Gdyby nie dobra jazda Polek, pewnie w ogólnie nie wiedzielibyście o kobiecym World Tourze. Choć UCI zrobiła sporo, by cokolwiek ruszyło się w damskim kolarstwie, przed wyścigami pań jeszcze długa droga to zdobycia popularności wśród szerszej publiki.

Kolarstwo kobiet domaga się równouprawnienia i słusznie. Mam wiele szacunku dla każdego zawodnika, mężczyzny, kobiety, mastersa, juniora, elity czy niepełnosprawnego. Bez względu na dystans (wyścigi pań są zazwyczaj krótsze niż panów) czy przewyższenie (rzadko kiedy kobiety wspinają się na najwyższe przełęcze, by zawody były ciekawe wystarczą nieco mniejsze góry), wysiłek, zaangażowanie i umiejętności, które trzeba włożyć w zwycięstwo są często na podobnym poziomie w każdej kategorii.

Równocześnie kolarstwo to, w szerszej świadomości de facto “szosa” mężczyzn na poziomie zawodowym. MTB, odmiany ekstremalne, tor czy szosa kobiet to wciąż nisza.

W ramach poprawy sytuacji kobiecego kolarstwa, przed sezonem 2016 UCI po raz pierwszy ustanowiła “Kobiecy World Tour”, którego zadaniem jest zwiększenie prestiżu i ekspozycji damskich wyścigów.

Do World Touru weszło 17 imprez: 12 klasyków, 4 etapówki oraz jazda drużynowa na czas.

W ramach globalizacji, damski peleton ścigał się nie tylko w tradycyjnych, kolarskich krajach: Niderlandach, Francji, Hiszpanii czy Włoszech, ale też w Szwecji, USA, Wielkiej Brytanii oraz Chinach.

W programie znalazły się takie klasyki jak kobieca wersja Walońskiej Strzały, Ronde van Vlaanderen czy jednodniówka w Plouay lub Strade Bianche. Oprócz tego swoje trzy grosze dorzucili Anglosasi, którzy nie tylko stawiają na równouprawnienie w sporcie, ale też jako neofici przejawiają większy entuzjazm do wszelkich nowinek i kolarstwa jako takiego. Stąd też Tour of California, Ride London i The Women’s Tour.

Najważniejszą etapówką sezonu, tak jak w rzeczywistości “przed World Tourem” było kobiece Giro d’Italia. Tyleż wymagające i górzyste co oferujące żenująco niski poziom nagród finansowych.

Dla kontrastu ASO, czyli właściciel Tour de France i Vuelta a Espana, dał szansę ogrzania się w świetle kamer przy okazji finału francuskiego i hiszpańskiego touru, organizując kobiece kryteria na Polach Elizejskich oraz na ulicach Madrytu.

To właśnie te imprezy, obok brytyjskiego The Women’s Tour przyciągnęły największą uwagę mediów. La Course i Madrid Challenge załapały się na transmisję w Eurosporcie, choć powiedzmy sobie szczerze: zarówno finały TdF i Vuelty jak i kobiece kryteria to rozrywka wyłącznie dla koneserów kolarstwa. Główną atrakcją jest tam ostatnie okrążenie i walka “na kresce”, choć realnie większą uwagę przyciąga sceneria, architektura europejskich metropolii.

Najciekawsze imprezy znamy jedynie ze skrótów zamieszczanych na youtubowym kanale UCI.

Symptomatyczne jest, że w czasie, gdy panie ścigały się na Mur de Huy, realizatorzy nie raczyli przełączyć się na finisz, choć w tym czasie w męskim peletonie niewiele się działo.

Paradoksalnie sama UCI robi całkiem sporo, by kobiece kolarstwo ruszyło do przodu. Dostarcza treści: wideo, galerie zdjęć, wywiady z gwiazdami. To naprawdę niezły początek.

Niestety wyraźne z tyłu są wciąż organizatorzy wyścigów. Poza nielicznymi wyjątkami, kluczowe, kobiece wyścigi (zazwyczaj te, które rozgrywane są niezależnie od męskich odpowiedników) nie różnią się zasadniczo od imprez amatorskich. Próżno szukać nie tylko relacji TV, ale też aktualnej, poprawnie wyświetlającej się na urządzeniach mobilnych strony www, galerii zdjęć a bywa, że i wyników.

Przez to, gdy od święta damski peleton zagości w mainstreamie, tak naprawdę nie do końca wiadomo, kogo i w jakiej sytuacji oglądamy. Z imienia i nazwiska w świadomości i tak dość zaangażowanych kibiców kolarstwa znanych jest kilka, może kilkanaście zawodniczek. Z sylwetki, nie obcując z nimi przez kilkadziesiąt godzin relacji TV w sezonie, trudno rozpoznać nawet najbardziej utytułowane postaci.

Metoda małych kroków mimo wszystko przynosi jakieś efekty. Eurosport pokazał w tym roku kilka wyścigów. W Polsce, ze względu na grupę utalentowanych i skutecznych zawodniczek o kobiecym kolarstwie “cośtam się mówi”.

W samym World Tourze prestiżowe zwycięstwo podczas GP de Plouay-Bretagne odniosła Eugenia Bujak. W Strade Bianche druga była Katarzyna Niewiadoma, która wygrała klasyfikację generalną w kategorii U23.

Dzięki zwycięstwom w etapówkach: Giro Rosa oraz Tour of California a także w klasyku w Filadelfii i równej, mocnej postawie w czasie całego sezonu, koszulkę najlepszej zawodniczki kobiecego World Touru wygrała Amerykanka Megan Guarnier. Drugie miejsce zajęła Kanadyjka Leah Kirchmann a trzecie mistrzyni świata, Lizzie Armistead, o której głośno było nie tylko ze względu na wyniki, ale też na opuszczone kontrole antydopingowe.

Warto zauważyć, że sama koszulka jest skądinąd bardzo gustowna i przypomina czasy świetności Pucharu Świata sprzed reformy kalendarza UCI i powołania “Pro Touru”. Jednak zamiast ładnej koszulki damskiemu peletonowi przydały by się po prostu pieniądze. Na początek jakieś kilkadziesiąt milionów Euro.

Klasyfikacja generalna kobiecego UCI World Tour 2016:

1 Megan Guarnier (USA) Boels–Dolmans 946
2 Leah Kirchmann (CAN) Team Liv–Plantur 624
3 Lizzie Armitstead (GBR) Boels–Dolmans 545
4 Chantal Blaak (NED) Boels–Dolmans 541
5 Elisa Longo Borghini (ITA) Wiggle High5 523
6 Evelyn Stevens (USA) Boels–Dolmans 519
7 Anna van der Breggen (NED) Rabo–Liv 492
8 Emma Johansson (SWE) Wiggle High5 463
9 Chloe Hosking (AUS) Wiggle High5 450
10 Marianne Vos (NED) Rabo–Liv 442
11 Katarzyna Niewiadoma (POL) Rabo–Liv 421

17 Eugenia Bujak (POL) BTC City Ljubljana 245

Klasyfikacja drużynowa:

1 Boels–Dolmans 2894
2 Wiggle High5 2245
3 Rabo–Liv 1853
4 Canyon–SRAM 1031
5 Team Liv–Plantur 840

A reportaż z całego sezonu możecie obejrzeć poniżej:

Zdjęcie okładkowe: Strade Bianche Kobiet, materiały prasowe RCS ANSA/DANIEL DAL ZENNARO

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments