Znakomici kolarze, których kariery złapały lekką zadyszkę. Czy w roku 2017 zdołają się odbudować? Czy wielokrotnie sygnalizowany potencjał znajdzie w końcu spełnienie? Kto zaliczy długo wyczekiwany przełom?

Thibaut Pinot i dzielni Francuzi

Francuz od wczesnych lat był uznawany za wielką nadzieję kolarstwa w swoim kraju. Gospodarze Tour de France od ponad 1985r czekają na wygraną własnego wychowanka.

Po wygranym etapie w 2012r, po trzecim miejscu i wygranej klasyfikacji młodzieżowej w sezonie 2014 i po wielkich nadziejach związanych z poprawą jazdy na czas i odwagi na zjazdach przyszedł kryzys. Niby Pinot wygrał na Alpe d’Huez w 2015 a jego wyniki wciąż sugerowały, że może zwyciężyć w Wielkiej Pętli, zza jego pleców wyskoczył Romain Bardet i zajmując drugą lokatę w TdF 2016 stał się najbardziej obiecującym francuskim kolarzem.

Sezon 2016 Pinot zakończył przedwcześnie, wycofując się z Wielkiej Pętli i kończąc występy w oficjalnych wyścigach na początku sierpnia. Wspomniany Bardet, czy rosnący w siłę Pierre Latour nieco zdejmują z niego presję, ale i tak przed Pinotem bardzo ważny rok.

Drugą postacią, która zasygnalizowała, że może wiele, ale póki co na tym się skończyło jest Warren Barguil. Po wygranych etapach i ósmym miejscu w klasyfikacji generalnej (w wieku zaledwie 22 lat) na Vuelta a Espana, to kolejny Francuz, który nie może zrobić kolejnego kroku na wyższy stopień swojej kariery.

Barguil to rocznik 1991, Pinot 1990, zatem teoretycznie jeszcze wszystko przed nimi, jednak swoje kariery rozpoczęli bardzo obiecująco, stąd zapewne spore oczekiwania względem dalszego rozwoju i ciągłego poprawiania wyników.

Tejay Van Garderen i wciąż młodzi Amerykanie

Po dwóch piątych miejscach w Tour de France (jako 24 i 26 latek) przyszły kolejne wyścigi z poważnymi problemami. Dwie nieukończone Vuelty, jedna “Wielka Pętla”, od tego kolejne kryzysy na TdF 2016. Van Garderen, który świetnie jeździł na czas i miał poprawić postawę w górach zaczyna tracić skuteczność w próbach indywidualnych a w wielkich tourach miewa kolejne “złe dni”. Jest równolatkiem Rafała Majki, i choć wokół jego nazwiska było o wiele więcej zamieszania, to Polak zdołał już stanąć na podium wielkiego touru i zdobyć medal olimpijski. Może dzięki temu, że póki co nie koncentrował się tylko na Tour de France? Stąd też pomysł Van Garderena i ekipy BMC, by spróbować swoich sił na Giro d’Italia powinien być bardzo dobrym rozwiązaniem.

Oznaki wyjścia z kryzysu pokazał na zeszłorocznej Vuelcie Andrew Talansky. Tak jak Van Garderen urodził się w 1988r, tak jak on dobrze jeździł na czas i tak jak on dał kilka sygnałów (7. miejsce na Vuelcie, 10. w TdF, wygrane Criterium du Dauphine), że może być wielkim kolarzem. Pech, upadki, kryzysy spowolniły jego rozwój, ale piąta lokata na Vuelcie 2016 to krok w stronę powrotu na dobrą drogę. Sezon 2017 będzie kluczowy dla Talanskiego. Pytanie tylko, jaki program startów wybierze, by utrzymać korzystny dla siebie trend.

Jeśli już mowa o reprezentantach USA, na swoje pięć minut i potwierdzenie zapowiadanych możliwości czeka Joe Dombrowski. Póki co najlepsze wyniki osiągał na górskich wyścigach w Stanach, na sukcesy w Europie wciąż nie może się doczekać. Ale to, tak jak np. Barguil, zaledwie rocznik 1991.

Michał Kwiatkowski i utalentowani Polacy

Mistrz Świata z sezonu 2014 wcale nie miał tak nieudanych dwóch lat, jak można wyczytać z (głównie) internetowych komentarzy. Faktycznie, notuje systematyczny spadek w rankingach, ale rok po roku wygrał dwa worldtourowe klasyki: Amstel Gold Race i E3 Harelbeke. Tyle tylko, że sam zawodnik deklaruje, że chciałby lepiej radzić sobie w wyścigach wieloetapowych w tym w wielkich tourach a póki co jego najlepszym wynikiem na tym polu jest 11. miejsce w Tour de France 2013 (z perspektywy czasu to rezultat wprost rewelacyjny) i drugie miejsca w Paryż-Nicea i Dookła Kraju Basków (2015 i 2014). Kierunek, jaki obrał w rozwoju swojej kariery, czyli przejście do Teamu Sky wydawał się słuszny, ale póki co “Kwiato” czeka na swój przełomowy moment.

W nieco innej sytuacji znajduje się Maciej Paterski. Jeden z liderów CCC Sprandi Polkowice to nie ten kaliber co wymieniani wcześniej kolarze, ale po znakomitym sezonie 2015 w ‘16 coś się zacięło. Podobnie ma się sytuacja z Tomaszem Marczyńskim, który po powrocie do World Touru zmagał się głównie z problemami zdrowotnymi zamiast z rywalami.

Mikel Landa i wielkie, wciąż wschodzące gwiazdy

W kontekście zawodników, którzy nie do końca odnaleźli się w Sky, z pewnością trzeba wymienić Mikela Landę. Bask po genialnym sezonie 2015 w barwach Astany chciał wygrać Giro lub Vueltę w 2016r. Z włoskiego touru wycofał się zmożony chorobą a na TdF był “tylko” jednym z górskich pomocników Froome’a. Choć jego nazwisko wymieniane jest chętnie jako sztandarowa “transferowa porażka”, poprzedni rok w jego wydaniu to raczej sporo pecha przeplatanego z dobrymi choć niezbyt spektakularnymi występami.

Większą porażkę poniósł raczej jego były kolega, lider i rywal z Astany, Fabio Aru, który ewidentnie zderzył się z wielkością Tour de France. Nie on pierwszy i zapewne nie on ostatni, ale mając na koncie dwa miejsca na podium Giro d’Italia oraz wygraną Vueltę, młody Włoch liczył, że na Wielkiej Pętli będzie w stanie ugrać coś więcej niż 13. lokata i ciągła szarpanina przeplatana kolejnymi kryzysami.

W kolejce do monumentów

Peter Sagan dorósł do mistrzostwa. Wygrał Ronde Van Vlaanderen i obronił tęczową koszulkę. Na swoje pięć minut czeka m.in. Michael Matthews: sprinter, “klasyk”, dobrze radzący sobie w górzystym terenie, szybki i dynamiczny zawodnik. Z kolei na brukach Flandrii w końcu chciałby wygrać Sep Vanmarcke, gdzie również powalczyć chciałby Philippe Gilbert. Każdy z tych zawodników, poszukując nowych bodźców, zmienił przed tym sezonem pracodawcę. Tak samo zresztą jak Alberto Contador, nieco już zapomniany Jurgen Van den Broeck czy Vincenzo Nibali zapowiadający jeszcze przynajmniej cztery lata w wielkich tourach i klasykach na wysokim poziomie.

Po rewelacyjnej wiośnie 2015 w wiosennych monumentach będą chcieli powalczyć Alexander Kristoff i John Degenkolb (również w nowych barwach), miejsce Toma Boonena może zająć Tiesj Benoot lub Jesper Stuyven a w Quick Stepie mocną pozycję ma również Niki Terpstra, który dobrze wie, co to i zwycięstwa i podium w brukowanych klasykach a który to miał nieco słabszy sezon 2016.

Jak widzicie taką listę można rozwijać w nieskończoność. Oczekiwania kibiców i dziennikarzy nie mają górnej granicy. Kolarz obdarzony przez siłę wyższą lub ewolucję talentem i odpowiednim zestawem genów jest pod ciągłą presją poprawiania wyników, ustanawiania rekordów i permanentnego potwierdzania własnej wartości oraz potencjału. Bywa tak, że nawet wielcy sportowcy na kluczowy sukces w karierze muszą czekać latami. Zdarza się, że po wczesnych sukcesach milkną na wiele sezonów borykając się z niemocą. Część z nich rozwija skrzydła, część pozostaje niespełniona. Co należy im się najbardziej to wsparcie i wyrozumiałość. I o tym pamiętajmy w nowym sezonie!

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments