Po pierwsze polityka i kontrowersyjny start z Izraela. Po drugie obecność niechcianego, choć równocześnie walczącego o miejsce w historii Chrisa Froome’a. Po trzecie trasa, która sugeruje dość klasyczną narrację. Giro d’Italia 2018 to twardy orzech do zgryzienia. Ale i tak na nie czekam!

Giro jest piękne. Ale…

Włoski tour wielkim wyścigiem jest. I pięknym. I pierwszym trzytygodniowym w sezonie. I wiąże się z pełnią wiosny. Prowadzi przez wyjątkowo malownicze miejsca, z których wiele to żywa historia kolarstwa. Przejeżdża obok fabryk czy wciąż istniejących manufaktur legendarnych marek rowerowych. Ma wyjątkowych kibiców, coraz lepszy marketing a przy tym wszystkim nie jest tak przytłaczający jak Tour de France.

Co więcej, mimo wszechobecnego przywiązania do tradycji, to właśnie organizatorzy Giro są odważni i progresywni w kwestii stawiania peletonowi nowych wyzwań.

W tym roku znów postarali się o przesunięcie kolejnych granic, ale równocześnie w niektórych sprawach wykazali się biernością a w jeszcze innych, odmiennie niż w ostatnich sezonach, postawili na sprawdzone rozwiązania.

Zatem możemy otrzymać albo świetną, sportową rywalizację albo wyścig zatopiony przez mnożące się kontrowersje połączone z jazdą według schematycznego, zgranego scenariusza.

Mauer-betlehem.jpg
By Markus Ortner – photographed by Markus Ortner, CC BY-SA 2.5, Link

Blisko wojny, blisko konfliktu

To przykre, ale przywykliśmy do tego, że wielkie imprezy sportowe podążają za pieniędzmi nie zwracając uwagi na kwestie etyczne. Kolejne Igrzyska Olimpijskie czy piłkarskie mundiale organizowane są w krajach, które mają bardzo elastyczne podejście do tematu praw człowieka czy poszanowania integralności terytorialnej państw ościennych.

Kolarstwo związane głównie z “zachodnią, liberalno-demokratyczną” Europą takich problemów raczej nie miało, choć tu i ówdzie pojawiają się głosy piętnujące zaangażowanie księcia Bahrajnu jako sponsora tytularnego jednej z ekip czy dyskryminację kobiet-sportowców w krajach arabskich chętnie zapraszających do siebie zawodowy peleton.

Jeśli się nie mylę, najbliżej wielkiej polityki zawody rowerowe były ostatnio w latach ‘80 XXw, gdy Tour de France gościł w Berlinie Zachodnim a Wyścig Pokoju udowadniał, że w Czarnobylu tak naprawdę nie wydarzyło się nic złego.

Tymczasem Hajfę, która będzie gospodarzem startu drugiego od Aleppo w Syrii – ignorowanego wyrzutu sumienia podobno cywilizowanego świata XXIw – dzieli w linii prostej mniej niż 500km. To z grubsza tyle, co z Pizzo (samo południe Włoch, pierwszy start etapu na terenie kontynentalnej Europy) do Rzymu (w stolicy Włoch Giro będzie miało swój finał).

Jerozolima, gdzie na, malowniczej i wiodącej wśród mających tysiące lat zabytków, trasie czasówki będziemy emocjonować się walką o różową koszulkę, to wciąż miasto-symbol nierozwiązanego konfliktu Izraelsko-Palestyńskiego. Konfliktu, który choć chłodniejszy, wciąż wiąże się z zagrożeniem terrorystycznym z jednej i permanentnym łamaniem praw człowieka z drugiej strony.

Oznacza to mniej więcej tyle, że relacjonując zmagania sportowców trzeba będzie, po raz kolejny, przymknąć oczy na dramaty autochtonów w imię bliżej niezidentyfikowanych wartości, którymi w takich sytuacjach kierują się ludzie zachodu.

Mam nadzieję, że wszyscy wykażemy się przynajmniej minimum przyzwoitości, by w tym kontekście, relacjonując Giro unikać popularnych w dziennikarstwie sportowym porównań militarnych a tym bardziej podkreślających trudy rywalizacji słów-wytrychów takich jak “masakra” czy “rzeźnia”. Bo biorąc pod uwagę historię ziem i narodów, które będą gościły kolarzy, zwyczajnie nie wypada.

Embed from Getty Images

Niesławny jedzie po sławę

Chris Froome dwukrotnie przedawkował dopuszczalną dawkę Salbutamolu podczas Vuelta a Espana 2017. Choć nie jest to substancja zabroniona, jej przyjmowanie jest ograniczone do ściśle określonej, co ważne, niemałej ilości. W próbce pobranej od Brytyjczyka znajdowało się 2000 nanogramów Salbutamolu na mililitr krwi w miejsce dopuszczalnego 1000 nanogramów. Oznacza to po prostu, że Froome złamał przepisy antydopingowe, podobnie jak np. Diego Ulissi trzy lata wcześniej. Włoch za takie wykroczenie został ukarany dziewięciomiesięczną dyskwalifikacją.

Froome nie został odsunięty od startów, normalnie trenuje i uczestniczy w wyścigach a organizatorzy kolejnych imprez deklarują, że nie będą wykreślać go z tabel wyników, jak stało się to w przeszłości z Alberto Contadorem. Nawet, jeśli post factum po długiej batalii dyscyplinarnej zostanie zdyskwalifikowany.

Jeśli dołożymy do tego pogłoski o horrendalnie wysokim honorarium “startowym”, jakie za udział w Giro ma dostać czterokrotny zwycięzca Tour de France, można śmiało mówić o skandalu.

Szkoda, bo choć trudno w zaistniałej sytuacji darzyć Froome’a sympatią, należy pamiętać, że gdyby nie okołodopingowe perypetie, jechałby po sławę, chwałę i sportową nieśmiertelność. Nie chodzi tylko o wygranie szóstego wielkiego touru w karierze, ale też o trzeci, po Tour de France i Vuelta a Espana 2017 z rzędu oraz, w domyśle, o wyjątkową serię, ponieważ Froome z pewnością myśli o “podwójnym dublecie”. Do zeszłorocznego francusko-hiszpańskiego pragnie dołożyć włosko-francuski.

Teoretycznie jest w stanie to osiągnąć, lecz jeśli mu się to uda, będzie to sukces o łatwej do zakwestionowania wartości.

Bohaterem pozytywnym tej historii będzie zatem obrońca tytułu, Tom Dumoulin, lider zespołu Sunweb. Holender jest, jednym z tych kolarzy, którzy są w stanie pokonać Froome’a w jeździe indywidualnej na czas a następnie utrzymać koło najlepszych górali na alpejskich podjazdach.

I znów, gdyby nie smród wokół ekipy Sky, mielibyśmy do czynienia z zapowiedzią porywającego pojedynku. A tak pozostaje liczyć na to, że karma wróci do Brytyjczyków i głównym rywalem Dumoulina będzie nie Froome a np. Thibaut Pinot z ekipy Groupama – FDJ.

Klasyczna trasa

Na korzyść Dumoulina a także Froome’a i jego ambicji walki o “dublet” Giro-Tour przemawia klasycznie zbudowana trasa tegorocznej “Corsa Rosa”. Dwie indywidualne próby na czas, w pierwszej części etapy o długich, lecz unikających stromizn podjazdach oraz wymagająca końcówka w Alpach.

Tym razem aż sześć odcinków daje szansę klasycznym sprinterom. Aż dziw, że tak niewiele gwiazd specjalizujących się w finiszach z peletonu wybrało tegoroczne Giro jako ważny cel sezonu 2018. Ellia Viviani z Quick Stepu, Sacha Modolo z Education First i Jakub Mareczko z Willier Triestina – Selle Italia w zasadzie zamykają listę znanych chętnych do zwycięstw na płaskich etapach.

“Dachem wyścigu”, czyli najwyższym punktem, który na Giro nosi nazwę “Cima Coppi” w tym roku będzie przełęcz Finestre (2178m), charakterystyczna ze względu na szutrową nawierzchnię na ostatnich kilometrach.

To kolejna wskazówka dotycząca przebiegu trasy. Mając w pamięci problemy z pogodą na wyżej położonych szosach w poprzednich sezonach tym razem trasa nie wspina się tak wysoko. Froome powinien być z tego zadowolony chcąc walczyć miesiąc później w Tour de France. Nawet, jeśli Fintestre, Jafferau a przede wszystkim Monte Zoncolan to brutalne wzniesienia, większość podjazdów, na których rozgrywać się będzie walka w klasyfikacji generalnej sprzyja kontroli sytuacji przez mocną drużynę. W domyśle przez Team Sky.

Embed from Getty Images

Szansa na życiowy wynik

Zarówno umiarkowanie mocne grono sprinterów jak i stawka pretendentów do różowej koszulki, w której do Dumoulina, Froome’a i Pinota należy dołożyć: Miguela Angela Lopeza (Astana), Estebana Chavesa i Simona Yatesa (Mitchelton – Scott), Domenico Pozzovivo (Bahrain – Merida) oraz Fabio Aru (UAE Emirates) powodują, że na życiowy sukces, czy to na etapie czy w “generalce” ma spore grono kolarzy.

Michael Woods (EF), Enrico Battaglin (LottoNL Jumbo), Louis Meintjes, Nicolas Roche, Davide Formolo (Bora – Hansgrohe) i Alexandre Geniez przy sprzyjających okolicznościach mogą nawet sięgnąć po miejsce na podium. Z kolei Tim Wellens, Ben Hermans, niemal cała drużyna Movistaru z Carlosem Betancurem na czele czy Gianluca Brambilla i Jarlinson Pantano z Trek – Segafredo jak również zawodnicy Bardiani – CSF będą regularnie walczyć na kolejnych etapach, bardzo cennych biorąc pod uwagę, że w końcu mówimy o Giro d’Italia, drugim najważniejszym wyścigu kolarskim na świecie.

Postacią, za którą szczególnie należy trzymać kciuki jest Adam Hansen kontynuujący swoją nieprzerwaną serię startów w wielkich tourach. Dla Australijczyka z Lotto – Soudal GdI 2018 będzie dwudziestym z rzędu uczestnictwem w trzytygodniowym wyścigu. Jeśli dojedzie do Rzymu wyśrubuje ustanowiony przez siebie rekord.

Mniejsze drużyny

Wiosenne wyścigi, zarówno jednodniowe jak i etapowe pokazały, że zmniejszenie drużyn o jednego zawodnika może mieć wpływ na przebieg rywalizacji. Po kwartale oczywiście trudno wyciągać wiążące wnioski, lecz skuteczność ataków i ucieczek była zauważalna. Siedmiu w miejsce ośmiu kolarzy w klasykach i tygodniówkach to mniejszy peleton i mniej par nóg do pracy, dość istotny czynnik gdy chodzi o doścignięcie śmiałków jadących przed grupą zasadniczą.

Czy ośmiu zamiast dziewięciu zawodników w jednym zespole na trasie wielkiego touru przyczyni się do bardziej otwartej i mniej przewidywalnej rywalizacji, dowiemy się pewnie dopiero jesienią, ale już na Giro możemy dostać pierwszą podpowiedź.

Trzeba pamiętać, że Team Sky potrafił radzić sobie nawet w sytuacji, gdy na skutek kontuzji z ich składu Tour de France wypadało jedno z, pozornie, kluczowych ogniw. Tak czy inaczej, w nowych okolicznościach taktycznych funkcjonować będą wszyscy, zatem premię zdobędzie ten, kto jako pierwszy zrozumie system.

Embed from Getty Images

Bez Polaków, czyli w poszukiwaniu “akcentów”

Sytuacja, w której w peletonie wielkiego touru zabraknie kolarzy z polską licencją to w ostatnich latach pewnego rodzaju niespodzianka. Pozostaje więc poszukiwanie tak zwanych “polskich akcentów”. Nie będzie to trudne o tyle, że Jakub Mareczko urodził się w Jarosławiu, Cesare Benedetti ma żonę Polkę a Jan Hirt do worldtourowej Astany przeszedł w tym sezonie po dobrym występie w Giro w barwach CCC Sprandi Polkowice. W polskiej drużynie wcześniej jeździł też kolarz Movistaru, Victor de la Parte. Z dużym prawdopodobieństwem naszych reprezentantów znajdziemy też wśród obsługi technicznej drużyn zawodowych.

Ciekawe, jak sytuacja, gdy w wyścigu nie biorą udziału ani nasze gwiazdy: Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, doświadczeni Maciej Bodnar czy Przemysław Niemiec ani ambitni Paweł Poljański, Michał Gołaś czy Łukasz Wiśniowski a na starcie brakuje ekipy CCC Sprandi Polkowice wpłynie na oglądalność wyścigu w kraju oraz zainteresowanie i materiały dostarczane przez rodzime media.

To będzie swoisty test dojrzałości, zarówno dla kibiców jak i dziennikarzy oraz sprawdzian popularności kolarstwa jako takiego. Tym bardziej, że wyścig bez Polaków, choć to “Piękne Giro” przypada na wyjątkowo trudną, również ze względów pozasportowych, edycję.

Najważniejsze etapy:

Etap 1 – Piątek, 4 Maj. 9,7km czasówka na ulicach Jerozolimy
Etap 6 – Czwartek, 10 Maj. Górski finisz na Etnie
Etap 9 – Niedziela 13 Maj. Finisz na podjeździe Gran Sasso
Etap 14 – Sobota 19 Maj. Finisz na podjeździe Monte Zoncolan
Etap 15 – Niedziela 20 Maj. Górzysty etap do Sappady
Etap 16 – Wtorek 21 Maj. 34,2km jazda indywidualna na czas
Etap 18 – Czwartek 24 Maj. Finisz na podjeździe Pratonevoso
Etap 19 – Piątek 25 Maj. Szutrowy podjazd Finestre i meta na Jafferau
Etap 20 – Sobota 26 Maj. Ostatni górski finisz, Cervinia.

Faworyci

***** Tom Dumoulin, Chris Froome
****Esteban Chaves, Thibaut Pinot, Fabio Aru, Miguel Angel Lopez
***Luis Meintjes, Michael Woods

Klasyfikacje

Generalna – różowa koszulka
Punktowa – koszulka cyklamenowa
Górska – koszulka niebieska
Młodzieżowa (U-25) – koszulka biała

Bonifikaty czasowe

Na metach etapów: 10-6-4” odpowiednio za 1-2-3 miejsce oraz 3-2-1” na lotnej premii najbliżej mety.

Wyścig najwygodniej oglądać w Eurosporcie. Usługa Eurosport Player jest niedroga i komfortowa w użytkowaniu.

Zdjęcie okładkowe; Foto LaPresse – Gian Mattia D’Alberto 20/05/2017, materiały prasowe RCS

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments