Tag: urban style

  • Jestem commuterem

    Jestem commuterem

    Trening treningiem, ale pracować trzeba, żeby było za co trenować. Czasu mam mało, więc rower jest naturalnym wyborem. Szkoda życia na stanie w korkach i czekanie na tramwaj. A co najlepsze, już nie jestem sam.

    Rok temu napisałem ?Czyś ty zgłupiał?. Gdy spadł śnieg i na ulicach zrobił się syf, byłem jednym z nielicznych rowersów na mieście. W tym roku jeszcze nie było takich warunków, ale przymrozki, deszcz i wichury już się zdarzały. A ruch rowerowy słabnie, jednak nie zanika.

    Ponieważ ?Jestę kolarzę?, ciągle pozostaje kwestia rozdzielenia ról społecznych. Wciąż fakt, że dojeżdżam do pracy na rowerze miesza się z faktem, że chwilę wcześniej kończę trening i po rytualnych ablucjach zmieniam lycrę na jeansy. Dla nie-rowersa dwa kółka to dwa kółka. A choć commuting jest o wiele bardziej zwyczajną aktywnością niż kolarstwo, wciąż zostawia sporo przestrzeni do zaznaczenia swojego indywidualizmu. Zwłaszcza zimą.

    Dla mnie wybór roweru jest ściśle powiązany z innymi, codziennymi zajęciami. Im mam ich więcej, tym szybciej muszę się przemieszczać. Samochód w mieście wybieram, gdy mam trochę wolnego i mi się nie spieszy. Komunikację miejską, gdy mam ochotę na dodatkowe emocje i coś nietypowego. Rodzaj wycieczki czy też przygody. Standardowo wybieram rower, czy to upał, czy deszcz, czy mróz.

    To element optymalizowania własnej rzeczywistości. Cieszę się, że doszedłem do tego tak wcześnie. Doceniam też, że podobnego wyboru dokonuje coraz więcej osób. Bo jakoś tak raźniej na ulicach a i kierowcy i piesi inaczej patrzą na grupę. Zwłaszcza, że przemieszczają się już niemal wszyscy: młodzi i niemłodzi, chudzi i niechudzi, niezamożni i coraz częściej także zamożni. Z ekscentryzmu robi się standard, zatem nie jestem już dziwakiem, ba nie jestem już nawet hipsterem, tylko zwykłym commuterem.

  • L?verove 3.10.2014

    L?verove 3.10.2014

    Loverove na piąteczek. Nieco luźniej i popowo, ale dla równowagi na dole znajdziecie ciekawy tekst o finansach PZKol.

    1. Kolarski Gaultier

    Znany projektant sięgnął po kolarskie inspiracje. Część jego nowej kolekcji wiosna/lato 2015 nawiązuje do strojów nieistniejących już drużyn, m.in Colnago Del Tongo, w której jeździli Czesław Lang i Lech Piasecki w latach osiemdziesiątych XXw.

    Deltongo maillot.svg
    Deltongo maillot” by Plain_maillot.svg: Gothmog
    derivative work: Gothmog (talk) – Plain_maillot.svg. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons.

    gaultier1

     

    gaultier2

    Całą kolekcję możecie zobaczyć w brytyjskim Vogue

    2. Fanarty dla Wiggo

    Kibice szlachcica na rowerze, mistrza świata w jeździe na czas nie próżnują. A gdzie są fani „Kwiato”?

    http://instagram.com/p/tm60MLNWJe

    http://instagram.com/p/tnGgqYtWIl

    http://instagram.com/p/tnDj5RtWEn

     3. Konkretne kwoty

    O tym, ile potrzebuje Polski Związek Kolarski, by #renesanspolskiegokolarstwa faktycznie doszedł do skutku przeczytacie w artykule Bartosza Rainki na stronie Eurosportu.

  • Jestę kolarzę

    Jestę kolarzę

    Nowa praca, nowa szkoła, znajomi poznani na imprezie? Spotykając nowych ludzi każdy z nas przynajmniej kilka razy zmierzył się z takimi pytaniami, gdy świat dowiedział się się, że jesteśmy kolarzami…

    Zestaw dylematów i zdziwień jest standardowy, ale zdarzają się w nim perełki. Powyższa animacja jest wprost genialna i absolutnie trafia w sedno. Ze swojej strony dodam jeszcze kilka elementów do scenariusza zapoznawczego small talku z dziwakiem-golinogą.

    Jesteś kolarzem? To fajnie, ja też mam rower…

    …i wiesz, kiedyś byłem na wycieczce w Ojcowie/Kampinosie/Nad Maltą. To było jakieś 25km i na koniec padłem jak nieżywy. A potem przez trzy dni bolał mnie tyłek. Jak ty się tak znasz na rowerach, to doradź mi, jakie siodełko wybrać. Tylko wiesz, ja jeżdżę tak amatorsko, nie to co ty.

    Serio, startujesz w zawodach?

    …takich jak Tour de Pologne?
    – Nie, jeżdżę na rowerze górskim
    – To znaczy skaczesz po takich hopkach?
    – Niee? jeżdżę w cross country, to takie wyścigi na rundach, Maja Włoszczowska w nich startuje. Słyszałeś o Mai Włoszczowskiej?
    – No coś tam kojarzę
    – To mniej więcej tak jak ona.

    Jeździsz maratony? To ile kilometrów tam jest?

    – 50, 80, to zależy czy w górach czy po płaskim?
    – Wow, mi by się tak nie chciało!

    Na wiosnę chciałbym się zacząć trochę ruszać?

    …doradź mi, jaki rower mam sobie kupić. Tylko pamiętaj, że jeżdżę amatorsko. Najlepiej taki do 1500 złotych, wiesz, nie chcę wydawać za dużo, ale kupić już jakiś solidny, żeby mi starczył na długo!

    Gdy znajomość wejdzie już na nieco bliższy etap, musi paść sakramentalne pytanie:

    – Czy to prawda, że kolarze golą sobie nogi?
    – Tak.
    – Ty też?
    – Tak
    – Serioo? a po co?
    – (zieeew, znowu muszę to robić), to skomplikowane, bo….

    Jeździsz rowerem do pracy, to masz od razu trening, co?

    – Nie, ten rower to grat, trzymam go na ulicy i traktuję jak tramwaj.
    – Aha? no ale to tak dla zdrowia chociaż, prawda? Jakbym ja tak pół godziny codziennie pojeździł, to byłbym zdrowszy (w wersji damskiej, to bym nieco schudła)
    – Możliwe, ale to mniejszy wydatek energetyczny, niż gdybym szedł
    – Czyli ten rower to taki zwykły jest a nie profesjonalny? to ile ty masz rowerów?
    – 3. A moja żona 4.
    – Aha?.

    Chcesz colę?

    – Nie dzięki, muszę trochę schudnąć
    – Ty? Z kości na ości?

    To ile razy w tygodniu jeździsz na tym rowerze?

    – Pięć albo sześć. Poniedziałki mam wolne
    – O łał. A kiedy właściwie to robisz, bo ja nie mam czasu za bardzo.
    – No przed pracą, wstaję o szóstej, jem śniadanie, potem na dwie godzinki na rower, mycie, śniadanie i gotowe.
    – Serio? Podziwiam cię. MNIE BY SIĘ TAK NIE CHCIAŁO!

    Przerabiałem to wiele razy. Ale może tym razem będzie inaczej :) A wy jakie macie doświadczenia z wyjaśnianiem swojego kolarstwa?

     

  • L?verove 18.09.2014

    L?verove 18.09.2014

    Loverove, edycja urban. Uczniowie, studenci, wypożyczalnie rowerów miejskich. Jak co jesień, ruch robi się spory.

    1. Trzecia część quizu

    „Na rowerze zgodnie z prawem”. W linku znajdziecie również część 1. i 2. Sprawdź, czy jeździsz „jak prawodawca przykazał”.

    2. Rowerowa Szkoła

    Projekt promujący dojazdy rowerem do szkoły oraz warsztaty z bezpiecznego poruszania się po mieście. Masz dziecko w wieku szkolnym? Sam jesteś nauczycielem/nauczycielką? Przyjrzyj się temu.

    3. Najlepsze rowerowe stylizacje na lookbooku

    Czyli cycle chic zawsze w cenie.

  • Rowerowa normalność

    Rowerowa normalność

    Zobaczymy, jak będzie na kolejnych etapach, ale póki co widzę sporą zmianę. Runda ulicami Warszawy była pełna kibiców. Mam tylko nadzieję, że nie byli to wyłącznie pasażerowie zatrzymanych tramwajów. Jeśli w kolejnych miastach będzie podobnie, to już jest spory sukces. Zwycięstwa polskich kolarzy, popularność roweru jako takiego, ?kwiato-majkomania? i pewne obycie z cyklicznymi imprezami sportowymi robią swoje. Uczymy się kibicować!

    Tłumaczę sobie, że na fali entuzjazmu ludzie chcą uczestniczyć w sportowym święcie. To nie tylko miłe, ale i budujące, mając w pamięci sytuację sprzed kilku lat, gdy gwiazdy zawodowego peletonu ścigały się na naszych (wówczas diurawych) szosach, przy których stało kilku przechodniów i garstka pasjonatów.

    Tych samych kilka lat temu, rower szosowy był egzotyką. Wszyscy jeździliśmy na ?góralach?, za miastem ulubione rundy pokonywały jedynie niewielkie grupki mastersów. Trudno w przypadku kolarstwa mówić o boomie, jaki przeżywa bieganie, ale bardziej sportowa jazda rowerem stała się całkiem popularna. Wszystko wymaga czasu. My staliśmy się nieco bogatsi a rowery szosowe, nawet te z niższej półki zmieniły swoje oblicze. Nie są już tylko narzędziem dla wyczynowców, ale sprzętem, na którym można przyjemnie pojeździć, niekoniecznie aspirując do bycia zawodnikiem.

    To wszystko daje poczucie obcowania z pewną normalnością. Mamy wyścig: jaki jest, taki jest. Mamy ludzi, którzy chcą go oglądać. Są też tacy, którzy bierne zainteresowanie zmieniają na czynną rekreację lub nawet sport. Czy w tym procesie znaczący udział miała obecność takiej imprezy jak Tour de Pologne? Być może. W końcu co roku, przez tydzień jest to jedno z głównych wydarzeń relacjonowanych przez Telewizję Publiczną. Nie znam jednak osoby, która wsiadłaby na rower z tego powodu, że zobaczyła transmisję z wyścigu. Dużo większe znaczenie przypisałbym tu wyścigom dla dzieci (Mini TdP), które aktywizują rodziców by popchnąć młodych ludzi w stronę sportu.

    Kolarze-amatorzy, to klasa średnia. Przyszłym zawodnikom finansowanie w pierwszych latach kariery zapewnić muszą zamożni rodzice, ale mam nadzieję, że wkrótce i w tej sprawie będzie łatwiej. Wraz z bogaceniem się, dojrzewamy jednak do jeszcze jednej kwestii. W tak zwanym międzyczasie rower stał się środkiem komunikacji a przy tej okazji oddolne ruchy społeczne zaczęły zmieniać rzeczywistość na lepsze. Usilna praca organiczna przekształca nasze miasta w miejsca bardziej przyjazne do życia. Choć wulgarna w swej komercyjności impreza sportowa stoi z tym nieco w sprzeczności, pojawiają się przy jej okazji akcje dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego a zamknięte dla aut ulice choć na chwile sprawiają, że kolarze stają się panami szosy.

    Kolejne elementy składają się na fajną, normalną rzeczywistość. Nawet jeśli jeden z nich, wyścig dla zawodowców, jest póki co mało ciekawy, fakt, że towarzyszy nam co roku dopełnia całości. Codzienność bywa uciążliwa dla wszystkich, ale mimo to żyjemy w najwspanialszym ze światów ;-)

  • Piwny snobizm w 5 krokach

    Piwny snobizm w 5 krokach

    Kawa to konieczność przed przejażdżką, to już ustaliliśmy. A co po jeździe? Zwłaszcza, gdy żar leje się z nieba? Zimne piwko oczywiście.

    Niezawodny wideoporadnik ?Jak być kolarzem górskim? w 13. punkcie radzi ?Zostań piwnym snobem?. Tak jak właściwie przyrządzone espresso, tak i odpowiednie piwo jest nieodłączną częścią zabawy w kolarza.

    1. Eurolager twój wróg

    Jeśli do tej pory po treningu podjeżdżałeś pod ulubioną knajpkę, zamawiałeś ?jedno lane?, wykładałeś nogi na stół i cieszyłeś się złocistym napojem w promieniach zachodzącego słońca, musisz z tym skończyć. Zmień lokal albo porozmawiaj z właścicielem. Prawdziwy piwny snob nigdy nie skala swego podniebienia efektem masowej produkcji, rozlewanym w wielkiej fabryce do milionów beczek. Uważaj też na podróbki – duże browary w pogoni za trendem na ?piwa rzemieślnicze? próbują sprzedawać ?limitowane? serie, które choć aromatyzowane na modłę szlachetniejszych napojów, nadal są tylko atrapą.

    2. Im większa nisza, tym lepiej

    Kilku producentów mniejszych browarów odniosło rynkowy sukces. W poszukiwaniu zysków zaczęli warzyć więcej piwa, przez co efekt końcowy zaczął upodabniać się do produkcji światowych gigantów. Krótkie serie przyrządzane przez małych producentów lub browary kontraktowe cechuje zazwyczaj użycie nietypowych słodów oraz nieoczywistych sposobów fermentacji. Efekty są często zaskakujące. Zabawa jest lepsza o tyle, że często na kolejną dostawę trzeba czekać nawet kilka miesięcy, w czasie których będziesz próbować kolejnych wynalazków.

    Chmiel, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0
    Chmiel, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0

    3. Szukaj smaków

    Ale, IPA, AIPA, Stout, Weissbier i inne dziwne nazwy mają swoje uzasadnienie. Po pewnym czasie zaczniesz się obracać w swoim ulubionym klimacie, ale nie bój się ryzykować i poszukiwać. Smak, zapach czy konsystencja nawet teoretycznie tych samych gatunków, ale pochodzących od różnych producentów potrafią zaskoczyć. Poza wynalazkami, szukaj piw typowych dla danego regionu. Mniejsi producenci zaczynają wracać do dawnych receptur, ich eksperymenty często prowadzą do intrygujących efektów.

    Słód, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0
    Słód, fot. epicbeer / flickr CC BY 2.0

    4. Skróć ślad ekologiczny

    O ile w przypadku kawy jest to trudne, w przypadku piwa jest możliwe do osiągnięcia. Pij piwa produkowane najdalej sto kilometrów od domu a w podróży szukaj lokalnych produktów.
    Choć belgijskie, czeskie, amerykańskie czy nawet palestyńskie wynalazki kuszą w coraz większej ilości sklepów, poznawanie miejscowego kolorytu i kultury to zdecydowanie lepszy pomysł. Nie zwiększasz emisji CO2 do atmosfery, twoje podatki zostają na miejscu, ludzie mają pracę a Ty uchodzisz za patriotę. Zobacz, ile pozytywów może mieć wychylenie jednego browarka ;)

    Fot: CC BY 2.0 2009 J. Ronald Lee /flickr
    Fot: CC BY 2.0 2009 J. Ronald Lee /flickr

    5. Rozpocznij własną produkcję

    Najwyższy stopień wtajemniczenia. Połączenie magii, chemii, rzemiosła i mody. Początki pewnie będą trudne, podobnie jak zdobycie odpowiednich słodów czy chmielu, ale satysfakcja z wypicia własnoręcznie przygotowanego napoju musi być wielka. Jeszcze nie próbowałem, ale kto wie?

    Łączenie piwa i kolarstwa nie jest takie oczywiste. Nowe przepisy Prawa o Ruchu Drogowym dopuszczają jazdę rowerem pod niewielkim wpływem, ale nawet nie w tym rzecz. Przejeżdżając rocznie odpowiednią ilość kilometrów i tak nie będziesz w stanie wypić zbyt wiele. To dobrze, bo nawet, jeśli piwo ma wiele zalet, dostarcza minerałów, witamin i węglowodanów, alkohol nie działa pozytywnie na dyspozycję fizyczną. Ograniczenie ilości śmiało można więc przekuć w skupienie się na jakości i zostać pełnoprawnym, piwnym snobem.

    Zdjęcie okładkowe, „Amber Ale” fot. Michael Fajardo / flickr CC BY 2.0

    Zobacz też „Jak zostać kawowym snobem w pięciu krokach”

  • Albo smartfon, albo rower

    Albo smartfon, albo rower

    Instagram, Strava, Facebook, WordPress – na bieżąco wrzucamy informacje o naszych sportowych poczynaniach. Bez względu na to, czy świat jest tym zainteresowany, czy też nie, treningami, zdjęciami, wrażeniami dzielimy się wszyscy. Już, teraz, natychmiast.

    Średniej klasy smartfon przewyższa parametrami nie tak znowu stare desktopy czy notebooki. To wydajny komputer, który pozwala na wiele. Dokładając do niego możliwości, jakie daje stały dostęp 3G lub LTE można mieć niezłą zabawę i wzbogacić swoją aktywność o dodatkowe doznania.

    W takich warunkach uszczelniony telefon powinien przeżyć. fot.  Christopher Murray/ flickr CC BY 2.0
    W takich warunkach uszczelniony telefon powinien przeżyć. fot.
    Christopher Murray/ flickr CC BY 2.0

    Ów komputer wymaga jednak ochrony. Wieziony w kieszonce koszulki rowerowej, nawet w silikonowym ochraniaczu, wcześniej czy później zostanie zalany i zapocony. Kilka lat temu dla miłośników outdooru i nowych technologii dostępny był właściwie tylko jeden model: Motorola Defy. Niezbyt wydajna, ale solidna, spełniająca normy szczelności i odporności na kurz, z obudową dodatkowo skręconą kilkoma śrubkami i stabilnym mocowaniem baterii.

    Obecnie kolejni producenci zaczynają uszczelniać nie tylko aparaty dla outdoorowych oszołowmów, ale i swoje okręty flagowe. Linie Galaxy czy Xperia oferują wodoodporne smartfony, wytrzymujące przynajmniej zachlapanie. Dzięki temu, w teorii, można robić zdjęcia na wycieczce rowerowej, nagrywać trening aplikacją Stravy i jeszcze w przelocie odpowiadać na twitty.

    Motorola Defy - standardowy "test" na odporność smartfonu. fot.  Phil Crimmins CC BY 3.0 wikimedia commons
    Motorola Defy – standardowy „test” na odporność smartfonu. fot. Phil Crimmins CC BY 3.0 wikimedia commons

    Wszystko do czasu. Nie chodzi nawet o zużycie sprzętu. Nowoczesne smartfony, również te ze średniej półki, są zaskakująco odporne. Okazuje się, że nie trzeba nawet ?Gorilla Glass? by wyświetlacz wytrzymywał dłuższe użytkowanie i nie rysował się od byle ziarnka piasku, towarzystwa klucza imbusowego czy grudek błota. Dobrze znoszą również upadki, o wiele lepiej niż aparaty starszego typu. Także woda nie jest straszna dla elektroniki chronionej przez gumowe zaślepki zamykające porty ładowania czy słuchawek.

    Typowa reklama odpornego smartfonu. Woda go nie zniszczy i ładnie wygląda na zdjęciu, ale uniemożliwia skorzystanie ze słuchawki. fot. sonymobile.
    Typowe zdjęcie odpornego smartfonu. Woda go nie zniszczy i pobudza wyobraźnię w przekazie reklamowym. fot. sonymobile.

    Ostateczny test dla smartfona przychodzi, gdy spadnie deszcz. Wyobraź sobie sytuację: jesteś w górach, wywróciłeś się na zjeździe, chcesz zadzwonić po pomoc. Albo złapałeś defekt i potrzebujesz sprawdzić najkrótszą drogę do domu. Wyjmujesz telefon i? nic. Padający deszcz skutecznie utrudnia lub uniemożliwia korzystanie z dotykowego wyświetlacza. Jeśli jakakolwiek część twojej garderoby jest sucha i uda ci się schronić pod drzewem, z którego nie kapie za bardzo – jesteś uratowany. Przecierasz szybę, wykonujesz opatentowany gest ?slide to unlock? i wybierasz właściwy numer. Jeśli okoliczności nie są tak sprzyjające, po kilku minutach walki udaje ci się dodzwonić do byłej dziewczyny, na infolinię banku i do weterynarza chomika siostry, ale nie tam, gdzie trzeba. Jeśli myślisz o telefonie, który ma cię kiedyś uratować w trudnych warunkach, zapomnij o dotykowym ekranie. Spocona skóra w upalny dzień czy uczciwa ulewa uniemożliwią korzystanie z telefonu i sprawią, że zamarzysz o klasycznej klawiaturze z ?nokii-cegły?.

    Samsung zachwala, że telefon wytrzyma zachlapanie i przeżyje różne dziwactwa.

    Druga rzecz, to trwałość baterii. Zapisując tracka, robiąc zdjęcia i kręcąc filmy w górzystym, zalesionym terenie nastaw się, że po kilku godzinach zabraknie ci prądu. Nie daj boże dzień będzie słoneczny i będziesz przeglądać swoją twórczość na maksymalnie rozjaśnionym wyświetlaczu. Jadąc na dłuższą wycieczkę wyłącz 3G i synchronizację usług, ogranicz pobór prądu do minimum. Czyli zrób ze smartfona zwykłą słuchawkę, od biedy z trackerem gps.


    Złap chwilę, zanim spadnie deszcz

    Na koniec, choć pozytywnie wspomniałem o trwałości, weź pod uwagę, że zamknięcia portów w końcu się wyrobią. Smartfona ładuje się codziennie, czasem dwa razy na dobę. Przed upływem gwarancji zabezpieczenia odpadną, coś do czego dodatkowo dopłaciłeś przestanie istnieć, telefon z otwartymi gniazdkami zostanie wcześniej czy później zalany. „Outdoorowy smartfon” to fajna rzecz, ale ciągle bardziej na imprezę niż do lasu.

    Zdjęcie okładkowe: superfamous.com CC BY 3.0

  • Zostań kawowym snobem w 5 krokach

    Zostań kawowym snobem w 5 krokach

    Jednym z elementów zabawy w wyczynowego kolarza jest rytualne picie kawy. Prawdziwy kolarz to przecież Włoch a Włoch w życiu, poza jazdą na rowerze, poprawianiem fryzury i byciem karmionym przez matkę, zajmuje się piciem kawy.

    Pamiętasz ten filmik?

    Nie daj się wprowadzić w błąd. Anglosasi wypaczyli wiele spraw, na których znać może się wyłącznie prawdziwy Europejczyk. Aby zostać kawowym snobem lepiej postępować jak następuje:

    1. Pij wyłącznie czarną

    Kawa z mlekiem, cukrem czy syropem smakowym to nie kawa. To miły napój, który może poprawić nastrój (kofeina, tłuszcz i cukier poruszą ośrodki w mózgu odpowiedzialne za przyjemność i sympatyczne pobudzenie), ale nie kawa. Każdy dodatek zaburzy odbiór szlachetnego naparu. Pozbawi go właściwego smaku, zapachu i konsystencji. Chcesz być Włochem? Pij espresso!

    2. Zapomnij o popularnych markach

    ?Jacobs, Pedros czy Nescafe? można spożywać wyłącznie w chwilach słabości, zasypiając za biurkiem, lub co gorsza za kierownicą. Gotowe mieszanki niewiadomego pochodzenia przyrządzone pod uniwersalny gust: lekko gorzkie, mało kwaśne, dość mocne. Idealne, by wlać mleko i posłodzić. Tym samym charakteryzują się kawy z sieciówek: Starbucks, Costa, BP czy McDonalds. Jeśli chcesz być kawowym snobem, najlepiej, jeśli będziesz zamawiał niewielkie porcje w palarni i sam mielił w drogim młynku. „Od biedy” zostają niszowe marki z wyraźnie zaznaczoną na opakowaniu datą palenia i pakowania kawy.

    3. Idź na cupping

    Próbowanie i testowanie różnych kaw oferują często palarnie lub wybrane kawiarnie. Można się tam dowiedzieć podstawowych informacji o kawie, a także o tym, że poza ?gorzka i mocna? kawa bywa czekoladowa, cytrusowa, karmelowa czy ziemista. Kwaśna, cierpka, słodka. Oleista lub rzadka. Do tego będziesz dziwnie siorbać, wąchać, wdychać i wypełniać formularze. Po tym doświadczeniu życie nie będzie już takie samo.

     

    Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0
    Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0

    4. Dowiedz się, co to fair trade

    Plantacja zbliżona do naturalnych warunków, w jakich rośnie kawa, nie niszcząca okolicznych lasów, do tego pracownicy godnie wynagradzani i chronieni przepisami przed wykorzystywaniem to cenne elementy zabawy w kawowego snoba. Jeśli już coś i tak jest naszym zbytkiem, niech będzie zbytkiem etycznym. Do tego dochodzą również kwestie pragmatyczne. Kawa pochodząca z jednej, ściśle określonej plantacji będzie różniła się od innej, oddalonej choćby o kilkadziesiąt kilometrów. Specjaliści, tak jak sommelierzy, są w stanie odróżnić napary przyrządzone z ziaren pochodzących z tego samego powiatu. Na początek możesz spróbować pobawić się w rozróżnianie kontynentów pochodzenia.

    IMG_20140417_085239

    5. Eksperymentuj z zaparzaniem

    Tani ekspres ciśnieniowy zabije twoją kawę. Spali, wyzuje z olejków eterycznych i zrobi z niej płyn jak ze stacji benzynowej. Kawiarka, drip, aeropress, tygielek do parzenia po turecku to dobre i ekonomiczne sposoby by cieszyć się wysokiej jakości naparem. Co więcej, ta sama kawa przygotowana w każdym z tych urządzeń będzie smakowała inaczej.

    Tak naprawdę nie ma co przesadzać. Dobra kawa to miły dodatek do codzienności. Odrobina wiedzy nikomu jeszcze nie zaszkodziła, podobnie jak pewna staranność w przyrządzaniu ulubionego napoju. Skoro coś może być dobre niewielkim nakładem energii, warto się postatać. Z każdym hobby wiąże się jednak ryzyko obsesji. 100% kawowy snob skazany jest na picie kawy w jednym miejscu w mieście, wydatki na sprzęt, ziarna, społeczną alienację i śmieszność.

    Jak wygląda kawowy snobizm w praktyce, przeczytaj tutaj.

    Zdjęcie okładkowe: Kawa Fair trade, fot. jakeliefer/flickr CC BY 2.0

    TWOJA MARKA W XOUTED?
    ZOBACZ, JAK TO ZROBIĆ!

  • Kolarz i rowerzysta

    Kolarz i rowerzysta

    Lyon to trzecie co do wielkości miasto we Francji, które niedawno otworzyło ?zielony tunel? zaprojektowany wyłącznie dla pieszych, rowerzystów i komunikacji publicznej. Kolarze startujący w czerwcowym Criterium du Daupine rozpoczną zawody od prologu prowadzącego właśnie tym tunelem, będą więc promowali nie tylko miasto, ale i politykę nastawioną na ekologię oraz bezpieczeństwo ruchu drogowego.

    Komunikaty o przejeździe kolarzy przez zielony tunel będą zapewne tylko dodatkiem do relacji z prologu Criterium du Dauphine. Bardziej niż ekologią, urbanistyką czy bezpieczeństwem będziemy się pasjonowali rywalizacją Froome?a, Nibalego i Contadora, pretendentów do podium zbliżającego się wielkimi krokami Tour de France.

    Sport wyczynowy to dość egoistyczny rodzaj działalności człowieka i choć Karta Olimpijska zapewnia, że to jedno z naszych podstawowych praw, w piramidzie ludzkich potrzeb umieszczony jest gdzieś bliżej wierzchołka niż podstawy. Kolarstwo ma jednak to do siebie, że bardzo mocno wchodzi w interakcję z otoczeniem a Lyon podczas prologu ważnego wyścigu łączy wiele interesów i daje przykład na wielu polach.

    Zacznijmy od najprostszej sprawy. ?Zielony tunel? to pierwsze tej skali przedsięwzięcie. Prawie dwa kilometry wolnej od indywidualnego ruchu samochodowego inwestycji po to, by ludziom żyło się lepiej. Rzecz wyjątkowa na skalę europejską, zatem w ramach prezentowania światu tego, co najlepsze, Lyon pokaże swój nowy powód dumy. Wspominałem o tym wielokrotnie przy okazji Tour de Pologne: pochwalmy się tym, co mamy dobrego a do tego dajmy odpowiednią oprawę. Jeśli w okolicy jest szczególny budynek, zabytek albo najnowsze dzieło myśli inżynieryjnej, nie tylko pokażmy go z helikoptera przez kilka chwil, ale też wykorzystajmy jako element wyścigu. I nie, betonowy hotel w środku gór nie jest tego typu obiektem.

    Zielony tunel w Lyonie

    Drugi element to ekologia. Wyścigi kolarskie są tak naprawdę skrajnie nieekologiczne. Nie chodzi nawet o to, że kolarze śmiecą, ale przed i za peletonem jedzie sporych rozmiarów kolumna samochodów, autobusów, lawet i innych pojazdów spalinowych. Kibice stojący przy trasie również docierają na miejsce autami. Mimo to, sami zawodnicy poruszają się ekologicznie czystym środkiem transportu. Nawet, jeżeli nie mają oni nic wspólnego z ?commuterami?, którzy codziennie jadą rowerem do pracy (ba, od tego roku w przepisach peleton nie może zjechać z szosy na chodnik lub sąsiadującą z jezdnią drogę dla rowerów), mimo wszystko robią to samo, tylko nieco szybciej. Promocja proekologicznej inwestycji jest więc jak najbardziej na miejscu, choć w kontekście tego, czym jest wyścig kolarski nieco trąca hipokryzją.

    Najważniejsze w tym wszystkim jest bezpieczeństwo. Co roku wielu znakomitych zawodników doświadcza przykrych konsekwencji zderzenie z samochodem. Zazwyczaj dzieje się to podczas treningów, zdarza się, że wypadki kończą się kalectwem lub śmiercią. To element wspólny zarówno dla zawodowca jak i pani jadącej na składaku do sklepu GS gdzieś w ?Polsce B?. Oboje są niechronionymi uczestnikami ruchu. Francuzi mają swój tunel i włączają wyścig kolarski do promocji prorowerowej polityki. To duża sprawa, spektakularna i efektowna. W naszym przypadku bywa, że przy okazji zawodów organizowane są zajęcia dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego, rozdawanie odblasków, na zawodach xc w ?pakiecie startowym? dostałem kiedyś dzwonek. Może się wydawać, że to słabe, małe i niepotrzebne, tak jak zaproszenie Mai Włoszczowskiej czy Czesława Langa do telewizji śniadaniowej poświęconej rowerom miejskim. Jednak jeśli uważasz się za kolarza lub nawet nim jesteś, jadąc na trening stajesz się rowerzystą, uczestnikiem ruchu i możesz mieć pecha i nieszczęśliwie spotkać się z samochodem. Nie ma się więc co zżymać, im więcej okazji do promocji bezpieczeństwa tym lepiej. Lyon daje przykład.