Tag: lifestyle

  • Sport jako “niezbędna potrzeba życiowa”.

    Sport jako “niezbędna potrzeba życiowa”.

    Nie trzeba pandemii koronawirusa, frenetycznego szturmu na zwifta i trenażery a następnie leśne ścieżki, polne drogi oraz podmiejskie szosy by zobaczyć, że ruch, aktywność i sport zaczęły odgrywać znaczącą rolę w naszym życiu. Po prostu teraz widać to wyraźniej.

    Dane statystyczne vs dane anegdotyczne

    Gdy prześledzimy dostępne wyniki badań okaże się, że Polacy wciąż są narodem, który nie jest zainteresowany aktywnością fizyczną. Maksymalnie 30% z nas rusza się trzy razy w tygodniu w łącznym czasie nieprzekraczającym 90 minut.

    Krótko mówiąc słabo.

    Gdy przychodzi wiosna, naszym narodowym zajęciem jest grillowanie, picie piwa i oglądanie “biało-czerwonych” biegających za piłką. 

    Tak jest w teorii, tak jest w rozumianej statystycznie praktyce. Tak jest też w wielu opracowaniach socjologów czy publicystów. 

    Lubimy o sobie myśleć jako o konsumentach-prostakach, “Januszach i Grażynkach”, nieco tylko uwspółcześnionych archetypach, których ojcem był Ferdynand Kiepski. 

    Tymczasem wystarczy rozejrzeć się wokół, by zobaczyć, jak wielu ludzi tu i teraz zmienia swoje życie: dba o zdrowie, unika chorób cywilizacyjnych uprawiając sport czy poprawiając nawyki żywieniowe. 

    https://www.instagram.com/p/BxMJePiAEsm/

    Gry i zabawy klasy średniej

    Możemy zżymać się na różne widełki płacowe wedle których spora część z nas zalicza się do klasy średniej, zwłaszcza w porównaniu z zamożnymi krajami europejskimi. 

    Trudno jednak polemizować z faktem, że, zwłaszcza od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej, niemal nieustająco żyło nam się z roku na rok coraz lepiej. Przynajmniej części z nas. 

    To nic, że na kredyt, wszak w ten sposób funkcjonuje większość współczesnego świata, ale napawaliśmy się konsumpcją kupując samochody, mieszkania, elektronikę i ciuchy z sieciówek. A także spędzając sporo czasu w podróżach, zwiedzając Europę, Azję, Afrykę, latem wygrzewając się na chorwackim wybrzeżu a zimą szusując na stokach włoskich Dolomitów. 

    Gdy już nasyciliśmy pierwszy głód, przyszedł czas na zaspokajanie kolejnych potrzeb. Z kartami Multisport w portfelu zapisaliśmy się na siłownie, ruszyliśmy do Decathlonów po leginsy i buty do biegania, kupiliśmy rowery i zostaliśmy sportowcami. 

    https://www.instagram.com/p/B8Y0XrrHWBb/

    Tłok na bulwarach

    Tak, to wciąż jest niewielki procent społeczeństwa. Tak, sport amatorski to często domena najbardziej zamożnych 25% społeczeństwa, zarabiających ponad 5000zł netto. Ale po pierwsze nie tylko nich, a po drugie to na tyle duża grupa, że staje się wyraźnie zauważalna. 

    W wiosenne popołudnia popularne miejsca rekreacji są zwyczajnie zatłoczone. Biegacze, kolarze, rolkarze, chodzący z kijkami okupują przestrzeń publiczną. 

    Nawet, jeżeli frekwencja na maratonach w największych aglomeracjach nie bije już rekordów, od przynajmniej dekady faktycznie “Polska Biega”. Biegają nie tylko miasta, biegają przedmieścia, biegają też wsie. 

    Peletony kolarzy przestały być elitarnymi towarzystwami wzajemnej adoracji, za to każdego dnia niezliczone grupy o różnym poziomie sformalizowania i zaawansowania umawiają się na wspólną jazdę. Jest ich na tyle dużo, by stopniowo oswajać kierowców z obecnością trenujących kolarzy na drogach publicznych.

    Moje prywatne wspomnienie z początku lat 2000 przywołuje obraz samotnej Sylwii Korzeniowskiej (siostry Roberta), jednej z nielicznych osób, które zimą na krakowskich Błoniach trenowały cokolwiek. Obecnie, po 20 latach można w to miejsce wybrać się o dowolnej porze zarówno roku jak i dnia, by spotkać pasjonatów sportu. Jest nas dużo, jesteśmy widoczni i tak samo, jak grillujemy, masowo uprawiamy też sport.

    We wspomniane wcześniej słoneczne popołudnia frekwencja amatorów spędzania aktywnego czasu na świeżym powietrzu jest tak wysoka, że samo poruszanie się zarówno w tym, jak i w setkach innych podobnych miejsc w kraju staje się zwyczajnie uciążliwe. A mimo to ludzie przychodzą, biegają, jeżdżą…

    "Profidea dla Kobiet" to jedna z popularnych grup kolarskich, które budują lokalną społeczność pasjonatek sportu. Zdjęcie przedstawia grupę rowerzystek korzystających z przeprawy promowej.
    „Profidea dla Kobiet” to jedna z popularnych grup kolarskich, które budują lokalną społeczność pasjonatek sportu.
    Fot. https://www.instagram.com/profideadlakobiet/

    Karbon to nowy mercedes?

    Dotarliśmy już do momentu, w którym dbanie o siebie stało się wyznacznikiem statusu społecznego. 

    Karbonowy rower szosowy, uczestnictwo w triathlonie, opieka trenera personalnego czy współpraca z dietetykiem stały się modne. 

    Dla części wyższej klasy średniej sport jest wyznacznikiem prestiżu. Kolejnymi krokami rozwoju cywilizacyjnego mogą być już tylko uczestnictwo w kulturze wysokiej, społeczna odpowiedzialność biznesu i dobroczynność. 

    Prawnicy, właściciele prywatnych praktyk medycznych, senior developerzy kupują drogie rowery na fakturę vat, jeżdżą do Calpe i przygotowują się do połówki Iron Mana pod okiem specjalistów trenujących nie tylko biznesmenów, ale też reprezentantów kraju. 

    Spośród różnych aktywności, wydatków i kaprysów dobrze sytuowanej kadry menadżerskiej akurat te wydają się być nie tylko mało szkodliwe, ale zwyczajnie najmniej głupie.

    Mówiąc już całkiem brutalnie, mogliby oni, niczym Kuba Wojewódzki parkować swoje Maserati na miejscach dla niepełnosprawnych a w zamian tego jedyne, co “złego” robią to zajmują z kolegami pas ruchu na podmiejskiej szosie.

    https://www.instagram.com/p/B_YBUa4lm15/

    Nowe koła zamiast telewizora

    Równocześnie klasa średnia “biurowa”, czyli ta, która na co dzień przegląda tabelki w Excelu i zatwierdza milionowe przelewy w wielkich korporacjach, samemu żyjąc za średnią krajową (czyli wciąż niemało jak na nasze warunki) podejmuje ważne życiowo wybory.

    Czy większą korzyść przyniesie zakup nowych kół czy trening na zgrupowaniu? Czy domowy budżet udźwignie zarówno start w wyścigu etapowym i kilkudniowy urlop, czy też może wakacje padną ofiarą sportowej pasji? I wreszcie czy lepiej kupić nowy telewizor, czy miernik mocy. No chyba, że ten telewizor będzie ekranem używanym do zwifta, to może da się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

    W hierarchii potrzeb coraz większej grupy Polaków sport, rozumiany nie tylko jako wypełnienie normy WHO (“3x30x130”), ale coś więcej: hobby, pasja, może nawet sposób na życie, awansuje na ważne miejsce. 

    Trudno oszacować, ilu nas jest. 2%? 5%? 12%? 

    To niełatwe, bo wyznaczenie granicy między rekreacją i sportem amatorskim a następnie sportem amatorskim i sportem wyczynowym jest podobnie skomplikowane co określenie, w którym miejscu zaczyna się łysina. 

    https://www.facebook.com/ZwiftPolska/photos/rpp.254535521870786/546567279334274/

    Amator w czasie pandemii

    Gdy działający w chaosie rząd, próbując bronić nas przed koronawirusem ograniczył przemieszczanie się i uprawianie sportu na zewnątrz, kolarze-amatorzy zaczęli wykupywać trenażery i masowo dołączać do społeczności Zwifta. Obecnie, mimo sporej bariery wejścia do tego systemu, grupa na facebooku zrzeszająca fanów wirtualnego ścigania liczy ponad 8000 osób. Biorąc pod uwagę, że Polski Związek Kolarski od kilku lat wydaje rocznie ok. 2000 licencji a w dobry, wiosenny weekend na zawodach w całym kraju pojawia się około 5000 uczestników, to liczba zaiste imponująca. 

    Zamknięcie lasów spotkało się z falą niezadowolenia a następnie, podczas luzowania restrykcji przynajmniej kilkaset osób wysłało email do stosownego ministerstwa z prośbą o możliwość treningu na terenach zielonych bez maseczek na twarzy. 

    W sytuacji, gdy gros obywateli pracuje z domu, ograniczając wyjścia do sklepów, pracy czy znajomych, zarówno sportowcy-amatorzy jak i po prostu ludzie, dla których ruch jest nieodzownym elementem codzienności stali się lepiej widoczni. 

    Gdy zabrakło turystów a studenci i uczniowie zostali odesłani do domów jesteśmy jedną z nielicznych grup społecznych obecnych w przestrzeni publicznej.

    Dzielnie znosiliśmy niedogodności treningu w domu, ukrywaliśmy się na polach i w lasach niebędących własnością państwa a obecnie męczymy się podejmując wysiłek z zasłoniętą twarzą.

    https://www.instagram.com/p/B_cbExGFvNe/

    Jedyne, co nam zostało?

    W czasach, w których tak wiele aktywności ma charakter wirtualny, trudno się dziwić, że poszukujemy kontaktu z fizycznością. 

    Nawet nie chodzi o słynny “kontakt z naturą”, ale o zwykłe doświadczenie wysiłku fizycznego. Jeżeli spora część prac ma charakter intelektualny (do tego odtwórczy) a stres wiąże się głównie z emocjami, ból mięśni, podniesione tętno i przyspieszony oddech pozwalają zachować niezbędny balans między ciałem i umysłem. 

    Idąc dalej tym tropem, zawodowa kariera wielu z nas, poza aspektem finansowym, nie daje poczucia szczególnego sensu. Doskonalenie i awanse są pozorne, wpływ na procesy niewielki a końcowy efekt pracy często niewidoczny.

    Sport staje się więc jedną z bardziej dostępnych i możliwych do przeprowadzenia form rozwoju osobistego, realizacji aspiracji i zachowania zdrowia psychicznego. “Niezbędną potrzebą”, od której zaspokojenia zależy nasze być albo nie być w sytuacji, gdy te bardziej tradycyjnie rozumiane są tak czy inaczej zabezpieczone. 

    Mam też wrażenie, że w  tak niepewnych czasach, wymierny charakter uprawianego sportu: ogólnych postępów, mocy, realizowanego planu treningowego, daje poczucie minimalnej kontroli i sprawstwa. 

    W skrajnej wersji ów mechanizm znany jest z zaburzeń odżywiania, jednak w łagodnym przebiegu sportowej “choroby”, struktura dnia, mikro czy makrocyklu jaką daje trening może być bardzo cenna dla jednostki postawionej przed otaczającym nas chaosem pandemii. 

    Koniec końców nawet, jeśli przymus “treningu, który musi zostać odbyty” nieco wymknie się spod kontroli, wciąż będzie to nie tylko uzależnienie społecznie akceptowalne, ale też jako jedno z nielicznych mające całkiem sporo zalet.  

    Bibliografia: 

    1. Badanie Aktywności Fizycznej Polaków, 2018, Kantar dla MSiT https://msit.gov.pl/download/1/15795/BadaniepoziomuaktywnoscifizycznejspoleczenstwaAnalizawynikow2018v5.pdf
    2. Polacy lubią się spocić po pracy, 2018, Business Insider o badaniu Kantar dla Benefit System
      https://businessinsider.com.pl/sport/polacy-i-sport-raport-multisport-index-2018/q9qy25y
    3. Podsumowanie ogólnopolskiego badania wynagrodzeń, wynagrodzenia.pl, 2018 https://wynagrodzenia.pl/artykul/podsumowanie-ogolnopolskiego-badania-wynagrodzen-w-2018-roku
    4. Ilu jest w Polsce kolarzy, analiza liczby wydanych licencji kolarskich w Polsce, 2016 https://xouted.com/2016/02/ilu-jest-w-polsce-kolarzy/
    5. Wyniki – 30-31 marca 2019 https://mtb-xc.pl/2019/04/01/wyniki-30-31-marca-2019/
    6. Frekwencja na polskich maratonach ostro pikuje https://biegowe.pl/2018/10/frekwencja-na-polskich-maratonach-ostro-pikuje-co-jest-tego-powodem.html
  • Jazda solo to styl życia

    Jazda solo to styl życia

    W sytuacji, w której samotna jazda stała się koniecznością, wielu kolarzy tęskni za grupowymi przejażdżkami. Tymczasem #ridesolo może być podyktowane nie przykrymi okolicznościami a osobistym, codziennym wyborem. 

    Każdy ma swoją rutynę

    Od lat jeżdżę w większości sam. Tak jest mi wygodniej i zwyczajnie tak lubię. Mimo stosunkowo elastycznego czasu pracy, przy pełnym etacie wciąż najsensowniej jest mi zrobić trening rano. A rano, jak to rano, każdy ma swoją własną rutynę, swoje sprawy i obowiązki. 

    Zatem od wtorku do piątku po prostu robię swoje. Zazwyczaj są to jakieś ćwiczenia, a te najlepiej wykonuje się bez towarzystwa. 

    Od każdej zasady są wyjątki. Zimą czasem na trenażer wsiadam wieczorem. Z kolei latem, gdy dzień jest dłuższy, idę do biura na ósmą, jadę od razu na rowerze “sportowym” (w przeciwieństwie do codziennego przemieszczania się mieszczuchem) a później wracam do domu o zmierzchu. 

    W weekend, gdy przychodzi pora np. na dłuższą rundę, wolę wybrać się na nią z żoną lub z bliskimi przyjaciółmi, ale i tak przynajmniej jeden z dwóch dni jeżdżę sam. 

    Sam się tak nie zagniesz?

    Żeby nie było wątpliwości. Nie neguję zalet treningu w grupie. Co więcej, jestem świadomy ograniczeń, które daje trening wyłącznie solo. 

    Jazda ze sprawdzonymi partnerami treningowymi albo gonitwa na popularnej “ustawce” to zawsze dobry bodziec. Nawet mając do perfekcji opanowaną analizę pomiaru mocy, doskonałą znajomość swojego organizmu i świetnie zaplanowaną “rozpiskę” solo warunki gry ustalamy sami ze sobą, ewentualnie z trenerem. 

    Tymczasem w grupie nie tylko pod presją postawi nas ktoś inny, ale też może zrobić to w momencie, w którym nie czujemy się w pełni komfortowo. 

    Do tego dochodzą elementy, bez których, zwłaszcza na szosie, trudno sobie poradzić: trening jazdy w peletonie, zmiany, wachlarze, wiele “niepisanych zasad” jak pokazywanie dziur czy sygnalizowanie swoich zachowań i reakcje na innych. 

    Krótko mówiąc, jest spora szansa, że regularnie jeżdżąc w grupie będziesz lepszym kolarzem. Ale…

    Śmierć w oczach

    O ile jeszcze przyjacielskie przejażdżki odbywają się zazwyczaj w zgodzie z zasadami rozsądku, o tyle na treningach mających za cel odrobinę rywalizacji, “sprawdzenie nogi” czy wręcz mniej lub bardziej formalne ściganie, ludziom puszczają hamulce. Dosłownie i w przenośni. 

    Cięcie lewych, “ślepych” zakrętów? Jest. Wyprzedzanie samochodów “na trzeciego”? Proszę bardzo. Sprinty “na tablicę” w pełnym ruchu całą szerokością drogi? Jak najbardziej. 

    Doliczmy do tego zróżnicowany poziom umiejętności jazdy w grupie, emocje związane z koniecznością udowodnienia kolegom kto rządzi na podwórku, rozkojarzenie np. po całym dniu w pracy i… tak, kraksy na środku drogi nie są niczym niezwykłym. 

    Możecie powiedzieć, że to taki urok i elementy wpisane w kolarstwo, ja już dawno temu powiedziałem sobie “dziękuję” a ścigam się na oficjalnych zawodach w zamkniętym ruchu. 

    Rekreacja vs kultura


    Popularność kolarstwa może tylko cieszyć. Natomiast za rosnącym entuzjazmem nie nadąża poczucie, że warto czasem trochę się rozejrzeć wokół siebie. 

    Abstrahując od przepisów ruchu drogowego, pozostaje kwestia kultury i postawienia prawa do spędzania przez siebie czasu w kolarskim peletonie wyżej niż prawa innych rowerzystów lub pieszych do rekreacji czy kierowców do przemieszczania się. 

    Z jednej strony grupa stu kolarzy wygląda super a jazda w niej jest świetnym przeżyciem, z drugiej poczucie siły pochodzące z tzw. “kupy” (skąd rzeczona siła jak wiadomo się wywodzi) to pole do potencjalnych konfliktów. 

    I tak, jazda po zmianach 45km/h w słoneczne popołudnie popularną, rekreacyjną ścieżką rowerową to zwykłe chamstwo, którego nie uzasadniają czyjekolwiek potrzeby treningowe czy społeczne. 

    Nawet w najbardziej liberalnych doktrynach wolność jednostki kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiej i warto o tym przy treningach grupowych pamiętać. 

    Czas dla siebie

    W erze, gdy z każdej strony jesteśmy atakowani bodźcami: zalewem informacji, powiadomieniami z mediów społecznościowych, wszechogarniającym szumem, te kilkadziesiąt minut czy kilka godzin spędzonych po prostu na jeździe jest po prostu bezcenne. 

    Nie będę przywoływał frazesów o obcowaniu z naturą czy żywiołami, bo nie każdy lubi i ma możliwość jeździć w terenie albo po bocznych, mało znanych szosach.

    Natomiast już sam fakt skupienia się niemal wyłącznie na fizyczności, zarówno tempie jazdy jak i jej technice i odcięcia się od innych kwestii uważam za bezcenne. Nawet, jeśli w międzyczasie kontroluję parametry, pilnuję tempa czy motywuję się do jazdy na określonej intensywności. 

    A przecież jazda to nie tylko trening. To także czas, który można po prostu spędzić z własnymi myślami lub po prostu zrelaksować się izolując od bodźców “współczesnego świata”.

    Jazda solo to zatem szansa na doskonalenie siebie, zarówno psychiczne jak i fizyczne. I choć nie jest pozbawiona pewnych wad (konieczność dodatkowego zadbania o własne bezpieczeństwo, podejmowanie mniejszych wyzwań w trudnym terenie, wspomniany brak bodźców treningowych), jako taka może być nie tylko stylem jazdy, ale wręcz stylem życia. 

    Polecam spróbować, nie tylko w czasach epidemii. 

  • Jesteś wyjątkowy

    Jesteś wyjątkowy

    Dziś przychodzi do nas wiosna. Jeśli przez ostatnie ostatnie trzy miesiące znalazłeś na tyle motywacji, by trenować, jesteś kimś wyjątkowym!

    To nie była ciężka zima. Śniegu spadło niewiele, nawet o deszcz trzeba było prosić. Również temperatura rozpieszczała. Dni z dwucyfrowymi mrozami było zaledwie kilka. Mimo to, długie noce, lód na drogach i szlakach, konieczność stosowania wielowarstwowego, nieprzewiewnego ubioru dawały się we znaki jak zawsze.

    Rosnąca popularność aktywności na świeżym powietrzu w połączeniu ze sprzyjającą aurą przyniosły efekt: ogólną zajawkę na trening. Kolarze, biegacze, triathloniści, wszyscy byliśmy widoczni bardziej niż do tej pory. Pamiętam zimy, gdy wokół krakowskich Błoń truchtało paru kolarzy, dwóch biegaczy, jeden piłkarz i chodziarka. W tym roku niemal o każdej porze dnia, bez względu na pogodę było tłoczno. Podobnie na szosach i bezdrożach: rowerzyści czy kolarze jeździli, trenowali, przemieszczali się gremialnie.

    To więcej, niż fajne. Jeśli w biegu codzienności, obojętne czy chodzisz, do szkoły, na uczelnię lub do pracy, jesteś w stanie wygospodarować godzinę czy dwie na sport, to znaczy, że coś się zmieniło. Nie tylko w hierarchii potrzeb pojawiła się kolejna pozycja, to jeszcze znajdujemy środki na jej realizację. Czy swój udział mają w tym dyskonty oferujące ?techniczną? odzież poniżej kosztów produkcji, czy kiełkująca klasa średnia, nie wiem. Ważne, że podobno mamy 300 tysięcy biegaczy a liczba ta rośnie z miesiąca na miesiąc. Ważne też, że więcej rowerzystów na drogach to nie tylko plus dla branży, ale też większe bezpieczeństwo: kierowcy przyzwyczajają się do cyklistów – uczestników ruchu. Nawet triathlon, napędzany w dużej części modą nie jest taki zły, skoro zrzuca kolejne jednostki z ich wypasionych kanap, sprzed ekranów HD o dużej przekątnej.

    Miało być jednak nie o socjologii, a o motywacji. Sport, nawet ten amatorski, nawet w formie nieco bardziej usystematyzowanej rekreacji wymaga pewnych wyrzeczeń. Zimno, ciemno, wysiłek, drenaż energii potrzebnej do ?normalnego? życia a mimo to tysiące ludzi chcą być wyczynowcami. Zamiast na urlop, jadą na zgrupowanie, zamiast przed telewizorem, siedzą na rowerze, zamiast na liposukcję wydają pieniądze na buty z goretexem. Nie bez znaczenia jest w tym dobra postawa naszych zawodowców, coraz lepiej prezentujących się na międzynarodowych arenach. Jeśli im się wiedzie, amatorom łatwiej przychodzi podjęcie dodatkowego wysiłku. I tak się to kręci :)

    Zatem, jeżeli codziennie rano zwlekasz się z łóżka, by wykonać zadane ćwiczenia, jesteś kimś wyjątkowym. Prywatnym bohaterem dnia codziennego, zdrowszym, pewniejszym siebie i bardziej zadowolonym z życia. Bo robisz to, co lubisz, nawet, jeśli zmagając się z marznącą mżawką, przez kilka chwil wydaje ci się, że jest inaczej.

    Fot. okładkowe, wikimedia commons, Quartl, CC BY SA 3.0