Tag: BMC

  • Pomarańczowa odsiecz, czyli polski kapitał ratuje drużynę Jima Ochowicza

    Pomarańczowa odsiecz, czyli polski kapitał ratuje drużynę Jima Ochowicza

    Gdy grupa znana dotychczas jako BMC prawie chyliła się ku upadkowi, gdy część gwiazd podpisała już kontrakty z nowymi pracodawcami, gdy wydawało się, że jedyne, co pozostaje to jak najdłużej utrzymać Grega Van Avermaeta w koszulce lidera Tour de France i godnie pożegnać się z peletonem pojawił się on. Cały na pomarańczowo. Dariusz Miłek, producent taniego obuwia z europy środkowej. I zadeklarował, że przejmie finansowanie drużyny.

    Embed from Getty Images

    Filantrop zastąpi filantropa

    Zawodowe grupy kolarskie działają na kilka sposobów. Często są to prywatne ?kluby?, gdzie prezes – właściciel licencji podpisuje kontrakty ze sponsorami, sprzedając im powierzchnię reklamową na strojach, samochodach itd. Przykładem takiego zespołu jest drużyna Eusebio Unzue, która nieprzerwanie funkcjonuje od lat ?80 XXw, zmieniając głównego partnera: Reynolds, Banesto, Illes Baleares, Caisse d?Epargne a obecnie Movistar to kolejne wcielenia tego samego klubu. Najczęściej jest to jeden, duży sponsor tytularny, czasami zdarza się, że nazwa ekipy jest dwuczłonowa, bywa też, że firm, które utrzymują kolarzy jest jeszcze więcej. Generalna zasada jest taka, że im niżej w hierarchii tym więcej mniejszych logotypów na strojach zawodników.

    Równolegle działają ?projekty narodowe?, często tworzone z myślą o rozwoju krajowego czy regionalnego sportu. Przykładem była w przeszłości baskijska drużyna Euskaltel-Euskadi, tak działa kilka drużyn francuskich (np. FDJ) czy holenderska LottoNL – Jumbo, która de facto łączy interesy kolarzy i panczenistów. Sponsorami są często spółki skarbu państwa lub loterie narodowe. W przypadku FDJ, francuska loteria posiada większość udziałów w zespole kierowanym przez Marca Madiot, magazyn czy też ?service course? jak zwykło się określać bazę zawodowego zespołu kolarskiego mieści się w budynkach należących do sponsora. Dzięki tak bliskiej relacji, grupa bez większych przeszkód funkcjonuje od ponad 20 lat.

    Unzue działający jako ?agencja reklamowa? i Madiot ze swoim ?narodowym projektem? mieliby o wiele trudniejsze życie gdyby nie trzeci rodzaj grup kolarskich. ?Projektów? finansowanych przez fascynatów-filantropów, którzy zasilają zawodowy peleton milionami dolarów. Drużyna Leopard stworzona przez luksemburskiego developera z myślą o braciach Schleck, Astana, którą Aleksander Winokourow prowadzi za pieniądze krajowych koncernów ?by Kazachstan rósł w siłę?, Bahrain, będący kaprysem szejka-triathlonisty czy BMC prowadzone przez Jima Ochowicza, ale będące de facto spełnieniem marzeń Andy Rihsa.

    Rihs, który został milionerem dzięki produkcji aparatów słuchowych nie tylko finansował drużynę kolarską (pod nazwą Phonak), ale też kupił amerykańską markę rowerów BMC, doinwestował, rozwinął i uczynił sponsorem tytularnym worldtourowej ekipy prowadzonej przez Jima Ochowicza.

    Cierpliwość nawet największego entuzjasty kiedyś się kończy. Pozyskanie dodatkowych sponsorów (Tag Heuer i Sonova) nie dało stabilności finansowej, a sama firma BMC planowała wygaszenie partnerstwa. Nie bez wpływu były zapewne problemy zdrowotne Rihsa zakończone śmiercią Szwajcara w kwietniu tego roku.

    Embed from Getty Images

    Dariusz Miłek to niewątpliwie pasjonat sportu, który od wielu lat finansuje kolarstwo: szosowe i górskie w formie grup zawodowych jak również ?narodowe? w postaci sponsoringu Polskiego Związku Zawodowego.

    Jeden z najbogatszych Polaków (czołówka list ?Wprost? i ?Forbesa?) majątku dorobił się na handlu i produkcji niedrogiego obuwia. Trudno ocenić, ile realnie od początku XXIw wydał na kolarstwo, bo jak sam często mówi w wywiadach ?dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają?.

    Uzbiera się tego jednak pewnie ze 100mln złotych. Albo więcej.

    Embed from Getty Images

    Gdzie sens, gdzie logika?

    W przypadku BMC, poza filantropią Rihsa można było znaleźć pewne uzasadnienie dla wydawanych przez firmę pieniędzy. Nie wiem, czy reklama ekskluzywnych rowerów poprzez sportowe sukcesy się zwraca, ale jest pewna szansa, że tak.

    Grupa BMC jednak nie grzeszyła zaangażowaniem marketingowym, na tle ekip takich jak Sky, Quick Step, Bora-Hansgrohe czy nawet biedniejszy Cannondale kolarze Ochowicza nie byli w pełni wykorzystywani do wspierania interesów sponsorów.

    Możemy trochę nabijać się z pewnej nieudolności przed kamerą Rafała Majki, ale ?kuchenne rewolucje? Bory, czy zabawne zdjęcia spod prysznica Hansgrohe to przykład włączenia sportowców w wizerunek sponsora.

    Wiele firm czy marek inwestujących w kolarstwo działa jednak bardziej tradycyjnie. Terminem, z którym warto się zapoznać jest ?AVE? czyli ekwiwalent reklamowy.

    Licząc czas ekspozycji logotypów w transmisji TV, powtórzoną wielokrotnie nazwę, publikacje w prasie i internecie, stopki sponsorskie, wiszące przy trasie bannery, jeżdżące po świecie samochody serwisowe itd. okazuje się, że zainwestowane miliony zwracają się z nawiązką.

    Nie bez powodu na samym początku przytoczyłem przykład hiszpańskiej ekipy Eusebio Unzue. Promocja Balerarów (Majorka i okoliczne wyspy) sponsorujących ekipę w latach 2004-2006 była jednorazowym projektem marketingowym. Organizacja turystyczna ogłosiła pełen sukces akcji, szacując kilkukrotny zwrot poniesionej inwestycji.

    W 2013r portal cyclingnews wraz z organizacją Repucom oszacował roczną wartość ekwiwalentu sponsora tytularnego grupy world tour na 88,4 miliony USD. Sam Team Sky wygrywając z Bradleyem Wigginsem Tour de France wygenerował? ponad pół miliarda dolarów ekwiwalentu!

    CCC, choć kojarzy się z tanią marką obuwia jest niczym innym jak korporacją szukającą dróg ekspansji na rynku międzynarodowym. Pasja pasją, ale wierzę, że bazując na samej ekspozycji Dariusz Miłek choć wydaje miliony, zakłada, że inwestycja w zastępstwo za BMC powinna przynieść przynajmniej pięć dolarów z każdego pojedynczego wyłożonego na ten cel.

    https://www.youtube.com/watch?v=WsP1HEHygfU

    Nie samym AVE człowiek żyje

    Nigdy nie ukrywałem, że nie rozumiem niskiej aktywność ekipy CCC w mediach społecznościowych, braku zaangażowania kolarzy w wizerunek firmy, czy to reklamie telewizyjnej, internetowej czy też znikome użycie zawodników w pomarańczowych strojach w visual merchandisingu i POS.

    Z szeroko otwartymi oczami przyglądałem się totalnemu brakowi interakcji firmowego sklepu CCC przy zakopiańskich Krupówkach gdy z tej, jednej z najbardziej znanych ulic handlowych w kraju, startował Tour de Pologne z zespołem Miłka jadącym w worldtourowym peletonie. Jedną, marną reklamę z Mają Włoszczowską w stroju mistrzyni świata mtb można potraktować jako sztandarowy przykład wykorzystanej szansy.

    To nie jest tak, że CCC, ale też i BMC, którego finansowanie Miłek przejmuje, są jakimiś wyjątkami. Spora część ekip nie ma zasobów, budżetu czy pomysłu na zwiększenie zasięgu czy integrację z komunikacją sponsora.

    Team Sky na ?PR i marketing? wydaje rocznie ok. 600 tysięcy funtów, czyli 5% swojego budżetu. Spora część to produkcja materiałów najwyższej jakości, zdjęć, artykułów, wideo, infografik. Kanały społecznościowe Sky to ciągły dopływ angażujących treści. Podobną drogą idzie wiele ekip a dodatkowo niektórzy sponsorzy (jak wspomnieni wcześniej Bora i Hansgrohe czy Specialized) wprost zaprzęgają swoje gwiazdy do działań reklamowych.

    Wydatki na sponsorowanie grupy World Tour z liderem takim jak Greg van Avermaet to przynajmniej cztery-pięć razy więcej niż drużyny na poziomie Pro Continental. Niewykluczone, że sam kontrakt Belga jest wart tyle, ile obecny wkład firmy CCC w drużynę prowadzoną przez Piotra Wadeckiego.

    A to oznacza, że ?producent niedrogiego obuwia? będzie musiał wspiąć się na wyżyny swojej kreatywności, by sponsoring na tym poziomie wyczynu był faktyczną inwestycją a nie chwilowym kaprysem kolejnego pasjonata-filantropa, których kolarstwo widziało już wielu.

    Bogatemu wszystko wolno?

    Teoretycznie Dariusz Miłek, jako człowiek sukcesu, skuteczny biznesmen dysponujący swoimi środkami może wszystko. Wolno mu wydawać nawet i 20 milionów dolarów czy euro rocznie na zabawy czy też marketingowe projekty, o ile na czas i godnie płaci swoim pracownikom czy podwykonawcom.

    Jeśli uważa, że sponsoring worldtourowej grupy będzie dobry dla rozwoju jego firmy – wolna wola. W kolarstwie z pewnością lepiej będzie widzieć pieniądze producenta obuwia niż księcia łamiącego prawa człowieka (przypadek drużyny Bahrain-Merida i jej mecenasa, Nassera bin Hamad Al Khalifa).

    Póki co jednak wejście firmy CCC do World Touru to póki co jedynie klasyczny ?polski akcent?, których często doszukujemy się przy różnych okazjach.

    Być może pamiętacie, ale w 2010 dom maklerski XTB był jednym ze sponsorów zespołu McLaren F1. Oczywiście ze względu na zaangażowanie w kolarstwo obecna sytuacja z CCC budzi moje większe emocje, to jednak charakter obu zdarzeń jest podobny. Polski kapitał jest obecny w elicie światowego sportu, kropka.

    Kolarze w pomarańczowych strojach w Polsce będą mogli bowiem wystartować tylko dwa razy: obligatoryjnie w Tour de Pologne i teoretycznie w ?Szlakiem Walk Majora Hubala?, czyli jedynym w kraju wyścigu z kategorią 2.1. Stawiam, że w związku z awansem swojej firmy do World Touru Miłek dofinansuje ?CCC Tour Grody Piastowskie?, by ?domowy? wyścig umożliwiał start zespołu w tej imprezie. Z dotychczasową kategorią 2.2, tak jak w pozostałych wyścigach w kraju grupa z World Touru zwyczajnie brać udziału nie może.

    Problematyczna jest też obecność w składzie drużyny sponsorowanej przez Miłka a prowadzonej przez Ochowicza polskich kolarzy. Zazwyczaj za pieniędzmi pochodzących z danego kraju idzie zatrudnienie sportowców. W przypadku BMC/CCC największe szanse ma na to  Szymon Sajnok. Po pierwsze jest młody, po drugie ma na swoim koncie mistrzostwo świata na torze.

    Co z resztą pracowników: zarówno kolarzy jak i ich obsługi, nie wiadomo. Jak będzie wyglądał rodzimy peleton bez drużyny na poziomie Pro Continental, czy pogrąży się w odmętach amatorstwa czy może znajdą się firmy chcące wypełnić lukę po kapitale Miłka?

    Powstanie ekipy ?młodzieżowej?, przybudówki teamu z World Touru to oczywiście pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi do głowy, ale ze względu na koszty drużyny raczej z nich obecnie rezygnują niż utrzymują czy powołują nowe do życia. By nie szukać daleko, właśnie BMC wygasiło taki projekt po sezonie 2017.

    Zatem sytuacja, w której komentatorzy Eurosportu będą się przy okazji każdego transmitowanego wyścigu zmagali z pytaniami widzów ?A dlaczego w ekipie CCC nie jadą Polacy? stanie się prawdopodobnie standardem.

    Ponieważ jednak interesem firmy CCC jest ekspansja na rynkach zagranicznych, trudno się temu dziwić a to komu kibicować: polskiemu kapitałowi, polskim sportowcom czy sportowcom, których po prostu lubimy pozostawiam indywidualnym wyborom.

  • Super grupy

    Super grupy

    BMC Racing nadal się zbroi. Potwierdzono przejście Pinottiego i Van Garderena. Leopard i Radioshack mają połączyć szyki. Wrogiego przejęcia na sponsorze Omega Pharma dokonuje Partrick Lefevre. Co z tego wynika?

    O BMC pisałem już kilka razy. Przy okazji transferu Gilberta oraz upadku High Road. Do, i tak bardzo wyrównanego i pełnego gwiazd składu dołączają dwie kolejne. Marco Pinotti będzie świetnym motorem napędowym podczas drużynowej jazdy na czas. To weteran, ale człowiek, którego pracę trudno wycenić, jest tak bardzo pomocny dla drużyny podczas wielkich tourów. Dla odmiany Van Garderen to przyszłość kolarstwa. Co ważne, przyszłość ze Stanów. Ma 23 lata i może być wkrótce wybitnym kolarzem etapowym. Będzie jeździł u boku największych mistrzów, tym samym ekipa BMC czyni długoletnią inwestycję, o ile oczywiście Van Garderen zaadaptuje się w tej ekipie a naszpikowany gwiazdami skład dogada się między sobą. Andy Rhis będzie prawdopodobnie zmuszony do zatrudnienia kolejnego dyrektora sportowego. Wątpliwe, by John Lelangue sam poradził sobie z pogodzeniem priorytetów tak licznej grupy tak znamienitych postaci.

    Gdy kolarski świat obiegła wiadomość o transferze Leviego Leipheimera, można było pomyśleć, że Amerykanin szuka dobrego finansowo kontraktu przed odejściem na emeryturę. Patrick Lefevre wraz z nowo pozyskanym wsparciem – medyczną firmą Omega Pharma (koncern opuszcza grupę Lotto Marka Serganta) idzie za sugestiami swoim sponsorów i buduje ekipę bardziej „globalną”. Leipheimer będzie zapewne liderem na Tour de France i pomoże odbudować wizerunek ekipy jako jednej z najważniejszych w światowym kolarstwie. Dwóch polskich Michałów: Gołaś i Kwiatkowski przechodzą pod skrzydła Lefevre’a nie tylko z tego powodu, że są obiecującymi zawodnikami. Dla Quick Stepu Polska jest ważnym rynkiem i chce mieć w składzie naszych reprezentantów abyśmy kupowali więcej paneli podłogowych tej marki. Tu mała uwaga w stronę Czesława Langa. Skoro i tak w przyszłym roku Tour de Pologne będzie dla wielu zawodników częścią przygotowań do Igrzysk w Londynie a Kwiatkowski nieźle jeździ na czas, to może jakaś krótka próba tego typu znajdzie się w programie? Może dzięki temu w końcu doczekamy się prestiżowego zwycięstwa Polaka?

    Wspomniany Leipheimer nie odszedł do Quick Step – Omega Pharma tylko dla pieniędzy. Od pewnego czasu pojawiają się bowiem pogłoski o połączeniu grupy Radio Shack z Team Leopard. Amerykanin widocznie nie widzi siebie w roli pomocnika Schlecków, więc odszedł. Luksemburski „Projekt” jest naszpikowany wybitnymi kolarzami i stworzony po to, by Andy Schleck wygrał Tour de France. Jak pokazał miniony sezon, grupa cierpi na poważne braki organizacyjne, prawdopodobnie nie zła jazda zawodników a brak zdecydowania managementu doprowadziły do przegrania Touru i być może także do niepowodzeń Cancellary w wiosennych klasykach. Z drugiej strony Radio Shack to kolarski odpowiednik piłkarskiego AC Milan. Johan Bruynell ma jedną z najwyższych średnich wieku wśród zawodników i wyraźnie brakuje mu w składzie świeżej krwi. Do tego obie drużyny łączy sponsor sprzętowy: Trek zapewne chętnie znów wygrałby Wielką Pętlę by podtrzymać sprzedaż w Stanach i zwiększyć ją w Europie. Johan Bruynell jest Belgiem, czułby się więc w ekipie z Luksemburga nie najgorzej. Kim Andersen z kolei chyba potrzebuje na kierowniczym stanowisku bardziej utytułowanego partnera, jakim był dla niego Bjarne Riis. Jeśli informacja o tej super fuzji się potwierdzi niewiadomą pozostanie tylko rola, jaką w nowej grupie będzie odgrywał Lance Armstrong, którego wpływy w Radio Shack są spore. Tak czy inaczej, jeśli „RadioPard” czy też „LeoShack” powstanie, będzie kolejnym mocarstwem w peletonie.

    Wygląda więc na to, ze wraz ze zmianami, które pociągnął za sobą, wciąż udoskonalany, system paszportów biologicznych, drużyny szukają nowych dróg prowadzących do odnoszenia sukcesów. Będzie zabawnie, jeśli między wielkich znów, jak w tym roku Voeckler na Tour de France, wciśnie się ktoś z „drugiej ligi”. Przynajmniej tej finansowej.

  • Obiecują współpracować

    Obiecują współpracować

    Transferowa, kolarska saga zakończona. Philipe Gilbert po miesiącu przecieków w mediach potwierdził, że od przyszłego sezonu będzie jeździł w grupie BMC. Z Cadelem Evansem i Thorem Hushovdem stworzą prawdziwy dream team.

    Ok, to nie był tak żenujący spektakl jak w przypadku transferu Christiano Ronaldo z Manchesteru United do Realu Madryt, ale mimo wszystko miesiąc oświadczeń w rodzaju ?wiem, ale nie powiem? oraz ?ciągle jeszcze się zastanawiam? był już nieco męczący. Trudno przypuszczać, by Gilberta skusiło coś innego niż lukratywny kontrakt finansowany przez Andy Rihsa. Od strony sportowej w Omega Pharma ? Lotto było mu bowiem dobrze. Był zdecydowanym liderem drużyny, miał ją oddaną do pomocy niemal w każdej sytuacji. Nawet, jeśli musiał czasem dzielić się z Van Den Broeckiem czy Greipelem i tak to on był numerem jeden.

    Teraz przechodzi do ekipy, która w tym roku również miała jednego lidera. Cadel Evans wygrał Tour de France w dużej mierze dzięki znakomitej jeździe swoich kolegów. Było to szczególnie widoczne w pierwszej, nerwowej części wyścigu, gdy BMC pod wodzą Hincapiego bezpiecznie przeprowadzała Australijczyka przez ostatnie kilometry etapów dyktując tempo i trzymając swojego faworyta na czele stawki. Na górzystych etapach w Bretanii czy Masywie Centralnym Evans rywalizował właśnie z Gilbertem, którego pomocnicy jechali w podobny sposób.

    Walka o etapy to nie jedyny punkt, w którym Evans i Gilbert wchodzą sobie w drogę. Obaj panowie ścigają się również w ardeńskich klasykach, są m.in. zwycięzcami Walońskiej Strzały z dwóch ostatnich sezonów (2010 Evans ? Gilbert był szósty, 2011 Gilbert). Podobno Evans ma wspomóc Belga właśnie w Ardenach a ten ma mu się odwdzięczyć pracą podczas Tour de France. Belg zapowiada również, że chce się od Australijczyka uczyć. Czyżby w przyszłości planował (jednak) podjąć próbę walki w dłuższych i bardziej wymagających etapówkach?

    Kolejny kłopot to przyjście do BMC Thora Hushovda. On również walczy o etapy w Tourze (pozycję lidera w pierwszym tygodniu bronił m.in. przed Evansem i Gilbertem, wraz z Gilbertem rywalizował i ścigał w klasyfikacji punktowej Cavendisha, gdyby nie wchodzili sobie w drogę, brytyjski sprinter miałby większy problem). Ich drogi krzyżują się także we Flandrii oraz Paryż ? Roubaix. Choć Gilbert do tej pory nie celował w ?Piekło Północy? zapowiada, że chciałby wygrać wszystkie pięć ?monumentów?, do kompletu brakuje mu właśnie Roubaix i Mediolan ? Sanremo, które są od wielu lat na liście życzeń Norwega.

    W tym kontekście mniejszym, ale cały czas problemem jest obecność Grega Van Avermaeta, który do BMC odszedł z Lotto by? uniknąć rywalizacji z Gilbertem w klasykach. Jako zawodnik ciągle na dorobku w tym roku w ardeńskiej kampanii spisał się bardzo dobrze, ale na Tour nie został zabrany ? jako nie włączony do składu ścigał się w tym czasie w Austrii.

    Na tę klęskę urodzaju można popatrzeć z nieco innej strony. Otóż wszyscy trzej wielcy mistrzowie: Evans, Gilbert i Hushovd deklarują, że są kolegami, ba nawet się przyjaźnią. W związku z tym ma być im łatwo wspólnie dograć cele sezonu, podzielić się wyścigami i obdarzyć wzajemnym wsparciem. Norwegowi i Belgowi zdarza się nawet razem trenować, stąd też faktycznie taki tandem na brukach może się nieźle sprawdzić. Z kolei Evans, jako z natury miły gość  również nie widzi problemu.

    Czy faktycznie problemu nie ma? Cóż, swego czasu niemiecki Team Telekom również próbował zbudować drużynę gwiazd i kompletnie nic z tego nie wyszło. Podobnie nie najlepiej dzieje się w Radioshack. Tyle, że tam nadmiar liderów dotyczy lub dotyczył kolarzy niemal tej samej specjalności. John Lelangue, manager zespołu BMC buduje za to bardzo szeroki skład, w którym interesy faworytów zachodzą na siebie tylko częściowo. Jeśli tylko mecenasowi (wszak trudno przypuszczać, by za milionowe transfery płacił bezpośrednio niszowy producent rowerów!) nie znudzi się łożenie na kolarskie gwiazdy, jedyny kłopot może polegać na rozsądnym ułożeniu kalendarza dla każdego z liderów. A skład? Cóż, może okazać się nawet za mały. Liderom: w górach, na brukach, na wietrze pomagają różni kolarze. Limit dla ekipy Pro Team to 28 ludzi.

    Na koniec jeszcze jedna uwaga. Evans jako kolarz etapowy pościga się pewnie jeszcze góra dwa sezony. Hushovd jako ?klasyk? trzy lub cztery. Gilbert jest od nich kilka lat młodszy. Jeśli panowie dojdą do porozumienia, wszyscy mogą faktycznie na współpracy zyskać. A przy okazji wychować godnych następców. W kolejce czeka bowiem wspomniany Van Avermaet, Taylor Phinney (dopiero uczy się profesjonalizmu, teraz naprawdę będzie miał od kogo) czy też Adam Blythe, który prawdopodobnie również opuści Lotto w ślad za Gilbertem. Dla liderów będzie to z pewnością czas próby charakterów i? test ego!

    Philipe Gilbert (1), Cadel Evans (2) i Thor Hushovd (3) rywalizują o zwycięstwo na pierwszym etapie Tour de France