Gdy we współczesnym sporcie jakaś postać nawiązuje do osiągnięć wielkich mistrzów z przeszłości, to zawsze zasługuje na szczególną uwagę i uznanie. Atak Alejandro Valverde na pierwszą dziesiątkę wszystkich wielkich tourów sezonu to bezprecedensowe wydarzenie w kolarstwie XXIw.

Rok 2016 dla hiszpańskiego kolarza był wyjątkowy. Po pierwsze, skompletował miejsca na podium we wszystkich wielkich tourach, zajmując trzecie miejsce w Giro d’Italia. Dodatkowo, wygrywając 16. odcinek wyścigu dookoła Włoch wszedł do grona zawodników, którzy wygrywali etapy we wszystkich wielkich tourach. W ten sposób napisał kolejny fragment historii kolarstwa, który dla większości peletonu byłby wystarczającym rozliczeniem sezonu!

Tyle tylko, że Valverde znany jest z wytrwałości, wytrzymałości i skuteczności. Gdy, teoretycznie, osiągnął swój cel sezonu (i zarazem kariery), w lipcu na francuskich szosach wspierał Nairo Quintanę w rywalizacji z Chrisem Froomem. Jego lider zajął na Tour de France trzecie miejsce a niewykluczone, że gdyby Valverde jechał na swoje konto, byłby w stanie zająć podobną lokatę. Mimo to sił wystarczyło mu na szóstą pozycję, co w połączeniu z Giro jest osiągnięciem wyjątkowym.

Ale, ale! To jeszcze nie wszystko. Trzeba pamiętać, że wiosną kolarz Movistaru z powodzeniem ścigał się w Andaluzji, ale też nie odmówił sobie kampanii w Ardenach. Choć w Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege mu się nie powiodło, zwyciężył w Walońskiej Strzale po raz trzeci z rzędu i po raz czwarty w ogóle, dzięki czemu jest samotnym liderem w historii tego wyścigu.

Ponieważ Valverde to kolarz “nie do zdarcia”, tuż po Tour de France pojechał w Clasica San Sebastian, gdzie był trzeci a następnie podjął próbę walki o olimpijskie złoto w Rio de Janeiro! Tam był dopiero trzydziesty, ale zarówno podróż, dwa wielkie toury i kilka klasyków w nogach nie odwiodły go od pomysłu startu w hiszpańskiej Vuelcie.

Pokusa, by nawiązać do osiągnięć Raphaela Geminianiego i Gastona Nenciniego z lat ‘50 XXw, którzy kończyli wszystkie trzy wielkie toury w jednym sezonie w pierwszej dziesiątce była kusząca.

Kto wie, gdyby Nairo Quintana był bardziej samodzielnym liderem lub gdyby Valverde odpuścił jeden lub dwa klasyki i podróże w ciągu sezonu, wystarczyłoby mu sił, by ten cel osiągnąć. A tak, Valverde stracił do 10. lokaty 1’50” i zajmując 12 miejsce.

Mimo to, zestaw: Giro – 3, Tour – 6, Vuelta – 12, wygrana Walońska Strzała, szóste miejsce w Giro di Lombardia, trzecie w Clasica San Sebastian, pierwsze w Andaluzji i Castilla y Leon, łącznie 93 dni startowe, brzmi niczym sezon herosa z czasów, gdy kolarze ścigali się wszędzie i wszędzie walczyli o zwycięstwo a nie z ery XXIw. Ery specjalizacji, “marginal gains”, pomiarów mocy, aerodynamiki i całego, tego, nowoczesnego bałaganu.

PS ciekawostką i rekordem jest również, wciąż kontynuowana, seria Adama Hansena, który od 2012r startuje w i kończy każdy wielki tour sezonu. Australijczyk zgromadził ich już na swoim koncie 16 i póki co nie planuje przestać! Tyle tylko, że jego najwyższą lokatą była 53. w Vuelta a Espana 2014 a Hansen na swoim koncie ma wygrane “tylko” dwa etapy: po jednym w Giro (2013) i Vuelcie (2014).

Zdjęcie okładkowe: Laurie Beylier, flickr, CC BY ND 2.o

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments