Tag: MTB

  • Gdzieś popełniliśmy błąd

    Gdzieś popełniliśmy błąd

    Dwie kobiety i żadnego mężczyzny. Tak będzie wyglądała reprezentacja polskich kolarzy górskich na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Nadrzędny cel funkcjonowania kadry narodowej w ostatnim czteroleciu został więc zrealizowany w połowie. Lub niezrealizowany.

    Pierwszy raz na IO wyścig cross country pojawił się 20 lat temu. Do Atlanty w 1996 pojechali Marek Galiński (miał wówczas 22 lata) i Sławomir Barul zajęli dalekie miejsca (odpowiednio 29 i 36, ostatnie). W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że zwycięzca, Bart Brentejns jechał 2h15? zaś Barul? trzy godziny bez sześciu minut. Ówczesne cross country miało więcej wspólnego ze współczesnymi maratonami niż ekstremalnym XCO na którym zawodnicy muszą skakać i przedzierać się przez ?rock gardeny?.

    W Sydney w sezonie 2000 wystartował samotny Galiński i do mety dojechał na 21 lokacie.

    Przed Atenami 2004 wiele mówiło się o medalowych szansach młodych i utalentowanych zawodniczek: Mai Włoszczowskiej, Annie Szafraniec i Magdalenie Sadłeckiej. Szóste (Włoszczowska) i jedenaste (Szafraniec) miejsca przyjęto z mieszanymi uczuciami biorąc pod uwagę że dziewczyny wpisały się w świadomość kibiców jako niemal pewniaki do podium dzięki regularnej obecności w telewizji. Na ich tle Galiński wypadł ?blado? dojeżdżając na czternastym miejscu, co jednak biorąc pod uwagę poziom męskiego cross country było osiągnięciem całkiem zacnym. Drugi z reprezentantów Polski, Marcin Karczyński był 24, co przeszło w zasadzie bez echa. Dwanaście lat później, czyli dziś pewnie nie pogardzilibyśmy takim wynikiem?

    Pekin 2008 to oczywiście srebro Mai Włoszczowskiej i świetne, dziesiąte miejsce Aleksandry Dawidowicz oraz trzynaste Galińskiego.

    Przed Londynem 2012 dramat przeżyła Maja Włoszczowska, którą kontuzja wykluczyła z uczestnictwa w Igrzyskach. Na wysokości zadania stanęła za to Dawidowicz, która w tabelach widnieje jako siódma. Paula Gorycka zajęła 22. lokatę. Wśród mężczyzn Marek Konwa nawiązał do wyników Galińskiego przyjeżdżając na 16. miejscu (zaledwie trzy i pół minuty za ?złotym? Jarosławem Kulhavym), Piotr Brzózka był 32.

    Tyle historii. Dwadzieścia lat obecności polskich kolarzy górskich na Igrzyskach Olimpijskich na jednej stronie zoptymalizowanego maszynopisu.

    W Rio de Janeiro po raz pierwszy w historii naszych występów na IO nie pojedzie kolarz górski, mężczyzna. Odpowiedzialność za wynik spada realnie na barki Mai Włoszczowskiej, jedynego obecnie polskiego kolarza górskiego zaliczanego do światowej czołówki.

    Jeszcze w trakcie zmierzającej do końca kariery Marka Galińskiego (?Diabeł? oddał koszulkę mistrza Polski Konwie w 2012r, w wieku 38 lat) realnie nie było widać na horyzoncie jego następcy (Galiński stawał na podium zawodów Pucharu Świata, zajął piąte miejsce w mistrzostwach świata) nie licząc tegoż Konwy, który poza zmaganiem się z realiami polskiego kolarstwa i przechodzenia z kategorii młodzieżowej do elity musiał odczuwać presję bycia ?jedyną nadzieją? naszego mtb.

    Wynik Konwy w Londynie (16.), który choć nie był mitycznym ?miejscem punktowanym? był całkiem przyzwoity. Był też, jak wiele innych wyników w polskim kolarstwie czy też sporcie w ogóle, wynikiem przypadkowym. Nie w sensie samego zawodnika, bo ten wówczas prezentował odpowiedni poziom, ale dlatego, że w razie jego niepowodzenia zostawaliśmy z niczym.

    I tak się stało teraz. Gorszy okres Konwy, dopiero zbierający doświadczenie Wawak i brak jakiegokolwiek zaplecza sprawił, że wywalczenie choćby jednej nominacji było bardzo trudne, by nie powiedzieć nierealne.

    Jasne, możemy odczuwać ?schadenfreude? z faktu, że męskiej nominacji nie uzyskali też Brytyjczycy, ale nie o to chodzi.

    Co więcej, jeśli spojrzymy na potencjalne następczynie Mai Włoszczowskiej, również nie jest dobrze. Nasza multimedalistka mistrzostw świata może jeszcze ścigać się na wysokim poziomie jeszcze przez ładnych kilka lat, ale póki co, przy niej czy też za jej plecami nie wyrosła druga czy też trzecia równorzędna reprezentantka, choć jest lepiej niż w przypadku mężczyzn. Monika Żur, Aleksandra Podgórska, Marlena Droździok, czy Rita Malinkiewicz wciąż są młode i mają pewien potencjał. Nawet jeśli nie na medale mistrzostw świata elity czy Igrzysk Olimpijskich, to na regularne przynoszenie reprezentacji wystarczającej liczby punktów by zachować ciągłość szkolenia oraz obecność na najważniejszych imprezach, podobnie jak bardziej doświadczone Katarzyna Solus-Miśkowicz czy Aleksandra Dawidowicz lub Paula Gorycka.

    W przeszłości, czasach, gdy polskie mtb rosło lub utrzymywało się na wysokim poziomie międzynarodowym, sporą część punktów, które dawały nie tylko nominacje na Igrzyska, ale też np. lepszą pozycję na starcie zawodów pucharu czy mistrzostw świata zawodnicy zdobywali w Polsce. Grand Prix MTB organizowane przez Lang Team oferowało kilka wyścigów pierwszej kategorii UCI. Po przeniesieniu zainteresowania Czesława Langa i jego ekipy na imprezy masowe powstała próżnia. Czy jednak odpowiedzialność, tak jak odpowiedzialność za medal, powinna ciążyć na jednej, jakby na to nie patrzeć komercyjnie działającej firmie? Nie sądzę…

    Z kolei na gruncie organizacyjnym wiele sezonów gdy de facto kadra narodowa równała się jednej grupie zawodowej przyczyniło się do powstania luki pokoleniowej w szkoleniu.

    Ciekawostką jest, że obecnie dyrektor sportowy PZKol a przez wiele lat trener kadry mtb, Andrzej Piątek, autor wielu sukcesów i medali (co ważne i o czym nie wolno zapominać), obecnie publicznie umywa ręce od problemów mtb:

    równocześnie regularnie wyliczając miejsca w rankingach i zdobyte medale, swoją działalnością PR oraz w social mediach budując wizerunek polskiego kolarstwa jako niemal światowej potęgi.

    Tymczasem mtb, cóż, mtb powoli się odbudowuje. Drugi sezon z rzędu funkcjonuje w miarę jednolicie zorganizowany Puchar Polski w XCO. Do imprezy z kalendarza UCI sygnowanej przez Maję Włoszczowską dołączyła druga (?Górale na Start), po latach przerwy będziemy również mieli oficjalny, międzynarodowy maraton. Zorganizowano kolejne szczeble szkolenia, potencjalnych, przyszłych kadrowiczów. Nie mamy jeszcze przedstawicieli elity, ale na szerokiej bazie juniorów i orlików możemy coś zbudować. Jeśli nie za dwa lata to za cztery czy za sześć.

    Rzecz w tym, by poza potencjalną jedną czy drugą gwiazdą, wchodzący w sportową dorosłość zawodnicy nie musieli startować z ostatnich rzędów na międzynarodowych imprezach, mogli zdobywać nie tylko doświadczenie, ale i cenne punkty w kraju a kolejni kolarze górscy widzieli sens pozostania w cross country zamiast przechodzenia na szosę, do enduro czy do pracy w lokalnym sklepie rowerowym.

    Jasne, jeśli popatrzycie na wyniki i statystyki, to z tej perspektywy okaże się, że niewiele się zmieniło. Juniorów nie przybyło, rezultatów na arenie międzynarodowej brak. Pozytywistycznie rozumiana praca organiczna ma jednak to do siebie, że nie tylko jest niewdzięczna, ale też i na jej ewentualne efekty trzeba poczekać.

    Nie wiem, czy doczekamy się męskiego reprezentanta na Igrzyskach w Tokio. Szczerze mówiąc, choć od wyników na IO w sporej części zależy finansowanie polskiego sportu jako takiego, nie przykładam do tego szczególnej wagi. Przez cztery lata między Atenami a Pekinem, kolejne cztery między Pekinem a Londynem i przez kolejne cztery między Londynem a Rio słyszałem mantrę o znaczeniu Igrzysk i tym, jedynym, celu któremu wszystko jest podporządkowane. Teraz zamiast pięciu (jak Szwajcarzy czy Francuzi) szans medalowych w Rio mamy jedną (wierzę, że po wiosennych problemach zdrowotnych Maja Włoszczowska wróci do formy i korzystając z wieloletniego doświadczenia zbuduje szczyt formy na olimpijski finał) a w Tokio prawdopodobnie nie będziemy mieli żadnej.

    Czy to znaczy, że możemy zaorać polskie mtb jako takie i gdy Maja Włoszczowska zakończy za kilka lat karierę długo czekać na swoją ?Justynę Kowalczyk?, która na kolejną dekadę odwróci naszą uwagę od realnych problemów? Czy też lepiej dać cross country wsparcie, bo mimo wszystko na to zasługuje. Mam na myśli wsparcie organizacyjne (tak, tak, Polski Związek Kolarski), finansowe, medialne, ale też po prostu dobre słowo, którego wyraźne obecnie brakuje.

  • Loverove 29.04.2016

    Loverove 29.04.2016

    Piątkowe loverove, specjalnie dla Was:

    1. Jak wchodzić w zakręty?

    Czasem warto wrócić do podstaw, zwłaszcza, jeśli prezentuje je i tłumaczy Fabien Barel:

    2. Ciężkie życie sędziego

    Popatrzcie na ten sprint o wygraną na drugim etapie Tour de Romandie:

    A teraz podejmijcie decyzję: czy kolarz w czerwonym stroju popełnił wykroczenie i należy go w wynikach przesunąć za kolarza w stroju granatowym?

    Sędziowie zdecydowali, że tak. W związku z tym Ilnur Zakarin nie jest zwycięzcą górskiego etapu, pierwsze miejsce przyznano Nairo Quintanie. Jak widać przepychanki zdarzają się nie tylko podczas finiszu z dużej grupy na koniec dnia spędzonego w płaskim terenie.

    3. Uważaj, co bierzesz

    https://twitter.com/TourDeJose/status/725898623817412609

    Wydawałoby się, że na najwyższym poziomie wyczynu takie błędy nie mogą się zdarzyć. Tymczasem wschodząca gwiazda brytyjskiego kolarstwa, Simon Yates przyjmował lek na astmę nie posiadając ważnego „TUE”, czyli zaświadczenia o wykluczeniu do celów terapeutycznych. Co ważne, zawodnik poinformował lekarza przeprowadzającego kontrolę w czasie wyścigu Paryż-Nicea, gdy pobrano próbkę, że lek przyjmuje. Drużyna Orica-Greenedge bierze na siebie odpowiedzialność za niedopełnienie formalności, ale smród będzie się ciągnął za samym kolarzem. To tak a propos ostatniego tekstu o motodopingu.

  • Rzutem na taśmę – Puchar Polski w Maratonie MTB

    Rzutem na taśmę – Puchar Polski w Maratonie MTB

    ?Za pięć dwunasta? ogłoszono terminarz oraz zasady rozgrywania Pucharu Polski w Maratonie MTB. Szkoda, że stało się to w ostatniej chwili, z drugiej strony dobrze, że jakakolwiek oficjalna forma rywalizacji w długodystansowych wyścigach na rowerach górskich będzie funkcjonowała w sezonie 2016.

    Najpierw trochę faktów. W skład Pucharu Polski w Maratonie MTB w sezonie 2016 wchodzi osiem eliminacji. Terminarz prezentuje się następująco:

    #1. Miękinia, 16.04 w ramach serii Bike Maraton
    #2. Kraków, 07.05 w ramach serii Skandia Maraton Lang Team
    #3. Gdańsk, 21.05 w ramach serii Skandia Maraton Lang Team
    #4. Bukowina Tatrzańska, 11.06 w ramach Bukovina MTB Maraton Lang Team
    #5. Łopuszna, 26.06 w ramach serii Mazovia MTB Marathon
    #6. Myślenice, 20.08 w ramach serii Bike Maraton
    #7. Ludwikowice Kłodzkie, 24.09 w ramach serii Bike Maraton
    #8. Kielce, finał w czasie Targów Bike Expo, 01.10 w ramach serii Mazovia MTB Marathon

    Ważne są dwa elementy, które nadają wagi Pucharowi.

    Po pierwsze, trzy początkowe eliminacje, zatem Miękinia, Kraków i Gdańsk będą kwalifikacjami do Mistrzostw Europy w Maratonie MTB, które zostaną rozegrane 05.06 na Łotwie. Krótko mówiąc, kto chce jechać jako reprezentant kraju na ME, musi stawać na podium PP. Kryteria kwalifikacyjne możecie znaleźć tutaj.

    Po drugie, na każdej z eliminacji do wygrania będzie żywa gotówka. Pula nagród na każdym z pucharowych maratonów to 7tys złotych. O kasę walczyć mogą (liczeni open) zawodnicy z licencjami Elity, Masters oraz Cyklosport.

    Do klasyfikacji generalnej będzie zaliczanych 6 najlepszych wyników, prowadzona będzie również klasyfikacja drużynowa. Szczegóły znajdziecie w regulaminie na stronie PZKol.

    Niewątpliwie ogłoszenie kalendarza i zasad Pucharu w sytuacji, gdy większość zawodników ma już swoje plany jest średnim pomysłem, z drugiej prace nad kontynuacją Pucharu trwały od grudnia.

    Istotne jest, że udało się utrzymać Puchar przy życiu w formie zawierającej w sobie imprezy z kilku, różnorodnych serii maratonów. Co więcej, w tym miejscu należy docenić tych organizatorów, którzy w kolejnym sezonie podejmują trud finansowania i obsługi Pucharu Polski. Robią to de facto w geście dobrej woli, wspierając wyczynowe kolarstwo górskie, choć mogliby tylko skupić się na kolejnych rekordach frekwencji rowerowych pikników rozgrywanych na przedmieściach kilku aglomeracji.

    Całość nie doszłaby do skutku i nie przyjęła oficjalnej formy, gdyby nie koordynacja ze strony Kamila Dziedzica, przedstawiciela Komisji MTB oraz wsparcia ze strony prezesa PZKol, Wacława Skarula.

    Wydaje się więc, że w tym momencie piłka jest po stronie zawodników. Kolarze elity mają w kalendarzu zestaw oficjalnych wyścigów, w których mogą brać udział nie obawiając o przepis ?1.2.019? (o tzw. „imprezach zabronionych” niezgłoszonych do PZKol). Do tego do wygrania są nagrody godnej wysokości a trasy zaproponowanych przez Macieja Grabka, Czesława Langa i Cezarego Zamanę imprez nie pozostawiają wątpliwości, że konkurencja, w której będą rywalizować maratończycy to faktycznie MTB.

    Dla amatorów: mastersów i tych, którzy decydują się na ?legalizację? swojego kolarstwa, czyli posiadaczy licencji cyklosport, będzie to okazja do porównania swoich możliwości z elitą w oficjalnej konfrontacji.

    Możecie powiedzieć, że to bez sensu, że przecież jest wystarczająco dużo imprez kolarskich otwartych dla wszystkich i Puchar Polski nie jest nikomu do niczego potrzebny, bo przecież najlepiej jest u Grabka/Langa/Gogola/Zamany a tak w ogóle, to prawdziwe mtb było tylko ?u Golonki?.

    Cóż, być może subiektywnie macie rację. Tyle tylko, że sport, zwłaszcza ten wyczynowy ma jednak to do siebie, że jest z natury rzeczy zinstytucjonalizowany. Jakieś 100-150 lat temu Brytyjczycy i Francuzi zaczęli spisywać reguły większości dyscyplin, organizować je w federacje, które przyznają tytuły, medale, punkty i prowadzą rankingi. W ten sposób można odróżnić wydarzenia ważne od mniej ważnych a sukcesy w nich osiągane obiektywnie rangować. Bez tego bylibyśmy wszyscy po prostu hobbystami, którzy poświęcają swoje życie a tak, ci, którzy deklarują swoje zaangażowanie przez zrzeszenie, w naszym przypadku, w Polskim Związku Kolarskim, stają się Kolarzami i uprawiają Kolarstwo a nie zwyczajnie jeżdżą na rowerze.

    Bieżących informacji o Pucharze Polski w maratonie mtb szukajcie na facebookowym fanpagestronie PZKol, a także wkrótce na www wspólnej z Pucharem Polski XCO.

    Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe Lang Team, Maratomania.pl. 

  • 13 rzeczy, które Cię nie zaskoczą w tym sezonie MTB

    13 rzeczy, które Cię nie zaskoczą w tym sezonie MTB

    Już za chwileczkę, już za momencik każdy weekend będzie zajęty imprezami mtb. Co się zmieniło na naszym uroczym podwórku a co zostało po staremu? Sprawdź, czy sezon 2016 będzie wyjątkowy. A może nie będzie?

    1. W cieniu Jezusa

    Tego z Rio de Janeiro oczywiście. Kalendarze zawodów: od międzynarodowego po ten w twojej gminie są podporządkowane Igrzyskom Olimpijskim. W sezonie 2016 wszystko kręci się wokół IO, kwalifikacji, punktów, szczytów formy i pieniędzy, jakie Polski Związek Kolarski może dostać z Ministerstwa Sportu i Turystyki, jeśli nasi kolarze przywiozą z Brazylii medale lub choćby ?miejsca punktowane?.

    2. Klęska urodzaju

    Będzie wiele weekendów, podczas których będziesz musiał/a dokonywać trudnych wyborów. Maraton czy XC, ?Grabek?, ?Lang? czy ?Zamana?? Pierwsza kumulacja to już 16-17 kwietnia, gdy swoje zawody organizuje pięć ważnych serii maratonów a takich przypadków będzie jeszcze kilka. Co ciekawe, są też takie terminy, gdy będzie można spokojnie odpocząć, potrenować lub zrobić cokolwiek innego.

    3. Brak porozumienia

    Wygląda na to, że każdy z organizatorów robi swoje i nie patrzy zanadto na konkurencję. Nie liczą się też uczucia uczestników, poza jednym, czyli lojalnością.

    4. Puchar Polski XCO

    Po pilotażowym sezonie 2015 projekt ?Puchar Polski XCO? jest kontynuowany. Jeśli traktujesz kolarstwo górskie jako sport wyczynowy, to jest miejsce dla Ciebie. W tym roku do wyboru będzie osiem wyścigów, szansę startu dostaną także mastersi i amatorzy. Do wygrania będzie sława, chwała, trochę pieniędzy a przede wszystkim regularna możliwość konfrontacji z rywalami podchodzącymi do sprawy poważnie na trasach apisrujących do miana ?prawdziwego XCO?.

    5. A gdzie Puchar w Maratonie?

    O ile reaktywacja PP XCO póki co działa, o tyle Puchar Polski w Maratonie po raz kolejny upadł. Idea, by zawody kilku organizatorów połączyć pod wspólnym szyldem nie sprawdziła się i wygląda na to, że nie ma chętnych by temat pociągnąć. W związku z tym, spośród kilkuset maratonów realnie rzecz ujmując trudno jest wskazać te, które są jakkolwiek ważne. To od widzimisię uczestników zależy, którą serię uznają za prestiżową. Wszystko inne to tylko marketing organizatorów.

    Edit: Wygląda na to, że zgodnie z tradycją, „za pięć dwunasta” czyli na dwa tygodnie przed planowanym rozpoczęciem jakieś ruchy w stronę uratowania PP XCM zostały poczynione. Czyli nihil novi sub sole. 

    Puchar Polski w maratonie MTB 2016 na dobrej drodze. W ciągu kilku dni ukaże się oficjalna informacja. Już teraz możemy... Posted by Puchar Polski w maratonie MTB on Thursday, 31 March 2016

    6. UCI w Jeleniej Górze

    To co napisałem powyżej nie jest do końca prawdą. W Jeleniej Górze (11.09 w ramach Bikemaratonu) zorganizowane zostaną zawody zaliczane do UCI Marathon Series. Obok mistrzostw Polski będzie to więc jedyny wyścig z realnym, wymiernym i obiektywnym prestiżem. https://www.instagram.com/p/4KDF8gp_OX/

    7. Międzynarodowe XCO

    Nie wiem, czy do Tuchowa (05.06) oraz Wałbrzycha (18-19.06) przyjadą zawodnicy z sąsiadujących z nami krajów, ale fakt jest faktem: tamtejsze eliminacje Pucharu Polski zostały wpisane do międzynarodowego kalendarza UCI. Co prawda tylko z kategorią ?2?, ale zawsze to dobry początek. Oprócz tego 10.09 w Jeleniej Górze Maja Włoszczowska firmuje swoim nazwiskiem wyścig XCO kategorii HC, czyli najwyższej. To już poważna sprawa, punkty do rankingu oraz niezłe pieniądze do wygrania, zatem przynajmniej kilka międzynarodowych gwiazd powinno do Polski zawitać, tym bardziej, że w Europie rozegranych zostanie tylko osiem imprez tej rangi.

    8. A może by tak Super Klasfikacja?

    #SKMTB http://skmtb.pl/ to pomysł na ujednolicony ranking zrzeszający większość wyścigów mtb (zarówno XCO jak i XCM) w kraju (plus kilka zaraz za granicą). Zawody podzielone są na kategorie, punkty zbiera się przez cały sezon, z założenia Super Klasyfikacja ma być alternatywą dla Pucharu Polski. Jeśli zastanawiasz się, którą z imprezę w dany weekend wybrać, może to właśnie punkty #SKMTB będą argumentem, który zaważy o twojej decyzji.

    9. Z licencją czy bez?

    W temacie licencji PZKol w zasadzie nic się nie zmieniło. Jej posiadanie umożliwia start w zawodach Pucharu Polski, Mistrzostwach Polski oraz w imprezach zagranicznych z oficjalnego kalendarza. Równocześnie bez licencji można żyć i ścigać się co tydzień.

    10. Imprezy zabronione

    W kontekście licencji ważny jest przepis o ?Imprezach Zabronionych?, czyli niesławny 1.2.019. Wykładnia PZKol na sezon 2016 zabrania zawodnikom kategorii Elita w imprezach spoza oficjalnego terminarza Narodowego, Regionalnego lub Międzynarodowego. Zatem jeśli jesteś w kolarskim wieku produkcyjnym, sprawdź dwa razy, czy możesz i czy warto ścigać się w lokalnym ogórku, bo możesz ponieść karę.

    11. Ci parszywi zawodowcy

    Kolarze elity w ogóle mają ciężko. Nie dość, że muszą sprawdzać, gdzie wolno im startować a gdzie nie, to nawet, jeśli maraton jest wpisany do kalendarza regionalnego związku kolarskiego, i tak znajdzie się kilku hejterów, którzy kilka razy w sezonie rozpętają flejma o parszywych zawodowcach, którzy odbierają lizaki, nagrody i przyjemność z jazdy tym jedynym, prawdziwym amatorom.

    12. Mit Pure MTB

    To samo dotyczy niekończących się dyskusji o wyższości jednych zawodów nad drugimi. Górskości tras, prestiżu związanego z przewyższeniem oraz błotnych pułapek, które długością własnego ciała pokonują niestrudzeni ekstremaliści. Ponieważ, co wykazałem powyżej, nie licząc paru wyścigów i tak nie ma znaczenia, gdzie startujesz, takie dysputy są czcze. Po prostu ścigaj się tam, gdzie chcesz. O ile oczywiście chcesz.

    13. Ten sezon przejdzie do historii

    To, ma się rozumieć, żart i nawiązanie do quasi komunikatów prasowych, które rozsyłają organizatorzy imprez mtb. Każda jest wyjątkowa, każda ?tradycyjna?, w jakimś sensie rekordowa a gdy już się zakończy, przechodzi do historii. Część z nich nie ma na swoich www nawet wyników z zeszłego roku, ale co tam, historia musi być. Krótko mówiąc, ponieważ sezon 2016 będzie taki sam jak 2015, 14 i poprzednie, najważniejsze w całym tym grajdołku jest jedno. Jeżeli gdzieś w międzyczasie podjąłeś lub podjęłaś decyzję, że próbujesz być kolarzem górskim, po prostu baw się dobrze. Zdjęcie okładkowe: zawody mtb, fot. Citizen 4474, flickr CC BY SA 2.0

  • Młodzieżowa kadra U23 – nowa energia w polskim kolarstwie

    Młodzieżowa kadra U23 – nowa energia w polskim kolarstwie

    Wyodrębnienie młodzieżowej kadry XCO, z osobnym trenerem, programem startów i szkolenia to nowość w polskim kolarstwie. Ten projekt powinien pomóc kolarzom w najtrudniejszym okresie, przejścia od juniora do elity, zaadaptować się w nowym otoczeniu i kontynuować sportowy rozwój. O tym, jak funkcjonuje nowy element układanki szkolenia zawodników i zawodniczek olimpijskiej odmiany mtb porozmawiałem z trenerem kadry U-23, Sebastianem Żabińskim.

    Pierwsza, ważna informacja to ta, że szkoleniem i opieką w kadrze młodzieżowej objętych jest dwanaście osób. To naprawdę sporo, biorąc pod uwagę ?zasoby ludzkie?, jakimi dysponuje krajowe mtb i sytuację w poprzednich latach. Kto konkretnie wchodzi w skład kadry i jakie były kryteria selekcji tej grupy?

    Marlena Droździok, Rita Malinkiewicz, Gabriela Wojtyła, Patrycja Piotrowska, Aleksandra Podgórska, Piotr Konwa, Jakub Zamroźniak, Adrian Siarka, Filip Helta, Marceli Bogusławski, Wiktor Hudyka i Michał Topór. Dwanaście osób to najwięcej na przestrzeni ostatnich lat. Wszyscy Ci zawodnicy to medaliści Mistrzostw Polski. Ich dotychczasowa postawa, praca, jaką wykonali oni i ich trenerzy zasługuje na docenienie i wsparcie. Od tego sezonu, dzięki decyzji zarządu PZKol, ci zawodnicy dostają zielone światło na dalszy rozwój i zaprezentowanie swoich możliwości w barwach reprezentacji. Starty w stroju z orłem na piersi to wyjątkowe przeżycie. Zapewniam, że ci młodzi ludzie zrobią co w ich mocy by godnie reprezentować barwy narodowe.

    Tak liczna grupa młodzieżowców objętych szkoleniem centralnym to nowość, zatem jaki rodzaj wsparcia jest dla nich zaplanowany?

    Chcę stworzyć grupę, która z czasem nawiąże do standardów jakie oferowała kadra narodowa z czasów świetności polskiego MTB.

    Już teraz kadrowicze mogli skorzystać z sesji motywujących oraz diagnozujących, prowadzonych przez jednego z najlepszych psychologów sportowych w Polsce. Postaram się zapewnić również profesjonalną obsługę serwisową podczas zawodów. Jest wiele rezerw, po które chcemy sięgnąć w drodze po sukces polskiego MTB.

    Jesteśmy na dobrej drodze. Otrzymaliśmy szansę i chcemy się odwdzięczyć dobrymi wynikami. Piłka jest po naszej stronie. Otrzymane wsparcie wykorzystamy w sposób maksymalnie efektywny.

    Na co dzień zawodnicy reprezentują swoje kluby, które mają swoje cele, równocześnie są objęci szkoleniem centralnym. Jak wygląda współpraca z klubami?

    Już pierwsze kontakty z trenerami i managerami klubów, które reprezentują kadrowicze rokują na współpracę wręcz idealną. Pierwsza akcja szkoleniowa, która już jest za nami, została wysoko oceniona nie tylko przez władze związku, ale przede wszystkim przez macierzyste kluby i samych zawodników, dla których cały program został stworzony.

    Jak zatem wygląda wasz program startów w najbliższym czasie?

    Nie możecie nam zazdrościć. W roku olimpijskim nic nie jest łatwe. Terminy imprez mistrzowskich są zdecydowanie ?przyspieszone?. Proszę sobie wyobrazić, że przed Mistrzostwami Europy (5-8 maja, Huskvarna w Szwecji), mamy tylko jeden wyścig w kraju rangi Pucharu Polski. Aby nawiązać w Szwecji walkę o najwyższe lokaty, możliwie wcześnie musimy rozpocząć konfrontację ze światową czołówką, podczas zagranicznych wyścigów. To olbrzymie wyzwanie dla zawodników i całej ekipy. Praktycznie już od końcowych dni marca, kadra ?na walizkach? spędzi okres aż do mistrzostw starego kontynentu.

    Nowością, którą w tym roku wprowadzasz jest zmieniona formuła pracy z zawodnikami. W planie jest więcej, za to krótszych zgrupowań, jak będzie to wyglądało w praktyce?

    Cel jest jeden. Nawiązać walkę z światową czołówką. Nie będzie lepszej okazji na wymierną ocenę realizacji planów, jak starty i wyniki podczas Mistrzostw Europy i Świata. Niestety mistrzostwa starego kontynentu są już za kilka tygodni. Musimy dać naszym zawodnikom szansę na możliwie najlepsze przygotowanie się do konfrontacji z reprezentacjami, które zimę spędziły na Cyprze, w Hiszpanii czy innych rejonach świata z klimatem sprzyjającym do optymalnej realizacji treningu.

    Stąd kalendarz startów kadry młodzieżowej zawiera wszystkie mocno obsadzone wyścigi, które odbędą się w marcu i kwietniu.

    Niestety nasi zawodnicy nie spędzą świąt wraz z rodzinami. Będą reprezentować Polskę podczas wyścigów UCI kategorii 1. oraz HC w Mediolanie, Langenlois, Pradze, Montichiari i Teplicach, skąd wyruszymy do Szwecji na Mistrzostwa Europy.

    Mogę zapewnić, że reprezentanci, dostaną szansę na optymalne przygotowanie do startu w Mistrzostwach Świata. Niestety zabraknie przygotowań w warunkach wysokogórskich, lecz jestem przekonany, iż w naszych zawodnikach drzemią olbrzymie rezerwy, których uruchomienie da w tym momencie lepsze efekty niż podniesienie poziomu całkowitej masy hemoglobiny. Na to przyjdzie czas w kolejnym etapie pracy z kadrą U23.

    Zawodnicy, z którymi pracujesz i będziesz w najbliższych latach pracował, wychodzą spod ręki trenera Rafała Hebisza, który prowadzi kadrę juniorów. Jak planujecie współpracę między sobą?

    Tego nie musimy planować. To będzie naturalna kolej rzeczy. Jestem przekonany, że mamy ten sam cel. Już teraz wiem, że podział kadr to konieczność aby nastąpił progres wyników. Tylko wtedy zawodnicy dostaną odpowiednią ofertę szkoleniową.

    Te grupy powinny również ze sobą rywalizować w pewien sposób, jednak trenerzy zdecydowanie muszą współpracować. To podniesie jakość oferty, którą dajemy zawodnikom i przyczyni się do coraz lepszych wyników.

    Mówiliśmy o kadrze jako takiej, a jak wyglądają Twoje prywatne oczekiwania wobec tego projektu?

    To bardzo proste ? chcę stworzyć grupę, w której będzie miał szansę znaleźć się każdy zasługujący na to zawodnik. To zapewni ciągłość szkolenia, której wymagają nasi najzdolniejsi kolarze. Daje to świetne narzędzia dla trenerów w klubach, którym łatwiej będzie motywować do pracy swoich podopiecznych. Tym samym, nie będziemy tracić zdolnych zawodników w tym trudnym dla nich okresie przejścia z juniora do młodzieżowca. Moja zasada jest jedna ? mierz wysoko a zajdziesz daleko. Potrzebujemy 2-3 lata by dogonić świat. Konieczna będzie olbrzymia dawka charyzmatycznej pracy. I zrobimy to!

    Otrzymaliśmy ogromny kredyt zaufania od zarządu PZKol. O taki stan rzeczy walczyłem od dawna widząc w tym jedyną szansę dla kolarstwa górskiego w Polsce. W ubiegłym sezonie wspólnie z Rafałem Hebiszem, eksperymentalnie sprawdziliśmy system rozdziału kadr – juniorskiej od U23. Pozytywnie ocenili to trenerzy i działacze klubowi działający w komisji kolarstwa górskiego. To oni, wraz z prezesem związku mogą się mianować ojcami tego przedsięwzięcia. Ja jestem tyko realizatorem i ogniwem łączącym plany w jedną spójną całość.

    To brzmi optymistycznie a projekt zapowiada się więc ciekawie i wnosi sporo nowej energii, czy możesz więc powiedzieć, jakimi środkami będzie dysponowała kadra XCO U23?

    Budżet jaki otrzymaliśmy jest optymalny biorąc pod uwagę rok olimpijski i sytuację finansową związku. Zapewniam, iż każdą złotówkę wykorzystamy w sposób maksymalnie efektywny. Rezygnujemy z wielu udogodnień, jednak zapewniam, że warunki stworzone kadrowiczom będą możliwe jak najlepsze dla kwoty, która na szkolenie posiada siódemkę z przodu i niestety nie pięć zer.

    Tymczasem trzymajmy wszyscy kciuki za powodzenie przedsięwzięcia Polskiego Związku Kolarskiego, jakim jest powołanie Młodzieżowej Kadry Narodowej i za wszystkich pracujących na rozwój polskiego kolarstwa górskiego, w którym mamy tradycję do jakich musimy powrócić.

  • Kross Racing Team 2016

    Kross Racing Team 2016

    Maja Włoszczowska, Anna Szafraniec-Rutkiewicz, Fabian Giger i Bartłomiej Wawak będą w sezonie 2016 reprezentantami 2016 zawodowej ekipy Kross Racing Team. To już pewnie wiecie, ale kilka dodatkowych informacji z prezentacji zespołu powinno Was zaciekawić.

    Zacznę z ?wysokiego C?. Fakt pozyskania przez polską drużynę zawodnika klasy Gigera to spore wydarzenie. Szwajcar jest dziesiątym kolarzem rankingu UCI elity w konkurencji cross country.To ścisła światowa czołówka, choć warto w tym miejscu zaznaczyć, że jest on ?zaledwie? na czwartym miejscu wśród reprezentantów swojego kraju (wyprzedzają go Nino Schurter – 2, Florian Vogel – 3 i Matthias Fluckiger – 6, za nim są m.in. Lukas Fluckiger – 11 i Ralph Naef – 14).

    A teraz pomyślcie o polskich klubach czy też sponsorach, którzy zatrudniają i wspierają sportowców tego formatu. Fakt, że rodzima firma podejmuje taki krok o charakterze globalnym mnie osobiście mocno imponuje.

    Dzięki temu Kross będzie obecny w czołówce zarówno kobiecego jak i męskiego XCO, wśród takich gigantów jak Specialized, Scott czy BMC.

    Druga sprawa to olimpijskie ambicje zespołu. Maja Włoszczowska jest pewniakiem do wyjazdu do Rio de Janeiro i zapowiada walkę o złoto. Czy jest to realny cel, trudno powiedzieć, bo młodsze zawodniczki a zwłaszcza Jolanda Neff wyprawiają ostatnio niezwykłe rzeczy na trasach pucharu świata. Z drugiej strony Maja przez całą swoją karierę wielokrotnie udowodniła, że jest specjalistką w przygotowaniach do ważnej imprezy docelowej a na zawodach takich jak Igrzyska Olimpijskie doświadczenie jest sprawą najwyższej wagi. Zatem tak jak nie można w ciemno stawiać na Maję, tak nie można wykluczyć sytuacji, w której Polka faktycznie po złoto sięga.

    https://www.instagram.com/p/BBFOilQEciY/

    Problem z kwalifikacją, mimo znakomitych wyników może mieć za to Fabian Giger, który z pewnością w Rio by się pojawił, gdyby nie był Szwajcarem. Jeśli jednak nie załapie się on do kadry na IO, i tak Kross będzie miał z niego sporo pociechy na trasach innych, ważnym imprez.

    Kolejna kwestia to awans lub jego brak męskiego reprezentanta Polski. Bartek Wawak i Marek Konwa będą mieli mocno zajętą pierwszą część sezonu w pogoni za punktami dającymi awans w rankingu i miejsce w olimpijskiej stawce. Tu sprawa jest podobna jak z medalowimi szansami Mai, awans jest możliwy, ale nie można wykluczyć sytuacji, gdy całe przedsięwzięcie się nie powiedzie. Co jest ważne, to że Wawak i Konwa muszą o miejsce dla Polski walczyć razem i niejako wspierać się wzajemnie, ale na IO pojedzie tylko jeden z nich.

    Na koniec trzeba wspomnieć o Annie Szafraniec-Rutkiewicz. Nieobecna na prezentacji zawodniczka kontunuuje leczenie i jej powrót na trasy nie jest pewny. Ma jednak wsparcie drużyny a co pokazał sezon 2015, nawet nie w pełni sił potrafi sięgnąć po wartościowe rezultaty.

    Co w prezentacji Kross Racing Teamu było fajne, to bardziej osobisty niż ?gwiazdorski? charakter całego wydarzenia. Pomysł, by prowadzący Przemysław Babiarz zamiast o wyniki pytał o wspomnienia z początków kariery sprawdził się bardzo dobrze.

    Maja, Fabian i Bartek dostali przestrzeń dla siebie, i wykorzystali ją raczej do przedstawiania sympatycznych anegdot niż wyświechtanych, konferencyjnych formułek.

    Dzięki temu wiem np., że partnerem treningowym Gigera, który nigdy nie zawodzi jest jego ojciec. Były kolarz szosowy nadal czasem trenuje ze swoim synem i jest ostatnią deską ratunku, gdy pada deszcz, jest pogoda ?pod psem? a wszyscy rówieśnicy Fabiana zawodzą.kross-prototyp-3d

    Na koniec jeszcze kilka słów o sprzęcie. Nowa rama Level B+, projektowana pod kątem Igrzysk Olimpijskich w rozmiarze S, na którym ścigać się będą Maja i Fabian waży poniżej kilograma. Można było przyjrzeć się nie tylko gotowemu produktowi, ale też pierwszemu prototypowi wykonanemu przy użyciu druku 3d. Smaczkiem w sezonie 2016 będzie odchudzenie rowerów dzięki ekskluzywnym komponentom Tune.

    Wizyta na Stadionie Narodowym, gdzie Kross zaprezentował swój team była więc całkiem przyjemna a spotkanie z zawodnikami rekompensuje uciążliwości rozkopanej ?siódemki? Kraków-Warszawa i zapchanej ?Gierkówki? ;)

    Zdjęcie okładkowe: Tomasz Swierczynski, mat. prasowe Kross Racing Team

  • Po co są lokalne wyścigi?

    Po co są lokalne wyścigi?

    To był mój trzeci sezon z rzędu, w którym startowałem w Pucharze Szlaku Solnego. Te zawody oferują pewien równy, sprawdzony standard. Wybierając się na nie wiem, czego się spodziewać. Wypracowany przez lata schemat powoduje, że właściwie wszystko działa jak w zegarku i niemal zawsze dostaję to, czego się spodziewałem.

    Kluczowym elementem jest lokalizacja poszczególnych eliminacji. W tym roku były to: Spytkowice, Skomielna Biała, Kasina Wielka, Orawka oraz Rabka. Miejscowości położone w górach dzielą niewielkie odległości. To idealna sytuacja dla lokalnych klubów: koszty dojazdu spadają może nie do zera, ale w budżecie całego sezonu stają się pomijalne. Akceptowalny dystans i czas dojazdu jest również ze Śląska, Żywiecczyzny, Krakowa czy wschodniej Małopolski. Gdy pierwszy raz wybierałem się na Szlak Solny, był to jeden z głównych argumentów przemawiających za taką wycieczką.

    https://instagram.com/p/56-2Qbkcr-

    Ponieważ zawody rozgrywane są w górach, charakter tras faktycznie jest górski. To nie tautologia: na Szlaku Solnym próżno szukać interwałowych rund. Okrążenia składają się z jednego-dwóch siłowych podjazdów, z których każdy zajmuje przynajmniej kilka minut, przedzielonych mniej lub bardziej technicznymi zjazdami. Wyjątkiem była Skomielna Biała, która odbiegała poziomem trudności od pozostałych eliminacji: aby poradzić sobie na trasie Pucharu Polski trzeba było wykazać się wyraźnie większymi umiejętnościami niż w czasie reszty rund PSS.

    Tak jak w wielu podobnych przypadkach, kolejne eliminacje organizowane są dzięki zaangażowaniu lokalnych klubów, aktywistów i sponsorów. Mimo to, a może dzięki temu, wszystko działa jak należy, choć malkontenci mogą doszukiwać się pewnego zastoju.

    Puchar Szlaku Solnego nie ma wielkiego rozgłosu: czasem wspominają o nim lokalne media. Większość materiałów: zdjęć i relacji, które znajdujemy w sieci pochodzi od zawodników lub osób im bliskich. Przy trasie nie znajdziemy również kilometrów bannerów czy reklam pneumatycznych, najważniejsi darczyńcy przypinają swoje logotypy a o wszystkich wspomina spiker (nota bene całkiem sprawnie obsługujący całą imprezę).

    facebook.com/GBachPhoto Posted by Grzegorz Bachórz Photo on Tuesday, 7 July 2015
      Zawody mają stosunkowo wysoką kategorię: można na nich zdobywać punkty do challenge?u PZKol, które m.in. decydują o ustawieniu na starcie podczas mistrzostw Polski oraz do challenge?u małopolskiego, gdzie rywalizują ze sobą lokalne kluby i ich przedstawiciele. Dobrym rozwiązaniem jest nadanie wyższej rangi poszczególnym wyścigom. I tak: w Skomielnej rozegrano Puchar Polski oraz eliminację Olimpiady Młodzieży, w Kasinie mistrzostwa małopolski, Orawka drugi rok z rzędu gościła mistrzostwa LZS (Ludowych Zespołów Sportowych) a w Rabce rywalizowała lokalna młodzież w ramach ?Gimnazjady?. To podbija frekwencję i zachęca do wizyty na PSS nowych zawodników, z których część wraca na kolejne eliminacje. Największą ?wartością dodaną? jest możliwość startu i doskonalenia umiejętności przez młodzież. Dla juniorów młodszych i młodzików trasy na Szlaku Solnym są wystarczająco wymagające, by rozwijać ich sportowo. Dla trenerów lokalnych klubów to dobry poligon sprawdzający możliwości kolarskiego narybku. Dość powiedzieć, że wielu kadrowiczów pochodzi właśnie z tego regionu a np. Sokół Kęty czy KS Luboń Skomielna Biała - stali uczestnicy tych imprez - wychowały wielu świetnych sportowców. Co ważne, stałym punktem programu są wyścigi dla dzieci, zatem rodzeństwo czy potomkowie starszych zawodników mogą od najmłodszych lat zarażać się pasją do kolarstwa. Jeśli prześledzicie wyniki żaków a nawet jeszcze młodszych kategorii, znajdziecie wiele znajomo brzmiących nazwisk. Przy okazji obecność dzieci sprawia, że na zawody przyjeżdżają często całe rodziny, więc przy trasach pojawiają się kibice. Z drugiej strony można powiedzieć, że na Szlaku Solnym czas się zatrzymał. Co roku wszystko wygląda mniej więcej tak samo, jakby wbrew otaczającej presji, która nakazuje ciągły wzrost i rozwój. Pytanie tylko, czy w tym miejscu i na tym poziomie trzeba czegoś więcej? Oczywiście, zawodnicy zawsze chętnie powitają wyższe nagrody finansowe czy obecność choćby lokalnej telewizji (która przy okazji wspomni kilka ciepłych słów o gminie-organizatorze oraz sponsorach), jednak wydaje się, że i bez tego da się żyć.

  • Zmiana perspektywy

    Zmiana perspektywy

    Wracając na rower trzy lata temu nie spodziewałem się, że będę uczył się tylu nowych rzeczy. Starty oraz treningi na trasach Pucharu i Mistrzostw Polski XCO zmusiły mnie do skakania z dropów czy mieszczenia roweru na kołach 29? w zakrętach, do których wcześniej nie podchodziłbym na mniejszym 26?.

    Droga, jaką obrałem jest dość ?miękka?. W świat wyścigów wchodzę powoli i stopniowo, w każdym kolejnym sezonie podejmując coraz poważniejsze wyzwania. Mimo wieku mogę więc postawić się np. w sytuacji juniora, który właśnie przeszedł do swojej kategorii z juniora młodszego.

    Gdy na początku lipca zdejmowałem rower z bagażnika na łące w Skomielnej Białej wiedziałem, że czeka mnie spore wyzwanie. Widziałem zdjęcia, i filmy z objazdu trasy Pucharu Polski, która wyraźnie odbiegała poziomem trudności od najcięższych rund, które znałem do tej pory w ramach Pucharu Szlaku Solnego.

    Po pierwszym treningowym okrążeniu byłem załamany. Wydawało mi się, że dwa sezony to dość, żeby ogarnąć jazdę na nowym rowerze, przypomnieć sobie co trzeba i radzić sobie nawet w trudnym terenie. Tymczasem na każdym z zakrętów, stromiźnie i dropie zamiast szukać sekund walczyłem z materią. Na szczęście wykazałem się cierpliwością i spokojem, po trzech okrążeniach było już całkiem nieźle a na samym wyścigu, mimo przeciętej opony, stwierdziłem, że trasa w Skomielnej daje mi sporo radości z jazdy i satysfakcji.

    facebook.com/GBachPhoto Posted by Grzegorz Bachórz Photo on Tuesday, 7 July 2015
        Na Mistrzostwa Polski w Sławnie pojechałem z respektem dla niespodzianek, które Przemek Gierczak i jego ekipa przygotowali dla zawodników. Nawet, jeśli okrążenie dla Mastersów było nieco skrócone, i tak niemal każdy metr rundy był dużym wyzwaniem. Tym bardziej, że znalazłem tam elementy, z którymi na co dzień się nie spotykam: kamienie i piach. Dlatego też tam, gdzie do dyspozycji miałem ?drewno?, czyli korzenie lub belki było całkiem w porządku, jednak skały skutecznie mnie spowalniały. Koniec końców w dniu zawodów ?zabił mnie? upał, jednak ponad godzina spędzona na wyścigu jak i trzy dni treningów nie poszły na marne.
      Do Tuchowa na kolejną eliminację Pucharu Polski wybrałem się bez presji, choć sporo słyszałem o tamtejszej, ciągle udoskonalanej przez jej autorów rundzie. Po Skomielnej ciasne zakręty okazały się ?do zrobienia?, z kolei dobrze zaprojektowane dropy zachęcały do nauki. Wybaczały błędy a nie straszyły możliwością poważnych obrażeń, dzięki czemu po kilku chwilach zastanowienia skakałem wszystko, co wprawiło mnie w na tyle dobry nastrój, że na wyścigu wywalczyłem trzecią lokatę. Sierpniowe starty na Pucharze Szlaku Solnego czy Kralovskim Maratonie w ubiegłych latach były dla mnie poważnym wyzwaniem. Rundę w Orawce uważałem za turbo techniczną, na zjazdach ze Słubicy traciłem sporo czasu. Tymczasem ?oldschoolową? trasę Mistrzostw Małopolski w Kasinie Wielkiej, choć miała 300m przewyższenia na okrążeniu, przyjąłem z ulgą, na Kralovskim Maratonie mogłem cieszyć się śmiganiem po singlach a w Orawce skupić na walce z rywalami i bólem mięśni na trzydziestoprocentowych stromiznach, zamiast tracić czas na korzeniastych nawrotach. Nie mówię, że w dwa miesiące stałem się magikiem techniki. O nie! Szybkie odcinki w dół wciąż są moją słabą stroną a w porównaniu ze średniej klasy juniorem z pewnością przegram na technicznych sekcjach. Widzę natomiast wyraźny postęp, powrót do dawnych umiejętności a nawet nabycie nowych. Wracając więc do analogii z zawodnikami młodszych kategorii, zdecydowanie odczuwam zalety, jakie dają starty i treningi na wymagających, ?współczesnych? trasach XC. Nawet, jeśli pewne elementy wciąż są dla mnie trudne a niektóre uważam za przesadnie niebezpieczne czy zwyczajnie bezsensowne (jeśli czołówka elity z wyboru biegnie zamiast jechać, to z pewnością gdzieś popełniono błąd), wracając na zawody rozgrywane w bardziej tradycyjny sposób, jak na dłoni widzę różnicę.
      Idąc tym tropem mogę śmiało napisać, że cieszę się z reaktywacji idei, jaką jest Puchar Polski XCO. Dzięki niemu jest szansa, że młodzi zawodnicy, gdy wybiorą się za granicę będą mogli koncentrować się na szlifowaniu detali i trenowaniu czasu przejazdu a nie na walce o przeżycie. Sam z kolei mogę czerpać satysfakcję z tego, że po każdym takim starcie jestem lepszym kolarzem. Co więcej, doceniam również różnorodność, z jakiej korzystam w tym sezonie. Układając kalendarz nie spodziewałem się tak dużych rozbieżności w poziomie trudności tras. Jeśli co tydzień miałbym podejmować wyzwanie pokroju Pucharu Polski z pewnością dość szybko odczułbym zmęczenie: i fizyczne i psychiczne. Tymczasem mamy przełom sierpnia i września a mnie nadal chce się ścigać. Tam, gdzie nie będę już musiał skakać i zjeżdżać z mostkiem (częścią ciała, nie roweru) na siodełku, znajdę więcej motywacji do rywalizacji z konkurentami. Tam, gdzie do tej pory traciłem, korzystając z doświadczeń, poszukam prędkości. To jeszcze nie jest czas na podsumowania, ale po sezonie 2015 wiem już jedno: cieszę się, że mogłem doświadczyć choćby namiastki poważniejszego ścigania. I od razu mam apetyt na więcej.

  • Byłem – widziałem: Mistrzostwa Polski XC w Sławnie

    Byłem – widziałem: Mistrzostwa Polski XC w Sławnie

    Start i porażka w ważnych zawodach to szczególne doświadczenie, które daje szerszą perspektywę na kolarstwo jako takie. Mistrzostwa Polski MTB w Sławnie zapisuję w pamięci po stronie doznań niekoniecznie najprzyjemniejszych, za to z pewnością rozwijających.

    Zanim kilka słów o zawodach jako takich, garść refleksji natury osobistej. Do Mistrzostw przygotowywałem się ?wedle najlepszej swojej wiedzy i umiejętności?. Nawet na rozgrzewce czułem się dobrze, jednak już po rundzie rozbiegowej wiedziałem, że to nie jest mój dzień. Nigdy nie znosiłem dobrze takich upałów, skwar w Sławnie zabił mnie na tyle skutecznie, by nieco nadgorliwy sędzia zastosował zasadę 80% i przedwcześnie zakończył moje cierpienia.

    Szkoda, bo mimo fatalnego samopoczucia nie zszedłem z trasy (choć chciałem), uniknąłem też upadków i problemów technicznych, które pod wpływem zmęczenia trapiły wielu rywali, z których spora część ma ?DNF? przy swoim nazwisku. Zawody skończyłem na 13 miejscu w najliczniej od lat obsadzonym wyścigu Mastersów. Szału nie ma, ale mogło być gorzej.

      Tak czy inaczej kolejny raz własne doświadczenie pomaga mi lepiej zrozumieć ten sport. Dzięki temu łatwiej mi ważyć słowa, gdy na etapie Tour de France kolejni, typowani do podium faworyci nie tylko nie nadążają za ?turbo młynkiem? Chrisa Froome?a, ale też jadą wyraźnie poniżej oczekiwanego od nich poziomu. Wiem też, co znaczy, gdy w kluczowych klasykach kolarz wąskiej specjalizacji, który ma tylko 2-3 szanse w sezonie na dobry wynik przegapia akcję dnia i kończy na nastym miejscu kilka lat z rzędu, choć teoretycznie ma wszystkie argumenty by myśleć o wygranej. Tak to już bywa, ?dyspozycję dnia? da się często wyjaśnić, w ekipach zawodowych, zwłaszcza tych bazujących na naukowym zapleczu analizuje się najmniejsze detale decydujące o sukcesie lub porażce. Założę się jednak, że niejeden zawodnik po etapie do La Pierre-Saint Martin nadal głowił się nad tym, co poszło nie tak. A w obliczu porażki w najważniejszym starcie myśli nad tym, co zrobić z pozostałymi do końca roku miesiącami, by jakkolwiek uratować swój sezon. Osobiste doznanie podobnego stanu na imprezie docelowej, choć oczywiście z zachowaniem skali, uczy pokory na tyle, by zawsze uszanować wysiłek innych, bez względu na to, czy walczą o żółtą koszulkę Tour de France czy na lokalnym ogórku o puchar wójta gminy X. Krótko mówiąc: umarłem i zebrałem baty, ale przez to ten blog będzie jeszcze ciekawszy. https://instagram.com/p/5M7mPpEcuF/ Po tym przydługim wstępie przejdę do samych mistrzostw w Sławnie. Zacznę od gratulacji dla ekipy, która zrobiła na mnie najlepsze wrażenie. Zawodnicy KCP Elzat Bieniasz Bike Team zwyciężyli w sztafecie oraz zdobyli medale w może nie tak eksponowanych, ale bardzo ważnych kategoriach: złoto w Młodzikach (Łukasz Helizanowicz), srebro w Młodziczkach (Gabriela Hudyka, wygrała Ewa Miłek z Sokoła Kęty), brąz w Juniorach (Wiktor Hudyka, wygrał Filip Helta z KKW Superior Wałbrzych) i srebro wśród orlików (Jakub Zamroźniak, zwyciężył Bartłomiej Wawak z Krossa). Od swojego powrotu na rower dwa i pół roku temu śledzę pracę, jaką Mirek Bieniasz wykonuje dla swoich młodych podopiecznych i jestem pod wrażeniem zaangażowania, które przyniosło efekty w postaci worka medali wywalczonego w Sławnie. Kolejna uwaga dla odmiany bardziej gorzka. Dotyczy trasy, która, owszem, dla wszystkich była taka sama, ale sprawdziła się jako właściwa arena tylko dla kilkorga najlepszych w kraju zawodników i zawodniczek elity. Marek Konwa i Maja Włoszczowska a także ich bezpośredni rywale radzili sobie śpiewająco. Jednak szczytem kuriozum były wyścigi w formule XCE, podczas których najlepsi specjaliści sprintów, w tym kolarze z doświadczeniem na arenie międzynarodowej czy w bardziej ekstremalnych odmianach mtb kluczowy i z założenia najbardziej widowiskowy element rundy pokonywali biegiem. Jeśli świetni zawodnicy, którzy po solidnym zapoznaniu się z trasą rezygnują z jazdy, bo ta staje się nieopłacalna, oznacza to, że gdzieś popełniono błąd. Z drugiej strony w wyścigach XCO czołówka, w imię większej płynności, sprawnie radziła sobie z wybudowanym ?rock gardenem?, co było nie tylko miłe dla oka, ale potwierdza klasę i doświadczenie medalistów: Marka Konwy, Bartłomieja Wawaka, Piotra Brzózki, Mai Włoszczowskiej, Oli Dawidowicz i Marleny Droździok. https://instagram.com/p/5MOcq2EcrL/ Fakt, że w centrum Polski jest możliwe wytyczenie wymagającej i selektywnej trasy mtb pokazuje, że kolarstwo górskie na wysokim poziomie można uprawiać - i szkolić - niemal wszędzie. Z drugiej strony, po kilkuletnim pobycie na nizinach miło byłoby, gdyby krajowy czempionat znów zawitał w środowisko bliższe swojej nazwie. Z całym szacunkiem dla Sławna i okolic a także dla organizatorów, którzy wykonali olbrzymią pracę przy stworzeniu całego wydarzenia, jakim były Mistrzostwa Polsi XC 2015, górskie kurorty oferują lepszą infrastrukturę bliżej samej trasy wyścigu. Na koniec, jeśli nie byliście w Sławnie, zawsze możecie przejrzeć relację wideo dostępną na youtubowym kanale Sport Channel. Transmisja była dostępna na żywo, obraz z kilku kamer pokazywał, co dzieje się na trasie, komentatorzy mieli dostęp do bieżących komunikatów generowanych przez sędziów. Śmiem twierdzić, że o wiele mniejsza i realizowana o wiele skromniejszymi środkami niż szosowy odpowiednik impreza dostarczyła lepszy przekaz niż współpracująca z Lang Teamem TVP podczas czerwcowych mistrzostw w Sobótce! https://www.youtube.com/watch?v=e6k2OSmLbOw Zestaw wyników znajdziecie u niezawodnego sędziego Godlewskiego.