dopingiem.

    Jeden ze świadków miał zasugerować, że 90% TUE ma tak naprawdę na celu poprawę wydolności a nie realne zwalczanie problemów zdrowotnych. Substancje, z których w majestacie prawa korzystają kolarze mają m.in. umożliwiać lepsze zbicie masy ciała, ekstremalne ?wycieniowanie? organizmu przed kluczowymi startami.

    Podanym przykładem była utrata 4kg w 4 tygodnie przy użyciu kortykosterydów użytych dzięki TUE, co dało 7% wzrost stosunku mocy do masy. A to już robi różnicę np. między 5,6 a prawie 6W/kg, czyli różnicę między miejscem w top10 a miejscem na podium wielkiego touru.

    Tyle tylko, że to wszystko wiemy – my, jako opinia publiczna – od niemal dwóch lat.

    Wymuszona dyskusja

    Sprawa norweskich biegaczy – znana od dawna, teraz podniesiona przez tamtejsze media czy też ?wyciek? danych WADA zmusza do dyskusji.

    Media lubią takie tematy. Łatwo przyszyć sportowcom łatkę oszustów. Zawodzili nas już przecież tak wiele razy, że z łatwością możemy przyjąć, że robią to znowu.

    Tak czy inaczej, ograniczenia czy też większe restrykcje związane z TUE prawdopodobnie wcześniej niż później zostaną wprowadzone. Sprawa jest o tyle trudna, że często nawet najbardziej radykalni, andydopingowi neofici również będą musieli z ?prawdziwego? TUE skorzystać.

    Sama Justyna Kowalczyk u progu wielkiej kariery zaliczyła wpadką związaną z niezgłoszonym użyciem deksametazonu. Z kolei Jonathan Vaughters użądlony przez osę nie zastosował sterydów i musiał opuchnięty wycofać się z Tour de France, choć w tym samym peletonie większość jego rywali radośnie stosowała EPO, testosteron i hormon wzrostu.

    Patrząc na zamieszanie wokół TUE, może ono faktycznie śmieszyć herosów z przełomu XX i XXIw, którzy o współczesnych atletach i ich rozterkach mogą spokojnie powiedzieć ?amatorzy?.

  • Blast From The Past – ?The Look?

    Blast From The Past – ?The Look?

    Spojrzenie – symbol. Kilka sekund, jeden obraz, który podsumowuje całą epokę historii Tour de France. Piętnaście lat temu Lance Armstrong zdeklasował rywali na podjeździe Alpe d?Huez.

    Tak, teraz wszyscy wiemy, na czym polegało ówczesne kolarstwo. Poza tym, że zawodnicy ciężko trenowali, zaczynali skupiać się na aerodynamice a najbogatsze ekipy korzystały z dobrodziejstw, jakie niosą ćwiczenia z pomiarem mocy, na porządku dziennym było zinstytucjonalizowane i organizowane przez drużyny wspomaganie farmakologiczne.

    Wiemy też, że doping w różny sposób działa na różne organizmy a ze względu na ograniczony dostęp do zabronionych środków, szanse i tak nie są równe, nawet, jeśli wszyscy mniej więcej biorą to samo.

    Po tym, niezbędnym wstępie przejdźmy do rzeczy. W sezonie 2001 Lance Armstrong mierzył się z Janem Ullrichem, miał to być pojedynek decydujący o pozycji najlepszego kolarza etapowego tamtych czasów.

    Jeśli popatrzymy na trasę 88. Wielkiej Pętli, w porównaniu ze współczesnymi standardami będzie wyglądała dość egzotycznie. Ponad 175km jazdy na czas (z czego 108 to próby indywidualne!) a etapy górskie skomasowano w pięciodniowym bloku w środku wyścigu (wcześniej rozegrano jeszcze górzysty odcinek w Alzacji). Między Alpami a Pirenejami był dzień przerwy, jednak czas ten kolarze poświęcili na podróż a nie, dość typowy dla Touru, ?transferowy? etap wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego.

    Prolog w Dunkierce przebiegł bez większych niespodzianek (wygrał Christophe Moreau, Armstrong i Ullrich zanotowali 3. i 4. rezultat, właściwie na remis). Najważniejszym wydarzeniem dnia był upadek młodej gwiazdy, jadącego w futursytycznych okularach Davida Millara.

    W kolejnych dniach rywalizowali sprinterzy, wszyscy czekali na etap numer pięć, czyli drużynową czasówkę. W deszczowych warunkach kolarze US Postal popełnili błąd. Christian Vande Velde poślizgnął się na mokrych pasach, podcinając Roberto Herasa. Musiało minąć kilka chwil, zanim Armstrong z kolegami zorganizowali się na nowo, rozpędzili i zaczęli jechać w dobrym tempie. Niespodziewanymi zwycięzcami etapu zostali kolarze Credit Agricole, ale równie ważna, co kłopoty US Postal, była porażka zespołu Telekom i Jana Ullricha. Niemcy, mimo upadku rywali nie zdołali ich pokonać, w związku z czym przed etapami górskimi Ullrich tracił do Armstronga już prawie pół minuty.

    Mimo to, wszyscy oczekiwali dość standardowego scenariusza, w którym faworyci skupią się na rywalizacji między sobą na najważniejszych, gróskich etapach.

    Tymczasem wydarzyło się coś zupełnie niespodziewanego. Na dojeździe do Alp, na etapie nr 8. z Colmaru do Pontalier, w deszczu i zimnie zawiązała się ucieczka, która dojechała do mety? ponad pół godziny przed peletonem! Liderem został sprinter z ekipy Credit Agricole, Stuart O?Grady, ale wyraźną przewagę nad Armstrongiem i Ullrichem zyskali Francuz Francois Simon a przede wszystkim obiecujący ?góral? z Kazachstanu, Andrei Kiviliev.

    Na starcie pierwszego, górskiego etapu z metą na Alpe d?Huez Armstrong i Ullrich tracili do Simona 31 a do Kivilieva 13 minut!

    To teoretycznie zmieniało wszystko i stawiało pod znakiem zapytania szanse kolarzy uważanych przed wyścigiem za faworytów. A mimo to Lance Armstrong postanowił zabawić się kosztem swoich rywali.

    Na trasie przez przełęcze Glandon i Madeleine oddał inicjatywę kolarzom Telekomu, ustawił się z tyłu topniejącej grupy (kolarze Telekomu musieli robić selekcję, by pozbywać się mających przewagę uciekinierów z poprzedniego dnia). Wyglądało to tak, jakby główny faworyt przeżywał trudne chwile, zatem jego konkurenci próbowali wykorzystać moment i zgubić go jeszcze przed finałowym podjazdem na Alpe d?Huez.

    Tymczasem u podnóża słynnego wzniesienia Armstrong wraz z pomocnikami przesunął się na czoło grupy, mordercze tempo nadał Jose ?Chechu? Rubiera i jeszcze przed dojazdem do pierwszego zakrętu wszyscy, poza Armstrongiem byli kompletnie ?ugotowani?. Kilka chwil później Armstrong obejrzał się do tyłu, zobaczył, że nie ma na co dłużej czekać i sam przyspieszył w niewiarygodny sposób.

    Na mecie zameldował się na mecie jako pierwszy, z czasem podjazdu 38?01?, trzecim w historii, równym dokonaniu Marco Pantaniego z 1994r. W swojej karierze zdołał poprawić ten rezultat tylko o sekundę, trzy lata później podczas indywidualnej czasówki. Z kolei Ullrichowi, pozostawionemu bez pomocników i zmęczonemu wcześniejszymi kilometrami pokonywanymi w mocnym tempie a także koszmarnie zakwaszonemu po pierwszym przyspieszeniu Rubiery wspinaczka zajęła równe 40?. I wcześniej (1997) i później (2004) wjeżdżał na Alpe d?Huez ok. 1,5 minuty szybciej.

    Kolejne etapy to była już czysta formaloność. Ekipa Ullricha jak i sam Niemiec podejmowali próby walki, ale zarówno w górach jak i na czas Armstrong i jego pomocnicy zdominowali resztę peletonu. Wyrazem bezsilności Ullricha był jego upadek do rowu na pirenejskim etapie oraz przegrana nie tylko z Armstrongiem ale i Igorem Gonzalezem Galdeano podczas ostatniej, długiej czasówki prowadzącej przez burbońskie winnice.

    Fakt faktem Simon i Kiviliev jechali dzielnie i bronili się długo. Armstrong przejął prowadzenie od Simona po 12 etapie, natomiast Kiviliev stracił miejsce na podium na rzecz Belokiego dopiero po ostaniej czasówce.

    Przewaga Armstonga była druzgocąca. W klasyfikacji generalnej z Ullrichem wygrał o 6?44?, z Belokim o 9?05? a z dziesiątym, Michaelem Boogerdem o? 22?38?.

    W całej tej historii zdumiewał styl, w jakim Lance Armstrong i jego drużyna rozgrywali wyścig. Poza wpadką na słynnym, deszczowym, ósmym etapie całkowicie kontrolowali sytuację. Dominowali w każdym terenie a sam Armstrong zaskakiwał ekstremalnie dynamiczną jazdą na wysokiej kadencji.

    Dodatkowo opinia publiczna wciąż była urzeczona jego powrotem do sportu po chorobie nowotworowej oraz działalnością charytatywną. Mimo niedawnej ?afery Festiny? fani i dziennikarze nie mogli lub nie chcieli wierzyć, że doping w zawodowym peletonie jest powszechny, zaawansowany i de facto obligatoryjny. Dominacja Armstronga i jego pomocników zaczynała jednak budzić pewne podejrzenia, które zostały oficjalnie potwierdzone dopiero kilkanaście lat później.

  • Loverove 21.06.2016

    Loverove 21.06.2016

    Wtorkowe loverove z zacnym zestawem rowerowych newsów :)

    1. Byle do przodu!

    Inspirujące wideo od Stravy, które w paru kadrach pokazuje ducha sportu:

    2. W roli głównej Michalina Ziółkowska

    Zawodniczka teamu Volkswagena świetnie spisała się podczas Südtirol Sellaronda Hero MTB Marathon – Dolomites, gdzie zajęła drugie miejsce, zaraz za Sally Bigham. Dzięki temu Polka załapała się na kilka rewelacyjnych ujęć w krótkim wideo podsumowującym zawody w Dolomitach:

    3. EPO bez wpływu na wyniki?

    Może pamiętacie, ale w lutym wspomniałem o naborze do eksperymentu, który miał rozpocząć badania nad skutecznością EPO jako środka dopingującego.  No więc właśnie przeprowadzono próbę podczas podjazdu na Mont Ventoux i pomiary wskazują, że… grupa kontrolna, która jechała na placebo wspięła się na „giganta Prowansji” szybciej niż ci, którzy rzeczywiście jechali „na koksie„. 

  • Loverove 29.04.2016

    Loverove 29.04.2016

    Piątkowe loverove, specjalnie dla Was:

    1. Jak wchodzić w zakręty?

    Czasem warto wrócić do podstaw, zwłaszcza, jeśli prezentuje je i tłumaczy Fabien Barel:

    2. Ciężkie życie sędziego

    Popatrzcie na ten sprint o wygraną na drugim etapie Tour de Romandie:

    A teraz podejmijcie decyzję: czy kolarz w czerwonym stroju popełnił wykroczenie i należy go w wynikach przesunąć za kolarza w stroju granatowym?

    Sędziowie zdecydowali, że tak. W związku z tym Ilnur Zakarin nie jest zwycięzcą górskiego etapu, pierwsze miejsce przyznano Nairo Quintanie. Jak widać przepychanki zdarzają się nie tylko podczas finiszu z dużej grupy na koniec dnia spędzonego w płaskim terenie.

    3. Uważaj, co bierzesz

    https://twitter.com/TourDeJose/status/725898623817412609

    Wydawałoby się, że na najwyższym poziomie wyczynu takie błędy nie mogą się zdarzyć. Tymczasem wschodząca gwiazda brytyjskiego kolarstwa, Simon Yates przyjmował lek na astmę nie posiadając ważnego „TUE”, czyli zaświadczenia o wykluczeniu do celów terapeutycznych. Co ważne, zawodnik poinformował lekarza przeprowadzającego kontrolę w czasie wyścigu Paryż-Nicea, gdy pobrano próbkę, że lek przyjmuje. Drużyna Orica-Greenedge bierze na siebie odpowiedzialność za niedopełnienie formalności, ale smród będzie się ciągnął za samym kolarzem. To tak a propos ostatniego tekstu o motodopingu.

  • Odpowiedzialność zbiorowa

    Odpowiedzialność zbiorowa

    Sprawa motodopingu Femke van den Driessche została oficjalnie zakończona. UCI nałożyła na dziewiętnastoletnią zawodniczkę karę sześcioletniej dyskwalifikacji oraz pokaźną grzywnę. Kolarka została ukarana indywidualnie, z pewnością sama złożyła rower z ukrytym silnikiem elektrycznym i ustawiła go w boksie. Tak samo jak niektórzy złapani na EPO kolarze brali je w samotności, bez porozumienia z trenerami i lekarzami.

    Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej zawsze jest kontrowersyjne. Zasady MPCC, ?ruchu na rzecz wiarygodnego kolarstwa? wedle których zespoły same miały wykluczać się z rywalizacji po kolejnych wykroczeniach dopingowych ich zawodników okazały się gwoździem do trumny Ruchu.

    Owszem, Astana po kolejnych przypadkach pozytywnych wyników testów wykluczyła się z uczestnictwa w Tour od Beijing 2014, ale to m.in. obowiązek stosowania odpowiedzialności zbiorowej spowodował, że obecnie w MPCC zrzeszonych jest zaledwie osiem zespołów World Touru. Z kolei groźba odebrania licencji Astanie czy Katiuszy była głównie groźbą, trudną do zrealizowania przed niezawisłym sądem.

    Nie w tym jednak rzecz, by karać całe ekipy. Za stosowanie dopingu karani są głównie sami sportowcy. Z kolei, ekipa Sky zadziałała nieco na wyrost i wprowadziła zasadę ?zera tolerancji? na podstawie której zrezygnowała ze współpracy m.in. z Bobbym Julichem czy Steven de Jonghiem. Byli kolarze, którzy w latach dziewięćdziesiątych stosowali EPO po zwolnieniu ze Sky szybko znaleźli zatrudnienie w innej ekipie.

    Za organizowanie dopingu w drużynie przed organami dyscyplinarnymi stawali współpracownicy Lance?a Armstronga: Johan Bruynell, Pedro Celaya czy Luis Garcia del Moral. Z ostracyzmem spotkał się także Manolo Saiz, za to upiekło się m.in. Bjarne Riisowi. Organy ścigania zajmowały się również takimi ?gwiazdami? jak Michele Ferrari czy Eufemiano Fuentes. Swoje dopingowe ?pięć minut? miał także masażysta Bogdan Madejak przy okazji afery Cofidisu.

    Zazwyczaj jednak ci, którzy organizują, dostarczają, ?przepisują? czy też podają niedozwolone pozostają w cieniu. Ten sam cień powoduje, że to nie oni błyszczą przed kamerami po wygranych wyścigach, ale też chroni ich gdy nielegalne praktyki wychodzą na jaw.

    Femke van den Driessche nie tylko miała zapasowy rower z silnikiem elektrycznym przygotowany w boksie podczas przełajowych mistrzostw świata. Z dużym prawdopodobieństwem używała tego sprzętu wcześniej, np. podczas zawodów Koppenberg Cross.

    Czy wierzycie, że dziewiętnastolatka,która oczywiście zaprzecza, by cokolwiek działo się za jej wiedzą i zgodą – sama zmodyfikowała swój rower, umieściła go w boksie i używała podczas wyścigów bez wiedzy mechanika, który ten sprzęt serwisuje czy też trenera analizującego czasy okrążeń, tempo na podjazdach, rytm serca czy moc generowaną przez zawodniczkę?

    Po doping, jak się teraz okazuje mechaniczny, ale przede wszystkim po niedozwoloną farmakologię często sięgają młodzi zawodnicy. Ostatecznie to w ich żyłach płynie sztucznie natleniona krew i to ich poziom testosteronu jest nienaturalnie podniesiony. Poza presją psychiczną nikt ich do złego nie zmusza. Wybór jest ich własnym wyborem i to oni ponoszą konsekwencje: zdobywają sławę i pieniądze, ale też tracą wszystko w momencie wykrycia oszustwa.

    W przypadku dopingu technicznego wszystko dzieje się zgodnie z prawem: silniczki, elektromagnesy, bezprzewodowa łączność są do kupienia legalnie i każdy cykloamator może to zrobić stacjonarnie lub online, dostając paragon i gwarancję. Dla odmiany doping farmakologiczny w zasadzie zawsze wiąże się ze złamaniem prawa: korupcją lekarza, przemytem lub zakupem na czarnym rynku. I choćby za to, po stosownych wyjaśnieniach powinni odpowiadać pomocnicy sportowca-dopingowicza.

    Tyle tylko, że to już jest zajęcie dla prokuratury a nie federacji kolarskiej, lekkoatletycznej czy jakiejkolwiek innej.

  • Loverove 27.04.2016

    Loverove 27.04.2016

    Dobry zestaw we wtorkowym loverove: świetne zdjęcia z Liege-Bastogne-Liege, newsy ze świata motodopingu oraz najświeższe trendy w rowerach wyczynowych.

    1. Scott Mitchell ze śnieżnego L-B-L

    Pierwsza z oczekiwanych galerii z Liege-Bastogne-Liege rozgrywanego w czasie kwietniowego ataku zimowej aury:

    https://twitter.com/TeamSky/status/724638128791801856

    Brrr… robi się zimno od samego oglądania. 

    2. Sześć lat za posiadanie…

    Femke van den Driessche została ukarana sześcioletnią dyskwalifikacją za wykrycie podczas mistrzostw świata w przełajach w jej boksie technicznym zapasowego roweru z ukrytym silnikiem elektrycznym Vivax uruchamianym przy pomocy przycisku z bluetoothem. Dodatkowo ma zapłacić 20tys franków szwajcarskich grzywny. Osoby z otoczenia belgijskiej kolarki: z klubu czy reprezentacji narodowej nie poniosły żadnych konsekwencji.

    Z pewnością dziewiętnastolatka zorganizowała wszystko sama, w głębokiej tajemnicy przed wszystkimi.

    3. Kolejny kraj delegalizuje tarczówki

    Wczoraj pokazałem Wam nowego Canyona Aeroad z hamulcami tarczowymi, dziś mamy informację, że kolejna, po Francuskiej, federacja kolarska wyklucza użycie „tarczówek” we wszystkich wyścigach szosowych, włącznie z amatorskimi. Na takim sprzęcie nie pojeździmy także w Hiszpanii. Ciekawe, kiedy za tym trendem pójdzie PZKol a także jaka będzie odpowiedź producentów sprzętu. Wiele lat pracy działów R&D a także kilkanaście miesięcy działań marketingowych musiało kosztować przecież grube miliony dolarów.

    4. Tak samo twarde 50 zębów

    Zobaczcie nowy rower Nino Schurtera, na którym Szwajcar wygrał inaugurację Pucharu Świata XCO:

    Pełną specyfikację znajdziecie tutaj. Intrygujący jest zestaw przełożeń 1×12 z nową przerzutką SRAM Eagle. Monstrualnej kasecie z największym trybem 50z towarzyszy przednia zębatka 38z, co daje najlżejsze przełożenie takie jak w 2×11 z zębatką 42z. Tyle tylko, że mocarnemu Nino zapewne chodziło o bardziej użyteczne przełożenia na dole kasety, zatem dzięki temu nowatorska propozycja SRAMa znajduje swoje uzasadnienie.