W ostatnich miesiącach podczas najważniejszych wyścigów zaskakująco często dochodziło do kolizji kolarzy z pojazdami obsługi. Niektóre kraksy kończą się poważnymi obrażeniami, inne “tylko” odbierają szansę na cenne zwycięstwo.

Sztandarowym przykładem niepożądanej interakcji kolarza z samochodem technicznym był przez wiele lat wypadek Jespera Skibby’ego podczas Ronde Van Vlaanderen w 1987r. Duński kolarz dzielnie walczył ze stromym, brukowanym podjazdem, jednak jego wysiłek został przerwany przez samochód sędziego, który najechał na rower i połamał koła. Po tym incydencie Koppenberg na wiele lat zniknął z trasy “Flandrii”, uznano że ten odcinek jest zbyt wąski a co za tym idzie zbyt niebezpieczny (choć prowadzi pod górę).

Kolejnym bohaterem jest Johny Hoogerland, który jadąc w ucieczce podczas Tour de France 2011 został potrącony przez niefrasobliwego kierowcę samochodu wiozącego ekipę telewizyjną. Pojazd staranował grupkę kolarzy, Hoogerland został zepchnięty poza szosę. Pech chciał, że zamiast na miękkim pastwisku, wylądował na ogrodzeniu z drutu kolczastego. Zdjęcia jego poranionych nóg obiegły świat. Holenderski kolarz nie tylko stracił tego dnia szansę na etapowe zwycięstwo, ale też po wypadku jego kariera wyraźnie zwolniła. Co więcej, aż przez trzy kolejne lata domagał się odszkodowania i ostatecznie w 2014r porozumiał się z towarzystwem ubezpieczeniowym AIG. Nie wiadomo, jaką kwotę otrzymał, wstępnie domagał się 400tys. euro.

W sezonie 2015 kolejne kraksy wykluczały zawodników z rywalizacji. Co gorsza, często przyczyną wypadków były właśnie samochody lub motocykle techniczne.

Podczas Ronde Van Vlaanderen Jesse Sergent starł się z samochodem neutralnej pomocy technicznej Shimano. Nowozelandczyk wyścig skończył w szpitalu ze złamanym obojczykiem.

Na tych samych zawodach, raptem 30km dalej, również samochód Shimano wjechał w tył auta ekipy FDJ, który chwilę wcześniej zatrzymał się by usunąć awarię Sebastiena Chavanela. W kraksie ucierpiał nie kto inny jak kolarz stojący na poboczu, czekający na wymianę koła. Na szczęście w tym wypadku skończyło się tylko na sporych rozmiarów krwiaku na udzie.

Bez większych obrażeń zakończyła się przygoda Jakoba Fuglsanga. Zawodnik Astany, jadąc w ucieczce na górskim etapie Tour de France został staranowany przez szarżującego motocyklistę. Kilka sekund wcześniej upadku uniknął Ryder Hesjedal. Dla Fuglsanga sytuacja była o tyle przykra, że miał spore szanse na prestiżową wygraną.

Gdyby tego było mało, raptem tydzień po zakończeniu Tour de France Greg Van Averamet atakował po wygraną w cenionym Classica San Sebastian. Niestety i on został potrącony przez motocyklistę, który rozjechał rower Belga, łamiąc ramę, odbierając mu wygraną, punkty do rankingu UCI, nagrodę finansową czy szansę na lepszy kontrakt. Co prawda organizatorzy wysłali mu list z przeprosinami, ale nawet nie pofatygowali się o przetłumaczenie go z hiszpańskiego na flamandzki…

Trzeba też wspomnieć o wydarzeniu z Tour of Utah, gdzie Matt Bremmeier jechał na tyle szybko, że “przestrzelił” zakręt na jednym ze zjazdów. Tyle tylko, że zamiast wpaść do rowu wbił się w drzwi samochodu technicznego ekipy Airgas Safeway. Zawodnik ma połamane żebra i pękniętą miednicę. Podobno miał szczęście, że uderzył akurat w Porsche, ponieważ strefa zgniotu pochłonęła sporą część energii.

Zderzenie z motocyklem miał także Peter Sagan podczas Vuelta a Espana. Przyszły mistrz świata, poobijany i sfrustrowany tym wydarzeniem wycofał się z wyścigu.

Trudno powiedzieć, skąd wzięła się taka kumulacja niebezpiecznych interakcji kolarzy z pojazdami towarzyszącymi peletonowi. Być może przyczyny trzeba szukać w coraz większym tempie jazdy, coraz trudniejszych trasach wyścigów oraz tendencji, by wszyscy: serwis, telewizja czy kibice byli coraz bliżej zawodników. Obraz z helikoptera nikogo już nie satysfakcjonuje. Gdy nie mamy bieżącej informacji o różnicach czasu i podglądu każdej z grup: ucieczki, liderów, odpadających z czołówki kolarzy, jesteśmy niezadowoleni. Ciężki żywot mają również serwisanci, kierowcy i dyrektorzy sportowi, którzy tak jak kolarze prowadzą samochody po coraz bardziej ekstremalnych szosach. Szalone tempo jazdy wpływa również na ich warunki pracy. W dobie “marginal gains”, które wkraczają w jak najwięcej elementów kolarskiej rzeczywistości, zostaje coraz mniej miejsca na błąd, zmęczenie czy choćby chwilę dekoncentracji.

Suplement:

Sezon 2016 nie przyniósł poprawy w temacie bezpieczeństwa kolarzy na wyścigach. Kolejni zawodnicy upadali najeżdżani przez pojazdy obsługi technicznej i mediów.

Dla wyścigu Gandawa – Wevelgem elemetnem charakterystycznym są kraksy, które często kończą się połamanymi kośćmi i innymi kontuzjami. Wielu asów po starcie w tym klasyku, znanym z szaleńczego tempa, wąskich dróg i nerwowej atmosfery przerywało swój sezon. Zazwyczaj były to „jedynie” typowe „incydenty wyścigowe”.

Tym razem zderzenie kolarza z motocyklem miało tragiczne skutki. Belgijski zawodnik, Antoine Demoitie zmarł na skutek obrażeń odniesionych po tym, gdy przygniótł go motocykl.

W 2003r śmierć Andrieia Kiwiliewa na górzystym etapie Paryż-Nicea spowodowała, że kolarze zostali zmuszeni do jazdy w kaskach. Czy ofiara Demoitie’a wprowadzi regulacje dotyczące poruszania się pojazdów w kolumnie wyścigu?

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments