In mindIn sport

Jak oglądać kolarstwo w 2021r?

Wyścigi transmitowane od startu do mety, wiadomości z pierwszej ręki trafiające do nas na twitterze i instagramie, dziesiątki prezentacji, zapowiedzi. A to wszystko w czasie, gdy od stycznia do października być może najmocniejsi w historii kolarze rywalizują o zwycięstwa niemal każdego dnia od stycznia do października. 

To jest do pewnego stopnia tekst rocznicowy. Minęło już bowiem dziesięć lat od kiedy w różnych formach niezależnie komentuję dla Was najważniejsze wydarzenia w wyczynowym kolarstwie. 

W tym czasie zmienił się zarówno sam sport rowerowy jak i relacjonujące go media. Owszem, Alberto Contador Andy Schleck czy Cadel Evans wygrywali swoje Tour de France na karbonowych rowerach i z radiowymi słuchawkami w uszach, jednak prawdziwa rewolucja czyhała tuż za rogiem. 

Trudno wskazać w przeszłości dekadę, która tak pchnęłaby kolarstwo do przodu jak ta druga w XXIw. Aerodynamika, ergonomia, dietetyka, logistyka to tylko te najbardziej widoczne trendy rewolucjonizujące wyścigi, ich przebieg czy tempo jazdy. 

Dominacja Teamu Sky, “filozofii” marginal gains i cienkiej, niebieskiej linii oddzielającej zwycięstwo od porażki sprawiły, że w pogoń ruszyli wszyscy, którzy nie chcieli rozstać się z zawodowymi wyścigami. Zaadaptuj się lub zgiń. Nawet najwięksi konserwatyści zaczęli jeździć na aerodynamicznych rowerach, w kombinezonach, zatrudnili nie tyle kucharzy co szefów kuchni-naukowców czy zmienili zestaw przełożeń. A także założyli konto na twitterze. 

W ciągu wspomnianych dziesięciu lat budżet najbogatszego zespołu, rzeczonego Sky, obecnie Ineos Grenadiers, zwiększył się trzykrotnie, podobną tendencję widać w całym World Tourze. Miliony zaczęli zarabiać nie tylko zwycięzcy wielkich tourów, lecz i spore grono innych, utalentowanych zawodników. 

Ostatnią tendencją jest podpisywanie nie tylko lukratywnych, ale też wieloletnich umów przez bardzo młodych zawodników, których wartość wiąże się nie tylko z osiąganymi wynikami, ale też wizerunkiem, kulturą osobistą, obecnością w mediach. 

Oczywiście, wciąż nie mówimy o pieniądzach znanych z piłki nożnej czy tenisa. Owszem, rozwarstwienie zarobków nadal jest wielkie. I tak, część kolarzy wciąż jeździ niemal za pół darmo a ich obsługa (kierowcy, masażyści) jak mieli niełatwo, tak mają (zwłaszcza w związku z okolicznościami pandemii), ale pula do podziału jest spora i każdy może przynajmniej spróbować smaku tego tortu. 

Prawdopodobnie nie byłoby tych wszystkich innowacji finansowanych przez różnej maści sponsorów, gdyby nie objętość i jakość transmisji z samych wyścigów. 

Gdy wspomniany wcześniej Cadel Evans wyrywał zwycięstwo w Tourze Andy’emu Schleckowi wyścig śledziłem w jakimś mikroskopijnym okienku na stronie Wielkiej Pętli. 

Eurosport Player, który w 2021r na tle innych platform streamingowych wciąż nie jest szczytem wygody czy niezawodności, w swoich pierwszych iteracjach, z koniecznością instalowania Microsoft Silverlight, praktycznie nie nadawał się do użytku.

Kto miał w domu kablówkę, słuchał opowieści i przekomarzań Krzysztofa Wyrzykowskiego z Tomaszem Jarońskim. Kto nie mógł lub nie chciał, korzystał z pirackich streamingów z milionami wyskakujących reklam stron porno. 

Cyclingnews i forum rowery.org dostarczały wyników, naszosie.pl stawiało pierwsze kroki i daleko mu było do lidera popularności. A co ważniejsze, w mainstreamowych mediach kolarstwo gościło wyłącznie okazjonalnie a w telewizji częściej można było zobaczyć Andrzeja P. niż polskich szosowców. 

Gdy jednak przyszły Risoul, koszulka w grochy i Ponferrada, wiele się zmieniło. “Kwiato-Majka-Niewiadoma” stali się nazwiskami znanymi powszechnie, obecnymi na okładkach gazet i gromadzącymi przed telewizorami miliony.

Eurosport faktycznie stał się “domem dla kolarstwa”. Po pierwszych próbach z transmitowaniem etapów w całości, co było wydarzeniem i świętem, przeszliśmy w tryb relacji niemal 24/7. Bogactwo licencji, napakowany po brzegi kalendarz startów i wydłużony sezon sprawiły, że praca komentatorów stała się porównywalnie ciężka do wożących bidony domestiques

Co więcej, tak jak szturm anglosasów na zawodowy peleton odmienił go nie do poznania, tak nowe formaty treści, produkowane we “współczesnej lingua franca” i dla globalnej widowni dostarczyły nie tylko wiedzy, ale i rozrywki związanej z kolarstwem. 

Analizy w Guardianie, wywiady w Cyclingnews, niespotykanej wcześniej jakości galerie w cyclingtips, odważna publicystyka skupiająca się nie tylko na tym, kto wygrał, ale też dlaczego oraz także co ma do powiedzenia poza przebiegiem pojedynku na szosie, relaksujące wideo spod znaku GCN czy wreszcie dane i komentarze niezależnych analityków, blogerów i komentatorów z twittera pchnęły kolarski dyskurs w zupełnie nową epokę. 

Praca komentatorów stała się trudna nie tylko ze względu na wymiar godzin, w jakim fizycznie muszą wydawać dźwięki aparatem mowy. Przewodnik po Tour de France każdy może przeglądać w telefonie, na drugim ekranie śledzić statystyki ProCyclingStats a na trzecim mieć włączoną transmisję w wysokiej rozdzielczości. 

Na koniec dnia tylko kilka kliknięć dzielić nas będzie nie tylko od listy wyników, ale i kluczowych danych takich jak moc, tempo podjeżdżania, średnia prędkość, kierunek i siła wiatru który pomagał lub przeszkadzał zawodnikom. A także wiele, wiele innych. 

A to oznacza, że bez względu na nazwę redakcji, liczbę followersów na twitterze, przeszłość w sporcie lub jej brak czy wreszcie zawodowy związek z mediami wszyscy jesteśmy równi.

Symptomatyczny jest fakt, że część wpływowych twórców treści pozostaje anonimowa lub ukrywa się za mało znaczącym nickiem. Jednak dostarczane przez nich treści są równoważne z tymi prezentowanymi przez Guardiana, Eurosport, Gazetę Wyborczą czy dowolny portal czy “wortal” sportowy. 

Oczywiście nie jest to szczególnie odkrywcze – tak teraz wygląda świat, ale warto zaznaczyć, że, owszem, dotyczy to także kolarstwa. 

Jak zatem w 2021 roku śledzić zawodowe kolarstwo?

Moja propozycja to przede wszystkim: świadomie. 

Oznaczać to może pewien wysiłek związany nie tylko z selekcją źródeł, ale również podjęcie próby stłumienia głosu swojego wewnętrznego fana, którego oczekiwania często kompletnie rozmijają się z rzeczywistością. 

Będę trzymał się tezy, że obecnie obserwujemy złoty wiek kolarstwa zawodowego. Nie tylko z wyśrubowanym poziomem sportowym zwycięzców, ale też szerokiego grona pokonanych.

Choć wciąż zdarzają się knockouty, nawet wyraźni triumfatorzy są raczej pierwszymi wśród równych niż absolutnymi władcami peletonu. Być może nigdy wcześniej zdobywca żółtej lub różowej koszulki nie miał zadania tak trudnego jak obecnie i mówię to z całym szacunkiem dla największych mistrzów z przeszłości. 

Wspomniany sposób i objętość relacjonowania wyścigów sprawia jednak, że niewiele jest miejsca na powstawanie legend. Jestem się skłonny założyć, że heroiczne pojedynki herosów szos z lat ‘60 czy ‘70 opisywane przez dziennikarzy z reporterskim, ale i z literackim zacięciem, pokazywane od startu do mety w rozdzielczości HD wyraźnie by skarlały. Podobnie jak dokonania gwiazd Wyścigu Pokoju, które poza aspektem sportowym, opierały się na mitologii budowanej przez radiowego sprawozdawcę. Halo, halo! Tu helikopter!

Zatem to, do czego nie tylko Was, ale i siebie samego jako uczestnika niezliczonych kolarskich dyskusji i polemik zachęcam, to bycie dociekliwym i krytycznym (ale nie przesadnie złośliwym ;) ). Do poszukiwania wiarygodnych źródeł, wyciągania wniosków z danych, korzystania z całego dobra, które jest dostępne na wyciągnięcie ręki. 

Kolarstwo nigdy wcześniej nie było ciekawsze. Więc korzystajmy z tego. 

PS

W związku z tym, co powyżej zapraszam Was również do subskrybcji mojego kanału na youtube, gdzie regularnie komentuję najważniejsze wydarzenia w zawodowym kolarstwie. Zachęcam również do śledzenia mojej aktywności na twitterze, gdzie toczą się najciekawsze rozmowy i na bieżąco znajdziecie najważniejsze informacje.

Zawsze staram się, by moje wypowiedzi wnosiły jakąś wartość do dyskusji o kolarstwie. To taki mój mały wkład w nasz ulubiony sport.

2 komentarze

Comments are closed.