Tag: Paryż – Roubaix

  • Najlepszy w XXIw

    Najlepszy w XXIw

    Philippe Gilbert pewnie nie wygra już Mediolan-San Remo i nie zgromadzi na swoim koncie wszystkich, kolarskich ?monumentów?. Zwycięstwo w Paryż-Roubaix w połączeniu z wcześniejszymi osiągnięciami sprawia, że jego nazwisko będzie wymieniane przy okazji najważniejszych imprez po wsze czasy.

    W kolarstwie niewiele jest rekordów sensu stricto. Najbardziej znany to rekord w jeździe godzinnej, o najlepszy na świecie rezultat walczą też torowcy w wyścigu na 4km, w sprincie oraz na 1km. Do tego można dołożyć czasy notowane na najbardziej znanych podjazdach z Alpe d?Huez na czele i właściwie na tym temat się kończy. Cała reszta historycznych osiągnięć to różnego rodzaju kombinacje sukcesów w określonych imprezach.

    Mamy więc grono pięciokrotnych zwycięzców Tour de France (plus jednego, zdyskwalifikowanego siedmiokrotnego triumfatora), mamy świętego graala, wielki szlem, czyli Giro, Tour i mistrzostwo świata w jednym sezonie, jego poślednią wersję, dwa wygrane wielkie toury w jednym roku a także zgromadzenie wygranych w Giro, Tourze i Vuelcie.

    Przechodząc na grunt wyścigów klasycznych zdobycie więcej niż jednego ?monumentu? to sprawa wyjątkowa, zwycięstwo we wszystkich pięciu to równie duże osiągnięcie co skompletowanie wygranych w wielkich tourach.

    Szczególną estymą darzeni są triumfatorzy Ronde van Vlaanderen i Paryż Roubaix. Dodatkowe punkty i bardziej eksponowane miejsce w kolarskim panteonie można uzyskać będąc najszybszym w obu wyścigach w jednym sezonie oraz za sukces odniesiony w tęczowej koszulce mistrza świata. Można też myśleć o wygraniu wszystkich, najważniejszych imprez na bruku (a przynajmniej tych rozgrywanych na przełomie marca i kwietnia). Podobne znaczenie ma podbój wszystkich imprez ?ardeńskiego tryptyku?, czasami rozszerzanego o Brabancką Strzałę.

    Choć wydaje się, że możliwości jest wiele, zdarzają się pokolenia kolarzy, w których nikt nie zdobywa jednej z tych wyjątkowych kombinacji. Obecnie wygrane w trzech wielkich tourach dzierżą Vincenzo Nibali i Chris Froome, wcześniej po podobny sukces sięgnął Alberto Contador przed którym ostatnim takim kolarzem był Bernard Hinault w latach ?80 XXw (a jeszcze wcześniej dokonali tego jeszcze tylko Merckx, Anquetil, Gimondi).

    Wszystkie monumenty wygrało zaledwie trzech Belgów: Merckx, de Vlaemink i van Looy.

    Kelly, de Bruyne, Derycke, Kuiper oraz od kwietnia 2019 również Philippe Gilbert to ci, którzy byli najlepsi w czterech z pięciu najważniejszych klasyków świata.

    Sukces Gilberta na trasie z Paryża do Roubaix to kolejny krok na jego drodze do skompletowania całej piątki, choć realnie rzecz ujmując trudno sobie wyobrazić, by Belg w jednym z dwóch nadchodzących sezonów był w stanie wygrać Mediolan-San Remo (ma już 37 lat, najwyższa lokata w tej imprezie to 3. miejsce w 2008r). Nawet, jeśli tego nie dokona, ma na swoim koncie dość kolarskich rekordów.

    Brak w portfolio ?wiosennych mistrzostw świata? (czyli M-SR właśnie) rekompensuje zdobyta w 2012r tęczowa koszulka. Do tego jako jeden z dwóch kolarzy wygrał w jednym roku cały ?ardeński tryptyk? (Amstel Gold Race, Walońską Strzałę, Liege-Bastogne-Liege), ale w odróżnieniu od Davide Rebellina nie tylko dołożył do tego Strzałę Brabancką, lecz także nie miał dopingowej wpadki.

    Co więcej, Gilbert potrafił zmotywować się również jesienią, gdy rok po roku wygrywał Giro di Lombardia, w 2009r łącząc charakterystyczny dla ?górali? włoski klasyk z dedykowany sprinterom Paryż-Tours (przy okazji będąc też najlepszym kolarzem Giro del Piemonte).

    Jeśli dołożymy prestiżową obecność w klubie zawodników, którzy wygrywali etapy podczas każdego z trzech wielkich tourów, mistrzostwo swojego kraju zarówno ze startu wspólnego jak i w jeździe indywidualnej na czas a w sumie 75 oficjalnych zwycięstw można śmiało stwierdzić, że mamy do czynienia z tytanem szos.

    Czy Gilbert jest najwybitniejszym specjalistą wyścigów klasycznych w XXIw? Wiele na to wskazuje, że tak. Co o tym sądzą Bettini, Boonen i Cancellara? Cóż, w poszczególnych elementach są od Gilberta lepsi. Bettini wygrał Mediolan-San Remo, Boonen i Cancellara byli skuteczniejsi na brukach. Każdy z nich ma na swoim koncie jakąś niezwykłą serię lub kombinację zwycięstw.

    Jednak to ?Phil? jest przynajmniej na równi utytułowany a przy tym najbardziej wszechstronnym zawodnikiem seryjnie wygrywającym najważniejsze jednodniówki.

    Przeszedł też ciekawą ewolucję, od kolarza znanego z atomowego przyspieszenia na średnio stromym podjeździe (w ten sposób wygrywał i swoje mistrzostwo świata i kolejne edycje Amstel Gold Race) po świetnego gracza zespołowego, wytrwałego uciekiniera i podejmującego ryzyko wczesnych ataków herosa.

    Nie bez znaczenia jest również fakt, że początki kariery oraz pierwsze sukcesy łączą się ze zwiększoną skutecznością w walce z dopingiem. Choć tak imponująca liczba zwycięstw, często połączona w serie, jak również związana z pokonaniem zawodników z niechlubną przeszłością zawsze budzi wątpliwości, kontrowersje omijały Gilberta dość szerokim łukiem.

    Trzeba pamiętać, że w sytuacji, w których dominacja teamu Sky w etapówkach budzi niechęć i krytykę, kilkadziesiąt triumfów rocznie zespołu Decunink-Quickstep jest opisywanych jako wyraz geniuszu prowadzącego go Patricka Lefevere?a. A w zasadzie powinno być traktowane dokładnie tak samo.

    To przykre, że obecnie każda chwila wyjątkowego triumfu, a takim była wygrana Philippe?a Gilberta w Paryż-Roubaix opatrywana jest tego typu komentarzem, ale cóż, doświadczenie pokazuje, że być powinna.

    Tak czy inaczej Belg przechodzi do wieczności, jeszcze przed zakończeniem kariery. Przy każdej okazji gdy zawodowy peleton będzie odwiedzał bruki Flandrii i północnej Francji, Ardeny, Limburgię, Lombardię czy Kraj Basków jego nazwisko będzie wymieniane w pierwszej kolejności. No dobrze, kilka chwil po nazwisku Merckxa.

    Zdjęcie okładkowe: Twitter Trends 2019 Follow, Flickr, CC BY 2.0

  • Paryż Roubaix jest wow

    Paryż Roubaix jest wow

    Paryż Roubaix to Tour de France wyścigów klasycznych. Szaleńcza gonitwa po brukach, nośny przydomek ?Piekła Północy?, dogodny termin łączący się z początkiem sezonu rowerowego dają efekt rozpoznawalności wśród szerszej publiczności. Krótko mówiąc, Paryż Roubaix jest ?wow?.

    Kolarstwo to prosty sport dla prostych ludzi. Trzeba mieć mocną nogę, paru kolegów do pomocy i umieć przezwyciężyć nieco bólu by minąć linię mety na pierwszym miejscu. Albo przynajmniej do niej dotrzeć.

    Problem zaczyna się, gdy spojrzymy na dyscyplinę jako całość. Im dalej w las, tym więcej drzew i sprawa się komplikuje. Toury, etapówki, kategorie, klasyfikacje, grochy, tęcze, góry, sprinty, pociągi, pomocnicy, klasyki, monumenty i czort jeden wie, co jeszcze.

    No bo jak to jest, że skoro taki Sagan, Kittel czy Cavendish wygrywa prawie codziennie, to w klasyfikacji generalnej zajmuje setne miejsce? A jeśli Majka to król gór, to czemu szybciej wspina się Froome? A ?Kwiato? skoro taki świetny i jest mistrzem świata, to czemu wygrywa tylko dwa, trzy razy w roku? Jeśli do tego dołożymy takie niuanse jak etapy jazdy na czas, ograniczenia związane ze sprzętem, znajdujące się w kolumnie wyścigu pojazdy, fanów wchodzących kolarzom pod koła? robi się niezłe zamieszanie.

    Paryż-Roubaix to prosta sprawa i rozwiązuje te wszystkie problemy. To żywe nawiązanie do historii kolarstwa, przypomnienie, jak wyścigi rowerowe wyglądały u zarania. Vintage jest modne a sentymentom poddają się wszyscy, czy tego chcą, czy nie chcą. Wszak ?kiedyś, to były czasy?, czyż nie?

    Kolarz, który pierwszy melduje się na słynnym velodromie w Roubaix, to zazwyczaj po prostu najmocniejszy wśród tych, którzy kilka godzin wcześniej stanęli na starcie w podparyskim Compiegne (no dobrze, to pierwszy minus dla tego wyścigu, skoro nazywa się Paryż-Roubaix, mógłby się zaczynać przy wieży Eiffla).

    W ogóle, klasa zwycięzcy ?Piekła Północy? jest trudna do podważenia. Bo nawet, jeśli to postać mniej eksponowana, jak Mathew Hayman, Servais Knaven czy Johan Vansummeren, trudno mówić, by którykolwiek z nich wygrał ?fuksem? (tu pewnie włączą się eksperci wspominający a to Nikiego Terpstrę a to zamknięty przejazd kolejowy a to czyjś defekt).

    Ba, zdarza się nawet, że zawiązana wkrótce po starcie ?ucieczka dnia? dojeżdża do mety, odpada więc zastanawianie się nad tym, po co w ogóle ci szaleńcy jadą tyle godzin przed peletonem, by i tak na kilka kilometrów przed metą dać się złapać przez rozpędzoną grupę jak na prawie każdym etapie wielkiego touru.

    Schodząc na jeszcze niższy poziom abstrakcji, każdy, kto ma rower wie, że po bruku jeździ się trudniej niż po asfalcie. Wystarczy rzut oka na ekran telewizora by zobaczyć, że to, z czym walczą uczestnicy wyścigu to nie zwykła, wykostkowana promenada, tylko polna droga, na którą ktoś, kiedyś wysypał trochę kamieni. I po tych, nieregularnych głazach mkną goście na rowerach wyposażonych w cienkie oponki. To działa na wyobraźnię nawet kibica „Pooolskii Białooo Czerwoonych”, któremu kiedyś szwagier dał się karnąć na kolarzówce.

    No i do tego ta nazwa? To nic, że ?Piekło Północy? nawiązuje nie do kocich łbów i wysiłku, jaki trzeba włożyć w pokonanie trasy słynnego klasyku, a do zniszczeń wojennych, które dotknęły ten region. Ważne, że przydomek jest spektakularny i zwiastuje coś ekstremalnego.

    Paryż – Roubaix, choć jest ekstrawagancją w kalendarzu, wyjątkowym festiwalem i żywym pomnikiem tego sportu, to równocześnie kolarstwo w stanie czystym: kumulacja symboliki, emocji i prostoty typowych dla wyścigów rowerowych. I za to go kochamy.

    Zdjęcie okładkowe: Ludlum123, flickr, CC BY 2.0

  • Piękne historie w Paryż-Roubaix?

    Piękne historie w Paryż-Roubaix?

    Czasem ważniejsze niż odpowiedź na pytanie ?kto wygra wyścig? jest to, co zwycięstwo będzie oznaczało dla triumfatora. Paryż-Roubaix jest imprezą, podczas której pisane są wyjątkowe historie. Zobaczmy, czyja będzie najciekawsza w tym roku.

    Boonen, Boonen i jeszcze raz Boonen

    To oczywiste, ale jakże wyczekiwane. Pożegnanie ?Tornado Toma? z wyścigiem, któremu zawdzięcza tak wiele i, który to wyścig jemu zawdzięcza niemal tyle samo. Ostatni start, pożegnalne tournee pełne wzruszeń i emocji. Tom Boonen jest tej wiosny mocny i skoncentrowany. Zbudował wysoką formę, której póki co używał do wypracowania zwycięstw kolegów z ekipy. Gdyby udało mu się wygrać, bez względu na styl: czy to po samotnej akcji czy po finiszu z większej grupki, byłby niedoścignionym rekordzistą ?Piekła Północy?. Jego poprzednicy: Fabian Cancellara, Johan Musseuw czy Peter van Petegem żegnali się z Paryż-Roubaix pechowo, zatem nawet miejsce na podium, choć nie tak spektakularne, byłoby wyjątkową sprawą.

    Mistrz świata wygrywający najważniejszy klasyk

    Wszystkie niepowodzenia, wpadki i upadki Petera Sagana tej wiosny poszłyby w niepamięć, gdyby wygrał tegoroczne Paryż-Roubaix. Dodatkowo zaliczyłby dwa zwycięstwa w ?monumentach? w koszulce mistrza świata: rok temu we Flandrii i w tym roku w P-R. Słowak z jednej strony będzie pod presją ?rozliczenia? kampanii klasyków, z drugiej oczy wszystkich będą skierowane na Boonena i ekipę Quick Step. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Sagan nie ma najsilniejszej drużyny, co jest często czynnikiem decydującym o porażce na brukach. Również historia jego startów w tym wyścigu nie napawa optymizmem: najwyższe miejsce, jakie zajął na velodromie w Roubaix to 6. (w 2014r). Zwycięstwo będzie ważnym punktem budowania legendy Petera Sagana nie tylko jako wielkiej gwiazdy, ale i mistrza godnego postawienia w jednym rzędzie z herosami przeszłości.

    Ex przełajowcy czekający na swoją szansę

    Zdenek Stybar i Lars Boom to byli, przełajowi mistrzowie świata, którzy z powodzeniem radzą sobie w szosowym peletonie. Wiosenne klasyki i trudne warunki to ich naturalne środowisko. To tam mogą wykazać się umiejętnościami nabytymi w cyclocrossie. Obaj zajmowali miejsca w czołówce Paryż-Roubaix i innych, brukowanych klasyków, Stybar stał nawet na podium w Roubaix. Z kolei Boom wygrał deszczowy etap Tour de France 2014 rozgrywany na zbliżonej trasie, do tego w koszmarnych warunkach atmosferycznych. Obaj odnosili też sukcesy w Eneco Tour, wykorzystującym brukowane drogi. Być może mieliby większe szanse, gdyby było zimno i mokro, ale w zapowiadanych warunkach również mogą zaskoczyć rywali.

    Bodnar, Stannard?

    Czy każdy może być Servaisem Knavenem, Stuartem O?Gradym albo Matthew Haymanem? Wygrana kolarza z drugiego szeregu, który przez większą część sezonu pomaga swojemu liderowi, a nawet ma to robić na trasie z Paryża do Roubaix wcale nie zdarza się tak rzadko. To szczególnie wzruszający moment, gdy taka postać sięga po największy sukces w swojej karierze, choć nikt na nią nie liczył i nikt na nią nie stawiał. Nikt też nie podważa jego jakości, ponieważ ekskluzywni pomocnicy to równie dobrzy kolarze co ci zajmujący pierwsze strony gazet. Kiedy uśmiech losu, palec boży albo zagrywka taktyczna daje im szansę, walczą jak lwy o wyjątkowe trofeum, jakim jest kawałek granitu wręczany zwycięzcy Paryż-Roubaix. Często to jedno z nielicznych, jakie mają w swojej kolekcji, którego zazdrościć mogą im najbardziej utytułowani rywale.

    Cierpliwi łowcy

    Greg van Avermaet wciąż czeka na swój ?monument?. Andre Greipel, który w swojej karierze nawygrywał się już sporo, podczas brukowanych klasyków przemienia się ze sprintera w wytrwałego twardziela szukającego sposobu na historyczny triumf. Na starcie zabraknie kontuzjowanego Sepa Vanmarcke, za to będą Matti Breschel, Sebastian Langeveld czy Sylvain Chavanell. Każdy z nich ma swoje porachunki z klasykami, każdy z nich teoretycznie może być ?czarnym koniem? wyścigu. Dla każdego z nich wygrana byłaby ukoronowaniem pięknej kariery zawodowca.

    W kolarstwie świetne jest to, że choć kalendarz co roku wygląda podobnie a trasy rozgrywanych cyklicznie zawodów, zwłaszcza ?klasyków?, ?monumentów? są niemal identyczne, każdy przejazd peletonu to nowa historia.

    Kontekst wielu lat kariery, sezonu, kontuzji, wcześniejszych sukcesów i porażek, charakteru zawodnika i jego, często bardzo emocjonalnego stosunku do danej imprezy powoduje, że niektóre zwycięstwa nabierają szczególnego charakteru i zapamiętujemy je na zawsze.

    Zdjęcie okładkowe: bram_souffreau, flickr, CC BY SA 2.o

  • Storytelling 101

    Storytelling 101

    Historia kolarstwa to kolejne opowieści. W ciągu sześciu godzin, w czasie których zawodnicy pokonują 250km może wydarzyć się wiele a w ciągu sześciu godzin wyścigu klasycznego może wydarzyć się niemal wszystko. Paryż-Roubaix 2016 był nie tylko pełen stricte sportowych emocji, ale też zamknął, rozpoczął i kontynuował wiele znakomitych opowieści.

    15 lat oczekiwania

    Mathew Hayman pierwszy raz na starcie ?Piekła Północy? stanął w sezonie 2000. To było zupełnie inne kolarstwo. Zawodnicy nie musieli jeździć w kaskach, Johan Museeuw przekraczając linię mety miał na głowie nie styropianową, aerodynamiczną skorupę a powiewającą chustę z nadrukowanych symbolicznym ?Lwem Flandrii?. Wiosna 2016 przyniosła Haymanowi piętnaste uczestnictwo w Paryż-Roubaix (mimo kontuzji ręki kilka tygodni wcześniej), kolejne, w którym był ważnym ogniwem drużyny (Orica Greenedge), ale nie jej liderem.

    Co ciekawe, nigdy wcześniej kolarz zespołu, w którym jechał Australijczyk, nie wygrał słynnego klasyku rozgrywanego na brukach północnej Francji. Sam w przeszłości był nieźle zapowiadającym się sprinterem, z czasem dobrze zaczął radzić sobie na kocich łbach, notując kilka cennych wyników.

    Jasne, nie był faworytem Paryż-Roubaix, ale jego historia znakomicie pokazuje, czym jest kolarstwo zawodowe. W świecie, w którym z jednej strony liczą się tylko zwycięzcy, swój, nomen omen, kamyczek może dorzucić ktoś, kto de facto całe życie poświęcił tej dyscyplinie, lecz bez wymiernych sukcesów.

    Klasyk klasyków Hayman wygrał w sposób imponujący, choć nie do końca typowy. Późniejszy zwycięzca zabrał się do wczesnej ?ucieczki dnia?, takiej, której uczestnicy żegnają się z szansami na sławę i chwałę najpóźniej kilkanaście kilometrów przed metą.

    Tymczasem sytuacja ułożyła się korzystnie dla śmiałków. Z tyłu peleton się dzielił, odpadali z niego kolejni faworyci a do czołówki dołączali raczej outsiderzy niż najbardziej obserwowani kolarze. Ostatecznie, gdy po kolejnej selekcji z przodu zostało tylko paru zawodników, w tym mocna reprezentacja zespołu Sky a także Sep Vanmarcke oraz Tom Boonen, najmniej sławny z nich wszystkich Haymann zachował najwięcej sił na finisz i wbrew własnej wierze odniósł największy sukces w karierze w wieku 37 lat.

    Z niebytu (prawie) do historii

    Wspomniany Tom Boonen jest największym przegranym a zarazem największym triumfatorem, obok Haymana, Paryż-Roubaix 2016. Belgijski as klasyków i tak zapisał się już w historii kolarstwa. Jest współrekordzistą Piekła Północy i Ronde Van Vlaanderen, na swoim koncie ma wiele innych, doniosłych osiągnięć.

    Jego kariera to równocześnie ciągła huśtawka nastrojów a nawet najwierniejsi fani Boonena przynajmniej klika razy odsyłali go na emeryturę. Jesienią zeszłego roku wydawało się, że Tommeke na dobre będzie musiał skończyć z kolarstwem. Upadek na mało znaczącym, kończącym sezon wyścigu w Abu Dhabi kosztował go pęknięcie czaszki i długotrwałą rehabilitację.

    Według wielu przesłanek, Boonen na rower miał wsiąść dopiero w pierwszej połowie kwietnia. Tymczasem w tejże pierwszej połowie kwietnia do ostatnich metrów liczył się w walce o zwycięstwo w jednym z najcięższych a z pewnością w najbardziej szalonym wyścigu na świecie. Jasne, możecie powiedzieć, że na welodromie w Roubaix przegrał z Haymanem o długość roweru, czyli z punktu widzenia fotofiniszu była to przepaść. Tyle, że Belg przez większą część rywalizacji, w tym przez ostatnie kilometry, decydował o obliczu tegorocznego Paryż-Roubaix a przy tym był najlepszym kolarzem swojej drużyny, Etixx-Quickstep. Co więcej, jego drugie miejsce w Paryż-Roubaix jest, obok wygranej Marcela Kittela w Scheldeprijs najlepszą lokatą zawodnika tej ekipy w tegorocznym sezonie klasyków.

    I teraz nie wiadomo, czy Boonen ma się czuć zwycięski czy rozczarowany. Z jednej strony wygraną i samodzielny rekord pięciu zwycięstw w Paryż-Roubaix miał na wyciągnięcie ręki. Z drugiej, powrót z de facto sportowego niebytu do pełni chwały i podium ?Piekła Północy? to wielka rzecz. Na tyle wielka, że belgijski kolarz póki co zapowiada powrót na bruki przynajmniej jeszcze raz, w sezonie 2017.

    Pechowa runda honorowa

    Wielki rywal Boonena przez niemal całą karierę, Fabian Cancellara, w przeciwieństwie do Belga na bruki już nie wróci, przynajmniej nie na rowerze. W tym roku był przygotowany naprawdę znakomicie, na trasie Ronde Van Vlaanderen pokazał imponującą moc, ale do ataku przystąpił za późno i nie dogonił Petera Sagana.

    Trudno powiedzieć, co ugrałby w Paryż-Roubaix, ponieważ gdy wyścig wchodził w decydującą fazę, grupa, w której jechał wciąż traciła do czołówki z Boonenem i Haymanem. Czy gdyby nie upadek, napędzany przez pomocników Cancellary peleton dogoniłby ucieczkę a Szwajcar ruszył do ataku? I co na to powiedziałby pilnujący go Sagan?

    Tak czy inaczej, Cancellara, który wszystkie swoje trzy zwycięstwa w ?Piekle Północy? odniósł na suchej nawierzchni, w swoim ostatnim starcie w legendarnym wyścigu poległ na jednym z nielicznych, śliskich od błota fragmentów.

    Do mety dojechał, zapewne z szacunku dla siebie, wyścigu, kibiców i kolarstwa jako takiego. Honorową rundę na welodromie w Roubaix, miejscu najjaśniejszych chwil swojej kariery, zakończył upadkiem godnym nierozgarniętego młodzika. Na bruki nie chce już wracać, przed nim jeszcze kilka momentów sezonu, w czasie których może zamknąć karierę jakimś imponującym akcentem.

    O ile Boonen, tak czy inaczej zmierza do końca kariery jako zwycięzca, Cancellara póki co symbolicznie przegrywa, w każdym razie tytuł największego specjalisty wyścigów klasycznych początku XXw.

    Gdzie jest sprawiedliwość?

    Bo jak inaczej podejść do sprawy, gdy w wyścigu, którego wizytówką jest jazda po bruku przegrywa kolarz najlepiej radzący sobie na bruku?

    Sep Vanmarcke jest obecnie prawdopodobnie największym specjalistą jazdy po kocich łbach. Udowodnił to zdobywając przewagę nad rywalami na najtrudniejszym, ?kultowym? odcinku Carrefour de l?Arbre.

    Cóż z tego, skoro silny niczym tur i posiadający znakomitą technikę belgijski kolarz nie jest w stanie skutecznie zafiniszować. Być może, mimo niezwykłego talentu nigdy nie wygra ani Ronde Van Vlaanderen ani Paryż-Roubaix a być może będzie musiał na taki sukces czekać do późnej, sportowej starości niczym Hayman. Może też być tak, że coś zmieni, poszuka ?marginalnego zysku? w swoim podejściu do kolarstwa i, mając jeszcze na to czas (Vanmarcke urodził się w 1987r) w końcu zdominuje brukowane klasyki.

    Na sukces w jednym z ?monumentów? czeka nie tylko on, ale też zawodnicy ekipy Sky. W tym roku to oni nadawali ton rywalizacji, to oni mieli przewagę liczebną i to oni wyścig koncertowo przegrali. Seria upadków spowodowała, że do mety w czołówce dojechał tylko Ian Stannard, któremu zabrakło sił by wygrać, a przy takim wkładzie całej ekipy trzecie miejsce trzeba uznać za porażkę.

    Zadowolony musi być za to Peter Sagan, który choć również przegrał (dla zwycięzcy z Flandrii i mistrza świata 11. lokata niewątpliwie jest porażką), ale walczył do końca a co ważne mimo kilku okazji uniknął kontuzji. Zamyka wiosnę tak czy inaczej jako zwycięzca, pogromca ?klątwy tęczowej koszulki?, dodatkowo z reputacją prawdziwego czempiona. Jego umiejętności techniczne, przytomność umysłu i refleks, którymi niejednokrotnie popisuje się w zabawnych filmikach na youtube uratowały go przed upadkiem a być może i przerwą w sezonie. Przeskok nad leżącym na bruku Cancellarą będzie jednym z regularnie powtarzanych w tym a zapewne i w kolejnych sezonach momentów.

    Wyścigi takie jak Paryż-Roubaix, w przeciwieństwie do innych, mniej ważnych, mniej spektakularnych i zwyczajnie mniej ciekawych, faktycznie przechodzą do historii. To, co wydarzyło się w sezonie 2016 będzie przywoływane i w 2017 i w 2020 i w 2036 roku. Cierpliwy Hayman, odrodzony Boonen, pechowy Cancellara i niespełniony Vanmarcke już dziś są częścią sportowych kronik.

  • Kto wygra Paryż-Roubaix 2016?

    Kto wygra Paryż-Roubaix 2016?

    Apogeum sezonu brukowanych klasyków już w tę niedzielę. O tym, jak będzie wyglądał wyścig, zadecydują kolarze, ich dyrektorzy sportowi ustalający taktykę oraz pogoda. Być może pierwszy raz od ponad dekady przyjdzie nam oglądać ?piekło północy? rozgrywane w deszczu i błocie.

    Przyglądając się listom startowym, sytuacja jest bardzo interesująca. Brak jednoznacznego faworyta a przy tym szeroka i wyrównana stawka zawodników, którzy mogą wygrać Paryż-Roubaix 2016.

    Weterani

    Fabian Cancellara i Tom Boonen. Ten pierwszy ma trzy, ten drugi rekordowe cztery zwycięstwa na brukach północnej Francji. Obaj są już bliżej niż dalej końca swoich karier. Szwajcar zapowiedział, że po sezonie 2016 kończy z wyczynowym ściganiem, Boonen póki co na ten temat milczy. Wspomniał jedynie, że klasyki to nie jest odpowiedni czas i miejsce na mówienie o sportowej emeryturze.

    Ważne jest co innego. Cancellara tej wiosny znów jest w wybornej formie. Wygrał Strade Bianche, dwie czasówki, był drugi we Flandrii, i czwarty w E3 Harelbeke oraz Gandawa – Wevelgem. We Flandrii zaprezentował moc właściwie równą zwycięskiemu Peterowi Saganowi, tyle, że do ataku przystąpił kilka chwil później niż Słowak. Jeśli wygra na welodromie w Roubaix, dołączy do Boonena i Rogera de Vlaemincka, którzy są czterokrtonymi zwycięzcami ?Piekła Północy?.

    Z kolei Boonen nie błyszczy, wydaje się, jakby stopniowo dochodził do formy. Trzeba pamiętać, że podczas imprezy w Abu Dhabi, w październiku zeszłego roku leżał w kraksie, czego skutkiem było pęknięcie jednej z kości czaszki. W tym roku nawet nie stał na podium, ale wielokrotnie powtarzał, że z tygodnia na tydzień czuje się lepiej. Biorąc pod uwagę fakt, że w ekipie Etixx-Quickstep jest przynajmniej kilku kolarzy, którzy mogą pokusić się o dobry wynik, zwycięstwo Boonena na skutek przewagi taktycznej nie jest niemożliwe.

    Peter Sagan

    Mistrz świata, zwycięzca Gandawa-Wevelgem i Ronde van Vlaanderen pierwszy raz od wielu miesięcy jest w sytuacji, gdy nic już nie musi. Wiosnę ma rozliczoną. Znakomita seria wyników, skuteczność, dojrzałość i prowadzenie we wszystkich możliwych rankingach sprawiają, że w Paryż-Roubaix pojedzie bez presji, przynajmniej tej z zewnątrz. Pokusa wywalczenia magicznego ?dubletu? na kocich łbach (RVV + P-R), do tego w tęczowej koszulce jest wielka.

    Słowak na brukach Piekła Północy spisywał się ze zmiennym szczęściem a jego najlepszy rezultat to szóste miejsce w 2014r. Zdecydowanie łatwiej zdobywa przewagę, gdy droga prowadzi krótko acz konkretnie pod górę niż w terenie płaskim. Nie jest więc największym faworytem, zatem daje mu to spore pole manewru.

    Lefevere, Peeters, Steels i Knaven

    Kto? Tak, zgadza się, nie kolarze a dyrektorzy sportowi zespołów Etixx-Quickstep i Team Sky. Pod swoją opieką mają drużyny, w każdej z których jest przynajmniej kilku ludzi, którzy mogą pokusić się o wygranie Paryż-Roubaix.

    Etixx-Quickstep to oczywiście Boonen, ale także Niki Terpstra (zwycięzca z 2014r), Zdenek Stybar, Tony Martin, który chce iść w ślady Fabiana Cancellary i Stijn Vandenbergh. Z kolei w Sky liderami będą Ian Stannard i Luke Rowe.

    Silny zespół jest szczególnie ważny w takim wyścigu jak Paryż-Roubaix. Brukowane odcinki powodują stosunkowo wczesną selekcję, kolarze jadą w mniejszych grupkach już na kilkadziesiąt kilometrów przed metą. Istotna jest więc przewaga liczebna po pierwszej selekcji i ochrona, jaką zyska lider. Bywa też, że swoją szansę dostaje jeden z pomocników wysłany do ataku by zaszachować rywali. W ten sposób ?Piekło Północy? wygrał właśnie Servais Knaven a ostatnio Niki Terpstra. Zdarza się również, że do mety na czele dojeżdża kilku kolarzy jednej ekipy. To zawodnicy Patricka Lefevere?a w latach 1998-1999 zajmowali wszystkie miejsca na podium. Wilfried Peeters był wtedy drugi i trzeci a Tom Steels w 1999r zajął trzecie miejsce.

    Specjaliści cyclocrossu

    Być może w sobotę w regionie Nord-Pas-de-Calais popada, bruk stanie się śliski, pobocza błotniste a trasa nie przeschnie do niedzieli. Wtedy do głosu mogą dojść zawodnicy, którzy przez sporą część kariery specjalizowali się w jeździe w takich warunkach, czyli przełajowcy.

    Lars Boom i Zdenek Stybar mają świetną technikę jazdy, są dynamiczni i doświadczeni. Obaj byli też mistrzami świata w cyclocrossie. Stybar w Roubaix finiszował już drugi (2015) a Boom zwyciężył pamiętny, deszczowy etap Tour de France w 2014r.

    Swoje marzenie uczestnictwa w Piekle Północy spełnia Lars Van Der Haar. Przełajowy mistrz Europy dołączył do składu Giant-Alpecin, ekipy, której postawa pod nieobecność ubiegłorocznego zwycięzcy, kontuzjowanego Johna Degenkolba będzie sporą niewiadomą.

    Inni nie znaczy gorsi

    Kolejne nazwiska to wielkie gwiazdy i fakt, że są pod koniec listy nie znaczy, że są mniej ważni. Bo czy Alexander Kristoff, który rok temu miał genialny sezon na brukach a w tym wciąż jest w czołówce może być traktowany jako ktoś bez szans? Nawet, jeśli Norweg twierdzi, że nie lubi jazdy po kocich łbach, gdy znajdzie się w sytuacji, w której na welodromie w Roubaix będzie finiszowała kilkuosobowa grupa kolarzy, mamy pełne prawo nazwać go faworytem. Z kolei Edvald Boasson Hagen nigdy nie odgrywał znaczącej roli w monumentach, ale na swoim koncie ma kilka wygranych klasyków a w grupie Dimension Data wyraźnie odzyskał wigor. Stałą rolę czarnego konia przyjmuje Sep Vanmarcke. Intrygująco zapowiada się plan Taylora Phinneya, który po kontuzji i powrocie na szosy chce zrealizować plan czy też marzenie dobrego występu na brukach. Swoje trzy grosze może też dołożyć mocny i odporny na trudne warunki sprinter, czyli Andre Greipel oraz niespełniony w klasykach Jurgen Roelands.

    Wyścig od startu do mety będzie można zobaczyć na antenie Eurosportu. Od 10.15 do mniej więcej 17.00 kolarze pokonają 257,7km, z czego 52,8km prowadzić będzie po bruku (w sumie 27 numerowanych (odliczanie od 27 na 98,5km do 1 na kilometr przed metą) sektorów, których trudność wyznaczają ?gwiazdki? – jedna * to najłatwiejszy a pięć ***** to najtrudniejszy).

    W słynnym ?Lasku Arenberg? peleton powinien pojawić się ok. godziny 14.30, kolejny bardzo trudny sektor, Mons en Pevele to mniej więcej 15.30 a, zazwyczaj kluczowy dla losów wyścigu, Carrefour de l’Arbre to ok. 16.20

    Zdjęcie okładkowe: Lasek Arenberg, fot: foto!, flickr, CC BY 2.0

  • Kto chce rzezi?

    Kto chce rzezi?

    Być może Paryż-Roubaix będzie w tym roku rozegrany w deszczu, błocie i chłodzie. Żądni wrażeń fani zacierają sobie ręce na wyjątkowe widowisko. ?Rzeź na brukach? zawsze przechodzi do historii kolarstwa.

    Jest coś takiego w kibicach sportu, co każe im oczekiwać, że ich idole będą zmuszeni do walki w ekstremalnych warunkach. Anglosasi takie dni, gdy woda wiadrami leje się z nieba, błoto sięga kostek lub pod koniec maja śnieg zasypuje szosy określają jednym, uniwersalnym słowem ?epic?. Po polsku to błąd językowy, trzeba się nieco nagimnastykować, używając innych epitetów określających wydarzenie nietypowe, spektakularne i na długo zapadające w pamięć.

    Takie właśnie są wyścigi Paryż-Roubaix rozrywane w trudnych warunkach atmosferycznych.

    Już sama jazda rowerem szosowym po kolejnych odcinkach brukowanych, polnych dróg jest trudna. Na liczącej ok. 250km trasie jest ich niemal 30 o łącznej długości ponad 50km. Gdy spadnie deszcz, normalnie wymagające szczęścia, wytrwałości, siły, doświadczenia i właściwej techniki jazdy sektory stają się wielokrotnie trudniejsze.

    ?Dobra technika? zmienia się w konieczność wykazania się niemal cyrkowymi umiejętnościami jazdy na 25-28mm oponkach po śliskiej, błotnistej mazi. Widoczne, gdy jest sucho ubytki, dziury i koleiny skrywają się w kałużach, zatem łatwiej o defekt i upadek. ?Na mokro? w nawet najbardziej odporne szytki wszystkie ostre przedmioty wchodzą jak w masło. Do tego pobocza, których kolarze często używają by ominąć najbardziej zdradliwe miejsca lub po prostu na chwilę odetchnąć, stają się nieprzejezdne. Oklejone mokrą ziemię rowery i namoknięte stroje ważą więcej, napędy pracują mniej precyzyjnie, hamulce przestają działać. Na twarzach zawodników zastyga błotna maska a fontanny chlapiące spod kół rywali utrudniają widzenie.

    Całość faktycznie tworzy niezapomniany spektakl, lecz dla jego aktorów to szczególny rodzaj wyzwania.

    Ostatni raz coś takiego mogliśmy oglądać podczas Tour de France 2014. Pokaz siły i umiejętności dali wtedy kolarze Astany. Vincenzo Nibali, późniejszy triumfator całego wyścigu, na prowadzącym przez bruki Paryż-Roubaix etapie, przy pomocy Jakoba Fuglsanga i Lieuwe Westry zdobył przewagę nad najważniejszymi rywalami i ustawił taktycznie cały wyścig. Włoch popisał się odpornością na trudne warunki pogodowe oraz świetnym opanowaniem roweru na śliskim od wody i błota bruku.

    To ciekawe o tyle, że dla odmiany podczas właściwego Paryż-Roubaix zawodnicy nie ścigali się po błocie od 2002r (wygrał wówczas Johan Musseuw). Było to jedyne mokre ?Piekło Północy? Toma Boonena (w swoim debiucie zajął trzecie miejsce), Fabian Cancellara ani razu nie ścigał się tam w podobnych warunkach, nie licząc deszczowego etapu Tour de France.

    Kto wie, być może gdyby nie pogoda, Szwajcar nie miałby na swoim koncie trzech pierwszych, dwóch drugich i jednego trzeciego miejsca w tym najsłynniejszym z klasyków. Cancellara opanował do perfekcji wykorzystanie generowanej przez siebie mocy gdy jest sucho, na mokrym, podczas Touru musiał jechać z nieco niższą kadencją by utrzymać przyczepność, przez co, jak twierdzi, przegrał tamten etap.

    Czy zatem ?suche? Paryż-Roubaix w ostatnich kilkunastu latach były mniej emocjonujące niż te, gdy padał deszcz? Cóż, chyba niekoniecznie. O tym, jak przebiega rywalizacja decydują przecież sami kolarze.

    Owszem, określony rodzaj warunków bywa dodatkowym czynnikiem, który może zostać wykorzystany do uzyskania przewagi. Są zawodnicy lepiej czujący się w upale, mniej cierpiący w chłodzie, ci o lepszej technice jazdy czy większej odwadze.

    W wielu przypadkach zła pogoda jest jednak elementem, który wypacza lub nawet uniemożliwia prawidłowe przeprowadzenie zawodów. Stosowany od niedawna ?protokół ekstremalnych warunków pogodowych? daje szansę skrócenie lub odwołanie zawodów, gdy niekorzystna aura zagraża zdrowiu czy nawet życiu kolarzy.

    Warto zauważyć, że choć trudne warunki wielokrotnie były przyczyną poważnych w skutkach kraks (np. podczas Giro d?Italia 2013 u podnóża Montecassino), do śmiertelnych wypadków dochodziło zawsze w pełnym słońcu.

    Zresztą Paryż-Roubaix nie jest imprezą, gdzie ?protokół? znalazłby zastosowanie. Owszem, w szczególnych przypadkach peleton omija wybrane sektory bruku, ale ten wyścig z założenia ma sponiewierać kolarzy a w kibicach wyzwolić pierwotne instynkty. To jeden z tych dni w sezonie, gdy ?im gorzej, tym lepiej? a choć deszcz w kwietniu w okolicach Roubaix jest pewnego rodzaju anomalią (to najsuchsza pora roku w tym rejonie), ?błotna masakra? jest czymś, na co co sezon czekają tysiące fanów kolarstwa.

    Zdjęcie okładkowe: franzconde, flickr, CC BY 2.0

  • Bez krwi

    Na trasie z Paryża do Roubaix tym razem zabrakło wielkich dramatów. Było przeciętnie intrygująco, dość sentymentalnie a ostatecznie zwyciężył jeden z faworytów. Na tle innych wyścigów ?Piekło Północy? zawsze jest wyjątkowe, ale na tle własnej historii tegoroczny wyścig nie wybija się przed szereg.

    Odważne rajdy na ostatnich kilometrach: Grega Van Avermaeta, Johna Degenkolba oraz śmiały kontratak Zdenka Stybara uratowały wyścig, który przez wyrównany poziom zarówno liderów jak i ich drużyn przebiegał w mocno defensywnej atmosferze. Niby było wszystko: wiatr, ataki na ?rantach?, próby tempa na bruku, ale mimo chwilowych zawirowań nie dochodziło do poważniejszej selekcji. Sucha jak pieprz nawierzchnia umożliwiła omijanie najbardziej dziurawych odcinków wydeptanymi poboczami, co dodatkowo utrudniało zdobycie przewagi przez specjalistów jazdy po kocich łbach.

    Najważniejsze akcje następowały więc nie na bruku a na asfalcie. Cóż, trzeba pamiętać, że niemal ? trasy to właśnie gładka szosa i choć jazda po kostce męczy i eliminuje kolejnych graczy, statystycznie szansa, by rozstrzygnięcia zapadły na równiejszej nawierzchni jest większa.

    Ataki Wigginsa, Sagana czy kolarzy Etixx-Quickstep na tle dużej grupy, w której było przynajmniej kilku przedstawicieli najsiliniszych ekip były skazane na porażkę. Dopiero ostatni ?pięciogwiazdkowy? odcinek, Carrefour de l?Arbre wprowadził selekcję, która umożliwiła bardziej otwartą rywalizację. W obliczu ewidentnie słabszej dyspozycji Alexandra Kristoffa ryzyko podjął Greg Van Avermaet a John Degenkolb nie oglądał się na konkurentów, tylko przy pomocy Berta de Backera dołączył do czołówki. Mimo ambitnej jazdy kolarzy Etixx-Quickstep, w siedmioosbowej grupie, która wjechała na tor kolarski w Roubaix, Degenkolb był najlepszym sprinterem i w tej sytuacji zwycięstwo stało się dla niego formalnością.

    Dzięki temu, niemiecki zawodnik osiągnął niebywały sukces, wygrywając dwa ?monumenty? jednej wiosny. Mediolan-Sanremo oraz Paryż-Roubaix to wyjątkowy rodzaj dubletu, który skompletowało zaledwie trzech kolarzy w historii (ostatni raz był to Sean Kelly w 1986r).

    W kontekście najbliższej przyszłości mamy więc dwóch wielkich rywali: Kristoffa i Degenkolba. Obaj mają na koncie wygraną ?Primaverę?, Degenkolb ma ?Piekło Północy? a Kristoff ?Flandryjską Piękność?. Niemiec ma Gandawa-Wevelgem a Kristoff Scheldeprijs. W tej sytuacji panowie stają się naturalymi następcami Boonena i Cancellary, tyle tylko, że są kolarzami o bardzo podobnej charakterystyce. To silni sprinterzy, dobrzy na niewielkich pagórkach i bruku. Dla równowagi i podniesienia jakości spektaklu potrzeba kogoś o nieco innych umiejętnościach i temperamencie. Kogoś, kto będzie nie tylko profesjonalny, świetnie przygotowany, wyrachowany i ze wsparciem znakomitej drużyny, ale też bardziej szalony i bezkompromisowy. Wiosenne klasyki kochamy przecież nie za generowaną przez kolarzy moc a za spektakl w antycznym stylu. By były igrzyska, musi być krew.

  • Kto wygra Paryż-Roubaix?

    Kto wygra Paryż-Roubaix?

    W niedzielę na północy Francji będzie sucho i słonecznie. To oznacza tumany kurzu i  nieco mniej ryzyka i loterii na brukowanych odcinkach, za to więcej brutalnej siły: indywidualnej oraz drużynowej. Czy będzie to wyścig sprinterów? Wiele na to wskazuje, choć jak zawsze w ?Piekle północy? możliwe są mniej spodziewane rozstrzygnięcia.

    Alexander Kristoff już nic nie musi

    Norweg z zespołu Katiusza to najpoważniejszy kandydat do zwycięstwa. Jest w rewelacyjnej formie, zdominował 3 dni de Panne, wygrał w Dookoła Flandrii i dał popis siły w Scheldeprijs. W teorii nikt nie może się z nim równać, zwłaszcza, że Kristoff ma za plecami anioła stróża, doświadczonego Lukę Paoliniego. Pamiętajcie jednak, że norweski sprinter jest w szczytowej formie od kilkunastu dni, startuje niemal non stop i może się okazać, że do postawienia kropki nad ?i? w klasyku klasyków zabraknie mu energii. Co więcej, kilkukrotnie wspominał, że mimo swojej masywnej budowy bardziej pasują mu wzgórza Flandrii niż kocie łby w okolicach Roubaix, gdzie podobno jest dla niego zbyt nierówno. Mimo to pozostaje faworytem 113. ?Piekła Północy?.

    Degenkolb przed życiową szansą?

    Pod nieobecność kontuzjowanego Marcela Kittela, John Degenkolb mógłby poczuć się sprinterem numer jeden w drużynie Giant – Alpecin. Wygląda na to, że niemiecki kolarz postanowił postawić na specjalizację klasyczną, czego wyrazem jest utrata szybkości jako takiej na rzecz większej odporności i wytrzymałości. Dało mu to wygraną w Mediolan-Sanremo i tylko jedno zwycięstwo etapowe podczas finiszu z grupy, do tego podczas mało istotnego z dzisiejszej perspektywy Tour of Oman. Po perfekcyjnej dla siebie ?Primaverze?, Degenkolb nieco ucichł na brukach. Jeśli jego szczyt formy przypadł na koniec marca, w niedzielę nie będzie się liczył. Jeśli na trasie Flandrii i pozostałych klasyków budował formę na Paryż-Roubaix, będzie równorzędnym rywalem Kristoffa.

    Etixx-Quickstep pod presją

    Patrick Lefevere ma opinię najlepszego menadżera, gdy rozmawiamy o temacie wyścigów klasycznych. W tym roku powodzi się mu gorzej, jedynie Mark Cavendish, na przełomie lutego i marca był w stanie wygrać Kuurne-Bruksela-Kuurne. Niki Terpstra obronił honor drużyny we Flandrii, gdzie zajął drugie miejsce, ale mimo wszystko to nie satysfakcjonuje ani Lefevere’a ani fanów jego drużyny. Ponieważ Tom Boonen jest kontuzjowany a i światło jego gwiazdy ewidentnie zaczyna blaknąć, nadzieja Etixx-Quickstep to brawurowa jazda dwójki liderów i jakieś niespodziewane zagranie taktyczne. Niki Terpstra i Zdenek Stybar muszą próbować ucieczek, do czego jak najbardziej są zdolni. Jeśli na słynny tor kolarski w Roubaix dojedzie większa grupa ze sprinterami, zawodnicy Lefevere’a będą bez szans na zwycięstwo.

    Najpiękniejsze rozstrzygnięcie?

    Możecie lubić lub nie Bradleya Wigginsa, ale jego ewolucja od torowca przez zwycięzcę Tour de France do poważnego pretendenta na brukach Paryż-Roubaix jest fascynująca. Wygrana w Piekle Północy byłaby pięknym zwieńczeniem jego kariery i wspaniałą historią jako taką. Zespół Sky jak zawsze ma wszystko policzone i przetestowane. Wiggins twierdzi, że mimo niewielkiego niewielkiego doświadczenia w wyścigu, zna każdy kamień na trasie oraz wie, jaką moc musi wygenerować na najtrudniejszych odcinkach, by zgubić rywali. Może też szachować konkurentów świetnie dysponowanym Geraintem Thomasem, na korzyść Brytyjczyków przemawiają również prognozy pogody. Rozgrywany w deszczu wyścig byłby bardziej chaotyczny i trudniejszy do kontrolowania.

    A co z Saganem?

    Słowacka gwiazda Tinkoff-Saxo po raz kolejny zawodzi. Brukowana kampania jest dla niego przegrana, jeśli nie wygra Paryż-Roubaix, raczej nic się nie stanie, poza kilkoma złośliwymi twittami autorstwa jego szefa, Olega Tinkowa. Sagan, jak w latach ubiegłych, przez Kalifornię i kilka mniejszych wyścigów zbuduje formę na Tour de France i będzie tam walczył o czwartą z rzędu zieloną koszulkę zwycięzcy klasyfikacji punktowej. Paradoksalnie taki brak presji może mu tym razem pomóc. Oczy wszystkich będą skierowane na Kristoffa, Degenkolba, Team Sky oraz Etixx-Quickstep. Niedoceniani i mniej skuteczni w ostatnich dniach Sagan, ale też Van Avermaet (BMC) i Vanmarcke (LottoNL Jumbo) mogą na tym skorzystać. Niewykluczony jest też scenariusz z 2011r, gdy faworytów pogodził Johan Vansummeren. Kolarzy, którzy mogliby pójść w jego ślady jest wielu, zaczynając od weterana Stijna Devoldera przez debiutanta i ?nową nadzieję Belgów?, Tjesja Benoota a kończąc na sprinterach: Arnaud Demare a może nawet Andre Greipelu.

    Szczegółowej zapowiedzi wyścigu wraz z analizą trasy szukajcie wkrótce w rowery.org. Poniżej znajdziecie moje typowanie. Ciekawe, czy trafię :)

    fav3fav3fav3fav3fav3Alexander Kristoff, John Degenkolb

     

    fav3fav3fav3fav3Peter Sagan, Geraint Thomas, Bradley Wiggins, Sep Vanmarcke, Niki Terpstra, Zdenek Stybar

     

    fav3fav3fav3Jurgen Roelands, Greg Van Avermaet, Lars Boom

     

    fav3fav3Arnaud Demare, Stijn Devolder, Andre Greipel

     

    Zdjęcie okładkowe: tetedelacourse, flickr, CC BY SA 2.0

  • Poniedziałkowy skrót#9

    Tegoroczną przygodę z brukami kończymy pięknym akcentem. Niespodziewana, ale bardzo zasłużona wygrana kolarza z drugiego szeregu cieszy bardziej niż kolejny rekord pobity przez kolejną gwiazdę. W końcu na tym właśnie polega sport!

    Paryż-Roubaix

    Niki Terpstra od dłuższego czasu znakomicie prezentował się w północnych klasykach. Od 2012 roku regularnie był w czołówce brukowanych monumentów, grając rolę dżokera wysyłanego do taktycznych akcji w końcówkach wyścigów. Zeszłoroczne podium w Paryż-Roubaix tylko potwierdziło wielki potencjał Holendra.

    ?Piekło Północy? 2014, pełne ataków faworytów, wyniosło Terpstrę do kolarskiego panteonu. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy pojechał po wygraną jak profesor, wykorzystując właściwy moment do ataku, gdy wszystkie najważniejsze postaci zdążyły już wystrzelić, czy też jednak jego wygrana to efekt taktyki zespołu Omega Pharma Quick Step. Na myśl przychodzi Servais Knaven i jego zaskakujący triumf w 2001r.

      Dla kolarzy Patricka Lefevre?a wiosna bez ważnego zwycięstwa na brukach jest porażką. We Flandrii polegli, stawiając na nie w pełni dysponowanego Boonena. W E3 oraz Gandawa-Wevelgem również byli na nich mocniejsi. Terpstra, który jest najjaśniejszym punktem Omegi tej wiosny (wybaczcie fani Michała Kwiatkowskiego) prezentował się znakomicie już w tygodniach poprzedzających Paryż-Roubaix. W niedzielę wykorzystał swoją szansę jak prawdziwy mistrz i właściwie już w kwietniu jest rozliczony z tego sezonu. Ciekawe, jak dalej potoczy się jego kariera. Ta wygrana może być punktem zwrotnym dla niego, jego drużyny, Toma Boonena i wielu innych kolarzy. Przyszłoroczne brukowane klasyki będziemy oglądać z zupełnie innym układem sił.

    Wiele pytań będzie bowiem czekało na rozstrzygnięcie: co dalej z karierami młodych, zdolnych: Petera Sagana i Sepa Vanmarcke, którzy czekają na największe sukcesy? Czy Tom Boonen odrodzi się po raz kolejny, czy też będzie powoli zmierzał ku sportowej emeryturze? Jak długo Fabian Cancellara będzie utrzymywał fenomenalną passę podiów w monumentach. Co ze Zdenkiem Stybarem, który ze swoim dorobkiem może iść śladami Terpstry oraz czy Bradley Wiggins postawi sobie za cel wygraną w Roubaix? Dziesiąte miejsce Brytyjczyka który jeszcze dwa lata temu dyktował zabójcze tempo na podjazdach Tour de France jest swoistą sensacją, na której konsekwencje warto będzie czekać!

     

    Dookoła Kraju Basków

    Dzieje się tyle, że czuję, jakby sobota była tydzień temu. A to raptem dwa dni dzielą nas od rewelacyjnego zakończenia Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Alberto Contador rozpoczął z wysokiego C wygrywając pierwszy etap, później mógł skupić się na kontrolowaniu sytuacji i ?poprawił? rywalom podczas jazdy na czas (w finałowej próbie ustąpił jedynie Tonemu Martinowi). W międzyczasie Michał Kwiatkowski kolekcjonował trzecie miejsca na kolejnych etapach, niewielką stratę notując jedynie na czwartym odcinku, gdzie triumfował jego kolega z drużyny, Wout Poels. Polak jednak z nawiązką odrobił straty podczas czasówki, gdzie – a jakże – był trzeci, co pomogło mu zająć drugie miejsce w klasyfikacji generalnej całego wyścigu. Biorąc pod uwagę prestiż ?Vuelta al Pais Vasco?, który teoretycznie ma tę samą rangę co Tour de Pologne, ale jednak dłużej znajduje się na liście najwyżej punktowanych wyścigów, to najcenniejszy wynik Kwiatkowskiego w karierze. Z formą, którą prezentuje pozostaje z ekscytacją czekać na ardeńskie klasyki – będzie w nich jednym z najważniejszych kandydatów do zwycięstwa!

     

    Puchar Świata XC

    Julien Absalon po raz dwudziesty siódmy (!) wygrał zawody Pucharu Świata cross country. Francuz staje się żywą ikoną kolarstwa górskiego, tym bardziej, że podczas jego kariery charakter tej dycypliny zmienił się diamteralnie. Obecnie trasy olimpijskiego xc są techniczne, widowiskowe, z elementami znanymi z bardziej ekstremalnych odmian kolarstwa. Poziom sportowy zawodowego mtb jest kosmicznie wysoki, tym większe uznanie dla dokonania Francuza. Polskich kibiców cieszy znakomita postawa Mai Włoszczowskiej, która sezon rozpoczęła od najniższego stopnia podium. Wygrała jej klubowa koleżanka, Jolanda Neff. Damski team Gianta jest więc w tym momencie najmocniejszą ekipą w kobiecym XC!

    Na właściwy układ sił w mtb trzeba jednak poczekać ponad miesiąc, kiedy Puchar Świata przyjedzie do Europy (najbliższe zawody, 27.04 rozegrane zostaną w Australii). Część zespołów i zawodników, w tym większość z Polski, odpuszcza starty w dalekich lokalizacjach.

     

     

    Circuit de Ardennes

    Ligę niżej, ale nadal w gronie znakomitych zawodowców wysoką formę tej wiosny prezentuje Łukasz Wiśniowski. Niedawno o mało co wygrał Tour de Normandie, w miniony weekend postawił już na swoim i zwyciężył w krótkiej, cenionej etapówce Circuit de Ardennes. W 2012r wygrywał tam Marek Rutkiewicz, wyścig ma kategorię 2.2, a na liście triumfatorów znajdują się nazwiska wielu dobrych kolarzy. To z pewnością dobry krok w rozwoju kariery Wiśniowskiego (rocznik 1991), reprezentującego barwy grupy Etixx, ?młodzieżówki? Omega Pharma Quick Step

    I na koniec?

    Polska się rusza

    Maraton Warszawski: 20tysięcy uczestników. Bikemaraton w Miękinii: ponad 1800 startujących. Mazovia w Legionowie: 1000. Liga Świętkorzyska w Daleszycach: 600. Do tego szereg mniejszych imprez biegowych oraz rowerowych i wygląda na to, że aktywnie rusza się sporych rozmiarów miasto. Cieszy też relacja z maratonu w TVP.