Spośród dwudziestu imprez rowerowych, w których startowaliśmy w sezonie 2016 wybrałem te najciekawsze. Nasycony rynek daje wiele możliwości wyboru, o tym, co zapada w pamięć i dobrze się kojarzy często decydują detale.

Na wstępie mam dwie uwagi. Po pierwsze, kalendarz startów ułożyliśmy nieco chaotycznie, po drodze wprowadzając zmiany “w locie”, zmieniając plany i spontanicznie reagując na pojawiające się możliwości. To niekoniecznie sprawdza się pod względem sportowym, ale daje więcej szans na nowe przygody.

Sezon 2016 był też pierwszym, w którym oficjalnie współpracowałem z dwoma organizatorami imprez rowerowych: z Lang Teamem oraz z Zamana Group. Myślę jednak, że wystarczająco długo działam w tej branży, by potrafić wznieść się poza zobowiązania wynikające z tego typu umów i rzetelnie ocenić wybrane wyścigi.

Od przełomu lutego i marca do przełomu września i października razem z moją szanowną małżonką pojawiliśmy się na: przełajach, cross country, maratonach oraz uphillach. To trochę zbyt wiele srok złapanych za ogon, co szczególnie odbiło się na mojej formie. Marianna poradziła sobie nieco lepiej. Ale nie w tym rzecz, ponieważ wrażenia związane z własną jazdą sobie a imprezy sobie.

A photo posted by Marek Tyniec (@xouted) on

Dlatego też, za najfajniejszy wyścig, w którym startowałem w sezonie 2016 uważam…

Cyklokarpaty w Wierchomli

Rozgrywana pod koniec sezonu na górskiej, klasycznie maratonowej trasie, finałowa eliminacja Cyklokarpat zdobyła moje serce na tyle, że jeśli znajdzie się w programie na sezon 2017, z miłą chęcią tam wrócę.

Były to jedyne “Cyklokarpaty”, na których startowałem w tym roku, wiem też, że poszczególne eliminacje różnią się między sobą poziomem. Atmosfera uzdrowiska, solidne przewyższenie, poziom sportowy i bardzo sprawna organizacja powodują, że mimo przeciętnej jazdy z Wierchomli wracałem z uśmiechem na ustach. Cieszy też rozwój tej serii, który obserwuję w każdym kolejnym sezonie. Jeśli miałbym wskazać maraton, któremu najbliżej jest do słowackich standardów, które stawiam wyżej niż nasze, byłby to właśnie ten.

Drugie miejsce przyznaję

Maratonowi Lang Teamu w Bukowinie Tatrzańskiej

Szczerze mówiąc zapomniałem, jak bardzo profesjonalny potrafi być Czesław Lang i jego ekipa. Fakt, te imprezy są “przywożone w ciężarówce” a nie organizowane przez lokalnych pasjonatów, ale doświadczenie World Touru przekładane jest na wyścig dla amatorów. Do tego w Bukowinie przygotowano wymagającą rundę, która dla wielu uczestników regularnie startujących “u Langa” była niemałym szokiem.

Mimo paskudnej pogody zawody przeprowadzono sprawnie a eliminacja Pucharu Polski sprawiła, że na starcie pojawiły się zacne nazwiska. I znów, jeśli Lang Team w przyszłym roku wpisze Bukowinę do swojego kalendarza, to chętnie się tam pojawię.

A photo posted by Marek Tyniec (@xouted) on

Trzecie miejsce, nieco sentymentalnie wędruje do

Pucharu Szlaku Solnego

Od mojego powrotu na rower co roku staram się startować we wszystkich eliminacjach tej małopolskiej serii wyścigów XC. Po pierwsze dlatego, że mam blisko, po drugie, że jest to “cross country w starym stylu”: ciężkie fizycznie, na naturalnych trasach, organizowane według sprawdzonego regulaminu i harmonogramu. Niestety w tym sezonie ominąłem najciekawszą eliminację, będącą równocześnie Pucharem Polski w Skomielnej Białej, rozgrywaną na jednej z najbardziej wymagających tras w kraju. Sprawdzone Spytkowice, Orawka i Rabka wystarczyły mi do tego, by trochę się pościgać z mocnymi rywalami z regionu.

Szlak Solny to stosunkowo kameralne imprezy, na które przyjeżdżają właściwie tylko zawodnicy zainteresowani ściganiem jako takim. Na Podhale przybywają jednak kluby z innych województw, bo mimo wszystko góry to góry, i to tu można zdobyć pierwsze doświadczenia w sensownym xc, solidnie potrenować czy sprawdzić formę przed ważniejszymi imprezami.

Jasne, można się zżymać, że całość stoi w miejscu i się nie rozwija, z drugiej strony trzeba postawić pytanie, czy wszyscy muszą ulegać paradygmatowi ciągłego wzrostu.

A photo posted by Marek Tyniec (@xouted) on

A teraz przechodzimy do części najciekawszej, czyli

Wyróżnienia

Po pierwsze Cezary Zamana, który oswaja Warszawiaków z Górami. Weekend na przedmieściach Nowego Targu, z kilkukrotnym wjazdem na Turbacz: podczas uphillu oraz maratonu to ciekawa propozycja na początek wakacji. Nie jestem przekonany, jak można ogarnąć taką mnogość imprez w ciągu roku, jak to robi Zamana Group, ale jakoś im się udaje. Tak czy inaczej, pomysł, by zaprosić ścigantów z Mazowsza w Gorce wydaje mi się ciekawy, zatem Uphill na Turbacz oraz Mazovia MTB Marathon w Łopusznej lądują na mojej liście.

Po drugie Uphill MTB Beskidy. W poprzednich sezonach zaglądaliśmy tam gościnnie, na jedne zawody, tym razem przejechaliśmy tę mikro serię w całości. Pięć wyścigów rozegranych w trzy tygodnie na Śląsku Cieszyńskim to ekspresowe wycieczki na Ostry, Czantorię, Wielki Połom, Tyniok i Równicę. Trochę czuć, że to zawody robione “przez lokalesów dla lokalesów”, ale jak ci lokalesi cisną po znanych sobie ścieżkach, można dowiedzieć się tylko przyjeżdżając na beskidzkie uphille. A do tego docenić, czym jest Unia Europejska i Strefa Schengen.

Na koniec i nieco poza kategorią zostawiłem temat, który powraca co roku, czyli

Słowacja

Tym razem odwiedziliśmy trzy maratony: w Udicy, Dolnym Kubinie oraz miejscowości Granc Petrovce. Trzy różne regiony Słowacji, trzej różni organizatorzy, ale dbałość o uczestnika jest wszędzie taka sama. Trochę mi smutno, że tak niewiele osób jest chętnych na nowe doznania i nie wychyla nosa poza znane ścieżki i schematy organizatorów, do których jeździ przez lata, ale cóż… Wasza strata.

Co jeszcze mogę dodać? Pozytywne jest to, że w sezonie 2016 nie trafiliśmy na żadną imprezę, która byłaby ewidentną wtopą organizatora. Wiadomo, jakieś drobne potknięcia trafiają się każdemu, ale ogólnie mam wrażenie, że w kwestii jakości imprez rowerowych jest lepiej. Inna sprawa, że konsekwentnie wybieramy te starty, które mają w sobie spory potencjał “fajności”. Taka już zaleta jazdy wyłącznie dla siebie i bez większych zobowiązań.

A jakie były Wasze najlepsze doświadczenia z imprez kolarskich w sezonie 2016?

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments