Tag: hipsterzy

  • Zostań kawowym snobem w 5 krokach

    Zostań kawowym snobem w 5 krokach

    Jednym z elementów zabawy w wyczynowego kolarza jest rytualne picie kawy. Prawdziwy kolarz to przecież Włoch a Włoch w życiu, poza jazdą na rowerze, poprawianiem fryzury i byciem karmionym przez matkę, zajmuje się piciem kawy.

    Pamiętasz ten filmik?

    Nie daj się wprowadzić w błąd. Anglosasi wypaczyli wiele spraw, na których znać może się wyłącznie prawdziwy Europejczyk. Aby zostać kawowym snobem lepiej postępować jak następuje:

    1. Pij wyłącznie czarną

    Kawa z mlekiem, cukrem czy syropem smakowym to nie kawa. To miły napój, który może poprawić nastrój (kofeina, tłuszcz i cukier poruszą ośrodki w mózgu odpowiedzialne za przyjemność i sympatyczne pobudzenie), ale nie kawa. Każdy dodatek zaburzy odbiór szlachetnego naparu. Pozbawi go właściwego smaku, zapachu i konsystencji. Chcesz być Włochem? Pij espresso!

    2. Zapomnij o popularnych markach

    ?Jacobs, Pedros czy Nescafe? można spożywać wyłącznie w chwilach słabości, zasypiając za biurkiem, lub co gorsza za kierownicą. Gotowe mieszanki niewiadomego pochodzenia przyrządzone pod uniwersalny gust: lekko gorzkie, mało kwaśne, dość mocne. Idealne, by wlać mleko i posłodzić. Tym samym charakteryzują się kawy z sieciówek: Starbucks, Costa, BP czy McDonalds. Jeśli chcesz być kawowym snobem, najlepiej, jeśli będziesz zamawiał niewielkie porcje w palarni i sam mielił w drogim młynku. „Od biedy” zostają niszowe marki z wyraźnie zaznaczoną na opakowaniu datą palenia i pakowania kawy.

    3. Idź na cupping

    Próbowanie i testowanie różnych kaw oferują często palarnie lub wybrane kawiarnie. Można się tam dowiedzieć podstawowych informacji o kawie, a także o tym, że poza ?gorzka i mocna? kawa bywa czekoladowa, cytrusowa, karmelowa czy ziemista. Kwaśna, cierpka, słodka. Oleista lub rzadka. Do tego będziesz dziwnie siorbać, wąchać, wdychać i wypełniać formularze. Po tym doświadczeniu życie nie będzie już takie samo.

     

    Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0
    Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0

    4. Dowiedz się, co to fair trade

    Plantacja zbliżona do naturalnych warunków, w jakich rośnie kawa, nie niszcząca okolicznych lasów, do tego pracownicy godnie wynagradzani i chronieni przepisami przed wykorzystywaniem to cenne elementy zabawy w kawowego snoba. Jeśli już coś i tak jest naszym zbytkiem, niech będzie zbytkiem etycznym. Do tego dochodzą również kwestie pragmatyczne. Kawa pochodząca z jednej, ściśle określonej plantacji będzie różniła się od innej, oddalonej choćby o kilkadziesiąt kilometrów. Specjaliści, tak jak sommelierzy, są w stanie odróżnić napary przyrządzone z ziaren pochodzących z tego samego powiatu. Na początek możesz spróbować pobawić się w rozróżnianie kontynentów pochodzenia.

    IMG_20140417_085239

    5. Eksperymentuj z zaparzaniem

    Tani ekspres ciśnieniowy zabije twoją kawę. Spali, wyzuje z olejków eterycznych i zrobi z niej płyn jak ze stacji benzynowej. Kawiarka, drip, aeropress, tygielek do parzenia po turecku to dobre i ekonomiczne sposoby by cieszyć się wysokiej jakości naparem. Co więcej, ta sama kawa przygotowana w każdym z tych urządzeń będzie smakowała inaczej.

    Tak naprawdę nie ma co przesadzać. Dobra kawa to miły dodatek do codzienności. Odrobina wiedzy nikomu jeszcze nie zaszkodziła, podobnie jak pewna staranność w przyrządzaniu ulubionego napoju. Skoro coś może być dobre niewielkim nakładem energii, warto się postatać. Z każdym hobby wiąże się jednak ryzyko obsesji. 100% kawowy snob skazany jest na picie kawy w jednym miejscu w mieście, wydatki na sprzęt, ziarna, społeczną alienację i śmieszność.

    Jak wygląda kawowy snobizm w praktyce, przeczytaj tutaj.

    Zdjęcie okładkowe: Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0

    TWOJA MARKA W XOUTED?
    ZOBACZ, JAK TO ZROBIĆ!

  • Hipster vs Kolarz

    Hipster vs Kolarz

    W oczekiwaniu na – miejmy nadzieję – emocjonujące rozstrzygnięcia w tegorocznym Tourze („Czy Contador dziś zaatakuje, czy Schleck znów będzie marudził). Sponsorzy wyścigu dobrze wykorzystali okazję. I zrobili to na zupełnie różne sposoby.

    Reklamy, które po części robią karierę virali są już znane od kilkunastu dni. Skoda, oficjalny samochód Wielkiej Pętli od kilku sezonów raczy nas zabawnymi filmikami. Tym razem czeska marka poszła kawałek dalej. Nie dostarcza humoru a emocje. Krew, pot , łzy i cierpienie. Cierpią kolarze: wywracają się, przełamują ból walcząc o sekundy. Wraz z nimi cierpi sprzęt: rowery ulegające destrukcji oraz samochody. Całość ma dowieść, że Skoda jest niezawodna i dobrze znosi ekstrema.

    Intrygujące jest jedno. Każdy z elementów spotu: kolarz, rower i samochód traktowany jest równie przedmiotowo. Gdy zawodnika łapią kurcze, jest rzucony na maskę i poddany brutalnemu masażowi. Ma jechać, ma wygrać. (Ma sławić swego sponsora). Gdy rower, a w zasadzie jego część, nota bene warta często kilka tysięcy Euro, zawodzi jest wyrzucana i zastąpiona nową. Nie ma czasu na cokolwiek innego, liczy się wynik. Samochód? Kto przejmowałby się samochodem. Przyspieszenia, hamowania, krawężniki. Można tłuc po blachach, dopingując kolarzy, można obijać, używać jako stojak, wszystko w imię sukcesu. Ostatecznie liczy się wynik na mecie. Po drodze nic nie może zawieść.

    Na koniec do napisu Tour dodawany jest przedrostek. Mamy więc Tour pełen Tortur. Dla Samochodów. Dla rowerów. Dla ludzi. Co ciekawe, Czesi, przyzwyczajeni raczej do żartów niż skrajnych emocji w swojej wersji reklamy mają nie Tortury a Turbo. Ot, taka mała różnica.

    Edit (24.07): Dziś zauważyłem, że w polskiej wersji reklamy Skody na końcu znajduje się napis: MOC->EMOCJE. Żadnego nawiązania do Touru. Słabe.

    HTC, które jest sponsorem tytularnym jednej z najbardziej utytułowanych ekip (swoją drogą przejęli schedę po Deutsche Telekom) poszło w inną stronę. Choć mogli zaatakować widza pyskatym Markiem Cavendishem, wybrali przekaz pełen pozytywnej energii a przy okazji pokazali Warszawę jakiej nie znałem. Zawodowi kolarze pojawiają się mimochodem, przemykając dyskretnie obok sporej grupy wyluzowanych hipsterów. Budząca się do życia Warszawa ? symbol korporacji, agresji, nerwów i walki o kasę, w tak miłym towarzystwie jawi się jako całkiem sympatyczne miejsce do życia. Cóż, może hipsterzy i cykliści nie są jednak złem tego świata ;) A skoro sam producent telefonów stawia raczej na pozytywny komunikat niż silne emocje, nie ma się co dziwić, że odporny na upadki i uszczelniony smartfon dla ekstremalistów ma w swojej ofercie Motorola a nie HTC.

    Jedyny zarzut to, jak ktoś słusznie zwrócił uwagę, spore podobieństwo koncepcji spotu do klipu formacji Thirty Seconds To Mars ? ?Kings and Queens?.

    Zatem w konfrontacji zawodowca z Tour de France z hipsterem z Warszawy wygrywa… hipster z Warszawy. Kto by się spodziewał!