Nowa, mam nadzieję seria, w której będę się przyglądał ciekawym i innowacyjnym rozwiązaniom. Kto i czym wyznacza trendy? Na czym będziemy jeździć za kilka lat, gdy uznawane za “kosmiczne” nowości staną się dostępne dla masowego odbiorcy?

Rowerowe innowacje prezentowane są niemal codziennie. Te egzotyczne czy zabawne trafiają do porannego loverove. Tych poważnych i sensownych jest zdecydowanie mniej. Niektóre tylko zapowiadają się ekscytująco a tak naprawdę są efemerydą, która nigdy nie zdobędzie uznania. Inne wyznaczają trendy na lata.

Jeśli więc uzbiera się przynajmniej kilka takich propozycji, będę je kompletował i prezentował w cyklicznych zestawieniach. Jestem ciekaw, czy zgadzacie się z premierowym wyborem.

Grafen

To miał być przełom dla polskiego przemysłu dzięki osiągnięciom polskiej nauki. Tymczasem po cichu grafen wchodzi na rynek rowerowy m.in. dzięki włoskiej Vittorii. Opony z dodatkiem tej alotropowej odmiany węgla już są na rynku, do produkcji wchodzą także koła na kompozytowych obręczach z jej dodatkiem. Co to oznacza w praktyce? Dzięki właściwościom grafenu będzie można produkować mocniejsze komponenty, czyli obniżyć ich masę przy zachowaniu wytrzymałości. Znając życie branża rowerowa będzie musiała nauczyć się w pełni wykorzystywać nowy materiał, tak jak to miało miejsce z poprzednimi: aluminium, kevlarem czy włóknem węglowym.

Póki co opony Vittorii, np. Barzo 2.1×27,5”i TNT oraz “G+” (czyli wzmocnionej grafenem) według katalogu ważą tyle samo. W przypadku ogumienia szosowego (Corsa Speed) użycie grafenu ma pomóc zmniejszyć opory toczenia. Co więcej, być może kompozytowe obręcze oraz opony z domieszką “nowego węgla” zapoczątkują istotną i oczekiwaną zmianę w szosowym światku. Wybór dętki czy szytki może dzięki temu odejść do przeszłości. Vittoria wkrótce zaprezentuje karbonowo-grafenowe obręcze bezdętkowe. Grafen ma też rozwiązywać więcej problemów, z jakimi borykały się kompozytowe koła: odprowadzanie ciepła, nienajlepsza jakość hamowania (no dobrze, w perspektywie hamulców tarczowych wypadałoby to pominąć) czy konieczność wzmacniania obręczy w okolicach nypli.

Tak czy inaczej Vittoria jest pierwsza, ale wierzę, że w ślad za nią pójdą inni producenci. Czy doczekamy się więc seryjnych ram o masie 600g i kół ważących kilogram? Być może. Czy będą one kosztowały mniej. Nie sądzę. Za najlepsze komponenty zawsze będziemy płacić najwięcej, z czegokolwiek nie byłyby wykonane.

Ubertrenażer

Tackx Neo ma w sobie wszystko, czego chcielibyście od trenażera. Podobno nowy model jest wyjątkowo cichy, być może najcichszy na rynku. Do tego oferuje wiele funkcji, których brakuje konkurencji. Np. ma dawać opór także podczas symulowanych zjazdów. Stoi na innowacyjnej podstawie, która umożliwia pracę podczas jazdy na stojąco. I waży 22kg. To wszystko ma sprawić, że trening pod dachem będzie niespotykanym doświadczeniem. Wirtualne ściganie, przy użyciu jednej z dostępnych platform (ostatnio największą popularność zdobywa Zwift) może stać się sporym urozmaiceniem. Z technologicznego i marketingowego punktu widzenia to świetne rozwiązanie. Mam tylko dwie wątpliwości: Tackx Neo kosztuje 6000zł, czyli tyle co niezły rower. O ile “bogatemu wszystko wolno”, o tyle drugie zastrzeżenie jest poważniejsze. Jakkolwiek nie byłby zaawansowany i nie umożliwiał precyzyjnego wykonania nawet najbardziej wyrafinowanych ćwiczeń, trenażer zawsze pozostanie trenażerem. Czyli zamiennikiem jazdy na zewnątrz.

Bądź aero albo zgiń

Tak, chcę być aero. Nowy Specialized Venge, Canyon Aeroad albo Trek Madone. Prędkość, sztywność, te wszystkie zmierzone lub tylko zadeklarowane zyski związane z poprawioną aerodynamiką. Skoro mogę jeździć 35km/h nie chcę jeździć 32km/h, to przecież oczywiste!
Ciekawe też, ile sekund można “urwać” zmieniając sam kask i używając go podczas maratonu mtb. Wysiłek trwa np. 3 godziny, średnia prędkość to powiedzmy 20km/h, czy jeśli dzięki temu, że będę miał na głowie bardziej opływowy “orzeszek” pojadę, dajmy na to, minutę szybciej? Jeśli tak jest, to czy warto wydawać tysiąc złotych, by to osiągnąć? Cóż, trudno powiedzieć, ale stawiam, że już niedługo aerodynamiczne kaski zaczną się pojawiać na niższych półkach a kto wie, może za kilka sezonów nawet podstawowe modele będą zoptymalizowane pod tym kątem. “Marginalnych zysków” trzeba będzie szukać gdzie indziej. Póki co zarówno zawodowiec jak i zamożny amator ma w tym temacie szerokie pole do popisu. Czego by nie mówić, idea by oszczędzać energię a przy tym jeździć szybciej pobudza wyobraźnię jak mało która wcześniej.

Uwaga: wybór produktów, marek i rozwiązań, które widzicie w tym tekście jest NIESPONSOROWANY. Znajdują się tutaj tylko dlatego, że mnie zainteresowały.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments