Alberto Contador w dobrym stylu żegna się z hiszpańską Vueltą i z zawodowym peletonem. Pokazując przebłyski formy sprzed kilku sezonów zmienia wyścig w swoje ostatnie tournee jako ulubieniec kibiców. Historia hiszpańskiego kolarza jest jednak skomplikowana i trudna do jednoznacznej oceny.

Najlepszy z pokolenia

Po pierwsze wyniki. Alberto Contador wygrał siedem wielkich tourów: po dwa razy Tour de France i Giro d’Italia oraz trzykrotnie Vuelta a Espana. To daje mu czwarte miejsce na liście wszech czasów, ex aequo z Miguelem Indurainem oraz Fausto Coppim. Dodatkowo był najszybszy na trasie jeszcze jednego Touru i Giro, tyle, że zwycięstwo w Wielkiej Pętli 2010 zostało mu odebrane po tym, gdy jedna z pobranych w czasie wyścigu próbek dała pozytywny wynik podczas kontroli antydopingowej a tytuł z Giro 2011 stracił, gdy po długiej batalii sądowej stwierdzono, że w ogóle nie powinien w nim jechać z powodu wcześniejszej wpadki i związanej z nią dyskwalifikacji. Jeśli dodamy to właśnie Giro, Contador awansuje na trzecie miejsce, z ośmioma wygranymi wielkimi tourami i zrównuje się z Jacquesem Anquetliem.

Co więcej, Contador jest ostatnim, póki co zawodnikiem, który wygrał dwa wielkie wielkie toury w jednym sezonie (2008r, Giro i Vuelta).

Jeśli dodamy do wielkich tourów wygrane w wyścigach tygodniowych: dwa w Paryż-Nicea, cztery w Dookoła Kraju Basków (rekord) i jedno w Tirreno-Adriatico a także szereg triumfów w mniejszych imprezach, otrzymujemy obraz najskuteczniejszego zawodnika etapowego w XXIw a tak naprawdę nawet więcej, bo od czasów Bernarda Hinault, czyli od lat ‘80 XXw.

Odwaga, strategia, styl i odrobina szaleństwa

Wielkich zwycięzców było w historii sportu wielu, ale prawdziwych mistrzów można policzyć na palcach jednej ręki. Alberto Contador zaskarbił sobie serca kibiców nie tylko osiąganymi przez siebie wynikami, ale przede wszystkim stylem, w jakim po nie sięgał. W 2009r zdobył żółtą koszulkę Tour de France jadąc właściwie samotnie nie tylko przeciwko braciom Schleck czy Bradleyowi Wigginsowi, ale też zmagając się z opozycją we własnej ekipie Astana, która była podporządkowana interesom Lance’a Armstronga.

W 2008r, choć bez zwycięstwa etapowego, różową koszulkę Giro d’Italia wygrał zupełnie niespodziewanie, gdy jego drużyna a co za tym idzie sam zawodnik, nie byli pewni udziału w wyścigu niemal do dnia startu a podczas Vuelty w tym samym roku musiał się dzielić pozycją lidera w grupie z Levim Leipheimerem.

Z kolei w sezonie 2011, gdy podjął próbę zdobycia “dubletu” Giro-Tour Contador zaprezentował się nie tylko jako skuteczny dominator na trasie włoskiego wyścigu, ale też jako dojrzały taktyk i prawdziwy mistrz. Oddając zwycięstwa etapowe zyskał sobie wsparcie podczas kolejnych sezonów ze strony kolarzy innych ekip, którzy dzięki hojności Hiszpana mogli doświadczyć swoich chwil sławy.

Wróciło to do niego kilkukrotnie: podczas pojedynków z rywalami na trasie zdominowanego w późniejszych latach przez ekipę Sky Tour de France, a także podczas Vuelty 2014 i Giro 2015, gdzie Contador nie był już w stanie gubić rywali jak kilka lat wcześniej i musiał polegać na odważnych atakach wiele kilometrów przed metą.

Również jego zmagania z kontuzjami: spektakularny powrót na Vueltę po złamaniu kości piszczelowej na Tourze 2014 czy jazda z kontuzjowanym barkiem na Giro rok później sprawiły, że kibice patrzyli na niego z większą sympatią.

Tej przysporzyła mu również niemożność pokonania Chrisa Froome’a na trasie Tour de France. Gdy Hiszpanowi brakowało mocy, atakował na płaskich, wietrznych etapach. Gdy to było za mało, swojej szansy szukał na zjazdach. I choć ostatecznie i tak przegrywał, swoją postawą dawał nadzieję na bardziej otwartą rywalizację i dłuższe utrzymanie suspensu w “zabetonowanej” przez Brytyjczyków “Wielkiej Pętli”.

Co właściwie o nim wiemy?

Alberto Contador = kolarstwo. Jego jazda, jego styl, jego pozycja na rowerze i charakterystyczny “taniec” gdy na podjazdach wstaje z pedałów. Jego moc, jego niemoc, jego wpadka dopingowa. Wreszcie jego fundacja, która wspiera młodych kolarzy, i która będzie oficjalnym zapleczem teamu Trek-Segafredo. Co jeszcze? Gest strzału z pistoletu, od którego wziął się przydomek “Pistolero”. I właściwie tyle.

Interesami Alberto zajmuje się jego brat, Fran a zawodnikiem, który jak cień podąża za nim z grupy do grupy jest niespektakularny, ale niezmiernie pomocy Jesus Hernandez. Hiszpan przejechał w karierze 14 wielkich tourów, wiele w nich w służbie Contadora, samemu przez te wszystkie lata nie zwyciężając ani razu.

Informacji o życiu prywatnym naszego bohatera praktycznie nie ma. Alberto Contador, niczym znany ze skrytości Miguel Indurain nie mówi za wiele o sobie, zarówno w kontekście kolarstwa jak i w kwestiach pozasportowych.

A mimo to jest idolem wielu z nas.

Plama na honorze? A może wielki, czarny cień?

To ciekawe o tyle, że przy postaci hiszpańskiego mistrza i przy jego dokonaniach powinniśmy postawić o wiele więcej znaków zapytania.

Zacząć trzeba od feralnego dla Contadora “steku”, który rzekomo miał zjeść podczas dnia odpoczynku w trakcie Tour de France 2010 w Pau. Mięso z baskijskiej krowy miało być skażone klenbuterolem, który następnie w minimalnej (ze sportowego punktu widzenia pomijalnej) ilości 50 pikogramów został wykryty w pobranej do badania antydopingowego próbce. Po długiej batalii sądowo-dyscyplinarnej zatwierdzono dyskwalifikację zawodnika, odebranie mu nie tylko tytułu z Francji z 2010r i przekazanie go drugiemu na mecie Andy’emu Schleckowi (z którym stoczył ciężką i będącą na granicy fair play batalię podczas której atakował w momencie, gdy Luksemburczykowi spadł łańcuch), ale i w Giro d’Italia niemal rok później. Ostatecznie uznano go winnym “przypadkowego przyjęcia substancji dopingowej” i ukarano aż dwuletnim zawieszeniem.

Biorąc pod uwagę błahość przewinienia, kara była iście drakońska i trudno się dziwić, że Alberto uznaje sam siebie przynajmniej za trzykrotnego zwycięzcę Giro (które zgodnie z wynikami testów przejechał “na czysto”), a może i trzykrotnego zwycięzcę Tour de France.

Tyle tylko, że w feralnej próbce poza klenbuterolem znaleziono coś jeszcze. “Plastyfikatory”, które mogą wskazywać na fakt transfuzji krwi przez jakiś czas przechowywanej w przeznaczonej do tego torebce. To również tłumaczy, skąd w organizmie Contadora mógł wziąć się klenbuterol. Zawodnik dokonując w czasie wyścigu transfuzji niewielkiej porcji krwi wprowadził do organizmu tkankę zanieczyszczoną środkiem, który przyjmował w czasie przygotowań do wyścigu.

W teorii więc, surowa kara za “błąd” była karą za poważny doping i ostrzeżeniem dla kolarza, by zszedł z drogi, na którą musiał wstąpić u progu swojej kariery.

Alarm zadziałał skutecznie. Po powrocie z banicji Contador był w stanie wygrywać, ale nie tak przekonująco, jak za swoich najlepszych lat, czyli właśnie 2007-2011. By sięgać po zwycięstwa w wielkich tourach musiał zmienić styl jazdy i nie polegać wyłącznie na dynamicznych atakach, z których słynął wcześniej.

Z nimi wiąże się prawdopodobnie największa kontrowersja w karierze Hiszpana, czyli Tour de France 2009 i podjazd do Verbier, gdzie podczas 20’ wysiłku osiągnął VAM (średnią prędkość podjeżdżania) przekraczającą 1900m/h. Przypomnijmy, że obecnie podczas hiszpańskiej Vuelty specjaliści przecierają oczy ze zdziwienia, gdy kolarze wspinają się o 100m/h wolniej na podjazdach o połowę krótszych, uznając to za wynik mocno podejrzany.

Wiele wskazuje na to, że podjazd do Verbier był najszybszym w historii Tour de France, gdzie kolarze wspinali się żwawiej niż najbardziej niesławni herosi “ery EPO”.

Co więcej, warto też w tym miejscu wspomnieć o wygranym przez Contadora Tourze 2007. Dostał on go de facto w prezencie od ekipy Rabobank, której lider, Michael Rasmussen prowadził z wyraźną przewagą, a która po wyjściu na jaw unikania przez niego kontrolerów antydopingowych w czasie przygotowań do imprezy wycofała Duńczyka z Wielkiej Pętli, oddając żółtą koszulkę walkowerem.

Ze “spowiedzi” samego Rasmussena jak i innych (anty)bohaterów tamtych czasów wiemy, że przed wprowadzeniem paszportów biologicznych, mimo powoli zacieśniającej się pętli kontroli andydopingowych, czołówka zawodowego peletonu skutecznie oszukiwała system. Biorąc pod uwagę, kiedy i pod czyimi skrzydłami kariera Alberto Contadora nabrała rozpędu, z perspektywy czasu trudno szukać innych źródeł sukcesu niż uczestnictwo w zorganizowanym procesie niedozowolonego wspomagania. Tym bardziej, że kolejnymi dyrektorami sportowymi Hiszpana byli Manolo Saiz, Johann Bruynell i Bjarne Riis a trenerem Pepe Marti.

Z drugiej strony Contador potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie doping, nawet jeśli wciąż funkcjonuje, jest o wiele trudniejszy do zastosowania a zwycięstwa zawodników jednoznacznie odżegnujących się od niedozwolonego wspomagania pokazują, że można ścigać się na innych warunkach.

Kolejne wielkie toury: Vuelta 2012, 2014 i Giro 2015 były rywalom wydarte często wbrew rozsądkowi, przewidywaniom ekspertów czy bukmacherów. A tempo i styl zdecydowanie bliższe były osiągnięciom kolarzy o dekadę młodszych, prowadzących swoje kariery już wedle innego etosu.

Zatem, tak czy inaczej, pożegnalne tournee na kole Chrisa Froome’a, w dobrym stylu, ku uciesze własnej i nas wszystkich Contadorowi się należy. Co nie zmienia faktu, że choć to postać fascynująca, jej barwa jest zdecydowanie bardziej szara niż żółć, róż, złoto i czerwień wygranych w kolejnych tourach koszulek.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments