Tag: kolarstwo kobiet

  • Kobiety bez innowacji

    La Course by Le Tour de France ma być nową jakością i bodźcem rozwoju kobiecego kolarstwa. W domyśle, splendor Wielkiej Pętli i finału na Polach Elizejskich miał spłynąć na rozgrywany w tym dniu wyścig dla pań. Cóż. Jeszcze nie spłynął, ale poczekajmy na długofalowe efekty.

    Wyścigi rowerowe mają w sobie sporo lewicowego ducha, do tego w początkach istnienia były wykorzystywane przez feministki jako przejaw równouprawnienia. Ponad sto lat później kolarstwo jest jak najbardziej kapitalistyczno-korporacyjne, choć ból i cierplienie na górskich przełęczach zrównują ze sobą biednych i bogatych. Nie zrównują natomiast kobiet i mężczyzn, gdyż te pierwsze zazwyczaj są pomijane na tyle, że nawet nie mają za bardzo gdzie się ścigać.

    ?La Course? to wyścig organizowany przez A.S.O, właściciela Tour de France. Rozgrywany na rundach, gdzie kilka godzin później kończy się Wielka Pętla. Okazja do promocji, będącego w głębokim dołku kobiecego kolarstwa jest więc zacna. Co więcej, wyjątkowo zadbano o nagrody. Zwyciężczyni, Marianne Vos zgranęła ?6000. Dla porównania, najważniejsza etapówka, zakończone niedawno Giro Rosa we Włoszech przyniosło jej? ?543 za wygranie klasyfikacji generalnej.

    Kobiecy peleton, w tle łuk triumfalny
    Powiedzmy sobie szczerze: to kwota, która może uchodzić za zacną w półamatorskim maratonie mtb, ale nie w sytuacji, gdy mówimy o, bądź co bądź, wyczynowym sporcie w wydaniu zawodowym. Giro Rosa to wymagający i ciekawy wyścig, ale w ten sposób kobiece kolarstwo nie zostanie dźwignięte z kryzysu. Rundy na Polach Elizejskich to nie były najciekawsze zawody sezonu. Nie zgromadziły też licznej publiczności. Tour de France przykrywa swoim cieniem wszystkie imprezy organizowane równolegle, wyścig kobiet był co najwyżej atrakcją porównywalną z przejazdem kolumny reklamowej. Jednak pula nagród powoduje, że jest imprezą szczególną. Szukając sposobów na rozwój kobiecego kolarstwa nie trzeba innowacji, trudności czy spektakularnych rozwiązań, jak w przypadku borykającego się z licznymi problemami kolarstwa męskiego. La Course, jako propozycja, nie jest niczym odkrywczym, ot przedłużone kryterium, za to rozgrywane w szczególnym miejscu i czasie. Za to odpowiada na najpilniejsze zapotrzebowanie: pieniądze. Jeśli będą, za nimi przyjdą media, maszyna zacznie działać i wyścigi pań staną się w końcu ważnymi wydarzeniami samymi w sobie. Pytanie, kto będzie chciał je zainwestować. Pierwszy wyraźny krok zrobiło A.S.O. Czy Francuzi wykażą wystarczającą cierpliwość, by poczekać na zwrot? Na filmie powyżej Marianne Vos finiszuje po zwycięstwo w pierwszym ?La Course?

  • Poniedziałkowy skrót#19

    Poniedziałkowy skrót#19

    Przegląd wydarzeń, które umykają uwadze, gdy dominuje Tour de France a jeszcze do wczoraj cały świat i tak żył piłką nożną. Vos, Kennaugh, Poljański, Niewiadoma, studenci i zawieszony za doping, emerytowany Denis Mienszow.

    ?Merckx w spódnicy?

    Marianne Vos jest zdecydowanie najlepszą, współczesną kolarką a kto wie, może wkrótce przyćmi sławę Jeannie Longo, nie musząc prowadzić kariery przez kilka dekad. Holenderska kolarka pewnie wygrała Giro Rosa, najważniejszą etapówkę dla pań. Zwyciężyła na czterech etapach oraz w klasyfikacji punktowej a dodatowo jej kolejne dwie koleżanki z drużyny Rabobank Liv (Pauline Ferrand Prevot oraz Anna van der Breggen) stanęły na drugim i trzecim stopniu podium. Bohaterką wyścigu jest też Brytyjka Emma Pooley, która wygrała trzy odcinki, ale wystarczyło to jedynie do dziewiątego miejsca w klasyfikacji generalnej. Katarzyna Niewiadoma, pomagając Vos w wygranej ukończyła włoski tour na jedenastym miejscu i trzecim w klasyfikacji młodzieżowej. Gratulacje!

    Tour of Austria

    Wyścig pocieszenia dla tych, którzy nie przeszli selekcji do składów na Wielką Pętlę. Ściganie w Austrii to również dobry sprawdzian dla kolarzy budujących formę do dalszej części sezonu lub młodszych, zdobywających doświadczenie. Mimo nieobecności w serii World Tour, impreza dzięki kategorii 2.HC oraz sporej ilości ciężkich podjazdów na trasie (wszak Austria to mocno górzysty kraj) co roku gromadzi na starcie ciekawych kolarzy o uznanych nazwiskach. W tym roku zawody dość pewnie wygrał Peter Kennaugh z grupy Sky, co mimo wszystko jest marnym pocieszeniem dla tego zespołu po wycofaniu się Chrisa Froome?a z Tour de France. Z dobrej strony pokazał się młodszy brat Nairo Quintany, Dayer (wygrany etap i 9. miejsce w klasyfikacji końcowej). Paweł Poljański, który pierwszy rok jeździ w ekipie ze światowej elity, Tinkoff-Saxo, ostatecznie zajął dalsze miejsce, ale dobrze radził sobie w górach (11. miejsce na pierwszym etapie), biorąc dodatkowo pod uwagę, że liderem jego zespołu był Oliver Zaugg.

    Akademickie Mistrzostwa Świata

    Albo mamy tak usportowionych studentów, albo gdzie indziej sportowcy nie studiują albo? sam nie wiem co. W każdym razie gospodarze, czyli Polacy, zdominowali Akademickie Mistrzostwa Świata w dyscyplinach kolarskich. Nasi reprezentanci przywożą z Jeleniej Góry worek medali oraz tzw. miejsc punktowanych. Katarzyna Solus-Miśkowicz zwyciężyła w XCO oraz była druga na szosie ze startu wspólnego. Multimedalistką jest też Martyna Klekot (złota w jeździe na czas i trzecia ze startu wspólnego na szosie). Marek Konwa zdobył srebro w wyścigu mtb a w pierwszej dziesiątce było w sumie sześciu Polaków (Konwa, Kurczab, Kawalec, Jeziorski, Kozak, Hajda). Polek w top 10 było 5 (poza zwyciężczynią były to Staszel, Turoboś, Karchwiny i Drabik). Kolejne trzy brązowe medale to Adrian Kurek na czas, Emanuel Piaskowy w wyścigu szosowym i Monika Brzeźna na czas. O zawodach wspomniał nawet ?Dzień Dobry TVN? (co prawda w części poświęconej prognozie pogody) a imprezie patronowała Maja Włoszczowska. Dla zachowania pewnej równowagi trzeba przyznać, że polscy kolarze i kolarki mieli przewagę liczebną a same mistrzostwa portaktowali priorytetowo. Bez względu na okoliczności, medale cieszą, podobnie jak pozytywne zamieszanie wokół wydarzenia.

    Szosowe Mistrzostwa Europy

    Gorzej zaprezentowali się nasi reprezentanci w Nyonie, gdzie rozegrano szosowe mistrzostwa Europy. Walka o niebieską koszulkę w gwiazdki nie jest najbardziej eksponowanym wyścigiem w kalendarzu, ale warto się im przyglądać choćby po to, by śledzić wyniki kolarzy w młodszych kategoriach wiekowych. Niezły wynik na imprezie docelowej może świadczyć o potencjale przyszłego mistrza lub mistrzyni. Tym razem jednak obyło się bez dobrych rezultatów. Zdarza się.

    Emerytowany Denis Mienszow zawieszony na dwa lata

    Nieprawidłowości w paszporcie biologicznym w latach 2009-2012 spowodowały, że Rosjanin, dwukrotny zwycięzca Vuelta Espana, triumfator Giro d?Italia oraz czołowy kolarz Tour de France dostał dwuletnie zawieszenie. Tyle tylko, że zawodnik, gdy tylko zaczęły się nad nim zbierać czarne chmury (mniej więcej rok temu) czym prędzej ogłosił, że kontuzja kolana uniemożliwia mu dalsze ściganie, rozwiązał kontrakt z Katiuszą, odwiesił rower na hak i wycofał się z życia publicznego. Mienszow największe sukcesy święcił w barwach grupy Rabobank, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że korzystał ze zorganizowanego systemu dopingowego w tej ekipie. Miał być również częstym gościem wiedeńskiego laboratorium Human Plasma. W całej sprawie razi postępowanie Międzynarodowej Unii Kolarskiej, która (po raz kolejny) bardzo długo prowadziła postępowanie a niejasny werdykt (wybiórcze anulowanie wyników) ogłosiła po cichu, prawdopodobnie nie chcąc epatować kolejnymi dopingowymi sensacjami w czasie święta Tour de France.

  • Nie przegap w ten weekend – Go Kwiato!

    Nie przegap w ten weekend – Go Kwiato!

    Wczorajszy atak Michała Kwiatkowskiego rozbudził nasze apetyty, tym bardziej, że najbliższe etapy powinny sprzyjać polskiemu kolarzowi. Możliwe jednak, że plany pokrzyżują mu zawodnicy bezpośrednio zainteresowani żółtą koszulką Vincenzo Nibalego. Poza Tourem życie również się toczy, we Włoszech panie ścigają się w swojej najważniejszej etapówce, Giro Rosa, gdzie świetnie jedzie Katarzyna Niewiadoma. Co jeszcze kolarskiego będzie działo się w ten weekend?

    1. TdF – trzy szanse Kwiatkowskiego?

    Pierwszy tydzień Touru to nawiązania do wyścigów klasycznych. W Yorkshire mieliśmy ?małe Liege-Bastogne-Liege?, w środę w północnej Francji ?małe Paryż-Roubaix?. Jadąc na południowy wschód dostaniemy ?małe Mediolan-Sanremo? oraz analogię do ?Walońskiej Strzały?. Pytanie o szanse Michała Kwiatkowskiego na wygraną etapową aż cisną się na usta. Polak miał znakomitą wiosnę, błyszczał w Ardenach (dwa raz na podium) a nieco wcześniej wygrał Strade Bianche. Również na Tourze w takich warunkach spisuje się znakomicie, zatem być może któryś z odcinków padnie jego łupem.

    Piątkowy etap do Nancy
    Dziś (piątek) etap do Nancy: bardzo długi i płaski, ale w końcówce ma dwie niewielkie ?hopki? czwartej kategorii. Ze szczytu ostatniej do mety jest zaledwie pięć kilometrów. Kwiatkowski, Sagan, Valverde i Kristoff, to naturalni kandydaci do zwycięstwa. Podobieństwo przekroju trasy do Mediolan-Sanremo chyba nie jest przypadkowe. W sobotę peleton znów większość dnia spędzi na płaskim terenie, ale ostatnie kilometry są o wiele ciekawsze. Finałowa trzydziestka to dwa podjazdy drugiej kategorii (obrazowo to premie o trudności: dystansie, wysokości i przewyższeniu, najtrudniejszych podjazdów na Podhalu czy w Beskidach) oraz finisz pod górę w Gerardmer: 1,8km, średnio 10,3%, max. 13%. To nie jest tak stroma ściana jak Mur de Huy na Walońskiej Strzale, ale trzeba być tam i mocnym i szybkim. Zatem znów: Kwiatkowski, Valverde, być może nieliczący się w klasyfikacji ?Purito? Rodriguez będą tam na świeczniku. Pytanie, czy szyków nie popsują im Nibali, Contador oraz Van Den Broeck, którzy również dobrze spisują się w górzystych klasykach?
    Kwiatkowski trzeci na mecie w Sheffield
    Niedziela to przejazd przez Wogezy. Aż sześć premii, w tym jedna pierwszej kategorii (Grand Balon), jednak z jej szczytu do mety będzie jeszcze pięćdziesiąt kilometrów. Jeśli do mety dojedzie przetrzebiony peleton, znów będziemy zwracać uwagę na ?klasykowców?, ale serce chciałoby innego rozwiązania: zakończonej powodzeniem ucieczki z Bartoszem Huzarskim.
    Peleton Giro Rosa na podjeździe Sarmede

    2. Katarzyna Niewiadoma w top10 Giro

    Giro Rosa to najważniejsza etapówka kobiecego kolarstwa. Do końca rywalizacji pozostały jeszcze dwa etapy z metą na podjazdach, w tym ostatni będzie kończył się przy słynnym, kolarskim sanktuarium Madonna del Ghisallo. Póki co wyścig jest zdominowany przez drużynę Rabo-Liv. Prowadzi Marianne Vos (wygrała już trzy etapy), druga jest, znana również z tras MTB Pauline Ferrand Prevot, czwarta Anna Van der Bregen a Katarzyna Niewiadoma zajmuje świetne, siódme miejsce. Oprócz Niewiadomej, we Włoszech ściga się jeszcze pięć Polek, w klasyfikacji generalnej zajmują następujące lokaty: 7. Katarzyna Niewiadoma (Rabobank-Liv) +4?41? 21. Katarzyna Pawłowska (Boels Dolmans) +11?42? 26. Eugenia Bujak (BT City Ljubljana) +12?51? 68. Ewelina Szybiak (Vaiano Fondriest) +35?42? 99. Małgorzata Jasińska (Ale Cipollini) +46?49? 112. Sylwia Kapusta-Szydłak (Vaiano Fondriest) +54?52? Galerię z górskiego, szóstego etapu znajdziecie tu. 
    Solus-Miśkowicz i Klekot na podium Akademickich Mistrzostw Świata

    3. Akademickie Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy na szosie

    W Jeleniej Górze trwają zmagania studentów. Póki co gospodarze spisują się świetnie. W jeździe indywidualnej na czas kobiet Martyna Klekot wywalczyła złoto a Monika Brzeźna brąz. W wyścigu ze startu wspólnego Katarzyna Solus-Miśkowicz srebro a Klekot była trzecia. Z kolei w czasówce mężczyzn Adrian Kurek był trzeci a ze startu wspólnego również najniższy stopień podium przypadł w udziale Emanuelowi Piaskowemu. W sobotę na trasie w parku Paulinum rozegrane zostaną czasówki MTB, w niedzielę kolarze będą walczyć w olimpijskim formacie XC. Równolegle w szwajcarskim Nyonie o medale ?niestudenckich? mistrzostw europy walczą szosowcy. Nie jest to może impreza o najwyższym prestiżu, ale tytuł i koszulka zawsze mają swoją wagę. Nasza reprezentacja juniorów i orlików wygląda dość ciekawie, zatem z niecierpliwością czekam na wyniki. Zdjęcie okładkowe, peleton Tour de France 2014, fot. muffin/flickr CC BY 2.0

  • Dziewczynki w trampkach

    Dziewczynki w trampkach

    Kobiece kolarstwo boryka się z wieloma problemami. Brak obecności w mediach to brak pieniędzy. Potentat na rynku organizatorów imprez, francuskie ASO, próbuje rozwiązać sytuację wysyłając damski peleton do kraju, gdzie kobieta do niedawna nie mogła mieć nawet prawa jazdy.

    Lista spraw do rozwiązania jest spora i znana od lat a wiele z nich zapętla się w nieskończoność. Jak pozyskać sponsorów, skoro wyścigów nie pokazuje telewizja? Jak przekonać telewizję, żeby pokazywała zawody, skoro peleton jest nieliczny i brak w nim gwiazd? Jak podnieść poziom dyscypliny, skoro brak pieniędzy? Korporacyjny lider wśród ogranizatorów imprez kolarskich znalazł sposób na dwie bolączki: fundusze i zainteresowanie mediów. Wysłał kolarki do Kataru, całkiem zamożnego emiratu, na początku lutego, gdy kibice czekają na nowy sezon i chętnie śledzą wszystkie dostępne wydarzenia.

      Pomysł może i jest skuteczny, ale mocno dyskusyjny. Katar to typowy kraj Półwyspu Arabskiego. Zamożny, eksponujący nowoczesną architekturę i szukający kontaktu ze światem zachodnim poprzez kupowanie imprez sportowych z najwyższej półki. Tenis, piłka nożna, sporty motorowe ale i kolarstwo goszczą w Katarze a i samo księstwo promuje się na zewnątrz właśnie w ten sposób. Tyle tylko, że jak w większości krajów regionu, publiczna aktywność fizyczna kulturowo dostępna jest jedynie dla mężczyzn. Być może konserwatywna część rowerowej społeczności w głębi duszy czuje się usatysfakcjonowana, że są jeszcze na świecie miejsca, gdzie panie nie pchają się do peletonu, ale nie z tego powodu Ladies Tour of Qatar jest pewnym kuriozum.

    Katar to państwo, gdzie kobieta  choć może prowadzić samochód, nadal poddawana jest presji, by tego nie robić a jazda rowerem jest źle widziana. Kilka miesięcy temu w kinach wyświetlano film ?Dziewczynka w Trampkach? (oryginalny tytuł ?Wadjda? od imienia głównej bohaterki) opowiadający o perypetiach dziesięciolatki, która chce mieć swój bicykl. Mimo, że nie w głowie jej sport a zwykła, dziecięca zabawa, szkoła i rodzina utrudniają spełnienie jej marzenia. Problemem jest bowiem możliwa starta dziewictwa w czasie jazdy rowerem, co przekreśla szansę na znalezienie męża.

    Choć film jest produkcji Saudyjskiej, opisuje rzeczywistość bardziej restrykcyjną, ale co do zasady zbliżoną do katarskiej.  Nawet, jeśliakurat Katar prowadzi stosunkowo liberalną politykę, mamy do czynienia z obyczajowością zupełnie odmienną od zachodnioeuropejskiej.

    Zawodowy, damski peleton, odziany w krótką lycrę, przeniesiony jest na kilka chwil na tamtejsze szosy, po czym wraca do Europy. Skoro sport ma znosić podziały, można by oczekwiać jakiejś kampanii społecznej lub choćby wypowiedzi kilku gwiazd. Poza kilkoma wpisami na twitterze, nie spotkałem się z żadnym komunikatem okołowyścigowym, który w jakikolwiek sposób sugerowałby walkę o prawa kobiet w Katarze. Czy kraj ten w 2016r, gdy będą tam rozgrywane szosowe mistrzostwa świata wystawi swoją reprezentację? Wreszcie, skoro wątpliwa jest poprawa sytuacji na Półwyspie Arabskim a cała eskapada organizowana jest wyłącznie dla pieniędzy, to czy wyścig w Katarze wpłynie pozytywnie na sytuację kolarek w Europie, które wciąż są słabo opłacane i nikt nimi się nie interesuje?

  • Pedałujący patriarchat

    Agnieszka Radwańska zarobiła za wygraną w Dubaju więcej niż Roger Federer. Pula nagród w biegowym Tour de Ski była taka sama dla kobiet i dla mężczyzn. Sport wyczynowy był przez wiele lat ostoją konserwatyzmu, ale jak widać sytuacja ta się zmienia. Nie w kolarstwie. Tam kobiety ? zawodowcy nie mają nawet regulowanej przepisami pensji minimalnej.

    "Kolarstwo", print z 1887r prezentujący społecznie akceptowalną pozycję i strój rowerowy dla kobiety.
    „Kolarstwo”, print z 1887r prezentujący społecznie akceptowalną pozycję i strój rowerowy dla kobiety. ?Wikimedia commons, domena publiczna

    Federer z Dubaju realnie wywiózł więcej pieniędzy niż Krakowianka. Nic w tym dziwnego, dostał wyższe „startowe”, ponieważ jest zawodnikiem zdecydowanie większego formatu niż nasza tenisistka, żywą legendą tego sportu. Nominalnie wygrana w turnieju była jednak wyższa dla kobiety. Zrównywanie praw zawodników i zawodniczek w większości dyscyplin postępuje. Ostoją patriarchalnego konserwatyzmu pozostaje kolarstwo.

    Na przełomie roku jedna z kolarek, młoda Australijka Chloe Hosking wprost nazwała prezydenta Międzynarodowej Unii Kolarskiej ?kutasem?. Pat McQuaid sprzeciwia się bowiem zapisaniu w przepisach minimalnej pensji dla kobiet jeżdżących w grupach zawodowych, choćby w wysokości takiej, jaką dostaje pierwszoroczny profesjonalista-mężczyzna (24tyś Euro rocznie).

    Argumentem za tym, że paniom nie należą się tego typu prawa jest ? według McQuaida ? niski poziom kobiecego kolarstwa. Obiektywnie rzecz ujmując ma on rację. Panie jeżdżą wolniej, ściga się ich niewiele a tych reprezentujących realnie wysoki poziom jest jeszcze mniej. Pytanie, czy nie dzieje się tak przypadkiem z powodu tego, że zwyczajnie nie mają się za co startować, trenować, po prostu żyć jak zawodowcy?

    Kolarstwo w wydaniu żeńskim praktycznie nie istnieje w mediach. Przykładem jest choćby niedawne otwarcie sezonu w Belgii gdzie rozegrano również wyścigi pań (w Omloop Het Nieuwsbald wygrała Holenderka Loes Gunnewijk z kobiecej sekcji grupy Green Edge) a media potraktowały sprawę po macoszemu. Za dwa dni wystartuje kobiecy, szosowy Puchar Świata. Założę się, że w przeciwieństwie do nudnych i relacjonowanych wyłącznie ze względu na pieniądze imprez w Dubaju, Omanie czy Chinach, pojawią się o nim wyłącznie krótkie notki.

    Na polskim podwórku jest nieco inaczej. Dyscyplina kojarzona jest z Tour de Pologne i Mają Włoszczowską. Nasza medalistka olimpijska przez pewien czas była podobno najlepiej zarabiającą osobą w rodzimym kolarstwie w ogóle. Ba, mamy dwie grupy zawodowe zbudowane de facto wokół pań. Również na szosie, za sprawą Pauliny Brzeźnej i Sylwii Kapusty jest całkiem nieźle. Tyle, że to przypadek, który obrazuje raczej mizerną kondycję kolarstwa w kraju w ogóle (to, że Włoszczowska zarabiała najwięcej, wcale nie znaczy, że obiektywnie było to jakoś szczególnie dużo!). Systemowo i finansowo całość leży i kwiczy, po prostu trafiliśmy na kilka niezwykle zdolnych i pracowitych pań.

    Co jest szczególnie przykre, to fakt, że ich zaangażowanie i wyniki nie są w żaden sposób wykorzystywane. Po srebrnym medalu w Pekinie grupa Włoszczowskiej straciła sponsora, dobre wyniki Mai i jej koleżanek oraz rywalek nie poprawiają sytuacji Polskiego Związku Kolarskiego (sponsorem tytularnym jest mecenas od wielu lat zaangażowany we wspieranie kolarstwa, nie pozyskano nowych). Na imprezach wyczynowych z braku frekwencji stałą praktyką jest łączenie kategorii juniorek i elity a na masowych problemem bywa zapełnienie podium (tak tak, często do zdobycia medalu na maratonie mtb wystarcza samo jego ukończenie).

    A propos wykorzystywania, nasuwa się jeszcze jedna myśl. Branża rowerowa, choć niechętnie panie promuje i jeszcze mniej chętnie im płaci, z drugiej strony z lubością na nich zarabia. Dedykowany sprzęt, niemal obowiązkowo w pastelowym różu w kwiatki wypełnia marketingową niszę. Dodatkowo reklamy, nawet globalnych marek, często sięgają po model ?sex sells? zbliżając się do poziomu znanego z kalendarzy obecnych w serwisach samochodowych lub hurtowniach materiałów budowlanych. Przy okazji kalendarzy warto jeszcze wspomnieć o wydarzeniu ostatnich kilku zim, czyli Cyclepassion, rowerowym odpowiedniku słynnego „kalendarza Pirelli”. Dzięki niemu kolarki są obecne w mediach w porównywalnym stopniu co przez cały sezon dzięki swoim wynikom sportowym.

    Na koniec mogę jeszcze dodać, że nawet okołolewicowe środowiska bojowników o prawa rowerzystów w mieście chętnie sięgają po ładne dziewczyny w ramach promocji ?cycle chic? jako jednego z pierwszych argumentów za tym, że dwa kółka mimo wszystko są fajne. Nie wiem, czy ma to działać na urzędników czy zamkniętych w blaszanych, klimatyzowanych puszkach samochodziarzy, ale świetnie wpisuje się w opisywany trend.

    Wydawałoby się, że rower to taka sympatyczna eko-zabawa. Tymczasem, choć kolarstwo wkrótce po swoim powstaniu stało się jednym z wyrazów emancypacji, obecnie znów jest ostoją konserwatyzmu. A nawet patriarchatu.

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 8.03.2012