Tag: World Tour

  • Co zmienić w pro kolarstwie?

    Co zmienić w pro kolarstwie?

    Każdy kryzys przynosi zmiany. Kolarstwo zawodowe, jak większość świata zamarło w czasie pandemii koronawirusa. Ucierpi także z powodu kryzysu gospodarczego. Co zatem powinno zmienić się w naszym ulubionym sporcie, by ten trudny okres przekuć w długoterminowy sukces?

    Epoka “marginal gains” i wielkich budżetów

    Odwołane wyścigi w pierwszej części sezonu 2020 to wydarzenie bez precedensu. Na masową skalę do tej pory imprezy kolarskie nie odbywały się właściwie tylko z jednego powodu: globalnych konfliktów zbrojnych. Zresztą nawet pierwsza i druga wojna światowa nie wyłączyły kolarstwa w 100%. 

    Niewątpliwie rok pandemii będzie cezurą dla kronikarzy wielu dziedzin życia, wliczając w to kolarstwo zawodowe.

    Jedną z dat, kiedy rozpoczęła się poprzednia “era” był sezon 2011. To wtedy zaczęły działać paszporty biologiczne, a Cadel Evans wygrał Tour de France podczas którego po raz pierwszy od końca lat ‘80 XXw zawodnicy jechali w tempie możliwym do osiągnięcia bez niedozwolonego wspomagania. 

    https://twitter.com/LeTour/status/1216648875408285697
    W 2019r budżet Team Ineos był przynajmniej trzykrotnie wyższy niż największy budżet drużyny US Postal. Nawet mniejsze ekipy World Touru operują na kilkunastu milionach Euro.

    Choć w ciągu kolejnych sezonów peleton przyspieszał, wciąż większość rekordów z “ery epo” nie została pobita, a zwłaszcza czasy podjazdów uzyskiwane przez Armstronga czy Pantaniego.

    Za sporą część postępu zaczęła odpowiadać technologia: aerodynamika, ergonomia, monitorowanie coraz większej liczby parametrów organizmu. Wiele zmian zaszło także w podejściu do treningu czy odżywiania. Poszukiwanie “zysków granicznych” znanych szerzej jako “marginal gains” stały się obowiązkiem każdego, kto chciał się liczyć w walce o czołowe lokaty choćby średnio istotnych wyścigów. 

    Kilkumiesięczna przerwa, restrykcje związane z epidemią, zawirowania zarówno na światowych jak i lokalnych rynkach, kłopoty finansowe czy wręcz bankructwa sponsorów i organizatorów imprez zmuszą kolarski świat do przewartościowania dotychczasowego sposobu funkcjonowania i zmiany. 

    Dopingowa lustracja i abolicja

    W czasach kryzysu nie ma miejsca na niedopowiedzenia. Choć kolarstwo zawodowe jest w awangardzie dyscyplin walczących z dopingiem, wciąż kojarzone jest z niedozwolonym wspomaganiem. Ba, w wielu sytuacjach kolarz jest po prostu synonimem “koksiarza”, nawet jeśli w wielu innych sportach nielegalne poprawianie osiągów to codzienność. 

    Wygląda na to, że epidemia dopingu została do pewnego stopnia opanowana. Owszem, kolarstwo nie wyrugowało używania epo, transfuzji, testosteronu, leków będących w fazie badań klinicznych czy wreszcie silniczków ukrytych w rowerach, ale poczyniono wiele kroków, by stosowanie całego, nielegalnego arsenału wyraźnie ograniczyć. 

    Lance Armstrong prowadzący podcast „The Move” wraz z innymi, skompromitowanymi kolegami odniósł spory sukces komercyjny. Nie musi nic udawać, może wprost zapytać swojego „kumpla od igły” Hincapiego: „George, powiedz co sądzisz, ale szczerze, przecież my już teraz nie kłamiemy”.

    Zgodnie z dostępną wiedzą można wnioskować, że w drugiej dekadzie XXIw dało się wygrywać najważniejsze wyścigi “na czysto”. Nie znaczy to, że wszyscy zwycięzcy klasyków, etapówek i wielkich tourów byli 100% uczciwi, ale w przeciwieństwie do sytuacji sprzed 15 czy 25 lat można założyć, że przynajmniej część z nich grała fair. Dla porównania nie pomylę się bardzo jeśli stwierdzę, że pod koniec lat ‘90 w peletonie np. Tour de France kolarzy nie stosujących dopingu można było policzyć na palcach jednej ręki. 

    Z tym wiążą się daleko idące konsekwencje. Wielu bohaterów “epoki epo” po zakończeniu wyczynowej kariery związało się z kolarstwem. Są dyrektorami sportowymi, menedżerami, trenerami, czy komentatorami. 

    A to oznacza jedno: mimo najszczerszych chęci kolarstwu jako takiemu wciąż jest trudno zaufać. 

    Zasada “zera tolerancji” nie sprawdziła się choćby w niedalekiej przeszłości gdy Team Sky zwalniał współpracowników niegdyś zamieszanych w doping. Zamiast niej lepszym pomysłem byłaby pełna transparentność. 

    Choć rozliczenia systemów komunistycznych w Europie środkowej to nie jest przykład najlepszego rozwiązania rozliczenia wcześniej popełnionych grzechów, być może jedynym ratunkiem na wyczyszczenie wizerunku kolarstwa byłby właśnie rodzaj lustracji połączonej z dopingową abolicją. 

    Przy zawodowym peletonie mogliby zostać tylko ci, którzy zagraliby w otwarte karty. W zamian nie groziłaby im kara, odebranie tytułów czy nagród. W końcu moglibyśmy ruszyć naprzód, nie zastanawiając się nad tym, czy ten dyrektor sportowy współpracował czy nie z jednym z “magików-hematologów”, zadaniem trenera byłoby udowodnienie, że zerwał kontakty z dostawcą “koksu” z czasów gdy sam się ścigał, a komentator mógłby otwarcie wspominać historie sprzed 20 lat oraz rzetelnie porównywać jazdę obecnych herosów z wyczynami bohaterów “ery epo”. 

    Transparentność, której wciąż brak w wyczynowym kolarstwie może być istotnym czynnikiem w pozyskiwaniu nowych sponsorów. A ci w czasach postpandemicznych będą na wagę złota.

    Czas na wspólnotę?

    Kolarstwo zawodowe w wielu kwestiach jest ostoją konserwatyzmu. Nowinki techniczne akceptowane są przez zarządzającą tym sportem UCI niezmiernie ostrożnie. Próby zmiany formatu rozgrywania imprez spotykają się z oporem środowiska, nawet drobne modyfikacje tradycyjnych tras stają się powodem do sporów. 

    Elementem, który trzyma kolarstwo niemal w czasach jego powstania jest model społeczno-ekonomiczny, zupełnie nieprzystający do współczesnych realiów. 

    Grupy zawodowe to de facto agencje reklamowe, w większości zatrudniające zarówno zawodników jak i ich obsługę w oparciu o kontrakty B2B. 

    Sporą częścią najważniejszych wyścigów zarządza kilka korporacji związanych z mediami, od których decyzji, np. przyznaniu “dzikiej karty” zależy być albo nie być mniejszych zespołów. 

    Rzeczone korporacje są w ciągłym, jeśli nie konflikcie, to przynajmniej próbie sił z UCI, ta zaś nie jest dostatecznie silna by np. skutecznie walczyć z dopingiem. 

    Indolencja UCI łatana jest nie tylko przez WADA, międzynarodową agencję antydopingową, ale też często przez narodowe organizacje takie jak francuska AFDL czy włoski komitet olimpijski (CONI). 

    Dla odmiany federacja kolarska jest na tyle wpływowa, by redukować znaczenie oddolnych inicjatyw takich jak MPCC (Ruch na Rzecz Wiarygodności Kolarstwa), CPA i TCA (związki zawodowe kolarzy i kolarek) czy Velon (poszukującą nowych formatów imprez i źródeł finansowania drużyn). 

    Gwarancje bankowe wpłacane do UCI jako kaucja na poczet ewentualnie niewypłaconych wynagrodzeń to za mało. Każda drużyna to przynajmniej kilkadziesiąt osób, poza eksponowanymi postaciami jak kolarze i zarząd, także masażyści, mechanicy, kierowcy, kucharze, lekarze, marketingowcy czy rzecznicy prasowi. Krótko mówiąc, to takie “średnie przedsiębiorstwo” z rocznym obrotem na poziomie od kilku do kilkudziesięciu milionów Euro. 

    Sytuacja, w której zespoły-przedsiębiorstwa skazane są wyłącznie na komercyjnych sponsorów powoduje, że ich byt jest bardzo niestabilny. Jak na sport tak przywiązany do tradycji, same drużyny to efemerydy z nielicznymi przykładami z historią sięgającą lat ‘80 XXw. 

    W całej układance, jaką jest kolarstwo zawodowe, ci bez których samo w sobie by nie istniało, czyli właśnie kolarze i kluby stoją na zdecydowanie słabszej pozycji. 

    Upodmiotowienie nie tylko zespołów-firm, ale też ich pracowników: sportowców oraz obsługi powinno być jednym z celów na nadchodzące lata. 

    Gdy kolejne ekipy popadają w tarapaty finansowe jak mantra powraca postulat Olega Tinkova o konieczności podziału zysków z praw transmisji telewizyjnych między zespoły. 

    Nawet, jeśli nie mówimy tu o kwotach znanych ze sportów zespołowych umożliwiłoby to zabezpieczenie przyszłości ekip, częściowe uniezależniło je od kaprysów sponsorów czy wahań na rynku a także, realnie je upodmiotowiło. 

    Brak tożsamości i archaiczny model biznesowy

    Wspomniałem już, że najstarsze zespoły istnieją zaledwie kilkadziesiąt lat w sytuacji, gdy samo kolarstwo wyczynowe ma ich około 130. 

    Efekt jest taki, że nie kibicujemy drużynie Abarca Sports, tylko Banesto->Illes Baleares, Caisse d’Epargne a obecnie Movistarowi. Nie wspieramy Slipstreamu, tylko Garmin, Cannondale a teraz EF. 

    W wielu sportach zespoły korzystają ze sponsorów tytularnych, jednak wciąż zachowują swoją tożsamość, wiążą z nią fanów i ją monetyzują. Bez względu na to, czy mówimy o grach zespołowych czy wyścigach samochodowych. 

    Owszem, niektóre projekty kolarskie mają charakter narodowy czy regionalny, skupiają się na pozyskiwaniu zdolnych zawodników wspieranych przez lokalnych sponsorów. Bywa też, że poniżej ekipy World Touru mniej lub bardziej oficjalnie funkcjonuje drużyna młodzieżowa czy juniorska. 

    To jednak nie wszystko. Drużyny pozbawione tożsamości często bazują na najprostszym, by nie powiedzieć prymitywnym modelu sponsoringu. 

    Gdy już uda im się rozpocząć współpracę z firmą wykładającą określony budżet, w zamian oferują jedynie ekspozycję logo i nazwy. Co więcej, takie podejście mają również sami sponsorzy, czego przykładem może być zaangażowanie Dariusza Miłka i jego marki CCC. 

    Miłek od lat wydaje miliony na sponsorowanie kolarstwa, równocześnie nie korzystając z wizerunkowych dobrodziejstw, jakie niesie ze sobą wspieranie sportu. Choć mija 20 lat od kiedy logo “Cena Czyni Cuda” jest obecne na koszulkach kolarskich, poza licznymi epizodami sportowcy nie zostali włączeni w komunikację marketingową firmy.

    Na drugim biegunie można postawić zespół Jonathana Vaughtersa, obecnie znany jako “Education First”. Owszem, amerykańska ekipa kilkukrotnie ratowała się od bankructwa. Owszem, nie operuje na imponującym budżecie. I tak, jej szef jest postacią kontrowersyjną. 

    Ale trzeba przyznać, że zespół Education First jest prekursorem profesjonalnego podejścia do marketingu w kolarstwie. Vaughters wprowadził charakterystyczny dla swojej ekipy element identyfikacji wizualnej (romby “argyle”). Niemal od początku stawia na dostarczanie kibicom i mediom atrakcyjnych treści: najwyższej jakości materiałów audiowizualnych, tekstów, szeroko pojętego “contentu”. Gdy zauważył, że na szosie nie ma dość historii do opowiedzenia, zaczął wysłać swoich zawodników a to na szutry a to w teren, by pracować na wizerunek zarówno swojego zespołu jak i wspierających go sponsorów. 

    W końcu wreszcie sam Vaughters buduje swoją markę osobistą, publikując w prestiżowych mediach materiały dotyczące biznesowych korzyści płynących z wspierania kolarstwa. 

    Gdy porównamy to do prostego układu “pieniądze za logo na koszulce” pokuszę się o stwierdzenie, że jeden z tych modeli jest skazany na wymarcie, szczególnie w czasach, gdy firmy będą długo oglądały każdego dolara zanim wydadzą go na sponsoring. 

    Ewolucja wyścigów jest nieuchronna

    Każdy wyścig chciałby być jak Strade Bianche. Istniejąca zaledwie trzynaście lat impreza powstała na bazie nostalgii, mody na styl vintage i na amatorskiego gran fondo na starych rowerach to przykład kolarskiego produktu idealnego. 

    Dzięki swojej unikalności zawody na toskańskich “białych drogach” szybko zdobyły prestiż, ekspozycję w mediach i uznanie fanów. Bez wielu lat tradycji, łamiąc kolarski konserwatyzm Strade Bianche przeskoczył w hierarchii większość imprez jednodniowych, nie licząc jedynie monumentów. 

    Sukces Starde Bianche marzy się każdemu organizatorowi wyścigów kolarskich.

    Stał się wzorem dla innych, którzy zaczęli kopiować Włochów włączając do programu swoich imprez różne niespodzianki w rodzaju wizyt na brukach, szutrach, drogach polnych czy prowadzących przez winnice.

    Z kolei etapówki stopniowo się eksternalizuje. Od czasu wprowadzenia (znów przez Włochów) do panteonu kultowych podjazdów słynnego Mortirolo trwa wyścig na poszukiwanie nieprzeciętnych stromizn. Zoncolan, Angliru, La Planche des Belles Filles, Bola del Mundo, Los Machucos i wiele, wiele innych stały się nie tylko oczekiwanymi co wręcz obowiązkowymi punktami na trasach wielkich tourów. 

    Etapów “płaskich jak stół” mamy teraz jak na lekarstwo. Coraz częściej w niedalekiej odległości od kreski wyrastają niewielkie pagórki, które wymagają od sprinterów nie tylko szybkości, ale też wytrzymałości. To z kolei rzutuje na typ kolarza, który może odnosić sukcesy w najważniejszych momentach sezonu. 

    W poszukiwaniu spektaklu skracane są odcinki górskie a także ograniczana jest obecność jazdy na czas, co ma zmuszać liderów do ofensywnej jazdy.

    Pojawiają się nowe formaty wyścigów, czego przykładem była “Hammer Series” oparta o widowiskową rywalizację “na dochodzenie”. 

    Najlepsze momenty widowiskowej „Hammer Series”, projektu, który ma problem przebić się przez konserwatyzm UCI.

    Ostatni raport dotyczący wizerunku hiszpańskiej Vuelty pokazuje, że ewolucja formuły nawet imprezy takiej jak wielki tour spotkała się z ciepłym przyjęciem widzów. Jeszcze dziesięć lat temu oglądalność VaE regularnie malała. Po kilku testach i eksperymentach okazało się, że dość szybko można z imprezy będącej właściwie wewnętrzną rozgrywką gospodarzy zrobić spektakularny spektakl z międzynarodową obsadą gwiazd. 

    Zatem tak samo jak w przypadku marketingu drużyn zawodowych, można spodziewać się, że tendencja dostarczania jak najbardziej atrakcyjnych treści, tym razem przez organizatorów imprez powinna się utrzymać. 

    Tylko w ten sposób będzie można zachować swoją pozycję na rynku a nawet myśleć o wprowadzaniu nowych produktów (bo wyścig to przecież też produkt). 

    W tym kontekście widzę poważny problem dla wydarzeń pokroju naszego Tour de Pologne, holednersko-belgijskiego Eneco Tour, czy kolejnych reaktywacji wyścigów w Niemczech. Muszą wymyślić lub odnaleźć swój, unikalny charakter, który spowoduje, że staną się niezależnymi markami a nie tylko kolejnymi w kalendarzu okazjami do zdobycia nieistotnych punktów rankingowych. W przeciwnym wypadku czeka je albo likwidacja albo włączenie do portfolio ASO lub RCS. 

    Globalne kolarstwo – koniec czy początek?

    W ostatnich latach World Tour stał się faktycznie globalny. Sezon został wydłużony, poważne ściganie zaczyna się już w połowie stycznia. Zawodowy peleton chętnie korzysta z entuzjazmu Australijczyków a także arabskich dolarów. 

    Scenariusz pesymistyczny na kryzysowe czasy to taki, że w zdemolowanej pandemią i recesją Europie wiele tradycyjnych imprez upadnie, w związku z czym ściganie będziemy oglądali tylko w telewizji transmitowane z krajów, które stać na takie zabawy. Czyli np. z Emiratów Arabskich, Omanu czy Bahrainu. 

    Niewiadoma jest przyszłość Tour of California, który odwołał się “zanim to było modne” z powodów finansowych i zapowiedział powrót w 2021r. 

    Trudno stwierdzić, jak w perspektywie ograniczonych budżetów drużyn zawodowych będzie wyglądała styczniowa wizyta w Australii. O ile oczywiście będziemy mogli mówić o bezproblemowym przemieszczaniu się przez pół świata. 

    Poza pandemią i jej konsekwencjami warto w nawet średnioterminowych planach brać pod uwagę zmiany klimatu. Może się okazać, że wydłużony do października czy listopada sezon 2020 otworzy nowe możliwości do regularnego ścigania się późną jesienią. 

    Przymusowa, przynajmniej kwartalna przerwa może też wpłynąć na przebieg karier wielu zawodników. Te kilka miesięcy bez rywalizacji na najwyższym poziomie może pomóc złapać drugi oddech wyeksploatowanym organizmom. 

    Chris Froome zdołał dokończyć rehabilitację, Alejandro Valverde zbiera siły na przesunięte o rok Igrzyska w Tokio a specjaliści wiosennych klasyków będą budowali szczyt formy na jesień a następnie bez tradycyjnego “offseasonu” zaledwie chwilę później rozpoczną kolejną kampanię na brukach. 

    Tak zaburzona, wieloletnia rutyna może wywrócić do góry nogami układ sił w zawodowym peletonie nawet bardziej niż problemy z finansowaniem, upadające wyścigi czy ewoluujące w niewiadomym kierunku procesy globalizacji.

    Jakby na to nie patrzeć, kolarstwo zawodowe to wciąż sport, w którym o wyniku decydują ludzie a wszystkie te perturbacje najbardziej odbiją się właśnie na nich. A nie na firmach, korporacjach czy federacjach. 

    Zdjęcie okładkowe: Simon Connellan on Unsplash

  • UCI World Tour 2017. Co, gdzie i jak?

    UCI World Tour 2017. Co, gdzie i jak?

    ?Kolarska Liga Mistrzów? to przeszłość. UCI World Tour rośnie, by nie powiedzieć puchnie i faktycznie się globalizuje. Sezon 2017 to nowa odsłona serii i rankingu najważniejszych imprez dla zawodowego peletonu. Jak wygląda, co się zmieniło i komu będziemy kibicować w tym roku?

    Dokooptowanie dziesięciu nowych imprez to największa zmiana i faktyczna globalizacja kolarstwa. Obecność w World Tourze dostają wreszcie Amerykanie i Brytyjczycy, ściganie na najwyższym poziomie wraca do Niemiec, przedsezonowe zawody na Półwyspie Arabskim są nobilitowane a szybko rozwijający i zdobywający prestiż, włoski Strade Bianche zostaje zrównany z innymi, wiosennymi klasykami. UCI podejmuje też kolejną próbę eksportu zawodowego kolarstwa do Chin, wzmacniana jest też pozycja Australii.

    Wprowadzona zostaje nowa punktacja, dostajemy sporo roszad wśród drużyn zawodowych.

    Zatem nie pozostaje nam nic innego niż przyjrzeć się z bliska tegorocznemu World Tourowi.

    Kalendarz UCI World Tour 2017

    Harmonogram wyścigów w tym sezonie prezentuje się następująco:

    STYCZEŃ
    17.01 – 22.01 Santos Tour Down Under – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    29.01 Cadel Evans Great Ocean Road Race – Nowy Klasyk

    LUTY
    23.02 – 26.02 Abu Dhabi Tour – Nowa etapówka
    25.02 Omloop Het Nieuwsblad – Nowy klasyk

    MARZEC
    04.03 Strade Bianche – Nowy klasyk
    05.03 – 12.03 Paryż-Nicea – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    08.03 – 14.03 Tirreno-Adriatico – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    18.03 Mediolan – San Remo – Monument
    20.03 – 26.03 Volta a Catalunya – Tygodniowa etapówka
    22.03 Dwars Door Vlaanderen – Nowy klasyk
    24.03 Record Bank E3 Harelbeke – Klasyk
    26.03 Gandawa-Wevelgem – Klasyk

    KWIECIEŃ
    02.04 Ronde van Vlaanderen – Monument
    03.04 – 08.04 Vuelta al Pais Vasco – Tygodniowa etapówka
    09.04 Paryż-Roubaix – Monument
    16.04 Amstel Gold Race – Najwyżej punktowany klasyk
    18.04 – 23.04 Presidential Cycling Tour of Turkey – Nowa etapówka
    19.04 La Fleche Wallonne – Klasyk
    23.04 Liege-Bastogne-Liege – Monument
    25.04 – 30.04 Tour de Romandie – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka

    MAJ
    01.05 Eschborn-Frankfurt – Nowy klasyk
    06.05 – 28.05 Giro d’Italia – Wielki Tour
    14.05 – 21.05 Amgen Tour of California – Nowa etapówka

    CZERWIEC
    04.06 – 11.06 Critérium du Dauphiné – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    10.6 -18.06 Tour de Suisse – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka

    LIPIEC
    01.07 – 23.07 Tour de France – Wielki Tour
    29.07 Clasica San Sebastian – Klasyk
    29.07 – 04.08 Tour de Pologne – Tygodniowa etapówka
    30.07 Prudential Ride London-Surrey Classic – Nowy klasyk

    SIERPIEŃ
    07.08 – 13.08 Eneco Tour – Tygodniowa etapówka
    19.08 – 10.09 Vuelta a Espana – Wielki Tour
    20.08 EuroEyes Hamburg – Klasyk
    27.08 Bretagne Classic Ouest-France – Klasyk

    WRZESIEŃ
    08.09 Grand Prix Cycliste de Québec – Najwyżej punktowany klasyk
    10.09 Grand Prix Cycliste de Montréal – Najwyżej punktowany klasyk
    30.09 Il Lombardia – Monument

    PAŹDZIERNIK
    19.10-24.10 Tour of Guangxi – Nowa etapówka

    Włączając nowe wyścigi, UCI załatała dziurę między Tour Down Under oraz Paryż-Nicea. Od tego roku World Tour działa i przyciąga uwagę bez przerwy od stycznia do października.

    Najdłuższa chwila oddechu dla zawodników i ich obsługi to czas między Tour Down Under i Abu Dhabi Tour spowodowana wycofaniem się w ostatniej chwili Tour of Qatar.

    Nie licząc tego, niemal cały sezon nie odpuszcza emocji, dostarcza różnorodnych wrażeń mniejszego lub większego kalibru.

    Bywają nawet dni, gdy niektóre zespoły będą musiały dzielić skład na trzy części. Np. weekend 29-30.07 to równolegle rozgrywane Clasica San Sebastian, Prudential Ride London i Tour de Pologne.

    Punktacja i kategorie

    To już nie te czasy, gdy był jeden World Tour i wszystko było jasne. W sezonie 2017 wyścigi najważniejszej serii UCI są podzielone na aż osiem kategorii.

    Nowością jest poszerzenie listy kolarzy, którzy punktują w klasyfikacji generalnej, zarówno klasyku jak i etapówki. Teraz będzie ich aż 60. Na etapach wielkich tourów punktować do rankingu będzie pierwsza piątka a w pozostałych etapówkach pierwsza trójka.

    Ponad wszystkim stoi Tour de France. ?Wielka Pętla? oferuje 1000 punktów dla zwycięzcy a 60 kolarz ?generalki? dostanie punktów 10, więcej niż za trzecie miejsce na etapie np. Tour de Pologne. Zwycięzca etapu TdF kasuje aż 120 punktów.

    Dalej znajdziemy pozostałe dwa, wielkie toury: Giro d?Italia i Vuelta a Espana. Zwycięzca zarabia tam 850 punktów a triumfator na etapie 100.

    W wielkich tourach punkty zostaną również przyznane zwycięzcom klasyfikacji górskiej oraz sprinterskiej (będzie to warte tyle, ile wygranie etapu).

    Następne w kolejce stoją ?Najwyżej punktowane, tygodniowe etapówki?. To Tour Down Under, Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie, Criterium du Dauphine i Tour de Suisse. Wygrywając każdą z nich kolarz doastanie 500 punktów a każdy etap wart jest aż 60.

    W rankingu wyścigów etapowych czwarte miejsce zajmuje kolejny zestaw: Volta a Catalunya, Dookoła Kraju Basków, nasz Tour de Pologne oraz niderlandzki Eneco Tour. Tam zwycięzca dostaje 400 punktów w klasyfikacji generalnej a na każdym z etapów 50.

    Piątą kategorią etapówek są, dołączone w tym roku Abu Dhabi Tour, Presidential Tour of Turkey, najbardziej prestiżowy w tym gronie Tour of Calirofnia oraz, kończący sezon World Touru Tour of Guanxi w Chinach (o ile się odbędzie). Triumfator każdego z tych wyścigów wygrywa 300 punktów a na etapie do zdobycia jest 40.

    We wszystkich wyścigach etapowych premiowane będzie prowadzenie w klasyfikacji generalnej po każdym dniu: od 25 w Tour de France po 6 w najniżej punktowanych etapówkach.

    To jednak nie wszystko, ponieważ oprócz etapówek mamy też w menu wyścigi jednodniowe. Obok pięciu, najstarszych ?monumentów?: Mediolan-San Remo, Dookoła Flandrii, Paryż-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege i Giro di Lombardia na równi z nimi traktowane są także: Gandawa-Wevelgem, Amstel Gold Race oraz Grand Prix Quebecku i Grand Prix Montrealu. Zwycięzca każdego z nich dostaje 500 punktów, co więcej, trzeci stopień podium wart jest więcej niż np. zwycięstwo w Tour of California.

    Niżej notowane są cenione jednodniówki-klasyki: E3 Harelbeke, Walońska Strzała, Clasica San Sebastian, Hamburg Cyclassic oraz GP Ouest France. Tu za pierwsze trzy miejsca przyznawanych jest tyle samo punktów, co za etapówki klasy Tour de Pologne, czyli ten, kto pierwszy minie linię mety zarabia w rankingu 400 punktów.

    Najmniej można dostać wygrywając w klasyku, który do World Touru dołączył w 2017r: Great Ocean Race, Omloop Het Nieuwsblad, Strade Bianche, Dwars Door Vlaanderen, Eschborn-Frankfurt i Ride London. Najszybszy zawodnik zgarnie 300 punktów.

    Nowi na nierównych prawach

    Do tej pory zasadą World Touru było, że wszystkie zespoły (zazwyczaj 18) z najwyższym rodzajem licencji, miały obowiązek startu we wszystkich imprezach z kalendarza WT.

    W sezonie 2017 to się zmienia. Nowe imprezy (6 klasyków i 4 etapówki) nie są obowiązkowe dla drużyn, za to organizatorzy muszą zgromadzić na starcie przynajmniej 10 zespołów World Touru, aby utrzymać się w ?najwyższej lidze rozgrywek? w kolejnych latach.

    Co to oznacza? Organizatorzy mogą np. porozumieć się z grupą Velon, zrzeszającą część ekip zawodowych (jak zrobili to Brytyjczycy z Ride London) albo, tak jak prawdopodobnie Tour of Turkey, kusić zespoły pokaźnymi premiami związanymi ze startem.

    Jeśli na kalendarz, punktację i tę nierówność nałożymy dodatkowy filtr związany z tradycyjnie pojmowanym prestiżem wyścigów albo mających wieloletnią tradycję albo nowych, ale będących na fali wznoszącej (także tych spoza World Touru), dostajemy niezły galimatias.

    Przed komentatorami kolarstwa stoi ciężkie zadanie przedstawienia i wytłumaczenia tego wszystkiego nie tylko nowym widzom, ale też doświadczonym fanom.

     

    Nowe zespoły, nowi sponsorzy

    W tym roku, rzutem na taśmę z licencją World Touru będzie się ścigało 18 drużyn zawodowych.

    Tak jak punktacja w wyścigach nie jest oczywista, tak i niełatwe jest przyporządkowanie zespołów z licencją World Tour do konkretnych krajów. O tym, skąd ?pochodzi? drużyna decyduje miejsce zarejestrowania licencji.

    Mamy więc 3 ekipy z USA (BMC, Cannondale-Drapac i Trek-Segafredo), gdzie BMC ma więcej wspólnego ze Szwajcarią niż ze Stanami.

    UAE Abu Dhabi to z kolei de facto włoski team, który uratowali szejkowie z Emiratów Arabskich. Bahrajn to projekt-kaprys tamtejszego księcia, jednak zbudowany wokół Vincenzo Nibalego. Katiusza, mimo rosyjskiej nazwy i korzeni zarejestrowana jest w Szwajcarii, natomiast przez sponsorów: Alpecin i Canyona oraz nową gwiazdę w składzie, Tony?ego Martina będzie coraz mocniej kojarzona z Niemcami.

    Z kolei zbudowana za niemieckie pieniądze Bora-Hansgroge stoi Słowianami: liderami będą Peter Sagan i Rafał Majka a w składzie zarejestrowanego w Niemczech Sunwebu jest więcej Holendrów niż Niemców (10:5).

    Orica, choć jest projektem Australijskim, to globalny miks: gospodarzy, Brytyjczyków, Kolumbijczyka czy Czecha a współsponsorem będzie marka z amerykańską tradycją będąca jednak de facto szwajcarską, czyli Scott.

    Ciekawie wygląda też przegląd sprzętu. Po dwie ekipy jeżdżą na rowerach Specializeda (Bora Hangrohe i Quick Step Floors) oraz Canyona (Movistar i Katusha-Alpecin).

    Nowym graczem w World Tourze jest firma Factor, na najwyższy poziom kolarstwa wyczynowego powraca również Colnago za sprawą zespołu z Abu Dhabi. Ten z kolei (znany przez lata jako Lampre) pożegnał się z Meridą, która jako sponsor tytularny wspiera projekt z Bahrainu.

    Tylko jeden team (Katiusza) będzie jeździł na osprzęcie SRAM, trzy na Campagnolo (Movistar, Abu Dhabi i Lotto Soudal) a reszta (14) na Shimano, z czego prawdopodobne jest, że Astana będzie testowała lub zmieniała w czasie sezonu grupę na FSA.

    Zespoły, które obecnie mają licencję World Touru, teoretycznie są bezpieczne przez najbliższe 2 lata, zatem do końca sezonu 2018. Później planowane jest wprowadzenie systemu awansów/spadków niczym w ligach sportów drużynowych, ale temat pewnie będzie powracał i zmieniał się jeszcze wiele razy. Jeśli jakaś ekipa w międzyczasie ?odpadnie? np. z powodów finansowych, w jej miejsce nie zostanie przyznana nowa licencja, uzupełniająca skład do właściwych ?18? sztuk.

    Co ciekawe, mimo rozbudowanego kalendarza i wielu nakładających się na siebie startów (a przecież World Tour to nie wszystko, ekipy biorą udział również w wyścigach z kalendarzy kontynentalnych), wprowadzono sugestię, by ilość dni startowych dla każdego z kolarzy nie przekraczała 85. w ciągu roku.

    Do nowych koszulek, roszad wśród sponsorów i wielkich gwiazd w zmienionych barwach (Contador i Degenkolb- Trek Segafredo, Nibali – Bahrain Merida, Sagan i Majka – Bora Hansgrohe, Gilbert – QuickStep Floors) będziemy się po prostu musieli przyzwyczaić

    Zdrowie i bezpieczeństwo

    Tak jak w 2016, istotnym elementem będzie ?Protokół Ekstremalnych Warunków Pogodowych? umożliwiający skracania i zmianę trasy lub nawet odwoływanie wyścigów lub etapów.

    W ramach dbałości o zdrowie i warunki pracy kolarzy a także, by przeciwdziałać pokątnie organizowanemu dopingowi, drużyny muszą zatrudniać na osobnych stanowiskach certyfikowanych trenerów. Kompetencje nietrenerskiego czy też niemedycznego personelu mają być regulowane i ograniczone.

    Zdjęcie okładkowe: ANSA/ANGELO CARCONI, Strade Bianche 2016, materiały prasowe RCS

     

    ZOSTAŃ PATRONEM XOUTED

    O tym, co to jest Patronite, do czego służy i czemu właściwie proszę Was o wsparcie przeczytacie tutaj. A klikając w banner poniżej możecie zobaczyć mój profil i zrobić zrzutę na dobrą treść o kolarstwie:
    Zostań patronem XOUTED patronite.pl/xouted