Tag: Alejandro Valverde

  • Zaskakujący Dzień. Serial Netflixa o drużynie Movistar, sezon drugi.

    Zaskakujący Dzień. Serial Netflixa o drużynie Movistar, sezon drugi.

    Kolejny rok z drużyną Movistar i kolejne dramaty, spory, rozczarowania i sukcesy. “Zaskakujący dzień” towarzyszy Alejandro Valverde oraz jego kolegom podczas pandemicznego sezonu 2020.

    Pierwszy sezon “serialu o movistarze” trafił na Netflix w idealnym momencie. W środku pierwszego lockdownu, gdy siedząc w domach byliśmy pozbawieni dostępu do kolarskich emocji. 

    Druga odsłona produkcji dokumentującej życie drużyny Eusebio Unzue została udostępniona, gdy sezon 2021 był już w pełni. A szkoda, bo ciężko emocjonować się wydarzeniami sprzed pół roku, gdy tymczasem historia kolarstwa dzieje się na żywo.

    Lepszym terminem byłaby oczywiście zima, no ale cóż, jest jak jest. 

    “Zaskakujący dzień” po raz kolejny umożliwia nam zajrzenie za kulisy worldtourowej drużyny kolarskiej. Movistar to ekipa szczególna, funkcjonująca nieprzerwanie od 1980 roku. Kierowana przez doświadczonych, lecz często podejmujących kontrowersyjne decyzje menagerów, z utalentowanymi, ale chimerycznymi gwiazdami w składzie. 

    Drugi sezon produkcji Netflixa kontynuuje motywy zaprezentowane w premierowym: “problemy wychowawcze” z Markiem Solerem, kwestie przywództwa, zarówno na szosie, w samochodach technicznych i biurze jak również źródła podejmowanych decyzji, których efekty widzimy później na antenie Eurosportu. 

    Movistar jest bowiem tym klubem, którego jazda często budzi kontrowersje a taktyka jest trudna do zrozumienia. 

    Czy drugi sezon “Zaskakującego dnia” daje odpowiedź na pytania dotyczące ucieczek, pościgów i ataków kolarzy w niebieskich strojach? Cóż, przekonacie się sami, oglądając sześć dudziestopięciominutowych odcinków. 

    Nie spojlerując powiem tylko tyle, że widzę pewien związek między chaotycznym montażem do pewnego stopnia utrudniającym podążanie za kolejnymi wydarzeniami a sytuacją w drużynie. 

    Jest to jednak tylko drobna wada formalna, skutecznie przykryta przez piękne zdjęcia a także bezcenny wgląd, jaki dostajemy za kulisy zawodowej drużyny kolarskiej. 

    Najważniejsza prawda, jaką oglądamy to ta, że choć często profesjonalnych sportowców odbieramy wyłącznie przez pryzmat ich wyników, to wciąż a może przede wszystkim są ludzie. Liczby, waty, kilogramy czy lata doświadczenia są niczym przy osobistych emocjach, temperamencie i czasem niezrozumiałych reakcjach organizmu. 

    Warto o tym pamiętać komentując wydarzenia na kolejnych wyścigach, czy to z udziałem kolarzy Movistaru czy innych drużyn. 

    “Zaskakujący dzień”, sezon 2

    Hiszpania 2021
    6 odcinków o długości ok. 25 minut każdy
    Serial na Netlflixie obejrzałem w czerwcu 2021

    PS Polskie napisy do tego serialu to prawdziwy dramat

  • Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Zaskakujący dzień. Serial dokumentalny o drużynie Movistar.

    Jeśli śledząc wielkie toury poddajecie w wątpliwość taktykę poszczególnych zespołów lub krytykujecie dyspozycję zawodników, “Zaskakujący dzień” to pozycja obowiązkowa do obejrzenia. Po trzech godzinach z dyrektorami sportowymi i kolarzami Movistaru kolarstwo zawodowe nie będzie już dla was takie samo. 

    Sześć półgodzinnych odcinków prowadzi nas przez najważniejsze momenty sezonu 2019 w wykonaniu hiszpańskiego zespołu. Dla Movistaru, drużyny z czterdziestoletnią tradycją, zawsze najważniejsze były wielkie toury. 

    W każdym z nich podopieczni Eusebio Unzue rywalizowali nie tylko z konkurencyjnymi zespołami, ale też wewnątrz własnego teamu. 

    Obserwujemy więc nie tylko pojedynki na szosie, ale też starcia charakterów: Mikela Landy, Richarda Carapaza, Nairo Quintany, Alejandro Valverde i Marca Solera a także dyrektorów sportowych, którzy są równoprawnymi bohaterami tej opowieści. Wspomniany Unzue, Jose Vicente Garcia Acosta, Jose Luis Arieta, Pablo Lastras i Max Sciandri dają możliwość zrozumienia niektórych wydarzeń, których świadkami byliśmy śledząc wyścigi w relacjach Eurosportu. 

    Movistar jest bowiem zespołem, który często jest krytykowany za złą taktykę, niezrozumiałe decyzje personalne czy kontrowersyjne zachowania w peletonie z łamaniem niektórych ważnych, acz niepisanych zasad włącznie. 

    Wielu zarówno kibiców jak i zawodowych czy pół zawodowych komentatorów kolarstwa w swoich ocenach kieruje się trudnym do zrozumienia przeświadczeniem o nieomylności menadżerów drużyn oraz nadludzkich możliwościach samych sportowców. 

    Tymczasem “Niespodziewany dzień” pokazuje, że mimo doświadczenia i profesjonalizmu błędy zdarzają się każdemu, wahania formy przytrafiają się niezależnie od wcześniejszych planów i przygotowań a przedsięwzięcie, jakim jest wielki tour to niemal żywy, dynamiczny organizm, który potrafi zaskoczyć największych wyjadaczy. 

    Mnogość zmiennych: od trudnych do przewidzenia ludzkich emocji po niezależne siebie siły natury powodują, że wiele kwestii trzeba rozwiązywać w ciągu kilku chwil, równocześnie patrząc w ekran monitora, prowadząc samochód w zatłoczonej kolumnie wyścigu i podając bidony.

    Krótko mówiąc ten serial, choć mocno niszowy i pozornie przeznaczony dla najbardziej zaangażowanych fanów kolarstwa powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, kto poświęca godziny przed ekranem na śledzenie sportu rowerowego. A zwłaszcza dla tych, którzy następnie na ten temat publicznie się wypowiadają. 

    “Zaskakujący dzień” 
    Reż. Jose Larraza, Marc Pons
    6 odcinków (22-39’)
    Serial w marcu 2020 jest dostępny na platformie Netflix

    PS “Zaskakujący dzień” dostępny jest po hiszpańsku z polskimi napisami. Niestety napisy są na poziomie tłumaczenia przez niezbyt zaawansowany, automatyczny translator. Poza tym drobnym mankamentem to świetna sprawa. Obraz jest znakomicie sfotografowany i zmontowany a zarówno twórcom jak i samej ekipie Movistar należą się gratulacje za bezkompromisowe podejście do tematu. To mogła być niewiele wnosząca hagiografia Eusebio Unzue czy Alejandro Valverde a dostaliśmy nieunikający kontrowersji, szczery obraz dynamiczny niczym najlepsze etapy wielkich tourów.

    A teraz jeszcze mały SPOILER
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Nigdy wcześniej nie widzieliście Nairo Quintany, który tak często by się uśmiechał. Serio!

  • Ranking mistrzów świata, edycja 2019

    Ranking mistrzów świata, edycja 2019

    Alejandro Valverde kończy sezon w tęczowej koszulce z kilkoma wartościowymi wynikami na koncie. Choć nie było mu łatwo jako zawodnikowi pod specjalnym nadzorem, ostatecznie nie dał się pokonać ?klątwie? i jest jednym z najlepszych championów w XXIw.

    Jak radzą sobie kolejni mistrzowie świata zacząłem sprawdzać, gdy w ogniu krytyki znalazł się w sezonie 2015 Michał Kwiatkowski. W ramach rozwoju tego niewielkiego projektu przyjąłem, że skupię się na mistrzach świata w XXIw a za miarę sukcesu przyjmę liczbę zwycięstw oraz punkty w ?CQ Ranking?, odpornym na zawirowania przepisów i reform UCI.

    Najwięcej zwycięstw w tęczowej koszulce odniósł Tom Boonen, natomiast najlepszy sezon jako urzędujący mistrz zaliczył Peter Sagan.

    Na podsumowanie swojej kadencji doczekał się więc Alejandro Valverde. Hiszpan swoje panowanie w sezonie 2019 rozpoczął od zwycięstwa na etapie w Emiratach Arabskich. Potem było jednak gorzej. ?Klątwa tęczowej koszulki? to bowiem nie tylko wyraz umiejętności jej właściciela, ale też szereg obowiązków sportowych, na których nadmiar uskarżał się doświadczony lider Movistaru.

    Choć regularnie pojawiał się w czołówce, zarówno w górzystych etapówkach jak i w klasykach rywale byli od niego mocniejsi. Dopiero w czerwcu znów stanął na najwyższym stopniu podium podczas Route d’Occitanie, imprezy zaledwie kategorii 2.1. Chwilę później został też mistrzem Hiszpanii w wyścigu ze startu wspólnego. Na Tour de France chciał polować na etapy, ale, jak wiosną, za każdym razem czegoś brakowało by mógł otworzyć szampana.

    Aż przyszła Vuelta. Wyścig, który bezapelacyjnie wygrał Primoz Roglic, ale gdzie Valverde nie tylko w imponującym stylu zwyciężył na etapie z metą na Mas de la Costa, ale przede wszystkim pewnie zajął drugie miejsce, prezentując bardzo równą dyspozycję przez całe trzy tygodnie.

    Dzięki temu jego dorobek punktowy w sezonie 2019 jest czwartym najlepszym wśród mistrzów świata w XXIw. Warto zaznaczyć, że pierwsze i trzecie miejsce należy do Sagana.

    Choć przed rywalizacją w Harrogate większe szanse daje się kolarzom takim jak Alaphilippe, Van der Poel, Van Avermaet czy Matthews, zapewne Valverde tanio skóry nie sprzeda.

    Osobiście uważam, że z wielu względów Hiszpan jeżdżąc w tęczowej koszulce nie był ambasadorem kolarstwa odpowiednim do współczesnych czasów, m.in. ze względu na jego brak stanowiska względem dopingu w tym sporcie i własnego uczestnictwa w nielegalnym procederze w przeszłości.

    Jednak obiektywnie rzecz ujmując, z czysto kronikarskiego punktu widzenia, sezon 2019 był w jego wykonaniu udany, zwłaszcza biorąc pod uwagę szczególne warunki, w których funkcjonuje każdy kolejny mistrz świata.

    Ranking kolarskich mistrzów świata, edycja 2019:

    Ranking kolarskich mistrzów świata

  • Piękny dzień dla Valverde, średni dzień dla kolarstwa.

    Piękny dzień dla Valverde, średni dzień dla kolarstwa.

    Po piętnastu sezonach od zdobycia pierwszego medalu szosowych mistrzostw świata Alejandro Valverde, w wieku 38 lat w końcu wygrał wyścig o tęczową koszulkę. Gdyby nie kilka detali byłaby to inspirująca historia o talencie, wytrwałości i sile woli. I jest. Ale nie tylko o tym.

    Raj dla dziennikarzy

    Ponad sto zawodowych zwycięstw, niezliczone rekordy, bezprecedensowa wytrzymałość połączona z niespotykaną we współczesnym sporcie uniwersalnością. Valverde to kolarz renesansu, niczym najwięksi herosi z przeszłości potrafiący świetnie jeździć w górach, finiszować a nawet okazjonalnie dobrze spisujący się w czasówkach.

    Był ?złotym dzieckiem? hiszpańskiego peletonu, odnoszącym sukcesy już w młodszych kategoriach wiekowych. W 2002r przeszedł na zawodowstwo podpisując kontrakt z grupą Vicente Beldy, Kelme-Costa Blanca. Już rok później wygrał dwa etapy Vuelta a Espana, zdobył swój pierwszy (srebrny) medal mistrzostw świata by w kolejnych sezonach stać się pogromcą ardeńskich klasyków, łowcą etapów i pretendentem do podium niemal każdego wyścigu etapowego, w którym brał udział.

    W międzyczasie zmienił barwy klubowe i związał się z Eusebio Unzue, którego zespół działa nieprzerwanie od lat ?80 XXw a obecnie jest sponsorowany przez Movistar. Po kilku próbach zwyciężył w Vuelta a Espana a gdy w końcu dopadła go sprawiedliwość za współpracę z dopingowym magikiem, Eufemiano Fuentesem zniknął na dwa lata dyskwalifikacji by powrócić w praktycznie niezmienionej dyspozycji.

    Od 2012r ściga się na nieprzerwanie wysokim poziomie, utrzymując świetną formę od wczesnej wiosny do pełni jesieni. Walczy w klasykach, etapówkach, wielkich tourach. Jeździ dla siebie, pomaga kolegom-rywalom z drużyny. Staje na wymarzonym podium Tour de France, wybacza Włochom, którzy wysłali go na dopingową banicję i zajmuje trzecie miejsce w Giro d?Italia. Seryjnie wygrywa Walońską Strzałę i dominuje w Liege-Bastogne-Liege.

    Gdy wydaje się, że paskudny upadek podczas otwierającej Tour de France 2017 czasówki skutkujący strzaskaną rzepką może zakończyć jego karierę, Valverde powraca w następnym sezonie.

    Wciąż jest skuteczny, wciąż jeździ w stylu, z którego słynie, ale kolejne starty sugerują, że kontuzja i wiek zrobiły swoje, bo w najważniejszych startach w końcu znajdują się mocniejsi od niego.

    Do mistrzostw świata w Innsbrucku kompletuje aż 13 zwycięstw, czyli drugi najlepszy wynik wśród zawodowców w sezonie 2018. Na Tour de France pomaga Quintanie i Landzie, na Vuelcie jest najszybszy podczas dwóch etapów i niemal do końca gra o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Pod koniec wyścigu jednak gaśnie i wyraźnie zmęczony spada z podium. Potrzebuje zaledwie dwóch tygodni, by odzyskać świeżość i przy wydatnym wsparciu drużyny zwyciężyć w mistrzostwach świata ze startu wspólnego. Marzenie staje się faktem i Alejandro Valverde będzie w kolejnym sezonie ścigał się w tęczowej koszulce.

    Siła umysłu?

    Zanim wytoczę najcięższe działa, muszę docenić hiszpańskiego kolarza. Czego by nie brał w przeszłości, i jak źle nie oceniałbym jego postawy trzeba mu przyznać jedno. Poza mocą, wytrzymałością i dynamiką Alejandro Valverde wykazuje się niebywałą odpornością psychiczną i niegasnącą wolą walki.

    Już sama umiejętność utrzymania koncentracji od lutego do października jest wyjątkowa. Owszem, by wygrywać w zawodowym peletonie trzeba być właściwie przygotowanym fizycznie, ale w grupie, gdzie, zależnie od wyścigu, od kilkunastu do ponad stu zawodników każdego dnia chce walczyć o zwycięstwo regularne sukcesy przez ? roku kalendarzowego są ewenementem.

    Jeśli mielibyśmy rozliczać sportowców tylko z tego, co prezentują w trakcie zawodów, Valverde niewątpliwie jest geniuszem. W jednym z wywiadów swoją skuteczność w ?podeszłym? jak na kolarza wyczynowego wieku tłumaczy brakiem presji. W swojej karierze wygrał już tyle, że nic już nie musi, tylko może.

    Zwraca też uwagę na silną i naturalną dla siebie chęć ciągłej rywalizacji oraz fakt, że ?jest w tym po prostu cholernie dobry?.

    I wygląda na to, że ma rację.

    Kiepski ambasador

    Mistrz świata to ambasador kolarstwa. Jest wyróżniony nie tylko tytułem i medalem, ale też specjalnym strojem, który prezentuje na wszystkich wyścigach przez kolejnych 12 miesięcy. Przez to każdy jego ruch zwraca szczególną uwagę a każde słowo nabiera wyjątkowego znaczenia.

    Gdy na ostatnich kilometrach wyścigu w Innsbrucku stało się jasne, że po tęczową koszulkę sięgnie ktoś z czwórki: Valverde, Bardet, Woods, Dumoulin, scenariusz inny niż zwycięstwo Hiszpana był trudny do przyjęcia. A równocześnie był on najgorszym z możliwych.

    Nie chodzi nawet o to, że Valverde znany jest nie tylko jako ?Bala? ale też jako ?Pitii?, który to pseudonim w swoich notatkach nadał mu Eufemiano Fuentes.

    Nie chodzi też o to, że Valverde przynajmniej przez pierwszych kilka lat swojej kariery, jak zdecydowana większość herosów z pierwszej dekady XXIw chcąc rywalizować o najważniejsze trofea musiał przejść na ciemną stronę mocy.

    Co więcej, nawet jeśli weźmiemy poprawkę na fakt, że stosowanie dopingu w latach, gdy kształtuje się ?silnik? sportowca wytrzymałościowego może mieć wieloletnie, pozytywne skutki nawet po odstawieniu ?koksu? wciąż nie jest to powód, by skreślać dokonania Hiszpana po powrocie z banicji.

    Trzeba jednak postawić sprawę dość jasno. Jego wiarygodność, podobnie jak wiarygodność drużyny Movistar oraz innych hiszpańskich kolarzy, rówieśników Valverde, jest niewielka.

    Sprawę ?operacji puerto? systemowo zamieciono pod dywan, chroniąc największe gwiazdy tamtejszego sportu przed przykrymi konsekwencjami: utratą kontraktów, niesławą i odebraniem osiągnięć sportowych.

    Gdy Valverde przyskrzynili Włosi ten toczył długotrwałą batalię proceduralną zanim ostatecznie został skazany na dwuletnią dyskwalifikację. Ta realnie była krótsza, ponieważ na jej część zaliczono czas, w którym jeszcze się ścigał, wygrywając m.in, Tour de Romandie czy zajmując drugie miejsca w Paryż-Nicea czy Dookoła Kraju Basków.

    Podczas okresu zawieszenia normalnie trenował (choć w ?prywatnym? stroju bez logotypów sponsora) a nawet dla utrzymania dyspozycji, poza klasyfikacją brał udział w wyścigach dla amatorów.

    Do zawodowego peletonu powrócił z przytupem, bez (przynajmniej publicznego) najmniejszego mrugnięcia okiem przez szefostwo ekipy Movistar. Szefostwa, które, nie bójmy się tego powiedzieć, musiało wiedzieć, co, dlaczego i z kim robił Valverde w latach przed przymusową przerwą.

    Mimo nowych realiów: paszportów biologicznych, systemu ADAMS, współpracy WADA z koncernami farmakologicznymi oraz nowych, coraz doskonalszych testów, Valverde nigdy (podobnie jak przed dyskwalifikacją) nie miał pozytywnego wyniku testu antydopingowego a wkrótce po wznowieniu startów zaczął jeździć jeszcze szybciej.

    Sprawę współpracy z Fuentesem całkowicie pomija, jak gdyby 1,5 roku zawieszenia spędził w sanatorium a nie pokutując za dopingowe grzechy. Gdy David Millar, Jorg Jaksche czy Tyler Hamilton opowiadali o mechanizmach związanych z niedozwolonym wspomaganiem w ?erze epo?, Valverde milczał i po prostu się ścigał bijąc kolejne rekordy zwycięstw.

    Można więc postawić tezę, że albo faktycznie jest jednym z najbardziej utalentowanych kolarzy w historii tego sportu i ?koks? nie był mu do niczego potrzebny i jedynie wyrównywał szanse w mrocznych czasach, albo stworzył dopingowy kamień filozoficzny dający mu nieograniczoną moc i wieczną młodość dzięki któremu może rywalizować z zawodnikami młodszego pokolenia.

    Najgorsze jest więc to, że tego po prostu nie wiemy. Valverde bronią wyniki, postawa na szosie i w peletonie, w którym cieszy się estymą i poważaniem. Obciąża natomiast milczenie i brak deklaracji co do przeszłości i teraźniejszości.

    Jako kolarz zrobił w swojej karierze wiele, by kibice go uwielbiali i hołubli. Nie jest jednak juniorem, by skupiać się jedynie na tym, co pokazuje na szosie, bez poprawki na historyczny i kulturowy kontekst.

    A ów kontekst nie jest w tym wypadku szczególnie ciekawy.

    Doping: farmakologiczny, mechaniczny czy ?etyczny? w postaci np. naginania zasad związanych z procedurą TUE wciąż istnieje w kolarstwie zawodowym. Został w sporym stopniu ograniczony, m.in. dzięki nowej generacji atletów, która otwarcie deklaruje, że nie stosuje nielegalnego wspomagania, od początku do końca gra fair, jest transparentna i przestrzega obowiązujących reguł.

    Alejandro Valverde nie jest jej częścią, jest za to jeżdżącą skamieliną, symbolem zmowy milczenia i hipokryzji, które niemal zniszczyły ten sport. Jednym z ostatnich, wciąż aktywnych rywali Armstronga i klientów Fuentesa, który ze łzami wzruszenia założył tęczową koszulkę i będzie reprezentował całe kolarstwo przez najbliższych 12 miesięcy.

    Cóż, każdy ma mistrza, na jakiego sobie zasłużył.

  • Milczenie jest złotem

    Milczenie jest złotem

    Czy można być wielką gwiazdą i ulubieńcem kibiców mimo dopingowej przeszłości? Co ma większe znaczenie: osobowość czy wyniki osiągane na szosie? Alejandro Valverde brał, nic nie powiedział a mimo nadchodzącej „czterdziestki” wciąż jest na topie.

    ?Ardeńskie klasyki? to terytorium Valverde, specjalisty Walońskiej Strzały oraz Liege-Bastogne-Liege. Szczwany lis, stary wyjadacz, weteran zawodowego peletonu. Kolarz uniwersalny, charakteryzujący się skuteczną jazdą w górach, dobrym finiszem a także ponadprzeciętną wytrzymałością. Ulubieniec wielu kibiców, nie tylko hiszpańskich, imponujący również tym, że wysoką dyspozycję utrzymuje przez wiele miesięcy i jest zdolny do zwycięstw w de facto w każdym wyścigu, w którym startuje.

    Ten sam Valverde jest pogrobowcem ?Ery EPO?. Latimerią, która jakimś cudem przetrwała wyginięcie dinozaurów, epokę lodowcową i nadal sobie świetnie radzi mimo globalnego ocieplenia.

    Oficjalnie ?nigdy nie miał pozytywnego testu kontroli antydopingowej?, natomiast, co udowodnili Włosi, był klientem Eufemiano Fuentesa. Worki z jego krwią przechowywał niesławny konsultant specjalizujący się w nielegalnym wspomaganiu sportowców.

    ?Operacion Puerto?, akcja hiszpańskiej Guardia Civil, która złamała lub na jakiś czas przerwała kariery Jana Ullricha, Ivana Basso i wielu, wielu innych kolarzy to rok 2006. Valverde miał wtedy zaledwie 26 lat. Długa batalia na polu dyscyplinarnym zakończyła się w maju 2010r (do tego czasu hiszpański kolarz startował w najważniejszych wyścigach), skutkując niespełna dwuletnią dyskwalifikacją.

    Embed from Getty Images

    Będąc ?złotym dzieckiem? hiszpańskiego kolarstwa oraz perłą w koronie grupy Movistar, Valverde w czasie banicji spokojnie trenował oraz ścigał się nieoficjalnie w tamtejszych imprezach dla amatorów, by wrócić do zawodowego peletonu w sezonie 2012.

    Po chwili potrzebnej na złapanie rytmu, ?Bala? (pseudonim, jaki nadali mu kibice) znany również jako ?Piti? (kryptonim na liście klientów Fuentesa) przeżywa drugą młodość. Dokończył kompletowanie zwycięstw etapowych oraz miejsc na podium klasyfikacji generalnej wszystkich wielkich tourów, zdominował rywalizację w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege a niemal każdy jego sukces można prezentować jako modelowy przykład kolarskiej dojrzałości i taktyki.

    Krótko mówiąc Valverde to kolarski profesor.

    Embed from Getty Images

    Profesor, którego de facto nikt, nigdy o nic nie pytał, który był wyraźnie chroniony zarówno przez swój klub, związek kolarski, media i sądy.

    Patrząc na jego historię zatrudnienia można śmiało powiedzieć, że jest nie tylko pupilem hiszpańskiego kolarstwa, ale też dzieckiem ery dopingu, które pozostało w grze, pomimo zmiany reguł, wprowadzenia paszportów biologicznych i pogoni za ?marginal gains?.

    Ogólnie rzecz ujmując, nie tylko kolarze, ale szerzej, wyczynowi sportowcy, nie mają do opowiedzenia zbyt wielu fascynujących historii. Ich opowieść pisana jest na szosie a później wymyślana na nowo i redagowana przez dziennikarzy. To w jaki sposób i co wygrają liczy się o wiele bardziej niż to, co powiedzą.

    Charyzmatycznych, intrygujących czy niebanalnych postaci z ciekawym wizerunkiem jest niewiele. Jeśli pięknie pedałujesz, wykonasz gest fair play, wygrasz ?monument? lub ważny tour, wchodzisz do panteonu mistrzów kolarstwa. Tak jak strzelając bramkę w finale piłkarskiego mundialu zostajesz ikoną futbolu. Nie musisz do tego za wiele mówić.

    Sportowców rozliczamy ze sportu i może to dobrze, choć ci, którzy reprezentują coś więcej przebrawszy się w strój cywila zyskują dodatkowe punkty. Cadel Evans był zwolennikiem wolnego Tybetu, Mario Cipollini kolarskim celebrytą, Christophe Bassons ?tym czystym?, Michael Rasmussen tym obsesyjnie chudym, ?Purito? Rodriguez miał ze swoim pseudonimem związaną zabawną historyjkę a Peter Sagan jest, cóż, Peterem Saganem.

    Tymczasem hiszpańscy mistrzowie, poczynając od Induraina idąc przez Contadora a na Valverde kończąc prywatnie nie istnieją. By nie szukać daleko, Contador niemal bez słowa wybrnął nawet z tak trudnej sytuacji jak podział ról w jednej ekipie z Lancem Armstrongiem.

    Valverde natomiast nie tylko nie puścił pary z ust o współpracy z Fuentesem, zamkniętą kartą jest także jego młodość pod skrzydłami Vicente Beldy w ekipie Kelme, która, to wiemy, bez ceregieli dopingowała swoich kolarzy.

    Stosunek ?Pitiego? aka ?Bali? do dopingu, zarówno tego z przeszłości jak i rzeczywistości panującej w peletonie drugiej dekady XXIw jest w zasadzie nieznany.

    Embed from Getty Images

    A trzeba tu zaznaczyć, że temat długoterminowych skutków stosowania dopingu jest stosunkowo mało zbadany i nie pojawia się w szerszym dyskursie. I nie chodzi tu o drakońskie kary czy dożywocie po pierwszej wpadce, ale wątpliwość, jaka pojawia się w przypadku postaci takich jak Valverde.

    Czy zawodnik, którego organizm w młodości przez przynajmniej kilka lat poddawany był obciążeniom niedostępnym sportowcom ?czystym? w przyszłości będzie z tego czerpał profitów? Czy jego aparat ruchu, układ krwionośny czy oddechowy nie zaadaptuje się do wykonywania pracy przekraczającej ludzkie możliwości, dzięki czemu nawet po odstawieniu nielegalnego wspomagania i odbyciu prawomocnej dyskwalifikacji nie będzie nadal korzystał z kilku sezonów ?na koksie??

    A co z edukacją kolejnych generacji? Wskazaniem konsekwencji takich a nie innych wyborów, ich motywacji, zagrożeń, szans, bilansem zysków i strat? Postaci w rodzaju Jonathana Vaughtersa czy Davida Millara mogą być solą w oku części środowiska, ale mówiąc otwarcie o dopingowej przeszłości dają szansę na zmianę funkcjonujących schematów.

    Embed from Getty Images

    Trzydziestoośmioletni Valverde jest niewątpliwym beneficjentem maksymy głoszącej, że milczenie jest złotem. Zgrzeszył i to dość poważnie a gdy sprawiedliwość w końcu go dopadła odsiedział co jego i powrócił do world touru ze statusem gwiazdy. To ciekawe o tyle, że Davide Rebellin, starszy o dziewięć lat, miał mniej szczęścia, choć obrał podobną taktykę. Po zakończeniu dyskwalifikacji został poddany swoistemu ostracyzmowi, zatrudnienie znajdując co najwyżej w drugoligowych ekipach.

    Tymczasem Valverde pozostaje idolem kibiców, ba część z nich nawet nie pamięta, że gdzieś, kiedyś miał coś wspólnego z dopingiem. Choć nie opowiada ani o swoich wyczynach z przeszłości ani nie odkrywa zbyt wielu poglądów na sprawy obecne, kibice i dziennikarze cenią go za to, co robi na szosie.

    Koniec końców, to wyścigi na rowerach i liczy się to, jak ktoś na tymże rowerze jeździ.

    Co nie zmienia faktu, że szerszy kontekst ma znaczenie.

     

    Zdjęcie okładkowe: Laurie Beylier, flickr, CC BY ND 2.0

  • Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: Bezprecedensowy Valverde

    Top 10 kolarskich wydarzeń 2016: Bezprecedensowy Valverde

    Gdy we współczesnym sporcie jakaś postać nawiązuje do osiągnięć wielkich mistrzów z przeszłości, to zawsze zasługuje na szczególną uwagę i uznanie. Atak Alejandro Valverde na pierwszą dziesiątkę wszystkich wielkich tourów sezonu to bezprecedensowe wydarzenie w kolarstwie XXIw.

    Rok 2016 dla hiszpańskiego kolarza był wyjątkowy. Po pierwsze, skompletował miejsca na podium we wszystkich wielkich tourach, zajmując trzecie miejsce w Giro d?Italia. Dodatkowo, wygrywając 16. odcinek wyścigu dookoła Włoch wszedł do grona zawodników, którzy wygrywali etapy we wszystkich wielkich tourach. W ten sposób napisał kolejny fragment historii kolarstwa, który dla większości peletonu byłby wystarczającym rozliczeniem sezonu!

    Tyle tylko, że Valverde znany jest z wytrwałości, wytrzymałości i skuteczności. Gdy, teoretycznie, osiągnął swój cel sezonu (i zarazem kariery), w lipcu na francuskich szosach wspierał Nairo Quintanę w rywalizacji z Chrisem Froomem. Jego lider zajął na Tour de France trzecie miejsce a niewykluczone, że gdyby Valverde jechał na swoje konto, byłby w stanie zająć podobną lokatę. Mimo to sił wystarczyło mu na szóstą pozycję, co w połączeniu z Giro jest osiągnięciem wyjątkowym.

    Ale, ale! To jeszcze nie wszystko. Trzeba pamiętać, że wiosną kolarz Movistaru z powodzeniem ścigał się w Andaluzji, ale też nie odmówił sobie kampanii w Ardenach. Choć w Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege mu się nie powiodło, zwyciężył w Walońskiej Strzale po raz trzeci z rzędu i po raz czwarty w ogóle, dzięki czemu jest samotnym liderem w historii tego wyścigu.

    Ponieważ Valverde to kolarz ?nie do zdarcia?, tuż po Tour de France pojechał w Clasica San Sebastian, gdzie był trzeci a następnie podjął próbę walki o olimpijskie złoto w Rio de Janeiro! Tam był dopiero trzydziesty, ale zarówno podróż, dwa wielkie toury i kilka klasyków w nogach nie odwiodły go od pomysłu startu w hiszpańskiej Vuelcie.

    Pokusa, by nawiązać do osiągnięć Raphaela Geminianiego i Gastona Nenciniego z lat ?50 XXw, którzy kończyli wszystkie trzy wielkie toury w jednym sezonie w pierwszej dziesiątce była kusząca.

    Kto wie, gdyby Nairo Quintana był bardziej samodzielnym liderem lub gdyby Valverde odpuścił jeden lub dwa klasyki i podróże w ciągu sezonu, wystarczyłoby mu sił, by ten cel osiągnąć. A tak, Valverde stracił do 10. lokaty 1?50? i zajmując 12 miejsce.

    Mimo to, zestaw: Giro – 3, Tour – 6, Vuelta – 12, wygrana Walońska Strzała, szóste miejsce w Giro di Lombardia, trzecie w Clasica San Sebastian, pierwsze w Andaluzji i Castilla y Leon, łącznie 93 dni startowe, brzmi niczym sezon herosa z czasów, gdy kolarze ścigali się wszędzie i wszędzie walczyli o zwycięstwo a nie z ery XXIw. Ery specjalizacji, ?marginal gains?, pomiarów mocy, aerodynamiki i całego, tego, nowoczesnego bałaganu.

    PS ciekawostką i rekordem jest również, wciąż kontynuowana, seria Adama Hansena, który od 2012r startuje w i kończy każdy wielki tour sezonu. Australijczyk zgromadził ich już na swoim koncie 16 i póki co nie planuje przestać! Tyle tylko, że jego najwyższą lokatą była 53. w Vuelta a Espana 2014 a Hansen na swoim koncie ma wygrane ?tylko? dwa etapy: po jednym w Giro (2013) i Vuelcie (2014).

    Zdjęcie okładkowe: Laurie Beylier, flickr, CC BY ND 2.o

  • Czy peleton ma nowego Valverde?

    Czy peleton ma nowego Valverde?

    Doświadczony, hiszpański kolarz, Alejandro Valverde znany jest z wielu zwycięstw i z faktu, że jest w stanie ścigać się na wysokim poziomie przez cały sezon. Czy Kolumbijczyk, Esteban Chaves stając na podium dwóch wielkich tourów w sezonie i wygrywając Giro di Lombardia będzie jego następcą?

    Uniwersalny żołnierz

    U progu swojej kariery Valverde stał się objawieniem. Poza pewnymi niedostatkami w jeździe na czas był kolarzem całkowicie kompletnym. Potrafił wygrywać górskie etapy prawie tak samo dobrze jak walczyć z klasycznymi sprinterami w jednodniówkach i na płaskich odcinkach wielkich tourów. Do tego, wraz z upływem lat nabierał niezwykłej wytrzymałości.

    Gdy powrócił do peletonu po przerwie związanej z udowodnieniem mu korzystania z usług Eufemiano Fuentesa, po krótkim rozruchu stał się stachanowcem zawodowego peletonu, utrzymując dyspozycję od lutego do października.

    90 dni startowych okraszonych przynajmniej kilkoma, cennymi zwycięstwami obecnie nie jest niczym, co dziwi fanów lidera Movistaru.

    W tym roku Alejandro Valverde zaliczył imponujący program. Ściganie rozpoczął w styczniu na Majorce, by przez Andaluzję, Strade Bianche i Tirreno-Adriatico dotrzeć do Mediolan-San Remo. Wygrał Walońską Strzałę, pojechał w Giro d?Italia gdzie zwyciężył na jednym z etapów i sięgnął po podium w klasyfikacji generalnej. Na trasie Tour de France wspomagał Nairo Quintanę, samemu zajmując 6 miejsce (do podium nie brakowało mu wiele). Między ?Wielką Pętlą? a Igrzyskami w Rio nie odpoczywał, tylko zajął 3. miejsce w Classica San Sebastian. Walkę o olimpijski medal co prawda przegrał, ale szybko się spakował i poleciał na start Vuelta a Espana. Gdyby nie kryzys na jednym z etapów, miał spore szanse na miejsce w pierwszej dziesiątce, ale i tak trzy ukończone wielkie toury na miejscach: 3, 6, 12 to coś niesamowitego we współczesnym kolarstwie. Jakby tego było mało, po chwili oddechu zdołał jeszcze zająć 6. miejsce w Giro di Lombardia, ?monumencie? teoretycznie dla niego idealnym, którego jednak nigdy nie zdołał wygrać.

    Godny następca?

    Esteban Chaves co prawda nie jest jeszcze takim entuzjastą całorocznego ścigania co Valverde, ale kto wie, może wkrótce nawiąże do stylu Hiszpana. Choć jest ?góralem?, jak na swoją główną cechę jest też stosunkowo szybki. W każdym razie, gdy do mety zmierza ucieczka lub wyselekcjonowana grupka liderów z Chavesem w składzie, warto zwrócić na niego uwagę w kontekście typowania zwycięzcy.

    Co więcej, w tym roku kolumbijski zawodnik reprezentujący barwy australijskiego zespołu Orica-BikeEchange z powodzeniem pojechał w Giro d?Italia oraz Vuelta a Espana. We Włoszech jeszcze na dwa dni przed końcem zmagań był liderem wyścigu, ale uległ Vincezno Nibalemu i musiał zadowolić się drugim miejscem. W Hiszpanii dzięki odważnej jeździe w końcówce odrobił straty do Alberto Contadora i wspiął się na najniższy stopień podium.

    Choć w wieku 26 lat wydawało się, że po dwóch wielkich tourach będzie miał dość, rozsądnie ułożony kalendarz startów (między Giro a Vueltą ścigał się wyłącznie w Rio) pozwolił mu przedłużyć czy też nawet jeszcze podwyższyć formę i zabłysnąć w jesiennych, włoskich klasykach.

    Umiejętność jazdy w górach w połączeniu ze wspomnianą szybkością sprawiły, że na koniec sezonu zwyciężył w Giro dell’Emilia a kilka dni później na swoje konto zapisał zwycięstwo w ?monumencie?, czyli Giro di Lombardia.

    Kolarzy, którzy w ostatnich latach byli w stanie połączyć umiejętność skutecznej walki o ?generalkę? wielkiego touru z dobrą jazdą w klasykach było niewielu. To właśnie Valverde a także Joaquim Rodriguez, Vicnenzo Nibali, Alexander Winokurow i przez moment bracia Schleck.

    https://www.youtube.com/watch?v=Gda2Uzdj0Po

    Kto za to zapłaci?

    W przypadku Valverde porwanie się na tak ambitne wyzwanie jak trzy wielkie toury połączone jeszcze z walką w klasykach w ciągu sezonu wymusza pytanie o przyszłość 36-cio letniego kolarza.

    Choć lider Movistaru przyzwyczaił nas do tego, że jest w stanie wytrzymać niemal dowolnie duże obciążenia, musimy pamiętać, że nikt i nic nie jest wieczne. Niewątpliwie przymusowa przerwa związana z zawieszeniem za współpracę z Fuentesem dobrze mu zrobiła, mimo to Valverde kiedyś w końcu dostanie zadyszki.

    Z kolei Chaves, który dopiero wchodzi w ?kolarski wiek męski? (od Valverde jest młodszy o dekadę) zdobywa doświadczenie związane z tak intensywnym programem startów. W jego przypadku trzeba również pamiętać, że w lutym 2013r doznał poważnych obrażeń na jednym z włoskich wyścigów i minęło kilka miesięcy, zanim wrócił do peletonu, co wcale nie było takie pewne biorąc pod uwagę liczbę złamań, jakich doznał.

    Biorąc pod uwagę, jak zaprezentował się w sezonie 2016 wygląda na to, że nawet po zakończeniu kariery przez ?Purito? Rodrigueza czy ewentualnego kryzysu Valverde, w zawodowym peletonie nie zabraknie postaci uniwersalnego, dynamicznego i skutecznego kolarza walczącego przez cały sezon.

    Zdjęcie okładkowe: Wessel Blokzijl, flickr, CC BY 2.0

  • Rekord z odrobiną ambiwalencji

    Rekord z odrobiną ambiwalencji

    Wśród 78 zwycięstw zawodowych w karierze Alejandro Valverde cztery są wyjątkowe. Od 20 kwietnia 2016 hiszpański kolarz jest bowiem samodzielnym rekordzistą Walońskiej Strzały, jednego z najważniejszych wyścigów jednodniowych. Póki co nie widać zawodnika, który mógłby choćby wyrównać to osiągnięcie.

    Valverde do kolarz wyjątkowy. Jako jeden z nielicznych skutecznie rywalizował na najwyższym poziomie w czasach powszechnego stosowania środków dopingujących a jeszcze lepiej radzi sobie w erze paszportów biologicznych i systemu ADAMS.

    Zaczynał karierę pod okiem Vicente Beldy w grupie Kelme, ścigał się z Armstrongiem, Herasem, Contadorem i Froomem. Łączy szybkość na finiszy z jazdą w górach a przy tym potrafi nieźle pojechać na czas. Zawodnik kompletny, który marząc o wielkich tourach, największe sukcesy odnosi w górzystych wyścigach klasycznych.

    Mur de Huy, gdzie finiszuje peleton uczestników ?Walońskiej Strzały? to podjazd idealny dla Valverde. Stromy, kilkuminutowy z ostatnimi metrami nieco bardziej płaskimi, gdzie zakwaszony do granic możliwości organizm trzeba zmusić do kolejnych kilku chwil wysiłku. To właśnie tam nasz bohater regularnie dystansuje rywali. Mogą mieć najlepszy plan, przewagę liczebną i znakomitą formę. I tak Valverde jest pierwszy na szczycie.

    Hiszpan jest szczególnie odporny na takie obciążenia, ale też poznał rzadką sztukę utrzymywania wysokiej dyspozycji przez długi czas. Od lat jest w świetnej formie od lutego do października i w zasadzie o każdej porze roku należy traktować go jako faworyta imprez, w których decyduje się startować.

    Na jego postaci cieniem kładzie się fakt współpracy z Eufemiano Fuentesem. Słynny hematolog, specjalizujący się w poprawianiu parametrów krwi sportowców, główna postać afery ?Operacion Puerto? przechowywał torebki z krwią Valverde. Kolarz długo zaprzeczał współpracy, ostatecznie podczas Tour de France 2008 próbkę pobrali Włosi gdy wyścig gościł na ich terenie i dzięki testowi DNA połączyli ją z trefną krwią z lodówki Fuentesa.

    Prowadzący Valverde przez większość kariery dyrektor sportowy ekipy Movistar (wcześniej Caiise d?Epargne, Illes Baleares oraz Banesto – kolejne nazwy sponsorów), Eusebio Unzue, okazał pełne wsparcie w czasie dyskwalifikacji. Kolarz, który w notatkach Fuentesa widniał pod pseudonimem ?Piti? a przez wiernych fanów nazywany jest ?Bala? powrócił do ścigania w sezonie 2012.

    Przymusowa przerwa właściwie nie odcisnęła na nim piętna. Co więcej, po chwili niezbędnej do rozruchu, Valverde wszedł na jeszcze wyższy poziom. Doczekał się upragnionego podium Tour de France, powtórzył zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege oraz Clasica San Sebastian i sięgnął po trzy z rzędu Walońskie Strzały. Wraz z sukcesem w Huy z sezonu 2006 dają mu one samodzielny rekordy w tym belgijskim klasyku i stałe miejsce w kronikach kolarstwa.

    Jakkolwiek niewątpliwa, dopingowa przeszłość Hiszpana budzi ambiwalentne uczucia, trzeba mu przyznać jedno. Valverde zawsze był błyskotliwy na szosie, niezmiernie skuteczny a po powrocie z banicji jeździ jak prawdziwy mistrz. Co więcej, właściwie nie widać, by swoje piętno odciskał na nim czas. Owszem, zawsze można pytać, czy to nie wcześniej stosowany doping tak wpłynął na organizm kolarza, ale większość jego rówieśników (Alejandro Valverde urodził się 25.04.1980r) nie tylko nie odnalazła się w realiach ?czystszego? kolarstwa, ale też po prostu zakończyła już kariery.

    W sezonie 2016 nieco zmienił swój kalendarz startów. Zadebiutuje w Giro d?Italia (to ostatni z wielkich tourów, w którym jeszcze nic nie osiągnął: hiszpańską Vueltę wygrał i pięć razy stał na podium, w TdF był trzeci), oraz spróbuje zdobyć medal olimpijski. Złoto w Rio de Janeiro mogłoby mu zrekompensować brak tęczowej koszulki mistrza świata, na którą bezskutecznie poluje przez całą swoją karierę.

    Zdjęcie okładkowe: Mur de Huy, bikerroel, flickr, domena publiczna

  • Poniedziałkowy skrót#38

    Poniedziałkowy skrót#38

    Weekend pełen kolarskich wrażeń zachęca do podsumowań i rozliczeń. Wygrani są: Michał Kwiatkowski, Alejandro Valvede, Julian Alaphilippe, Maciej Paterski i ekipa CCC Sprandi Polkowice. Przegrany tylko jeden: dział PR Lang Teamu.

    Wiosna rozliczona

    Michał Kwiatkowski zwyciężył w Amstel Gold Race, później w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege już tak nie błyszczał. Mimo to wiosnę ma niezwykle udaną. Dwa zwycięstwa (czasówka w Paryż-Nicea oraz ?Piwny Wyścig?), trzy drugie miejsca (w klasyfikacji generalnej Volta a Algarve, Paryż-Nicea oraz Dookoła Kraju Basków) to dość, by mistrz świata mógł być zadowolony z odniesionych rezultatów. Owszem, pozostaje nieco przestrzeni do marudzenia, porównując zeszłoroczną kampanię w ardeńskich klasykach do sezonu 2015, ale pamiętajcie, że zwycięstwo to zwycięstwo, które przewyższa wartością miejsca na podium, nawet jeśli tych w 2014 było więcej. Trudno wyrokować, czy ?Kwiato? celował z formą w Amstel Gold Race i kosztem większej skuteczności na dłuższych podjazdach postawił na szybkość, czy też po prostu tak ułożył mu się sezon, dość powiedzieć, że teraz może w spokoju przygotowywać się do pierwszego tygodnia Tour de France.

    Rekordy Valverde

    https://twitter.com/SkyCycling/status/592357077324013568

    Doświadczony Hiszpan wyrównał tej wiosny kilka rekordów. Wygrywając Walońską Strzałę dołączył do grona kolarzy z trzema zwycięstwami na koncie. W Liege-Bastogne-Liege również powiększył swój dorobek do trzech, ale do Merckxa (5) mu jeszcze daleko. Jest za to drugim kolarzem w historii (po Ferdim Kublerze w latach ?50 XXw), który dwukrotnie był pierwszy w obu tych wyścigach w jednym sezonie. Valverde poprzednio zrobił to w 2006r, co jest o tyle ważne, że Kubler swój podwójny dublet ustrzelił rok po roku (1951,52). Hiszpan jest też kolarzem, którego pierwsze i – póki co – ostatnie zwycięstwo w Liege-Bastogne-Liege oddziela od siebie najdłuższy czas (9 lat).

    Paterski na fali

    Maciej Paterski rok temu odszedł z World Tourowego Liquigasu i związał się z ?drugoligową? grupą CCC (wówczas Polsat, teraz Sprandi) Polkowice. Wydawało się, że to dla niego degradacja, tymczasem dzięki wymuszonemu zbiegowi okoliczności zawodnik z pomocnika wyewoluował do skutecznego lidera. Rok temu wygrał etapówkę klasy HC w Norwegii oraz klasyfikację górską worltourowego Tour de Pologne. W tym sezonie zdobył dla siebie i swojej drużyny etap prestiżowej Volta a Catalunya, pięknie pokazał się w ?ardeńskich klasykach? (dwa dziewiąte miejsca: w Brabanckiej Strzale oraz Amstel Gold Race) by kończąc przygotowania do Giro d?Italia zgarnąć niemal wszystko (etap, klasyfikacja generalna, górska i punktowa) podczas mającego kategorią 2.1 Dookoła Chorwacji.

    Co ważne, drużyna CCC Sprandi Polkowice pojechała tę imprezę jako faworyt i w 100% wywiązała się z tej roli. Trzecie miejsce zajął Sylwester Szmyd, szóste Branisłau Samojłau, dziewiąte Marek Rutkiewicz a dziesiąte Grega Bole. Nie chodzi nawet o to, by napawać się wynikami z imprezy o kategorii, jaką jeszcze do niedawna miało kilka polskich etapówek, ale o fakt, że CCC weszła na zdecydowanie wyższy poziom. To czołowa drużyna ?II dywizji? (zespołów Pro Contintental), zarówno pod względem punktów jak i liczby zwycięstw w niemal dowolnym rankingu znajduje się na granicy World Touru. Gdy ściga się w zawodach niższej rangi, decyduje o obliczu rywalizacji, gdy mierzy się z elitą, może być traktowana jako równorzędny przeciwnik.

    Nowa gwiazda na horyzoncie

    Patrick Lefevre zawsze ma ?Plan B?. Gdy w Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege Michał Kwiatkowski nie był w stanie nawiązać do wyników z ubiegłego roku, od razu zastąpił go Julian Alaphilippe. Młody (rocznik 1992) Francuz pojechał rewelacyjnie, dwukrotnie finiszując za Alejandro Valverde. Praca Zdenka Stybara na trasie L-B-L nie poszła dzięki temu na marne. Gdyby nie to, że Kwiatkowski sam nadal jest młody, można by mówić o Alaphilippie jako jego potencjalnym następcy. Tymczasem, nie pierwszy raz w swojej karierze, kierownictwo Etixx-Quickstep będzie musiało zmagać się z klęską urodzaju.

    Kontrowersyjna Skandia

    https://twitter.com/1001ptsPL/status/592295107916890112

    Maratony rowerowe organizowane przez Czesława Langa jakie są, każdy widzi. Stawiam, że większość uczestników jest zadowolona ze świadczeń, które otrzymuje. Problem pojawia się, gdy te imprezy o ewidentnie masowym, popularyzującym nawet nie kolarstwo a jazdę rowerem jako taką, mieszane są z kolarstwem wyczynowym. Dochodzi wtedy do takich kuriozów, jak w ostatni weekend w Warszawie, gdzie na absolutnie rekreacyjnej, płaskiej i w dużej części asfaltowej trasie, kolarze mtb, w tym część zawodowców musiała walczyć o kwalifikacje na mistrzostwa Europy. W takim układzie trudno powstrzymać się od sarkastycznych komentarzy, również oficjalne komunikaty organizatora zmieniają się w wewnętrznie sprzeczną, nieprzyswajalną papkę. Głównym pytaniem jest więc wielkie ?dlaczego?, bo raczej nie dla pieniędzy.