Trzy pierwsze dni, które peleton 100. Giro d’Italia spędził na Sardynii przyniosły tyle emocji, ile trzeba. Choć do właściwych rozstrzygnięć jeszcze daleko, chyba nikt się nie nudził

Niespodziewany zwycięzca, klasyczny sprint i walka na wietrze

Po pierwsze Lukas Pöstlberger wykazał się czujnością i odwagą na inaugurującym zmagania etapie. Niespodziewany zwycięzca i lider wykorzystał chwilę zamieszania, pojechał “a bloc” i zyskał chwilę sławy. Sprinterzy musieli obejść się smakiem i poczekać dobę na rozegranie klasycznego finiszu między sobą.

Foto LaPresse - Gian Mattia D'Alberto 05/05/2017 Materiały Prasowe RCS

Foto LaPresse – Gian Mattia D’Alberto 05/05/2017 Materiały Prasowe RCS

Po drugie Andre Greipel pokazał siłę i moc wygrywając drugi odcinek wyścigu, dzięki czemu kontynuuje imponującą passę zwycięstw etapowych w każdym wielkim tourze, w którym startuje od 2008r (tak, to już dekada!).

Po trzecie wreszcie, ekipa Quick Step zrobiła to, co na belgijski team przystało. Gdy boczny wiatr uderzył w peleton na ostatnich kilometrach odcinka nr 3. ustawili wachlarz i rozerwali grupę. Mieli nieco szczęścia, gdyż z walki o zwycięstwo defekt wykluczył Greipela, ale i tak przewaga liczebna dawała gwarancję sukcesu. Fernando Gaviria wygrał swój pierwszy etap wielkiego touru w karierze i został nowym liderem a wysoką dyspozycję zaprezentował Bob Jungels, będący główną siłą napędową całej akcji.

Foto LaPresse - Gian Mattia D'Alberto 06/05/2017, Materiały Prasowe RCS

Foto LaPresse – Gian Mattia D’Alberto 06/05/2017, Materiały Prasowe RCS

Krótko mówiąc: było fajnie. W sam raz na początek, co ważne, bez poważniejszych kraks i kontuzji. Minimalne straty ponieśli Steven Kruijswijk i Ilnur Zakarin. Pewne obawy budzi fakt, że ten drugi musi gonić peleton właściwie codziennie, ponieważ w kluczowych momentach ma problemy ze sprzętem.

Godzina samolotem, pół doby promem

Dzień przerwy już po trzech etapach może nieco dziwić, zwłaszcza, że z Sardynii na Sycylię kolarze przemieścili się w godzinę. Często transfery autokarem między kolejnymi miejscowościami etapowymi zajmują więcej.

Tyle tylko, że pozostałej części kolumny wyścigu podróż zajęła około 12 godzin.

W związku z tym, by utrzymać się w wyścigowym rytmie i mając w pamięci, że już we wtorek zawodników czeka podjazd na Etnę, w poniedziałek trzeba iść na trening.

Niedoceniany etap

Możecie spotkać się z opiniami, że wtorkowy etap z finiszem na zboczach wulkanu Etna nie będzie miał szczególnego znaczenia dla losów wyścigu. Cóż być może tak będzie, zwłaszcza, że na podjeździe zawodnicy mają jechać pod wiatr, co utrudni pojedynczym zawodnikom zdobycie przewagi.

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że peleton będzie po dniu przerwy a to zawsze nieco zmienia sytuację. Co więcej, gdy ostatnim razem Giro gościło na Etnie, Alberto Contador (z Jose Rujano na kole) zyskał 50 sekund przewagi nad Vincenzo Nibalim czy Romanem Krezuigerem a ci niemal 20 sekund nad kolejnymi rywalami (m.in. Scarponim) a ten z kolei ponad minutę nad Joaquimem Rodriguezem (co de facto kosztowało go miejsce na podium). Steven Kruijswijk, który obecnie jest jednym z pretendentów do zwycięstwa stracił do Nibalego 1’31” a Denis Mienszow tylko 5” mniej.

A to oznacza, że Etna może nie zadecydowała o zwycięstwie, ale o miejscach w ścisłej czołówce już tak.

Czy w związku z tym należy sobie ostrzyć zęby na spektakularną rywalizację? Cóż, niekoniecznie. Ale i tak, biorąc dodatkowo pod uwagę spektakularny krajobraz zboczy czynnego wulkanu warto będzie ten etap oglądać.

Zdjęcie okładkowe: Foto : Franck Faugere – LaPresse 15 05 2011 , materiały prasowe RCS

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments