Patrząc na frekwencję można by rzec “szału nie ma”. Jeśli jednak w jednym województwie w ciągu sezonu rozgrywanych jest 11 imprez cross country, to znaczy, że ta odmiana mtb, przynajmniej lokalnie, jest daleka od wieszczonego przez lata upadku.

Rzut oka

Cztery eliminacje Pucharu Szlaku Solnego. Trzy Małopolskiej Ligi Kolarskiej i trzy Pucharu Tarnowa. Do tego niezależny “Puchar Chochołowskich Term”. Od połowy kwietnia do końca września w Małopolsce rozegrano 11 oficjalnych wyścigów cross country. W dziesięciu z nich wziąłem udział i mam nadzieję, że sezon 2018 będzie pod tym względem równie owocny.

“Oficjalne” oznacza tyle, że każde z tych wydarzeń było wpisane do kalendarza, albo PZKol albo MZKol, zatem docelowo były one adresowane do zawodników z licencjami. W przypadku Pucharu Szlaku Solnego w kategoriach “nieamatorskich” taki dokument był wymagany, mastersi mogą się ścigać bez konieczności wykupienia członkostwa w Związku. Puchar Tarnowa i Małopolska Liga Kolarska dopuszczały zawodników bez licencji. Charakterystycznym i nieodłącznym elementem wszystkich tych wyścigów jest organizowanie wyścigów dla dzieci, które mogą uczestniczyć po podpisaniu przez rodziców stosownych oświadczeń.

W Pucharze Szlaku Solnego startowały 343 osoby, reprezentujące 54 kluby. W Małopolskiej Lidze Kolarskiej sklasyfikowano 73 zawodników i zawodniczek z 37 zespołów (ale do “generalki” liczono tylko tych, którzy startowali we wszystkich eliminacjach), na pojedynczych wyścigach frekwencja wynosiła, podobnie jak na PSS ok. 150 osób, łączna liczba startujących była zbliżona do tej na PSS. W Pucharze Tarnowa, najstarszej serii imprez mtb w kraju wzięło udział w sumie 166 kolarzy. Puchar Chochołowskich Term to 105 uczestników.

To dość typowe liczby dla wyścigów XC w kraju. Mimo wszystko cross country to spore wyzwanie, ta bardziej kwalifikowana odmiana wytrzymałościowego kolarstwa górskiego. Stąd też nie przyciąga na start tłumów.

Ciekawostką jest, że na MLK nie było opłaty startowej dla wszystkich kategorii wiekowych, oprócz regulaminowych nagród finansowych “kasę” na podium dostawali także mastersi a na koniec rozlosowano dwie nagrody specjalne: 2000zł dla zawodnika indywidualnego oraz 3000zł dla jednego z klubów, które regularnie brały udział w tej serii (zastrzyk gotówki dotarł do UKS “Four Bike”). “Kasa” zgodna z przepisami była również na PSS, natomiast na Pucharze Tarnowa od lat są przyzwoite nagrody rzeczowe.

Naturalnie, nie znaczy łatwo

Na małopolskich XC tras nie buduje się koparkami, wywrotkami z gruzem i nie wozi się drewna do lasu. Co najwyżej tu i ówdzie autorzy rund dokonują niewielkiej korekty istniejących ścieżek lub prowadzą nową przecinkę przez las.

Najciekawsze, klasyczne orkążenia można odnaleźć na Pucharze Szlaku Solnego. To typowe “xc w stylu vintage”, wykorzystujące ukształtowanie terenu, który na Podhalu oferuje spore trudności. Dodany w tym roku do menu PSS Tuchów, w poprzednich sezonach goszczący Puchar Polski XCO, również nie odbiega od tego standardu, choć akurat w tej lokalizacji organizatorzy chętnie sięgają po łopatę i deski, dodatkowo urozmaicając trasę. By poradzić sobie na PSS, trzeba mieć już pewne doświadczenie w jeździe na rowerze mtb a na korzeniach, kamieniach, zakrętach i stromiznach można wykazać się dobrą techniką i kondycją.

Małopolska Liga Kolarska to z kolei rundy składające się z jednego, stromego podjazdu oraz naturalnego zjazdu. Momentami jest ciężko, ale okrążeń jest mniej niż na PSS a co za tym idzie w najmocniej obsadzonych kategoriach początkującym łatwiej utrzymać się bez “dubla”.

Najbardziej przyjazny dla początkujących i z najmniejszą barierą wejścia jest Puchar Tarnowa. Tam poradzi sobie właściwie każdy, nawet początkujący maratończyk, o stopniu trudności decyduje tempo jazdy. Wymiana jednej z eliminacji na klasycznej trasie na Górze Świętego Marcina na nową lokalizację w podtarnowskiej Zbylitowskiej Górze dała nowy oddech tej zasłużonej, choć nieco “zużytej” serii wyścigów.

Dobre miejsce na start?

Dzieci, żacy, młodzicy i juniorzy młodsi to główny adresat małopolskich xc. To oni “robią frekwencję”, to oni uczą się kolarstwa górskiego i to oni później idą w świat. Wielu kadrowiczów, zawodowców lub po prostu bardzo solidnych kolarzy zaczynało swoją przygodę z wyczynowym mtb właśnie tutaj. Lokalne kluby, gminne, powiatowe, UKSy oraz rodziny są zapleczem nie tylko wojewódzkiego, ale i krajowego kolarstwa górskiego.

Nieco gorzej jest wśród juniorów i elity. Tam albo, w poszukiwaniu rozwoju i perspektyw zawodnicy podpisują kontrakty z grupami zawodowymi, albo zostają na poziomie regionalnym, z czasem wykruszają się i zostają tylko najwytrwalsi. Wracają po kilku latach przerwy w kategorii Masters, która od lat składa się z lojalnej grupy kilkudziesięciu uczestników regularnie jeżdżących z wyścigu na wyścig.

Czy to jest dobre miejsce, żeby “zacząć swoją przygodę z xc”? Cóż, i tak i nie. Jeśli jesteś nastolatkiem, z pewnością tak. Jeśli jesteś mastersem i dajesz sobie radę na maratonach, również. Jeśli masz 19-29 lat i na imprezach masowych, tracisz więcej niż 10-15% do zwycięzcy, na klasycznym, górskim maratonie, pojawiając się na xc solidnie dostaniesz po tyłku.

Trzykilometrowa pętla, na której znajduje się tyle elementów “pure mtb” co na pięćdziesięcio kilometrowym maratonie weryfikuje i formę i technikę jazdy. Jeśli się nie zniechęcisz, po jednym sezonie chcąc czy nie chcąc będziesz lepszym kolarzem.

W telewizji raczej cię nie zobaczą

PSS, MLK i PT mają charakterystyczną atmosferę. Tu wszyscy się znają od lat: zawodnicy, sędziowie, organizatorzy, trenerzy klubów. Wspólnie spędzony na zawodach czas w każdym sezonie sumuje się do kilku, solidnych dniówek.

Jest więc po prostu sympatycznie i miło każdej wiosny po kilkumiesięcznej przerwie spotkać swoich wyścigowych znajomych.
Lokalne imprezy prowadzone przez lokalnych pasjonatów dla lokalnych pasjonatów, nawet, jeśli oferują całkiem wysoki poziom sportowy (o czym świadczą wyniki Mistrzostw Polski, gdzie w czołówce a nawet z “koszulkami z orłem” znajdziemy spore grono reprezentantów małopolskich klubów) w pewnym sensie stoją w miejscu. Ani nie szukają rozgłosu, ani nie walczą o frekwencję.

Skoro jednak wszystko działa: jest sprawnie, bezpiecznie, przewidywalnie i solidnie, trudno szukać argumentów “przeciw” takiej postawie. Z drugiej strony, jeśli popatrzeć za południową granicę, czyli na Słowację, imprezy w zasadzie na takim samym poziomie co nasze mają międzynarodową kategorię UCI. Niską, bo niską, ale zawsze.

Być może więc tu i ówdzie można by podziałać z trochę większym rozmachem, ale nie będę narzekał. Zamiast tego podziękuję organizatorom, lokalnym sponsorom, działaczom, sędziom, trenerom, zawodnikom i kolegom, z którymi kolejny rok się ścigałem na małopolskich wyścigach xc. Dobra robota. I do zobaczenia wkrótce, przynajmniej w takim samym lub trochę większym gronie!

PS. Szczególne podziękowania dla klubu i ekipy UKS Zawojak Zawoja, w barwach którego startowaliśmy z żoną we wszystkich wymienionych w tekście wyścigach.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments