Tag: Vuelta Espana

  • Nie przegap w ten weekend – lider Valverde

    Na trasie Vuelta a Espana zaczyna dziać się coraz więcej. Alejandro Valverde już po raz drugi został liderem wyścigu a do tego w świetnym stylu wygrał pierwszy etap z metą na podjeździe. Ściganie w Hiszpanii, to jednak nie jedyne wydarzenie rozpoczynającego się weekendu.

    Stopniowanie emocji

    Pierwszy tydzień iberyjskiego touru dobiega końca i póki co trudno nazwać go szczególnie pasjonującym. To jednak nie jest Wielka Pętla, gdzie emocje są na najwyższym poziomie od samego początku. Mimo to, warto podkreślić dobrą postawę kilku zawodników. Nacer Bouhanni, John Degenkolb, Michael Matthews zrobili, co do nich należało. Pozytywnie zaskoczył też wspomniany we wstępie Alejandro Valverde. Wspólider Movistaru, odgrywający raczej rolę kapitana drużyny niż kolarza typowanego do zwycięstwa, właściwie już jest rozliczony z wyścigu. Wraz z kolegami wygrał jazdę drużynową, następnie, gdy Johnatan Castroviejo pogubił się na finiszu, został liderem. Na pierwszym poważnym podjeździe Vuelty początkowo nadawał tempo dla Nairo Quintany, ale w końcówce sam przejął inicjatywę, ograł Froome?a, Contadora i Rodrigueza, sięgając po wygraną etapową, bonifikatę oraz prowadzenie w wyścigu. La Zubia to dość krótka wspinaczka, ale tempo jazdy czołówki było zawrotne. Froome co chwilę spoglądał na wskazania mocy, ale nie przyspieszył ponad to, co nadał Valverde a Uran i Martin stracili minutę na czterokilometrowej drodze do mety! Pozytywnie zaskoczyli rekonwalescenci: Froome i Contador, Quintana dla odmiany pozostaje w cieniu swojego starszego kolegi z ekipy Movistar. Co więcej, Valverde może wystrzelić po raz kolejny.

    Dziś szosa do mety wznosi się tylko nieznacznie, jest to okazja dla szybkich górali lub mocnych sprinterów. Gilbert, Degenkolb i Matthews są typowani do zwycięstwa, ale jeśli droga okaże się bardziej wymagająca, to właśnie lider wyścigu powinien sobie dobrze poradzić w walce na kresce. W sobotę etap dla sprinterów, można więc spokojnie odpocząć od górskich emocji. Za to w niedzielę kolejny sprawdzian pretendentów do tytułu. Wspinaczka do Valdelinares w Aragonii (prawie 2000m n.p.m.) zostanie poprzedzona dwiema premiami (trzecia i druga kategoria). Ostatnie 70 ze 185km, jakie liczy etap to ciągła jazda góra-dół, zatem może się sporo wydarzyć.

    Rok temy w Bretanii triumfował Filippo Pozzato, Michał Kwiatkowski był 20.

    Grand Prix Zachodniej Francji

    Jednodniowy wyścig w bretońskim Plouay jest szczególnie bliski polskim kibicom. Runda, na której jest rozgrywany w 2000r gościła mistrzostwa świata, podczas których srebro wywalczył Zbigniew Spruch. Tym razem o dobry wynik powalczą Michałowie: Kwiatkowski i Gołaś z Omega Pharma Quick Step. Trasa jest górzysta, preferuje dynamicznych zawodników dobrze radzących sobie w pagórkowatym terenie. Pod tym względem jest to typowy wyścig klasyczny, nieklasyczny za to jest fakt rozgrywania go na rundach. Myśląc o potencjalnym zwycięzcy trzeba wymienić Simona Gerransa, Grega Van Avermaeta czy Rui Costę. Warto też wspomnieć, że poza wyścigiem elity mężczyzn, w Plouay odbywa się eliminacja szosowego Pucharu Świata kobiet.

    Puchar Tarnowa to jedna z propozycji wyścigowych w ten weekend

    A może by tak czynnie?

    Pogoda jest niepewna, ale w drugiej części sezonu aż żal nie sprawdzić gdzieś nogi. Jeszcze do niedawna ostatni weekend wakacji obfitował w imprezy masowe. Tymczasem w tym roku propozycji nie ma zbyt wiele. Poza Mazovią w Olsztynie większe serie imprez omijają zakończenie sezonu urlopowego. Przegląd dostępnych propozycji jak zawsze na MTB-XC.pl, ja wybieram się na trzecią eliminację Pucharu Tarnowa. Jeśli nie chcesz się ścigać, koniecznie pojedź na jakąś wycieczkę. Dni są jeszcze długie, trzeba korzystać, póki można!

  • Blast from the past – niezwykła Vuelta Franka Vandenbroucke?a

    Są takie wyścigi, z których pamiętamy nie zwycięzcę, a kolarza jadącego na nieco dalszej pozycji w klasyfikacji generalnej. Podczas Vuelta a Espana 1999 Frank Vandenbroucke zajął 12 miejsce ze stratą ponad 23 minut do Jana Ullricha, ale po drodze wygrał dwa etapy i uratował wygraną Niemca.

    To kolejna historia geniusza ery EPO. Vandenbroucke perfekcyjnie wykorzystał możliwości, jakie w tamym czasie dawało niemal nieskrępowane korzystanie ze środków dopingujących. Sezon 1999 był najlepszym w jego burzliwej karierze. Błyszczał wiosną, wygrywając Omloop Het Volk (obecnie Het Nieuwsbald) a w Liege-Bastogne-Liege triumfował w wielkim stylu. Na własnej skórze przekonał się jednak, że po aferze Festiny nic nie jest już takie samo jak wcześniej. Grupa Cofidis, którą reprezentował odsunęła go od startów za podejrzenia związane z rozprowadzaniem nielegalnych substancji wspomagających. VDB w domowym zaciszu trenował i późnym latem wrócił na trasę Vuelty z wielkim zapasem energii.

    W tym samym czasie Jan Ullrich borykał się z dwoma problemami. Przegrana w Tour de France 1998r z Marco Pantanim bolała go równie bardzo co kontuzjowane kolano. Wielką Pętlę 1999 oddał walkowerem ?cudownie zmartwychwstałemu? Armstrongowi. Kto wie, jak potoczyłaby się historia obu kolarzy, gdyby Niemiec był w tamtym roku w pełni sił i ścigał się z Amerykaninem we Francji? Vuelta stała się więc dla niego ?tourem pocieszenia? i elementem przygotowań do mistrzostw świata.

    Jak na wyścig treningowy, trasa była niebywale wymagająca. To wtedy Hiszpanie pokazali światu podjazd Angliru, kolarze ścigali się w też w Pirenejach i na słynnym Alto de Abantos. Do tego zafundowano im ponad 100km jazdy indywidualnej na czas (prolog i dwa etapy). Ullrich przewagę zdobywał właśnie podczas czasówek, w górach musiał bronić się przed atakującymi go Hiszpanami. Furorę robił Jose Maria Jimenez, zwyciężając na Angliru i w Val d?Aran. Bardzo równo jechał Igor Gonzalez de Galdeano, początkowo dobrze spisywał się Abraham Olano, obrońca tytułu. Bohater tego tekstu, Frank Vandenbroucke kilkukrotnie zrobił show i dał popis swoich możliwości. Od początku był widoczny (zajął 3 miejsce na jednym z etapów za Olano i Ullrichem, jednak stracił sporo czasu w Katalonii i spadł w klasyfikacji), ale najwyższa dyspozycja przyszła u niego w końcowej fazie wyścigu. Był w stanie wygrać dwa górskie etapy a na kluczowym dla losów wyścigu, kończącym się na Alto de Abantos uratował Ullricha przed atakującymi naprzemiennie Hiszpanami (wideo na górze strony). Co więcej, gdy Niemiec był już bezpieczny, VDB sam pognał za uciekającymi Laiseką (grupa Euskaltel jechała jeszcze wtedy w białych strojach a nie w charakterystycznych, pomarańczowych!) i Jose Marią Jimenezem i mało brakowało, by zwyciężył na trzecim odcinku jednego wyścigu.

    Zaledwie kilka dni później bohaterowie Vuelty błyszczeli na trasie mistrzostw świata w Weronie. Ullrich zwyciężył w jeździe na czas a podczas wyścigu ze startu wspólnego zarówno on jak i Vandenbroucke znaleźli się w wyselekcjonowanej grupie zmierzającej po tęczową koszulkę. Naturalnym wydawało się, że Niemiec pomoże VDB w walce o tytuł, spłacając dług z Hiszpanii, tym bardziej, że obaj kolarze prezentowali wyborną dyspozycję. Piękno sportu polega jednak na tym, że nie ma w nim pewników. Nawet w erze niemal nieograniczonego dopingu, faworytów z zaskoczenia pokonał mało znany wówczas Oscar Freire. Kolarz, który nie miał kontraktu na kolejny rok w ten sposób zapoczątkował serię znakomitych rezultatów (w kolejnych latach zdobył jeszcze dwie tęczowe koszulki trzykrotnie wygrał Mediolan-Sanremo!).

    Tymczasem po 1999r największym sukcesem Ullricha był złoty medal Igrzysk Olimpijskich w Sydney. Od tamtej pory Niemiec stał się synonimem wiecznie drugiego w Tour de France rywala Lance?a Armstronga. Z kolei Vandenbroucke nawet nie zdołał nawiązać do sukecsów z tamtego sezonu. Problemy z dopingiem nałożyły się na kwestie osobiste. Belg zmieniał drużyny jak rękawiczki, zmagał się z kolejnymi sprawami dyscyplinarnymi i karnymi, zapowiadal kolejne powroty na najwyższy poziom, ale bezskutecznie. W październiku 2009r, dziesięć lat po zakończeniu swojego najlepszego sezonu zmarł z powodu zatoru płucnego.

  • Poniedziałkowy skrót#23

    Śmierć na Pucharze Świata mtb przyćmiła pozostałe wydarzenia kolarskiego weekendu. Młoda Holenderka, Annefleur Kalvenhaar zmarła na skutek upadku na trasie wyścigu XCE. Zawody jednak dokończono. Równolegle rozgrywano wiele innych imprez, komentarz do najciekawszych z nich znajdziesz w cotygodniowym, poniedziałkowym skrócie.

    Maja Włoszczowska na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata

    Puchar Świata w żałobie

    Jolanda Neff zwyciężyła w finałowej eliminacji Pucharu Świata w Meribel, tym samym przypieczętowała wygraną w klasyfikacji całej serii. Wśród mężczyzn Julien Absalon musiał wyważyć między kalkulacją związaną z utrzymaniem prowadzenia w ?generalce? a postawą, która nie zawiodłaby licznie zgromadzonych widzów. Podobnie jak w Windham wybrał wariant defensywny: nadrabiał na podjazdach i ostrożnie zjeżdżał by uniknąć defektu lub wywrotki. Dzięki temu do Nino Schurtera stracił zaledwie 13 sekudnd, do mety dojechał drugi i po raz szósty w karierze, za to pierwszy raz od 2009r triumfował w całej serii Pucharu Świata. Maja Włoszczowska walczyła o top3, ale w końcówce zmagała się z kurczami, co kosztowało ją spadek na siódmą pozycję. Zdołała za to awansować na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Katarzyna Solus-Miśkowicz była 23 a Anna Szafraniec 25. Święto, jakim jest zakończenie całosezonowego, najważniejszego cyklu zawodów w formule olimpijskiej odbywało się niestety w żałobnej atmosferze. Podczas przejazdów kwalifikacyjnych zawodów XCE (?Eliminator?) fatalnie upadła holenderska zawodniczka Annefleur Kalvenhaar. Kraksa okazała się śmiertelna w skutkach. Kalvenhaar miała 20 lat, była mistrzynią Europy U-23 w przełajach. Mimo tragedii, zawody zostały rozegrane, przed kolejnymi wyścigami kolarze czcili pamięć rywalki i koleżanki minutą ciszy oraz jazdą z przypiętymi do numerów startowych kwiatami. W tym miejscu warto wspomnieć, że Eliminator w Meribel był pożegnaniem z tą konkurencją na poziomie pucharu świata - w przyszłym roku znika z kalendarza.

    Najlepszy sprinter sezonu?

    Mediolan-Sanremo, dwa etapy Tour de France a teraz Vattenfall Cyclassic. Alexander Kristoff, Norweg z ekipy Katiusza ma naprawdę świetny rok. O klasyku w Hamburgu nie napisałem w zapowiedzi weekendu. To nie jest szczególnie intrygujące wydarzenie, można powiedzieć, że to taki ?Tour de Pologne? wyścigów jednodniowych. Ma jednak kluczowe znaczenie dla niemieckiego kolarstwa. Oprócz tego, że rywalizują zawodowcy, Hamburg gości jeden z największych wyścigów dla amatorów. Dodatkowo jest jedyną imprezą w Niemczech zaliczaną do kategorii World Tour. Nie jest tak prestiżowy jak inne jednodniówki, ale punkty to punkty i zwycięstwo to zwycięstwo. Idąc tym tropem, wygrana Kristoffa to kolejny, ważny moment jego sezonu. Trudno, by równała się z tą z Mediolan-Sanremo, ale trzeba pamiętać, że w Hamburgu nie wygrywa byle kto. Zabel, Musseuw, Bettini, O?Grady, Freire czy McEwen na liście zwycięzców to wystarczający argument, by hamburski klasyk wziąć na poważnie. Alexander Kristoff jest kolarzem silnym i szybkim zarazem. W bezpośrednim pojedynku na płaskim terenie po rozprowadzeniu przez drużynę przegrywa z Kittelem, prawdopodobnie jest też wolniejszy niż Bouhanni, ale co z tego? Nie tylko ma najwięcej zwycięstw w sezonie (14), ale też cechuje się szczególną umiejętnością. Jest tam, gdzie powinien być, do tego w odpowiednim czasie. Oprócz wypełniających statystyki wygranych w Norwegii, wygrał dwa etapy Tour de France, monument i ceniony klasyk. Czego chcieć więcej?
    Bartosz Huzarski siódmy w wyścigu kategori iHC

    Polacy świetnie w Colorado

    Rafał Majka czwarty, Bartosz Huzarski siódmy a Paweł Poljański 14. Mało kto spodziewał się, że US Pro Cycling Challenge będzie tak pomyślny dla naszych kolarzy. Majka miał tam kończyć sezon i pojechać w tempie relaksacyjnym, tymczasem na Monarch Mountain utrzymał tempo Tejaya Van Garderena (co dało mu drugie miejsce w klasyfikacji) i nieznacznie gorzej pojechał czasówkę (zaowocowało to spadkiem na czwartą lokatę). Z kolei Bartosz Huzarski po kilku ucieczkach podczas Tour de France utrzymał wysoką dyspozycję i w Stanach pojechał bardzo dobry wyścig. Co więcej, wiemy już, że w przyszłym roku nadal będziemy go oglądali na trasach ważnych imprez. Jego drużyna nie tylko przedłużyła z nim kontrakt, ale ma też spore ambicje związane ze swoim rozwojem. Tygodniowe zawody w Colorado być może nie są najważniejszym wyścigiem w sezonie, ale jest spora grupa kolarzy, która traktuje go jako jeden z głównych celów. Stąd też rezultaty Polaków można śmiało uznać za bardzo cenne.

    Valverde liderem Vuelty

    Drużyna Movistaru potwierdziła, że chce wygrać hiszpański tour. Sobotnia jazda drużynowa na czas była bardzo techniczna i dynamiczna. Kolarze Eusebio Unzue w tego typu próbach spisywali się już bardzo dobre w przeszłości, tym razem udało im się zwyciężyć, zyskując niewielką przewagę nad Cannondale. Pierwszym liderem został Jonathan Castroviejo, ale nieco pogubił się w końcówce niedzielnego etapu, zatem czerwoną koszulkę przejął Alejandro Valverde. To ciekawe, w kontekście faktu prowadzenia zespołu przez Nairo Quintanę, ale nie doszukujmy się na siłę konfliktu. Finisz z grupy wygrał Nacer Bouhanni z FDJ, który po serii zwycięstw w Giro d?Italia dołożył sukces na Vuelcie. Z zespołową czasówką musiała się zmierzyć drużyna Garmin-Sharp. Po traumie z Giro, gdzie już pierwszego dnia stracili swojego lidera oraz sporo czasu, tym razem pojechali bardzo zachowawczo. Udało się przetrwać próbę, jednak 18. miejsce i starta 41 sekund na niespełna 13km pokazuje, jak wielkie było to dla nich wyzwanie. Dziś pierwszy dynamiczny finisz na niewielkim wzniesieniu - szasna dla Sagana, Gilberta, ale i Valverde na wygraną etapową oraz sekundy bonifikaty (dla Sagana może to oznaczać objęcie prowadzenie w wyścigu).

  • Nie przegap w ten weekend: Maja, Majka i jeleń na rykowisku

    Vuelta a Espana startuje jutro, ale bez obrońcy tytułu, Chrisa Hornera. Drużynowa jazda na czas i etap sprinterski nie angażują na tyle, by nie zwrócić oczu w stronę mtb. We francuskim Meribel najlepsi zawodnicy w szczytowej formie powalczą o punkty w finałowej eliminacji Pucharu Świata. Tymczasem w Kolorado, Rafał Majka nie ma dość i ściga się o wygraną US Pro Cycling Challenge z Tejayem Van Garderenem. Co jeszcze wydarzy się w ten weekend?

    Maja na podium?

    Nasza najlepsza kolarka górska rozkręca się z każdym tygodniem. Początek sezonu miała obiecujący (trzecie miejsce w Pietermaritzburgu), ale później było nieco słabiej (jeśli brać pod uwagę jej wcześniejsze dokonania). Ostatnio jest coraz mocniejsza, wyraźnie celując z formą w mistrzostwa świata. Puchar Świata również jest ważny, przed finałową eliminacją we francuskim Meribel Włoszczowska zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. Zwycięstwo zapewniła już sobie jej klubowa (Liv Pro XC Team) koleżanka, Jolanda Neff, zatem przy sprzyjającym zbiegu okoliczności i dobrej jeździe, Maja może awansować nawet na podium! Oprócz niej, we Francji wystartują jeszcze: Katarzyna Solus-Miśkowicz oraz Anna Szafraniec z Krossa, Paula Gorycka z 4F. Wśród mężczyzn: Marek Konwa (Betch.nl Superior), Kornel Osicki (Kross), Marcin Kawalec (Sante BSA Whistle) i Piotr Kurczab (SGR). W U23 swoich siły sprawdzą: Monika Żur, Patryk Adamkiewicz i Marta Turoboś. Wyścigi XCO rozegrane zostaną w niedzielę, elita kobiet jedzie o 13 a mężczyzn o 15:30. Relacja na żywo z niezłym komentarzem jak zawsze będzie dostępna na stronie RedBulla. O ile wśród pań sprawa zwycięstwa w klasyfikacji generalnej jest już jasna, o tyle panowie będą się ścigać do końca. Julien Absalon musi dojechać najdalej czwarty, by być pewnym wygranej. Nino Schurter w ostatnich tygodniach był od niego szybszy, ale Francuz jest na tyle solidny, że powinien się obronić.

    Vuelta bez Hornera

    Zapowiedź Vuelty napisałem wczoraj i możecie ją przeczytać, klikając tutaj. Jest już nieco nieaktualna, ponieważ obrońca tytułu, Chris Horner nie stanie na starcie. Jego drużyna, Lampre-Merida jest członkiem MPCC (ruch na rzecz wiarygodnego kolarstwa). Ponieważ Horner ostatnio był chory, dostał TUE (zezwolenie na użycie terapeutyczne) na leki przeciwzapalne a do tego ma jetlag po podróży z USA, okazało się, że poziom kortyzolu w jego krwi jest za niski. W związku z tym, zgodnie z zasadami MPCC drużyna wykluczyła go ze składu na najbliższy wyścig. To otwiera szansę przed Przemsyławem Niemcem, który dzięki temu będzie mógł jechać na własne konto. Stawia również pytania dotyczące wiarygodności Hornera. Nagłe wycofania ze względów zdrowotnych w przeszłości często wiązały się z przyjmowaniem niedozwolonych środków.

    Przy okazji startu Vuelty warto wspomnieć o kolejnym w tym sezonie upadku Chrisa Froome?a. Lider Team Sky w pierwszym tygodniu Tour de France kładł się na szosie dosłownie co chwilę. Zaowocowało to złamanym nadgarstkiem i wycofaniem z wyścigu. Gdy się wykurował, postanowił powalczyć w Hiszpanii, tymczasem na dwa dni przed startem podczas treningu poślzgnął się na plamie oleju i upadł po raz kolejny. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało.

    Catedral de Jerez de la Frontera by night.JPG
    Catedral de Jerez de la Frontera by night” by Sheeva81Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons.

    Tak czy inaczej, trzeci wielki tour rusza w sobotę wieczorem. Jazda drużynowa na czas przy zachodzącym słońcu (o godz. 19) ulicami Jerez de la Frontera będzie niezłym widowiskiem. Jest szansa na urocze pejzaże, nic tylko wziąć farby i malować. Zespoły Movistar, Cannondale, Garmin-Sharp, Omega Pharma Quick Step, Orica-Greenedge, BMC, Trek i Sky tradycyjnie zaliczane są do najmocniejszych w tej specjalności, tym bardziej, że w ich składach jest kilku znakomitych czasowców. Krótki dystans (niespełna 13km) i wiele zakrętów mogą zaowocować jakąś niespodzianką. Liczyć się będzie nie tylko zgranie drużyny i moc, ale także spryt i szczęście. W niedzielę jedna z nielicznych okazji dla sprinterów: większość tasy jest płaska jak stół, Nacer Bouhanni powinien mieć gdzie rozwinąć skrzydła. Ponieważ po drodze są dwie premie lotne, na których, tak jak na mecie, czekają bonifikaty czasowe, niewykluczona jest zmiana lidera. O ile oczywiście np. zespół FDJ nie straci za wiele podczas sobotniej jazdy drużynowej.

    Majka w Colorado, Rebellin we Francji

    Dziś po południu pagórkowatym etapem kończy się Tour du Limousin. W tej imprezie kategorii 2.1 nieźle spisuje się ekipa CCC Polsat Polkowice i jej lider, czterdziestotrzyletni Davide Rebellin. Po trzech dniach Włoch zajmuje drugą lokatę w klasyfikacji generalnej, miejsce na końcowym podium jest jak najbardziej możliwe.

    Z kolei w Kolorado znakomicie radzą sobie Rafał Majka i Bartosz Huzarski. Majka, który a US Pro Cycling Challenge miał pojechać tylko po to, by dojechać do mety, trzyma koło Tejaya Van Garderenai jest drugi w klasyfikacji generalnej. Z kolei ?Huzar? również daje radę i jest dziewiąty. Do końca zostały jeszcze trzy etapy: górski (ale nie karkołomny) dziś, 16km czasówka pod górę jutro oraz sprinterski w poniedziałek. Czy Majce zostało jeszcze coś w baku i da radę powalczyć z Van Garderenem? Czy Huzarski pojedzie pod górę na tyle dobrze, by zmieścić się w top10? Motywacją dla niego może być fakt, że właśnie przedłużył kontrakt ze swoją drużyną (obecnie NetApp-Endura, od przyszłego roku z nowymi sponsorami Bora-Argon 18)!

    Polska pod znakiem XC

    Ponieważ lokalna czołówka będzie startować na Pucharze Świata w Meribel, dla wielu chętnych otwiera się szansa na dobry wynik w jednym z wyścigów cross-country. O tym, ile ich będzie i gdzie zostaną rozegrane informuje m.in. mtb-xc.pl. Jeżeli nie miałeś(łaś) planów startowych na ten weekend, może warto spróbować swoich sił właśnie w XC? Z drugiej strony, można też pokibicować szosowcom. W sobotę w Szydłowcu ostatni w kraju wyścig z kalendarza międzynarodowego, czyli Puchar Ministra Obrony Narodowej.

     

  • Vuelta 2014 – czy warto?

    Vuelta 2014 – czy warto?

    Tour przegranych, tour rewanżu czy po prostu ?ten trzeci?? Vuelta a Espana 2014 zaczyna się w sobotę i potrwa trzy tygodnie. Czy warto poświęcić czas na śledzenie doniesień z hiszpańskich szos i spędzić przynajmniej kilka godzin przed ekranem?

    Trzeci do pary

    Najmniej ważny z wielkich tourów to wciąż wielki tour. Wielka Pętla we Francji, jak sama nazwa wskazuje jest wielka i przyćmiewa swoją sławą całe kolarstwo. Giro d?Italia jest pierwsze w kalendarzu, a do tego łączy w sobie piękno krajobrazów z brutalnością trasy. Oba wyścigi mają swoje legendarne miejsca, oba są solą kolarstwa. Hiszpańska Vuelta jest nie tylko najmłodsza, ale i najmniej prestiżowa, co nie zmienia faktu, że również bardzo wymagająca. W historii zmieniał się termin wyścigu (kwiecień-czerwiec-wrzesień), a koszulka lidera nie ma przyjętego przez tradycję koloru (sam pamiętam żółtą, która zmieniła się w złotą, by od 2010r stać się królewsko-czerwoną. Wcześniej były jeszcze: pomarańczowa, biała i biała z czerwonym pasem). Obecnie właścicielem imprezy jest francuskie ASO, czyli korporacja posiadająca prawa do Tour de France, maratonu paryskiego czy rajdu Dakar.

    Lago Ercina.JPG
    Lago Ercina” by Francisco83pvOwn work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons.

    Bez legend

    Hiszpania to kraj mocno górzysty, ale wyścig nie doczekał się wyraźnych punktów charakterystycznych, gdzie mogłaby tworzyć się jego historia. Właściwie każda ze wspólnot autonomicznych oferuje interesujące wzniesienia, stąd też duża różnorodność i brak powtarzalności. Do tego ciągle powstają nowe drogi, zarówno do stacji narciarskich, miejscowości jak i przez przełęcze, zatem możliwości eksploracji terenu są o wiele większe niż w bardziej rozwiniętych i zurbanizowanych Francji i Włoszech. Pireneje, Sierra Nevada, Galicja, Asturia, Katalonia, Kraj Basków, Kastylia i Leon, Kantabria, Murcja oraz sam Madryt wymieniają się ciekawymi podjazdami, których wystarczyłoby na więcej niż jeden tour. W tym roku kolarze odwiedzą Lagos da Covadonga w Asturii, jeden z najbardziej charakterystycznych punktów Vuelty. Od 1983r peleton finiszował na tym podjeździe w parku narodowym Picos de Europa aż 18 razy, ale nie jest to miejsce wymieniane jednym tchem z Alpe d’Huez, Galibier, Marmoladą czy Stelvio . W tym roku na zawodników czeka osiem etapów z metą na podjeździe, 44,5km jazdy indywidualnej na czas oraz niespełna 13km próby drużynowej. Do tego kilka etapów pagórkowatych, w związku z czym sprinterzy będą mieli zaledwie cztery szanse by zafiniszować z dużej grupy.

    Spain Leon - Santiago Shell.jpg
    Spain Leon – Santiago Shell„. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons.

    Historia i geografia

    Kilka lat temu wyścig rozgrywał się w dużej części na południu kraju. Peleton przemierzający wypalone słońcem pustkowia wprawiał w depresyjny nastrój. Ostatnio większe fundusze na promocję przeznaczają regiony na północy: Galicja i Asturia, w związku z czym kolarze ścigają się w bardziej zielonej scenerii, co wpływa pozytywnie na doznania estetyczne. W tym roku Vuelta zakończy się w wyjątkowo malowniczym miejscu: Santiago de Compostella, znanym z pielgrzymek szlakiem św. Jakuba. Po starcie w Andaluzji wyścig odwiedzi również Nawarrę i Kraj Basków, pomijając Katalonię i Pireneje.

    Poturbowane gwiazdy

    Komu nie udał się Tour de France a ma jeszcze nieco sił, szuka rewanżu na Vuelcie. W tym roku żądnych rewanżu pechowców jest więcej niż zazwyczaj. Listę otwierają Chris Froome i Alberto Contador, którzy doznali urazów w pierwszych dniach Wielkiej Pętli. Będzie to istotny wyścig dla Jurgena Van Den Broecka, który we Francji zmagał się z chorobą oraz Chrisa Hornera, czterdziestodwuletniego obrońcy tytułu, kontuzjowanego w pierwszej części sezonu. Nie wolno zapominać równiez o Andrew Talanskym – młody Amerykanin brylował przed Tourem, jednak poobijany nie ukończył TdF.

    Z drugiej strony stanie grupa bohaterów Giro d?Italia. Ci są zdrowi i wypoczęci, pytanie, jak będzie z ich motywacją. Nairo Quintana, Rigoberto Uran oraz Fabio Aru to trzech pierwszych kolarzy z Włoch. W maju wszyscy prezentowali znakomite tempo na podjazdach, porównywalne z czołówką lipcowego Tour de France. Oprócz nich w Hiszpanii o dobry wynik spróbują się postarać Cadel Evans i Ryder Hesjedal (odpowiednio 8. i 9. zawodnik Giro) oraz Wilco Kelderman (7. tamże).

    Trzecią grupą są zawodnicy, którzy do tej pory mieli niezbyt udany sezon. Carlos Betancur po wygraniu Paryż-Nicea miał kłopoty ze zdrowiem oraz wizą, w związku z czym leczył się i trenował w Kolumbii. Daniel Martin odpadł z Giro już pierwszego dnia a podobno miał być w życiowej formie. Joaquin ?Purito? Rodriguez wycofał się z Giro a na Tour de France nie miał wystarczającej formy, by równać się z Rafałem Majką w walce o etapy i koszulkę w grochy. Z kolei Przemysław Niemiec miał pecha we Włoszech, ale sądząc po jego jeździe w Tour de Pologne wraca do optymalnej dyspozycji, ale w jego przypadku wiele zależy od dyspozycji lidera drużyny Lampre-Merdia, Chrisa Hornera.

    O Alejandro Valverde, i jego sytuacji w kontekście rywalizacji z Nairo Quintaną pisałem wczoraj. Kolarzem, który tak jak on spróbuje połączyć wysoką formę podczas Tour de France (3. miejsce i wygrana klasyfikacja młodzieżowa) będzie Thibaut Pinot.

    Vuelta to jedyny wielki tour, który przez część kolarzy jawnie traktowany jest jako trening i środek do celu, jakim są mistrzostwa świata. Fabian Cancellara, Tony Martin, Tom Boonen, Peter Sagan i Philippe Gilbert jadą do Hiszpanii przygotować się do walki o tęczową koszulkę a przy okazji powalczyć o jeden z etapów. Dla Sagana będzie to o tyle ważne, że choć wygrał klasyfikację punktową Tour de France, to uczynił to nie będąc ani razu najszybszym ?na kresce?. Grono sprinterów z oczywistych względów (niewiele etapów płaskich) jest niewielkie. Najciekawiej zapowiadają się pojedynki Nacera Bouhanniego z Geraldem Ciolkiem i Johnem Degenkolbem.

    Jedyny element, który łączy nasz Tour de Pologne z wielkim tourem (a konkretnie właśnie z Vueltą) to niepewność co do formy i celów, z jakimi poszczególni kolarze przyjeżdżają na start. Może być więc tak, że Quintana, Contador i Froome zrobią niespotykany show w walce o pierwsze miejsce, z drugiej strony mogą zawieść a o wygraną będa się ścigać Talansky, Purito i Evans (nawet, jeśli w teorii jest skazywany na porażkę). Niewkluczona jest również niespodzianka w rodzaju tej, jaką rok temu sprawił Horner a w przeszłości wielu mniej znanych zawodników (Cobo, Velits, a także dopingowicze Mosquera, Perez, Nozal).

    A co z Polakami?

    Rekordzistą jest Tomasz Marczyński, który w 2012 roku zajął w Hiszpanii 13. miejsce. Sylwester Szmyd w 2006r był 14 a Przemsyław Niemiec 15. w tym samym sezonie co Marczyński. To właśnie Niemiec w barwach Lampre-Merida będzie miał szansę poprawienia rekordu, choć będzie mu o to trudno. Liderem jego drużyny jest bowiem Chris Horner, jednak dyspozycja amerykańskiego weterana jest sporą niewiadomą. Polski kolarz musi też pamiętać o Damiano Cunego, który pozostaje bez kontraktu na przyszły sezon i Vuelta może być dla niego kartą przetargową w negocjacjach. W jadącej z dziką kartą drużynie Caja Rural wystartuje Karol Domagalski. To jego debiut w wielkim tourze, zatem z uwagą będziemy przypatrywali się jego jeździe. Tym bardziej, że Vuelta to wyścig, gdzie częściej niż na innych trzytygodniówkach do mety dojeżdżają ucieczki. Z kolei Maciej Bodnar będzie rozprowadzał Petera Sagana (wraz z nim po tym sezonie przenosi się do Tinkoff-Saxo), ale pamiętajmy o dwóch krótkich czasówkach, w których Polak potrafi pojechać bardzo dobrze.

    Nie przegap tych etapów

    1. Sobota, 23.08. Jazda Drużynowa na czas, Jerez de la Frontera 12,6km. – prezentacja siły poszczególnych drużyn. Etap rozegrany zostanie wieczorem, start o godz. 19.00
    6. Czwartek, 28.08. Pierwszy finisz pod górę, Cubres Verdes
    10. Wtorek, 02.09. Indywidualna czasówka Monasterio de Veruela-Borja 36,7km. To tu Chris Froome powinien najwięcej zyskać nad Quintaną
    11. Środa, 03.09. Ciekawy finisz na podjeździe w Sanktuarium San Miguel de Aralar
    13. Piątek, 05.09. Górzysty etap z metą na stromej ściance w ?Parku Naturalnym Cabarceno?, starej kopalni zaadaptowanej na rodzaj rezerwatu.
    14. Sobota, 06.09. Pamiętacie Fuenta De i atak Contadora w 2012r? Ten etap może być podobny, kolarze zanim dojadą do mety na podjeździe 1. kategorii La Camperona (max. stromizna 19%), przejadą przez Collada de la Hoz, gdzie uciekał ?Pistolero?.
    15. Niedziela, 07.09. Lagos Da Covadonga, czyli klasyk Vuelty.
    16. Poniedziałek, 08.09. Królewski etap tegorocznego wyścigu. Pięć premii górskich w tym finisz na 16,5km podjeździe La Farrapona. Wymarzone miejsce do ataku dla Quintany.
    18. Czwartek, 11.09. Jeśli ?Purito? będzie w formie, to powinien być jego dzień. 450m przewyższenia niemal z poziomu morza zakończy etap w Meis.
    20. Sobota, 13.09. Puerto de Ancares, tu w 2012r wygrywał wspomniany wyżej Rodriguez. Podjazd jest długi (niemal 13km) i stromy (średnio niemal 9%). Ostatnia szansa dla górali na wypracowanie przewagi nad czasowcami.
    21. Niedziela, 14.09. Santiago de Compostella, jazda indywidualna o dystansie zaledwie 9,7km. Poza sportową rywalizacją liczą się także widoki i architektura.

    Vuelta a Espana 2014 w pigułce

    21 etapów, 3181km, dwa dni przerwy
    8 finiszy na podjazdach, 3 czasówki, 4 etapy płaskie

    Klasyfikacje:
    Generalna (czerwona koszulka – najktrótszy czas jazdy pomniejszony o bonifikaty za trzy pierwsze miejsca na metach etapów: 10?-6?-4? oraz premiach lotnych: 6?-4?-2?)
    Górska (biała koszulka w niebieskie grochy – punkty zbierane na premiach górskich)
    Punktowa (zielona koszulka – punkty zbierane na premiach lotnych oraz metach etapów)
    Kombinowana (najniższa suma miejsc w trzech powyższych klasyfikacjach, biała koszulka)
    Drużynowa (suma czasów trzech najlepszych kolarzy zespołu na każdym etapie)
    Najwaleczniejszy (czerwony numer)

    Pula nagród: nieco ponad milion Euro.
    Zwycięzca etapu wygrywa 11tyś Euro, Zwycięzca klasyfikacji generalnej 112tyś., najlepszy góral 13tyś a za zieloną koszulkę ten, kto uzbiera najwięcej punktów (niekoniecznie sprinter) 11tyś.

    Relacje TV: Eurosport Polska, codziennie na żywo od 16.00 lub 15.30 (nie licząc pierwszego, wieczornego etapu o 19.00)

  • Weteran wygrywa wielki tour

    Czy czterdziestodwulatek ma prawo wygrać trzytygodniowy wyścig? Czy to możliwe, by kolarze znów tak bardzo przyspieszyli? Jakie są granice ludzkich możliwości? Vuelta a Espana zakończyła się niespodziewanym zwycięstwem weterana Chrisa Hornera, który po drodze, w imponującym stylu, wygrał dwa etapy i pobił kilka rekordów.

    Amerykanin z ekipy RadioShack Leopard przyjechał do Hiszpanii z jasnym celem. Chciał wygrać klasyfikację generalną. Pozostali faworyci w przedwyściowych wypowiedziach o swoich szansach wyrażali się asekuracyjnie. Horner wprost mierzył w czerwoną koszulkę lidera, ale mało kto w to wierzył. Nie dość, że po czterdziestce kolarze zazwyczaj są już na sportowej emeryturze, to jeszcze w portfolio zawodnika z Oregonu miejsce w pierwszej dziesiątce wielkiego touru widniało tylko raz (9/10 miejsce Tour de France 2010)! Owszem, zwyciężał w tygodniowych etapówkach, owszem, zdarzało mu się jeździć naprawdę dobrze, ale mimo wszystko trudno było rozpatrywać go w kontekście innym niż walki o zwycięstwo na jednym z górskich etapów. Co więcej, w pierwszej części tego sezonu zmagał się z kontuzją kolana. Mimo to, choć bez ?jedynki? na końcu numeru startowego, oznaczającej liderowanie swojej drużynie, Horner stanął na starcie Vuelty w dyspozycji życia.

    Wydawało się, że w pierwszym tygodniu wyścigu faworyci dadzą się wyszumieć kolarzom, którzy później nie będą liczyli się w klasyfikacji generalnej. Jednak już od samego początku koszulka lidera przechodziła z rąk to rąk zawodników ze ścisłej czołówki. Vincenzo Nibali, Chris Horner i Nicolas Roche jechali aktywnie, pilnując by nie stracić zbyt wielu sekund na krótkich, lecz stromych finiszach pod górę. Bohaterem pierwszej części wyścigu był również Daniel Moreno, który upolował dwa zwycięstwa etapowe. Kolarzem, który najrówniej jechał w górach był jednak Horner. W unikatowym dla siebie stylu, większą część najtrudniejszych odcinków pokonywał stojąc na pedałach, notował najlepsze czasy z grupy faworytów.


    Ostatnie kilometry wspinaczki na Alto de?l Angliru

    Tak było do końca zmagań. Horner regularnie zyskiwał czas nad najgroźniejszymi rywalami. Vincenzo Nibali zdobył przewagę jedynie po jeździe indywidualnej na czas. W ostatnim tygodniu wyścigu Amerykanin był nie do zatrzymania. Na trzech ostatnich podjazdach: Pena Cabarga, Alto Naranco oraz Alto de?l Angliru złamał opór Nibalego i odzyskał prowadzenie w wyścigu. Włoch walczył do końca, na przerażającym stromizną Angliru przyspieszał przynajmniej pięć razy a i tak to Horner na mecie był przed nim.

    http://cyclingtips.com.au/2013/09/the-vuelta-a-espana-through-the-lens-of-kei-tsuji/

    Zobacz koniecznie galerię zdjęć z wyścigu w magazynie Cyclingtips

    W tym miejscu zaczynają się kontrowersje. Na kluczowych wzniesieniach, zwłaszcza pod koniec wyścigu, gdy jego dyspozycja rosła, Horner notował rewelacyjne czasy. Na Pena Cabarga pobił rekord a na Angliru zanotował drugi rezultat w historii. Ponieważ w tym roku wśród kibiców i komentatorów niezmiernie popularną rozrywką jest szacowanie mocy generowanej przez zawodników, pojawiły się sugestie, że wyniki Amerykanina są na granicy ludzkich możliwości. W połączeniu z zaawansowanym – jak na wyczynowego sportowca – wiekiem oraz przebiegiem kariery, która nie obfitowała w wielkie sukcesy, od razu pojawiły się oskarżenia o doping. Sprawy nie ułatwił sam zainteresowany, który tuż po zakończeniu wyścigu (co ważne, zgodnie z regułami) zgłosił w systemieADAMS zmianę miejsca pobytu, wsiadł w samolot i wrócił do Stanów. Przez to nie został dodatkowo skontrolowany przez urzędników USADA (Amerykańska Komisja Antydopingowa). I tu kolejna uwaga: kontrolerzy UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska) kilkukrotnie pobierali od Hornera próbki podczas ostatnich trzech dni wyścigu, zatem chęć sprawdzenia go przez USADA to działanie ponadprogramowe.

    Chris Horner był zdecydowanie najmocniejszym kolarzem tegorocznego wyścigu dookoła Hiszpanii. Dodatkowo jego jazda była bardzo efektowna. Tyle, że jego przewaga nad rywalami, choć jednoznaczna, była bardzo niewielka. Pokonani: Nibali, Rodriguez i Valverde kluczowe podjazdy pokonywali tylko odrobinę wolniej niż Amerykanin, także notując rewelacyjne czasy, generując wysoką moc i uzyskując świetny współczynnik mocy do masy ciała. Podobnie było podczas Tour de France (Chris Froome i Nairo Quintana, jadący też we Vuelcie Rodriguez) i Giro d?Italia (Nibali czy Carlos Betancur). Drużyna Hornera, Radioshack – Leopard ujawniła dane dotyczące mocy z jednego z pierwszych górskich etapów. W porównaniu z szacunkami kibiców, wartości są nieco niższe, choć nadal znakomite. Skoro Horner pojechał tak dobrze a tuż za nim znajdowało się jeszcze kilku zawodników, wniosek jest jeden. Vuelta a Espana, tak jak wiele innych wyścigów w tym sezonie, stała na rewelacyjnie wysokim poziomie sportowym. Jeśli więc mieć pretensje, to nie do Hornera a do całej grupy kolarzy, którzy odnoszą sukcesy na trasach najważniejszych imprez. Owszem, Amerykanin jest zdecydowanie starszy, ale z drugiej strony Rodriguez, Valverde, Evans, Basso czy Wiggins to sportowcy, których organizmy w teorii powinny mieć już podobnie słabsze parametry w stosunku do Nibalego, Quintany czy Froome?a.

    Czy mamy znowu do czynienia z kolarstwem dwóch prędkości? Nie wiem. Na tle faworytów klasyfikacji generalnej, imponujący walecznością młodzi Francuzi (Barguil, Geniez i Ellisonde), wygrywający górskie etapy po długich ucieczkach, jechali bardzo powoli. Wolałbym jednak, by najpierw zamiast powszechnego stwierdzenia ?wszyscy znów biorą!? pojawiało się pytanie ?dlaczego tak szybko jeżdżą??.

    Tekst pierwotnie opublikowany w portalu natemat.pl 17.09.2013

  • Carlos Sastre – bardzo cichy mistrz

    Carlos Sastre – bardzo cichy mistrz

    Stał sześć razy na podium wielkiego touru. Piętnaście (!) razy był w pierwszej dziesiątce. Ukończył trzy trzytygodniowe wyścigi w jednym sezonie. Zwyciężał na górskich etapach Touru, Vuelty, Giro. Gdy wygrał w Wielkiej Pętli, Lance Armstrong stwierdził, że to wstyd i postanowił wrócić do ścigania. Wczoraj Carlos Sastre, jeden z najwybitniejszych kolarzy minionej dekady ogłosił zakończenie kariery.

    Sastre (a właściwie Carlos Sastre Candil) nie jest, jak na współczesne standardy zawodnikiem szczególnie wiekowym. Na sportową emeryturę odchodzi w wieki trzydziestu sześciu lat. Leipheimer, Winokurow, Horer ścigają się dłużej. Trzeba jednak przyznać, że po pierwsze nie mają na swoim koncie wygranej w Tour de France a po drugie, nie eksploatowali się tak bardzo jak Hiszpan. Pewnego rodzaju apogeum był dla niego sezon 2006, gdy w maju pilotował Ivana Basso do zwycięstwa w Giro d’Italia. Gdy okazało się, że Włoch nie może wystartować w Wielkiej Pętli z powodu współpracy z Eufemiano Fuentesem, pozycję lidera drużyny CSC przejął właśnie Sastre. W Tourze cudów, gdzie testosteronowe zwycięstwo zabrano Landisowi a realny triumfator, Pereiro, dostał je w prezencie od peletonu, to nasz dzisiejszy bohater był najlepszym góralem. Choć ostatecznie zajął trzecie miejsce, nabrał pewności siebie i pokusił się o walkę w hiszpańskiej Vulecie. Tam jednak, zmęczony sezonem i pod naporem zawodników doładowanych świeżo przetoczoną krwią (Winokurow, Valverde, Kaszeczkin) zajął „dopiero” czwarte miejsce.

    Wydawałoby się, że tak hardcorowy sezon musiał odbić się na formie Carlosa Sastre. Tymczasem Hiszpan, owszem, odpuścił włoskie Giro, ale znów jako lider CSC stanął na starcie Tour de France. Zarówno w górach jak i w jeździe na czas nie był w stanie rywalizować z Conadorem, Evansem, Leipheimerem i relegowanym z wyścigu Rasmussenem. Ukończył jednak czwarty i kilka tygodni później podjął kolejną próbę wygrania Vuelty. Słaba jazda na czas nie pozwoliła mu nawiązać walki z Denisem Mienszowem, znów stanął na podium, lecz nie na jego najwyższym stopniu.

    Można było przypuszczać, że Carlos Sastre będzie kolejnym następcą Raymonda Poulidora. Wybitnym, lecz nie Wielkim. Świetnym, lecz bez błysku. I wtedy przyszedł ten dzień. 23.07.2008. Etap z Embrun na l’Alpe d’Huez. Przez Galibier i Croix de Fer. 210km. Ekipa CSC była zdecydowanie najmocniejsza. Mieli trzech liderów: braci Schleck i Sastre, do tego pomocników w rewelacyjnej formie. Frank Schleck prowadził w klasyfikacji generalnej, Sastre niewiele do niego tracił. W górach szalał Bernhard Kohl, później zdyskwalifikowany za EPO-CERA. Dyrektor CSC, Bjarne Riis nie stawiał na Sastre. Wyścig miał wygrać nie Hiszpan a jeden z jego wychowanków. Sastre taktycznie zaatakował u podnóża finałowego podjazdu i… rywale dosłownie zgłupieli. Nikt nie chciał ruszyć w pogoń. Evans pilnował Mienszowa, Mienszow Kohla, a wszystkich w szachu trzymali Andy i Frank Schleck. Sastre na szczyt wjechał w dobrym tempie (39’31”), ale swój sukces zawdzięczał głównie niezdecydowaniu rywali. Tak czy inaczej wypracował na tyle dużą przewagę, by nareszcie móc obronić się przed czasowcami podczas ostatniej w wyścigu jazdy indywidualnej.

    Pod koniec lata, w przeciwieństwie do wcześniejszych zwycięzców Touru znów stanął na starcie Vuelty i… znów przegrał, tym razem z Contadorem i Leipheimerem. Tyle, że z nowym kontraktem w kieszeni i żółtą koszulką w portfolio był już kolarzem spełnionym.

    Podobno to właśnie wygrana Sastre w Tourze była bodźcem, który spowodował, że Lance Armstrong porzucił życie celebryty, romanse z bliźniaczkami Olsen i postanowił wrócić do kolarstwa. Cóż, Hiszpan nigdy nie był wielką gwiazdą a i styl, w którym wygrał Wielką Pętlę może budzić mieszane uczucia. Wszak to nie on miał zwyciężyć, żółtą koszulkę zdobył dzięki dobrej jeździe ale jakby nieco tylnymi drzwiami. Do tego, choć z pewnością był wybitnym góralem, jego ataki nie porywały tłumów, tak jak jazda Jose Marii Jimeneza, prywatnie szwagra Carlosa. Tyle tylko, że ten fenomenalny kolarz zmarł na atak serca w szpitalu psychiatrycznym a Sastre z powodzeniem i bez większych emocji przebrnął przez całą sportową karierę.

    Dwuletni kontrakt z grupą Cervelo a następnie przejście do Geox i utworzenie duetu z Denisem Mienszowem jednym z głównych rywali to już schyłkowa część kariery Carlosa Sastre. Nie prezentował takiej formy co za czasów jazdy dla Riisa, ale ciągle potrafił o sobie przypomnieć walcząc na ważnych, górskich etapach. Trzeba bowiem przyznać, że był zawsze bardzo konsekwentnym i skutecznym zawodnikiem. Próbował walczyć tylko o ważne cele, budując formę na najistotniejsze momenty sezonu. Jeździł ekonomicznie i uważnie, choć – jak każdemu – zdarzało mu się popełniać błędy na płaskich lub pagórkowatych etapach. Jeśli już podejmował akcje w górach, często kończyły się sukcesem lub było do tego bardzo blisko. Swój ostatni wielki tour, tegoroczną Vueltę przejechał jako pomocnik Juana Jose Cobo. Po raz kolejny zawodnik, dla którego pracował wygrał trzytygodniowy wyścig. Choć w cieniu zwycięzcy, Sastre odniósł więc kolejny spory sukces. Cóż, taką obrał drogę i choć pewnie za kilka lat pamiętać o nim będą tylko koneserzy, można powiedzieć, że była to dobra droga.

    Carlos Sastre wygrywa na l’Alpe d’Huez

  • Nazwiska nie grają

    Nazwiska nie grają

    Nibali nie dał rady. Podobnie jak Scarponi, Rodriguez, Anton. Wiggins i Mienszow z liderów stali się pomocnikami. O wygranie Vuelta Espana 2011 walczą: zawodnik stawiany w przedwyścigowych spekulacjach raczej jako czarny koń niż jako 100% faworyt oraz kolarz kompletnie wcześniej nieznany. Co więcej, rywalizacja Cobo i Froome’a jest porywająca. Jeśli ktoś obstawiałby takie wyniki przed zawodami, teraz byłby milionerem.

    Tegoroczny wyścig dookoła Hiszpanii to wyzwanie dla kibica. Nie ma wielkich gwiazd, Condador nie walczy ze Schleckiem, ścigają się zawodnicy drugiego i trzeciego planu. Pierwsze dni peleton przejechał na remis ze wskazaniem na Joaquima Rodrigueza. Częste zmiany lidera poprowadziły do sensacyjnego rozstrzygnięcia podczas jazdy indywidualnej na czas. Bradley Wiggins, który w początkowej fazie wyścigu prezentował się świetnie i był stawiany jako główny rywal dla Vicenzo Nibalego przegrał ze swoim pomocnikiem, Christopherem Froomem. „Wiggo” i kierownictwo ekipy dali brytyjskiemu Kenijczykowi wolną rękę na górskich etapach w Asturii, jednak ten nie był w stanie odeprzeć ataku Juana Jose Cobo. Ten dla odmiany w swoim numerze wiezionym na plecach ma jedynkę, więc teoretycznie jest nominalnym liderem. Ale mało kto przed wyścigiem stawiał właśnie na niego a oczy ekspertów zwracały się raczej ku postaci Denisa Mienszowa. Wszak Rosjanin dwukrotnie wygrywał Vueltę i raz Giro, zatem to on powinien walczyć o końcową wygraną.

    Tymczasem Wiggins opadł z sił – mordercze nastromienia podjazdów w Asturii i Kantabrii zwyczajnie go przerosły. Froome jedzie więc sam i walczy z całych sił by wydrzeć Cobo koszulkę lidera. Spektakularny atak na Pena Cabarga to jeden z najbardziej emocjonujących momentów podczas wielkich tourów w ostatnich latach. Trzynaście sekund, dzielących obu zawodników można zyskać przy wsparciu kolegów z drużyny na nerwowych etapach w Kraju Basków. W tym układzie przewagę wydaje się mieć Hiszpan Cobo. Denis Mienszow lojalnie wywiązuje się bowiem z roli „super gregario”. To imponujące, że zawodnik z takim portfolio i cały czas z formą na top3 wielkiego touru potrafi w stosownym momencie stłumić swoje ego i pomóc mniej utytułowanemu koledze z drużyny. Mając w pamięci jazdę papierowych liderów, których w ostatniej dekadzie holowali w górach na przykład polscy pomocnicy, bez szans na choćby podjęcie próby walki o etapowe zwycięstwo, jazda Rosjanina nabiera dodatkowego wymiaru.

    W tle walki o zwycięstwo obserwujemy ambitną walkę o miejsca w czołówce i etapowe zwycięstwa. Przetasowania w światowym peletonie, fuzje i upadki grup zawodowych powodują, że wielu kolarzy jest niepewnych swojej przyszłości. Także rewelacja wyścigu, Christopher Froome dopiero teraz negocjuje kontrakt na sezon 2012. Przed Vueltą umowa z grupą Sky miała nie być przedłużona.

    Nieco po cichu, ale bardzo skutecznie jedzie Maxime Monfort. Podczas Tour de France wykonał tytaniczną pracę na rzecz Andy Schlecka, teraz mając wolną rękę zajmuje szóste miejsce. Ponieważ nie wiadomo, czy znajdzie się w składzie „RadioParda” będzie miał mocny argument w rozmowach z potencjalnymi pracodawcami. Dwudziestopięcioletni Bauke Mollema (Rabobank) jest w klasyfikacji tuż za Wigginsem i jeśli Brytyjczyk „wyjedzie się” dla Froome’a może awansować na podium. Rok młodszy od niego jest inny Holender, Wout Poels z drużyny Vacansolei i choć zajmuje miejsce na granicy pierwszej dziesiątki, jedzie niezmiernie ambitnie, często atakuje i zdecydowanie jest jasnym punktem tego wyścigu. Warto zaznaczyć, że swoją formę przed Vueltą budował podczas Tour de Pologne gdzie był czwarty w końcowej klasyfikacji. Bardziej znany bohater z Polski, Daniel Martin (Garmin) jest czternasty, ale wygrał etap i co chwilę szuka kolejnej szansy.

    Dwa najbliższe odcinki zapowiadają się więc bardzo ciekawie. Z niecierpliwością czekam nie tylko na rozstrzygnięcia, ale przede wszystkim na kolejne odkrycia, które mam nadzieję przyniosą. Niedoceniany Tour drugiej kategorii w tym roku wyraźnie zyskał przy bliższym poznaniu. Jeszcze przed jego zakończeniem mogę śmiało stwierdzić, że warto było poświęcić nieco czasu na śledzenie wydarzeń 66. Vuelta a Espana.

    W oczekiwaniu na decydujące momenty wyścigu proponuję jeszcze raz zobaczyć fascynującą walkę Froome’a z Cobo na podjeździe Pena Cabarga.

  • Juan Jose Cobo – lider znikąd?

    Juan Jose Cobo – lider znikąd?

    Genialny występ Juana Jose Cobo na Angliru właściwie dał mu zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Vuelty. Przed kolarzami ścigającymi się wokół Hiszpanii jeszcze jeden finisz na podjeździe i dwa nerwowe etapy w Kraju Basków. Cobo powinien sobie poradzić. Ale czy można mu ufać?

    Nieciekawa przeszłość

    Juan Jose Cobo ma 29 lat. Na koncie kilka sukcesów, które sugerują, że może być bardzo dobrym kolarzem etapowym. Wygrana w wyścigu Dookoła Kraju Basków (2007), 10. miejsce w hiszpańskiej Vuelcie (2009), kilka dobrych rezultatów w klasykach: 9. w Liege-Bastogne-Liege (2007) i Giro di Lombardia (2008). Wygrane etapy Tour de France (2008) i Vuelta Espana (2009). Wszystkie te wyniki osiągnął, jako zawodnik niesławnej ekipy Saunier Duval, której zawodnicy: Ricardo Ricco oraz Leonardo Piepoli w 2008r wpadli na EPO – CERA na skutek czego drużyna musiała wycofać się z Wielkiej Pętli a rok później straciła sponsorów. Cobo odszedł więc do Caisse d’Epargne, w którym zaliczył najgorszy sezon w życiu nie wchodząc w pierwszą trzydziestkę żadnego wyścigu, w którym startował.

    Z drugiej strony wtedy było wtedy a teraz jest teraz. Cobo, choć jeździł w nieciekawym towarzystwie sam nigdy pozytywnego wyniku testu antydopingowego nie miał. Fakt, że odrodził się po powrocie do grupy Maruo Gianettiego, która teraz reklamuje markę Geox (po Saunier Duval i Footon Servetto taki jest teraz główny sponsor) również nie jest argumentem przeciwko hiszpańskiemu kolarzowi. Wszak rezultaty uzyskiwane przez Denisa Menchova spadły po tym, gdy odszedł z Rabobanku do Geoxu właśnie (co zbiegło się „przypadkowo” z zakończeniem działalności wiedeńskiego laboratorium hematologicznego Humanplasma, ale to inna historia). Cobo być może tego sezonu nie ma rewelacyjnego, ale przed wyścigiem dookoła Hiszpanii sygnalizował niezłą formę, zajmując trzecie miejsce w Vuelta a Burgos.

    Minuta, która robi różnicę

    Nie ma na razie oficjalnych danych dotyczących czasu podjazdu Juana Jose Cobo na Angliru. Te nieoficjalne wskazują, że morderczy podjazd pokonał zaledwie 32 sekundy wolniej od Alberto Contadora w sezonie 2008, zatem uzyskał średnią prędkość podjeżdżania (VAM) około 1875. Można więc szacować, że daje to 6.25 Watt na kilogram masy ciała. Jest to nieco powyżej granicy 6.2 W/kg, która według specjalistów wyznacza granice ludzkich możliwości bez niedozwolonego wsparcia farmakologicznego. Dla porównania Ivan Basso na podobnie wymagającym podjeździe, czyli Monte Zoncolan podczas Giro d’Italia 2010 uzyskał VAM 1777 i stosunek W/kg 5.68. Contador wygrywając na Angliru pojechał niemal w sposób nadnaturalny (VAM 1930 i 6.4 W/kg). Minuta i dwadzieścia sekund różnicy, które Wiggins stracił do Cobo na najtrudniejszym odcinku wzniesienia powoduje, że VAM Brytyjczyka to 1734 i 5.78 W/kg, czyli „normalnie dla wybitnego kolarza w szczytowej formie”. Dodatkowo na niekorzyść Juana Jose Cobo działa fakt, że jest dość ciężkim i masywnie zbudowanym zawodnikiem (1,75m wzrostu i ok. 67-69kg wagi), zatem realnie musiał wygenerować więcej mocy by w tym tempie pokonać tak trudny podjazd.

    Zanim jednak zaczniemy rzucać kamieniami w Cobo niezbędne jest kilka uwag. Po pierwsze, powyższe wyliczenia to tylko szacunek. Po drugie, chyba najważniejsze, bardzo strome podjazdy podnoszą wartość VAM co rzutuje również na oszacowanie stosunku mocy do masy.

    Dodatkowo Cobo niemal cały wyścig jechał na remis z Wigginsem. Jeśli były różnice, to sekundowe. Zarówno na czasówce drużynowej jak i podczas górzystych oraz górskich etapów. Hiszpan stracił do Brytyjczyka 1’40” podczas jazdy indywidualnej, co odrobił z nawiązką w górach Asturii: łącznie 1’41” plus bonifikaty za drugie i pierwsze miejsce. To właśnie głównie bonifikaty odpowiadają za przewagę, którą wypracował nad zawodnikami grupy Sky: Wigginsem i Froomem. Zatem wygląda na to, że Cobo Vueltę jechał ekonomicznie, skupiając się na dwóch etapach gdzie miał największe możliwości wypracowania przewagi nad rywalami. Co więcej pochodzi z pobliskiej Kantabrii, więc z pewnością zna większość tajemnic jazdy w takim terenie.

    Cień przeszłości

    Wniosek jest tak naprawdę przykry. Jose Juan Cobo właśnie jedzie wyścig życia. Może być niemal całkowicie „czysty” a na Angliru prawdopodobnie wywalczył zwycięstwo w wielkim tourze, czyli życiowy sukces mając swój „dzień konia”. Taki, który zdarza się raz na kilka lat. Niestety grzechy jego kolegów z drużyny, licznych poprzedników i rywali a także niejasne i często żenujące zachowanie hiszpańskiego związku kolarskiego oraz UCI (obie organizacje skutecznie zamiatają wiele spraw pod dywan lub latami przeciągają kontrowersje) spowodowały, że zamiast cieszyć się walką kolarzy zaczynamy ich podejrzewać. Tym samym Cobo nie będzie zwycięzcą Vuelty, tylko „zwycięzcą Vuelty, który kiedyś był w grupie z doperami a potem o minutę za szybko wjechał Angliru”.

  • Vuelta zaskoczyła!

    Vuelta zaskoczyła!

    Wielki tour drugiej kategorii, czyli hiszpańska Vuelta zgromadził w tym roku na starcie wielu mocno zmotywowanych zawodników. Mamy więc ciekawy pojedynek ?górali? z ?czasowcami?, z którego jak na razie zwycięsko wychodzi pomocnik jednego z liderów.

    Na trzynastym kilometrze wczorajszej jazdy indywidualnej Bradley Wiggins jawił się jako jeden z najbardziej wybitnych kolarzy etapowych dekady. Supernowa, która rozbłysła na ciemnym niebie. Trzeci w Paryż-Nicea, wygrane Dauphine Libere, mistrz kraju. Pechowy Tour de France nie złamał mu sezonu, powrócił na Vueltę jeszcze silniejszy. Świetny w górach, gdy trzeba kontroluje sytuację, gdy trzeba przejmuje inicjatywę. Na rowerze czasowym przyjmuje perfekcyjną pozycję i miażdży rywali. WTEM! Wiggins osłabł. Po prostu się przeliczył. Od startu chciał wywrzeć presję na rywalach a tymczasem sam wypalił się jeszcze przed połową próby. Teraz musi obronić się w górach Asturii nie tylko przed Vicenzo Nibalim, nad którym zyskał niewiele, ale też przed około dwudziestoma (!) innymi kolarzami. Po pierwszej części wyścigu nadal jest bowiem bardzo ciasno w klasyfikacji a najbliższe pięć dni będzie ciężkich i nerwowych.

    Ba, Wiggins nawet nie jest liderem. Czerwoną koszulkę przywdział jego pomocnik, kenijski Brytyjczyk, Chris Froome. Zawodnik znany tylko koneserom, zatrudniany przez kolejne ekipy nie tylko ze względu na umiejętności, ale też narodowość. W Barlowordzie ścigał się dzięki temu, że urodził się w Afryce (z Johnem Lee Augustinem czy Robertem Hunterem pochodzącymi z RPA – grupa miała silną afrykańską tożsamość), do brytyjskiego projektu Team Sky trafił także ze względu na paszport. Vueltę jedzie genialnie, wydaje się, że jest mocniejszy od swojego lidera. Pilotował Wigginsa na pierwszych, górzystych etapach, bardzo pomógł mu też na La Covatilla. Inaczej rozłożył siły na czasówce, zostawiając siły na drugą jej część dzięki czemu przegrał jedynie z nastawiającym się na ten konkretny etap Tonym Martinem. Teraz jest liderem, co komplikuje sytuację Wigginsowi i dokłada dodatkowy smaczek do całej rywalizacji. Przypomina się sytuacja z 2003r, gdy Igor Gonzalez de Galdeano musiał uznać wyższość Izidro Nozala a obu kolarzy ONCE, świetnych czasowców, pogodził Roberto Heras. W tamtym wyścigu również ?na remis? zawodnicy wjechali na Sierra Nevada a po drodze mieli jeszcze kilka ciężkich etapów. Angliru ominęli, ale ścigali się m.in. na Sierra de la Pandera.

    Joaquim Rodriguez nie jest ?góralem? pokroju Herasa, ale tracąc niespełna 3 i pół minuty nadal pozostaje w grze o zwycięstwo, choć grono faworytów zostało po pierwszej, nerwowej i ciężkiej części Vuelty, mocno przemodelowane.  Wiggins, Nibali, Fuglsang, Kessiakoff, Mollema, Brajkovic, Van Den Broeck i Mienszow. To na nich w tej chwili spoczywa wzrok kibiców. Co więcej, kilka ekip ma po dwóch zawodników, którzy mają szansę na podium: Sky, Leopard, Radioshack, Rabobank, Katusha. Będą albo atakować albo trzymać się w szachu. Dzięki niejasnej sytuacji możliwe jest nawet, by straty odrobił Michele Scarponi. Tym samym wyścig, który zapowiadał się jako monotonny i nieciekawy zaczyna być nieprzewidywalny i pasjonujący.

    Dziś kolarze odpoczywają, ale we środę, piątek, sobotę i niedzielę (Angliru) czekają ich bardzo ciężkie, pełne niezwykle stromych podjazdów etapy. Będzie się działo!