Tag: thibaut pinot

  • Kto wygra Tour de France 2020 i dlaczego?

    Kto wygra Tour de France 2020 i dlaczego?

    Ineos Grenadiers kontra Jumbo – Visma. Przy sile ognia tych dwóch latających fortec pozostałe drużyny i ich liderzy pozostają nieco w cieniu, ale to nie znaczy, że w kluczowych momentach nie przejmą inicjatywy i nie powalczą o żółtą koszulkę.

     

    27/08/2020 – Tour de France 2020 – Presentation des equipes a Nice – Groupama – FDJ, fot. materiały prasowe ASO

    Marzenie Francuzów

    Gospodarze czekają na zwycięstwo w swoim domowym wyścigu od 1985r. W drugiej dekadzie XXIw Francuzi doczekali się przynajmniej dwóch reprezentantów, którzy byli bliżej wygranej niż Virenque i Morreau w “erze epo”.

    Artysta Bardet i uniwersalny żołnierz Pinot pokazywali już, że są w stanie przełamać dominację zespołu Ineos (wcześniej Sky), ale brakowało im niezawodności. 

    Bardet za słabo jeździł na czas a Pinot gdy był realnie najmocniejszym kolarzem Wielkiej Pętli musiał wycofać się z powodu kontuzji. 

    Z myślą o idolach Francji, znakomicie czujących się w górzystym terenie, organizatorzy przygotowali z jednej strony trasę bardzo ciężką i marginalizującą znaczenie czasówki a równocześnie unikającą dużych wysokości sprzyjających rywalom z Ameryki Południowej.

    Powyżej 2000m n.p.m. peleton znajdzie się tylko na jednym etapie i to zaledwie na chwilę. Na odcinku numer 17 kolarze zafiniszują w Meribel na wysokości 2304m. 

    O ile wygląda na to, że pomysły Bardeta na pokonanie Ineos się skończyły (po tym sezonie przechodzi do Sunwebu, przed startem zdejmuje z siebie presję twierdząc, że chce tylko walczyć o zwycięstwa etapowe), o tyle Pinot ma pełne wsparcie drużyny FDJ, jest w dobrej formie a do tego wie, że może być szybszy pod górę niż Egan Bernal. 

    Każdy dzień to nowa szansa

    Często Tour de France daje kolarzom okazję do złapania wyścigowego rytmu, nabranie rozpędu i dojście do optymalnej dyspozycji po kilku etapach. 

    W tym roku nie tylko zawody rozgrywane są z mniejszą liczbą dni wyścigowych w nogach (ok. 20 w miejsce często spotykanych 40), to jeszcze odstęp między głównymi testami (w tym roku było to de facto tylko Criterium du Dauphine) a startem docelowym jest mniejszy, zaledwie dwutygodniowy.

    Co więcej, już pierwsze dwa dni to solidny sprawdzian w górach na trasach znanych z finału Paryż-Nicea a finisz na podjeździe i to pierwszej kategorii zaplanowany już na etap numer cztery.

    Dodatkowo peleton dwukrotnie zmierzy się z nieprzewidywalnym terenem Masywu Centralnego, zarówno przed jak i po Pirenejach.

    Etapem decydującym wcale nie musi być ten wspomniany z podjazdami Col de la Madeleine i Meribel a wcześniejszy, jurajski (numer 15.) ze stromym finiszem na Grand Colombiere a także wymagającym zjazdem z Col de la Biche (to właśnie presja, jaką w tamtej okolicy na rywalach wywarł zespół Ag2r zaowocowała dramatycznymi upadkami Gerainta Thomasa, Richiego Porte i Rafała Majki w 2017r).

    A to oznacza, że możliwe są różnego rodzaju zagrywki taktyczne. Wyścig ma szansę wygrać nie tylko kolarz najmocniejszy, ale też podejmujący największe ryzyko. Miguel Angel Lopez, Tadej Pogacar, Mikel Landa, Emanuel Buhmann, Nairo Quintana, Guillaume Martin, Adam Yates, kolarze Movistaru (Mas, Valverde, Soler), Bauke Mollema i Richie Porte, Daniel Martiznez czy Rigoberto Uran wcale nie stoją na straconej pozycji. 

    27/08/2020 – Tour de France 2020 – Presentation des equipes a Nice – Ineos Grenadiers (IGD), fot. materiały prasowe ASO

    Pojedynek wagi ciężkiej

    Choć w latach ubiegłych drużyna Movistar próbowała swoich sił ze składem pełnym gwiazd, nikt jeszcze nie rzucił takiego wyzwania ekipie Ineos jak teraz robi to Jumbo – Visma. Nie tylko dlatego, że Primoz Rogic i Tom Dumoulin to równorzędni rywale dla Egana Bernala i Richara Carapaza. Holenderski team to pierwsza ekipa w czasach dominacji Brailsforda, która poszła tą samą drogą co Brytyjczycy. Jumbo – Visma przywozi do Francji skład, którego każdy z członków mógłby być liderem innego zespołu a przez trzy tygodnie będzie wspólnie rywalizował z dream teamem Ineosu poświęcając indywidualne ambicje dla wspólnego, wyższego dobra. 

    Tour de l’Ain i Criterum du Dauphine pokazały, że siła ognia Jumbo Visma jest nawet większa od tego, co prezentowali Grenadierzy. Co prawda to było kilka tygodni temu a Tour zaczyna się teraz, jednak ostatnie lata pokazały, że wcześniejszy szczyt formy nie musi oznaczać słabości na Wielkiej Pętli. Podobnie jak nieco słabsza postawa kilkanaście dni przed TdF może świadczyć o tym, że najwyższa sprawność dopiero nadejdzie. 

    Michał Kwiatowski, Dylan van Baarle, Luke Rowe, Andrey Amador, Jonathan Castroviejo i Pavel Sivakow będą robić wszystko, by pokonać rywali w żółto-czarnych koszulkach. George Bennett, Wout Van Aert, Tony Martin, Robert Gesink, Amund Grondahl Jansen i rewelacyjny Sepp Kuus to prawdopodobnie najsilniejsi pomocnicy, z jakimi przyszło mierzyć się pociągowi Ineos. Pokuszę się o stwierdzenie, że tak mocnych konkurentów nie miały ani zespoły Lance’a Armstronga ani Miguela Induraina. 

    Szansa na przełamanie brytyjskiej hegemonii jest więc tym razem większa niż kiedykolwiek wcześniej. 

    To powoduje daleko idące konsekwencje. Przy kilku niezmiernie silnych ekipach, maleją szanse na powodzenie ucieczek. Może się też okazać, że mimo wielkich oczekiwań, wyścig będzie rozgrywany defensywnie, z nastawieniem na wyniszczenie rywali a nie rozstrzygnięcie śmiałym atakiem. Przy tak wyrównanej stawce odjechanie nadającym mordercze tempo konkurentom może być zwyczajnie niemożliwe. 

    Dla kibiców scenariusz – marzenie to nieustająca wojna, podobna do tej, którą na Giro d’Italia 2015 prowadziły drużyny Tinkoff-Saxo i Astana. Dla kolarzy jadących w peletonie tegorocznej Wielkiej Pętli byłby to koszmar i prawdopodobnie najcięższy wyścig w życiu.

    27/08/2020 – Tour de France 2020 – Presentation des equipes a Nice – Bora – Hansgrohe, fot. materiały prasowe ASO

    A co z zieloną koszulką?

    Stuprocentowi sprinterzy będą mieli w tym roku w porywach sześć okazji do sprawdzenia swoich możliwości. A to oznacza, że rywalizacja o zieloną koszulkę i prowadzenie w klasyfikacji punktowej rozegra się między Peterem Saganem a… trudno stwierdzić kim. 

    Nawet, jeśli Słowak póki co w tym sezonie nie błyszczał, konsekwencja, determinacja, czołowe lokaty na płaskich oraz lekko górzystych etapach oraz kilka lotnych premii na etapach górskich powinny dać mu ósme zwycięstwo w drugiej, najważniejszej klasyfikacji touru. 

    Najszybszym sprinterem w stawce jest teoretycznie Caleb Ewan, w dobrej dyspozycji są też Niccolo Bonifazio i Giacomo Nizzolo. 

    Trzeba też powiedzieć, że przy takim układzie trasy, finisze z peletonu będą nie tylko miłą odmianą, ale wręcz wyczekiwanym punktem programu. 

    Z kolei biorąc pod uwagę przewidywany przebieg rywalizacji i ostre ściganie Grenadierów z Jumbo – Visma całkiem prawdopodobne jest, że koszulka najlepszego górala trafi w ręce jednego z zawodników walczących o czołową lokatę w klasyfikacji generalnej. 

    Zatem kto wygra 107. Tour de France?

    Bukmacherzy wskazują na Egana Bernala. W drugiej kolejności największe szanse ma Primoz Roglic, dalej Tom Dumoulin, Thibaut Pinot, Tadej Pogacar i Richard Carapaz. 

    Stosunkowo niskie notowania mają Buchmann, Landa czy Miguel Angel Lopez.

    Nie wiemy też, czy informacje o kontuzjach i np. wcześniejsze wycofywanie się z Criterium du Dauphine były efektem licznych kraks, w których leżeli niemal wszyscy czy zaplanowanej wcześniej taktyki. Może się bowiem okazać, że pozornie niegroźne otarcia były realnie poważnymi stłuczeniami uniemożliwiającymi skuteczny trening w dniach bezpośrednio poprzedzających Tour.

    Na koniec wreszcie znaczenie będzie odgrywała pandemia z groźbą relagacji z wyścigu po przekroczeniu dozwolonej liczby dwóch pozytywnych przypadków Covid-19 w drużynie.

    W imię zasady “bij mistrza” i chcąc obejrzeć najciekawszy i najbardziej zaskakujący Tour de France XXIw chciałbym zobaczyć podium, na którym staną Thibaut Pinot, Tom Dumoulin i Emanuel Buhmann. Ale szansa na takie rozstrzygnięcie jest minimalna. 

    Najlepsze opisy trasy wraz ze szczególami zasad w poszczególnych klasyfikacjach znajdziecie tutaj:

    Natomiast kompletną listę startową na Pro Cycling Stats https://www.procyclingstats.com/race/tour-de-france/2020/startlist

  • Czas Dzielnych Francuzów

    Czas Dzielnych Francuzów

    Gospodarze czekają na zwycięstwo w Tour de France od 1985r. Owszem, w międzyczasie zdarzało się, że kręcili się w ścisłej czołówce, ale dopiero teraz mają grupę na tyle dobrych zawodników, by myśleć o powrót na podium w Paryżu. Być może nawet na jego najwyższy stopień.

    W obliczu ekstremalnie mocnego teamu Sky i jak zawsze wychudzonego i piekielnie skutecznego Chrisa Froome?a, roszczącego sobie słuszne pretensje do żółtej koszulki Nairo Quintany czy też próbującego za wszelką cenę wrócić na tron Alberto Contadora, trudno sobie wyobrazić triumfującego Thibaut Pinot, Romaina Bardet czy Warrena Barguila.

    W teorii współczesne wielkie toury sprowadzają się do tego, kto popełni mniej błędów na trasie i kto ma lepszy stosunek mocy do masy. Jeśli na każdym z kluczowych podjazdów trwających między 20 a 60?, zazwyczaj jest ich między 3 a 6, zawodnik jest w stanie generować 6-6,2W/kg masy ciała a wcześniej koledzy z ekipy ochronią go przed stratami w płaskim terenie, będzie się liczył w walce o zwycięstwo lub nawet zapewni je sobie na kilka dni przed końcem wyścigu.

    W praktyce wiemy, że taką formę na trzytygodniowy tour jest w stanie przygotować i utrzymać jeden, może dwóch ludzi na świecie. Kilku kolejnych jedzie w granicach 5,6-6W/kg, kilku też, przed startem uznawanych za faworytów popełnia błędy i nawet, jeśli są w optymalnej dyspozycji, to albo wypadają z rywalizacji albo liczą się tylko w walce o etapowe zwycięstwa.

    Ostatnich kilka sezonów pokazało, że trzy elementy: parametry fizjologiczne, mocny team oraz odrobinę szczęścia na wymaganym poziomie potrafi dostarczyć Chris Froome, Nairo Quintana, Alberto Contador i Vincenzo Nibali. By do nich dołączyć, najbliżej ma póki co Fabio Aru. Z wciąż aktywnych jako liderzy drużyn kolarzy nikt inny nie wygrywał trzytygodniowej imprezy od 2010r.

    W całej sprawie nie chodzi tylko o wiek. Wszak Aru i Quintana wciąż są młodzi a Froome odnosi sukcesy od stosunkowo niedawna. Trudno oceniać, czy rok 2016 to jest właśnie ten czas, gdy żółtą koszulkę w Paryżu założy Francuz, ale nie można tego wykluczyć.

    Każdy z wymienionych wcześniej ?trójkolorowych?: Thibaut Pinot (FDJ), Romain Bardet (Ag2r) i Warren Barguil (Giant Alpecin) jest młody, ale zdążył już okrzepnąć w zawodowym peletonie. Pinot, który u progu kariery został okrzyknięty ?wielką nadzieją Francuzów? okrzepł, zmężniał, w 2014 był trzeci w ?Wielkiej Pętli? a do tego zaczął świetnie jeździć na czas. Z kolei Bardet, jest typowym, błyskotliwym, odważnym ?góralem?, którego dużym atutem jest umiejętność bardzo sprawnego pokonywania karkołomnych zjazdów. Najmniej emocji wzbudza Barguil, ale i on jest blisko poziomu kolarskich arcymistrzów.

    Może być tak, że Tour de France po raz kolejny zostanie zdominowany przez Froome?a i Team Sky. Może być też tak, że Brytyjczycy zostaną złamani przez Nairo Quintanę lub też, po raz kolejny w karierze błyskotliwym, zaskakującym manewrem popisze się Contador. Wyścig życia może pojechać Richie Porte albo Tejay van Garderen.

    Nie postawię u bukmachera na zwycięstwo francuskiego kolarza, ale biorąc pod uwagę różne tendencje wierzę, że np. Thibaut Pinot jest w stanie wygrać tegoroczną ?Wielką Pętlę?, bo choć nie startuje w roli faworyta, ma wiele argumentów, które wspierają jego kandydaturę.

    To byłoby wielkie wydarzenie dla gospodarzy, którzy przez lata, organizując największe wydarzenie w kolarskim świecie, grali w nim tylko trzecioplanowe role. Ukute przez komentatorów naszego Eurosportu określenie ?Dzielni Francuzi? lapidarnie nazywa całość zjawiska. W czasie wielu Tourów jedyne, na co było stać reprezentantów francuskich ekip, to jazda w ucieczkach, rywalizacja o etapowe wygrane, kilka chwil chwały 14. lipca na jednym z górskich odcinków.

    Kolejne ?wielkie nadzieje? a to nie były w stanie przebić się w skażonym EPO peletonie a to, po imponującym debiucie, gubiły się w meandrach dorosłego ścigania a to miejsca w pierwszej dziesiątce były wszystkim, na co było ich stać.

    Thomas Voeckler z językiem na wierzchu, do utraty tchu broniący żółtej koszulki, Pierre Rolland odpalający kolejne, marnujące energię ataki a wcześniej David Moncutie, ?jedyny sprawiedliwy?, który przez dzień lub dwa był w stanie ?na czystko? powalczyć ze stosującymi nieograniczony doping rywalami. Tylko tyle mogli pokazać gospodarze poza regularnym zabieraniem się w skazane na pożarcie ucieczki.

    Teraz mają trzech znakomitych kolarzy, przedstawicieli nowego pokolenia sportowców, którzy w ostatnich sezonach pokazywali przebłyski mistrzostwa.

    Jak myślicie, czy Tour de France 2016 będzie Tourem Francuzów?

  • Thibaut Pinot – kolarz kompletny?

    Thibaut Pinot – kolarz kompletny?

    Ostatnim Francuzem, który wygrał Tour de France był w 1985r Bernard Hinault. Czy dwudziestosześcioletni Thibaut Pinot może dla gospodarzy odczarować Wielką Pętlę?

    Solidna postawa Pinot w Tirreno-Adriatico to najważniejsze wydarzenie otwierających europejski sezon etapówek. Owszem, dla Gerainta Thomasa wygranie Paryż-Nicea to ważny krok w karierze. Druga lokata Alberto Contadora tamże potwierdza, że Hiszpan jest dobrze przygotowany do sezonu a jego droga do żółtej koszulki Tour de France jest otwarta. Druga lokata Petera Sagana w T-A oraz znakomita postawa w jeździe na czas Fabiana Cancellary w połączeniu z mocnymi Gregiem Van Avermaetem oraz Zdenkiem Stybarem zwiastują ciekawy sezon klasyków.

    Jednak to nie oni, a właśnie Thibaut Pinot, choć bez wygranej, jest zwycięzcą pierwszych dni marca. Dlaczego?

    Olbrzymia praca jaką w ostatnich miesiącach wykonał i on i jego koledzy z ekipy FDJ w kwestii jazdy na czas jest kluczową zmianą, która może odmienić losy wielkich tourów w najbliższych sezonach.

    To, że Pinot znakomicie radzi sobie pod górę, wiedzieliśmy. Ma na swoim koncie górskie etapy Tour de France, Tour de Suisse czy Tour de Romandie. Od najmłodszych lat był anonsowany jako ?Wielka Nadzieja Francuzów?, ale po początkowych sukcesach (emocjonująca wygrana w Porrentruy podczas Wielkiej Pętli 2012), gdzieś się pogubił. Nie wytrzymywał psychicznie, miewał poważne problemy na zjazdach.

    Przełom nastąpił w sezonie 2014, gdy podczas nerwowego i pechowego dla wielu kolarzy Tour de France Pinot nie tylko nie stracił czasu na brukach (do których nawet nie dojechał Froome) czy na mokrych zjazdach w Wogezach (gdzie odpadł Contador), ale też znakomicie spisywał się w górach, gdzie zawsze był w ścisłej czołówce, w zasadzie bez większych kryzysów. Co ważne, decydującą o miejscach na podium czasówkę pojechał znakomicie, notując dwunasty rezultat, dzięki czemu zajął trzecie miejsce w całym wyścigu i pierwsze w klasyfikacji młodzieżowej.

    Rok temu u progu Tour de France świetnie spisał się w Szwajcarii, gdzie w imponującym tempie pokonał podjazd w Solden. Wielką Pętlę 2015 zapamięta zapewne z mieszanymi uczuciami. Stracił czas podczas pierwszego, nerwowego tygodnia oraz w Pirenejach, natomiast w końcówce przeszedł do ataku i wygrał etap z metą na Alpe d?Huez.

    Sezon 2016 rozpoczął bardzo pewnie. W Volta a Algarve na czas pojechał na poziomie Alberto Contadora, w górach jechał równo z Hiszpanem oraz z Fabio Aru. W próbie indywidualnej bardzo dobrze spisał się podczas Etoile de Bessages, gdzie wygrał z doświadczonymi rodakami: Peraud i Chavanelem (zajął trzecie miejsce w całym wyścigu).

    ?Wyścig dwóch mórz?, czyli Tirreno-Adriatico nie dał co prawda odpowiedzi na pytanie, jak Pinot spisuje się w tym sezonie w wyższych górach, ale trudno wątpić, by w tej dziedzinie u Francuza nastąpił jakiś regres. Ważne jest jednak co innego. Kolarz FDJ zaliczył kolejny, bardzo solidny występ w jeździe na czas: indywidualnie dzięki czasówce awansował na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej a wraz z kolegami z drużyny uzyskał trzeci wynik w próbie zespołowej a ta specjalność często jest kluczem do sukcesu w wielkich tourach.

    Co ważne, jeśli przyjrzymy się jego wynikom w imprezach jednodniowych, Pinot może nie jest ich mistrzem, ale potrafi się odnaleźć w takich zawodach jak np. Mediolan-Turyn (rok temu czwarte miejsce) czy u progu tego sezonu GP Marsylii.

    Wygląda więc na to, że Francuzi, wykazując się najwyższą cierpliwością, doczekali się materiału na wielkiego zwycięzcę. Pinot ma bowiem wszystko, by walczyć o najwyższe cele. Biorąc pod uwagę, że urodził się w 1990r, należy się spodziewać, że jego czas dopiero nadejdzie. Wskazywanie go jako zwycięzcy jednego z wielkich tourów w najbliższych latach nie jest szczególnie odkrywcze, ale kto wie, może to właśnie on w końcu wygra dla Francuzów ich narodowy wyścig. Jeśli nie w tym roku, to za dwa lub trzy. A jeśli nie Tour, to przynajmniej Giro.

    Zdjęcie okładkowe: Thibaut Pinot rozgrzewający się przed startem etapu Etoile de Besseges. Fot. Matpib, wikimedia commons, CC BY SA 4.0