In sportnatemat.pl

Tylko i aż drugi!

Mogę sobie wyobrazić taką sytuację. Wrzesień, Vuelta a Espana, jeden z tych etapów gdy peleton jedzie przez spalony słońcem krajobraz. Dzielni uciekinierzy walczą o to, by dotrzeć do mety przed grupą zasadniczą i sięgnąć po cenne zwycięstwo w wielkim Tourze. Około 15.30 witają się ze mną komentatorzy Eurosportu i z ekranu telewizorka przedstawiają dających z siebie wszystko sportowców:

?To dobry kolarz, ale nie ma na swoim koncie zbyt wielu sukcesów. Choć jest doświadczonym zawodnikiem, ma prawie 32 lata, to dopiero jego trzeci wielki tour. Wygrywał etapy na górzystych wyścigach niższej kategorii, często swojej szansy szuka w ucieczkach. Potrafi też nieźle jeździć po górach, czego wyrazem jest zwycięstwo w klasyfikacji na najlepszego wspinacza w jednej z imprez rangi Pro Tour. Tej wiosny sięgnął po życiowy sukces, gdy na etapie Giro d?Itaia zajął drugie miejsce. Jego drużyna startuje tu z dziką kartą, w sumie nie wiemy do końca dlaczego, zapewne mają tu znaczenie jakieś powiązania sponsorskie.?

Jeśli tym zawodnikiem byłby dowolny Hiszpan z grupy Caja Rural lub Włoch z Aqua & Sapone, standardowy widz nie zwróciłby na takiego kolarza uwagi. Kariery zawodowców, którzy nie odgrywają kluczowych ról w najważniejszych wyścigach śledzą tylko najbardziej zaangażowani fani. Proponuję spojrzeć na sportowca takiego jak Bartosz Huzarski z nieco innej perspektywy.

Jego kariera rozpoczęła się na dobre od pięknej, zakończonej wygraniem etapu ucieczki na Wyścigu Pokoju. Przez kolejnych pięć lat startował jednak w polskich grupach Piotra Kosmali by w 2009r podpisać kontrakt z włoską ekipą drugiej dywizji ISD. Choć bywało, że również w kraju drużyna ?Huzara? miała analogiczną licencję, to dopiero wyjazd do Włoch był prawdziwym awansem sportowym. Regularna szansa ścigania się w prestiżowych, choć niekoniecznie najwyżej notowanych wyścigach sprawiła, że Polak stał się cenionym pracownikiem. Na tyle, że po transferze do niemieckiej grupy NetApp (również ?drugoligowej?, choć z większymi ambicjami i szansami na rozwój) stał się w niej jednym z kluczowych zawodników. Nieco niespodziewanie ekipa ta dostała zaproszenie do startu w Giro d?Italia. Huzarski jedzie we Włoszech z założeniem walki o jak najlepsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Przy sprzyjających wiatrach w jego zasięgu jest lokata w pierwszej piętnastce. Dobrze spisuje się w początkowej części wyścigu, był już ósmy na jednym z etapów, ale zaskoczył wszystkich wczoraj w Asyżu.

Meta dziesiątego etapu usytuowana była na stromym wzniesieniu, gdzie wspinała się kręta, wąska szosa. To finisz idealny dla Hiszpana z grupy Katusha, Joaquima Rodrigueza. Właśnie on miał w Asyżu wygrać i sięgnąć po koszulkę lidera. Niewielu jest na świecie specjalistów, którzy byliby mu w stanie dorównać w takim terenie. Huzarski całą końcówkę pojechał znakomicie, pilnując właśnie głównego faworyta. Choć nie był w stanie ?wyjść mu z koła?, druga lokata na tak ciężkim finiszu to jego największy sukces w karierze, o czym sam wspomina w wywiadzie. Jego obecność w czołówce zaskoczyła komentatorów na całym świecie. Spodziewano się tam raczej np. Damiano Cunego a nie Polaka z jadącej z dziką kartą niemieckiej grupy. Po tym etapie jest już 16. w klasyfikacji generalnej i ma nadzieję na utrzymanie wysokiej formy w drugiej, wyraźnie trudniejszej części wyścigu.

Co w tym takiego niezwykłego? Przecież takich kolarzy jak on jest przynajmniej kilkudziesięciu. Niemal każdy z zawodowców w ciągu trwającej kilkanaście lat kariery w końcu ma swoją, większą lub mniejszą, chwilę chwały. Czy w świecie, gdzie liczą się tylko zwycięzcy jest miejsce dla zawodnika, który jest drugi? Czy drugie miejsce to w ogóle sukces? Czy gdyby ?Huzar? nie był Polakiem zwrócilibyśmy uwagę na kolarza, który w Asyżu przegrał z Rodriguezem? Na każde z tych pytań można odpowiedzień jednoznacznym ?nie?, ale z drugiej strony liczy się kontekst.

Czym innym jest druga lokata, którą zajmuje seryjny zwycięzca. Doświadczał tego Adam Małysz, doświadcza Justyna Kowalczyk czy Maja Włoszczowska. Dla zawodnika, który cały czas pnie się w górę i stopniowo zalicza kolejne etapy mistrzowskiej heirarchii to sukces. W tym wypadku Huzarskiemu należy się też dodatkowe wyróżnienie za wytrwałość. Choć od kilku sezonów ściga się ?na zachodzie?, to spora część jego kariery związana jest z Polską. Krajem, gdzie wyczynowy sportowiec poza trudami treningu zmuszany jest do ciągłych zmagań z materią i walki o byt. Wielu rezygnuje lub przestaje się rozwijać. ?Huzar? systematycznie robi kolejne kroki do przodu. Po wielu latach ciężkiej pracy, na kilka miesięcy przed swoimi trzydziestymi drugimi urodzinami potwierdził, że jest kolarzem zaliczanym do ścisłej elity. Świadczy o tym choćby to, że po drugą lokatę sięgnął nie po całodziennej ucieczce a walcząc na ciężkimi finiszu, jak równy z równym z najlepszymi kolarzami świata.
Jego historia pokazuje, że aby zająć “tylko” drugie miejsce na etapie wielkiego touru trzeba przebyć naprawdę długą drogę.

Bartosz Huzarski finiszuje po drugie miejsce na etapie Giro d’Italia

Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 16.05.2012