Za sprawą “Wielkiej pętli” żółta koszulka jest synonimem prowadzenia, bycia najlepszym, liderem. Każdy, kto zdobędzie ją choćby na jeden dzień, staje się bohaterem i idolem. Rywalizacja z nią związana zawsze buduje narrację całego wyścigu. Kto w tym roku założy ją na podium w Paryżu?

Wszystko zaczęło się od gazety

W drugiej dekadzie XXIw wydaje się to niewyobrażalne, ale największe wyścigi kolarskie zaczynały swoją historię jako czynnik zwiększający sprzedaż gazet. Tak było z Giro d’Italia i La Gazzetta dello Sport, tak było i z Tour de France i l’Auto.

Co więcej, kolor koszulki lidera zarówno włoskiego jak i francuskiego touru ma takie samo pochodzenie: od koloru papieru, na jakim wydawane były sportowe dzienniki.

Francuzi zaczęli wyróżniać lidera swojej imprezy koszulką w 1919r. Wcześniej pierwszy zawodnik klasyfikacji generalnej wiózł na ramieniu zieloną opaskę. Obecnie żółta koszulka jest symbolem lidera w wielu wyścigach. ASO, korporacja medialna, która jest właścicielem l’Equipe, kontynuatora l’Auto w ramach unifikacji wprowadza ją na wielu, posiadanych w portfolio imprezach.

Jeśli nie wiąże się to z jakąś szczególną tradycją lub wymaganiami sponsora, również właściciele zawodów kolarskich niezwiązanych z ASO nagradzają zwycięzcę żółtym strojem, tak jest np. w przypadku naszego Tour de Pologne.

Obecnie sponsorem klasyfikacji generalnej Tour de France jest bank LCL. Zwycięzca wyścigu zarabia 500tys. Euro, drugi kolarz “generalki 200tys. a trzeci 100tys. Każdy dzień w żółtej koszulce jest wart nie tylko sławę, miejsce w statystykach i zainteresowanie mediów, ale też 500 Euro.

Dziurawe kroniki

Zawodnikiem, który najwięcej razy zwyciężał w Tour de France jest Lance Armstrong. W kronikach w latach 1999-2005 widnieje dziura niczym w czasie wojen światowych, ponieważ uznano, że Amerykanin w skandaliczny sposób naruszał przepisy antydopingowe. Ze względu na powszechne stosowanie niedozwolonego wspomagania na przełomie XX i XXIw postanowiono nie przyznawać tytułu kolejnym kolarzom w klasyfikacji generalnej.

Tak czy inaczej, bezprecedensowe siedem żółtych koszulek znajduje się w salonie Armstronga, nikt też nie pali i nie usuwa z serwerów zdjęć z podium, gdzie stoi na najwyższym stopniu odziany w żółć.

Nie licząc Armstronga, najlepszy w statystykach jest Miguel Indurain z pięcioma zwycięstwami z rzędu. Pięć triumfów (choć z przerwami) na swoim koncie mają też Bernard Hinault, Eddy Merckx i Jacques Anquetil.
Najwięcej dni w żółtej koszulce spędził Mercx (96), Armstrong wiózł ją na plecach przez 83 a Indurain przez 60 dni. Z aktywnych kolarzy Chris Froome, który wygrywał Tour trzykrotnie był liderem przez 44 doby a Alberto Contador (po uwzględnieniu dyskwalifikacji z 2010r i licząc triumfy z 2007 i 2009r) “zaledwie” 11. Co ciekawe, więcej dni w żółtej koszulce w 2014r niż Contador w całej karierze spędził Vincenzo Nibali (19).

Nie tylko zwycięzca

Często sławę równą lub nawet większą niż zwycięzca Tour de France zdobywa zawodnik, który nieco nieoczekiwanie sięga po żółtą koszulkę a następnie heroicznie broni jej, uciekając przed faworyzowanymi rywalami. W ostatnich latach dwukrotnie w takiej roli znalazł się Thomas Voeckler, znany raczej z dzielności i chęci do ucieczek niż z dobrej jazdy w klasyfikacji generalnej.

Co więcej, objęcie prowadzenie w klasyfikacji Touru, choćby na jeden dzień bywa ważniejszym wydarzeniem niż wygranie niejednego wyścigu.

Dlatego też kolarze ryzykują i szukają szans a to na finiszach a to w ucieczkach, by tylko zbliżyć się do żółtej koszulki. Zdarza się, że taki sukces odmienia kolarza i jego kariera po takim sukcesie nabiera rozpędu.

Narracja wyścigu

Przechodząca z rąk do rąk żółta koszulka buduje narrację Wielkiej Pętli. Jeśli wyścig zaczyna się, tak jak w tym roku, czasówką, prowadzenie obejmuje specjalista takich właśnie prób i oddaje ją faworytom “generalki” dopiero po pierwszych górach. Równocześnie sprinterzy, zbierając bonifikaty czasowe na premiach lotnych i metach kolejnych etapów, próbują odrobić starty i choć na jeden dzień pokazać się w żółtych barwach. Podobnie uciekinierzy, którzy w pierwszym tygodniu nie tracą jeszcze wiele, a wiadomo, że później osłabną, szukają swojej szansy na kolarską nieśmiertelność i miejsce w kronikach.

Zdarza się, że w sytuacji, w której jeden z faworytów zbyt wcześnie obejmuje prowadzenie, uciekinierzy mają większą szansę na żółtą koszulkę, ponieważ lider chce odciążyć swoich kolegów z drużyny z konieczności kontrolowania peletonu i nadawania tempa.

Na koniec wreszcie, warto wspomnieć o rywalizacji zawodników lepiej jeżdżących w górach z tymi, którzy lepiej radzą sobie w jeździe na czas. Jeśli trasa jest zbalansowana a stawka wyrównana zapewnia to dramaturgię od pierwszego do ostaniego dnia wyścigu.

Kto wygra Tour de France 2017?

Po pierwsze tegoroczna “Wielka Pętla” ma niewiele kilometrów jazdy na czas. Zaledwie 14 pierwszego dnia w Dusseldorfie i 22,5km w przeddzień zakończenia w Marsylii. Równocześnie tylko trzy etapy (5, 12 ,18) kończą się na podjeździe. Mniejszych lub większych gór jest sporo, ale wiele okazji dostaną też sprinterzy i uciekinierzy.

Co więcej, trudno wskazać jednoznacznego faworyta. Chris Froome nie prezentował się do tej pory tak dobrze jak w latach poprzednich, Nairo Quintana nie błyszczał na Giro, Richie Porte jest w świetnej dyspozycji od początku sezonu, ale do tej pory najwyżej w wielkim tourze był piąty. Z kolei Alberto Contadora coraz więcej osób traktuje jako już-prawie-emeryta, podobnie jak mimo wszystko Alejandro Valverde. Fabio Aru uznawany jest za zbyt nierównego, dla Bardeta jest za mało gór, Yates jest za młody, Chaves i Barguil mieli problemy zdrowotne a Rafała Majkę niemal wszyscy ignorują.

Z takiej perspektywy nie wygląda to dobrze, z drugiej jednak strony gwarantuje wyrównaną i, być może, bardziej otwartą rywalizację. Choć rok temu Team Sky skutecznie “zabetonował” peleton na najcięższych etapach, trzeba przyznać, że walka w górach była na wysokim poziomie a uczestniczyło w niej wielu kolarzy z czołówki.

W takiej sytuacji bardziej niż kiedykolwiek trzeba będzie zachowywać czujność na etapach płaskich i pagórkowatych, unikać kraks i niespodziewanych akcji gdy zawieje boczny wiatr.

Teoretycznie Froome, jako doświadczony, mimo wszystko mocny i posiadający najlepszych pomocników jest faworytem, choć nieco mniej pewnym niż w latach ubiegłych.

Richie Porte jest prezentowany jako pretendent numer jeden, nawet przed Nairo Quintaną, któremu powinny pasować etapy w Pirenejach.

Alberto Contador to zawodnik, po którym oczekujemy spektakularnych, choć niekoniecznie skutecznych ataków a marzeniem gospodarzy byłaby wygrana Bardeta.

Przy wyrównanej stawce liczyć się będą również bonifikaty czasowe (10, 6 i 4 sekundy dla trzech najlepszych kolarzy na mecie każdego etapu), zatem być może oznaczać to szansę dla Alejandro Valverde, który dzięki skuteczności na finiszach z mniejszych grup może zyskać w ten sposób nieco przewagi.

I to by było na tyle :) Zaczynamy wielkie, kolarskie święto!

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments