Drugi miesiąc sezonu podgrzewał emocje na różne sposoby. Walka z dystansem podczas jazdy godzinnej, przełajowe mistrzostwa świata i pierwsza konfrontacja Contadora z Froomem były najważniejszymi wydarzeniami lutego.

”Godzina” przywilejem najbogatszych?

Jack Bobridge poległ w próbie pobicia rekordu godzinnego pod koniec stycznia. Zawodnik małej, australijskiej grupy, jadący na rowerze Cervelo, bardziej na fali entuzjazmu niż precyzyjnych przygotowań pojechał w Melbourne szybciej niż Jens Voight, ale wolniej niż Matthias Brandle. Na tym samym torze co Voigt (w szwajcarskim Grenchen), tydzień po Bobridge’u do próby stanął Rohan Dennis: nowa gwiazda australijskiego kolarstwa, zwycięzca Tour Down Under i co najważniejsze, zawodnik worldtourowej grupy BMC.

Dennis uzyskał znakomity wynik 52,491km. Potwierdził w ten sposób, że jest kolarzem najwyższej klasy, ale pokazał też różnicę między “chałupniczym” podejściem Bobridge’a a współczesnym, w pełni profesjonalnym podejściem ery “marginal gains”. Jechał równo, w odpowiedniej pozycji, na właściwym przełożeniu, w dopracowanej pozycji, nieznacznie zwalniając dopiero w samej końcówce. De facto nie ścigał się z Brandlem, ale próbował ustawić poprzeczkę najwyżej jak się da, mając w pamięci kolejne zaplanowane próby.

Następnym śmiałkiem, który postanowił zmierzyć się z “godziną” był Thomas Dekker. Dziecko “epoki EPO”, mający na swoim koncie dyskwalifikację związaną z pozytywnym wynikiem retroaktywnego badania próbek, utalentowany, choć niespełniony kolarz, który na sezon 2016 pozostawał bez kontraktu. Dekker postawił wszystko na jedną kartę. Od ustanowienia rekordu uzależniał dalsze kontynuowanie kariery. Aby zdobyć swój cel sięgnął po ostateczną broń, jaką jest jazda na wysokości, w warunkach rozrzedzonego powietrza. Do spełnienia marzeń zabrakło mu niewiele. Ostatecznie jednak monstrualne przełożenie 58/14 “zabiło” nogi Holendra i do wyniku Dennisa zabrakło 270m. To lepiej niż Brandle, Bobridge i Voigt, niestety po drodze “przydarzył się” Dennis. Nie wątpię, że gdyby Dekker zaliczył wcześniej sesję w tunelu aerodynamicznym, pojechałby szybciej niż Australijczyk i kto wie, może nadal ścigałby się w zawodowym peletonie.

Ostatnią lutową próbą pobicia rekordu godzinnego podjęła Sarah Storey. To przypadek ciekawy o tyle, że Brytyjka jako pierwsze “otworzyła” rywalizację o kobiecą wersję “godziny”. W tabelach widnieje bowiem wynik Leontien Van Moorsel uzyskany w 2003r “w stylu Merckxa”, czyli na najbardziej klasycznym rowerze torowym. Próbie Storey smaczku dodawał fakt, że zawodniczka ta jest paraolimpijką (ma od urodzenia niesprawną lewą rękę). Poza tym jest Brytyjką a w jej kraju kolarstwo przeżywa prawdziwy renesans. Do rekordu Van Moorsel zabrakło pół kilometra, na londyńskim torze ustanowiła jednak rekord swojego kraju oraz rekord wśród parakolarek.

Froome vs Contador

Przed sezonem 2016 Alberto Contador zapowiedział, że chce powalczyć o “dublet”, czyli wygrać Giro d’Italia oraz Tour de France w jednym roku. W zwiazku z tym Hiszpan musiał oszczędzać siły i uważnie liczyć dni startowe. Z kolei Froome całą energię zdecydował się rzucić na Wielką Pętlę i odzyskanie tytułu. Obaj zawodnicy ostatnią konfrontację zaliczyli podczas Vuelta a Espana 2014, gdzie w pojedynku rekonwalescentów lepszy był Contador.

Vuelta a Andalucia, impreza, gdzie w przeszłości rywalizowali mniej znani kolarze a faworyci wielkich tourów co najwyżej zrzucali zbędne kilogramy, stał się areną starcia gigantów. Podczas czasówki szybszy był Contador, Hiszpan wygrał również na Alto de Hazallanas. Z kolei dzień później Froome “poprawił” na Alto de Allanadas, odrobił straty i wygrał cały wyścig. Choć do lipca, gdy wszystko miało się rozstrzygnąć było jeszcze kilka miesięcy, pierwszy element budowania przewagi psychicznej przez Brytyjczyka został zdobyty.

Paulina Wielka

Szosowa mistrzyni świata z Ponferrady, Pauline Ferrand-Prevot kilka miesięcy później, w czeskim Taborze wywalczyła tęczową koszulkę w przełajach. Francuzka jest obecnie jednym z najlepszych kolarzy na świecie a z pewnością najbardziej uniwersalnym. Znakomicie radzi sobie i na asfalcie i na dropach pucharu świata XCO i w przełajowym błocie. W ciągu mniej niż 12 miesięcy została mistrzynią świata we wszystkich tych specjalnościach.

Jeśli już mowa o przełajach, to warto zauważyć zmianę pokoleniową. Wszystkie miejsca na podium wyścigu elity mężczyzn zajęli kolarze urodzeni w latach dziewięćdziesiątych. Złoto zdobył Mathieu van der Poel (1995), srebro Wout van Aert (1994) a brąz Lars van der Haar (1991).

Smród wokół Astany

Uwaga wokół rywalizacji Froome’a z Contadorem odwracała nieco uwagę od obrońcy tytułu zwycięstwa Tour de France, czyli Vincenzo Nibalego. Włoch miał jednak swoje problemy. Jego drużyna, kazachska Astana została zmiażdżona przez raport ISSUL (Instytut Sportu Uniwersytetu w Lozannie). Kolejne pozytywne wyniki testów antydopingowych w młodzieżówce Astany jak i we właściwej drużynie spowodowały, że konieczne było przeprowadzenie niezależnego audytu. Wyniki okazały się druzgocące i pod poważnym znakiem zapytania stanęła ważność licencji World Tour posiadanej przez drużynę. Ostatecznie kierownictwo drużyny zapowiedziało program naprawczy i w kwietniu potwierdzono przynależność do elitarnego grona najlepszych zespołów zawodowych, ale wątpliwości i niesmak pozostały.

Orlen zaczyna współpracę z Active Jetem

Dyskretnie i przy pomocny mniej prestiżowej marki (“Orlen Paliwa”) polski koncern rozpoczął współpracę z kolarzami drużyny Piotra Kosmali. Wówczas anonsowałem to jako ważny krok w rozwoju naszego kolarstwa, z perspektywy czasu tym właśnie był. Od sezonu 2016 już jako Verva Active Jet ekipa będzie ścigała się z licencją prokontynentalną, będzie więc już prawdziwym zespołem zawodowym na ścisłym zapleczu światowej elity. Często takie właśnie, pozornie niewielkie kroki są początkiem większych projektów.

Zdjęcie okładkowe: Martin Pettitt, flickr cc by 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments