Tag: Zima

  • Loverove 19.01.2017

    Loverove 19.01.2017

    Zimowy dzień dobrze rozpocząć od przeglądu kolarskich newsów z ciepłych krajów:

    1. Czego nie zobaczysz w Australii…


    Caleb Ewan wygrał trzeci etap Tour Down Under (to jego drugie zwycięstwo w tym wyścigu) a Richie Porte zachował prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

    Młody Australijczyk robił to już w swojej domowej imprezie wcześniej, ale wytężcie wzrok i porównajcie, czym różnią się te dwa obrazki:

    https://twitter.com/CycleKings/status/821722375242682370

    https://twitter.com/sportette_au/status/818941713901174786

    Tak, zgadza się. Na podium Tour Down Under brakuje hostess! Według organizatorów, tradycyjnie całujące zwycięzcę modelki to wyraz przedmiotowego traktowania kobiet. Choć zdania są podzielone, faktycznie trudno inaczej nazwać wystawianie na podium „najpiękniejszych dziewczyn z regionu”.

    2. Czego nie zobaczysz w słonecznej Hiszpanii?

    Jedź do Calpe, mówili… będzie pogoda! A tymczasem obozy treningowe grup zawodowych zostały storpedowane przez zimę.

    https://twitter.com/TeamDEN_fr/status/821659250208473090

     

    3. Espresso z pompki rowerowej

    https://www.instagram.com/p/BIDyk9pgXOf/

    Australijczycy lubują się we wszystkich, możliwych, „alternatywnych” sposobach zaparzania kawy. Są też niewątpliwie fanami kolarstwa. Kawa i kolarstwo idą z sobą w parze a najlepszą, kolarską kawą jest oczywiście espresso. Przecież każdy z nas potajemnie marzy o tym, by być Włochem, czyż nie?

    https://www.instagram.com/p/BJEcD7GA3ES/

    Z połączenia tych wszystkich pasji powstało Presta Espresso. Nieznacznie zmodyfikowany zawór Presta z dętki rowerowej wkręcamy w miejsce wentyla bezpieczeństwa w naszej kawiarce. Następnie wlewamy do niej gorącą (ok. 92°C) wodę, zakładamy standardowe sitko napełnione kawą, wszystko klasycznie zakręcamy a następnie… przy użyciu dobrej pompki rowerowej cały system pompujemy do ciśnienia 9 barów. I voila! Mamy espresso! Nie „przeciągnięte”, nie przegrzane, takie jak z prawdziwego ekspresu ciśnieniowego!

    https://www.instagram.com/p/BPJlxj8jUgU/

  • Jak jeździć po śniegu?

    Jak jeździć po śniegu?

    Od ładnych kilku dni jeżdżę tylko w terenie. Przy temperaturach (solidne minus kilka) i w takich warunkach (lód na szosach, miły śnieżek poza nimi) to najbezpieczniejsze, najsensowniejsze i najprzyjemniejsze rozwiązanie. Jak sobie radzę z jazdą po białym?

    Zimą rower mtb ratuje sytuację. Gdy jest mróz i ślisko, schowanie się w terenie to szansa na efektywny, bezpieczny trening i sympatyczną przejażdżkę w jednym. Można zrobić niemal wszystko, co się chce poza wyrafinowanymi ćwiczeniami na wysokiej intensywności. Jeśli z jakiś powodów musisz je wykonywać o tej porze roku, pozostaje trenażer.

    Tak czy inaczej solidna runda w terenie to dobry sposób, by poprawić nie tylko wydolność, ale i technikę. Poniżej kilka podstawowych zasad, jak radzić sobie z jazdą po śniegu

    1.Wybór trasy

    Śnieg jest miły i miękki a do tego wcale nie jest tak śliski jak się może wydawać. Mimo to przyczepność jest mniejsza, zwłaszcza, gdy ścieżka pnie się stromo w górę. Przez to niezłym pomysłem jest wybranie trasy bardziej płaskiej i mniej wymagającej niż latem. Ponieważ i tak część ścieżek będzie nieprzejezdna – zasypane znikną pod śniegiem i niekoniecznie będzie można w nie trafić – nawet polne czy leśne drogi, latem uznawane za łatwe autostrady staną się wystarczająco ciekawe.

    2. Wybór tempa

    Gdy jest zima, to jest zimno a to oznacza ciepłe ciuchy i chłodne powietrze wpadające do gardła. Jeśli planujesz dłuższą przejażdżkę, wybierz ?trening metodą ciągłą?. Nie spinaj się zanadto, bo pod windstopperem i ciepłą bielizną spłyniesz potem i nawet najdroższy strój nie odprowadzi tego na zewnątrz. Zmarzniesz, zawieje cię i skończysz w łóżku z aspiryną zamiast trenować. Jeśli chcesz przycisnąć, nie oddalaj się zbytnio od domu i nie jeździj za długo. Tak czy inaczej ?kilometry bazy? czy jakkolwiek nazywasz długie, spokojne przejażdżki możesz zrealizować w terenie bez większego problemu.

    3. A właściwie to po czym ja jadę?

    Szaro-ponure poranki, zachmurzenie i brak słońca bardzo ?spłaszczają? teren, dodatkowo przysypany i zawiany śniegiem. Zimą często nie wiadomo, gdzie prowadzi ścieżka oraz co znajduje się pod ?białym puchem?. Zachowaj czujność i rozluźnij się nawet bardziej niż latem. Odpowiedni balans i wychwytywanie nierówności pracą ciała uchroni cię przed upadkiem gdy zaskoczy cię ukryta pod śniegiem dziura, korzeń lub koleina.

    https://www.instagram.com/p/BA1j2pdkcli/

    4. Problem z przyczepnością

    Nie bez powodu Eskimosi na to, co my nazywamy śniegiem mają kilkaset różnych określeń. Różnice w przyczepności, fakturze, zachowaniu roweru na różnych typach białego podłoża są olbrzymie. Dzień po dniu w tym samym miejscu może ?trzymać? albo być ślisko, możesz jechać żwawo albo męczyć się mieląc w miejscu tylnym kołem. Jeśli pojeździsz zimą w terenie, latem o wiele mniej rzeczy cię zaskoczy. Nauczysz się łapać równowagę i dozować siłę pedałowania przy różnej przyczepności. A jeśli już jakkolwiek zaadaptujesz się do zimowych warunków, przyjdzie czas na najfajniejszy element całej zabawy:

    5. Kontrolowane poślizgi

    Jasne, nie wykręcisz ?bączków? jak swoim autem na parkingu pod Tesco ;), ale możesz spróbować dwóch rzeczy. Po pierwsze, bez większych konsekwencji poszukiwać granic przyczepności rowerowych opon. Po drugie, jeśli stracisz kontrolę, upadek na śnieg będzie mniej bolesny niż na kamienie lub asfalt a dodatkowo zimowe ciuchy zamortyzują uderzenie. A jeśli uda ci się właściwie wyczuć rower, nauka poślizgów będzie prawdziwą przyjemnością.

    Higiena i konserwacja

    To też jest świetne w zimowej jeździe mtb. Chociaż wrażenia przypominają zabawę w błocie, rower de facto pozostaje czysty. Nie zapominaj jednak po powrocie do domu choćby spłukać wszystko ciepłą wodą. Po co topiący się śnieg ma ci kapać na podłogę? No i niestety dojeżdżając w teren z pewnością ochlapiesz się solą a części rowerowe bardzo tego nie lubią. Pewnym minusem jest też zwiększone zużycie opon. Na śniegu guma  znika szybciej, kryształki zamarzniętej wody ?koszą? bieżnik bardziej niż ostre kamienie!

    Co jeszcze? Pamiętaj, że w ciepłych rękawiczkach wyczucie hamulców jest nieco inne. Nie zapominaj też o piciu, najlepiej z izolowanego bidonu. Wbrew pozorom zimą można się nieźle odwodnić.

    Jeśli macie własne doświadczenia z jazdy po śniegu, podzielcie się nimi w komentarzach :)

  • Nachodzi zima

    Nachodzi zima

    Spokojnie, nowy sezon Gry o Tron dopiero za kilka miesięcy. Nie chodzi też o porę roku, gdy głównym tematem jest dyskusja: mróz kontra trenażer kontra Calpe-Sralpe. Zbliżamy się do momentu, gdy w mediach miejsce kolarzy a nawet piłkarzy zajmą herosi na nartach i łyżwach.

    Od wielu, lat a ściślej od wczesnego dzieciństwa i Igrzysk Olimpijskich w Calgary (1988r!) jestem biernym kibicem biegów narciarskich. Śledziłem wyniki Justyny Kowalczyk ?zanim to było modne?. Ba, wpatrzony w ekran pasjonowałem się potyczkami Vegarda Ulvanga czy Marji Liisy Hamalainen. Afera dopingowa w fińskiej reprezentacji biegaczy podczas mistrzostw świata w Lahti, komentowana na świecie o wiele bardziej niż u nas (przyćmiona eksplozją formy Adama Małysza) otworzyła mi oczy na to, co dzieje się w wyczynowym sporcie. To było przecież zaraz po ?Tourze Wstydu? i aferze Festiny. Losy Mika Mika Myllylä, głównego bohatera tamtych zdarzeń potoczyły się tragicznie. Możecie o tym przeczytać tutaj.

    W mainstreamie najczęściej gości oczywiście Justyna Kowalczyk. Nie ma się czemu dziwić. Poza tym, że jest rewelacyjną zawodniczką, to niezmiernie inteligentna i charyzmatyczna postać a takie media lubią najbardziej. Co ważne w jej kontekście, biegi kobiece są nagradzane na tym samym poziomie finansowym, co męskie. Kolarki póki co mogą o tym tylko pomarzyć, prezydent UCI odmawia im nawet prawa do płacy minimalnej. Równocześnie, marginalizowane w telewizji publicznej biegi męskie są jeszcze bardziej emocjonujące niż kobiece. Sprinty to fascynujący pokaz siły w czystym wydaniu i znakomite widowisko jako takie.

     

     

    Zima to oczywiście nie tylko biegi, choć te interesują mnie najbardziej. Gromadzące o wiele większą widownię skoki to pewnego rodzaju fenomen. Przykład, że da się w naszym kraju zbudować system szkolenia, bazując na popularności jednej gwiazdy. Po Adamie Małyszu nie nastała pustka, lecz przyszło całe pokolenie młodych, zdolnych następców, których lider, Kamil Stoch już w jednej dziedzinie (dwa złota olimpijskie) pobił rekord dawnego mistrza. Choć pojawiają się przesłanki, że szkolenie znów zaczyna szwankować z powodu braku środków a do tego znajdzie się niejeden, który narzeka na działania Polskiego Związku Narciarskiego, jest to póki co bezprecedensowy przykład trwałego sukcesu sportowego po 1989r.

     

     

    Kilka słów należy się też łyżwiarstwu szybkiemu. To sport dynamiką zbliżony do kolarstwa torowego, zatem propozycja dla koneserów. Mimo to, potrafi wciągnąć a sukcesy Polaków zachęcają do rzucenia okiem na relację tv. Zbigniew Bródka dyskontuje olimpijski sukces. Medale, w tym złoto, zdobyte w Soczi wprowadziły go do świata gwiazd. Reklamuje mleko oraz maszynki do golenia (z nawiązującym do swojej dyscypliny hasłem ?gładki przejazd? a do tego dochodzi jeszcze skojarzenie bródka-golarka). Dla fanów kolarstwa istotny będzie fakt, że łyżwiarze sporo trenują na rowerach, wspomniany Bródka zawsze wysoko dojeżdża do mety w ?Tour de Pologne Amatorów? a w Holandii (gdzie panczeny są jednym ze sportów narodowych) zespół LottoNL-Jumbo (nowi sponsorzy w miejsce Belkinu a wcześniej Rabobanku) jest od nadchodzącego sezonu de facto wspólnym teamem zawodowych kolarzy i panczenistów.

    Na koniec, zamiast podsumowywać Biathlon, wystarczy napisać jedno. Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski są z nami każdej zimy komentując poczynania narciarzy z karabinami. Rach ciach ciach :).

    Zdjęcie okładkowe, Oskar Karlin, flickr, CC BY SA 2.0

  • Jesteś wyjątkowy

    Jesteś wyjątkowy

    Dziś przychodzi do nas wiosna. Jeśli przez ostatnie ostatnie trzy miesiące znalazłeś na tyle motywacji, by trenować, jesteś kimś wyjątkowym!

    To nie była ciężka zima. Śniegu spadło niewiele, nawet o deszcz trzeba było prosić. Również temperatura rozpieszczała. Dni z dwucyfrowymi mrozami było zaledwie kilka. Mimo to, długie noce, lód na drogach i szlakach, konieczność stosowania wielowarstwowego, nieprzewiewnego ubioru dawały się we znaki jak zawsze.

    Rosnąca popularność aktywności na świeżym powietrzu w połączeniu ze sprzyjającą aurą przyniosły efekt: ogólną zajawkę na trening. Kolarze, biegacze, triathloniści, wszyscy byliśmy widoczni bardziej niż do tej pory. Pamiętam zimy, gdy wokół krakowskich Błoń truchtało paru kolarzy, dwóch biegaczy, jeden piłkarz i chodziarka. W tym roku niemal o każdej porze dnia, bez względu na pogodę było tłoczno. Podobnie na szosach i bezdrożach: rowerzyści czy kolarze jeździli, trenowali, przemieszczali się gremialnie.

    To więcej, niż fajne. Jeśli w biegu codzienności, obojętne czy chodzisz, do szkoły, na uczelnię lub do pracy, jesteś w stanie wygospodarować godzinę czy dwie na sport, to znaczy, że coś się zmieniło. Nie tylko w hierarchii potrzeb pojawiła się kolejna pozycja, to jeszcze znajdujemy środki na jej realizację. Czy swój udział mają w tym dyskonty oferujące ?techniczną? odzież poniżej kosztów produkcji, czy kiełkująca klasa średnia, nie wiem. Ważne, że podobno mamy 300 tysięcy biegaczy a liczba ta rośnie z miesiąca na miesiąc. Ważne też, że więcej rowerzystów na drogach to nie tylko plus dla branży, ale też większe bezpieczeństwo: kierowcy przyzwyczajają się do cyklistów – uczestników ruchu. Nawet triathlon, napędzany w dużej części modą nie jest taki zły, skoro zrzuca kolejne jednostki z ich wypasionych kanap, sprzed ekranów HD o dużej przekątnej.

    Miało być jednak nie o socjologii, a o motywacji. Sport, nawet ten amatorski, nawet w formie nieco bardziej usystematyzowanej rekreacji wymaga pewnych wyrzeczeń. Zimno, ciemno, wysiłek, drenaż energii potrzebnej do ?normalnego? życia a mimo to tysiące ludzi chcą być wyczynowcami. Zamiast na urlop, jadą na zgrupowanie, zamiast przed telewizorem, siedzą na rowerze, zamiast na liposukcję wydają pieniądze na buty z goretexem. Nie bez znaczenia jest w tym dobra postawa naszych zawodowców, coraz lepiej prezentujących się na międzynarodowych arenach. Jeśli im się wiedzie, amatorom łatwiej przychodzi podjęcie dodatkowego wysiłku. I tak się to kręci :)

    Zatem, jeżeli codziennie rano zwlekasz się z łóżka, by wykonać zadane ćwiczenia, jesteś kimś wyjątkowym. Prywatnym bohaterem dnia codziennego, zdrowszym, pewniejszym siebie i bardziej zadowolonym z życia. Bo robisz to, co lubisz, nawet, jeśli zmagając się z marznącą mżawką, przez kilka chwil wydaje ci się, że jest inaczej.

    Fot. okładkowe, wikimedia commons, Quartl, CC BY SA 3.0

  • Like a pro

    Like a pro

    Był taki czas, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, gdy kolarze w zimie nie trenowali jak szaleni, lecz oszczędzali energię na najważniejsze starty. Przełom nastąpił mniej więcej ?za panowania? Eddy?ego Merckxa. Od tamtego momentu wszyscy staramy się żyć jak zawodowcy.

    Federico Bahamontes, wybitny kolarz, który największe triumfy święcił na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XXw niedawno w artykule dla portalu cyclingnews opisał, jak wyglądały przygotowania zawodowców pół wieku temu. Kluczem do sukcesu było dla niego zachowanie dobrej formy w zimowych miesiącach, co sprowadzało się do trzymania diety i odpowiedniego wysypiania się. Dyscyplinę utrzymywał także na przedsezonowych zgrupowaniach, które dla jego równolatków bywały okazją do solidnych imprez. Zamiast trenować w grudniu, styczniu i lutym, kolarze więcej startowali w sezonie. Im później zaczynali się ścigać, tym lepiej: więcej energii zostawało im do spożytkowania podczas najważniejszych zawodów wiosną i latem. Człowiekiem, który wywrócił kolarstwo do góry nogami był oczywiście Eddy Merckx. Mniej więcej w okresie, gdy zaczynał dominować w peletonie kolarze zaczęli zachowywać się, jak teraz byśmy to nazwali, profesjonalnie. Belgijski ?Kanibal? wiódł w tym oczywiście prym.

    Rik Van Looy, fot. Wikimedia Commons, domena publiczna
    Rik Van Looy Giro d’Italia 1961, fot. Wikimedia Commons, domena publiczna

    Przenosząc się sześćdziesiąt lat do przodu zastajemy sytuację, gdy niemal każdy co bardziej zaawansowany amator żyje i trenuje jak zawodowiec. Być może jest to zasługa popularności kolarstwa górskiego, które w pewnym momencie spopularyzowało wyczynową jazdę rowerem i zrównało wszystkich stawiając wspólnie na starcie. Tak czy inaczej, kolarz-amator ma obecnie przynajmniej pulsometr, coraz częściej miernik mocy, współpracuje z trenerem, dietetykiem, korzysta z odnowy biologicznej, garściami przyjmuje suplementy a jego sprzęt bywa lepszy i lepiej dopasowany (bike fitting) niż niejednego zawodowca. O takich drobiazgach związanych z postępem technologii jak choćby dostęp do analizy danych treningowych przez bezpłatne systemy typu Strava nie ma nawet co wspominać. Różnicą jest oczywiście czas, jaki amator może poświęcić na regenerację, ale mimo to roczny kilometraż i objętość, jaką wszyscy wykonujemy jest imponująca. Gdyby nie fakt, że gros tego dystansu to treningi a nie wyścigi, można by powiedzieć, że jesteśmy lepsi od herosów sprzed kilku dekad.

    W całym tym szaleństwie prym wiodą kolarscy neofici. Amerykanie, Brytyjczycy czy Australijczycy, którzy dopiero niedawno zorientowali się, że jazda rowerem jest po prostu fajna, próbują być bardziej papiescy niż sam papież. Skoro ideałem kolarza jest Włoch, stylizują się na Filippo Pozzato, Mario Cipolliniego i im podobnych, dobierając kolory, fryzury oraz  pijąc wyłącznie organiczną kawę z etiopskich plantacji.

    Być włochem - marzenie amatora!

    Nadrabiając wieloletnie deficyty, gdy tylko pojawiła się możliwość, również zaczęliśmy uczestniczyć w tej zabawie. Jeszcze kilka lat temu zimowe zgrupowanie w ciepłych krajach było dostępne dla nielicznych. Ba, nawet rodzimi zawodowcy trenowali na Bałkanach czy na Krymie a nie na Kanarach. Tej zimy łatwiej spotkać znajomych w Hiszpanii czy Włoszech niż na ulubionej rundzie treningowej pod miastem. Można się zżymać na zadziwiającą popularność jednej z miejscowości na iberyjskim wybrzeżu, ale fajne jest jedno: nie tylko coraz większa jest grupa ludzi, którą na to stać, ale też coraz więcej osób wysoko w swojej hierarchii potrzeb stawia zaawansowaną aktywność fizyczną. Być może uderzanie w wysoki ton, gdy klasa średnia bawi się we Włochów jest nieco nie na miejscu, ale niedawno przypomniany przez Google fragment Karty Olimpijskiej głosi ?Uprawianie sportu jest prawem człowieka?. Nawet jeśli to tylko moda to i tak o wiele lepsza niż moda na kupowanie coraz większych telewizorów. Jeżeli jednak ktokolwiek z nas zagalopuje się na tyle, by pomyśleć, że już prawie-prawie osiągnął mistrzowski poziom, na ziemię sprowadza jeden wynik: rekord w jeździe godzinnej. Wspomniany Merckx w 1972r przejechał 49,431km a Fausto Coppi w 1942r pokonał 45,848km. W porównaniu z nimi, jak bardzo dopasowanego nie miałbyś roweru, ilu suplementów byś nie brał i jak bardzo aerodynamicznych kół nie założył, nadal pozostaniesz tylko amatorem.

  • Nie przegap w ten weekend – ułóż kalendarz, zabij rutynę

    Nie przegap w ten weekend – ułóż kalendarz, zabij rutynę

    Co robić w weekend? Trenować, kibicować a może już startować? Ja dokończę planowanie kalendarza wyścigów na ten sezon. A do tego proponuję jeszcze kilka aktywności uzupełniających.  

    1. Ułóż kalendarz, zabij rutynę

    Właściwie wszystkie serie imprez kolarskich podały już swoje terminarze. Można więc spokojnie sprecyzować swoje plany. Dzięki pracy kilku entuzjastów, do dyspozycji są wygodne zestawienia. Skorzystaj z kalendarza na mtb-xc.pl, bikecalendar.pl lub bikeworld.pl (nie zaktualizował jeszcze swojej propozycji). Połowa lutego to dobry czas na podejmowanie decyzji: zaplanowanie szczytu formy, zmierzenie się z kosztami (na wiele droższych imprez wpisowe wpłacone wcześniej jest niższe), wzięcie urlopu. Nie chcę promować lub degradować konkretnych imprez. Sam(a) wiesz najlepiej, co Cię najbardziej kręci, co jest najciekawszym wyzwaniem i wreszcie, czemu realnie będziesz w stanie podołać. Moja propozycja jest prosta: dodaj do planu coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłeś. Próbuj nowych rzeczy: dyscyplin (szosa, xc, maraton, eliminator, orientacja, coś ekstremalnego), miejsc (a może start za granicą, choćby u sąsiadów?) czy dystansów. Zbieraj wrażenia a nie punkty do klasyfikacji, za które i tak nikt Cię nie doceni. Bez względu na to, czy planujesz wykupić licencję PZKol, czy nie, pomyśl o ubezpieczeniu OC i NNW.
    Ja już wiem, gdzie będę startował. A Ty?

    2. Śledź medialny entuzjazm

    Złoto Justyny Kowalczyk na 10km stylem klasycznym ze złamaną kością stopy to jedno z wydarzeń, które po tych Igrzyskach zapamiętają wszyscy. Wokół biegaczki zazwyczaj jest głośno, sama też nie stroni od kontrowersyjnych wypowiedzi. W wolnej chwili warto więc zerknąć na to, jak nasze media dyskontują sukces gwiazdy sportu. Nieustająco mnie to zadziwia.

    3. Rzuć okiem na kolarstwo

    Tour Mediterraneen to pierwszy poważniejszy sprawdzian formy w Europie. Cztery dni, pięć etapów, coś jakby tour w miniaturze. W niedzielę zawodnicy zostaną poddani testowi na podjeździe Mont Faron. Warto zwrócić uwagę na wyniki, ponieważ to może być przesłanka o wysokiej dyspozycji w nadchodzących tygodniach. W planie nie ma transmisji TV, zatem wystarczy wieczorem zajrzeć na cyclingnews.

     

    4. (a w zasadzie 1.) Idź na rower!

    Dla hardkorowych kibiców Igrzysk zostaje oczywiście konkurs skoków na dużym obiekcie, sztafety biegaczy czy biathlon. Pogoda znów ma być wiosenna, zatem nie ma czym się przejmować i lepiej pójść na rower. KOMy na Stravie same się nie zrobią!

  • Jedz normalnie – soczewica koło miele młyn

    Jedz normalnie – soczewica koło miele młyn

    Było śniadanie, czas na coś większego. Sezonowe, ale nie do końca, podobnie jak nie do końca lokalne, choć do przygotowania z rodzimych produktów. Pożywne i rozgrzewające, w sam raz na zimę, nawet słabą jak ta obecna. Jedyny minus to niespecjalnie estetyczny wygląd.

    Inspiracją jest hinduski sambar, ale nieco uproszczony. Kluczem do smaku jest sambar masala, jedyny nieoczywisty składnik potrawy. Mieszankę można przygotować samemu, chyba, że ma się dostęp do niezawodnego sprzedawcy przypraw np. na krakowskim Starym Kleparzu.

    Aby móc się cieszyć ciepłym, pomarańczowym kolorem dania, kluczowe jest przygotowanie zapasu dyni, jeszcze jesienią. Tak się składa, że co roku dostaję sporych rozmiarów okaz, który obieram i mrożę w porcjach. Ogranicza to pojemność zamrażalnika, co ma liczne wady, ale też i pewną zaletę: z braku miejsca nie kupuję frytek ;)

    Zimowy zapas dyni
    Zimowy zapas dyni

    Ale do rzeczy. Do przygotowania pożywnej papki potrzebne będą:

    2-3 łyżki oliwy
    2 łyżki sambar masali
    Kilka kawałków dyni
    2 spore marchewki
    1 pietruszka
    Pół selera
    Dwa ziemniaki
    Cebula lub por
    2 ząbki czosnku
    Trochę soli
    Nieco soku z cytryny
    Szklanka czerwonej soczewicy.

    Soczewica, jarzyny, dynia, sambar masala
    Soczewica, jarzyny, dynia, sambar masala

    Jarzyny obieram po wcześniejszym wyszorowaniu. Jeśli zamiast cebuli używam pora, nacinam go wzdłuż i dokładnie płuczę. Wszystko kroję w nieregularną kostkę.

    Na patelni rozgrzewam oliwę i rumienię na niej masalę oraz posiekany drobno czosnek. Po kilku chwilach wrzucam warzywną kostkę, zmniejszam ogień, przykrywam i zaczynam dusić.

    W międzyczasie do gotującej się wody (2,5 szklanki) wrzucam szklankę opłukanej, czerwonej soczewicy. Trzeba od razu zamieszać bo lubi się przykleić do dna. Gotuję bez przykrycia, przez ok. 10 minut. W tym czasie soczewica mięknie a w garnku zostaje niewiele płynu. Równocześnie mieszam warzywa. Soczewicę dodaję do warzyw i duszę jeszcze kilkanaście minut aż wszystko zmięknie a dynia i soczewica zmienią się w papkę. Dodaję sól i sok z cytruny. Jeśli zaczyna przywierać do dna, dolewam nieco wody i ciągle mieszam.

    Gotowe :)
    Gotowe :)

    Gotową ciaprajkę można jeść solo, z ryżem lub jako dodatek do mięsa, co biorąc pod uwagę wartość odżywczą jest wskazane. W jednej porcji znajdziesz ok. 250kcal, 12g tłuszczy, 15g białek, 36g węglowodanów.

    Na samą soczewicę można oczywiście mieć setki innych pomysłów.

  • I po przełajach

    I po przełajach

    Co miało się wydarzyć w tym sezonie przełajowym, już się wydarzyło. Wiele świetnych momentów, kilku prawdziwych bohaterów a w tle dyskusja, czy cyklocross zagości kiedyś na Igrzyskach Olimpijskich.

    Wstyd przyznać, ponieważ w pewnym momencie byłem głównym orędownikiem przełajów w lokalnym, rowerowym internecie, ale w tym roku błotna odmiana kolarstwa zupełnie nie zaprzątała mojej uwagi. W poprzednich sezonach przynajmniej pojawiałem się jako kibic na kilku imprezach w południowej Polsce. Tym razem ograniczyłem się do obejrzenia znakomitego wyścigu o tęczową koszulkę i śledzenia postów na wrzucanych przez zalajkowane strony na facebooku.

    Tak jak napisałem w tekście dla rowery.org w pewnym momencie cyklokross stał się wygodną zapchajdziurą dla szukających kontentu mediów rowerowych. Przynajmniej dla tych, bazujących na newsach. Przez pięć miesięcy można wrzucać wyniki, relacje, zdjęcia z prestiżowych imprez. Jest co czytać, jest co oglądać, ponieważ to naprawdę dynamiczny sport a jego bohaterowie to atleci pierwszej kategorii.

    Tyle tylko, że ja nie przeklejam newsów. Właściwie średnio interesuje mnie, kto wygrał, kto przegrał i o ile. Polskie przełaje zajmują mnie o tyle, o ile mogę pokrzyczeć na znajomych stojąc przy trasie, ewentualnie gdy usiłuję zorganizować budżet na swój własny sprzęt. Z kolei herosi z zachodniej Europy pozostają wyłącznie rywalizującymi ze sobą kodami UCI. Nie mówiąc po flamandzku, trudno śledzić ich jako prawdziwe gwiazdy. W Belgii czy Holandii przełajowcy faktycznie mają status celebrytów, z rywalizującymi ze sobą fanklubami czy wręcz kibolstwem. Jednak do anglojęzycznego świata nie dociera za wiele o samych kolarzach. Zatem, choć wyścigi są pasjonujące jako takie, trudno doszukać mi się w nich większej historii.

    
    Relacja - I Ogólnopolski Wyścig Przełajowy KATOWICE from FINECOLORS film group on Vimeo.

    Mimo braku pewnej dawki celebrytozy która mogłaby zapewnić szeroką popularność poza miejscami, gdzie zimowa jazda w błocie nie jest ulubionym zajęciem autochtonów (Benelux), przełaje mają się coraz lepiej. Mam wrażenie, że także u nas, nawet jeśli wziąć pod uwagę fakt startu zaledwie 11 zawodników elity w mistrzostwach kraju.

    Choć bieda w sporcie wyczynowym nadal jest widoczna, w minionym sezonie, nieco niespodziewanie, do kalendarza wpadło kilka dodatkowych imprez (Katowice, Tarnów). Co więcej, z relacji uczestników wynika, że się udały. Wniosek jest taki, że rzeczywistość da radę do pewnego stopnia wykreować, a zajawka stricte teoretyczna może udzielić się większej grupie ludzi. W tym momencie cieszę się, że gdzieś na początku miałem w tym swój udział. A że zamiast przeglądać newsy i oglądać obcych herosów, ludzie chcą bawić się sami, to tym lepiej. Niech się więc Nys, Stybar i van der Haar ścigają się między sobą i dają motywację a my korzystajmy z zajawki ile możemy :). I pracujmy nad nią, linkując, wklejając, opisując. Może urodzi się z tego coś więcej.

  • Poniedziałkowy skrót#2

    Czemu Justyna Kowalczyk nie jest bohaterką a jej prezes mówi, że biega ociężale? Ten sam prezes, choć to dwuznaczna postać, zbudował bezprecedensowy na skalę kraju system szkolenia młodych sportowców. Tymczasem na południu Europy nasi kolarze zaczynają sezon na dobrym poziomie. Poniedziałkowy skrót, odsłona druga:

    1. Stopa Justyny Kowalczyk

    Pamiętacie Tylera Hamiltona, który ze złamanym obojczykiem walczył w klasyfikacji generalnej Tour de France? Nawet, jeśli w swojej książce amerykański kolarz przyznaje się  do dopingu krwi w czasie swojej heroicznej walki z bólem, i tak tamte chwile budzą wiele pozytywnych emocji.

    Pęknięta kość stopy Justyny Kowalczyk to podana na tacy historia, która powinna porwać tłumy. W zamian za to budzi hejt, pretensje a w najlepszym wypadku chłodny sceptycyzm. Nie wiem, kim jesteśmy, ale biegaczka ze złamaną stopą, która mimo silnej koalicji rywalek kończy olimpijski wyścig na szóstej pozycji to potencjalna bohaterka. Do tego Kowalczyk w pięciu ostatnich latach zwyciężała w plebiscycie Przeglądu Sportowego? na najpopularniejszego sportowca a mimo to jej walka nie budzi sympatii. W czwartek, 13.02, mimo kontuzji wystartuje na swoim koronnym dystansie, 10km stylem klasycznym. To już samo w sobie zasługuje na film dokumentalny.

    2. Stoch. Kamil Stoch

    Złoto olimpijskie cieszy, nawet tych, którzy na co dzień nie interesują się sportem. To doświadczenie łączące wspólnotę w przeżywaniu sukcesu, który uważamy za ?swój?. Medal Kamila Stocha jest absolutnie wyjątkowy. Pochodzi wprost z wykorzystania szaleństwa ?Małyszomanii? i jest jedynym znanym mi w naszym kraju przypadkiem zbudowania skutecznego systemu szkolenia i finansowania dyscypliny sportu na sukcesie jednego zawodnika. Choć trudno jednoznacznie pozytywnie oceniać postać Apoloniusza Tajnera, to mu się akurat udało. Nie musimy patrzeć na Brytyjczyków, przykład sukcesu mamy na swoim podwórku.

     3. CCC i Active Jet zaczęły na dobrym poziomie

    Kalendarz startów polskich drużyn zawodowych wygląda w tym roku imponująco. W pierwszych wyścigach zarówno kolarze CCC Polsat Polkowice jak i Active Jet zaczęły nieźle. Co prawda nasi kolarze nie decydowali o obliczu zawodów, ale w przeciwieństwie do lat ubiegłych, rozpoczęli sezon na niezłym poziomie. Arkadiusz Owsian i Konrad Dąbkowski zajęli 15 i 14 miejsce w Trofeo Palma, Mateusz Taciak czasówkę kończącą Etoile de Bessages przejechał z ósmym czasem.

     4. Odwilż to mało powiedziane

    Ok, mamy niezły ubaw z fanpagem ?Sralpe Polska?, ale też i dużo szczęścia. Zazwyczaj o tej porze roku aura wyraźnie utrudnia trenowanie w kraju. Tymczsem w miniony weekend pogoda była niczym w Hiszpanii. Efekt? Strava pełna jest ponadstukilometrowych tracków. Póki co jedyna różnica między wyjazdem na zgrupowanie a pozostaniem w Polsce jest taka, że będąc na zgrupowaniu można w spokoju oddać się trenowaniu i regeneracji. Zawsze jednak można wziąć kilka dni urlopu i nacieszyć się wiosną w środku zimy!