Dwadzieścia lat temu kolarstwem wstrząsnęła najbardziej spektakularna afera dopingowa. Kolejne ekipy były wyrzucane lub same wycofywały się z Tour de France, policja przeszukiwała pokoje hotelowe i autobusy a zawodnicy protestowali w obronie swojej godności. Teraz wiemy, że większość peletonu brała “wszystko”: EPO, hormon wzrostu, testosteron i co tam jeszcze wpadło w ręce.

Embed from Getty Images

Ostatni “dublet”

Rok 1998 to ostatni sezon, w którym jeden kolarz wygrał i Giro d’Italia i Tour de France po sobie. Tak jak i w tym roku start “Wielkiej Pętli” został wtedy opóźniony o kilka dni ze względu na mistrzostwa świata w piłce nożnej. Marco Pantani nie miał jednak sytuacji tak komfortowej jak Chris Froome, ponieważ wygrany przez niego wyścig dookoła Włoch kończył się 7 czerwca. “Pirat” miał więc 34 dni przerwy, Brytyjczyk chcący powtórzyć ten wyczyn ma ich aż 40. Przy obciążeniach związanych z udziałem w wielkich tourach ten prawie tydzień ekstra może mieć kolosalne znaczenie dla powodzenia planu lidera teamu Sky.

Embed from Getty Images

Legendarne ataki

Podczas Giro ‘98 Pantani jechał niezmiernie ofensywnie, próbując nadrobić czas nad lepiej spisującym się w czasówkach Alexem Zulle oraz skutecznym w każdym terenie Pawłem Tonkowem. Ataki na Marmoladzie i Montecampione to przykłady wirtuozerii i bezkompromisowości Włocha, której brak często zarzucany jest mistrzom drugiej dekady XXIw.

Jakby tego było mało, Pantani, który następnie na trasie Touru rywalizował z “niemiecką lokomotywą”, Janem Ullrichem jedyne, co mógł zrobić to wydrzeć wygraną akcją, która przeszła do historii kolarstwa. Jego rajd przez Telegraphe, Galibier do Les Deux Alpes, gdzie złamał Niemca i z nawiązką odrobił straty to absolutny klasyk gatunku.

Embed from Getty Images

W kolejnych dwudziestu latach ten atak Pantaniego był przywoływany jako kontrargument dla kolarzy rozgrywających wyścigi na ostatnich kilometrach finałowych podjazdów, bazujących na wsparciu mocnej drużyny czy to Armstronga, czy to Wigginsa czy Froome’a.

Jednak to nie tak, że nagle największe gwiazdy zaczęły jeździć kunktatorsko. Kolarstwo, owszem, zmieniło się, ale raz na kilka wielkich tourów czy to Schleck, Contador czy nawet Nairo Quintana szukali niestandardowych rozwiązań by wrócić do gry i wygrać teoretycznie przegraną rywalizację.

W tym sezonie rajdem na miarę nie tylko Pantaniego, ale i największych mistrzów z przeszłości popisał się właśnie Froome, który rozstrzygnął Giro na swoją korzyść samotną, osiemdziesięciokilometrową ucieczką zainicjowaną na szutrowej przełęczy Finestre.

Dzięki temu, oraz dzięki korzystnej dla siebie decyzji UCI i WADA o porzuceniu sprawy przekroczenia poziomu salbutamolu może podjąć wyzwanie zmierzenia się z kolarską legendą, wygraniem różowej i żółtej koszulki w jednym sezonie.

Embed from Getty Images

Wszystko dla wszystkich

Jeśli myślicie, że salbutamolowe problemy Froome’a to poważne przewinienie i wielka afera, to cóż… nie. W 1998r na trzy dni przed startem Tour de France straż graniczna zatrzymała jadącego na start wyścigu w Dublinie masażystę ekipy Festina. Willy Voet, bo o nim mowa, przewoził całą masę epo, hormonu wzrostu i testosteronu, sam będąc pod wpływem popularnej wówczas wśród kolarzy “mieszanki belgijskiej”, czyli koktajlu stymulantów bazującego na amfetaminie.

Festina była prawdziwym dream teamem, wspierającym pretendenta do tytułu, idola lokalnej publiczności, drugiego na mecie edycji 1997, Richarda Virenque’a. Realnie był to więc cios większy, niż gdyby współcześnie na dopingu przyłapać Romaina Bardeta czy Thibaut Pinot.

Choć afera rozpoczęła się od Festiny i przyjęła nazwę sponsora klubu prowadzonego przez Bruno Roussela, w peletonie Tour de France 1998 “brali” niemal wszyscy. Kilka miesięcy wcześniej w samochodach ekipy TVM policja znalazła analogiczny zestaw “koksu” co w aucie Voeta (o czym media poinformowały dopiero w lipcu!). Zespoły Banesto, ONCE (z “rzecznikiem peletonu” Laurentem Jalabertem), FDJ, Casino, Riso Scotti, Polti, Kelme i Vitalicio Seguros zrezygnowały z dalszej jazdy.

Na placu boju pozostała niespełna setka kolarzy, w tym wspomnieni Pantani i Ullrich, którzy stoczyli pamiętny pojedynek w Alpach.

Po latach, gdy, po części w celach naukowych, przebadano materiał pobrany od zawodników w czasie “Touru hańby” na obecność EPO okazało się, że na 60 próbek tylko 9 dało wynik negatywny. Całe podium: Pantani, Ullrich i Bobby Julich sztucznie podnosiło parametry krwi.

Embed from Getty Images

Co ciekawe, wśród zgrai dopingowiczów “wynik życia” osiągnął Dariusz Baranowski, który w barwach ekipy US Postal nie tylko zajął 12. miejsce w klasyfikacji generalnej, ale też podczas finałowej czasówki uzyskał czwarty rezultat. Nasz reprezentant, obecnie komentujący wyścigi dla Eurosportu nie znalazł się na opublikowanych przez francuski senat listach kolarzy z pozytywnym wynikiem na EPO.

Tym chętniej usłyszałbym lub przeczytał odfiltrowane z politycznej poprawności wspomnienia “Ryby” z tego wyścigu. Bo choć od “Touru Wstydu” i “Afery Festiny” minęło 20 lat i mamy za sobą wiele materiałów: naukowych, prasowych, publicystycznych, informacji i relacji z pierwszej ręki nigdy za mało!

Na odnowę trzeba było poczekać

W jakim stanie był ówczesny sport niech świadczy fakt, że całą sprawą tak naprawdę mało kto się przejął. Choć we wspomnieniach niektórych zawodników czytamy, że zagrożenie aresztem i konsekwencjami prawnymi spowodowało, że albo przestali na potęgę koksować, albo porzucili doping albo nawet odeszli z kolarstwa, realnie nie zmieniło się nic.

Niespełna rok później z Giro d’Italia został wykluczony nie kto inny jak Marco Pantani z powodu podwyższonego poziomu hematokrytu. Z braku innych metod i skutecznych testów na EPO, był to jedyny sposób na pośrednie udowodnienie manipulacji dokonywanych na krwi sportowca.

Tour de France 1999 nazywany “Tourem Odnowy” wygrywa Lance Armstrong, który by móc zrealizować swój cel-marzenie wewnątrz grupy US Postal najpierw odwzorowuje a potem udoskonala metody i system, które stosowała Festina, Telekom, ONCE i wszystkie inne, liczące się w owym czasie drużyny zawodowe.

Michele Ferrari, Carlo Santuccione, Eufemiano Fuentesm, drużyny T-Mobile, Cofidisu, Rabobanku, laboratoria w Wiedniu czy Freiburgu i wiele, wiele innych lekarzy, trenerów, menadżerów i ośrodków, przez następne lata, mimo powstania światowej agencji antydopingowej, pojawienia się kolejnych testów na EPO czy transfuzje krwi funkcjonowało bez zmian.

Embed from Getty Images

Choć na zawodowców nakładano dalsze ograniczenia, Armstrong, Ullrich czy Basso dorównali tempem jazdy ścigającym się de facto bez ograniczeń Pantaniemu, Indurainowi czy Riisowi.

Dopiero wprowadzenie paszportów biologicznych, współpraca z koncernami farmaceutycznymi oraz “głupia wpadka” Alberto Contadora na Tourze 2010 sprawiły, że peleton nagle zwolnił.

Tour de France 2011, czyli trzynaście lat po aferze Festiny był prawdziwym wstrząsem. Nagle okazało się nie tylko, że o zwycięstwo są w stanie walczyć kolarze spoza “układu”, kolejne podjazdy pokonywane są w tempie znanym z lat ‘80 XXw, to jeszcze to wszystko da się oglądać.

Mimo gwałtownego spowolnienia, doping, zarówno ten w postaci nadużywania procedur (w tym TUE), poprawy wyników przez wielokrotne zwiększanie dawek dozwolonych środków (np. przeciwbólowych czy stymulujących), jak i znany, choć zmodyfikowany, najtwardszy (mikrodawkowanie epo i innych hormonów), czy technologiczny (ukryte silniki elektryczne) nie został wyrugowany.

Embed from Getty Images

Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że o ile w 1993, 1998, 2005 czy 2010r “czysty” kolarz nie miał szans na wygranie wielkiego touru, tak w 2015 a może nawet wciąż w 2018r jest to wyobrażalne.

Czy jest to Chris Froome? Cóż, poniekąd tak, wiele wskazuje, że choć Team Sky gra nieetycznie, to wciąż zgodnie z regułami. Czy jest to Romain Bardet? Kto wie. Vincenzo Nibali? Poza tym, że jak wielu jego konkurentów cierpi na astmę, tempo jazdy podczas kolejnych wygranych sugeruje, że raczej nie nadużywa niedozwolonych substancji.

Upadek Festiny krótkoterminowo nie zmienił nic. Z perspektywy czasu wydaje się farsą, zwłaszcza, gdy spojrzymy na kary, jakie dotknęły Virenque’a i spółkę (sześcio, maksymalnie dziewięciomiesięczne dyskwalifikacje). Długoterminowo zmienił cały sport, nie tylko kolarstwo, które mimo wielu kolejnych afer i problemów stanęło w awangardzie dyscyplin walczących z niedozwolonym wspomaganiem.

Zdjęcie okładkowe: Dacoucou, wikimedia commons, CC-BY-SA-4.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments