Tag: wybory

  • Jakie znaczenie mają wybory dla rowerzystów i kolarzy?

    Jakie znaczenie mają wybory dla rowerzystów i kolarzy?

    Rozpoczynający się maraton kolejnych elekcji może znacząco wpłynąć na to gdzie, w jakich warunkach i jak bezpiecznie będziemy jeździć, startować i trenować.

    Sport, rekreacja, urbanistyka, ekologia, bezpieczeństwo ruchu drogowego. Na każdym z tych pól spierają się grupy interesów reprezentowane przez partie, komitety wyborcze czy indywidualnych kandydatów.

    Od jesieni 2018 do wiosny 2020 wybierzemy kolejno: samorządowców, parlamentarzystów europejskich, posłów i senatorów oraz prezydenta Polski.

    Rower zarówno jako element zrównoważonego transportu, forma rekreacji a kolarstwo jako sport masowy, wyczynowy i olimpijski są obecne w dyskursie prowadzonym w ramach kolejnych kampanii wyborczych.

    Jeśli wydaje Wam się, że to tylko kwestia obietnic związanych z budową kolejnych kilometrów ścieżek rowerowych, nic bardziej mylnego. Od rezultatów rozpoczynającego się maratonu wyborczego zależy nie tylko z jakiej infrastruktury będziemy korzystać dojeżdżając do pracy czy szkoły, ale też czy wystartujemy w lokalnych zawodach a także jakie finansowanie otrzyma kadra narodowa, czy szkółki, w których trenuje kolarska młodzież.

    Tematów okołorowerowych w kolejnych, politycznych starciach jest wiele.

    Wspomniane „ścieżki” czy też infrastruktura wiążą się z poprawą jakości życia w miastach: mniejszymi korkami, większym bezpieczeństwem, czystszym powietrzem. Jedni kandydaci wolą uśmiechać się do kierowców, inni są ewidentnie „eko-prorowerowi”, jeszcze inni pamiętają też o transporcie zbiorowym. W kampaniach samorządowych obietnice kolejnych kilometrów ścieżek padają często. Infrastruktura rowerowa to jednak nie tylko duże miasta i nie tylko funkcja komunikacyjna.

    Powstająca na niespotykaną do tej pory skalę sieć tras turystycznych np. na wałach rzecznych, infrastruktura sportowa czy sportowo-turystyczna (bike parki, kompleksy singletracków, pumptracki, tory bmx itd), to wszystko kosztuje grube miliony a decyzja o budowie może wiązać się z rozwojem nie tylko pojedynczej miejscowości ale wręcz całego regionu.

    Wizerunek miejsca dobrego do życia, rekreacji czy uprawiania sportu jest obecnie bezcenny a zyski z tak poczynionych inwestycji mogą procentować latami. Z punktu widzenia jednostki-rowerzysty to poprawa indywidualnego komfortu, z szerszej perspektywy to decyzja w 100% polityczna.

    W budżetach partycypacyjnych kolejnych gmin co roku sporo projektów dotyczy infrastruktury rekreacyjnej. Choć wszyscy narzekamy na permanentny brak czasu, właściwie każdy kawałek nowej ścieżki, czy to rowerowej, biegowej, rolkarskiej, siłownia na świeżym powietrzu, zrewitalizowany park czy jakikolwiek inny teren tego typu od razu zapełnia się mieszkańcami aktywnie spędzającymi wolne chwile.

    O tym, czy pieniądze samorządu: miejskie, gminne, powiatowe lub wojewódzkie zostaną wydane na poprawę jakości naszego życia czy np. kolejny pomnik możemy zdecydować właśnie przy urnie wyborczej.

    Podobnie ma się sprawa z klubami sportowymi oraz imprezami, czy to masowymi czy wyczynowymi. Udział samorządów w organizacji zawodów kolarskich: od poziomu World Touru (czyli Tour de Pologne) przez popularne serie maratonów po przysłowiowy „Puchar Wójta” jest ogromny. Organizatorzy komercyjni przywożą swoje wyścigi tam, gdzie dostają więcej, czy to w gotówce czy to w barterze. Z kolei wiele imprez wyczynowych bez udziału finansowego lub choćby życzliwości gmin zwyczajnie by się nie odbyła.

    Nie wolno też zapominać o samych zawodnikach i klubach. Tam dotacja, stypendium czy nagroda od lokalnych władz to często być albo nie być: szkółki, klubu a bywa, że i kariery dobrze zapowiadającego się sportowca.

    Z kolei „patronat honorowy” marszałka województwa, prezydenta czy ministra to nie tylko prestiż, ale też szansa na notkę w prasie, wspomnienie w radiu i możliwość pozyskania funduszy.

    Organizacja imprez to również  konieczność uzyskania pozwoleń w zarządach zieleni, nadleśnictwach, zarządach dróg oraz policji.

    Teoretycznie Służba Cywilna powinna być bezstronna, ale po każdych wyborach w urzędach decydujących nie tylko o finansowaniu, ale też o formalnej zgodzie na przeprowadzenie zawodów sportowych następuje rotacja.

    Idąc szczebel wyżej, Minister Sportu i Turystyki ma wpływ na to, która dyscyplina sportu będzie „strategicznie” dotowana z budżetu państwa a która jest skazana na łaskę sponsorów pozapaństwowych.

    Warto zwrócić uwagę, że wiele wydarzeń, klubów czy kadr narodowych jest finansowana nie tylko przez Ministerstwo Sportu, ale również przez spółki skarbu państwa, gdzie decyzje zapadają często bez względu na argumenty biznesowe.

    Kryzys w Polskim Związku Kolarskim, choć mocno związany z kwestiami personalnymi i starciami frakcji wewnątrz tej organizacji, miał również aspekt polityczny. Zaangażowanie Ministra Sportu, wycofanie się marki Orlen, finansowanie przez Polski Komitet Olimpijski. Krótko mówiąc czysta polityka i to na dość wysokim szczeblu.

    Schodząc nieco niżej, wracając znów na poziom doświadczeń indywidualnych i komfortu prywatnego życia, czym innym jak nie polityką są wpływy środowiska myśliwych i związane z tym np. problemy z spędzaniem czasu na terenach leśnych?

    To wszystko można sprawdzić: jakie decyzje w sprawie infrastruktury rowerowej: komunikacyjnej, rekreacyjnej czy sportowej podejmował wasz prezydent, burmistrz czy wójt, rada miasta czy gminy. Nad czym dyskutowano w sejmiku wojewódzkim, jak nad projektami zmian w prawie o ruchu drogowym głosowali posłowie, czy wojewodowie byli przychylni nowym projektom, z którym lobby bratał się minister sportu, środowiska, edukacji czy szkolnictwa wyższego.

    Wreszcie, z jakimi inicjatywami ustawodawczymi wyszła „głowa państwa” i jak kontrolowała np. zmiany w prawie o ruchu drogowym. Choć ostatnie kadencje przyzwyczaiły nas do pasywnej prezydentury, można sobie wyobrazić, że otoczony ekspertami prezydent inicjuje dyskusję o bezpieczeństwie pieszych i rowerzystów lub zaczyna aktywnie działać w tematyce zdrowia publicznego, choćby prowadząc kampanię ograniczania otyłości wśród młodzieży. Co więcej, przestrzeń dla siebie może w takich działaniach znaleźć także „pierwsza dama”, np. współpracując z organizacjami pozarządowymi.

    Oczywiście rower, sport i rekreacja to nie jedyne aspekty życia, na które wpływ ma wynik wyborów.

    Wysokość podatków, jakość świadczeń zdrowotnych, wizerunek kraju na arenie międzynarodowej czy bezpieczeństwo zapewne są wyżej na liście priorytetów.

    Ale cóż, to blog dla kolarzy, dla wielu z nas ten właśnie, „rowerowy” aspekt życia to spora część codzienności, dobrego samopoczucia i szeroko pojętego komfortu.

    Więc wybierajmy z głową :)

  • Szanowny Panie Prezesie

    Szanowny Panie Prezesie

    Bez względu na wynik wyborów w Polskim Związku Kolarskim, zarówno prezes jak i zarząd będą mieli sporo pracy. Wyzwań jest wiele, zatem do dzieła!

    Najważniejsze pytanie dotyczy tego, jakie ma być kolarstwo w Polsce? Czy ma być elitarne czy masowe? Historia, rodowód i tradycja, ale też praktyka wskazują na masowy charakter sportu rowerowego. Wydaje się więc, że odpowiedzieć można tylko w jeden sposób, oznacza to jednak szereg zmian, które powinny zajść w Polskim Związku Kolarskim jako takim.

    Trzeba pamiętać, że Związki Sportowe to Stowarzyszenia. Nawet, jeśli nie można być członkiem ani ?centrali? ani związków okręgowych indywidualnie lecz wyłącznie za pośrednictwem klubu, tak czy inaczej proponowałbym maksymalną inkluzywność i otwartość. Wszak wszystkie ?NGOsy?, do których zalicza się i PZKol to elementy szeroko pojętego społeczeństwa obywatelskiego, bazujące na zaangażowaniu i współuczestnictwie.

    Zarówno liczba klubów jak i liczba wydanych w każdym roku przez Związek licencji dla zawodników jest niewspółmiernie niska w stosunku do liczby osób jeżdżących na rowerze, zainteresowanych kolarstwem jako dyscypliną sportu czy też wreszcie czynnie je uprawiających.

    Wśród tysięcy dorosłych osób regularnie uczestniczących w zawodach kolarskich (oficjalnych jak i tych, które zgodnie z przepisami nie są niczym innym jak piknikiem sportowym) licencję Polskiego Związku Kolarskiego ma zaledwie garstka. Tymczasem zrzeszenie w Związku powinno odbywać się za pomocą kilku kliknięć i jednego przelewu równoznacznego z zawarciem ubezpieczenia na korzystnych warunkach.

    Być może wzorujemy się na Brytyjczykach, ale pamiętajmy, że w ich Związku, British Cycling, zrzeszonych jest w ten czy w inny sposób 125 tysięcy ludzi. W Polsce jest to nieco ponad 3500 tysiąca. I, co ważne, pod koniec każdego roku ci właśnie Brytyjczycy prowadzą sporą kampanię reklamową zachęcającą do członkostwa. Tymczasem u nas licencję mają najbardziej zdeterminowane jednostki.

    A masowe członkostwo to nie tylko coroczny dopływ gotówki, mogący sięgać milionów złotych. To także znakomite narzędzie do budowy wizerunku.

    A ten, cóż, jest kiepski, czego wyrazem są nieustające problemy finansowe zarówno samego Związku, klubów jak i organizatorów imprez ?wyczynowych?.

    Nawet najlepiej napisany program szkoleniowy, pieniądze z budżetu, czy to krajowego czy samorządowego jak również przekazywane przez sponsorów, nie przyniosą trwałego efektu w postaci dużej grupy wysokiej klasy zawodników, jeśli selekcja będzie dokonywana spośród zaledwie dziesiątek czy setek młodych sportowców.

    Należy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego, mimo mistrzostwa świata Michała Kwiatkowskiego, dwóch medali olimpijskich Mai Włoszczowskiej (a od Pekinu minęło już osiem lat!), dwóch tytułów najlepszego ?górala? Tour de France Rafała Majki, poza Tour de Pologne i wyścigiem Mai Włoszczowskiej następuje raczej degradacja wyścigów organizowanych w Polsce niż ich rozwój i promocja?

    Gdzie są sponsorzy korporacyjni (a nie ci utrzymujący kolarstwo wyłącznie w związku ze swoją pasją)? Gdzie są transmisje w ogólnopolskiej telewizji? Materiały prasowe? Dlaczego media rowerowe z własnej woli chętniej piszą o amatorskich imprezach komercyjnych niż o imprezach z kalendarza PZKol? Czemu ich organizatorzy nie widzą ani interesu ani potrzeby by wpisywać je do oficjalnego kalendarza?

    Od Związku, który jest czymś więcej niż tylko księgowym rozdzielającym środku z Ministerstwa Sportu należałoby oczekiwać aktywności w budowaniu wizerunku kolarstwa, pomocy przy pozyskiwaniu sponsorów, patronatów ogólnokrajowych mediów, czy też wsparcia o charakterze ?proceduralno-administracyjnym?.

    Sytuacja, w której przez kilka lat nie mieliśmy wyścigu szosowego kategorii .1 czy też .HC, gdy imprezy mtb mające jakąkolwiek kategorię międzynarodową można policzyć na palcach jednej ręki zdecydowanie nie jest stanem pożądanym, podobnie jak fakt, że w wielu konkurencjach kolarskich istnienie lub nie rozgrywek na najwyższym poziomie (szosowa Pro Liga, Puchar Polski MTB) zależy od grupy pasjonatów a nie jest wpisane w plan pracy Zarządu.

    Jeśli wychowamy pokolenie zdolnych i ambitnych zawodników w ramach Narodowego Programu Rozwoju Kolarstwa, jeśli system kadr: juniorskich i młodzieżowych będzie przejmował i kształcił kolejnych atletów, oni muszą mieć gdzie się ścigać!

    Idąc dalej, kolarstwo może być znakomitym produktem. Także ta jego odmiana, na którą najbardziej stawia Związek, czyli kolarstwo torowe. Rozumiem argumentację, wedle której nacisk na tor jest obowiązkowy. Model finansowania polskiego sportu związany jest z występami na Igrzyskach Olimpijskich. Realia są jakie są i nie pozostawiają wiele miejsca do interpretacji.

    Czy to jednak oznacza, że tor ma być wyizolowaną dyscypliną dla garstki wyczynowców, którą interesują się wyłącznie oni i ich rodziny? Wspomnieni Brytyjczycy, na których mamy się wzorować zrobili z kolarstwa torowego znakomity show, który oglądają tłumy, gdy tymczasem u nas nawet najważniejsze imprezy w Pruszkowie gromadzą znikomą publiczność.

    A przecież kultura jazdy na rowerach z ostrym kołem na świecie przeżywa renesans niemal zbliżony do tego, który dotyczy przełajów.

    Może pora na wyjście do ludzi? Rewitalizację, renowację czy wręcz odbudowę zaniedbanych i zniszczonych obiektów, aby faktycznie polskie kolarstwo stało torem, jeśli już nie może stać innymi konkurencjami kolarskimi? Organizację otwartych imprez, szkolenia i wreszcie, spotkania z naszymi gwiazdami. Bo poza nazwiskami, które wymieniane są jednym tchem: Kwiatkowski, Majka, Włoszczowska, Niewiadoma, mamy jeszcze jedną wielką gwiazdę światowego kolarstwa, multimedalistkę mistrzostw świata właśnie na torze, Katarzynę Pawłowską.

    A co z pozostałą infrastrukturą? Trasami Enduro, zjazdowymi, pumptrackami, rundami do uprawiania cyclocrossu, ścieżkami, na których trenują młodzi kolarze a kontakt z kolarstwem wyczynowym nawiązują amatorzy? Pomoc przy ich budowie, opieka administracyjna i formalna, legalizacja takich budowli powinna również znaleźć się na liście zadań Związku.

    Jeśli mamy, brzydkie słowo, ?zdyskontować? sukcesy naszych gwiazd, potrzebna jest aktywność, aktywność i jeszcze raz aktywność.

    Owszem, Związek wciąż ma długi, owszem, wiele spraw kuleje, ale z drugiej strony, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach, widoczne jest pewne ożywienie. Została postawiona baza pod dalsze działania i rozwój a co najważniejsze, co trzeba powtarzać do skutku, sukcesy naszych zawodowców oraz obiecujące wyniki reprezentantów młodszych kategorii wiekowych to niepowtarzalna szansa.

    Zatem, Szanowny Panie Prezesie, wybrany na nową kadencję, życzę (i oczekuję) przede wszystkim odwagi i rozmachu. Jak sądzę nie tylko ja.

  • Loverove 09.12.2016

    Loverove 09.12.2016

    Loverove na piątek. Tym razem na poważnie.

    1. Weekend wyborczy

    Tak, to jest ten weekend. Już jutro poznamy nowego prezesa Polskiego Związku Kolarskiego. Kandydują: obecny prezes, Wacław Skarul oraz Dariusz Banaszek, Andrzej Domin i Andrzej Kita. Kawał dobrej roboty wykonała ekipa mtb-xc.pl, przepytując kandydatów na temat oceny i ich planów wobec kolarstwa górskiego.

    Ich wypowiedzi znajdziecie w osobnych wpisach:

    – Darek Banaszek – http://bit.ly/2goP5zi
    – Andrzej Domin – http://bit.ly/2gGddvf
    – Andrzej Kita – http://bit.ly/2gfgrEP
    – Wacław Skarul – http://bit.ly/2h0H58k

    A ja swoje trzy grosze w temacie wyborów dorzucę po południu.

    2. Chaos w UCI

    BRIAN COOKSON.jpg
    By Humpty77Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link

    Cóż, możemy czasem ponarzekać sobie na PZKol, ale przykład idzie z góry. UCI, czyli nadrzędnej federacja kolarska zajmującej się organizacją niemal całego sportu rowerowego na świecie daleko jest do „dobrych praktyk” zarówno w kwestii wprowadzania nowych regulacji i przepisów jak i komunikacji. Jeszcze kilka dni temu organizatorzy największych imprez szosowych, wielkich tourów i klasyków, podjęli decyzję o zmniejszeniu liczby zawodników w drużynach. Tymczasem UCI ustami swojego prezesa, Briana Cooksona twierdzi, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Dla równowagi, szef RCS Sport, czyli Giro d’Italia, Mauro Vegni uważa, że jak najbardziej w jego wyścigach pojedzie mniejsza liczba kolarzy. Całe to zamieszanie uderza w samych zawodników, ich drużyny i sponsorów. Do pierwszego wyścigu cyklu World Tour 2017 pozostało zaledwie… 39 dni.

    3. Marne 30 milionów funtów…

    Brytyjskie kolarstwo ma problem. Ponieważ tamtejszy sport jest w dużej części finansowany przez narodową loterię, zmniejszenie wypływów ze sprzedanych kuponów skutkuje ograniczeniem dotacji na sport. W związku z tym będzie 9% mniejsze finansowanie a co za tym idzie, dotacja dla British Cycling wyniesie… 30 milionów funtów w czasie przygotowań do Igrzysk w Tokio 2020. To nieco mniej niż w czasie przygotowań do Rio, gdy budżet wynosił nieco ponad 30 milionów funtów. Dla porównania, między Sydney a Atenami British Cycling dostało 5,4mln. Dodatkowo federacja kolarska na Wyspach była sponsorowana przez korporację medialną Sky, której miejsce będzie zastępował bank HSBC.

    W Rio de Janeiro brytyjscy kolarze zdobyli 12 medali, co było 18% liczby wszystkich zdobytych przez poddanych Królowej krążków. W tamtejszym związku kolarskim zrzeszonych jest 125tys. członków.

    4. Droga na skróty

    Teoretycznie w sporcie, by osiągnąć sukces, trzeba czasu. Mimo wszystko ekipa GCN proponuje zestaw treningów, które powinny dość szybko podnieść wasze osiągi:

  • Czy Lance Armstrong zostanie Prezydentem USA?

    Czy Lance Armstrong zostanie Prezydentem USA?

    Fikcja? Niekoniecznie! Zanim Lance Armstrong został przyciśnięty do muru, skazany na dożywotnią dyskwalifikację przez Amerykańską Agencję Antydopingową i ?wyspowiadał się? w programie Oprah?y Winfrey, snuł plan by zostać gubernatorem Teksasu. A stamtąd na horyzoncie widać już Biały Dom. Czy mimo chwilowych problemów były kolarz i dopingowicz może powrócić do politycznych ambicji?

    Kumpel Busha, idol Kerry?ego

    To nie mrzonki. Lance Armstrong, w czasie swojej tymczasowej emerytury (czyli w latach 2006-2008) rozważał karierę polityczną. Urodzony w Teksasie kolarz, dzięki prowadzonej i firmowane przez siebie fundacji Livestrong oraz statusowi gwiazdy sportu na co dzień spotykał się z przedstawicielami świata biznesu i polityki.

    President George Bush and 2005 Tour de France winner Lance Armstrong take a ride together.jpg
    Public Domain, Link

    Gdy w 2005, po siódmym z rzędu triumfie Armstronga w Tour de France z gratulacjami zadzwonił ówczesny Prezydent USA, George W. Bush, wkrótce potem obaj panowie umówili się na przejażdżkę rowerową.

    Niemal równocześnie, w czasie kampanii prezydenckiej 2004r, z charakterystyczną, żółtą opaską Livestrong na nadgarstku był widywany rywal Busha, demokrata John Kerry (dostał ją od kobiety, która podczas konwencji wyborczej opowiedziała mu historię swojej własnej choroby. Sam Kerry w tym czasie leczył się na raka prostaty).

    Co więcej, Lance korzystał z usług specjalisty zajmującego się wizerunkiem, który współpracował z Bushem oraz kolejnym kandydatem republikanów (w wyborach 2008), Johnem McCainem.

    Mimo swojego pochodzenia z Teksasu oraz kontaktów z elitą republikanów, Armstrong spotykał się i szukał porad u Kerry?ego a całość światopoglądu, który znamy z mediów sugerowałby, że bliżej może mu być do demokratów.

    Grzech chciwości

    W wywiadzie dla Vanity Fair sprzed powrotu do peletonu, Lance Armstrong uznał za prawdopodobne, że w przyszłości (około roku 2014) mógłby się ubiegać o stanowisko gubernatora Teksasu. A gubernatorstwo w dużym stanie jest znakomitą odskocznią do Białego Domu.

    Tyle tylko, że życie sportowego emeryta i celebryty ewidentnie go nudziło. Co więcej, Lance gardził nowym pokoleniem kolarzy i chciał jeszcze raz stanąć na podium Tour de France by udowodnić peletonowi, kto jest prawdziwym ?Bossem?.

    To w tym momencie zaczęła się historia upadku wielkiej gwiazdy sportu, którą można poznać choćby dzięki filmowi ?The Armstrong Lie? (ZOBACZ RECENZJĘ).

    Nienasycony Lance zapłacił za swoją chciwość i arogancję bardzo wysoką cenę, banicji ze sportu i częściowo z życia publicznego. Odarty z zaszczytów, z groźbą wielomilionowych odszkodowań na karku usunął się w cień.

    Być może, gdyby nie błąd powrotu do peletonu w 2009r, w 2020r kandydowałby na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych.

    Zabezpieczony przed kompromitacją

    Jako cechujący się niebywałą charyzmą, despotyczny człowiek sukcesu ze sporym rysem socjopatycznym, Lance Armstrong nadaje się do wielkiej polityki jak mało kto. Fakt niewielkiego doświadczenia w sprawowaniu funkcji publicznych nie jest przeszkodą w Stanach Zjednoczonych. Ronald Reagan, Arnold Schwarzenegger czy teraz Donald Trump weszli na szczyty nie będąc całe życie ?zawodowymi politykami?.

    W oczach wielu ludzi, Armstrong wciąż jest bohaterem. Nawet, gdy fanboje ze smutkiem przyjmują fakt przyznania się do stosowania i organizowania dopingu w grupie US Postal, przeznaczania publicznych funduszy na kupno niedozwolonych środków, zastraszanie, mobbing czy taki drobiazg jak rozwód z kobietą, która pomogła mu w trudnym czasie leczenia nowotworu, zawsze pozostaje Fundacja Livestrong.

    ?Walka z rakiem? jest tym, pozytywnym aspektem kariery Armstronga, którego raczej się nie kwestionuje.

    Paradoksalnie ciemne strony dopingowej przeszłości byłego kolarza mogą być traktowane jako pewnego rodzaju atut, jeśli jeszcze raz zechce podjąć wyzwanie zmierzenia się z karierą polityka.

    W brutalnej kampanii opartej o ?zbieranie haków?, Armstrong mógłby grać w otwarte karty. Wszak większość jego przewinień już znamy, ba, nawet w przypadku skazania go przez sąd w którejś z toczących się spraw, nadal mógłby ubiegać się o prezydenturę.

    Ponieważ śledztwo Jeffa Novitzkiego, które miało istotny wpływ na odebranie tytułów i dyskwalifikację Armstronga nabrało tempa, gdy administrację w Białym Domu przejęli demokraci (to dobra okazja dla fanów teorii spiskowych, ponieważ w ten sposób osłabiono lub wręcz wyeliminowano potencjalną gwiazdę republikanów, czyli Armstronga właśnie), można podejrzewać, że w przypadku startu na dowolne stanowisko publiczne, rywale dobiorą się do kulis drugiego filaru sławy kolarza, czyli właśnie do antynowotworowej fundacji.

    Zatem póki co Lance Armstong wydaje się być ?niewybieralny? nie tylko na stanowisko prezydenta USA, ale także na gubernatora jednego ze stanów.

    Trzeba jednak pamiętać, że jak na ewentualnego polityka wciąż jest stosunkowo młody (ma 45 lat), za dekadę jego dopingowa przeszłość może stać się tyle warta co słynne ?palił trawę, ale się nie zaciągał? Billa Clintona, jeden z grzechów młodości, które można śmiało zbagatelizować.

    Biorąc pod uwagę poważny kryzys nie tylko idei, ale i osobowości w życiu politycznym, tak w USA jak i w Europie, charyzmatyczna postać jaką jest Lance Armstrong, mimo wielu popełnionych przewinień, może jeszcze sporo namieszać. Bo skoro wygrał Donald Trump, równie dobrze jestem sobie w stanie wyobrazić wyborczy triumf Armstronga.

  • Co mają wybory do kolarstwa i rowerów?

    Co mają wybory do kolarstwa i rowerów?

    Zarówno sport jak i transport publiczny nie są główną osią przedwyborczej debtaty. Mimo to wynik niedzielnego głosowania może mieć znaczący wpływ na to, jak w najbliższych sezonach będzie wyglądało nasze rowerowe życie.

    Myślicie, że polityka nie ma wpływu na to, jak, gdzie i po czym jeździmy? Otóż nie :)

    Zarówno sport, turystyka, infrastruktura i transport zależą od konkretnych ministrów. Ministerstwa zmieniają nie tylko swoich szefów, ale też i zakres działania.

    Sport połączony jest z Turystyką od 2007r. Wcześniej przez dwa lata funkcjonował samodzielnie a w latach 2001-2005 był częścią wspólnego ministerstwa razem z edukacją. Ministerstwo Sportu i Turystyki jest z naszego punktu widzenia o tyle istotne, że np. od 2013r finansuje Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa.

    Z kolei minister Transportu ma wyraźny wpływ choćby na działania w ramach prowadzenia polityki zrównoważonego transportu, którego istotnym elementem jest rowerowy ?commuting? wraz z infrastrukturą. Choć spora część obciążeń związanych z budową dróg rowerowych spoczywa na samorządach, centralny budżet dokłada niemałą część do wielu inwestycji.

    Dodatkowo po wyborach zmieni się spora część administracji rządowej. Z obszarów nas interesujących będą to choćby wojewodowie, prawdopodobnie część komendantów policji czy wojewódzkich inspektorów zarządów dróg. To także z nimi (poza wójtami czy starostami) negocjują organizatorzy imprez rowerowych i kolarskich. Choć finansowanie wyścigów czy klubów w dużej mierze zależy od samorządowców, których wybieraliśmy rok temu, polityka wojewody ma znaczenie. Przerzucenie nacisku np. ze sportu i kultury na politykę historyczną i patriotyczną to tylko przykład zmiany, która może zajść po wyborach parlamentarnych. Na szczęście, tak jak wspomniałem wcześniej, lokalnie więcej zależy w tych kwestiach od samorządowców wybieranych bezpośrednio. Ci, choć często również bawią się w politykę i bywa, że mają dziwne priorytety, ostatecznie starają się dbać głównie o interesy najbliższych im mieszkańców.

    W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że w ostatnich kilku latach sytuacja rowerzystów wyraźnie się poprawiła. Polskie prawo jest systematycznie dostosowywane do standardów europejskich, m.in. do Konwencji Wiedeńskiej. Kolejne nowelizacje Prawa o Ruchu Drogowym stawiają na niechronionych uczestników ruchu (choć piesi nie dostali pierwszeństwa zbliżając się do swojego przejścia). Rowerzysta może czuć się bezpieczniejszy, co w połączeniu z powstającą, coraz lepszą infrastrukturą ewidentnie przekłada się na większy ruch rowerowy. Osoby, które dotychczas wybierały inne środki komunikacji z obawy o własne życie i zdrowie, czując się bezpieczniej chętniej decydują się na przysłowiowe ?dwa kółka?. Nie wiem też, czy pamiętacie, ale jeszcze całkiem niedawno złapany za jazdę po spożyciu niewielkiej ilości alkoholu rowerzysta tracił prawo jazdy. Teraz czeka go jedynie mandat. Podsumowanie prorowerowych zmian, których doświadczyliśmy w ostatnich dwóch kadencjach Sejmu znajdziecie na stronie Miasta dla Rowerów.

    Zgodnie z raportem tej właśnie organizacji (linkowałem go w Loverove), rowerami jako środkiem komunikacji zajmuje się niewiele ugrupowań (PO, Zjednoczona Lewica i Razem). Sport, choć za niespełna rok nasi reprezentanci będą walczyli o medale Igrzysk w Rio de Janeiro, w debacie publicznej właściwie się nie znalazł. Chociaż? pardon, zarówno Ewa Kopacz jak i Beata Szydło na kilka chwil stały się kibickami piłki nożnej a PO, ku oburzeniu PZPN użyła wizerunku Roberta Lewandowskiego na swoim facebooku.

    Jeśli śledzicie mojego bloga, wydźwięk wielu tekstów wskazuje, na kogo będę głosował. Elementy równości, tolerancji, ekologii czy zrównoważonego transportu przewijają się obok lub w kontekście sportu, który oczywiście jest tutaj głównym tematem. Sprawy takie jak choćby finansowanie czy współfinansowanie sportu wyczynowego z budżetu, prawidłowe funkcjonowanie związków sportowych (w tym naszego, czyli Polskiego Związku Kolarskiego) to z kolei motyw powracający często i budzący spore emocje i Wasze zainteresowanie.

    Ekonomia i kwestie światopoglądowe niewątpliwie mają znaczenie. Skoro jednak są ugrupowania, które wprost reprezentują naszą grupę interesów, to czemu by w niedzielę, po treningu nie zahaczyć o komisję wyborczą i ich nie wesprzeć?