Tag: Film

  • Tour de Pharmacy, czyli Tour de Koks

    Tour de Pharmacy, czyli Tour de Koks

    Jeśli komedia zaczyna się od ujęcia penisa a później części intymne pojawiają się w niej jeszcze kilka razy, to musi być śmiesznie. No po prostu musi, nawet jeśli to film o kolarstwie. Obejrzałem dla Was quasi dokument „Tour de Pharmacy” abyście Wy nie musieli ;-)

    Nie ma polskiego odpowiednika słowa „mockument”, czyli materiału stylizowanego na dokument, tak naprawdę będący jego farsą. Choć biorąc pod uwagę różnego rodzaju kontrowersje wokół „polskiej szkoły reportażu”, całkiem sporo cenionej przez krytykę literatury faktu jest właśnie „mockumentem”. Podobnie jak książki Lance’a Armstronga z przełomu wieków: „Mój Powrót do życia” i „Liczy się każda sekunda”, które po raporcie USADA i publicznej spowiedzi wielu księgarzy przekładało na półki z beletrystyką.

    „Tour de Pharmacy”, który po polsku dostępny jest legalnie w HBO Go pod tytułem „Tour de doping” to właśnie mockument. Bierze on wszystkie, najbrudniejsze fakty, doniesienia i pogłoski z historii kolarstwa, przerysowuje kilkukrotnie i podlewa sosem grubiańskiego humoru.

    Materiał opisuje alternatywną rzeczywistość, w której w 1982r kolarze mogą ścigać się na trasie Tour de France bez kontroli antydopingowych.

    To prztyczek w nos wszystkim tym, którzy są zwolennikami legalizacji dopingu. W „Tour de Pharmacy” mogą oni w krzywym zwierciadle zobaczyć, czym kończy się koksowanie bez ograniczeń.

    A gdy już minie rechot nad kolarzem z fujarą na wierzchu upadającym w przepaść może przyjdzie też refleksja, że pozbawieni ograniczeń sportowcy realnie umierali, gdy ich organizmy nie wytrzymywały tak brutalnego traktowania.

    Nota bene ofiarą brania bez umiaru jest, ucharakteryzowany nie do poznania (m.in. z żółtą brodą a’la Pantani) Orlando Bloom, który występuje w Tour de Pharmacy obok plejady innych gwiazd kina, sportu i popkultury: Jeffa Goldbluma, Kevina Bacona, Mike’a Tysona czy J.J.Abramsa. Oraz autoironicznego Lance’a Armstronga i wielu, wielu innych.

    W filmie mamy odniesienia do niemal wszystkich afer dopingowych w historii kolarstwa, od najprostszych stymulantów po ukryte w rowerach silniczki. Dostaje się też skorumpowanym władzom UCI, niezbyt lotnym dziennikarzom oraz komercjalizacji sportu. Wiele jest też, nie do końca zrozumiałych dla nie-amerykanina dodatkowych odniesień, które z pewnością podnoszą satyryczną wartość „Tour de Pharmacy”.

    Mając to na uwadze, fan kolarstwa może się nieźle bawić, mniej więcej na równi z entuzjastą łopatologicznych komedii spod znaku „American Pie”.

    Największym beneficjentem produkcji jest jednak Lance Armstrong, którego występ to kolejny krok ocieplania i odbudowywania jego wizerunku. Trzeba przyznać, że „Boss” dostał od HBO świetną rolę i odegrał ją znakomicie, dzięki czemu nieco łatwiej będzie mu wybaczyć winy z przeszłości.

    Tour de Pharmacy (pol. Tour de Doping)
    Produkcja: HBO 2017

    Reżyseria: Jake Szymanski
    Długość: 41′

  • Fair Play – o dopingu i bezpiece

    Fair Play – o dopingu i bezpiece

    Historia zawodniczki, która staje przed wyborem: brać doping, jechać na Igrzyska Olimpijskie i odmienić swoją przyszłość, czy żyć zgodnie z zasadami by w konsekwencji skończyć marnie. Kolejna odsłona opowieści o niedozwolonym wspomaganiu, tym razem w czeskim filmie ?Fair Play?.

    Czeska kinematografia znana jest z tego, że nawet, gdy nie wypuszcza na rynek kolejnego arcydzieła, średni poziom tamtejszych filmów jest wysoki. Podobno ma to związek z niskim współczynnikiem Giniego, dzięki czemu ludziom żyje się w miarę dostatnio co pozytywnie wpływa na rozwój kultury, w tym popularnej.

    ?Fair Play? to kolejna wersja tej samej historii. Ponieważ od lat śledzę temat dopingu w sporcie, czytałem i oglądałem dziesiątki filmów, książek, wywiadów i dokumentów, pokazany w tym konkretnym obrazie mechanizm nie jest w żaden sposób zaskakujący. Zawsze chodzi o to samo: wybór ciemnej lub jasnej strony mocy. Tym razem, poza samym wyborem ważny jest również jego kontekst.

    Poznajemy młodą, utalentowaną lekkoatletkę specjalizującą się w biegu na 200m, Annę, w kluczowym momencie jej kariery, niedługo przed Igrzyskami Olimpijskimi w Los Angeles (1984r). Aby móc konkurować z reprezentacjami innych krajów ?bloku wschodniego?, zwłaszcza ?sowietami? i ?enerdowcami?, przedstawiciele czechosłowackiego aparatu partyjnego postanawiają rozpocząć program wspomagania kadrowiczek stanozololem. To ten sam środek, na którym ?wpadł? niesławny Ben Johnson, a który występuje pod nazwą ?Winstrol? oraz, z czym mamy do czynienia w tym wypadku, ?Stromba?.

    Choć wszystko odbywa się pod nadzorem lekarzy a nasza bohaterka notuje kolejne przyrosty formy, ciężko trenując doznaje zapaści i trafia do szpitala. W obawie o własne zdrowie, ale też mają wątpliwości co do etycznych aspektów całego procederu zaczyna się wahać.

    To co do zasady ta sama historia, którą oglądaliśmy w ?Małej Królowej?, czyli fabularyzowanej opowieści o Genevieve Jeanson, znamy z książki Tylera Hamiltona oraz z wywiadów i zeznań wielu sportowców odnoszących sukcesy w latach 1990-2005.

    Tyle tylko, że w przypadku ?Fair Play? dodatkowym czynnikiem są realia ?demokracji ludowej?, gdzie poza aspektem materialnym i emocjonalnym sportowego sukcesu mamy do czynienia z polityką.

    Za systemem dopingowym w Czechosłowacji, tak jak w każdym, innym kraju zza ?żelaznej kurtyny? nie stoją prywatne firmy, lecz państwo. Państwo, dysponujące własnym aparatem represji, nie stroniące od szantażu, podsłuchu, lubujące się w aresztowaniach, zastraszaniu i oparte o siatkę donosicieli.

    Przez to presja, pod którą postawiona jest główna bohaterka jest większa a wybór, przed którym staje jeszcze trudniejszy.

    Poza historią dopingu, w ?Fair Play? dostajemy wiele smaczków związanych z życiem wyczynowego sportowca w latach ?80. Specyficzna ?stylówka?, której nie powstydziliby się współcześni hipsterzy, nowatorskie wówczas metody treningowe oraz diagnostyczne w połączeniu z realiami krajów ?socjalistycznych? tworzą razem niepowtarzalny klimat.

    Film jest ładnie sfotografowany, kolorystyką nawiązuje do ?wypłowiałych? materiałów światłoczułych ORWO (których nota bene reklama pojawia się w scenie decydujących o kwalifikacji na IO zawodów). Mimo rozgrywających się na ekranie kolejnych dramatów, historia toczy się z zachowaniem pewnej dozy stoicyzmu. Dzięki temu jest to póki co najlepszy obraz o dopingu w sporcie z tych, które do tej pory widziałem, ponieważ broni się jako niezłe kino samo w sobie.

    ?Fair Play?
    Czechy 2014
    Reżyseria: Andrea Sedláčková
    Czas: 100 minut

    Film miał swoją premierę w 2014r, do polskich kin wszedł pod koniec października 2016

  • The Program – Strategia Mistrza

    The Program – Strategia Mistrza

    Historia, którą wszyscy znamy, wiemy jak się kończy i przerabialiśmy setki razy. Teraz na ekranach kin w obrazie, który niewiele wnosi. ?Strategia Mistrza? to stracona szansa, ale czy także strata czasu?

    Lata 1999-2010 to w kolarstwie ?Era Armstronga?. Amerykański kolarz, były mistrz świata, którego kariera została nagle przerwana wykryciem nowotworu i chemioterapią powrócił na szosę by dominować w tym sporcie przez kolejną dekadę. Nawet wtedy, gdy na chwilę zawiesił rower na haku, jego cień ciążył nad zawodowym peletonem, a porzucenie emerytury i ponowny start w Tour de France stały się jedną z przyczyn upadku zawodnika zwanego ?Bossem?.

    Lance Armstrong to ikona popkultury. Heros, inspirujący miliony ludzi na świecie, który nawet po przyznaniu się do winy: przyjmowania niedozwolonych środków i zorganizowania niezmiernie skutecznego systemu unikania odpowiedzialności nie stracił licznych fanów.

    To postać tak głośna, że choć kolarstwo nie należy do najchętniej śledzonych dyscyplin sportu, najważniejsze elementy historii Armstronga obiły się o uszy niemal wszystkim.

    W tym miejscu pojawia się największa słabość filmu ?Strategia Mistrza?. Stuminutowy obraz skupia się niemal wyłącznie na wymienianiu kolejnych faktów i powielaniu najbardziej popularnych obrazów. Grający główną rolę Ben Foster do perfekcji opanował mimikę i sposób wypowiedzi Armstronga, wiele kadrów wiernie kopiuje sceny przetwarzane przez media dziesiątki razy. Z kolei Dustin Hoffman pojawiający się na drugim planie jako Bob Hamman z SCA Promotions (firmy, która wypłacała kolarzowi premie za kolejne zwycięstwa w Tour de France) wnosi pewien powiew świeżości. W tle brzmi niezła muzyka (Radiohead, Primal Scream, Leonard Cohen), ale także to nie ratuje całości.

    Dla fanów kolarstwa ?The Program? czy też po polsku ?Strategia Mistrza? nie będzie żadną rewelacją. Film to głównie ?gadające głowy? w stylu średniej klasy seriali. Przygotowanych przez markę Condor replik rowerów z epoki niemal nie widać a ?kultowe? sweterki Michele Ferrariego i jego zabawny akcent odwracają uwagę od istoty problemu, jakim było powszechne, niedozwolone wspomaganie w sporcie lat dziewięćdziesiątych.

    Z kolei nierowerowi widzowie (zaprosiliśmy na seans ?grupę kontrolną? ;) ) będą zmęczeni tempem, chaosem, brakiem pointy i widocznymi brakami w budżecie (poziom realizacji przypomina bardziej filmy telewizyjnego Hallmarku niż hollywoodzkiej superprodukcji).

    Jeśli szukacie obrazu, który pogłębia historię Lance?a Armstronga, sięgnijcie po dokument ?The Armstrong Lie?. Zawiera w sobie nie tylko sporą porcję refleksji a dla wielu widzów dostarczy nowych informacji, jest także po prostu lepszym filmem jako takim. Z kolei ?Mała Królowa?, fabularyzowana opowieść o Genevieve Jeanson, choć ma bardziej kameralny charakter niż ?Strategia Mistrza? o wiele lepiej prezentuje skomplikowane aspekty dopingu: fizjologiczne, prawne i przede wszystkim osobiste.

    Dla odmiany ?The Program? to nic innego jak próba tak zwanego odcinania kuponów od głośnego skandalu i właściwie nic ponad to. Szkoda.

  • Przesuwanie granic

    Przesuwanie granic

    Relaksujący, wyluzowany i miły dla oka. Taki jest nowy ?Path Finder?, film przedstawiający podróżujących po mniej popularnych ścieżkach Europy Środkowej Mariusza Bryji i Tomasza Dębca. Z drugiej strony pokazuje pewną tendencję, typową dla większości z nas: poszukiwania coraz większych wyzwań.

    Nadal nie mam pojęcia, czym jest enduro. Gdy w kilku zdaniach podzieliłem się wrażeniami z ?Path Findera? z moim Tatą, ten stwierdził, że w takim razie, gdy 20 lat temu targaliśmy rowery na plecach dnem potoku na zboczach Przehyby, to uprawialiśmy enduro. Cóż, bez większych rozterek, kiedyś po prostu jeździło się na rowerze, obojętne czy ?dla przyjemności? czy na zawodach. Teraz niemal każda działalność jest opakowana stosowną terminologią ukutą przez marketingowców.

    Tak czy inaczej i nie bacząc na nazewnictwo, bohaterowie ?Path Findera? jeżdżą po górach. A że są przy tym magikami techniki, są w stanie poradzić sobie niemal w każdym terenie. To otwiera przed nimi wiele nowych możliwości i sprawia, że coraz więcej miejsc może być użytych jako rowerowy szlak.

     

    Całoroczna przygoda zaczyna się wiosną w Cisnej by przez kolejne pory roku poprowadzić ich przez nie tak odległe, choć dla wielu z nas egzotyczne kraje: Rumunię, Bośnię oraz popularną Chorwację. Wrażeniom z jazdy i popisom kunsztu towarzyszą widoki, zwierzęta i ludzie. Dzięki temu film, w przeciwieństwie do większości rowerowych produkcji mnie nie znudził. Cóż, ze ?sport action movies? jest trochę jak z porno. Nie ma znaczenia, o czym opowiada, liczą się zbliżenia. W ?Path Finderze?, a i owszem, kamienie lecą spod kół, tu i ówdzie jeden z zawodników zarzuci frywolnie w locie tylnym kołem, ale pod warstwą tych efektów specjalnych zostaje więcej treści.

    Podróż, eksploracja i przekraczanie kolejnych granic to esencja ?Path Findera?. Współczesny sprzęt umożliwia dotarcie tam, gdzie wcześniej było to bardzo trudne lub niemal niemożliwe. Kolejne lata doskonalenia samego siebie sprawiają, że potrzebne są coraz większe cele i coraz nowsze wyzwania, by utrzymywać się na pożądanym poziomie pobudzenia. Bez względu na to, czy jest się entuzjastą enduro, zawodowym szosowcem czy maratończykiem-amatorem. Ma być wyżej, dalej, bardziej dziko i ekstremalnie.

    ?Path Finder? pobudził moją wyobraźnię do tego stopnia, że choć chwilowo nie tęsknię za podróżami, z przyjemnością wróciłem we wspomnieniach do miejsc, w których już byłem. Tych bliżej i tych dalej, gdzie przeżyłem swoje własne, małe przygody.

    PS Chętnie zobaczyłbym mapki i tracki gps. Może niekoniecznie w stylu ?enduro? ale okolice, gdzie jeździli bohaterowie są na tyle malownicze, że takie materiały mogą być dobrą inspiracją dla innych.

    PS2 Film na dużym ekranie Kina Kijów oglądało się bardzo przyjemnie, ale gdy pojawi się w internetach, koniecznie zobaczcie choćby na monitorze.

  • Live, Death and the Art of Cycling. Dawno nie było wojny.

    Live, Death and the Art of Cycling. Dawno nie było wojny.

    Żyjemy w najwspanialszym ze światów w najbardziej przyjaznej z możliwych rzeczywistości. Przynajmniej co do zasady. Powszechny spokój i dobrobyt sprawia, że pierwotne popędy kanalizujemy w mniej szkodliwych aktywnościach niż polowanie czy wojna. Na przykład w kolarstwie.

    https://www.youtube.com/watch?v=da9IZqXJuGk

    Zaczynamy zimą. Tak, właśnie teraz. W garażach, piwnicach, salonach, sypialniach i gdzie tam jeszcze trzymamy swoje rowery, trwa wyścig zbrojeń. Lżejsze koła, tytanowe śrubki a może i cały, nowy sprzęt. Szukamy przewagi nad rywalami tam, gdzie to możliwe. Nie liczy się tylko waga, ale i efekt psychiczny, jaki możemy wywrzeć na konkurentach gdy tylko sprzęt startowy ujrzy światło dzienne w pierwszych promieniach wiosennego słońca.

    Do tego dochodzi praca nad własnym ciałem. Trening. Pot na rolce, mróz na szosie, tętno, waty, mleczan, badania, fiting i wszystko, co można zrobić, by ze zwykłego śmiertelnika stać się herosem. Bohaterem, wybijającym się z szarego tłumu otyłych korposzczurów. Doskonałym w formie i bogatym w treść wysiłku włożonego w proces samooptymalizacji.

    podia

    A potem przychodzi najważniejsze. Konfrontacja. Nieważne, czy to weekendowa przejażdżka z grupą lokalnych mastersów, ?ogórek? dla amatorów bez licencji czy wyścig z oficjalnego kalendarza. Nawet, jeśli post factum pójdziesz z kolegami na piwo, na trasie będziesz czerwonym baronem, który chce wyjść ze starcia niezwyciężony, samemu pozostając bez szwanku. Każdy wiadukt, każdy zakręt na singletracku, każda zmiana wiatru to okazja, by uwolnić instynkty tłumione przez najlepszą w dziejach cywilizację .

    Długo oczekiwany film Life, Death and the Art of Cycling od podia.cc ujrzał światło dziennie. Widziałem go już kilka dni wcześniej, miałem też przyjemność spotkać się z jego pomysłodawcą i autorem bloga. Wideo możecie zobaczyć na okładce tego wpisu. Mam nadzieję, że się Wam spodobało. Ma świetny styl, opowiada fajną historię i zostało przygotowane przez profesjonalną ekipę (sprawdźcie napisy końcowe!). Liczę, że ?wygra internety?, choćby dlatego, że pokazuje ładne kadry z okolic Krakowa i polsko-słowackiego pogranicza. Niech świat zobaczy, jak tu jest pięknie.

  • Mała Królowa, czyli wszystko, co czytaliście o dopingu

    Mała Królowa, czyli wszystko, co czytaliście o dopingu

    Raport USADA, „Wyścig Tajemnic” Tylera Hamiltona, „Przerwany Łańcuch” Willego Voeta, „Racing Through the Dark” Davida Millara, setki stron wypowiedzi Jonathana Vaughtersa, Jorga Jaksche, Jesusa Manzano, Patricka Sinkewitza czy wreszcie spowiedź Armstronga przed Oprah Winfrey. To wszystko, co powiedzieli mniej lub bardziej skruszeni „koksiarze” dostajemy w filmowym skrócie opartym na historii kolarki Genevieve Jeanson opatrzonym tytułem „Mała Królowa”.

    Podobno podczas pierwszej sceny niespodziewający się takich wrażeń widzowie mdleli na premierze. Faktycznie jest nieco drastyczna, co więcej, może wydawać się trudno zrozumiała bez bliższej znajomości tematu. Tak czy inaczej, wraz z rozwojem wydarzeń mamy na ekranie mniej krwi, za to coraz więcej dramatycznych wydarzeń.

    Młoda kolarka ma zadatki na wielką mistrzynię. To wokół niej sponsor buduje drużynę, to w nią wierzy rodzina i, osobiście zaangażowany, trener. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden szczegół. Historia dzieje się na początku XXIw, zatem w latach, gdy stosowanie dopingu krwi było na porządku dziennym.

    Obserwujemy kolejne perypetie Julie Arseneau, inspirowanej postacią Genevieve Jeanson. Nazwanie jej „kobiecym Ricardo Ricco” to być może przesada, ale śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że to jedna z tych gwiazd sportu, które bez niedozwolonego wspomagania nie wyobrażały sobie uczestnictwa w zawodach. Cóż, takie to były czasy, trzeba było podjąć wybór: albo pozostaje się w gronie zawodowców, albo zachowuje czyste sumienie i kończy z wyczynem.

    To właśnie ów wybór, o którym tak często mówią ci, którzy zdecydowali po latach wyjawić prawdę, jest esencją „Małej Królowej”. Oprócz tego dostajemy wszystko, co już wiemy z książek, gazet i portali, tyle, że w bardziej dosadnej, audiowizualnej formie.

    Jest więc szantaż, ukrywanie nielegalnie zdobywanych leków, współpraca z lekarzem – magikiem wspomagania, pomiary hematokrytu, strzykawki w lodówce obok mleka i warzyw, ćwiczenia w środku nocy by serce mogło przepompować sztucznie zagęszczoną krew, toksyczne relacje międzyludzkie, presję pozornie ślepych na problem bliskich i sponsorów.

    Jedyne, co nie zostało wyraźne zaakcentowane, to mafijny wątek całego procederu a trzeba przecież pamiętać, że dostęp do dopingu to nie tylko korupcja i lewe recepty, ale też często kontakty ze światem przestępczym, przemyt i poważne oszustwa.

    Nawet, jeśli pojawiają się pewne nieścisłości natury merytorycznej, obraz jest świetnym kompendium praktyk, które były powszechne w wyczynowym sporcie raptem kilka lat temu. Czy są nadal, to temat na inny tekst, zapewne niejeden. „Mała Królowa” jest za to dobrym argumentem w dyskusji, dlaczego z dopingiem należy walczyć. Pokazaną wprost patologię trudno zbagatelizować, co już samo w sobie jest dużym plusem tego filmu.


    „Mała Królowa”, Kanada 2014
    108′
    reżyseria: Alexis Durand-Brault
    scenariusz: Sophie Lorain, Catherine Léger
    główna rola: Laurence Leboeuf

  • Niedziela w Piekle

    Niedziela w Piekle

    Jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądało kolarstwo w ?erze herosów?, koniecznie musisz obejrzeć ten film. ?Niedziela w Piekle? to znakomity dokument z 1976r. W rolach głównych: Eddy Merckx, Freddy Maertens i Roger de Vlaeminck.

    Jakiś czas temu miałem przyjemność oglądać ?Niedzielę w Piekle? w kinie. Ponieważ spora część obrazu to tak naprawdę relacja z wyścigu, mamy do czynienia z niespotykaną lekcją historii kolarstwa. Inne jest niemal wszystko: sprzęt, stroje, taktyka, choć ta w przypadku monumentu z Paryża do Roubaix różni się najmniej. Niezmienny element: bruki północnej Francji do dziś wymusza na kolarzach jazdę w stylu retro: bez kompromisów, licząc na łut szczęścia, opierając się nie tylko na podpowiedziach płynących ze słuchawki, ale też na własnym instynkcie.

    Rok 1976 to schyłkowy etap kariery ?Kanibala?, Eddyego Merckxa. Kolarz wszechczasów wygrywał ?Piekło północy? trzykrotnie, jednak w tamtym sezonie był raczej czarnym koniem zawodów niż murowanym faworytem. Nowe pokolenie coraz mocniej dochodziło do głosu, wyeksploatowany organizm Belga powoli odmawiał posłuszeństwa. Tak czy inaczej Merckx stanął na starcie i próbował po raz kolejny ?pożreć? swoich rywali.

    Nie jest to jednak opowieść o nim a o kolarstwie jako takim. W nietypowy sposób (jesteśmy nie tylko przyzwyczajeni do współczesnej narracji, ale przede wszystkim do przekazu telewizyjnego, a nie języka filmu) dostajemy na tacy atmosferę wyścigu. Mechanicy przygotowujący sprzęt, protest związkowców blokujących przejazd kolarzy, ostatnie chwile przed startem. Do tego zimny, neutralny komentarz opisujący zmagania zawodników oraz budująca klimat ścieżka dźwiękowa. Paryż Roubaix jest wielkim wydarzeniem, pomnikiem sportu a ten film to tylko część jego legendy. J?rgen Leth, twórca obrazu spisał się świetnie. ?Niedziela w Piekle? jest lekturą obowiązkową dla fanów kolarstwa a przy okazji dziełem dobrym samym w sobie.

    Edit: Film w całości w wersji angielskiej możecie znaleźć na youtube:

  • Top 7 filmów z rowerem w tle

    Top 7 filmów z rowerem w tle

    Od amerykańskiej popkultury po azjatyckie kino niezależne. Rowery w roli głównej, rowery jako symbol, jako narzędzie pracy i tylko jako tło. 

    Mam nadzieję, że to nie jest najbardziej oczywisty z możliwych wyborów. W moim małym rankingu zawarłem tylko fabuły, dokumenty to temat na inną okazję.

    American Flyers

    Od tego trzeba zacząć. To typowy film sportowy końca XXw. Tak ?creepy?, że aż zęby bolą. Z drugiej strony pełen smaczków. Kręcony na trasie prawdziwego wyścigu (Coors Classic), z udziałem prawdziwych zawodników (z grupy 7 Eleven) i z ?cameo? Eddyego Merckxa. Bonusem jest obecność typowego, zimnowojennego antybohatera: wielkiego, kudłatego Ruska, którego w finale trzeba pokonać. Plus młody Kevin Costner w jednej z głównych ról.

    Breaking Away

    ?Uroki? amerykańskiej prowincji i nastrój entropii niczym z ?Ostatniego seansu filmowego?. Opowieść o dorastaniu z nietypowym wyścigiem kolarskim w tle. ?Little 500?, dziwne połączenie kolarstwa szosowego, torowego i speedroweru organizowany jest do dziś a film przyczynił się do jego popularności. Z wątków bardziej aktualnych może zaintrygować niezdrowa fascynacja stylówą włoskich zawodowców, jaką przejawia główny bohater filmu.

    127 godzin

    Sport ekstremalny jako wyraz współczesnego egoizmu ludzi zachodniego świata. Przypięty do drzewa przez Aarona Ralstona górski rower musi czekać tytułowy czas, aż właściciel uwolni się spod głazu w jednym z wąwozów w Colorado. Za każdym razem film robi duże wrażenie, James Franco świetnie odgrywa nad wyraz drastyczną, kluczową scenę.

    Trio z Bellville

    Genialna animacja, pełna nawiązań i ironii a do tego znakomita satyra na mechanizmy rządzące sportem zawodowym. Dla wielbicieli filmów animowanych – ?must see?.

    Chłopiec na rowerze

    Im dalej w dół listy tym poważniej. ?Chłopiec na rowerze? to belgijskie kino zaangażowane społecznie. Fryzjerka postanawia zaopiekować się porzuconym przez rodzinę chłopcem. Rower jest raczej symbolem, niż przedmiotem wokół którego zbudowano fabułę, choć ostatnia scena ze wspólnej przejażdżki jest bardzo wymowna.

    Dziewczynka w trampkach

    O tym filmie pisałem przy okazji Tour of Qatar. Tak jak w ?Chłopcu na rowerze?, bicykl jest symbolem. Tym razem jednak nie beztroskiego dzieciństwa a wolności. W patriarchalnym społeczeństwie Arabii Saudyjskiej mała dziewczynka musi posunąć się do podstępu by zdobyć wymarzony rower.

    Xich Lo

    Film trudny do zdobycia, raz udało mi się na niego trafić w ?Kocham Kino?. ?Cyclo? to opowieść o ciężkim życiu rikszarza na ulicach Sajgonu. Bieda, brud, hałas, porachunki lokalnych gangów. To nie jest najłatwiejsze kino, ale cały obraz wart jest włożonego w oglądanie wysiłku.

    Podobało Ci się?
    Zobacz recenzje filmów dokumentalnych i fabularnych o kolarstwie i dopingu w sporcie.

  • The Armstrong Lie

    The Armstrong Lie

    Historia, którą wszyscy znamy na wylot. Lance Armstrong, znakomity kolarz, skutecznie wyleczony z choroby nowotworowej powrócił do sportu i zdominował go na siedem długich lat. Po kolejnych ośmiu zostało dowiedzione, że oszukiwał. Wybitny dokumentalista Alex Gibney też dał się zwieść pięknej historii i postanowił zrobić o tym film.

    Parafrazując podtytuł pierwszej, bestselerowej książki Armstronga, ten obraz jest ?nie tylko o kłamstwie?. To dopełnienie spowiedzi Tylera Hamiltona, setek stron raportu WADA czy wywiadu z Johantanem Vaughtersem. To także portret wyczynowego sportu przełomu XX i XXI wieku. Anglojęzyczni recenzenci dodają jeszcze, że Alex Gibney po raz kolejny sięga po swój ulubiony temat, czyli nadużycie władzy. Z pewnością tak jest, spora część filmu skupia się na sposobie, w jaki Armstrong rozwiązywał problemy z małżeństwem Andreau, Filippo Simeonim, Emmą O?Reilly czy Davidem Walshem. Cała ta historia jest jednak dobrze znana, opisana i zrelacjonowana setkami tysięcy słów.

    W dwugodzinnym dokumencie dostajemy coś więcej. Huśtawkę emocji związaną z przebiegiem kariery wybitnej gwiazdy sportu. Gibney przypomina najbardziej dramatyczne momenty: atak na Alpe d?Huez, upadek na Luz Ardiden, koszmarną kraksę Joseby Belokiego i słynną jazdę Armstronga na przełaj przez pola. Kolejne części opowiadania przeplatane są kadrami z trasy Tour de France: słoneczniki, opalający się kibice, kolumna reklamowa. Atmosfera radosnego święta i triumfu w porównaniu z wiedzą, którą dysponujemy daje dramatyczny efekt.

    Kontekstem dla całej historii jest postać technokraty Michele Ferrariego (w jednym z nielicznych wywiadów przed kamerą!), który z fascynacją opowiada o przesuwaniu granic ludzkich możliwości. O tym, że sukces w wielkim tourze można wyliczyć, przygotować a później niemal tylko siedzieć i patrzeć. Armstrong do końca swojej kariery potajemnie kontaktował się z ?doktorem zło?, także podczas swojego come backu w 2009r, jednak nie zastosował się do głównej zasady włoskiego fizjologa: nie dać się złapać.

    Michele Ferrari, choć ordynował stosowanie EPO, testosteronu i hormonu wzrostu wielu sportowcom, równocześnie dbał o to, by jego podopieczni trzymali się granic i nie byli zbyt zachłanni. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że właśnie zachłanność ostatecznie zgubiła Armstronga. Swoim powrotem z emerytury rozsierdził byłych współpracowników i współczesnych rywali. Co więcej, musiał się zmagać z nową rzeczywistością, której do końca nie znał i w której to nie on ustalał reguły, co doprowadziło do błędów. Trzy lata później został odarty z godności i tytułów. Przewijające się przez cały film „dlaczego wrócił” pozostaje bez odpowiedzi.