Tag: Sprzęt

  • Livall – kask rowerowy z plusem

    Livall – kask rowerowy z plusem

    Pomyśl o dowolnej czynności lub rzeczy. A teraz włącz telefon i przekonaj się, że do każdej z nich jest odpowiednia aplikacja. Jak się okazuje, do kasku rowerowego również. O ile jest to kask ?smart?.

    Livall powstał dzięki skutecznej kampanii crowdfundingowej na portalu Indiegogo. Bardzo skutecznej, co warto podkreślić, ponieważ pomysłodawcy zebrali dwukrotność potrzebnej kwoty, w sumie ponad $100.000.

    Kask ze zintergowanym oświetleniem, zestawem głośnomówiącym, powiadomieniem o wypadku i łącznością z zewnętrznymi czujnikami przemówił do wyobraźni inwestorów jako przykład ?smart? sprzętu outdoorowego.

    Livall szybko trafił na rynek i znalazł polskiego importera. Co ciekawe, związanego z branżą elektroniczną a nie rowerową.

    Jeśli popatrzymy nie tylko na kolarstwo, ale szerzej pojęty outdoor, elektronika i ?smart? przedmioty śmiało wkraczają w naszą rzeczywistość. Współczesna, topowa szosówka w zasadzie bez niej nie istnieje. Od sterowania przerzutkami przez czujniki dosłownie wszystkiego? dramatem rowerzysty XXIw jest sytuacja, gdy przy awarii serwerów niemożliwe staje się wgranie danych z przejażdżki na Stravę zaraz po wciśnięciu przycisku ?stop?.

    Tak czy inaczej, to jest nasza codzienność i, jeśli się zastanowić, poza ?czczym gadżeciarstwem? znajdziemy w niej sporo wartości dodanej.

    W tym miejscu na scenę wchodzi Livall, ze swoim ?smart? kaskiem. Początkowo byłem nieco sceptycznie nastawiony do niego, bo choć cenię innowacje, sam dokonuję raczej konserwatywnych wyborów, jeśli chodzi o używany przeze mnie sprzęt.

    Livalla kojarzyłem właśnie ze względu na crowdfunding, nawet wrzuciłem go jako ciekawostkę w jednym z porannych wydań ?loverove?. Pomysł, żeby sprawdzić działanie ?kasku z internetu? wydał się więc intrygujący, nawet, jeśli sądziłem, że to raczej propozycja raczej do użytku miejskiego czy rekreacyjnego. Ale skoro i tak codziennie dojeżdżam rowerem do pracy, to czemu nie…

    Kask Livall - waga
    Kask Livall na wadze. Srebrny element to głośnik.
    Livall - pilot bluettoth
    Pilot bluetooth sterujący funkcjami kasku livalla

    Okazało się, że po pierwsze, kask wygląda jak normalny kask ?sportowy?, co więcej, mimo zamontowanej w nim elektroniki waży całkiem przyzwoicie: 286g dla rozmiaru ?M? to bardzo dobry wynik.

    Po drugie dobrze leży na głowie, ilość i usytuowanie otworów sugeruje właściwą wentylację, regulacja i dopasowanie są przemyślane. Jeździłem więc w nim zarówno po szosie oraz w terenie i w obu zastosowaniach spisał się dobrze. Na tyle, że nie brałem go pod uwagę jako sprzęt do miasta, tylko zamiennik swoich kasków na trening.

    Pytanie, co z ?funkcjami smart?? Cóż, jest ich multum. Livall ma wbudowane oświetlenie: zarówno czerwone: stałe i pulsujące jak również ?kierunkowskazy?. Do tego wbudowane głośniki i mikrofon, dzięki czemu można zarówno słuchać muzyki jak i prowadzić rozmowy telefoniczne oraz wywołać migawkę aparatu fotograficznego. Do tego, po sparowaniu z telefonem, w przypadku poważnej kraksy wysyła na wskazany numer wiadomość alarmową. Z wiadomych względów tej funkcji nie testowałem, testować nie zamierzam i mam nadzieję, że wy też nie będziecie musieli. Ale brzmi dobrze i na tym poprzestańmy.

    Pilot Livall na kierownicy
    Pilot Livall na kierownicy

    Kaskiem można sterować za pomocą smartfona albo pilotem mocowanym na kierownicy oraz przyciskami umieszczonymi z przodu kasku. Telefon, pilota i kask łączymy przez bluetooth, sprzęt ładuje się przez standardowy kabel USB.

    I teraz pytanie, czy to wszystko jest potrzebne?

    Cóż, w czasie jazdy nie słucham muzyki, więc dla mnie ta funkcja odpada. Ale, jeśli wy słuchacie, to w przypadku Livalla ma to sens. Wbudowane głośniki zaskakująco dają radę, dźwięk dociera do uszu a przy tym nie odcina od bodźców z zewnątrz jak klasyczne słuchawki.

    Screenshot z aplikacji LivallRiding
    Screenshot z aplikacji LivallRiding

    Na pewno spory sens ma możliwość prowadzenia rozmów. Mikrofon fajnie zbiera głos, głośniki, jak w przypadku muzyki, sprawdzają się.

    ?Kierunkowskazy? w teorii są typowym gadżetem – zgodnie z Prawem o Ruchu Drogowym nie zastępują sygnalizowania skrętu ręką, ale mają jedną, istotną zaletę. Póki taki kask nie stanie się powszechny, zwraca na siebie uwagę, a co za tym idzie na tego, kto ma go na głowie. A to duży krok w stronę poprawy bezpieczeństwa.

    https://www.instagram.com/p/BRdy3yAjXDt/?taken-by=xouted

    Z kolei wbudowane, czerwone ledy, które w ciągu dnia są niewidoczne, po zmroku okalają sporą część tyłu głowy. Jest ich na tyle dużo i świecą pod różnymi kątami (w tym lekko z boku), że zarówno w mieście i na szosie robią dobrą robotę.

    Ponieważ często jeżdżę o wschodzie słońca i zdarza mi się rozmawiać przez telefon w czasie jazdy, właśnie te dwie funkcje: poprawa widoczności i zestaw głośnomówiący są dla mnie najważniejsze.

    https://www.instagram.com/p/BRQb7QSDjRR/

    Aplikacja, która nagrywa dane z jazdy będzie raczej pomocna użytkownikom, dla których Livall będzie wejściem w świat sportowych aplikacji. Raczej nie przekona fanów Stravy czy nawet Endomondo do ich porzucenia, będzie więcej służyła do komunikacji z kaskiem i pilotem.

    Tak czy inaczej, Livall w ciekawy sposób wyznacza kierunek, w którym może iść sprzęt rowerowy w erze wszechobecnej elektroniki. Nie tracąc nic z właściwych sobie funkcji (czyli bycia fajnym kaskiem rowerowym) dodaje kolejne funkcje, zarówno związane z bezpieczeństwem jak i rozrywką. I to wszystko razem wzięte jest bardzo ok!

    PS Do kasku dostępne są również dodatkowe akcesoria, w tym interesująco zapowiadający się czujnik kadencji montowany w osi suportu.

    Więcej informacji znajdziecie na stronie http://livall.pl/.

    Materiał powstał we współpracy z importerem kasków Livall, firmą Horn Distribution S.A.

  • Co zostanie po sezonie 2015?

    Co zostanie po sezonie 2015?

    Czy sezon 2015 był dla branży rowerowej rokiem rewolucji? Być może, choć tak naprawdę dowiemy się tego za dwa, trzy lata, gdy aktualne nowinki albo na stałe zagoszczą na rynku albo znikną jak wiele innych przed nimi.

    Co zatem ma szansę przetrwać a co jest chwilową modą?

    Tarcze w szosówkach

    Pełzająca rewolucja staje się faktem dzięki jednemu ?dekretowi? UCI. Jeszcze niedawno zawodowcy w reklamie Shimano patrzyli z zazdrością na sprzęt leżący na wystawie, dostępny wyłącznie dla amatorów. Po pierwszych testach latem 2015, od nowego roku hamulce tarczowe dopuszczono do profesjonalnych wyścigów szosowych. Producenci sprzętu, mechanicy i sami kolarze muszą się oczywiście zaadaptować. Trudno oczekiwać, że uzbrojone w tarczówki rowery zobaczymy już podczas Tour Down Under, ale wiosenne klasyki będą z pewnością stały pod znakiem ?dysków?. Sram i Shimano swoje rozwiązania już mają, w tyle pozostało Campagnolo, ale (prawdopodobnie) w porozumieniu z Formulą przygotowuje swoją wersję hydraulicznych tarczówek. Do tej pory amatorzy niechętnie sięgali po takie rozwiązanie, gdy jednak ich idole zaczną je stosować na co dzień, sprzedaż z pewnością wzrośnie. Rowery szosowe już nigdy nie będą takie same.

    Elektryka? Tak, ale?

    Dopóki elektryczne przerzutki nie pojawią się w grupie Shimano 105, rozwiązanie to będzie czekać na swoje rynkowe pięć minut. Shimano, Campagnolo a od niedawna Sram mają ?prąd” w swojej ofercie, ale najtańsze modele na elektrycznym osprzęcie (Ultegra) kosztują ok. 2,5 tysiąca Euro. To wciąż zbyt dużo, by zelektryfikować kolarskie wsie i miasta. Dopiero ?105?, której oficjalnie wciąż nie ma w planach, ale wcześniej czy później musi się pojawić zmieni sytuację. Czy możliwy jest rower szosowy na hydraulicznych tarczówkach i z elektronicznymi przerzutkami za tysiąc Euro? Kto odważy się udostępnić elitarną technologię masom?

    Wszystko na plusie

    ?Górale? na plusie: fatbike?i, 27,5?+, 29?+, szosowe ?gravel bike?i?, szosówki na plusie? kolejne modele proponowane są w wersjach z nową geometrią i miejscem na szersze opony. Po co? Dla zabawy, większego komfortu, zwiększonych możliwości eksploracji w coraz trudniejszym i mniej standardowym terenie. Problemem jest brak standaryzacji: rozmiarów kół, szerokości piast a co za tym idzie podwyższonych kosztów i zmniejszonej dostępności do części. Trend jest jednak na tyle mocny, że coś bardziej typowego w końcu się z niego wykluje. Różnego rodzaju ?faty? i ?gravele? to nowa forma roweru rekreacyjnego, zmniejszająca barierę wejścia: mając większy komfort i poczucie bezpieczeństwa łatwiej zacząć swoją przygodę z rowerem.

    Nieograniczony zakres przełożeń

    Nawet zawodowcy na szosie używają kaset z największym trybem 28z. W rowerach górskich kasety rosną do 40-42 zębów a równoczesne ograniczanie ilości biegów z przodu nie zmniejsza zakresu dostępnych przełożeń. Producenci tłumaczą to ergonomią i łatwością zrozumienia systemu (znów obniżając barierę wejścia do kolarstwa). W połączeniu z większymi kołami czy szerszymi oponami rowery faktycznie stają się pojazdami, które przy niewielkim wysiłku wjadą niemal wszędzie. Z pewnością potrzebna będzie chwila reflekcji i zatrzymanie się w pędzie do zwiększania liczby przełożeń i ich zakresu (rowerowy napęd to mimo wszystko nie procesor komputera i nie musi co chwilę podwajać swoich parametrów). Tak czy inaczej ?duże? kasety dostępne są już w coraz większej ilości grup osprzętu oraz w fabrycznych rowerach wyczynowych ze średniej półki. Ten trend jest stały i z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że przynajmniej przez jakiś czas się utrzyma.

    Wszystko musi być ?aero?

    Od poszukiwania marginalnych zysków po marketingowe użycie doświadczenia grup zawodowych. Kaski, ramy, koła, stroje, bez przydomku ?aero? wkrótce trudno będzie sprzedać sprzęt z wyższej półki. Cóż, skoro można męczyć się mniej, czemu z takiej możliwości nie skorzystać?

  • Jak uzbroić rower na zimę?

    Jak uzbroić rower na zimę?

    Moja szosówka to uniwersalny rower treningowy. Nic wyrafinowanego. Pewnie podobną ma większość z Was. Gdy zbliża się zima uzbrajam ją tak, by bezpiecznie i bezproblemowo przejeździć kolejne miesiące.

    Pełne błotniki

    To absolutna podstawa. Bez względu na to, czy masz jeden rower, czy dodatkową treningówkę, która na stałe przystosowana jest do jazdy w trudniejszych warunkach. Pełne błotniki to suche stopy, suchy tyłek i czysta twarz kolegi, który jedzie za tobą. Do współczesnych szosówek dostępne są właściwie tylko dwie opcje: SKS Race Blade oraz Crud Racer. Od biedy można próbować montować klasyczne błotniki wymagające gwintowanych oczek w ramie, przy pomocy przejściówek, zipów czy srebrnej taśmy. Najłatwiej będą mieli właściciele rowerów mtb o kołach 26?. Z kołami 29? będzie trudniej.

    Tak czy inaczej, każde z tych rozwiązań ma głównie wady. Błotniki to irytujący dodatek do roweru, zawodny, zwiększający masę i opór aerodynamiczny, ale niezbędny. Kupując błotniki nie myśl o tym, że przepłacasz za kilka kawałków tworzywa, lecz o tym, że nabywasz suche stopy, nieprzeziębiony pęcherz i szansę na treningi w grupie.

    ZIMOWY
    Rower szosowy uzbrojony na zimę

    Zimowe opony

    Czyli nieco szersze, bardziej odporne na przebicie i zużycie oraz z nacięciami odprowadzającymi wodę. Jeśli przez cały sezon jeździsz na 23mm, załóż 25mm. Jeśli na 25mm, przerzuć się na 28mm (o ile zmieszczą się w twoim rowerze i będą współpracowały z błotnikami). Gdy jest mokro a na drogach zalega żwir i śmieci, o wiele łatwiej o defekt – niewielkie, ostre przedmioty wchodzą w oponę jak w masło.

    Wybierz więc modele przeznaczone do treningu a nie do ścigania, w jakiś sposób wzmocnione. Ultralekkie slicki zostaw sobie na lato. Kontroluj też stan opon – ewentualne nacięcia, powbijany w gumę żwir itp. mogą skrócić twój trening a nie ma nic gorszego niż zmienianie dętki na mrozie, będąc wcześniej solidnie rozgrzanym.

    Jeśli jeździsz ?góralem? po szosie, po prostu nie zakładaj na zimę najbardziej wytartych i zużytych opon z lata. Niemal dowolna, terenowa guma poradzi sobie w większości warunków pod warunkiem, że cokolwiek z niej zostało.

    Processed with VSCO with a5 preset
    Zimowe oponki na szosę

    Mocne koła

    Skoro już jesteśmy w tych okolicach, warto wspomnieć o całych kołach. Większość gotowych rowerów ma koła niższej klasy niż reszta osprzętu. Są mniej odchudzone, pochodzą z tańszych grup lub linii produktów. W przypadku szosówek to zazwyczaj pierwszy element, który bierzemy pod uwagę przy ewentualnym ?upgradzie?. Dzięki takiej zmianie nawet średniej klasy rower stanie się żwawszy a przyjemność z jazdy wzrośnie.

    Stare koła będą w sam raz na zimę. Popularne modele Mavica, Shimano czy Fulcrum są ciężkie, ale bardzo mocne, odporne na jazdę po dziurach, które zimą pojawiają się już po pierwszych przymrozkach. Problemem jest zużycie obręczy. Kupno oryginalnych jest skomplikowane i niezbyt opłacalne, dlatego najlepszym pomysłem są nie koła systemowe a klasyczne, złożone z oddzielnych komponentów, łatwe w serwisie i niedrogie w naprawie.

    Processed with VSCO with c1 preset
    Stare koła dobrze sprawdzą się zimą

    Oświetlenie

    Jeśli tak jak ja jeździsz rano, zaczynasz trening po ciemku. Jeśli po południu, niemal cały wykonujesz po zapadnięciu zmroku. Nawet będąc szczęściarzem, który może wyjść na rower w południe nie raz trafisz na dzień tak ponury i mglisty, że włączenie lampek będzie konieczne. Zrób miejsce na kierownicy, zamontuj uchwyty i sprawdzaj stan baterii. Zależnie od pory dnia, długości treningu i twoich potrzeb załatwisz sprawę albo za kilkadziesiąt albo za kilkaset złotych. Tak czy inaczej, pamiętaj o tym, żeby być widocznym.

    Bidon termiczny

    Możliwość wzięcia łyku ciepłego płynu po pół godziny mroźnej przejażdżki jest bezcenna. Szansa, by po dwóch godzinach nadal móc nawodnić organizm to być albo nie być, zarówno tego dnia jak i w kolejne. Choć ćwiczymy w niskich temperaturach, organizm nadal traci wodę i minerały. Niezamarzający napój to nieprzeziębione gardło i utrzymanie wydolności przez cały czas trwania treningu. Tańszy bidon-termos po prostu zabezpieczy izotonik przed zmianą w sorbet, droższy utrzyma przyjemne ciepło, o ile oczywiście wlejemy do niego płyn we właściwej temperaturze.

    Torebka podsiodłowa i pompka

    Z torebką na co dzień jeżdżą nawet zawodowcy, więc to żaden obciach. Po prostu nie kupuj takiej, do której zmieści się kilogram ziemniaków. Wystarczą dwie dętki, łyżki, scyzoryk z imbusami i skuwacz. Dzięki temu wcześniej czy później wrócisz z każdej przejażdżki. Pompkę przyczep pod koszykiem bidonu albo schowaj do kieszeni. Jednak im mniej rzeczy na plecach, tym lepsze działanie ?oddychających ciuchów?, więc torebkę warto wozić pod siodełkiem.

  • #ChceTo!

    #ChceTo!

    Nowa, mam nadzieję seria, w której będę się przyglądał ciekawym i innowacyjnym rozwiązaniom. Kto i czym wyznacza trendy? Na czym będziemy jeździć za kilka lat, gdy uznawane za ?kosmiczne? nowości staną się dostępne dla masowego odbiorcy?

    Rowerowe innowacje prezentowane są niemal codziennie. Te egzotyczne czy zabawne trafiają do porannego loverove. Tych poważnych i sensownych jest zdecydowanie mniej. Niektóre tylko zapowiadają się ekscytująco a tak naprawdę są efemerydą, która nigdy nie zdobędzie uznania. Inne wyznaczają trendy na lata.

    Jeśli więc uzbiera się przynajmniej kilka takich propozycji, będę je kompletował i prezentował w cyklicznych zestawieniach. Jestem ciekaw, czy zgadzacie się z premierowym wyborem.

    Grafen

    To miał być przełom dla polskiego przemysłu dzięki osiągnięciom polskiej nauki. Tymczasem po cichu grafen wchodzi na rynek rowerowy m.in. dzięki włoskiej Vittorii. Opony z dodatkiem tej alotropowej odmiany węgla już są na rynku, do produkcji wchodzą także koła na kompozytowych obręczach z jej dodatkiem. Co to oznacza w praktyce? Dzięki właściwościom grafenu będzie można produkować mocniejsze komponenty, czyli obniżyć ich masę przy zachowaniu wytrzymałości. Znając życie branża rowerowa będzie musiała nauczyć się w pełni wykorzystywać nowy materiał, tak jak to miało miejsce z poprzednimi: aluminium, kevlarem czy włóknem węglowym.

    Póki co opony Vittorii, np. Barzo 2.1×27,5?i TNT oraz ?G+? (czyli wzmocnionej grafenem) według katalogu ważą tyle samo. W przypadku ogumienia szosowego (Corsa Speed) użycie grafenu ma pomóc zmniejszyć opory toczenia. Co więcej, być może kompozytowe obręcze oraz opony z domieszką ?nowego węgla? zapoczątkują istotną i oczekiwaną zmianę w szosowym światku. Wybór dętki czy szytki może dzięki temu odejść do przeszłości. Vittoria wkrótce zaprezentuje karbonowo-grafenowe obręcze bezdętkowe. Grafen ma też rozwiązywać więcej problemów, z jakimi borykały się kompozytowe koła: odprowadzanie ciepła, nienajlepsza jakość hamowania (no dobrze, w perspektywie hamulców tarczowych wypadałoby to pominąć) czy konieczność wzmacniania obręczy w okolicach nypli.

    Tak czy inaczej Vittoria jest pierwsza, ale wierzę, że w ślad za nią pójdą inni producenci. Czy doczekamy się więc seryjnych ram o masie 600g i kół ważących kilogram? Być może. Czy będą one kosztowały mniej. Nie sądzę. Za najlepsze komponenty zawsze będziemy płacić najwięcej, z czegokolwiek nie byłyby wykonane.

    Ubertrenażer

    Tackx Neo ma w sobie wszystko, czego chcielibyście od trenażera. Podobno nowy model jest wyjątkowo cichy, być może najcichszy na rynku. Do tego oferuje wiele funkcji, których brakuje konkurencji. Np. ma dawać opór także podczas symulowanych zjazdów. Stoi na innowacyjnej podstawie, która umożliwia pracę podczas jazdy na stojąco. I waży 22kg. To wszystko ma sprawić, że trening pod dachem będzie niespotykanym doświadczeniem. Wirtualne ściganie, przy użyciu jednej z dostępnych platform (ostatnio największą popularność zdobywa Zwift) może stać się sporym urozmaiceniem. Z technologicznego i marketingowego punktu widzenia to świetne rozwiązanie. Mam tylko dwie wątpliwości: Tackx Neo kosztuje 6000zł, czyli tyle co niezły rower. O ile ?bogatemu wszystko wolno?, o tyle drugie zastrzeżenie jest poważniejsze. Jakkolwiek nie byłby zaawansowany i nie umożliwiał precyzyjnego wykonania nawet najbardziej wyrafinowanych ćwiczeń, trenażer zawsze pozostanie trenażerem. Czyli zamiennikiem jazdy na zewnątrz.

    Bądź aero albo zgiń

    Tak, chcę być aero. Nowy Specialized Venge, Canyon Aeroad albo Trek Madone. Prędkość, sztywność, te wszystkie zmierzone lub tylko zadeklarowane zyski związane z poprawioną aerodynamiką. Skoro mogę jeździć 35km/h nie chcę jeździć 32km/h, to przecież oczywiste!
    Ciekawe też, ile sekund można ?urwać? zmieniając sam kask i używając go podczas maratonu mtb. Wysiłek trwa np. 3 godziny, średnia prędkość to powiedzmy 20km/h, czy jeśli dzięki temu, że będę miał na głowie bardziej opływowy ?orzeszek? pojadę, dajmy na to, minutę szybciej? Jeśli tak jest, to czy warto wydawać tysiąc złotych, by to osiągnąć? Cóż, trudno powiedzieć, ale stawiam, że już niedługo aerodynamiczne kaski zaczną się pojawiać na niższych półkach a kto wie, może za kilka sezonów nawet podstawowe modele będą zoptymalizowane pod tym kątem. ?Marginalnych zysków? trzeba będzie szukać gdzie indziej. Póki co zarówno zawodowiec jak i zamożny amator ma w tym temacie szerokie pole do popisu. Czego by nie mówić, idea by oszczędzać energię a przy tym jeździć szybciej pobudza wyobraźnię jak mało która wcześniej.

    Uwaga: wybór produktów, marek i rozwiązań, które widzicie w tym tekście jest NIESPONSOROWANY. Znajdują się tutaj tylko dlatego, że mnie zainteresowały.

  • Trendy z Bike-Expo

    Trendy z Bike-Expo

    Pierwszy raz po dłuższej przerwie odwiedziłem targi rowerowe. Choć nie przepadam za ideą jako taką, Kieleckie Bike-Expo pozostawiają niezłe wrażenie. Do tego pokazały mi kilka trendów, na których chce się skupiać rodzima branża rowerowa. A to już jest całkiem cenna informacja.

    Zapewne nie wybrałbym się do Kielc, gdyby nie zaproszenie do udziału w Komisji Konkursowej. To ciekawe doświadczenie: popołudnie i wieczór spędzone na ocenianiu i dyskusji o zgłoszonych rowerach i akcesoriach rzuca nieco nowego światła na dostępny na rynku sprzęt.

    Obrady Komisji Konkursowej KIELCE BIKE-EXPO 2015Obrady komisji konkursowej NA NAJLEPSZE PRODUKTY targów KIELCE BIKE-EXPO 2015 Posted by Kielce Bike-Expo on Thursday, 24 September 2015
      Przy okazji pracy w Komisji, zapoznałem się nie tylko ze zgłoszonymi propozycjami, ale też z ofertą sporej części wystawców, co dodatkowo zgłębiłem we czwartek, w pierwszy dzień Targów. Wygląda na to, że ?jest lepiej?. Zainteresowanie rowerami, które widać na ulicach polskich miast, na szosach i leśnych ścieżkach przekłada się na aktywność branży. Przedstawiciele i producenci zaprezentowali okazałe stoiska, niektóre z nich wypełnione sprzętem tak ściśle, że aż trudno było bliżej przyjrzeć się poszczególnym modelom. Cóż, zakładając, że jesteśmy w fazie wzrostu, trudno się dziwić pewnej spontaniczności, choć zasada ?less is more? zazwyczaj przynosi lepsze efekty, ale by do niej dojrzeć potrzeba nieco czasu. https://instagram.com/p/8NNFw6EcmH/ Co zatem jest obecnie na topie? Szeroko pojęte rowery użytkowo rekreacyjne. Miejskie i turystyczne we wszelkich możliwych kombinacjach. Chętnie nawiązują do niesłabnącej mody na ?vintage?, ?neoretro? czy też, używając poprawnej polszczyzny, bazują na sentymencie to wzornictwa z przeszłości. https://instagram.com/p/8NOMgbkcnK/ Niektórzy dokładają do tego element nowoczesny w postaci doładowania elektrycznego. Wszechobecne ?ebike?i?, w zależności od budżetu, którym operuje docelowy klient oferują albo najnowsze rozwiązania (silnik w okolicach suportu, elegancko zintegrowany z ramą akumulator, ergonomiczne sterowanie), albo nieco mniej wygodne, z silnikiem w piaście i baterią na bagażniku. Tak czy inaczej, bez prądu w kolekcji nie ma się co pokazywać a biorąc pod uwagę rozwój tego segmentu rynku, niewykluczone, że wkrótce doładowane rowery zaczną zdobywać popularność także w Polsce. Wbrew pozorom można znaleźć dla nich uzasadnienie, podobnie jak dla wszechobecnych ?fatbike?ów?. Nawet, jeśli kogoś mierzi idea ?grubasów?, sporo ciekawych modeli można kupić za cenę wyższej klasy tabletu - sprzętu, których wielu użytkowników kupuje z tego samego powodu: dla rozrywki. https://instagram.com/p/8NN658kcm8/ Idąc od rowerów intrygujących, ale wciąż niszowych do sprzętu, który bardziej wzbudził moje zainteresowanie, trzeba wymienić ?gravel bike?i?, które ładnie się rozwijają i ewoluują. Idea uniwersalnej szosówki, która umożliwia eksplorację lub skrót nieasfaltową drogą jest więcej niż ciekawa. Co więcej, choć szosy mamy w lepszym stanie, przysłowiowe ?polskie drogi? nadal występują, zatem ?rowery szutrowe? mogą dość szybko zdobyć popularność jako sprzęt treningowo-wycieczkowy wśród tych, którzy chętnie jeżdżą mniej głównymi trasami. Cieszy też powiększająca się oferta dostępnych przełajówek. Jeszcze kilka lat temu zakup roweru do cyclocrossu - czy to jako sprzętu zawodniczego czy treningowego - był mocno problematyczny. Teraz można przebierać w ofercie, od propozycji ekskluzywnych po pragmatyczne. https://instagram.com/p/8NM3VfEcl6/ W kwestii akcesoriów wyraźnie poprawia się jakość sygnowanych różnymi markami elementów wyposażenia pochodzących z chińskich katalogów. Postęp w dziedzinie np. oświetlenia czy odzieży jest wyraźny. Na drugim biegunie widoczne jest pewne ożywienie polskich manufaktur, choćby tych strugających zębatki do systemu 1x. Krótko mówiąc, wrażenie z Bike-Expo wywiozłem pozytywne. Ciekawe, czy branża rowerowa, która zaprezentowała się tak okazale, należycie przepracuje zimę i w nowym sezonie będzie atrakcyjna dla klientów, w tym tych bardziej wymagających.

  • A może przyszłość rowerów jest już teraz?

    A może przyszłość rowerów jest już teraz?

    Nie tak dawno narzekałem na zbyt wolny postęp w branży rowerowej. Na niedostatecznie ciekawe innowacje, konserwatyzm i ospałość. Tymczasem, jeśli poskładamy razem wszystkie mniejsze nowości otrzymamy ?rower przyszłości?, który znajdziemy w katalogach wielu firm na sezon 2016.

    Czym jest ów ?rower przyszłości?? To uniwersalna, aerodynamiczna szosówka zbudowana w oparciu o kompozytową, ważącą poniżej kilograma ramę, z elektrycznymi przerzutkami, sztywnymi osiami kół, szerokimi obręczami, hydraulicznymi hamulcami tarczowymi oraz możliwością zastosowania opon 30mm.

    Tak skonstruowany sprzęt szybko udoskonalił ideę jednego z najnowszych wynalazków branży rowerowej, czyli ?gravel bike?a?. Powiedzmy sobie szczerze: kupując szosówkę chcemy cieszyć się prędkością, precyzją prowadzenia, niską masą i stylem. Rower będący hybrydą ?kolarki?, przełajówki a może i trekkinga nie ma w sobie żadnej z tych cech. To miejski suv, niezmiernie praktyczny, ale budzący pożądanie głównie rodziców wożących dzieci do przedszkola.

    Producenci chyba szybko zauważyli ten problem i szybko przygotowali rowery o wiele bardziej ekscytujące.

    Pierwszy z dwóch punktów, które zastanawiają, to czy nieco zwiększony prześwit, umożliwiający zastosowanie szerszej oponki, nie zwiększa oporu aerodynamicznego. A jeśli tak, to o ile? Drugie pytanie dotyczy opon bezdętkowych, które wciąż bardzo powoli zdobywają sobie uznanie w szosowym światku.

    Z perspektywy amatora nowoczesny sprzęt powinien zapewniać maksymalne bezpieczeństwo, ?pogodoodporność? (brak linek i pewniejsze hamowanie w trudnych warunkach), ale przy tym ma zapewnić wystarczająco dużo emocji, by koledzy i koleżanki spoglądali na nas z nutą zazdrości na niedzielnej przejażdżce. Wszystko to zapewniają współczesne ?super-rowery? w stylu aero, jak nowy Specialized Venge czy Trek Madone. Tyle tylko, że w zasadzie jest to sprzęt stricte wyścigowy.

    Za to szosówka na nieco szerszych oponach i z hydraulicznymi tarczówkami otwiera zupełnie nowe możliwości eksploracji: bezstresowy przejazd szutrową drogą czy jazdę w gorszych warunkach bez obawy o przyczepność. Jeśli dołożymy do tego zestaw przełożeń 52-36 / 11/28, który bez problemów obsługują współczesne przerzutki okaże się, że właściwie nie ma góry, na którą nie da się wjechać a zestopniowanie jedenastobiegowej kasety o takiej rozpiętości satysfakcjonuje nawet zawodowców.

    Całość waży niewiele więcej niż topowy sprzęt zawodniczy, biorąc pod uwagę ciągle obowiązujący limit 6,8kg zapewne całkiem sporo nowoczesnych, ale i uniwersalnych szosówek będzie osiągało taką wartość.

    Krótko mówiąc, trend jest dobry. Umożliwia zmniejszenie ilości posiadanych rowerów: na sprzęcie, który sprawdzi się na wycieczce i treningu bez większych problemów będzie się można z powodzeniem pościgać.

    Suma wszystkich, mniejszych usprawnień powoduje, że choć bez rewolucji, rower przyszłości można kupić już teraz. To miłe, choć jak zawsze pozostaje jeden, zasadniczy problem: cena.

  • Powolna ewolucja

    Powolna ewolucja

    Nie licząc ?prehistorycznych? prób Mavica czy Suntoura, pierwszy system elektronicznej zmiany biegów w rowerze wprowadziło Shimano w 2009r. Od tego czasu minęło więc już sześć lat, kolejni producenci wchodzą na rynek a prąd nadal nie wyparł klasycznych, stalowych linek i pancerzy.

    Eurobike 2015 są pod wieloma względami targami wyjątkowymi. Kolejne dwie firmy: SRAM oraz FSA zaprezentowały swoje, elektryczne zestawy manetek i przerzutek. Do tego Rotor w połączeniu z Magurą pokazał, wyglądający na zaawansowany, prototyp systemu hydraulicznego.

    Po sześciu latach od debiutu Shimano (i 23. od momentu, gdy w Tour de France pojawiła się elektryczna grupa Mavica) nadal nie wszyscy zawodowcy używają elektronicznych przerzutek. Choć wśród czołowych zespołów World Tour elektryka jest już w zasadzie standardem, gdy potrzebna jest 100% pewność w kwestiach niezawodności, albo po prostu tak życzy sobie gwiazdor, stosowana jest klasyczna wersja.

    Co więcej, wśród amatorów właścicieli elektrycznych przerzutek jest jeszcze mniej. Tu głównym powodem jest cena. Rower na Ultegrze Di2, znakomitej, ale przecież zaledwie ?drugiej od góry? grupie Shimano kosztuje od ok. 12tys. złotych. Analogiczny sprzęt bez ?elektryki? jest tańszy o przynajmniej trzy tysiące a często nawet o połowę. Różnica w przypadku jedynej elektronicznej grupy mtb, czyli XTR jest jeszcze większa.

    Nowi gracze: SRAM i FSA nie wprowadzają na rynek rozwiązań, które upowszechnią nowoczesną zmianę biegów. Obie firmy skupiają się na rozwoju systemu, wprowadzając bezprzewodową transmisję, SRAM dodatkowo oferuje praktyczne, zamienne baterie.

    Wydawałoby się, że w XXIw, rocznikach, w których dzieje się akcja wielu filmów i powieści sci-fi powinniśmy wszyscy jeździć na mocno skomputeryzowanych i zelekrtyfikowanych rowerach. Tymczasem problemem wciąż jest kwestia zasilania. Słabe baterie, choć są jednym z typowych ?problemów pierwszego świata?, równocześnie należy traktować jako istotną bolączkę poprzemysłowych społeczeństw.

    Choć elektryczne przerzutki działają znakomicie, są nadal luksusem dla nielicznych. Mimo sześciu lat na rynku, w przeciwieństwie do wielu innych rozwiązań, elektronika nie pojawiła się w wersji ekonomicznej i daleko jej do kariery, jaką zrobiły choćby hamulce tarczowe.

    Swoją drogą, ?tarczówki? w wersji szosowej to kolejny przykład powolnych zmian, jakie zachodzą w branży rowerowej. Choć nie ma w nich większej filozofii niż w ?górskich? odpowiednikach (zwłaszcza w połączeniu z elektrycznymi manetkami), pierwsze oficjalne testy w zawodowym peletonie przeszły dopiero tego lata.

    Mimo wszystko wolniejsza ewolucja sprzętu szosowego, która skupia się głównie na dopracowywaniu istniejących rozwiązań (masa, sztywność, aerodynamika, ergonomia) wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż totalny chaos, jaki panuje na rynku mtb. Tam dla odmiany zmiany dokonują się szybciej, za to skutkuje to brakiem jakiejkolwiek standaryzacji: od rozmiaru kół, przez rodzaj ich osi, średnice wsporników, mocowania tarcz hamulcowych czy wiele, wiele innych elementów, które podwyższają koszty i sprawiają, że produkcja daleka jest od masowej.

    Ciekawe zatem, kiedy na szosie nastąpi moment podobny do tego, gdy kupując nowy rower górski w zasadzie nie rozważamy zakupu sprzętu na kole 26? i cantileverach? Czy będzie to dotyczyło tarcz? Elektrycznych przerzutek? Szerokości opon? A może zamiast rewolucji, ?elektryki dla mas? i hydraulicznych hamulców w każdej szosówce dostaniemy, tak długo oczekiwany, kolejny: 12. ząbek na kasecie?

  • Mniej nie wystarcza?

    Mniej nie wystarcza?

    Branża rowerowa jest bardzo specyficzna. Z jednej strony konserwatywna, z drugiej poszukująca innowacji. Kilku największych producentów narzuca trendy, ale brak jest jakiejkolwiek standaryzacji. Znane z innych dziedzin życia projektowanie z myślą o użytkowniku zdaje się nie istnieć.

    O ile trendy dotyczące komponentów z najwyższej półki rzadko dotyczą masowego odbiorcy, o tyle w ostatnich dniach docierają do nas doniesienia o zmianach, które w bliższej lub dalszej przyszłości dotkną niemal wszystkich. Główni producenci osprzętu, Shimano i Sram, wprowadzają rozwiązania dostępne do tej pory wyłącznie dla elity do grup, które będą hurtowo montowane w rowerach dostępnych dla szerszego grona.

    ?Wół roboczy?, Shimano XT od przyszłego roku będzie produkowany w wersji jedenastobiegowej. Kasety zyskają tryb 40 lub nawet 42 zębowy, równolegle nie rezygnując z dwóch lub nawet trzech zębatek z przodu. Tymczasem konkurencyjny SRAM uporczywie forsuje rozwiązanie 1×11 wymagające zmiany kluczowej części tylnej piasty, która musi podołać kasecie z najmniejszym trybem o dziesięciu zębach. Co ciekawe, marketingowcy SRAMA (bo nie wierzę, by był to pomysł projektantów) będą sprzedawali to rozwiązanie w rowerach szosowych, trekkingowych, ?szutrowych? rekreacyjnych i wszystkich innych.

    Sęk w tym, że tak jak w przypadku wielu innych rozwiązań w branży rowerowej, nie ma tu żadnej innowacji. Ot, mały tunning wzorowany na zachowaniu wielu zawodników mtb czy przełajowych. Ponieważ klienci nie są na tyle mocni, by ?przepchnąć? twardszy bieg, konieczna była zmiana kasety a przy okazji pojawiła się potrzeba wymiany jeszcze kilku komponentów.

    Tyle tylko, że nikt z nas nie robi ?wow? na widok kolejnego przełożenia czy masy obniżonej o kilka procent. Żadne z wprowadzanych rozwiązań nie budzi jednoznacznego pożądania. Pozornie ciekawa propozycja jak np. elektryczne przerzutki nie jest dość atrakcyjna, by wzbudzić powszechne uznanie nawet wśród zawodowców (część peletonu nadal używa klasycznej wersji z linkami) a przecież Di2 od Shimano jest już na rynku od dłuższego czasu.

    Original iPhone docked.jpg
    Original iPhone docked” autorstwa Andrew from London, UK – 16GB iPhone. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons.

    Branża rowerowa nie jest w stanie zaproponować swojego iPhona. Pamiętacie pierwszego smartphona od Apple? Zaprojektowanego w myśl filozofii ?mniej znaczy więcej?, wypatroszonego z wielu podstawowych funkcji a mimo to będącego obiektem marzeń? Proste, ładne i opisane odpowiednią historią urządzenie zmieniło oblicze całej marki. Apple zostawiło w tyle Microsoft, zjadło na śniadanie plany Samsunga i wprawiło w spore zakłopotanie Google.

    Trzymając się porównań IT, Shimano jest Microsoftem: doświadczoną korporacją, która choć ma wiele dobrych pomysłów nie jest szczególnie lubiana choćby dlatego, że narzuca klientom i partnerom swoje rozwiązania. Campagnolo będzie w tym układzie Linuxem – wyrafinowaną propozycją dla geeków. SRAM zamiast podążyć drogą Apple idzie drogą Samsunga. Dostarcza kolejnych nowości, które niewiele wnoszą, robią wiele hałasu ale po kilku miesiącach przestają robić na kimkolwiek wrażenie.

    Samsung Galaxy Note Edge in 2014 IFA.jpg
    Samsung Galaxy Note Edge in 2014 IFA” by http://www.flickr.com/people/pestoverde/http://www.flickr.com/photos/pestoverde/15060800870. Licensed under CC BY 2.0 via Wikimedia Commons.

    Duża część producentów telefonów (poza oczywiście Apple) była się w stanie porozumieć choćby w temacie wspólnego standardu gniazda ładowarki. Koszty spadają a zaawansowane technologie faktycznie są dostępne dla mas. Branża rowerowa nie jest w stanie ustalić jakiegokolwiek wspólnego stanowiska, produkcja jest niemal jednostkowa a ceny horrednalnie wysokie. Efekt jest taki, że choć teoretycznie na rynku dostępny jest sprzęt niczym z kosmosu, problemem staje się kupno dętki we właściwym rozmiarze.

  • Co warto kupić w 2015?

    Co warto kupić w 2015?

    Trendy, srendy, ale kto się nie rozwija, ten przegrywa. Zasypywani nawałem nowości sprzętowych często dajemy się zwieść marketingowcom. Odsiewam ziarna od plew i wybieram najsensowniejsze propozycje sprzętowe nadchodzącego sezonu.

    Kask aero

    Nie, nie brzydki nocnik bez otworów wentylacyjnych. Giro wytyczyło drogę z modelem Synthe: lekkim, estetycznym i wentylowanym kaskiem o wyraźnie poprawionych parametrach aerodynamicznych.

    Wygląda na to, że obecnie jest to numer jeden na rynku, ale zapewne wkrótce podobne projekty zrealizują konkurencyjni producenci. Jeśli można przyspieszyć o kilka sekund niemal ?za darmo?, to dlaczego nie? Mój następny kask z pewnością będzie tego typu.

    Duży kompakt

    Przełożenie 34/50 w rowerze szosowym jest świetne, ale niepoważnie wygląda. Zębatki w rozmiarach 36/52 z rozstawem 110, czyli ?kompaktowym? nie są żadną nowością, ale dopiero teraz wchodzą do mainstreamu. Gdy zamęczę obecny napęd w szosówce, będącej moim jedynym rowerem treningowym, z pewnością w końcu założę bardziej ?męskie? przełożenia.

    Szytki

    Dzięki wagonom Euro przysyłanym do Polski przez Ciocię Angelę mamy coraz lepsze drogi. Właściwie już tylko koneserzy bardzo bocznych szos jeżdżą po dziurach, ale obecne wybory samorządowe załatwiają i ten problem. Nowy asfalt rozwijany niczym murawa z rolek przed meczem reprezentacji. Szansa zniszczenia kosztownej gumy za parę stówek (a tyle kosztuje średniej klasy szytka) maleje z miesiąca na miesiąc. To żadna nowość, ale nasza rzeczywistość dojrzała do tego, by w końcu móc wyposażać rowery tak jak należy.

    Mtb na większych kołach

    Jeśli planujesz zmianę roweru górskiego w nadchodzącym sezonie, jesteś skazany na większe koło. Obojętne, czy 27,5? czy 29?, ale z pewnością nie będzie to 26?. Chyba, że jesteś ortodoksyjnym miłośnikiem stylu vintage. Różnorodność projektów i dostępnych rozwiązań sprawia, że oferta jest o wiele bardziej ciekawa niż w przypadku rowerów na małych kołach.

    Miernik mocy

    https://www.youtube.com/watch?v=rEr6qN5Wed0

    Sezon 2015, a zwłaszcza jego druga połowa będzie stał pod znakiem wchodzących na rynek mierników mocy o cenie poniżej $500. To oznacza, że w Polsce powinno dać radę kupić taki sprzęt za mniej niż 2000 złotych. To jeszcze nie oznacza ?pomiaru mocy dla mas?, ale otwiera nowe możliwości trenowania dla zdecydowanie większej grupy amatorów. Watteam oraz 4iiii z zestawami do samodzielnego montażu mogą wymusić zmiany na rynku (a co za tym idzie spadki cen) większe, niż przy pojawieniu się Stages.