Chcieliście dłuższego Tour de Pologne? Proszę bardzo. Chcieliście etapów w dawno nieodwiedzanych miastach? Voila! Czesław Lang w swoim stylu wdraża projekt kobiecego wyścigu etapowego pod płaszczykiem rozbudowy Naszego Narodowego Touru.

Być może jest tak, że aby wyścig kolarski funkcjonował jako niezależna, nieprzynosząca strat impreza aspirująca do ciągłego rozwoju, pewne zabiegi “PRowe” muszą być stosowane do utraty tchu.

O ile nasz Tour de Pologne jest ciągle na dorobku, o tyle kolarstwo kobiece, pod względem komercyjnym jeszcze się nawet nie urodziło. Wyścigi, nawet nawiązujące do tradycji Giro d’Italia czy Tour de France nie są obecne w mediach, nagrody, które można tam zdobyć są na żenującym poziomie a grupy zawodowe borykają się z problemami budżetowymi.

Od niedawna prowadzone są próby zainteresowania świata kobiecym kolarstwem. ASO, czyli organizator Tour de France udziela paniom ciepła swoich najważniejszych imprez. Przed ostatnimi etapami Wielkiej Pętli oraz Vuelta a Espana kobiety ścigają się na trasie wydłużonych kryteriów w Paryżu i Madrycie. To wciąż mało, ale można powiedzieć, że coś się zaczyna dziać.

I wtedy wchodzi Czesław Lang. Cały na biało.

Przed trwającym siedem dni Tour de Pologne jego firma proponuje trzy dni ścigania dla kobiet (więcej np. na stronie Eurosportu). Pod tym samym szyldem, z tymi samymi sponsorami i jak zapewnia Lang, z takim samym zaangażowaniem mediów.

Rozumiem, że oznacza to transmisję w TVP w najlepszym czasie antenowym, wizyty w telewizji śniadaniowej, bilboardy w całym kraju i cały medialny szum, który w przypadku “męskiego” Tour de Pologne wychodzi nam trochę bokiem a w przypadku “kobiecego” będzie promocją na niespotykaną skalę.

Jest to ważne choćby z tego powodu, że w damskim peletonie mamy przynajmniej kilka reprezentantek na bardzo wysokim poziomie. Pawłowska, Bujak, Niewiadoma, Brzeźna czy Jasińska to tylko niektóre zawodniczki, które odnoszą sukcesy. Co więcej, mamy również utalentowane juniorki, zatem wiele wskazuje na to, że przez najbliższych kilka sezonów Polki będą znaczącą siłą w profesjonalnym peletonie.

Mam więc nadzieję, że kolarki będą gościły w telewizji śniadaniowej czy pojawią na okładkach kolorowych czasopism i dzięki magicznemu wpływowi mediów “zcelebrytyzyją się” na tyle, by podpisać kilka kontraktów reklamowych. Dla nich i dla ich klubów może to spowodować znaczącą różnicę względem stanu obecnego.

Ponieważ nie ma nic za darmo, cena za powołanie do życia takiego wyścigu będzie spora. Niestety etapy będą miały formę znaną z “męskiego” Tour de Pologne, czyli quasi kryteriów ulicami miast. Do tego należy spodziewać się zalewu informacji, które, delikatnie rzecz ujmując, nie do końca zgadzają się z rzeczywistością. Pomysł, by PRowo “wydłużać” Tour de Pologne ze względu na dołożenie trzech (a docelowo nawet siedmiu) dni kobiecego ścigania jest karkołomny.To kontynuacja komunikacji, wedle której Tour de Pologne miałby być czymś innym niż jest w rzeczywistości. Mierzi mnie to niezmiernie, ale tym razem, “dla wyższego dobra” chcę to tolerować.

Kolejna kwestia, która mnie bardzo ciekawi, to treść stricte kolarska, jaka pojawi się wokół kobiecego Tour de Pologne. Czy będą się pojawiały stereotypy? Jak zostanie przedstawione damskie kolarstwo? W jaki sposób wytłumaczone zostaną skrócone dystnase czy brak gór (w tym wypadku chodzi o dotarcie z “Tour de Pologne” do większej części kraju, ale intrygują mnie sprawy merytoryczne). Kto wie, czy nie będzie to najpoważniejsze wyzwanie, z którym zmierzy się redakcja sportowa TVP, której zaledwie część ogarnia temat kolarstwa.

Tak czy inaczej sprawa jest słuszna i sądzę, że z tego powodu warto zgodzić się na pewne niedogodności. Jeśli Tour de Pologne dla kobiet, jakkolwiek dziwnie nie byłby ogrywany komunikacyjnie, ma sprawić, że paniom na rowerach będzie lepiej, jestem za.

Zdjęcie okładkowe: youkeys wikimedia commons, CC BY 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments