Tag: Vuelta Espana

  • Kolarski 2015: Wrzesień

    Kolarski 2015: Wrzesień

    Rafał Majka po 22 latach ?odczarował? dla Polski podium wielkiego Touru zajmując trzecie miejsce w Vuelta a Espana. Z kolei Peter Sagan w końcu zanotował swoje Wielkie Zwycięstwo wygrywając mistrzostwa świata w Richmond. Te wszystkie osiągnięcia bledną jednak przy Pauline Ferrand-Prevot, która w ciągu roku zdobyła cztery tęczowe koszulki, co więcej, w różnych, kolarskich konkurencjach.

    Konsekwencja górą

    Rafał Majka podczas Vuelty jechał nieco defensywnie, ale kilka jego ataków mogło się podobać. Co ważne, zaprezentował taktyczną dojrzałość i skuteczność, poparte wysoką dyspozycją. Choć nieco poniżej (także swoich) oczekiwań pojechał na czas, w ciągu całych trzech tygodni hiszpańskiego touru spisywał się znakomicie. Gdy na ostatnim górskim etapie ekipa Astany ostatecznie rozprawiała się z Tomem Dumoulinem, Majka także wziął sprawy w swoje ręce. Wraz z Nairo Quintaną odjechał z peletonu, razem przeskoczyli do ucieczki, gdzie czekali na nich pomocnicy i w ten sposób Polak wspiął się na podium wyścigu. Niewiele zabrakło by tym ruchem ograł też ?Purito? Rodrigueza, ale trzecie miejsce na mecie w Madrycie i tak jest super.

    Cały wyścig padł łupem Fabio Aru. Włoch wiele zawdzięcza Michelowi Landzie, swojemu górskiemu superpomocnikowi. Nierówna jazda Aru, tak w konkretnych imprezach jak i w czasie całego sezonu budzi pewne wątpliwości co do źródeł eksplozji formy, ale przynajmniej nie można mu zarzucić, że unika konfrontacji i jeździ zachowawczo. Dzięki temu ma na swoim koncie drugie miejsce w Giro d?Italia i pierwsze w Vuelta a Espana w jednym sezonie.

    Tom Dumoulin, choć ostatecznie poległ i wypadł nawet z pierwszej piątki klasyfikacji generalnej, uznawany jest za objawienie sezonu i bohatera Vuelty. Jeden, dwóch górskich pomocników w składzie ekipy Giant Alpecin i kto wie, może to Holender byłby zwycięzcą całego wyścigu.

    Ferrand-Prevot legendą

    Mistrzostwa świata mtb rozegrano w Andorze, większość wyścigów odbywała się przy paskudnej pogodzie. Maja Włoszczowska miała nieco problemów technicznych, ale zdołała ukończyć wyścig elity kobiet na szóstym miejscu. Monika Żur dobrze poradziła sobie wśród orliczek (7. lokata) a Marek Konwa, mimo nienajlepszego ustawienia na starcie zdołał awansować do trzeciej dziesiątki wyścigu mężczyzn, gdzie Nino Schurter zbliżył się do Juliena Absalona i dzięki czwartej tęczowej koszulce przegrywa z Francuzem już tylko 4:5 biorąc pod uwagę zdobyte tęczowe koszulki. Bohaterką mistrzostw i być może najlepszym kolarzem sezonu 2015 w ogóle była rodaczka Absalona, Pauline Ferrand-Prevot. W ciągu roku wygrała cztery tytułu mistrzowskie: na szosie (w Ponferradzie, październik 2014), w przełajach (w Taborze, zima 2015) a w Vallnord triumfowała z kolegami z drużyny w sztafecie a następnie indywidualnie sięgnęła po ?tęczę? w elicie kobiet. Ferrand-Prevot jest prawdziwym, kolarskim omnibusem i jedną z najważniejszych postaci we współczesnym kolarstwie. Pomyślcie tylko, jak wielką gwiazdą byłby mężczyzna z takim dorobkiem.

    Polacy na szosie

    Katarzyna Pawłowska ze srebrem i Katarzyna Niewiadoma z brązem, podobnie jak Michał Kwiatkowski to efekt jazdy Polaków w zespołach Boels Dolmans, Rabo Liv i Etixx-Quickstep podczas mistrzostw świata w Richmond. Jazda drużynowa nie daje tęczowej koszulki, ale obecność w składzie najlepszych ekip zawodowych potwierdza klasę naszych kolarek i kolarzy. Co więcej, Niewiadoma zajęła siódme a ?Kwiato? ósme miejsce w wyścigach ze startu wspólnego a Maciej Bodnar i Marcin Białobłocki zmieścili się w pierwszej dziesiątce jazdy indywidualnej na czas.

    Sagan w końcu wielki

    Wszystkich przyćmił jednak Peter Sagan. Słowach, który od wielu miesięcy szukał ważnego zwycięstwa. Formę i pewność siebie (choć leżał w kraksie) odbudował na trasie hiszpańskiej Vuelty. Na mistrzostwach w Richmond, mimo skromnej drużyny, pojechał po mistrzowsku. Wyczekał, przyczaił się a gdy trzeba bezkompromisowo zaatakował. Znów ważnym elementem decydującym o tęczowej koszulce były zjazdy, a lekko prowadząca w górę szosa do mety musiała być dla Słowaka bardzo bolesna. To był jednak jego dzień i nawet wypięty z pedału but nie przeszkodził mu w odniesieniu pięknego zwycięstwa. Od tego momentu Sagan stara się jak może, by godnie nosić tęczową koszulkę. Największym wyzwaniem będzie dla niego jazda w wiosennych klasykach, gdzie zmierzy się z rolą faworyta, dodatkowo oznaczonego symbolami mistrza świata.

  • Ludzie małej wiary

    Ludzie małej wiary

    Rafał Majka na podium Vuelta a Espana. Spodziewaliście się tego? A wierzyliście, że tak będzie?

    To nie był przypadek

    Liderem drużyny takiej jak Tinkoff-Saxo nie zostaje się przypadkowo. Rafał Majka miał już na swoim koncie bardzo dobre występy w Giro d?Italia (7. i 6. miejsce w klasyfikacji generalnej), obiecującą, choć nieudaną batalię w hiszpańskiej Vuelcie (19. lokata) a swoją pozycję jako znaczącego gracza umocnił zwycięstwami na górskich etapach Tour de France (dwa rok temu i jedno w tym sezonie).

    Tempo jazdy, jakie prezentował pokonując alpejskie przełęcze we Francji i Włoszech stawia go gronie ścisłej czołówki zawodników specjalizujących się w wyścigach etapowych. Solidna postawa w jeździe indywidualnej na czas (np. rok temu w Giro d?Italia czy w wygranym Tour de Pologne a także w tym sezonie w Tour de Suisse) sugeruje, że Polak ma potencjał nie tylko do pojedynczych sukcesów, ale że należy się z nim liczyć w klasyfikacji generalnej.

    Przetrwać pierwszy tydzień

    Początkowe dni wielkich tourów zawsze są nerwowe. Motywacja jest wtedy ogromna, każdy chce być z przodu unikając strat, szukając szans na etapowe zwycięstwo, obejmując prowadzenie w klasyfikacji czy zdobywając jedną z koszulek. Kraksy i problemy czyhają na każdego. ?Górale? o drobnej posturze są wtedy szczególnie narażeni na straty.

    W tym roku po jednym z karamboli za peletonem został Vincezno Nibali by następnie próbować ścigać grupę trzymając się samochodu technicznego, za co został wykluczony z wyścigu przez komisję sędziowską. Do półmetka Vuelty nie dotrwali kontuzjowani: Chris Froome, Tejay Van Garderen, Przemysław Niemiec, czy Daniel Martin. Pecha miało również wielu innych zawodników, w tym Peter Sagan (potrącony przez motocykl) a Kris Boeckmans przez wiele dni przebywał w stanie sztucznej śpiączki.

    Rafał Majka przetrwał najbardziej newralgiczne chwile bez większych strat. Ponieważ nie ścigał się od Tour de France, pierwszy finisz na podjeździe (już na drugim etapie) nieco go zaskoczył, ale gdy tylko odzyskał rytm, było już tylko lepiej.

    Niezniszczalny Holender

    Jeśli ktoś był rewelacją tej Vuelty, to Tom Dumoulin. Lider Giant-Alpecin kontuzjowany wycofał się z Tour de France, ale zdołał się wykurować i przyjechać do Hiszpanii. Zaskoczył wszystkich świetną postawą na dynamicznych, górskich finiszach pierwszej części wyścigu. Na Cumbre du Sol pokonał Chrisa Froome?a i Joaquima Rodriguza, którzy na stromych ?ściankach? prowadzących do mety zazwyczaj spisują się znakomicie. Choć zdobytą koszulkę lidera oddał w Pirenejach Fabio Aru, odzyskał ją po indywidualnej czasówce.

    Dwudziestopięciletni Holender jechał mądrze, ekonomicznie a gdy trzeba potrafił nadrabiać nad rywalami (nawet dwa dni przed końcem zyskał 3 sekundy nad Fabio Aru). Realnie rzecz ujmując, Dumoulin nie poległ – potrzeba było w sumie kilkudziesięciu kolarzy z Astany, Movistaru, Tinkoff-Saxo, Katiuszy i Orica-Greenedge by go odizolować a następnie dzięki znajdującym się w ucieczkach pomocnikom na dobre zgubić. Na ostatnim etapie Dumoulinowi zabrakło zaledwie dziewięciu sekund i kilku mocniejszych obrotów korbą choćby jednego ?gregario? (niestety, wszyscy już byli z tyłu) by dogonić Aru, Majkę i Rodrigueza.

    https://instagram.com/p/7kZ1gYzSpN/

    O włos od zwycięstwa?

    Gdy pisałem, że Rafał Majka może wygrać Vueltę, spotkałem się z głosami niedowierzania. Tymczasem w zaistniałej sytuacji, przy niewielkich różnicach Polak mógł skończyć równie dobrze pierwszy co siódmy. Ostatecznie do drugiego Joaquima Rodrigueza zabrakło mu 12 sekund a nad czwartym, Nairo Quintaną utrzymał półminutową przewagę. Teoretycznie Fabio Aru był poza zasięgiem, ale Włoch w czasie trzech tygodni przeżywał wiele trudnych chwil. Jego zwycięstwo jest ewidentnym efektem pracy całego zespołu, kto wie czy nie bardziej niż triumf Teamu Sky w Tour de France.

    Jeśli czegoś żal, to z pewnością pierwszego etapu z metą na podjeździe oraz indywidualnej czasówki. Chyba sam Majka po tej próbie spodziewał się więcej, choć z drugiej strony jak na typowego ?górala? pojechał przyzwoicie. Mogę się założyć, że w zimie Polak spędzi nieco czasu w tunelu aerodynamicznym i już podczas Giro d?Italia straty z czasówki nie będą w jego przypadku decydowały o wyniku całego wyścigu.

    W tym miejscu trzeba też podkreślić znaczenie pracy pomocników Majki. Jak na zawodników wspierających pretendenta do podium byli tam gdzie trzeba i kiedy trzeba i choć nie aż tak widoczni jak rywale z Astany, odegrali ważną rolę w sukcesie naszego kolarza.

    Co dalej z pokoleniem młodych-zdolnych?

    Fabio Aru ma 25 lat. Podobnie Tom Dumoulin, Nairo Quintana czy Esteban Chaves. Rafał Majka na podium Vuelty wskoczył w dniu swoich 26. urodzin. Joaquim Rodriguez i Alejandro Valverde to dla odmiany weterani zawodowego peletonu. Sytuacja jest jasna: pokolenie młodych, niezwykle zdolnych kolarzy wchodzi właśnie w sportowy ?wiek męski? i zaczyna decydować o losach najważniejszych wyścigów. Za rok karierę kończy Alberto Contador, Chris Froome i Vincenzo Nibali, trzydziestolatkowie już wkrótce będą ?starcami?, których młode pokolenie będzie próbowało na dobre zrzucić z tronu.

    Tyle tylko, że Aru, Majka czy Dumoulin a także pomocnik Aru, Bask Landa (jak również nieobecni w Hiszpanii Francuzi: Pinot oraz Bardet) muszą uzbroić się w cierpliwość. By myśleć o podium Tour de France powinni jeździć pod górę jeszcze szybciej a także (nie licząc Dumoulina) poprawić umiejętność jazdy na czas. Poza Nairo Quintaną żaden z nich nie pędził w tym roku w tym tempie co Froome na podjeździe La Pierre-Saint Martin. W sezonie 2015 różnica między Giro i Vuetlą a Tour de France była większa niż w latach ubiegłych.

    Tak czy inaczej, w każdym kolejnym wielkim tourze Rafał Majka, jeśli na jego koszule znajdzie się numer ?1?, będzie zaliczany do grona faworytów. To nie jest tak, że zostanie dominatorem trzytygodniowych wyścigów. Równie dobrze w ciągu najbliższych 5 lat może wygrać dwie Vuelty, Tour i Giro jak i ?zledwie? jeszcze raz stanąć na podium któregoś z tych wyścigów.

    Tak jak Michał Kwiatkowski w ardeńskich klasykach, tak i Majka w etapówkach jest w ścisłej czołówce najmocniejszych kolarzy na świecie. Sport jednak ma to do siebie, że lubi zaskakiwać i nawet zaprogramowane i wyliczone najlepszymi algorytmami zwycięstwo może się nie ziścić.

    Obaj Polacy są zdecydowanie zawodnikami, na których warto stawiać i, co najważniejsze, warto w nich wierzyć. Mają bowiem wszystko, by odnosić sukcesy. Udowodnili to już nie raz.

  • W dniu przerwy w obronie kolarzy

    W dniu przerwy w obronie kolarzy

    Tryptyk górskich etapów skutecznie ?zabetonował? nie tylko nogi kolarzy jadących w peletonie Vuelta a Espana, ale też ich skłonność do ofensywnej jazdy. Mimo to decydujące podjazdy czołówka pojechała w bardzo wysokim tempie. Wyścig rozgrywany jest więc w trybie ekonomicznym, co prowokuje głosy krytyki. Nieuzasadnionej!

    Trzy odcinki skumulowały przewyższenie o sumie ponad 12000 metrów. Sam etap poniedziałkowy zmusił kolarzy do pokonania prawie 5000m. Mimo to, najszybszy z grupy faworytów, Joaquim ?Purito? Rodriguez finałowy podjazd pokonał w tempie 1850m/h (niespełna 25 minut), czyli, przekładając z języka fizjologów na nasze, ekstremalnie szybko.

    Trudno się dziwić, że przy tak skonstruowanej trasie, nawet najlepsi górale oszczędzają siły na kluczowe momenty. Jakkolwiek mocni by nie byli, wychylanie się wcześniej jest ze sportowego punktu widzenia samobójstwem. Po niemal sześciu godzinach spędzonych na rowerze, pod koniec drugiego tygodnia ścigania, po 4000m w pionie i w momencie, gdy grupę równym, bardzo mocnym tempem prowadzi nie kto inny, tylko jeden z najlepiej jeżdżących pod górę kolarzy (Mikel Landa) jedyne, co można zrobić to trzymać koło.

    Tempo czołówki na etapie do Alto Ermita de Alba było porównywalne z tym, jakie na najbardziej spektakularnych odcinkach Tour de France prezentowali Chris Froome czy Nairo Quintana. Wyraźny wyskok ponad to, co oglądaliśmy, mógłby oznaczać tylko jedno: doping.

    Byli już tacy kolarze, którzy na zboczach Zoncolanu czy Angliru hasali niczym dzikie kozice, ale jeśli mnie pamięć nie myli, każdy z nich, czy to Heras, czy Ricco czy di Luca (i wielu, wielu innych) kończył z zarzutami o manipulowanie swoją krwią.

    Wracając do Vuelta a Espana 2015, wyścig faktycznie rozgrywany jest w stylu defensywnym. Purito Rodriguez, Fabio Aru i Rafał Majka próbują zgubić Toma Dumoulina i zyskują nad nim kolejne sekundy.

    Cały kolarski świat zastanawia się, ile Holender odrobi podczas wtorkowej czasówki w Burgos. To niespełna 38km, głównie w płaskim terenie, gdzie zawodnik Giant-Alpecin może (a zgodnie z prawami fizyki nawet powinien) nadrobić nad ?góralami? około dwóch minut.

    Polscy kibice głowią się nad szansami Rafała Majki. To, że przegra z Tomem Dumoulinem jest niemal pewne, pytanie natomiast, czy zdoła odrobić 1,5 minuty do Rodrigueza i Aru? Wbrew pozorom nie jest to niemożliwe. Lider Tinkoff-Saxo pokazał już kilka razy, że jest więcej niż tylko ?góralem?. Rok temu na Tour de Pologne i w tym sezonie na Tour de Suisse płaskie, długie czasówki pojechał więcej niż przyzwoicie co sugeruje, że utrzymanie miejsca na podium jest realne.

    W powszechnej opinii po czasówce wyścig będzie rozstrzygnięty i skończony. Jeśli jednak różnice będą niewielkie, kto wie, czy odcinki do Avili (z dynamiczną końcówką ulicami zabytkowego miasta), Riazy (z premią górską 1. kategorii 14km przed metą) a przede wszystkim do Cercedilli (z czterema ciężkimi podjazdami, w tym ostatnim 20km przed metą) nie spowodują kryzysu któregoś z faworytów.

    Po tak ciężkim i obfitującym w górskie trudności wyścigu nie spodziewałbym się jednak fajerwerków. Biorąc pod uwagę najbardziej prawdopodobny scenariusz, czyli niewielkich różnic decydujących o miejscu na podium, nikt nie będzie zanadto się wychylał.

    Rafał Majka, mimo formy i poświęcenia jakie prezentuje Paweł Poljański ma za słabą drużynę, by myśleć o przełamaniu Astany. Purito Rodriguez ma w zanadrzu swój największy atut, czyli wytrzymałość w ciężkich końcówkach, Fabio Aru swą chimeryczność zamaskuje pracą kolegów z zespołu a Tom Dumoulin będzie robił to, co do tej pory, czyli minimalizował straty.

    Możemy narzekać na sposób, w jaki rozgrywana jest tegoroczna Vuelta, ale pamiętajmy, że po pierwsze kolarze jadą bardzo szybko, po drugie nie są idiotami. Podium wielkiego touru to prestiż, pieniądze i ?ustawienie? kariery na najbliższych kilka lat. Fizjologii się nie da oszukać (legalnie) a w przypadku zawodników, z których każdemu sukces bardzo by się przydał, trudno spodziewać się heroicznych, spektakluarnych akcji, o których będą wspominały kroniki. Zwłaszcza, jeśli przy bardzo wyrównanym poziomie wszyscy od wielu dni jadą na limicie swoich możliwości.

  • A może to Rafał Majka wygra Vueltę?

    A może to Rafał Majka wygra Vueltę?

    Hiszpański wielki tour wkracza w decydującą fazę. Przed kolarzami trzy etapy z finiszami na podjazdach a po dniu przerwy czasówka. Rafał Majka jedzie coraz lepiej – czy możliwe jest, aby wygrał cały wyścig?

    Pod ewidentną presją jest tylko jeden kolarz: Fabio Aru. Włoch póki co spisuje się znakomicie, dwukrotnie był najmocniejszy w grupie faworytów, w tym na królewskim etapie w Andorze. Równocześnie przytrafiła mu się drobna wpadka na etapie dziewiątym, gdzie stracił kilka sekund do Purito Rodrigueza.

    Lider Astany drugi raz w tym roku jest najważniejszym zawodnikiem w swojej drużynie. Giro d?Italia przegrał z Alberto Contadorem, Vuelta jest więc dla niego istotnym celem i być może przełomowym momentem w karierze. Jeśli wygra, w przyszłości powinien pójść za ciosem i celować jeszcze wyżej. Jeśli przegra – kto wie, jak potoczą się jego dalsze losy. Mimo młodego wieku uznawany jest za wielki talent, prowadzi bogatą i mocną drużynę w kolejnym ważnym wyścigu. Oczekiwanie weryfikacji pokładanych w nim nadziei spoczywa więc na barkach kolarza i nie wierzę, by nie odczuwał presji. Biorąc pod uwagę fakt, że w dotychczasowych startach w wielkich tourach dni znakomite przeplatał z wyraźnie słabszymi, prowadzenie w klasyfikacji generalnej na półmetku Vuelty o niczym jeszcze nie świadczy.

    vae14 vae15vae16

    Tegoroczny hiszpański tour został skonstruowany nietypowo. Największe trudności zaplanowano na środkową fazę wyścigu. Po etapie w Andorze, najbliższe trzy dni to ciężkie odcinki w Kantabrii i Asturii. Ta okolica słynie z wymagających podjazdów, które co prawda nie prowadzą na duże wysokości bezwzględne, jednak są strome i zaskakujące.

    Każdy z tych etapów kończy się podjazdem, zatem są to miejsca, gdzie niewątpliwie powstaną wyraźne różnice między kolarzami z czołówki, nawet zakładając, że ci pojadą defensywnie. Dodatkowo po dniu przerwy (we wtorek w Burgos), we środę rozegrana zostanie jazda indywidualna na czas o długości 38,7km.

    Kolejne dni również będą niełatwe, zwłaszcza czwartek i sobota zapowiadają się ciekawie, ale co do zasady sytuacja powinna być rozstrzygnięta najdalej po czasówce.

    Fabio Aru ma póki co pół minuty przewagi nad Joaquimem ?Purito? Rodriguezem oraz Tomem Dumoulinem. Pierwszy z nich, kolarz Katiuszy, stoi przed być może ostatnią w karierze szansą wygrania wielkiego touru. Jest doświadczony, niezmiernie wytrzymały i choć już nie tak dynamiczny jak kiedyś, wielokrotnie udowadniał, że jest w stanie przez całe trzy tygodnie utrzymywać bardzo wysoką dyspozycję. Prawdopodobnie to jego więc najbardziej musi obawiać się Fabio Aru tym bardziej, że do pomocy: zarówno fizycznej jak i taktycznej ?Purito? ma Daniego Moreno, który w ?generalce? traci raptem 1,5 minuty więcej.

    Z kolei Dumoulin, choć teoretycznie jest słabszy w górach, póki co radzi sobie znakomicie i traci niewiele a w kontekście czasówki nawet ponad minuta straty jest dla niego do odrobienia. Zwłaszcza do kolarza takiego, jak Fabio Aru.

    Grupę pościgową otwiera Rafał Majka. Zajmuje obecnie czwartą pozycję ze stratą 1?28? do Aru. Kolejni kolarze: Esteban Chaves, Alejandro Valverde, wspomniany już Moreno oraz Mikel Nieve mieszczą się w trzydziestu sekundach. Dziewiąty, Nairo Quintana nie tylko traci już do Aru ponad trzy minuty, to jeszcze ma problemy ze zdrowiem.

    Biorąc pod uwagę cztery ciężkie etapy, de facto każdy z pierwszej siódemki może jeszcze stanąć na podium a nawet wygrać całą Vueltę! Rafał Majka jest w znakomitej formie, ma stosunkowo niewiele dni wyścigowych w nogach. Co zatem stoi na przeszkodzie, by to on triumfował w Madrycie?

    Zwłaszcza polscy komentatorzy obawiają się takich sądów, ale postawmy sprawę jasno: Rafał Majka może pokonać i Aru i Rodrigueza i Dumoulina. Ubiegłoroczny Tour de Pologne pokazał, że lider Tinkoff-Saxo potrafi dobrze pojechać na czas, w teorii więc ten element daje mu przewagę nad większością rywali poza Dumoulinem. Z kolei na dłuższych podjazdach spisuje się lepiej od Holendra. Valverde, choć nigdy nie można go lekceważyć, wydaje się że w tym roku najlepsze co miał, pokazał na Tourze, Moreno mimo wszystko wspiera Purito Rodrigueza a Nieve to ?rezerwowy? lider Sky, po wycofaniu się Chrisa Froome?a.

    Co więcej, Rafał Majka wielokrotnie udowadniał już (na Giro i dwa razy na Tourze), że tempo jazdy dające wygraną w górach jest w jego zasięgu. Póki co nie przytrafiały mu się też spektakularne kryzysy, potrafi umiejętnie minimalizować straty a etapowe zwycięstwa w Wielkiej Pętli zmieniły go w skutecznego zwycięzcę.

    Pewnym problemem może być fakt, że drużyna Majki jedzie w osłabionym składzie. Peter Sagan i Sergio Paulinho zostali staranowani przez motocykle obsługi wyścigu. Siedmioosobowemu składowi trudniej jest kontrolować sytuację niż dziewięcioosobowej ekipie.

    Aby zachować pełną jasność: Rafał Majka może zarówno ten wyścig wygrać jak i skończyć go np. na szóstym miejscu. 1?28: straty do Fabio Aru i 1?01? do Joaquima Rodrigueza to sporo, zwłaszcza w kontekście siły, jaką dysponują ich drużyny: Astana i Katiusza. Równocześnie Polak ma dość argumentów by myśleć o ataku na podium, w tym na jego najwyższy stopień. Jest równorzędnym rywalem dla kolarzy znajdujących zaraz przed i zaraz za nim w klasyfikacji generalnej, jego potencjał i możliwości są znane i wystarczające a dyspozycja w ostatnich dniach wskazuje, że to jest właśnie ten wyścig, gdzie ma szansę na wielki wynik.

    Zatem, cytując klasyków ?nie bójmy się słów? i nazwijmy sprawę po imieniu: Rafał Majka może (choć nie musi) wygrać Vuelta a Espana 2015.

  • Blast from the past: Jak przegrać Vueltę rok po roku?

    Blast from the past: Jak przegrać Vueltę rok po roku?

    Pamiętacie takiego kolarza jak Oscar Sevilla? Miał być cudownym dzieckiem hiszpańskiego sportu, tymczasem po dwóch przegranych Vueltach najpierw stał się pomocnikiem a następnie jego kariera się załamała po odkryciu współpracy z Eufemiano Fuentesem. Obecnie ma 38 lat i ciągle się ściga, choć z dala od prestiżowego World Touru.

    W 1998r dwudziestodwuletni Sevilla związał się z drużyną Kelme. W tamtych czasach ekipa prowadzona przez Vicente Beldę słynęła z jazdy w górach i właśnie ta specjalność była domeną młodego kolarza. Już w drugim sezonie jako zawodowiec zwyciężył na etapie Tour de Romandie a w kolejnym potrafił przyjeżdżać w ścisłej czołówce najtrudniejszych etapów hiszpańskiej Vuelty oraz Dookoła Katalonii.

    Jako dwudziestopięciolatek został jedną z rewelacji Tour de France, wygrywając klasyfikację młodzieżową i zajmując siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. Gdy Lance Armstrong głęboko spojrzał w oczy Jana Ullricha by zaraz potem zniszczyć rywali swoim słynnym ?młynkiem? na serpentynach Alpe d?Huez, Oscar Sevilla był tuż za nimi! Podobnie było na etapie do Luz Ardiden i choć zdarzyły mu się gorsze dni, całościowy obraz formy Hiszpana przedstawiał się imponująco.

    Ponieważ były lider Kelme, Roberto Heras i zwycięzca Vuelty z 2000r został podkupiony przez US Postal, Fernando Escartin w poszukiwaniu lepszego kontraktu związał się z Team Coast a Alejandro Valverde był jeszcze młodzieżowcem, miesiąc po zakończeniu Wielkiej Pętli Sevilla został kapitanem drużyny podczas swojego narodowego touru.

    Na trasie Vuelta a Espana 2001 jechał rozsądnie i ekonomicznie, korzystając z błędów rywali, bez zwycięstwa etapowego prowadził w klasyfikacji generalnej. Gwiazdą górskich odcinków był Jose Maria Jimenez, jednak jego niestabilna dyspozycja sprawiła, że Sevilla odliczał dni do końca wyścigu ciesząc się jazdą w złotej koszulce lidera. Jedynym zagrożeniem był dla niego bardziej doświadczony Angel Casero. Zawodnik Festiny spisywał się solidnie, minimalizując straty w górach i nieznacznie nadrabiając nad Sevillą w jeździe na czas. Różnice nie były jednak na tyle duże, by młodszy z Hiszpanów nie mógł myśleć o obronie prowadzenia. Tymczasem na ostatnim etapie, długiej, 38km czasówce przegrał z Casero o ponad minutę a tym samym cały wyścig o 47 sekund.

    Rok później Sevilla nierówno jechał w Wielkiej Pętli (dobrze poradził sobie w Pirenejach, ale wycofał się w Alpach), zatem znów Vuelta stała się jego najważniejszym celem. Vicente Belda obiecał mu, że będzie jedynym liderem zespołu. Rywalizacja miała rozgrywać się między nim a Roberto Herasem. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że Heras był wcześniej kolarzem Kelme. Wszystko wyglądało dobrze: Sevilla, choć znów bez wygranej etapowej prowadził w ?generalce? i początkowo nie przeszkadzało mu, że kolega z zespołu, Aitor Gonzalez, choć mocny na czas, może być dla niego zagrożeniem.

    https://twitter.com/deporteyleyenda/status/446984993802579968

    Heras odrodził się na piekielnie stromym Alto de L?Angliru, gdzie objął prowadzenie w wyścigu a ku zaskoczeniu wszystkich Sevillę dodatkowo zaatakował Gonzalez. Ten z kolei był z dnia na dzień mocniejszy, zarówno Herasa jak i Sevillę zdeklasował podczas finałowej czasówki co dało mu zwycięstwo w całej Vuelcie. Wyrazem bezsilności naszego dzisiejszego bohatera stały się kolejne defekty trapiące go podczas decydującej próby. Nie tylko nie odrobił czasu do Goznaleza, ale też przegrał z Angelem Casero.

    Zniechęcony tą sytuacją i trapiony kontuzjami w 2004r Oscar Sevilla podpisał kontrakt z grupą Phonak, gdzie znakomicie pojechał w Criterium du Dauphine (3. miejsce) a następnie na dwa sezony zakotwiczył w T-Mobile. Tam miał wspomagać Jana Ullricha w walce z Lancem Armstrongiem. Niestety dla niego, lider Telekomu miał wahania formy, jednak współpraca obu panów, zwłaszcza na pirenejskich etapach 2005r była całkiem owocna.

    Jak się później okazało, dobra jazda zarówno Ullricha jak i Sevilli miała tę samą przyczynę. Była nią współpraca z hiszpańskim hematologiem, Eufemiano Fuentesem. Obaj kolarze korzystali z jego usług, co zostało ujawnione w ramach śledztwa pod słynnym kryptonimem ?Operation Puerto?. Sevilla został więc wydalony z T-Mobile, jednak dzięki pobłażliwej polityce lokalnych organów dyscyplinarnych, realnie rzecz ujmując nigdy nie został zdyskwalifikowany.

    W ekipach z najwyższej półki był jednak ?spalony?, co nie przeszkodziło mu w kontynuowaniu kariery. Od ?Afery Puerto? minęło już dziewięć lat a Sevilla ściga się nadal. Co prawda kilka poziomów niżej: zatrudnienie znajdował m.in. w słynnym Rock Racing, przystani kolarskich ?chuliganów? (a raczej byłych dopingowiczów) a następnie zespołach z Ameryki Południowej.

    W 2005r naciskał na Marka Rutkiewicza w Tour of Quinghai Lake (zajął piąte miejsce, Polak był drugi), pojawiał się na trasach wyścigów w USA, trzykrotnie zwyciężył też w Vuelta a Colombia (także w bieżącym sezonie!). Jak więc widać z kolarstwem związany jest nadal, i mimo trzydziestu ośmiu lat wciąż potrafi wygrywać.

    Tak jak w wielu podobnych przypadkach trzeba zapytać, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby kontrakt zawodowy podpisał w innych okolicznościach? Czy wystarczyłoby mu talentu, by jeździć na podobnym poziomie? Czy w ogóle znalazłaby się w gronie zawodowców? Wreszcie, czy gdyby oparł się pokusie, w erze ?paszportów biologicznych? tak jak np. Alejandro Valverde byłby w stanie utrzymać się na topie?

    Zdjęcie okładkowe: nuestrociclismo.com, wikimedia commons, CC BY SA 2.0

  • Zagadkowa Vuelta

    Zagadkowa Vuelta

    Trzeci wielki tour sezonu w tym roku zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Mógłbym oczywiście napisać kilka ogólnikowych stwierdzeń o mocnej obsadzie i ciekawej trasie, ale tego nie zrobię. Pytania, które się pojawiają przed startem Vuelta a Espana 2015 są o wiele ciekawsze niż standardowe, przedwyścigowe gdybanie i typowanie.

    Czy Froome da radę?

    Dublet Giro-Tour nie udał się Alberto Contadorowi. Nieco niespodziewanie z podobnym wyzwaniem zmierzy się Chris Froome. Owszem, Vuelta to nie Giro i prestiż takiego dokonania jest nieco mniejszy niż ?święty Graal kolarstwa?, jednak wciąż to osiągnięcie wykraczające ponad normę. Kolarstwo jako takie nie ma rekordów, zatem tego typu, wyjątkowe kumulacje sukcesów są miarą wielkości mistrza, który je osiągnie. Pytanie podstawowe, to czy lider ekipy Sky podoła wyzwaniu. W czasie Tour de France jego forma zaczęła pikować w ostatnim tygodniu, między francuskim a hiszpańskim wyścigiem jest mniej czasu niż między Giro a Wielką Pętlą, do tego czas ten jest wypełniony komercyjnymi kryteriami, wywiadami, zobowiązaniami wobec sponsorów i całą masą innych, rozpraszających elementów. Podobno Froome przed niektórymi kryteriami zaliczał czterogodzinne treningi, więc kto wie, może tym razem dyspozycja Brytyjczyka będzie rosła a nie malała?

    Klęska urodzaju w Astanie

    Vincenzo Nibali, Fabio Aru i Mikel Landa. W jednej drużynie jedzie trzech kolarzy ?z papierami? na zwycięstwo. Nibali ma mniej udany sezon, może więc potraktować Vueltę jako chęć rewanżu z wcześniejsze niepowodzenia. Z drugiej strony realne jest, że chce w Hiszpanii nabijać wyścigowe kilometry: w ostatnich latach kolarze, którzy nawet nie wygrywali VaE, ale zostawili na trasie sporo zdrowia, rok później triumfowali w tourze. Z kolei Fabio Aru po trzecim i drugim miejscu w Giro d?Italia chciałby powalczyć o zwycięstwo w trzytygodniowym wyścigu. Młody Włoch potrafi wygenerować odpowiednią moc, by prowadzić stawkę na najważniejszych podjazdach, ale do tej pory zawsze przytrafiały mu się nieco gorsze dni, w czasie których tracił cenny czas. Z kolei Mikel Landa, Bask, jest być może nawet mocniejszym góralem niż Aru, ale jego pozycja w zespole póki co jest najsłabsza. Jak interesy trzech gwiazdorów pogodzi Giuseppe Martinelli, wie chyba tylko on sam.

    Problemy z lojalnością

    Podczas Vuelty część zawodników wie, że w przyszłym sezonie będzie reprezentowała barwy innych drużyn. Kontrakt w kieszeni przekłada się nie tylko na inną motywację, ale często też na mniejsze wsparcie aktualnych partnerów z ekipy. W tym roku w takiej sytuacji będą m.in. Richie Porte, który opuszcza Sky na rzecz BMC oraz Daniel Martin, przechodzący z Cannodale-Garmin do Etixx-Quickstep. Czy Porte zostawi dość zdrowia w pomocy Froome?owi, z którym się mimo wszystko kumpluje? Czy Martin, któremu zwyczajowo dobrze idzie na Vuelcie postara się o jakąś niespodziankę?

    Żądza rewanżu

    Tejay van Garderen, Andrew Talansky, Domenico Pozzovivo czy Joaquim Rodriguez jeździli w tym roku ze zmiennym szczęściem. O ile ?Purito? broni się etapowymi zwycięstwami na Tourze a Van Garderen ambitną jazdą podczas Criterium du Dauphine, to i tak raczej nie są zadowoleni ze swoich rezultatów. Co roku Vuelta a Espana daje szansę na poprawę statystyk, punkty do rankingu i poprawę pozycji we własnej drużynie. Każdy z tych kolarzy ma coś do udowodnienia, dlatego też należy bacznie obserwować ich jazdę.

    Rafał Majka

    Polski specjalista od jazdy w górach po kilkunastu miesiącach przerwy znów jest liderem swojej drużyny podczas trzytygodniowego wyścigu. Przy tak mocnej obsadzie sam deklaruje walkę o pierwszą piątkę klasyfikacji generalnej i triumf na jednym z etapów. Bez względu na końcowy rezultat, jazda Majki będzie odpowiedzią na wiele pytań dotyczących jego potencjału w wielkich tourach. Czy Polak stanie się jednym z tych ?górali?, którzy potrafią zabłysnąć na poszczególnych odcinkach czy też na stałe wejdzie do grona zawodników liczących się w walce o zwycięstwo w całym wyścigu. Do pomocy będzie miał m.in. Macieja Bodnara i Pawła Poljańskiego. Presję z Polaka zdejmie Peter Sagan, który i zabawi publikę oraz dziennikarzy, potrenuje przed mistrzostwami świata i spróbuje powalczyć na kilku etapach.

    Nieznana trasa

    Przynajmniej kilka dni będzie wręcz zaprojektowanych dla Słowaka. Etapy kończące się zjazdami po premiach niższej kategorii czy niewielkie podjazdy prowadzące do mety to miejsca, gdzie Peter Sagan może powetować sobie brak wygranej na Tourze. Tyle tylko, że podczas tegorocznej Vuelty będzie się działo wiele, niekoniecznie w miejscach, w których się tego spodziewamy. Przynajmniej dziewięć etapów kończy się mniejszym lub większym wzniesieniem. Do tego dochodzą ciężkie odcinki, które kończą się w dolinach. Przy takiej konfiguracji naprawdę ciężko wskazać jest miejsca, gdzie faworyci – a tych jest przecież z tuzin, z czego pięciu najwyższej klasy – przejdą do ofensywy i spróbują zyskać przewagę.

    Wersja pesymistyczna

    Nie wolno jednak przeoczyć innego rozwiązania. Kolarze zmęczeni morderczym sezonem, z wieloma dniami startowymi w nogach mogą pojechać defensywnie. Siła Movistaru jadącego na swoich dwóch liderów: Quintanę i Valverdę może zdusić pomysły innych drużyn na jakiekolwiek harce i ściganie będzie miało statyczny, defensywny charakter a o wszystkim zadecydują niewielkie błędy i jeden, dwa ataki. Czy tak się stanie dowiemy się za trzy tygodnie. A po szczegóły trasy, omówienie faworytów i garść dodatkowych informacji jak zawsze odsyłam do kompleksowej zapowiedzi w rowery.org

  • Tour 2

    Tour 2

    W tym roku Vuelta a Espana awansuje z pozycji dodatkowego wyścigu, który interesuje głownie kolarzy niespełnionych w sezonie zasadniczym do miana kontynuacji Tour de France. To imponująca przemiana, ciekawe, czy stanie się stałą praktyką?

    Od kiedy śledzę kolarstwo zawodowe, hiszpański wyścig przeżywał wzloty i upadki. Tak naprawdę, poza kilkoma fajerwerkami, były to głównie upadki. Trzeci z wielkich tourów faktycznie przyjął pozycję ?tego trzeciego?. Trochę na doczepkę, trochę na pocieszenie, w przeciwieństwie do Giro d?Italia i Wielkiej Pętli traktowany często jako trening przed mistrzostwami świata.

    Organizatorzy eksperymentowali z wieloma elementami. Zmieniał się kolor koszulki lidera (obecnie jest czerwona, niedawno jeszcze była złota, wcześniej żółta, pomarańczowa czy biała), zmieniała się koncepcja wyścigu. To właśnie podczas Vuelty przetestowano krótsze, bardziej dynamiczne, ale za to najeżone trudnościami etapy, które na wzór wprowadza się w innych imprezach.

    To również Hiszpanie nie ustają w poszukiwaniu nowych dróg, często wynajdując ekstremalnie strome ?ścianki?, którymi męczą kolarzy dzień po dniu. Angliru, Bola del Mundo czy Pena Cabarga były sceną emocjonujących wydarzeń. Kto wie, jak wyglądaliby teraz ?starsi bracia? z Francji i Włoch, gdyby nie hiszpańskie innowacje?

    Mimo rozlicznych prób Vuelta a Espana zmagała się z problemem niewielkiego zainteresowania, zarówno gwiazd peletonu jak i kibiców. W połączeniu z kryzysem gospodarczym zaowocowało to utratą niezależnośći. Dziś Vuelta należy do A.S.O. właściciela i organizatora Tour de France.

    Korporacyjny porządek uregulował kwestie koszulek: lider wyścigu jedzie w ciemnoczerwonej ?maillot rojo?, sprinter w zielonej a góral w grochach (tyle, że niebieskich). Nowa formuła: dynamiczna, ale nie tak mordercza sprawia, że coraz chętniej do hiszpanii kolarze przyjeżdżają z większą ochotą do ścigania. Sezon transferowy i polowanie na punkty UCI sprawiają, że wielu zawodników ma dodatkową motywację. Ponieważ impreza nie zatraciła swojego nieprzewidywalnego charakteru, można liczyć na zdobycie prestiżowego zwycięstwa: czy to na etapie czy w jednej z klasyfikacji czy wreszcie na dobry rezultat w ?generalce?.

    W tym roku obsada Vuelty zaskakuje. W szranki o zwycięstwo stanie czterech pierwszych kolarzy tegorocznego Tour de France: Chris Froome, Nairo Quintana, Alejandro Valverde i Vincenzo Nibali. Wtórować im będą drugi oraz trzeci kolarz Giro d?Italia, czyli Fabio Aru i Mikel Landa. Tejay Van Garderen i Andrew Talansky chcą się zrewanżować za nieudany Tour, z dobrej strony spróbuje się pokazać się Joe Dombrowsky, aspiracje wyraża też Domenico Pozzovivo a polscy kibice wesprą jadącego na swoje konto Rafała Majkę.

    Co więcej, w Hiszpanii etapowych sukcesów poszuka Peter Sagan a do walki na dynamicznych końcówkach chętnie pewnie włączy się Joaquim Rodriguez.

    Nawet, jeśli część z wymienionych kolarzy nie będzie w pełnej dyspozycji: Froome może nie wytrzymać trzech tygodni w równej formie, Nibali może jechać treningowo a Amerykanie mogą zawieść oczekiwania, i tak obsada jest rewelacyjna. Dziewięć finiszy na mniejszych lub większych podjazdach, nienajłatwijesza, 39km czasówka oraz liczne, często zaskakujące, górskie trudności sprawiają, że zapowiada się nie lada widowisko.

    Tegoroczny Tour de France anonsowany był jako starcie gigantów. Czy tak jak w filmowych sequelach dostaniemy więcej wybuchów, pościgów i efektów specjalnych czy może ?Tour 2? z hiszpańskim dubbingiem okaże się artystyczną klapą? Premiera, czyli start trzeciego wielkiego touru tego sezonu już w najbliższą sobotę, 22.08.

  • Nie przegap w ten weekend – dożynki

    Nie przegap w ten weekend – dożynki

    Sezon zbliża się do końca, a tu trzeba cisnąć. Czołówka Vuelty jeszcze raz będzie musiała wygenerować sporą moc, by zmierzyć się z podjazdem Ancares, klasykowcy sprawdzą formę w kanadyjskich klasykach a nasi maratończycy wyprują sobie żyły na wymagającej trasie mistrzostw Polski. Zobacz, czego jeszcze nie przegapić w ten weekend!

    Contador broni prowadzenia

    Drugi z najtrudniejszych etapów wyścigu zaplanowano na przedostatni dzień. Alberto Contador pokazał świetną formę na królewskim odcinku w miniony poniedziałek, teraz pozostało mu potwierdzić dyspozycję. Trasa jest łatwiejsza niż ta, prowadząco do Farrapony, ale jest na niej również sporo podjazdów, w tym na kilku nie wyznaczono premii górskich a mogą mieć niebagatelne znaczenie dla przebiegu rywalizacji. Co więcej, finałowe wzniesienie Ancares jest bardzo wymagające: to 12,7km strome średnio na 8,7%, ale w dwóch trzecich jest wypłaszczenie, zatem odcinki poza nim są o wiele cięższe. Zapowiada się brutalna walka o przetrwanie. Chris Froome, ?Purito? Rodriguez i Alejandro Valverde muszą wspiąć się na wyżyny swoich możliwości, by nadrobić minutę nad liderującym Contadorem. Z drugiej strony ?Pistolero? ma aż trzech rywali do kontrolowania a biorąc pod uwagę, że Hiszpanie bardziej oglądają się na siebie niż pilnują konkurenta z teamu Sky, Froome może na tym skorzystać. Dla przypomnienia, dwa lata temu na Ancares triumfował Rodriguez, 5 sekund przed Contadorem, 13 przed Valverde i 38 przed Froomem, który przyjechał piąty, zatem zestaw w czołówce był ten sam, który będziemy obserowali jutro.

    Czy Brytyjczyk jest w stanie wyprzedzić Hiszpanów na tyle, by móc w niedzielę nadal liczyć na końcową wygraną? Wątpię. Finałowa czasówka ma niespełna 10km długości i choć jej trasa może być podstępna (na kolarzy czeka sporo zakrętów na ulicach zabytkowego Santiago de Compostella), trudno oczekiwać, by decydujące rozstrzygnięcia zapadły właśnie tam a nie na Ancares. Dla nas ta Vuelta jest już rozliczona, Przemysław Niemiec zapisał się w hisotrii polskiego sportu zwycięstwem na etapie kończącym się przy jeziorach Covadonga. W niedzielę warto zwrócić uwagę na Macieja Bodnara. To świetny czasowiec, który dobrze sobie radzi także w takich, niedługich próbach a do tego wielu jego potencjalnych rywali wycofało się już z wyścigu. Jest więc szansa na niezły rezultat.

    W Kanadzie pachnie kolarstwem

    Dwa wyścigi jednodniowe we francuskojęzycznym regionie Quebec, to alternatywny sposób przygotowań do mistrzostw świata. Dziś wieczorem naszego czasu Grand Prix de Quebec a w niedzielę Grand Prix de Montreal. Oba to górzyste, dynamiczne zawody w miejskim krajobrazie. Na dobre wyniki nastawiają się Rui Costa, mający świetny sezon Alexander Kristoff, Simon Gerrans i Greg Van Avermaet. My będziemy z uwagą przyglądali się postawie Pawła Poljańskiego, który być może będzie miał szansę jazdy na swoje konto.

    Kwiatkowski kontra Wiggins

    Kto by się tego spodziewał kilka lat temu? Młody, zdolny, polski kolarz jest równorzędnym rywalem dla niedawnego zwycięzcy Tour de France. Michał Kwiatkowski prowadzi w klasyfikacji generalnej Tour of Britain i w niedzielę na trasie krótkiej (8,8km) czasówki będzie rywalizował z Bradleyem Wigginsem o wygraną w wyścigu. Co więcej, Polak nie stoi w tym pojedynku na straconej pozycji!

     

    Maratończycy ścigają się o koszulkę

    Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB po raz drugi z rzędu rozegrane zostaną w Obiszowie. 105km i blisko 1700m przewyższenia to solidne wyzwanie dla naszej elity. Warto w tym miejscu podkreślić, że to nie jest kolejny wyścig w sezonie, tyle, że z nieco lepszą obsadą. Spora grupa polskich maratończyków zanotowała w tym roku ciekawe wyniki na arenie międzynardowej, zatem to mogą być naprawdę pasjonujące zawody. Celowo nie używam słowa ?widowisko?, bo raczej trudno spodziewać się tłumów kibiców, ale i tak warto przyjrzeć się choćby listom startowym, wynikom i przeczytać komentarze po imprezie. Przewagę liczebną ma team JBG2 a jeden z ich liderów, Bartłomiej Wawak był w tym roku szósty na mocno obsadzonych mistrzostwach Europy, ale czy jest on jednoznacznym faworytem, trundo powiedzieć.

    Szansa dla amatorów

    Ponieważ najmocniejsi kolarze wyczynowi wybierają się do Obiszowa, otwiera się szansa na dobry wynik dla zawodników ?drugiej ligi?. Kiedy, jeśli nie teraz będzie można stanąć na podium? W Piwnicznej zostanie rozegrany MTB Marathon, oprócz tego jeszcze kilka innych, ciekawych imprez XCM oraz XC. Ja wybieram się sprawdzić, czy coś zmieniło się w Rudzie Śląskiej. Tamtejszy wyścig zostanie zorganizowany po raz osiemnasty, ostatni raz byłem tam chyba siedem lat temu.

  • Contador nie przegra?

    Jeśli Alberto Contador obroni prowadzenie w Hiszpańskiej Vuelcie do niedzieli, będziemy świadkami jednego z lepszych, kolarskich powrotów na szczyt.

    Hiszpański kolarz nigdy tak naprawdę nie zdominował wielkich tourów, choć jego kolekcja zwycięstw jest imponująca. Jeśli jednak sięgniemy pamięcią wstecz, zobaczymy obraz, w którym swoją pierwszą Wielką Pętlę (2007) wygrał po usunięciu z wyścigu Michaela Rasmussena. Z kolei Giro d?Italia kolejnej wiosny zdobył bez zwycięstwa etapowego a Vueltę tego samego roku przejechał wraz z drużynowym kolegą, Levim Leipheimerem niemal na remis. Nie było jasnych ?team orders?, ale liderem Astany był Contador i to on dopisał do swojego portfolio hiszpański wielki tour, tym samym kompletując wszystkie trzytygodniówki w około 13 miesięcy. ?Prawdziwe? zwycięstwo przyszło jednak w 2009r, gdy jadąc de facto przeciwko swojej drużynie i Lance?owi Armstrongowi zdołał pokonać i Teksańczyka i braci Schleck i Bradleya Wigginsa. Był najlepszy w górach, świetnie też pojechał na czas. Zdecydowanie był to jego najlepszy wyścig w karierze.

    Rok później (2010) nie było już tak łatwo. Andy Schleck prezentował taką samą formę i choć na trasie minimalnie przegrał (m.in po ataku rywala w momencie, gdy Luksemburczykowi spadł łańcuch), ostatecznie został zwycięzcą wyścigu po długim postępowaniu sądowym. W jednej z próbek pobranych od Contadora znaleziono śladowe ilości klenbuterolu. Ponieważ zawodnik wielokrotnie odwoływał się od zadanej kary zawieszenia, mógł nadal startować, co wykorzystał brylując na trasie kolejnego Giro d?Italia. Na włoskich szosach był bezsprzecznie najmocniejszy (drugie najbardziej przekonywające zwycięstwo w karierze), ale różowa koszulka ostatecznie powędrowała do Michele Scarponiego. Trybunał Arbitrażowy wstecznie zdyskwalifikował Hiszpana, odbierając mu tytuł a także piąte miejsce w rozgrywanym w tym samym roku Tour de France.

    Trudno stwierdzić, czy Contador był zmęczony podczas Wielkiej Pętli, czy też jechał bez pełnego zaangażowania, mając świadomość, że i tak jego wynik w ostatecznym rozrachunku zostanie anulowany. Tak czy inaczej, nie był w stanie nawiązać do poziomu, jaki prezentowali Cadel Evans i Andy Schleck. Z drugiej strony Hiszpan wprowadził do defensywnie rozgrywanego wyścigu element nieprzewidywalności. To wtedy na dobre rozwinął się jego talent do bezkompromisowych akcji. ?Pistolero? zawsze chętnie atakował, ale podczas Touru 2011r kilkukrotnie pojechał na wywrócenie klasyfikacji generalnej, co trzeba przyznać, niemal mu się udało. Po przymusowej absencji powrócił do ścigania w sierpniu 2012r. Właściwie bez kilometrów startowych stanął do boju o wygraną w Vuelta a Espana. Wyraźnie nie był już tym samym zawodnikiem, co przed dopingową banicją. Czy było to związane z niemal roczną przerwą, czy też Hiszpan potrzebował czasu, by zaadaptować się w peletonie z innym systemem kontroli dopingowych, trudno powiedzieć. Zarówno Alejandro Valverde jak i Joaquin ?Purito? Rodriguez byli od Contadora mocniejsi, ale to jednak on wygrał cały wyścig. Stało się to dzięki niespodziewanej akcji na etapie do Fuenta De, gdzie zaatakował na mniejszym podjeździe, kilkadziesiąt kilometrów do mety. W międzyczasie w peletonie urosła nowa siła: Team Sky, a do głosu zaczęło również dochodzić pokolenie młodszych kolarzy z piekielnie mocnym Nairo Quintaną na czele. Tour de France 2013 miał być pojedynkiem Contadora z Chrisem Froomem, jednak Hiszpan mimo szczerych chęci nie był w stanie utrzymać tempa brytyjskiego kolarza. Próbował więc swoich popisowych numerów: atakował na zjazdach, wraz z kolegami oraz kolarzami innych drużyn zyskał przewagę na jednym w wietrznych etapów, ryzykował gdzie się dało, ale tak jak w 2011r znalazł się poza podium.
    Kibice zaczęli wieścić ?koniec Contadora? i wysyłać go na emeryturę. Nie było to bezpodstawne. Choć zawodnik urodził się w 1982r, zatem spokojnie mógł myśleć o jeszcze kilku sezonach na bardzo wysokim poziomie, jego wewnętrzny silnik działał na wysokich obrotach od siedmiu lat. Co więcej, pojawiły się problemy w komunikacji z właścicielem drużyny. Oleg Tińkow, który wykupił zespoł Bjarne Riisa jest twitterowym mistrzem ciętej riposty i często nie ważąc słów pisze szybciej niż myśli. Mimo problemów, Contador zebrał siły i przygotował się do kolejnego sezonu najlepiej jak potrafił. Zmienił nieco cykl treningowy oraz program startów, co było strzałem w dziesiątkę. Świetnie zaprezentował się w wiosennych etapówkach, zdominował Tirreno Adriatico i nie miał sobie równych w Kraju Basków. Podczas Criterium du Dauphine utrzymał się na kole Froome?a a wyścig, nieco przypadkiem, przegrał z Andrew Talanskym. Na starcie Touru, stanął skupiony i zmotywowany, jako jeden z trzech pretendentów do tytułu. Co się stało później, wszyscy wiemy. Upadek na zjeździe w Wogezach zakończył się pękniętą kością piszczelową. Nikt nie wie, jakim cudem kolarz tak szybko się wyleczył, zrehabilitował i wrócił do treningów. Prawdopodobnie uraz był mniej groźny niż się wszyscy spodziewali a grupa Tinkoff-Saxo wspięła się na wyżyny przebiegłości ukrywając ten fakt. Mimo wszystko, kilka dni zajęło Contadorowi wejście w odpowiedni rytm. Przymusowa przerwa związana z kontuzją zaszkodziła mu jednak mniej niż innemu rekonwalescentowi, Chrisowi Froomowi. Tymczasem z walki o koszulkę lidera wypadł Nairo Quintana, upadając na trasie czasówki, zatem ze stawki wykruszył się jeden z najgroźniejszych rywali. Miniony weekend był już popisem Contadora. Górski tryptyk wytrzymał najlepiej z czołówki, na finałowym podjeździe La Farrapona prezentując moc oznaczającą jedno: znów jest kolarzem z najwyższej półki a jego organizmi daleko do wypalenia. Do końca Vuelty pozostały jeszcze dwa podjazdy na metach etapów. Lider wyścigu pokazał, że znakomicie radzi sobie z kontrolowaniem rywali i choć w sobotę będzie musiał wykazać czujność i zachować na ten dzień nieco sił, powinien wygrać swój szósty (a odliczając dyskwalifikacje ósmy) wielki tour w karierze. Niedzielna czasówka w Santiago de Compostella jest na tyle krótka (niespełna dziesięć kilometrów), że dla wszystkich powinna być tylko formalnością. Oczywiście to jest sport, jednak nie wierzę, by Contadorowi w takiej formie mogła stać się jakakolwiek krzywda. Mistrz powrócił, o czym świadczą nie tylko statystyki, ale i styl. Czego by bowiem nie mówić, to element, który w ocenie między zwycięzcą a mistrzem ma niebagatelne znaczenie.