Tag: Gandawa – Wevelgem

  • Loverove 27.03.2017

    Loverove 27.03.2017

    Poweekendowy przegląd kolarskich newsów: wideo, newsy, komentarze… Działo się, oj działo!

    1. Dwa razy van Avermaet

    W piątek ograł Gilberta, w niedzielę zgubił Sagana. Greg Van Avermaet długo czekał na eksplozję formy na trasach brukowanych klasyków i w końcu się doczekał. Mistrz Olimpijski będzie miał w tym roku w maju 32 lata i choć często był stawiany w roli faworyta, często trafiał na rywali silniejszych od siebie.

    Tej wiosny jest wyjątkowo skuteczny. Wygrał Omloop Het Nieuwsblad, był drugi w Strade Bianche a w ostatni weekend w znakomitym stylu triumfował na trasie E3 Harelbeke i Gandawa-Wevelgem. Za tydzień podczas Ronde van Vlaanderen oczy wszystkich i fanów i konkurentów będą skierowane właśnie na niego.

    Na galerie z brukowanego weekendu czekamy. Gdy tylko się pojawią, to dobrze wiecie, że je Wam podlinkuję :)

    2. Bartek Wawak w top formie

    https://www.instagram.com/p/BSImrD0gqA5

    Otwarcie sezonu XCO w „europie środkowej”, czyli Kamptall Klassik dla Bartka Wawaka! Mistrz Polski reprezentujący Kross Racing Team znakomicie otwiera sezon, wygrywając wyścig kategorii 1 (czyli jednej z najwyższych, o kategoriach wyścigów mtb będzie wkrótce na blogu). W wyścigu elity mężczyzn wystartowało ponad 80 zawodników. Klubowy kolega Wawaka, Fabian Giger był ósmy, a pozostali Polacy zajęli odpowiednio: Marek Konwa 10, Adrian Brzózka 16, Jakub Zamroźniak 24 (i 5 w U23), Mariusz Kozak 30, Bartosz Janowski 34, Filip Helta 38, Wojtek Halejak 40, Marceli Bogusławski 41, Krzysztof Łukasik 42, Maciek Jeziorski 45, Bogdan Czarnota 49, Mikołaj Dziewa 59, Szymon Biel 62 i Łukasz Klimaszewski 63 miejsce. Bogactwo :)

    Wśród pań najszybsza z Polek była Aleksandra Podgórska (7. miejsce, wygrała Barbara Benko z Węgier), 9. była Paula Gorycka, 13. Katarzyna Solus – Miśkowicz, 16. Gabriela Wojtyła, 17. Rita Malinkiewicz, 18. Michalina Ziółkowska, 19. Iwona Kurczab, 23. Małgorzata Mazurek, 24. Patrycja Piotrowska i 25. Marlena Droździok.

    Najlepszy z polskich juniorów to zwycięzca swojej kategorii Mateusz Nieboras a wśród juniorek Patrycja Świerczyńska była szósta. Ufff… :)

    3. Cape Epic 2017, czyli osiem dni w osiem minut

    Nino Schurter i Matthias Stirnemann z wyraźną przewagą (ponad 8′) wygrali z Christophem Sauserem i Jaroslavem Kulhavym najważniejszą etapówkę mtb w sezonie i równocześnie ważny element przygotowań do pucharu świata XCO. Wśród mastersów zwyciężyli „emeryci z szosy”, czyli Cadel Evans i George Hincapie a wśród pań Esther Suss i Jennie Stenerhag. W etapówkach, zwłaszcza tych rozgrywanych w egzotycznych lokalizacjach, na równi z rywalizacją sportową liczy się też sceneria. Zatem warto rzucić okiem na wideo podsumowujące całą imprezę. Jest spektakularne!

    4. Żale Sagana

    Mistrz Świata zaczyna mieć dość sytuacji, w której rywale nie chcą z nim współpracować. O ile po Mediolan-Sanremo tylko wspomniał, że Michał Kwiatkowski jest mu winny kilka piw, o tyle po Gandawa-Wevelgem nie owijał w bawełnę i wprost skrytykował Nikiego Terpstrę i pozostałych kolarzy Quick Stepu za brak kooperacji. Owszem, Greg Van Avermaet jest w genialnej dyspozycji, ale fakt, że wszyscy patrzą się na to, co zrobi Słowak nieco ułatwia mu zadanie. Tak czy inaczej, sukcesy Van Avermaeta trochę odwracają uwagę od postaci Sagana, zatem w najbliższą niedzielę, na trasie Ronde Van Vlaanderen szanse powinny się nieco wyrównać.

    5. Indolencja Teamu Sky

    Kolejny raz ekipa Movistar i Alberto Contador zgubili Chrisa Froome’a i Team Sky. Rok temu na Vuelta a Espana, Brytyjczyk przegapiając wczesny atak rywali przegrał cały wyścig z Nairo Quintaną. Tym razem na trasie Volta a Catalunya była jeszcze gorzej. Na sobotnim, górskim etapie Froome i Geraint Thomas, który miał być liderem Sky na tej imprezie przespali sprawę na zjazdach z pierwszej premii i zostali z tyłu za ponad pięćdziesięcioosobową czołówką, do mety docierając 26 minut za zwycięzcą, Darylem Impeyem.

    https://twitter.com/Movistar_Team/status/846004786709311488

    Cały wyścig pewnie wygrał Alejandro Valverde, Rafał Majka, jeszcze bez błysku, ale dość równo i pewnie (a przede wszystkim bez takiej wpadki jak Froome) ukończył zmagania na 11. miejscu.

    https://twitter.com/TeamSky/status/845708581248929792

    Filozfia marginal gains, zaświadczenia o wykluczeniu terapeutycznym na stosowanie leków na astmę i najnowszy sprzęt nie pomogą, gdy ekipa regularnie gubi się w kluczowych momentach.

    6. Solidne ściganie w Gandawa-Wevelgem kobiet

    Lotta Lepistö po finiszu z dużej grupy wygrała Gandawa-Wevelgem pań. Zawodniczki miały do pokonania 145km z elementami brukowanych dróg. Po drodze wspinały się m.in. na Kemmelberg, dzięki czemu było sporo ścigania i ataków. Mimo to, żadnej nie udało się osiągnąć przewagi, jak w wyścigu mężczyzn. Lepistö wygrała dosłownie o „błysk szprychy” a skrót rywalizacji możecie zobaczyć poniżej:

    A zwyciężczynię możecie bliżej poznać dzięki śledzeniu jej profilu na twitterze:

  • Ściganie na cmentarzu

    Ściganie na cmentarzu

    Gandawa – Wevelgem upamiętnia poległych ?Na Polach Flandrii?. Paryż-Roubaix nazwany został ?Piekłem Północy? nie ze względu na trudności czekające na kolarzy a na zniszczony po I Wojnie Światowej krajobraz, który przemierzał peleton. Wiosenne klasyki mają w sobie nie tylko sportowy, ale też bardziej doniosły, historyczny kontekst.

    W 2015r, sto lat po tym, gdy kanadyjski żołnierz, lekarz i poeta, John McCrae opublikował swój ikoniczny wiersz ?In Flanders Fields?, do nazwy wyścigu Gandawa – Wevelgem dodano tytuł tego właśnie utworu. Zawody stają się więc nie tylko memoriałem ku czci ofiar, są też jedyną, o której wiem, imprezą sportową, która w nazwie ma nie markę sponsora a tytuł poezji.

    In Flanders Fields (1921) page 1.png
    By John McCrae and Ernest Clegg – JP2 zip data at fieldsinflanders00mccrrich archive.org, Domena publiczna, Link

    Choć na przełomie marca i kwietnia maki jeszcze nie kwitną na polach Flandrii, szosy, brukowane a także polne dukty, na których rywalizują kolarze, przecinają teren, będący jednym z największych cmentarzy w Europie.

    Front zachodni w czasie I Wojny Światowej ze swoimi, ciągnącymi się przez te właśnie pola, wielokilometrowymi liniami okopów to jeden z modelowych przykładów pokazujących absurdy i bezsens konfliktów zbrojnych (w samych bitwach pod Ypres zginęło ponad milion ludzi).

    Kolejni młodzi ludzie byli rzucani do ataków równych niemal pewnej śmierci, to właśnie tam po raz pierwszy w historii użyto gazów bojowych a po wszystkim jedyne, co zostało, to ?Ziemia jałowa?.

    Paryż – Roubaix w 1919r zwycięzca, Henri Pelisier, określił mianem nie wyścigu a pielgrzymki a gdy przemierzający trasą klasyku dziennikarze zobaczyli obraz zniszczeń, jakie zostawiła po sobie wojna, nie byli w stanie użyć innego określenia niż właśnie ?piekło?.

    Kemmelberg, jeden z kluczowych podjazdów wyścigu Gandawa-Wevelgem był miejscem szczególnie ciężkich walk, zwłaszcza pod koniec wojny. U stóp wzgórza znajduje się cmentarz, na którym spoczywa 5000 francuskich żołnierzy.

    Wzniesienie jest pokonywane kilkukrotnie a między dwiema ostatnimi próbami dodatkowo do trasy włączono odcinki polnych dróg, przy których zimą 1914r doszło do niecodziennych wydarzeń ?rozejmu bożonarodzeniowego?, w czasie którego Brytyjczycy i Niemcy wyszli z okopów by wspólnie świętować na ziemi niczyjej.


    Faktem jest, że w kulturze anglosaskiej czy frankofońskiej I Wojna Światowa i jej ofiary mają zupełnie inne miejsce niż w naszej. Gdy na liniach między okopami we Flandrii i północnej Francji ginęły setki tysięcy żołnierzy, my walczyliśmy o swoją niepodległość, stąd też i na całkowicie inne aspekty konfliktu zwracamy uwagę czy to w kulturze, czy na lekcjach historii.

    Tak czy inaczej, kultywowanie pamięci przy pomocy zawodów sportowych ma długą tradycję i tam i tu.

    Także my mamy całkiem sporo różnego rodzaju ?memoriałów?. Dla kolarzy pierwszym skojarzeniem może być wyścig Szlakiem Walk Majora Hubala, ale warto też wspomnieć o szczególnym charakterze etapu Giro d?Italia 2014 z metą na Montecassino. I tam i we Flandrii czerwone maki wiążą się ze szczególną symboliką.

  • Poniedziałkowy skrót #37 – siła cierpliwości

    Poniedziałkowy skrót #37 – siła cierpliwości

    Niezwykle intensywny w kolarskie wydarzenia weekend za nami. Zwycięzcami są zawodnicy, których charakteryzuje spokój i cierpliwość. W tak wytrzymałościowym sporcie to zdecydowanie jeden z kluczy do sukcesu.

    Odrodzony Porte

    Dwa lata temu Richie Porte, pochodzący z Tasmanii kolarz ekipy Sky był typowany do roli jednego z liderów swojej drużyny. Pojawiały się nawet głosy, że Chris Froome, który kilka chwil wcześniej obalił panowanie Bradleya Wigginsa, wkrótce sam stanie się celem kolejnego uzurpatora. Tymczasem Porte po świetnym sezonie 2013 i znakomicie przejechanym Tour de France zaliczył ewidentnie słabszy czas. Trapiony chorobami nie ukończył kolejno: Tirreno-Adriatico, Volta a Catalunya, Liege-Bastogne-Liege i Tour de Romandie a w Criterium du Dauphine był zaledwie 22. Musiało minąć ponad pół roku, by jego kariera wróciła na właściwe tory. Uporał się z problemami zdrowotnymi, zmodyfikował nieco przygotowania (jako były triathlonista zimą sporo pływał), co zaowocowało zwycięstwem w tegorocznym Paryż-Nicea a zaledwie trzy tygodnie później w Volta a Catalunya. Choć w Katalonii błyszczeli inni: trzy etapy wygrał Valverde, gwiazdką stał się Maciej Paterski a oczy fanów zwrócone były bardziej w stronę Alberto Contadora, to Porte był zawsze tam, gdzie trzeba, jechał równo, zawsze z najlepszymi, co dało mu kolejną, prestiżową wygraną w tym sezonie. Dzięki temu Tasmańczyk może ze sporą pewnością siebie patrzeć w stronę Giro d?Italia, gdzie będzie numerem jeden w drużynie Sky.

    Niestrudzony Paolini

    Luca Paolini ma 38 lat, na koncie niewiele zwycięstw, kilka cennych wyników w monumentach oraz udział w kilku spektakularnych wygranych swoich kolegów. W niedzielnym klasyku Gandawa-Wevelgem, który stał pod znakiem ciężkich warunków atmosferycznych i niezwykle silnego wiatru, Paolini jechał tak, jak przystało na weterana. Potrafił przetrzymać chwile słabości czy też nieuwagi, złapać koło tego, kogo trzeba i zaatakować w odpowiednim momencie. 6km przed metą rywale nie zdecydowali od razu ruszyć w pogoń, kilkanaście metrów różnicy wystarczyło, by zyskać stabilną przewagę. Paolini, który w ostatnich latach znany był głównie z roli ?super-pomocnika? oraz imponującej brody pokazał, że jest rewelacyjnym kolarzem: bardzo mocnym, walecznym i niezmiernie wytrwałym. Prawdopodobnie w peletonie Gandawa-Wevelgem byli w tym roku zawodnicy silniejsi, szybsi a może nawet lepiej przygotowani od Włocha z teamu Katiusza, jednak to on jako pierwszy minął linię mety.

    Pewną ciekawostką jest fakt, że wyścig o którego przebiegu w dużej mierze zadecydowała pogoda, ukończyło zaledwie 39 kolarzy.

    Solidny Peraud

    Kolejnym trzydziestoośmiolatkiem, który w ten weekend stanął na najwyższym stopniu podium jest Jean-Christophe Peraud. Były kolarz górski (jest srebrnym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Pekinie) dość późno na stałe związał się z kolarstwem szosowym. Uznawany jest za solidnego czasowca i bardzo dobrego ?górala?. W zawodowym peletonie na najwyższym poziomie regularnie ściga się jednak od zaledwie pięciu lat i w tym czasie uzyskał wiele cennych rezultatów, z których najważniejszym jest ubiegłoroczne, drugie miejsce w Tour de France. Criterium International to ?Tour w miniaturze?. W dwa dni rozgrywane są trzy etapy: sprinterski, czasówka i górski. W 2010r zawody zostały przeniesione z Ardenów na Korsykę, w ostatnich sezonach notuje się spadek zainteresowania tą imprezą, choć ciągle pozostaje jednym ze sprawdzianów dla kolarzy przygotowujących się do ?Wielkiej Pętli?. Tym razem głównymi bohaterami byli francuscy pretendenci do żółtej koszulki: Peraud i Thibaut Pinot. Co ciekawe, siedmiokiloetrową czasówkę lepiej pojechał właśnie Pinot, uznawany raczej za ?górala?. Peraud nie było nawet w pierwszej dziesiątce, ale ostatni odcinek wyścigu z metą na podjeździe Col de l’Ospédale padł łupem jednego z najstarszych kolarzy w peletonie a nie młodej gwiazdy francuskiego kolarstwa. W ten sposób Peraud zaliczył drugie z rzędu zwycięstwo w Criterium International i jego funkcja współlidera zespołu Ag2r (wraz z młodym Romainem Bardetem) pozostaje niepodważalna.

    https://www.youtube.com/watch?v=6g-oQROalmo

    Czas Thomasa

    Zespół Sky sukcesywnie buduje swoją siłę w brukowanych klasykach. Najwięcej zamieszania będzie wokół nich zapewne  podczas Paryż-Roubaix, który to wyścig za cel obrał sobie Bradley Wiggins. Tymczasem, nieco za plecami ?Sir Wiggo?, w cieniu rywalizacji Toma Boonena z Fabianem Cancellarą i z dala od spekulacji wokół ciągle niespełnionych nadziei Petera Sagana, Grega Van Avermaeta i Sepa Vanmarcke urósł wybitny specjalista jazdy po kocich łbach. Walijczyk Geraint Thomas, zdobył już stosowne doświadczenie: jako trzydziestolatek swoje kilometry ma już wyjeżdżone. Tak jak wielu innych Brytyjczyków, swoją przygodę z zawodowym kolarstwem zaczynał na torze. W 2007r był, wraz z Bradleyem Wigginsem byłczęścią drużyny, która zdobyła mistrzostwo świata w wyścigu na dochodzenie, co powtórzył jeszcze dwa razy. Jest również dwukrotnym mistrzem olimpijskim w tej specjalności. Choć wywodzi się z toru, potrafi również całkiem nieźle jeździć w górach, ale chyba najlepiej spisuje się na bruku. Siódme miejsce w Paryż-Roubaix i ósme w Ronde Van Vlaanderen rok temu to wystarczający argument, by zaliczyć go do ścisłej czołówki specjalistów klasyków północy. Tę wiosnę ma póki co rewelacyjną a miniony weekend był jednym z najlepszych w jego całej karierze szosowca. W piątek w świetnym stylu wygrał prestiżowy klasyk E3 Harelbeke, atakując w końcówce z niewielkiej grupki. W niedzielę również w decydujących momentach jechał w szpicy wyścigu Gandawa-Wevelgem, ale nie pogonił za Lucą Paolinim, przez co musiał zadowolić się ?tylko? trzecim miejscem. W ten sposób dopisał do swojego portfolio dwa piękne rezultaty. Jak więc widać, nawet w tak naszpikowanej gwiazdami drużynie jak Team Sky, można cierpliwie rozwiać się i doczekać się swojej szansy.

    Zdjęcie okładkowe: Luca Paolini na trasie Gandawa-Wevelgem. fot. Ciclismo Italia, flickr CC BY 2.0

  • Nie przegap w ten weekend: dla każdego coś miłego!

    Bruk, góry, mtb, co wybierasz? Sezon kolarski rozkręca się na całego, dochodzimy do momentu, w którym trzeba wybierać najciekawsze wydarzenia i na nich skupiać uwagę.

    1. Criterium International

    Dwa dni, trzy etapy: płaski, górzysty i jazda na czas. Tour w miniaturze. Organizatorem jest ASO, właściciel Tour de France, który pewne prawa sprzedaje w większych pakietach. W związku z tym, że ubiegłoroczna Wielka Pętla rozpoczynała się na Korsyce, to właśnie tam przeniesiono wiosenny test dla kolarzy etapowych. Criterium International przez ostatnie lata rozgrywano we francuskich Ardenach, wcześniej wyścig gościł m.in w Pirenejach, Prowansji czy Île-de-France. W tym roku do startu nie zaproszono ekipy Sky. To dziwne, ponieważ kolarze brytyjskiego zespołu wygrali ubiegłoroczne Criterium International (Chris Froome) a od kilkunastu miesięcy mieli świetną passę w niemal wszystkich etapówkach organizowanych przez ASO. Najwyraźniej obu stronom przestało być po drodze, najważniejsi liderzy Sky ominęli Paryż-Nicea i nie wiadomo jak współpraca będzie układała się dalej. Na Korsyce zabraknie również Vincezno Nibalego, Włoch nie jest do końca zadowolony z prezentowanej przez siebie dyspozycji. W akcji zobaczymy za to Rafała Majkę, który ze względu na kontuzję odpuścił start w Katalonii, gdzie obecnie rywalizują najlepsi górale świata. Po cichu liczę, że Criterium International będzie szansą na zdobycie pewności siebie przez nieco zapomnianych braci Schleck. Nienajmocniejsza obsada powoduje, że kolarze tej klasy, jeśli myślą o przywróceniu swoich karier na właściwe tory, powinni wykorzystać okazję do ataku. Na sobotnie przedpołudnie zaplanowano krótki etap sprinterski, po południu do walki staną czasowcy i faworyci klasyfikacji generalnej. W niedzielę ci drudzy oraz górale będą rywalizować o zwycięstwo w całym wyścigu: przygotowano sześć podjazdów w tym jeden do mety.

    Criterium Internation 2014, fot. ASO
    Criterium Internation 2014, fot. ASO

    2. Gandawa – Wevelgem

    ?Flandria dla sprinterów?, pół-klasyk, który przez wiele lat rozgrywany był we środę między Ronde Van Vlaanderen i Paryż – Roubaix. Teraz z Gandawy do Wevelgem kolarze jeżdżą tydzień przed ?Flandrią?. W ten sposób impreza, której główną trudnością jest pokonywany kilkukrotnie podjazd Kemmelberg zyskuje na prestiżu. Po rekord czterech zwycięstw (poprawienie dorobku Mario Cipolliniego, Eddyego Merckxa, Rika Van Looya i Roberta Eenaeme, którzy mają po trzy) spróbuje sięgnąć Tom Boonen. Tytułu z zeszłego roku broni Peter Sagan a kilku innych kolarzy jest również w świetnej formie. Wiele zależy jednak od pogody: deszcz czy wiatr lubią krzyżować szyki faworytów podczas klasyków na północy Europy. Tak czy inaczej czeka nas przedsmak emocji związanych ze zbliżającymi się brukowanymi Monumentami.

     

    3. Cape Epic

    Już po pierwszej części wyścigu różnice w czołówce są spore a dotychczasowe rozstrzygnięcia zaskakują. Stawce pewnie przewodzi zespół Topeak Ergon: Kristian Hynek, Robert Mennen, dystansując największe gwiazdy: drużyny, które mają w składzie Christopha Sausera (druga lokata w parze z Frantiskiem Rabonem), Roela Paulissena (czwarte miejsce w parze z Ricardo Chiarinim), Nino Schurtera, Lucasa Flukingera czy Stefana Sahma. Jeden z faworytów, Karl Platt już nie jedzie – uszkodził kolano i musiał wycofać się z wyścigu i będzie to jego pierwszy nieukończony Cape Epic. Wspomniany Sauser, jeśli myśli o piątym zwycięstwie w RPA musi do niedzieli odrobić aż 11 minut!  Dobrze radzą sobie Marcin Piecuch z Dariuszem Mirosławem, utrzymując się w top30.

    4. Katalonia

    Brak jazdy na czas faworyzuje ?Purito Rodrigueza?. Ten dynamiczny zawodnik powinien dowieźć prowadzenie do końca wyścigu. Tym bardziej, że katalońska ?Volta? finiszuje w jego rodzinnym mieście, Barcelonie, rundami prowadzącymi przez podjazd Montjuic. Niby nic, ale wzniesienie zostanie pokonane ośmiokrotnie. Rozwiązanie zdecydowanie dla fanów Tour de Pologne ;).

    Nadchodzący weekend to jeden z ostatnich, podczas których w miarę beztrosko będziemy mogli śledzić kolarskie wydarzenia. Już wkrótce z biernego uczestnictwa w zawodach wielu z nas przejdzie do czynów i na kibicowanie zwyczajnie nie będzie czasu :) Zatem chwila przed ekranem z pewnością nikomu nie zaszkodzi. Jeśli jednak chcesz już teraz spróbować swoich sił w jakimś wyścigu, zobacz "kalendarzowy updejt" w mtb-xc.

  • Blast from the past: wiosna Cipolliniego

    Blast from the past: wiosna Cipolliniego

    To było czternaście lat temu. Mario Cipollini, supersprinter i jedna z największych gwiazd w historii kolarstwa przeżywał apogeum swojej kariery.

    Nigdy nie ukrywałem, że ?Super Mario? był jednym z moich ulubionych zawodników. Ekscentryk, celebryta, showman a przy tym piekielnie skuteczny sportowiec. Wiosna 2002 należała do niego pod wieloma względami. Nie tylko odniósł kilka spektakularnych sukcesów, to jeszcze zrobił to w wielkim stylu. Co więcej, drużyna, której barwy reprezentował – Acqua e Sapone – stworzyła niepowtarzalną identyfikację wizualną podkreślającą unikatowy styl Cipolliniego. Formujący się w końcówkach etapów pociąg pilotujący Włocha do kolejnych zwycięstw odziany był w stroje w paski zebry, co było pomysłem samego Mario. Nikt jak on nie potrafił poruszać wyobraźni i kreować gustów fanów. Muszę też wspomnieć, że tamtej wiosny Super Mario miał już 35 lat. Choć Chris Horner ustanowił w 2013r nowe standardy, druga młodość Cipolliniego była wydarzeniem wyjątkowym.

    Na przełomie XX i XXI wieku Mediolan Sanremo, był wyścigiem scricte dla sprinterów. Cipressa i Poggio nie były w stanie dokonać wystarczającej selekcji. Erik Zabel dominował w ?wiosennych mistrzostwach świata?, pozostawiając Włochów z poczuciem co najmniej niedosytu. Rok wcześniej Cipollini przegrał właśnie z Zabelem, jednak w 2002 roku perfekcyjnie zorganizowany, pasiasty pociąg przeprowadził go przez finałowe podjazdy a na Via Roma Giovanii Lombardi i Giudo Trenti nadali tak mocne tempo, że Mario poradził sobie z rywalami.

    Finisz Mediolan Sanremo 2002

    W tamtych czasach Gandawa – Wevelgem, brukowany ?semi klasyk? był rozgrywany w tygodniu między Dookoła Flandrii a Paryż – Roubaix. Cipollini wygrywał tam dwukrotnie, kolejną dekadę wstecz, na początku lat dziewięćdziesiątych. W 2002r dokonał niezwykłego wyczynu. Już sam fakt utrzymania formy od Mediolan Sanremo jest godny uznania. Dla kolarza nielubiącego podjazdów i ogólnie trudnych warunków, flandryjskie bruki nie są najlepszą scenerią do zwycięstw. Gandawa – Wevelgem uchodzi jednak za wyścig, w którym specjaliści sprintów są w stanie sobie poradzić. Najtrudniejszym wzniesieniem jest Kemmelberg, który ustępuje innym flamandzkim legendom.

    Pogoń i finisz Cipolliniego na Gandawa Wevelgem 2002

    Cipollini nie tylko poradził sobie z Kemmelbergiem, ale też pojechał va banque. W decydującym momencie, gdy na końcowych kilometrach czołówka podzieliła się na dwie części, samotnie przeskoczył z pogoni do ucieczki. W tamtym momencie był sportowcem z innej planety, nawet, jeżeli stosował podobne środki co jego rywale w ?erze EPO?.

    Praca zespołowa Włochów w Zolder

    Ponieważ Mario był postacią wybitnie kontrowersyjną, organizatorzy Tour de France często rewanżowali się odmawiając prawa startu w ?Wielkiej Pętli. W 2002r Cipollini błyszczał podczas Giro d?Italia, jednak do Francji nie pojechał. Rozważał nawet zakończenie kariery, ale Franco Ballerini, nieżyjący już selekcjoner reprezentacji Włoch namówił go do startu w mistrzostwach świata. Jesienią, w holenderskim Zolder ?Squadra Azzurra? podporządkowana była Cipolliniemu, który zdobył tęczową koszulkę. Jak to często bywa po tak genialnym sezonie nastąpił regres. Wielkie sukcesy kosztują, Mario stał się więc kolejną ofiarą ?klątwy tęczowej koszulki?. W Sanremo 2003 finiszował jako pierwszy z peletonu, ale przed nim dojechała ucieczka z Paolo Bettinim na czele.

    Sfrustrowany Super Mario rzuca bidonem

    W Gandawa – Wevelgem pogubił się, ale nie byłby sobą, gdyby pozwolił o sobie zapomnieć. Zrezygnowany i sfrustrowany, nie mogąc powtórzyć niezwykłej akcji sprzed roku wyładował agresję na motocykliście, rzucając w niego bidonem. Ponieważ Super Mario nawet, gdy przegrywał, był super, bidon idealnie trafił w cel.

    Tamte lata to była inna epoka kolarstwa. Mimo to, fenomenalna wiosna Cipolliniego, nawet jak na ?erę EPO? była wyjątkowa. Trzecie zwycięstwo w Gandawa – Wevelgem wywindowało go do grona rekordzistów tego wyścigu. Z obecnie aktywnych kolarzy jedynie Tom Boonen ma szansę poprawić to osiągnięcie.