Czy w wielkich tourach, które zazwyczaj wygrywa się o minuty naprawdę liczy się każda sekunda? Póki co Tour de France 2019 rozgrywany jest tak, jakby faktycznie o losach żółtej koszulki miały rozstrzygnąć minimalne różnice.

Tour jak Giro?

Na twitterze oraz w codziennych podsumowaniach na youtube wspominałem już Wam, że największym komplementem dla tego touru jest stwierdzenie, że przypomina to, co zazwyczaj dzieje się mna Giro d’Italia.

Najbliższe skojarzenia mam z “Corsa Rosa” 2015, gdy niemal każdego dnia drużyna Astany atakowała Alberto Contadora. Dni, gdy “nic się nie działo” praktycznie nie było.

I tak jest też na tegorocznej “Wielkiej Pętli”.

Dziesięć dni, dziesięć historii

Zaczęliśmy od sprinterskiego etapu, kilku kraks i niespodziewanego lidera. Mike Teunissen skorzystał z chaosu by zaskoczyć Petera Sagana, sięgnąć po zwycięstwo i żółtą koszulkę.

Następnie w jeździe drużynowej jego ekipa, Jumbo – Visma wyprowadziła zaskakująco mocny cios każdemu z rywali. To był prawdziwy knock out, ponieważ lider i jego koledzy byli szybsi od drugiego Team Ineos o 20 sekund. Z kolei Ineos od dziesiątej Astany dzieliło kolejnych 21 sekund. Czyli mieliśmy kolarzy holenderskiego zespołu i całą resztę.

Trzeciego dnia Teunissen stracił prowadzenie na rzecz jadącego w końcówce à bloc Juliana Alaphilippe’a. I niby to było spodziewane, bo teren sprzyjał Francuzowi, jednak styl, w jakim sięgnął on po etapowe zwycięstwo i żółtą koszulkę był imponujący. Nie tylko moc pod górę, ale też odwaga i precyzja na zjazdach wzbudziły najwyższy podziw. Warta wspomnienia jest też minimalna przewaga, jaką Egan Bernal zdobył w Épernay nad Geraintem Thomasem.

Czwartego dnia do głosu w końcu doszli prawdziwi sprinterzy. W niezakłóconym niczym finiszu najszybszy był Elia Viviani. I nawet, jeśli nie przepadacie za płaskimi etapami, w takiej konfiguracji jak na tegorocznym Tour de France to była prawdziwa uczta dla fanów kolarstwa.

Wjazd w Wogezy i trudniejszy teren dał upragnione zwycięstwo Peterowi Saganowi, który jedzie po rekordowy, siódmy triumf w klasyfikacji punktowej. Słowak w swoim stylu buduje przewagę niemal wszędzie, ale triumf w Colmarze sprawia, że jeśli dowiezie zieloną koszulkę do Paryża, jego sukces będzie pełnowartościowy.

Pierwszy, poważny test w górach to etap numer sześć i ciężka przeprawa na La Planche des Belles Filles. Istotna z kilku powodów. Po pierwsze praktycznie nikt z faworytów tam nie zawiódł. Po drugie młody Giulio Ciccone odebrał żółtą koszulkę Alaphilippowi a ten z kolei znakomicie jej bronił, uciekając najlepszym góralom w peletonie. Swoją chwilę sławy dzięki etapowemu zwycięstwu zaliczył Dylan Teuns a Thomas odegrał się na Bernalu i objął prowadzenie w walce o pozycję samca alfa w Ineos.

Chwilę oddechu peleton postanowił złapać na najdłuższym etapie tegorocznego Touru, liczącym 230km odcinku do Chalon-sur-Saône. I choć całość była dość nużąca, finałowa rozgrywka dostarczyła sporo emocji. Wygrał najszybszy sprinter w peletonie, Dylan Groenewegen. I mało kto wyobrażał sobie, by ten wyścig mógł być jeszcze lepszy dla zespołu Jumbo-Visma.

Gdy tylko karawana Tour de France wjechała w Masyw Centralny, zaczęły się jeszcze większe emocje. Thomas de Gendt wspaniałym rajdem obronił się przed szarżującym po powrót na pozycję lidera Alaphilippem. W peletonie wywracał się Team Ineos, Michałowi Kwiatkowskiemu Pinarello rozpadło się na kawałki a Thibaut Pinot zdobył 20 sekund przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Ten etap był esencją kolarstwa i zaprezentował wszystko, co w tym sporcie najlepsze.

Teoretycznie następny dzień miał być łatwiejszy i w zadadzie tak było, ponieważ liczna ucieczka dojechała do mety przed główną grupą. Życiowym sukces na mecie w Brioude odniósł Daryl Impey, ale także z tyłu działy się ważne rzeczy. Atakowali Romain Bardet, Richie Porte i George Bennett, po raz kolejny wywierając presję na kolarzy Team Ineos. Na posterunku był jednak Michał Kwiatkowski i jego liderzy ukończyli etap bez strat.

Rewanż na naciskających rywalach, zwłaszcza na zespołach Education First i Groupama – FDJ zawodnicy Ineos wzięli ostatniego dnia przed przerwą. Etap do Albi był teoretycznie płaski, oferował jednak prawie 3000m przewyższenia. W połączeniu z wiatrem i skumulowanym zmęczeniem akcja Ineos oraz specjalistów wyścigów klasycznych przyniosła oczekiwany rezultat. Pinot stracił przez swoją nieuwagę więcej niż zyskał wcześniejszymi atakami a wraz z nim Uran, Porte i Bennet. Do tego Mikel Landa miał spięcie z Barguilem i również spadł w klasyfikacji. A na mecie koło Vivianiemu wystawił Wout van Aert powodując u Włocha minę, która będzie jednym z ważniejszych memów tego sezonu.

Tramadol, ketony i świetna trasa

Choć za nami już dziesięć dni rywalizacji, peleton jedzie praktycznie bez strat. Z rywalizacji wycofało się zaledwie pięciu kolarzy, z czego, niestety, dwóch z ekipy CCC (Patrick Bevin i Alessandro de Marchi). Z obrażeniami twarzy wyścig przedwcześnie zakończył Tejay Van Garderen (EF), do domu pojechało również dwóch zawodników Cofidisu: Laporte i Edet.

Jedna z teorii głosi, że w peletonie jest bezpieczniej, ponieważ nasi bohaterowie nie są otumanieni tramadolem, lekiem przeciwbólowym zabronionym od tego sezonu a powszechnie nadużywanym w poprzednich latach.

Myślę jednak, że istotny jest również układ trasy. Mimo ekscytującej rywalizacji, licznych ataków i wysokiego tempa niewiele jest momentów, gdy w grze o konkretny cel walczą wszyscy. Drużynowa czasówka oraz sporo mniejszych lub większych wzniesień ustawiły stawkę dość wcześnie, do tego mamy sprzyjającą pogodę.
Ciekawostką jest, że na 10 etapów sześć zostało wygranych przez przedstawicieli dwóch drużyn: Jumbo-Visma zgarnęła cztery a Deceuninck – Quick-Step dwa.

W rankingu, który dość dobrze obrazuje, kto najskuteczniej jedzie w wyścigu, czyli w rankingu nagród finansowych dobrze wypada też Lotto-Soudal oraz Bora-Hansgrohe:

1.Team Jumbo Visma €66,560
2.Lotto Soudal €53,530
3.Deceuninck-QuickStep €43,750
4.Bora-hansgrohe €32,710
5.Bahrain Merida €29,950
6.Trek-Segafredo €27,460
7.Mitchelton Scott €19,930
8.Wanty Gobert Cycling Team €18,060
9.Team Sunweb €14,090
10.Team Ineos €11,840

13.CCC €9970

Oprócz poprawy bezpieczeństwa uzyskanej dzięki wyeliminowaniu nadużywania opioidów, gorącym tematem są również suplementy ketonowe. Te, legalne, ale drogie odżywki mają poprawiać gospodarkę energetyczną organizmu i tym samym wpływać na poprawę wyników. Koneserami napojów ketonowych mają być zwłaszcza zawodnicy Jumbo-Visma co ma przekładać się na ich sukcesy sportowe.

Wirtualny odpoczynek

Po faktycznym dniu przerwy w Albi, we środę Tour ruszy do Tuluzy. Znów nie będzie całkiem płasko a 3km przed metą przygotowano niewielki podjazd (Sagan, van Aert i Alaphilippe zacierają ręce), ale to całkiem “miękkie” wejście w dalszą część wyścigu. Nawet, jeśli zapowiadany jest spory wiatr.

Dalej mamy wjazd w Pireneje, ale na czwartkowym odcinku do Bagnères-de-Bigorre nie spodziewam się fajerwerków.

Natomiast w piątek dla zawodników przygotowano jedyną, indywidualną czasówkę. 27,2km w pofałdowanym terenie wokół Pau wprowadzi porównywalne różnice w klasyfikacji generalnej co pierwsze prawie dwa tygodnie wyścigu.

A potem będzie już tylko ciekawiej: w sobotę finisz na słynnej przełęczy Tourmalet a w niedzielę charakterystyczny dla Pirenejów rajd przez tamtejsze, wąskie i strome szosy z metą na Prat d’Albis.

I tyle, zaledwie pięć etapów przed kolejnym dniem odpoczynku.

To oznacza, że w przyszły poniedziałek będziemy mówili o zupełnie innej sytuacji, i z pewnością poznamy węższe grono realnie mogące wspiąć się na podium w Paryżu.

Dwa tuziny pretendentów, Thomas faworytem

Z rywalizacji o żółtą koszulkę na dobre wypadł bowiem właściwie tylko Vincenzo Nibali, który ewidentnie nie odzyskał świeżości po Giro d’Italia.

Realnie rzecz ujmując, do zajmującego 21. miejsce Mikela Landy (strata do Alaphiliippe’a 4’15” i 3’3” do Thomasa) mamy samych liderów lub współliderów drużyn. Dopiero 27. George Bennett traci ponad 11’ i może być bardziej bezkarnie puszczony w ucieczkę na pierwszych, górskich etapach.

A to oznacza, że zgodnie z przewidywaniami, mamy bardzo otwarty i wyrównany Tour.

Nie zmienia to faktu, że mimo braku Chrisa Froome’a, kilku przygód po drodze oraz odczuwalnej i widocznej rywalizacji o pozycję numeru jeden w drużynie, poza łowcami etapów z Jumbo-Visma i Deceuninck-Quick-Step póki co najlepiej jedzie drużyna Ineos.

Teoretycznie po czasówce to Geraint Thomas powinien stać się właścicielem żółtej koszulki i przed najtrudniejszymi, górskimi etapami mieć przewagę uprawniającą go do rozsądnej defensywy. To z kolei oznacza wymuszenie na “góralach” kolejnych ataków do… skutku.

Mam jednak nadzieję, że ta Wielka Pętla nas zaskoczy a zamiast dominacji “pociągu” Team Ineos zobaczymy śmiałe szarże rywali Thomasa. W końcu ten Tour ma być lepszy niż Giro!

Ciekawa rywalizacja zapowiada się też w walce o pozostałe koszulki. Jadący w zielonej Peter Sagan ma bezpieczną przewagę nad Matthewsem, ale nie może sobie pozwolić a chwilę nieuwagi. Giulio Ciccone pewnie nie da rady powalczyć z Bernalem i Masem o tytuł najlepszego młodzieżowca, ale atak na koszulkę w grochy i rywalizacja z duetem Lotto Soudal, czyli Wellensem i de Gendtem może być całkiem ciekawym urozmaiceniem górskich etapów.

Będzie zatem co śledzić, do czego Was szczerze zachęcam. A jeśli wieczorami będziecie mieli chwilę czasu, zapraszam również na mój kanał youtube, gdzie codziennie wrzucam krótkie komentarze do wydarzeń na każdym z etapów.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments