Dobre wiadomości z kobiecego peletonu, innowacje na targach Eurobike oraz najbardziej nietypowe nagrody, jakie można wygrać w zawodowym kolarstwie. Loverove – codzienny przegląd rowerowych newsów dziś w wyjątkowo zacnym wydaniu :)
1. Kobiety > Mężczyźni
Po sukcesach Eugenii Bujak przyszła pora na Katarzynę Niewiadomą i Katarzynę Pawłowską.
Ta pierwsza wygrała etap Boels Rental Ladies Tour i na półmetku rywalizacji (wyścig kończy się w niedzielę) jest szósta w klasyfikacji generalnej. Impreza ma kategorię 2.1, czyli drugą, najwyższą w damskim ściganiu. Z kolei Katarzyna Pawłowska zwycięstwem zainaugurowała start w Tour de l’Ardeche (kat. 2.2), który w sumie będzie składał się z siedmiu etapów.
Spodenki dopasowane do tego, jak gibki jest kolarz, kaski o dziwnym designie, dużo elektroniki i niezawodny Mario Cipollini, który na fali „mody” na motodoping oferuje rower z „ukrytym” silnikiem. Tak stylowego e-bike’a jeszcze nie widzieliście! Cały przegląd znajdziecie tutaj, w zestawieniu Cyclingtips.
To był dobry weekend dla polskiego kolarstwa, zatem poniedziałkowe loverove zaczynamy od miłych wiadomości z Bretanii:
1. Polskie Plouay
Kolejny kawałek historii polskiego kolarstwa napisany! Eugenia Bujak wygrywając GP Plouay jest naszą pierwszą zawodniczką, która wygrała klasyk zaliczany do World Touru. Polka finiszowała na pierwszym miejscu z niewielkiej grupy, zaskakując bardziej utytułowane rywalki. Dodatkowo czwarte miejsce zajęła Katarzyna Niewiadoma a jedenaste Małgorzata Jasińska.
Dla Bujak, jeżdżącej w barwach zespołu BTC City Ljubljana ostatnie tygodnie, mimo braku startu na Igrzyskach w Rio są bardzo udane: niedawno wygrała dwa etapy Route de France i była tam trzecia w klasyfikacji generalnej.
Skrót rywalizacji możecie zobaczyć tutaj:
Warto też odnotować, że w „męskim”, worldtourowym wyścigu w Plouay szóste miejsce zajął Maciej Paterski. To kolejny, wartościowy rezultat kolarza CCC Sprandi Polkowice w karierze, ale cóż, tym razem męskie kolarstwo ustępuje miejsca kobiecemu.
A dla tych, którzy nie pamiętają: na rundzie w Plouay (Francja, Bretania) w 2000r rozgrywano Mistrzostwa Świata i srebrny medal zdobył tam Zbigniew Spruch.
2. Stary carbon vs nowy carbon
Współczesny, topowy rower zestawiony z najbardziej zaawansowanych technologicznie rowerów z początku lat ’90 XXw. Ekipa GCN porównuje Treka OCLV z 1992r ze współczesnym również carbonowym Madone. Co z tego wynikło?
3. Jeszcze raz Leadville i jeszcze lepiej
Very cool story and photos on my slightly unconventional Vuelta prep over at @Strava – check it out! https://t.co/L0PhBYWH04
No nie… tak dobrze to nie ma. Rowerami mężczyzn zajmują się mężczyźni ;). Poznajcie Andreę Smith, opiekującą się sprzętem zawodniczek worldtourowej grupy Colavita Bianchi:
A wprawne oko zauważy sporo „amatorskiej” grupy Shimano Ultegra.
3. Jak mocnym trzeba być, żeby przegrać na Vuelcie?
Mirador de Ezaro, brutalna „ścianka” kończąca trzeci etap hiszpańskiej Vuelty wprowadziła pierwsze, poważniejsze różnice w klasyfikacji generalnej. Póki co górą team Movistar z Quintaną, Valverde i młodą gwiazdą, nowym liderem, Rubenem Fernandezem. Rozsądnie pojechał także Chris Froome a w sprzyjającym sobie terenie klasę potwierdził Esteban Chavez. Wielu kolarzy jednak „zawiodło”. Np. Steven Kruiswijk, który do Fernandeza stracił 1’40”.
Aby dostać taki łomot na Vuelcie, trzeba na 1,7km podjazdu generować ok. 5,5W/kg masy ciała. W przypadku Kruiswijka oznacza to 363W przez 8’10”.
O tym, jak wielkim wysiłkiem jest poradzenie sobie z Mirador de Ezaro można przekonać się patrząc na zwycięzcę etapu, Alexandra Genieza. Zobaczcie, jak ściganie trzeciego dnia Vuelty wyglądało z wnętrza peletonu. Geniez leży gdzieś na końcu ;)
Loverove na piątek, dużo okołoolimpijskich newsów, ale zanim przejdziemy do poważniejszych spraw, coś dla rozrywki:
1. Co tam Rio… Mistrzostwa Świata Składaków to jest to!
Finał mistrzostw świata przed Pałacem Buckingham, start w stylu Le Mans, pedały zatrzaskowe do garnituru a podobno ktoś nawet widziałe „carbonowe stożki” w stosownym rozmiarze. Zobaczcie sami relację z tego intrygującego wydarzenia:
2. Maja Włoszczowska prezentuje:
domowe sposoby na szybszą regenerację. Czyli co zrobić, gdy jesteś na zgrupowaniu w Kolumbii i chcesz szybko schłodzić zmęczone nogi:
https://www.instagram.com/p/BIqzseCjHdY/
3. Tajemnicza „The Secret Pro” o kobiecym kolarstwie
Przedstawicielka kobiecego, zawodowego peletonu znów atakuje. Pisze o marnych zarobkach, dopingu wśród pań, Giro Rosa i ewentualnym, damskim Tour de France oraz o smrodzie wokół Lizzie Armitstead. Jeśli Wasz angielski daje radę, przeczytajcie koniecznie!
Oficjalną prezentację zaplanowano na targi Eurobike, ale wygląda na to, że kompletna grupa jest już przetestowana i niemal gotowa do sprzedaży. Tutaj możemy przyjrzeć się bardziej szczegółowym zdjęciom. Wciąż nie wiadomo, czy FSA będzie działało z czy też może bez kabli.
Po Ryderze Hesjedalu ekipa Trek Segafredo będzie żegnała się z kolejnym, doświadczonym zawodnikiem. Zakończenie kariery zapowiedział Frank Schleck, jedna z ważniejszych postaci w wyczonowym peletonie przełomu pierwszej i drugiej dekady XXIw. Luksemburczyk, który przez wiele lat stanowił nierozozłączny duet ze swoim młodszym bratem, Andym, ma na swoim koncie m.in. trzecie miejsce w Tour de France, wygrany Amstel Gold Race i Tour de Suisse a także etap Wielkiej Pętli z metą w słynnym Alpe d’Huez. Po drodze przytrafiła mu się też współpraca z niesławnym Eufemiano Fuentesem. Frank Schleck ogłosił, że kończy z zawodowym kolarstwem po tym sezonie podczas konferencji prasowej poprzedzającej rozpoczęcie Igrzysk w Rio. Tej wiosny zawodnik obchodził 36. urodziny.
Czwartek, Tour w Alpach, Rafał Majka coraz bliżej wygrania klasyfikacji górskiej. W związku z tym, codzienny zestaw newsów z TdF. I nie tylko :)
1. Dwa dni od podium
Tour kończy się w niedzielę, ale dla Rafała Majki i losów jego koszulki w grochy ważne są jeszcze tylko dwa dni: piątek i sobota. Dziś bowiem zawodnicy rywalizują na trasie czasówki, która choć rozgrywana jest na górskiej trasie, nie dostarcza punktów w klasyfikacji na najlepszego „górala” TdF.
Zależnie od tego, ile polski kolarza zachował jeszcze sił, może próbować wygrać jeden z pozostałych etapów lub skupić się na obronie koszulki. Pamiętajmy, że Rafał Majka już cztery razy jechał w ucieczkach, zbierał punkty i walczył na premiach. Mając w nogach Giro d’Italia ma więc prawo czuć się zmęczony.
Tak czy inaczej w piątek do wzięcia będzie 60 punktów: na kolejnych premiach: 10, 5, 25 i 20 na mecie. W sobotę 50, na które złożą się kolejne premie o wartościach: 5, 10, 10 i 25 (szczegóły punktacji znajdziecie tutaj)
Klasyfikacja górska po 17. etapie przedstawia się następująco:
1 Rafał Majka (Pol) Tinkoff Team 173 p.
2 Thomas De Gendt (Bel) Lotto Soudal 90
3 Ilnur Zakarin (Rus) Team Katusha 78
4 Daniel Navarro (Spa) Cofidis, Solutions Credits 69
5 Jarlinson Pantano (Col) IAM Cycling 63
…
17 Christopher Froome (GBr) Team Sky 22
Ważne jest to, że żaden z zawodników walczących o klasyfikację generalną, nawet wygrywając dwa górskie etapy nie będzie się już liczył w grze o „grochy”. Wyraźna przewaga, jaką Majka ma nad rywalami powoduje, że do obrony tytułu najlepszego „górala” wystarczy zebrać punkty tylko na kilku premiach. O ile Polak ma jeszcze siły, zwycięstwo etapowe jest wciąż możliwe. Ponieważ Rafał Majka brał udział w wielu ucieczkach, ma również szansę na nagrodę dla najbardziej walecznego kolarza wyścigu, czyli czerwony numer startowy.
2. Po prostu Peter Sagan
Na etapie do Finhaut-Emosson Peter Sagan najpierw pomógł Rafałowi Majce, potem wygrał lotną premię, powiększając, i tak ogromną, przewagę w klasyfikacji punktowej (zielona koszulka) a następnie zajął się tym, co poza jazdą na rowerze robi najlepiej. Czyli byciem gwiazdą. Czekając aż dogoni go peleton, postanowił w czasie jazdy poprawić schłodzoną wodą koszulkę:
By na metę wjechać w swoim stylu, czyli na tylnym kole:
3. Parking dnia
Jeśli ktoś Wam powie, że nie da się poprowadzić etapu jakimś podjazdem, bo nie ma gdzie zorganizować przestrzeni na metę i parking dla autobusów, pokażcie mu to:
Tama Emosson stała się wczoraj parkingiem dla kolumny wyścigu. Zdumiewające!
Jolanda Neff wygrywa Tour de Pologne Kobiet. fot. Szymon Gruchalski
Jolanda Neff pierwszego dnia upadła, wygrała etap, a drugiego obroniła się na czasówce a następnie zwyciężyła na kolejnym odcinku Tour de Pologne Kobiet. W takim stylu i w ten sposób szwajcarska kolarka górska zapisała się w statystykach jako pierwsza zwyciężczyni tego wyścigu.
Co warto podkreślić, za pierwsze miejsce dostała auto ufundowane przez Hyundaia (model Elantra). Jest to jedna z najbardziej wartościowych nagród, jakie są przyznawane w kobiecym kolarstwie. Istotny jest też fakt, że kompaktowy (dwa dni, trzy etapy) wyścig był zorganizowany de facto według tych samych standardów, co worldtourowy, męski Tour de Pologne. Niestety zabrakło relacji na żywo w telewizji, ale mam nadzieję, że gdy ten błąd zostanie naprawiony, TdP Kobiet szybko stanie się jednym z najważniejszych wyścgów dla pań.
Jolanda Neff wygrywa Tour de Pologne Kobiet. fot. Szymon Gruchalski
To nie jest ?List otwarty do organizatorów maratonów?. Raczej rzucam hasło i zwracam uwagę na problem. Kobiety na masowych imprezach kolarskich nie mają lekko. Często wynik ich rywalizacji jest wypaczony przez pałętających się pod kołami facetów. Może by tak więc puszczać panie na trasę osobno, by zapewnić nie tylko równe szanse, ale i większe bezpieczeństwo.
Niedawno na maratonie w Bukowinie Tatrzańskiej jedna z zawodniczek została potrącona przez innego uczestnika zawodów, upadła i doznała poważnej kontuzji ręki. Pewnie kojarzycie sprawę, bo jest dość głośna. Jeśli nie, szczegóły znajdziecie np. tu:
Nie był to pierwszy taki przypadek, niestety do takich sytuacji dochodzi dość często, na szczęście nie zawsze kończą się połamanymi kośćmi.
Na pierwszych kilometrach nawet mocna zawodniczka zazwyczaj jedzie wolniej niż dysponujący większą siłą mężczyzna. W tłoku, gdy w kilkusetosobowym peletonie niemal każdy myśli głównie o tym, by jak najszybciej znaleźć się z przodu stawki, różnica 20 a czasem i więcej kilogramów między mężczyzną a kobietą powoduje, że dziewczyny są spychane i przewracane, żeby nie było wątpliwości, raczej nieświadomie niż z premedytacją.
Dzieje się tak ?od kiedy pamiętam? a w pierwszym maratonie mtb startowałem 14 lat temu. Niejedna znajoma kolarka ucierpiała w takiej sytuacji, musiała przerwać sezon, zrezygnować z kolejnych, ważnych startów, zmagać się z bólem i polską służbą zdrowia przez to, że jadący obok współuczestnik nie wykazał się ani wyobraźnią, ani umiejętnościami ani ostrożnością.
Kolejnym elementem, o którym warto wspomnieć, jest specyfika rywalizacji zawodniczek na masowych zawodach ze startu wspólnego. Jednym z istotnych czynników wpływających na wynik jest umiejętność sprawnego pokonania pierwszych kilometrów, złapania się do odpowiedniej grupy z w miarę sensownie jeżdżącymi facetami, uniknięcie upadku, ale też wpadnięcia w część stawki, która jedzie wolniej, zarówno w górę jak i w dół.
Bywa, że rywalizujące ze sobą dziewczyny pierwszy raz w czasie całego maratonu widzą się? na podium. Oddzielone od siebie stawką kilkudziesięciu a czasem i kilkuset facetów jadą coś pomiędzy kilkugodzinną czasówką a wyścigiem mastersów, do którego zostały dopuszczone w drodze wyjątku.
W tym układzie pomocna bywa obecność wiernego ?gregario?, często partnera życiowego lub po prostu kolegi z klubu, który ?przeciągnie? kolarkę przez peleton, pomoże złapać koło dobrze jadącej grupy czy też osłoni w postartowym zamieszaniu. Pytanie tylko, czy o to chodzi i czy tak być powinno?
Idąc dalej, o ile w czołówce mężczyzn co do zasady wiadomo, na jakiej pozycji kto jedzie, o tyle kobiety będące open na miejscach np. 60, 100 i 150 łatwo mogą zostać przeoczone przez obsługę lub kibiców, zatem często nie wiedzą, czy jadą o podium, sławę i nagrody (docenienie wysiłku pań to temat na inną okazję) czy też by to osiągnąć muszą sięgnąć głębiej do swoich rezerw i jeszcze mocniej przycisnąć, bo z przodu znajduje się więcej rywalek.
Fakt faktem, że najlepsze kolarki w kraju nie mają tego problemu, bo potrafią przyjechać na bardzo wysokiej pozycji open, zwłaszcza na dłuższych dystansach, które nieco niwelują różnice między płciami, gdzie liczą się inne cechy niż tylko brutalna siła, ale co do zasady kobiety na maratonach mają tak trochę jakby przechlapane. Nawet wtedy, gdy nie pada deszcz ;)
Czy jest na to rozwiązanie? Wydaje mi się, że tak, i to dość proste. Wystarczy puścić panie z osobnego sektora. Dobre rozwiązanie spotkałem na Słowacji (a bardziej obyci ode mnie znają je z wielu, ważnych maratonów w Europie), gdzie kobiety na najpopularniejszym dystansie jadą np. 20 minut przed mężczyznami. Szpica facetów dogania je na drugim podjeździe. Do tego momentu panie wiedzą, z kim się ścigają, na jakiej pozycji jadą, mijająca je część stawki mężczyzn jest już wystarczająco rozciągnięta, by nie istniał problem kraks i przepychanek w postartowym tłumie.
A może jest tak, że te problemy nie istnieją. Mimo wszystko, choć śledzę kobiece kolarstwo dość wnikliwie, zawsze może być tak, że mam nie do końca właściwą perspektywę.
Stąd pytanie do was, szanowne Kolarki, jak z Waszej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w maratonowym peletonie? I co sądzicie o takim pomyśle jak osobny sektor startowy?
Polska kolarka wygrała trzyetapowy wyścig kategorii 2.1 we włoskim Trydencie. Najpierw była najszybsza w górach, następnie wraz z koleżankami z grupy Rabo-Liv zwyciężyła w drużynowej jeździe na czas a następnie spokojnie obroniła pierwsze miejsce podczas etapu sprinterskiego. Welkie Gratulacje!!!
2. Wszystko, co robisz ze Stravą, ale wstydzisz się do tego przyznać
Kolarstwem wstrząsają doniesienia o seksistowskim traktowaniu zawodniczek przez trenerów, zarówno klubowych jak i kadr narodowych w Wielkiej Brytanii. Do tego wraca temat złego wynagradzania i marnej oprawy medialnej wyścigów. Miało być lepiej, kobiece kolarstwo miało w końcu odżyć a tymczasem wiele wskazuje na to, że zmiany zachodzą bardzo powoli.
Nie byle jakie postaci bo Victoria Pendleton czy Nicole Cook a także Jess Varnish mówią wprost o tym, że ich płeć była przyczyną złego traktowania przez trenerów. Varnish miała usłyszeć od trenera kadry, że jest już za stara (ma 26 lat) na reprezentowanie kraju i powinna zająć się rodziną. Pendleton, wielka gwiazda brytyjskiego kolarstwa, obecnie już na sportowej emeryturze wspomina, że w czasie spotkań drużyny wielokrotnie siedziała cicho, nie reagując na zachowanie trenerów, ponieważ sama nie chciała usłyszeć nieprzyjemnych słów.
Pendleton mówi również, że w czasie Igrzysk w Londynie (została zdyskwalifikowana w sprincie drużynowym, gdzie jechała właśnie razem z Varnish) atmosfera w ekipie daleka była od wsparcia należnego reprezentantom kraju.
Na nierówne traktowanie kobiet zwraca również uwagę Nicole Cooke.
Póki co głową za szerzenie ?kultury strachu? w brytyjskiej reprezentacji zapłacił Shane Sutton (oprócz seksistowskich uwag, miał być również pogardliwy względem paraolimpijczyków), jeden z dyrektorów British Cycling, ciemne chmury zbierają się również nad Davem Brailsfordem.
I've re-read the tweet i deleted and realise i came across like a total idiot im sorry to anyone i may have offended in how they were worded
Skarżącą się na sytuację w kobiecym kolarstwie Emma Pooley, która zaczęła się domagać większego wsparcia dla pań przez British Cycling i Sky, została ?przywołana do porządku? przez Petera Kannaugha, kolarza Sky właśnie. Kennaugh zwrócił jej na twitterze uwagę, że kobiece kolarstwo tak naprawdę nikogo nie interesuje, zatem trudno, by ktokolwiek wydawał na nie pieniądze. Zawodnik zreflektował się, na chwilę zawiesił konto a po namyśle przeprosił i stwierdził, że zachował się jak idiota.
?Shitstorm? w brytyjskim kolarstwie zapewne zyskał rozgłos dlatego, że? dotyczy brytyjskiego kolarstwa. Jest ono stawiane za wzór sukcesu sportowego budowę skutecznego systemu szkolenia a także działania na rzecz popularyzacji roweru jako takiego. Dodatkowo, obecnie główne media kolarsko-rowerowe są anglojęzyczne, więc chętnie i łatwo relacjonują temat.
Nie wątpię, że sytuacja kobiet w innych krajach jest taka sama, jeśli nie gorsza. Raport CIRC (niezależnej komisji do spraw reformy kolarstwa) poza dopingiem farmakologicznym i mechanicznym, zajmował się m.in. damskim kolarstwem i jego fatalną kondycją.
Kolejne miesiące i sezony mijają, podejmowane są pewne działania na rzecz poprawy sytuacji kolarek, ale czy realnie coś się zmienia?
Nagrody w wyścigach kobiecych niby zostały podniesione, ale najważniejsza impreza, czyli Giro Rosa za wygranie klasyfikacji generalnej nadal oferuje żenujące 1050?. Owszem, na stronie i kanale youtube UCI kobiece kolarstwo zaczęło być eksponowane, ale na choćby przeniesienie na chwilę transmisji z męskiej Walońskiej Strzały na Mur de Huy gdzie i tak są kamery a właśnie finiszują kobiety nie można już było liczyć. A był to idealny moment, by kobiece kolarstwo pokazać niemal w ?prime time?, właściwie bezkosztowo, przy sporej widowni patrzącej, jak w męskim peletonie właśnie działo się ?nic?.
W Polsce możemy mieć nieco zaburzoną perspektywę. Ze względu na to, że przez wiele lat najbardziej utytułowanym i najlepszym kolarzem w kraju była Maja Włoszczowska wspierana przez kilka niemal sobie równych rywalek/koleżanek a obecnie mamy grupę utalentowanych i ambitnych zawodniczek na szosie a Katarzyna Pawłowska jest multimedalistką na torze, możemy powiedzieć, że nasze kolarstwo stoi kobietami.
Co więcej, Czesław Lang po raz kolejny w swojej biznesowej karierze łapie nowe trendy i do swojego, worldtourowego, męskiego Tour de Pologne ?dokleja? damski wyścig. Główna nagroda, czyli auto marki Hyundai jest jedną z najbardziej wartościowych, jeśli nie najbardziej wartościową nagrodą w kobiecym kolarstwie (jakieś 16x więcej niż w Giro Rosa!) choć kobiecy TdP nie jest w damskim World Tourze (nie wątpię, że wkrótce będzie, ale w tym roku impreza debiutuje w kalendarzu).
Jeśli jest tak dobrze, to teraz pomyślcie o problemach ze sponsoringiem, jakie ma nasza paraolimpijka Anna Harkowska.
Albo przyjrzyjcie się sprzętowi, na jakim jeżdżą dziewczyny na zawodach szosowych czy mtb. Popatrzcie na frekwencję w klubach, na wyścigach.
Pomyślcie o spoconym wąsaczu z wysoką nadwagą, który drze się na trzynastolatkę każąc jej skakać z dropa, z którego sam w swoich klapkach nie zeskoczyłby z tego prostego powodu, że na rowerze ostatnio siedział kilkanaście lat temu i była to szosówka.
Przejrzyjcie też swojego facebooka i rzućcie okiem na tych wszystkich domorosłych social media ninja, promujący swoje sklepiki, serwisy i blogaski zdjęciami ?fit lasek w lycrze?, które lajkują mastersi z perspektywy swoich carbonowych szosówek odmawiający prawa dziewczynom do bycia kolarzami.
Wspomnijcie też całkiem poważne marki, które chętnie uprawiają ?szczucie cycem? w swoich katalogach, za to w swoich salonach nie mają na stanie asortymentu dla dziewczyn poza zakurzonymi egzemplarzami w dziwnych rozmiarach sprzed kilku sezonów.
Branża rowerowa w wielu kwestiach tkwi w wiekach ciemnych. Sytuacja kobiet w kolarstwie idealnie to potwierdza.
Zdjęcie okładkowe: kobiecy peleton na Box Hill podczas IO w Londynie, fot Chris Barber, flickr, CC BY 2.0
Dla niektórych rowerzystów poruszone tu zagadnienia prawidłowej jazdy miejskiej to oczywiste oczywistości, ale dla niektórych artykuł ten może okazać się odkrywczy... :)
Posted by Polska na Rowery on Tuesday, 5 April 2016
Zakładam, że skoro tu zaglądasz, to jeździsz rowerem regularnie i co do zasady wiesz, jak poruszać się w ruchu drogowym. Ten poradnik możesz więc podesłać swoim znajomym (link bez slajdów :) ), którzy w przypływie wiosennego entuzjazmu właśnie zastanawiają się, czy wybrać się na rowerową wycieczkę albo czasami dojeżdżać do pracy o własnych siłach.
3. Co robi rowerzysta przed wjazdem do lasu
Kilka minut wygłupów na parkingu a potem już nie starcza sił na wycieczkę ;)
https://www.youtube.com/watch?v=Ca4IneT0740
To był weekend polskich kolarek. Loverove na nowy tydzień pełne wideo i zdjęć z sukcesami Katarzyny Pawłowskiej, Katarzyny Niewiadomej i Mai Włoszczowskiej!
1. Trzykrotna mistrzyni świata, Katarzyna Pawłowska
Polka miała już na swoim koncie dwa złote medale w scratchu (2012, 2013). Do swojej kolekcji dodała tęczową koszulkę w wyścigu punktowym. Trzy tytuły mistrzowskie w dowolnej dyscyplinie sportu to naprawdę wielkie osiągnięcie. Zdobyte przez Polkę w kolarstwie cieszą jeszcze bardziej!
2. Katarzyna Niewiadoma druga w inauguracji kobiecego World Touru
— Extras Du Cyclisme (@Extras_cyclisme) March 5, 2016
Michał Kwiatkowski dwa lata temu zwyciężył na toskańskich „białych drogach”. W tym roku Strade Bianche zainaugurowało kobiecy World Tour. Katarzyna Niewiadoma pojechała rewelacyjnie, zajmując drugą lokatę. Na podium stanęła z największymi gwiazdami damskiego peletonu: Lizzie Armistead i Emmą Johansson. Klasa! Skrót wyścigu znajdziecie tutaj:
Adaptująca się do południowoamerykańskich warunków w ramach przygotowań do Igrzysk w Rio Maja Włoszczowska zdominowała mini etapówkę (3 dni) Copa Internacional MTB. Polka wygrała wszystkie etapy i klasyfikację generalną. Impreza miała najwyższą kategorię UCI dla tego typu imprez, czyli SHC. Niestety oficjalny ranking wciąż nie jest zaktualizowany.