Tag: UCI

  • Nie dajmy sobie zabrać świetnej, kolarskiej wiosny

    Nie dajmy sobie zabrać świetnej, kolarskiej wiosny

    Afera bidonowa, zabroniona jazda w pozycji aerodynamicznej, odwołany Paryż-Roubaix i zamieszanie wokół przyszłości Petera Sagana tworzą szum, który zagłusza rewelacyjny początek kolarskiego sezonu 2021. 

    Embed from Getty Images

    Najlepsza wiosna od lat?

    Właściwie każdy wyścig, który oglądamy w tym roku jest świetny. Dwa rozegrane monumenty: Mediolan – San Remo oraz Ronde van Vlaanderen zakończyły się niespodziewanymi, lecz zasłużonymi zwycięstwami Jaspera Stuyvena oraz Kasper Asgreena. 

    Wielcy faworyci: Mathieu van der Poel i Wout van Aert choć bez monumentów, ale również kończą pierwszą część wiosny z cennymi wynikami na koncie. Obie wygrane, w Strade Bianche i w Gandawa-Wevelgem zostały osiągnięte po imponującej jeździe i finiszach z doborowej stawki asów. 

    Obecność MVDP i WvA w każdej imprezie, w której brali udział wpływała na jazdę innych drużyn. Obaj wybitni kolarze z przełajowym rodowodem choć konkurujący ze sobą, stali wspólnie po drugiej stronie barykady niż reszta peletonu. 

    Ekipy AG2r – Citroen, Ineos Grenadiers, Total – Direct Energie, Trek-Segafredo i przede wszystkim Deceuninck – Quickstep ścigały się uwzględniając pozycję, formę i sposób jazdy van der Poel i van Aerta. 

    Czy van Aert i van der Poel przeszarżowali, walcząc jak wściekli w Tirreno-Adriatico odpowiednio o etapy i klasyfikację generalną? Być może, co widać było w drugiej części kampanii klasyków, gdzie niewątpliwie brakowało im nieco świeżości. Natomiast znów, dzięki ich postawie, włoska etapówka była najciekawszą od lat. Zatem zamiast narzekać na brak ich dominacji w klasykach trzeba raczej im podziękować za wpływ, jaki mieli na cały pierwszy akt sezonu.

    Embed from Getty Images

    Zwycięska wataha

    Najmocniejsze ekipy podzieliły wiosenne łupy między sobą, choć trzeba przyznać, że po raz kolejny mistrzem taktyki okazali się podopieczni Patricka Lefevere’a/

    Deceunink-Quickstep wygrywali cztery razy:

    Davide Ballerini w Omloop Het Nieuwsblad, Kasper Asgreen w E3 oraz Dookoła Flandrii i Sam Bennett w de Panne. Mimo porażki w Scheldeprijs (drugie miejsce Bennetta), warto podkreślić powrót do formy Marka Cavendisha, który w tym wyścigu zajął trzecią lokatę. 

    Dla Alpecin-Fenix van der Poel zwyciężył w Strade Bianche, Jsper Philipsen w Scheldeprijs ale musimy też pamiętać, że Tim Merlier był pierwszy w Le Samyn, Breden Koksijde i GP Jean-Pierre Monseré. Mniejszy kaliber, ale to wciąż zawodowe, ważne imprezy. Dla drużyny, która nie ma licencji World Touru to wyniki imponujące. 

    Trek Segafredo mimo przerwy związanej z pozytywnymi testami na covid, mają na koncie monument, czyli Mediolan-San Remo po śmiałym ataku Stuyvena i Kuurne-Bruksela-Kuurne Pedersena. A dodatkowo, choć to nieco inny klimat, Trofeo Laigueglia Mollemy.

    Ineos Grenadiers, choć przez sporą część wiosny szarżował Tom Pidcock, wracają z bruków z wygraną doświadczonego Dylana van Baarle w Dwars Door Vlaanderen. 

    Na koniec wreszcie, Jumbo Visma i Wout van Aert spisali się świetnie podczas Gandawa-Wevelgem. 

    Embed from Getty Images

    Złoty wiek kolarstwa – także w klasykach

    W kontekście narracji całego sezonu, jesiennej kumulacji mistrzostw świata we Flandrii i przełożonego Paryż-Roubaix oraz kolejnych lat wygląda to bardzo obiecująco. Choć oczywiście żal z nieobecności “Piekła Północy” wiosną, zwłaszcza przy prognozowanych opadach deszczu jest niezmierny. 

    Przede wszystkim, podobnie jak w wielkich tourach odchodzimy od klasycznej historii kolarskich pojedynków. Grono pretendentów jest wyrównane i szerokie. Młodzież dojrzewa bardzo szybko a każde z tegorocznych zwycięstw było poprzedzone konsekwentnym budowaniem pozycji, doświadczenia i formy w poprzednich sezonach. 

    Obserwujemy “złoty wiek kolarstwa”, sytuację, w której na starcie każdego wyścigu staje znakomicie przygotowana, doświadczona, zmotywowana, bardzo szeroka grupa kolarzy i niemal każdego dnia ściga się jakby jutra miało nie być. 

    Właściwie każda impreza, czy to worldtourowa czy nieco niższej kategorii jest świętem sportu i fascynującym widowiskiem niemal od startu do mety.

    Aż żal patrzeć, że te znakomite widowiska rozgrywane są bez kibiców przy trasach. Rozentuzjazmowana publiczność zawsze jest dodatkowym czynnikiem motywującym atletów, ale też, nie ukrywajmy tego, potrafi wprowadzić dodatkowy, losowy element chaosu. 

    Kto wie, jak kolarze, którzy przez rok rywalizują w ciszy zareagują, gdy znów będą pokonywać kluczowe segmenty wyścigów w towarzystwie wrzawy, wyciągniętych rąk i zasłaniających szosę flag?

    Tak czy inaczej powodów do ekscytacji związanych z kolarską wiosną jest bez liku. I aż szkoda, że równocześnie pojawia się wystarczająco wiele zdarzeń, które przykrywają sport jako taki. 

    Embed from Getty Images

    Trudności i kontrowersje

    Mamy więc nowe przepisy UCI skupiające się na bezpieczeństwie i ekologii. Jedne dobre, choćby te dotyczące poprawy jakości barierek, których poprawione wersje już były testowane. 

    Inne kontrowersyjne, jak te zabraniające jazdy w bardziej aerodynamicznej, choć bardziej ryzykownej pozycji. I wreszcie te, które w założeniu sensowne, dotyczące zakazu śmiecenia, jednak w egzekucji zmieniające się w parodię zabraniającą rzucenia kibicom bidonu. Efekt jest taki, że dostajemy festiwal dyskwalifikacji i kar a największym absurdem jest ten, w którym na zawodniczkę relegowaną z kobiecego Ronde van Vlaanderen nakładana jest kara wyższa niż nagroda za zwycięstwo.

    Arogancka i zagrażająca innym jazda Nacera Bouhanniego spotyka się ze zdecydowaną reakcją rywali z peletonu a federacja wzywa go na przesłuchanie i planuje większą karę, co powinno przyczynić się do ukrócenia takiego zachowania na szosie. Równocześnie francuski kolarz staje się obiektem nagonki ze strony fanów, którzy wykorzystują jego recydywę nie do potępienia bandyckiej jazdy a do rasistowskiego hejtu.

    Wynaturzenia nie tylko przykrywają świetną rywalizację i wysiłek kolarzy, ale też obracają społeczność przeciwko ideom, stojącym za wprowadzanymi innowacjami.

    Kolarstwo nie jest ekologicznym sportem. Więcej bidonów ląduje w rowach niż zbieranych jest przez dzieci z miejscowości przez które przejeżdżają wyścigi a imitujący pozycję “super tuck” młodzicy mogą ulegać wypadkom. 

    Wraz z ekscytacją potencjalnym transferem Petera Sagana do Deceuninck – Quickstep i pięcioletnim kontraktem Remco Evenepoela trzeba pamiętać o dysproporcjach w zarobkach czy budżetach grup.

    Ale, hej, nawet, jeśli są jakieś potknięcia, kolarstwo AD 2021 ma potencjał nieobserwowany od lat. A przed nami Ardeny, Giro i kolejne wyścigi, których nie mogę się doczekać!

    Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Marco Alpozzi, materiały prasowe RCS

  • Syndrom sztokholmski

    Syndrom sztokholmski

    Jesteśmy żoną alkoholika. Zakładnikiem obdarzającym sympatią swojego oprawcę. Matką syna marnotrawnego. A może po prostu klasowym głupkiem, który chodząc z karteczką ?kopnij mnie? przyklejoną do pleców sądzi, że rówieśnicy szczerze się do niego uśmiechają gdy idzie szkolnym korytarzem. Fani kolarstwa, tak, to my.

    Sprawy nie było

    We wrześniu Chris Froome po ciężkim dniu na Vuelcie przyjął dużo salbutamolu. Na tyle dużo, że w pobranej podczas badania antydopingowego próbce dopuszczalna norma została przekroczona dwukrotnie. Następnie wygrywa wyścig, jedzie na mistrzostwa świata do Bergen, gdzie 20. września startuje w czasówce a równocześnie dowiaduje się o pozytywnym wyniku testu z Vuelty.

    Do 13. grudnia, gdy Team Sky wydaje na ten temat stosowne oświadczenie, niemal na równi z publikacjami w Guardianie i LeMonde. Pewnie gdyby nie działania tych prestiżowych tytułów, brytyjska ekipa nadal siedziałaby cicho.

    Tak czy inaczej o sprawie wiedział David Lappartient, nowy szef UCI wybrany właśnie na MŚ w Bergen a także wiele innych osób. Czy wiedzieli Włosi z RCS, organizatorzy Giro d?Italia, którzy postanowili zaprosić Froome?a na swój wyścig, płacąc mu przy tym milionowe ?startowe?? Cóż, twierdzą, że nie, ale trudno mi w to uwierzyć.

    Choć kwestia złamania reguł wydawała się oczywista, sam kolarz nie poczuwał się do odpowiedzialności, tłumaczył odwodnieniem, dysfunkcją nerek oraz swoją (jakby na to nie patrzeć zdiagnozowaną i udowodnioną) astmą oraz problemami z górnymi drogami oddechowymi. Salbutamol przecież można brać, niemal do woli, byle z dostępnego na receptę inhalatora, co jak twierdzi zrobił, by ratować swoje zdrowie i koszulkę lidera Vuelta a Espana.

    Sky i Froome postanowili więc udawać, że nic się nie stało a ponieważ Salbutamol to nie jest żaden ?twardy? doping tylko nieznaczne naruszenie zasad, UCI i WADA nie zawieszały winowajcy do wyjaśnienia sprawy. Organizatorzy niektórych imprez odrobinkę się burzyli, ale tylko kurtuazyjnie. Tymczasem Brytyjczyk spokojnie budował formę startując w Andaluzji, Tirreno-Adriatico i Trentino by następnie, po ?etapie dekady? w stylu dorównującym największym mistrzom z przeszłości, po samotnym rajdzie wygrać Giro d?Italia.

    W międzyczasie jego szefowie ze Sky zarzucili UCI setkami stron dokumentacji, działając niczym uciążliwa opozycja sejmowa uskuteczniająca klasyczną obstrukcję.

    Na koniec wreszcie, gdy dyrektor Tour de France Christian Prudhomme wytoczył najcięższe działa i zdecydował o wykluczeniu Froome?a z Tour de France zgodnie z wewnętrznym regulaminem, który pozwala na usunięcie z peletonu postaci mogących zaszkodzić wizerunkowi wyścigu, UCI stwierdziła, że Brytyjczyk jest niewinny.

    Oświadczenie zarówno UCI jak i WADA wskazuje raczej, że federacja kolarska jak i agencja antydopingowa nie wiedzą, co zrobić ze sprawą, mają jej dość i postanawiają odpuścić.

    Równocześnie szereg znawców tematu wskazuje, że bez względu na możliwe okoliczności łagodzące (faktyczna choroba czy udokumentowana konieczność stosowania salbutamolu), nawet przy zwiększeniu dawki terapeutycznej tak wysokie stężenie środka w badanej próbce powinno zakończyć się choćby krótką dyskwalifikacją.

    Ponieważ jednak wszystkie zainteresowane strony są zadowolone, nikt nie będzie się odwoływał i Froome, mimo pozytywnego wyniku testu antydopingowego nie złamał przepisów antydopingowych (ot paradoks), jest zwycięzcą Vuelta a Espana 2017, Giro d?Italia 2018 i może wystartować w tegorocznym Tourze.

    Jak się z tym czujecie?

    Prawidłowy śródtytuł powinien być bardziej dosadny, ale postanowiłem się powstrzymać. W rozwiązaniu przypadku Chrisa Froome?a zabrakło wszystkiego.

    Transparentności działań UCI i WADA, etycznego zachowania drużyny Sky, jasnej komunikacji, równego traktowania podobnych przypadków (za analogiczne przewinienia w niedalekiej przeszłości Alessandro Petacchi i Diego Ulissi otrzymywali kilkumiesięczne dyskwalifikacje) a przede wszystkim uzasadnienia decyzji o zamknięciu postępowania.

    Irytujący jest również fakt pojawiających się zbiegów okoliczności: pierwsza, publiczna informacja o pozytywnym wyniku testu pojawiła się, gdy za temat zabrały się opiniotwórcze gazety zaś decyzja UCI i WADA rzutem na taśmę anulowała bezkompromisowe oświadczenie ASO o wykluczeniu obrońcy tytułu ze startu w Tour de France.

    Posłużę się więc eufemizmem i powiem tylko, że nie wiem jak wy, ale ja czuję się nabity w butelkę.

    Miły gość, który nieznacznie się pomylił

    Równocześnie uważam, że wylewanie na Froome?a wiader pomyj jest pewną przesadą. Jakby na to nie patrzeć, nadużycie, nawet tak wyraźne, leku na astmę to nie jest transfuzja zmodyfikowanej krwi, to nie jest doping EPO czy lekami będącymi poza legalnym obrotem, to nie jest faszerowanie się testosteronem i hormonem wzrostu.

    Mimo całej hipokryzji Dave?a Brailsforda, steku bzdur, który dział marketingu i PR brytyjskiej drużyny dostarcza mediom oraz agresywnym zachowaniom względem dziennikarzy niewykluczone, że Chris Froome jest jednym z najczystszych i najbardziej szczerych zwycięzców wielkich tourów w historii kolarstwa.

    Antydopingowa śruba, mimo dziur w procedurach, niedoskonałości testów, niewydolności laboratoriów i niejednogłośności ekspertów jest przykręcona dość mocno, by nie powiedzieć najmocniej.

    Nadużycia TUE, środków przeciwbólowych i nasennych oraz legalnych stymulantów, mikrodawkowanie EPO i innych ?twardych? środków dopingujących czy wspomaganie technologiczne są faktem. Równocześnie wiele wskazuje na to, że są obecne na wyraźnie mniejszą skalę w porównaniu z oszustwami z przeszłości.

    Co więcej, sam Froome rysuje się jako miła postać w przeciwieństwie do aroganckiego Armstronga, niezrównoważonego Ricco czy prymitywnego Di Luca?i.

    Chris nie tylko dba o środowisko prowadząc kampanię na rzecz czystych oceanów, ale też z szacunkiem wypowiada się o rywalach a do tego, choć na rowerze siedzi niezbyt ładnie, wiele jego zwycięstw naznaczonych jest odwagą, improwizacją i prawdziwym mistrzostwem.

    Obrzucani błotem

    Cóż z tego, skoro brytyjski zawodnik, nawet jeśli jest tylko kieszonkowcem, drobnym cwaniaczkiem w porównaniu z kolarskimi Hitlerami, Pol Potami i Kim Dzong Unami należy do grona tych, którzy nas zawiedli.

    Sport rowerowy jest świetny. Uwielbiam go, pasjonuje mnie od dziecka. Mnogość narracji, różnorodność bohaterów, zaskakujące zwroty akcji są nieporównywalne z jakąkolwiek inną dyscypliną.

    Co więcej, jako jeden z nielicznych poszedł na otwartą wojnę z dopingiem, wielokrotnie decydując się na wymianę ciosów skutkującą kryzysem i problemami finansowymi za to z efektami, na których inni mogliby się wzorować, o ile oczywiście by tylko chcieli.

    Paszporty biologiczne, skanowanie sprzętu, współpraca z koncernami farmaceutycznymi przy opracowywaniu kolejnych testów, dotkliwe kary finansowe, liczne samoograniczenia, na które decydują się kluby i indywidualni zawodnicy to awangarda światowej walki z dopingiem.

    Tyle, że równocześnie brak jest konsekwencji. Być może Pantani był artystą a Contador wirtuozem, ale póki hiszpański mistrz będzie występował jako telewizyjny ekspert bez ujawnienia, jakim cudem u schyłku ?ery epo? ustanowił historyczny rekord tempa podjeżdżania (Verbier 2009) a chwilę wcześniej rywalizował jak równy z równym z nadużywającym każdego z dostępnych środków dopingujących Michaelem Rasmussenem, póty będziemy kręcić się w kółko bez żadnego efektu.

    Gdy część byłych zarówno gwiazd jak i płotek, zazwyczaj pod presją, ?wyspowiadała się?, wciąż wielu działaczy, komentatorów, menadżerów czy trenerów tkwi w zmowie milczenia, serwując nam głodne kawałki na temat wyczynów własnych czy swoich przyjaciół. I czerpie z tego niemałe profity korzystając ze zbudowanego na oszustwie wizerunku.

    A kiedy na scenę wkraczają rycerze czystości z, skądinąd znakomitą, ?filozofią marginal gains? na sztandarach okazuje się, że owszem, popychają nie tylko ten sport, ale i całą branżę rowerową o lata świetlne do przodu, lecz również w swoją strategię wpisują maksymalne naginanie przepisów i, co gorsze, zasad etycznych.

    https://twitter.com/MRasmussen1974/status/984684240888520705

    Pozostaje cynizm

    Wracając znów do szczegółu, hipotetycznie mogło wydarzyć się tak, że Froome przyjął kilkadziesiąt wdechów salbutamolu, mając wyliczoną maksymalną dawkę a wycieńczony organizm kolarza nie zmetabolizował jej odpowiednio i stąd w próbce znalazła się nieprzepisowa ilość substancji.

    To mało prawdopodobne, ponieważ można też przypuszczać, że lider Sky skorzystał z nebulizatora, zażył tabletki, przyjął zastrzyk, lub co najgorsze wykonał transfuzję z krwi pobranej w czasie, gdy korzystał z problematycznego leku. Jednak mogło się wydarzyć i UCI oraz WADA miały rację rozstrzygając sprawę na jego korzyść.

    Tyle, że w przeszłości zamożny i wpływowy zawodnik (czyli Armstrong) skorumpował kolarskie władze, które skutecznie zatuszowały jego pozytywny test na EPO oraz ułatwiły ukrycie stosowania kortykosteroidów. A kilka lat później, co do zasady te same władze próbowały ukryć, ?dla dobra sportu?, klenbuterolową wpadkę Alberto Contadora. Wpadkę, która nota bene nosiła więcej śladów nielegalnej transfuzji krwi niż gastronomicznej pomyłki czy nawet prymitywnego użycia zabronionego leku.

    Wiarygodność UCI oraz, niestety, WADA jest więc obecnie na dramatycznie niskim poziomie, co kładzie cień nie tylko na uczestnictwo Froome?a w Tour de France, ale też na jego cudowne odrodzenie na Giro d?Italia jak również na dokonania wielu innych zawodników, związanych lub niezwiązanych z Team Sky.

    Nie potrafimy sobie poradzić z przeszłością, średnio radzimy sobie z teraźniejszością, w tym z obecnością w składzie skompromitowanej drużyny naszego, polskiego idola. Władze kolarstwa, czy to międzynarodowe czy krajowe są do bani a większą rozpoznawalność ma i tak przeciętny piłkarz-przegryw.

    A mimo to kochamy kolarstwo. Wiecie, żółta gorączka, walka o róż, bruki Roubaix i nawet ten biedny, zasłonięty balonami Gliczarów z komentarzem Sebastiana Szczęsnego. Bo poza tym, że mimo tych wszystkich brudów i całego ogromu związanego z nimi dysonansu, wyścigi dobrze się ogląda, na rowerze po prostu fajnie jest pojeździć. Pościgać się z kolegami, kontemplować szosę w samotności, poćwiczyć na singletracku i zmierzyć się z czasami na stravie. I zapomnieć nie tylko o tym, że Froome oszukuje a w pracy jest pod górkę bardziej niż na Alpe d?Huez. No i może, że któryś ze wspomnianych kolegów też je coś lepszego, ale to już temat na inną okazję ;)

  • Kolarstwo zmienia się teraz

    Kolarstwo zmienia się teraz

    Zmniejszenie liczby zawodników w drużynach do 8. a co za tym idzie całego peletonu do 176 kolarzy to największa zmiana od czasów wprowadzenia obligatoryjnego startu we wszystkich imprezach World Touru zespołów z ?pierwszej ligi?. Sezon 2018 będzie kolejnym, który zmieni oblicze kolarstwa. I my będziemy tego świadkami.

    Co jakiś czas każda dyscyplina sportu przechodzi rewolucję. A to zmienia się sprzęt a to punktacja a to nowe konkurencje wypierają z rynku te tradycyjne.

    Kolarstwo ma już takich przewrotów  za sobą przynajmniej kilka. Ostatni dotyczył ?zresetowania? rekordu w jeździe godzinnej, co przyniosło chwilowe ożywienie w tej materii.

    Kilka lat wcześniej reforma zmieniająca kalendarz i wprowadzająca UCI Pro Tour (obecnie World Tour) sprawiła, że 18 najlepszych ekip musi startować we wszystkich, najważniejszych imprezach w ciągu roku. W związku z tym choćby Giro d?Italia i Vuelta a Espana stały się wydarzeniami o zasięgu globalnym, które za cel stawiają sobie nie tylko zainteresowani nimi gospodarze.

    Jeszcze wcześniej klasyczna jazda drużynowa na czas została wyparta z Igrzysk Olimpijskich przez kolarstwo górskie, w międzyczasie z kolei indywidualna ?czasówka? pojawiła się na mistrzostwach świata. Do łask na Igrzyskach weszły też BMXy a zmian w programie konkurencji torowych trudno zliczyć.

    Najważniejszy wpływ na wygląd kolarstwa szosowego miało jednak połączenie dwóch peletonów: ?zawodowego? i ?amatorskiego? na początku lat ?90 XXw. Podziału, który był pozostałością po zimnej wojnie i rywalizacji ?bloku wschodniego? ze ?zgniłym zachodem?.

    Władze kolarskie (w tym wypadku PCC – Rada Kolarstwa Zawodowego) ciągle próbują majstrować przy regulaminach i przepisach, szukając drogi rozwoju dla całej dyscypliny.

    Pomysł, by zmniejszyć rozmiary peletonu jest odpowiedzią na co raz częstsze, poważne wypadki podczas wyścigów.

    W ostatnich latach w peletonie wielkich tourów jechały 22 drużyny po 9 kolarzy. Daje to liczbę 198 osób. Zmniejszenie rozmiaru ekip o jednego zawodnika redukuje peleton do 176. Co więcej, liczba 176 ma być również graniczna dla wszystkich, pozostałych imprez, także klasyków. A to oznacza jeszcze większe odchudzenie grupy.

    Np. w tegorocznym Paryż-Roubaix do startu przystąpiło 25 ekip po 8. kolarzy. Zmniejszenie peletonu równa się zabraniu trzech ?dzikich kart?. Chyba, że zmniejszymy składy do 7. zawodników.

    Zanim przejdziemy do bezpośredniego wpływu na sam przebieg wyścigów, zobaczmy, co takie zmiany mogą oznaczać dla kolarzy i ich pracodawców.

    Mówi się, że zmniejszenie peletonu oznacza konieczność redukcji etatów o 2-3 zawodników w każdej z ekip. Z tych, którzy odpadną można by więc zmontować kolejny, całkiem solidny team. A nawet dwa.

    Co więcej, brak ?dzikich kart? na część wyścigów może oznaczać likwidację części zespołów. Dla wielu, np. belgijskich czy francuskich teamów uczestnictwo w kilku klasykach cyklu World Tour to wyraźne zwiększenie obecności w mediach i ekwiwalentu reklamowego, jaki można zaprezentować sponsorom. Jeśli nie wystartują, może to oznaczać obcięcie budżetów i dalszą redukcję etatów a być może i upadek kilku klubów.

    Biorąc pod uwagę, że w związku z tym dzikie karty staną się dobrem mocno luksusowym, ciekawe, co to oznacza np. dla naszej ekipy CCC Sprandi Polkowice, która od kilku sezonów miała dość ciekawy program startów?

    Przechodząc teraz od prozy życia do tego, co fan kolarstwa widzi na ekranie, zmniejszenie liczby zawodników w drużynach może mieć różnorakie konsekwencje. Teoretycznie powinno to nieco wyrównać szanse między najbogatszymi a ?średniakami?. Jeden, gwiazdorski kontrakt mniej to sporo pieniędzy, których niektórym brakuje a przez to wsparcie dla lidera drużyny w czasie Tour de France nie jest tak kompleksowe.

    Może to też oznaczać wzrost notowań kolarzy bardziej uniwersalnych, takich, którzy potrafią i dobrze pojechać w górach i nadać tempo w terenie płaskim lub pagórkowatym.

    Jeśli pomyślimy o, zawsze, super mocnej ekipie Sky, która potrafi kontrolować wyścig niemal w każdym terenie, zabierając jej jednego górskiego pomocnika częściowo wyrównujemy szanse pretendentów takich jak np. Romain Bardet z Ag2r.

    Czy to oznacza bardziej otwartą rywalizację? Trudno stwierdzić, ale w tym miejscu warto wziąć pod lupę tegoroczne Giro d?Italia, gdzie na końcowych etapach drużyny właściwie wszystkich faworytów były już mocno przerzedzone, co z kumulacją trudności w ostatnich dniach dało ciekawe ściganie do samego końca.

    Niewykluczone też, że mniejszy peleton to większa szansa na powodzenie ucieczek w wyścigach etapowych, zarówno w górach jak i w terenie płaskim. A jeżeli okrojenie grupy faktycznie zmniejszy liczbę kraks, to, paradoksalnie może to przyczynić się do pozostawienia w grze kilku ważnych graczy więcej przez dłuższy czas.

    Czy to w czasie sezonu wiosennych klasyków czy to w pierwszych dniach wielkich tourów często dochodzi do wypadków, które eliminują z dalszej zabawy przynajmniej kilka istotnych postaci. Niemal co sezon ktoś ?pechowo? żegna się z rywalizacją i wypada z zawodów i treningu na kilka-kilkanaście tygodni.

    Jeśli mniejszy peleton = mniej kraks, ale też i mniejsza kontrola, to niewykluczone, że po zmianie wyścigi nabiorą dodatkowego kolorytu.

    Pewien przedsmak tego, co nas czeka w sezonie 2018 i kolejnych dostaniemy podczas tegorocznego Tour de Pologne. Nasz narodowy wyścig ogranicza bowiem liczbę kolarzy w drużynach z 8 do 7. Będzie to więc ciekawy test i pokaz, czy taka zmiana faktycznie wprowadzi nową jakość w zawodowym peletonie.

  • Kategorie wyścigów mtb XCO i XCM

    Kategorie wyścigów mtb XCO i XCM

    Kolarstwo górskie to mnogość odmian, kategorii i konkurencji. Jak połapać się w skrótach i oznaczeniach? Które imprezy są bardziej a której mniej ważne? Od czego zależy nadana klasa zawodów?

    Cała rodzina mtb charakteryzuje się dużą różnorodnością a, co ważne, spora jej część to wydarzenia nieformalne. Cała hierarchia i klasyfikacha dotyczy części świata kolarstwa górskiego zarządzanego przez UCI – Międzynarodową Unię Kolarską oraz krajowe związki kolarskie, w naszym przypadku PZKol.

    Rodzaje wyścigów

    Ogólnie rzecz ujmując, zinstytucjonalizowane mtb dzielimy na 4 dyscypliny: ?cross country?, czyli wyścigi, nazwijmy je, wytrzymałościowe, do których zaliczamy wszystkie odmiany ?xc?: od formatu olimpijskiego (XCO) przez maratony (XCM) i etapówki (XCS) a kończąc na eliminatorze (XCE) rozgrywanym na ulicach miast a także, rzadko spotykane czasówki (XCT), rozgrywane właściwie tylko przy okazji mistrzostw sztafety (XCR) oraz spotykane jako część większej całości wyścigi z punktu do punktu, czyli de facto odrębne etapy „etapówek” (XCP)

    Do tego należy doliczyć zjazd w formacie klasycznym (DHI) oraz ?maratonowym? (DHM, czyli imprezy typu ?Mega Avalanche?), osobną sprawą są również zawody w ?fourcrossie? (4X) oraz ?enduro? (END, poza kalendarzem UCI nigdzie takiego skrótu nie widziałem).

    Wyścigi w każdej z dyscyplin są podzielone na klasy, od najważniejszych do najmniej istotnych. Zdobywa się na nich punkty do rankingu UCI. Ten daje prestiż oraz decyduje np. o ustawieniu na starcie imprez mistrzowskich.

    Wszystkie oficjalne zawody, w których rywalizują licencjonowani kolarze górscy muszą być wpisane albo do kalendarza międzynarodowego albo do kalendarza krajowego.

    Ponieważ co do zasady zajmuję się ?kolarstwem wytrzymałościowym?, na nim właśnie się skupię. Czyli dalej będzie mowa o ?xc? w różnych jego odmianach.

    Zawody międzynarodowe

    Podział na kategorie wyścigów xc znajdziecie w poniżej zaprezentowanej tabeli:

    Mamy więc do czynienia z następującymi kategoriami zawodów, licząc od najważniejszych, czyli najwyżej punktowanych:

    • Igrzyska Olimpijskie
    • Mistrzostwa Świata (Elita, U23, junior, eliminator, sztafeta)
    • Puchar Świata (Elita, U23)
    • Mistrzostwa Kontynentalne (Elita, U23, junior, eliminator, sztafeta)
    • Mistrzostwa Krajowe (Elita, U23, junior)
    • XCO Junior Series
    • HC (jednodniowe i etapowe)
    • 1 (jednodniowe C i etapowe S)
    • 2 (jednodniowe C i etapowe S)
    • C3
    • XCO Juniorskie

    Zawodów Pucharu Świata jest zaledwie kilka w sezonie (zazwyczaj 6-8), imprez HC również jest niewiele, wyścigów pozostałej kategorii zazwyczaj jest więcej, przynajmniej kilka w danym kraju.

    Przykładowo najwyższą kategorię HC ma wyścig Mai Włoszczowskiej w Jeleniej Górze a w Europie imprez tej klasy jest zaledwie 12. Z kolei cross country kategorii C1 w samych Czechach jest 4 a w Szwajcarii 6. C2 tylko w Europie jest kilkadziesiąt, w tym ?Górale na Start? w Wałbrzychu. C3 ma ?Puchar Burmistrza Białej?, ale też np. kilka eliminacji Pucharu Francji.

    Jeśli spojrzycie w tabelę, jasno z niej wynika, że wygrana w wyścigu kategorii C2 jest warta tyle co? 38. miejsce w Pucharze Świata. Zwycięstwo w C1 to równowartość 23. miejsca w Pucharze a triumf w HC to już poważniejsza sprawa i odpowiednik 11 lokaty tamże.

    Z kolei za wygranie eliminacji Pucharu Świata dostaje się tyle samo punktów co za srebro mistrzostw świata czy Igrzysk Olimpijskich.

    W liczonym rok do roku rankingu UCI, lider wśród mężczyzn ma zazwyczaj ok. 2200-2400 zgromadzonych punktów, kolarz numer 10 ok. 1000-1200.

    Kategoria UCI oznacza nie tylko punkty do rankingu, ale też określone regulaminem, minimalne kwoty nagród finansowych. Zwycięstwo w eliminacji Pucharu Świata to ?3750, HC ?1000, C1 ?600, C2 ?250 i C3 ?200. Za wygranie wyścigu C3 dostaje się tyle samo pieniędzy co za 10. lokatę w Pucharze Świata.

    Oprócz konieczności zapewnienia puli nagród, kolejne kategorie są droższe dla organizatorów w związku z opłatami do UCI, zapewnieniu odpowiedniego standardu obecności w mediach, trasy, powierzchni reklamowych itd.

    Na tej podstawie można wywnioskować, które imprezy są bardziej prestiżowe a które mniej. Daje to również pogląd na taktykę związaną np. z walką o kwalifikacje w Igrzyskach Olimpijskich.

    Zawody krajowe

    W przypadku imprez Polskich również prowadzona jest klasyfikacja, jest nią ?Challenge PZKol?. Co do zasady, stosuje się do niego zbliżone zasady, jak w rankingu UCI. Detale prezentuje poniższa tabela:

    Jak widać, dla zmniejszenia wagi startów zagranicznych (które i tak najczęściej decydują o wygranej w challenge?u) są one punktowane niżej i nie odpowiadają 1:1 punktacji UCI.

    Za wyścigi w Pucharze Polski, bez względu na to, czy są wpisane do kalendarza międzynarodowego czy nie, do krajowego rankingu dostaje się tyle samo punktów co za zagraniczne imprezy C2.

    Dodatkowo znajdziemy jeszcze dwie kategorie imprez krajowych ?A? i ?B?. Choć nie ma listy wyszczególnionych wyścigów dla poszczególnych klas, doświadczenie lat ubiegłych wskazuje, że ?A? to zawody z kalendarza krajowego a ?B? z kalendarza imprez regionalnych. Maratony powinny być podzielone na te, wpisane do Pucharu Polski XCM (o ile taki będzie) i te, tylko zgłoszone do kalendarza PZKol/okręgowych związków kolarskich.

    Podobnie jak w przypadku rankingu UCI, tak i w przypadku Challenge?u PZKol za wygranie lokalnego ?ogórka? dostaje się mniej punktów niż za 10. miejsce w zawodach Pucharu Polski. Z kolei koszulka mistrza kraju daje taką samą korzyść w Challenge?u co zwycięstwo w zawodach Mai Włoszczowskiej w Jeleniej Górze.

    Zgodnie z informacją, którą otrzymałem od Przewodniczącego Kolegium Sędziów, prace nad opisaniem zasad związanych z przyznawaniem kategorii wyścigów krajowych trwają.

    Szczegółowe przepisy regulujące zasady rywalizacji w kolarstwie górskim, w tym w odmianach ?grawitacyjnych? znajdziecie na stronie Kolegium Sędziów PZKol. Klucz punktacji Challenge?u PZKol znajdziecie na stronie PZKol.

  • UCI World Tour 2017. Co, gdzie i jak?

    UCI World Tour 2017. Co, gdzie i jak?

    ?Kolarska Liga Mistrzów? to przeszłość. UCI World Tour rośnie, by nie powiedzieć puchnie i faktycznie się globalizuje. Sezon 2017 to nowa odsłona serii i rankingu najważniejszych imprez dla zawodowego peletonu. Jak wygląda, co się zmieniło i komu będziemy kibicować w tym roku?

    Dokooptowanie dziesięciu nowych imprez to największa zmiana i faktyczna globalizacja kolarstwa. Obecność w World Tourze dostają wreszcie Amerykanie i Brytyjczycy, ściganie na najwyższym poziomie wraca do Niemiec, przedsezonowe zawody na Półwyspie Arabskim są nobilitowane a szybko rozwijający i zdobywający prestiż, włoski Strade Bianche zostaje zrównany z innymi, wiosennymi klasykami. UCI podejmuje też kolejną próbę eksportu zawodowego kolarstwa do Chin, wzmacniana jest też pozycja Australii.

    Wprowadzona zostaje nowa punktacja, dostajemy sporo roszad wśród drużyn zawodowych.

    Zatem nie pozostaje nam nic innego niż przyjrzeć się z bliska tegorocznemu World Tourowi.

    Kalendarz UCI World Tour 2017

    Harmonogram wyścigów w tym sezonie prezentuje się następująco:

    STYCZEŃ
    17.01 – 22.01 Santos Tour Down Under – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    29.01 Cadel Evans Great Ocean Road Race – Nowy Klasyk

    LUTY
    23.02 – 26.02 Abu Dhabi Tour – Nowa etapówka
    25.02 Omloop Het Nieuwsblad – Nowy klasyk

    MARZEC
    04.03 Strade Bianche – Nowy klasyk
    05.03 – 12.03 Paryż-Nicea – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    08.03 – 14.03 Tirreno-Adriatico – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    18.03 Mediolan – San Remo – Monument
    20.03 – 26.03 Volta a Catalunya – Tygodniowa etapówka
    22.03 Dwars Door Vlaanderen – Nowy klasyk
    24.03 Record Bank E3 Harelbeke – Klasyk
    26.03 Gandawa-Wevelgem – Klasyk

    KWIECIEŃ
    02.04 Ronde van Vlaanderen – Monument
    03.04 – 08.04 Vuelta al Pais Vasco – Tygodniowa etapówka
    09.04 Paryż-Roubaix – Monument
    16.04 Amstel Gold Race – Najwyżej punktowany klasyk
    18.04 – 23.04 Presidential Cycling Tour of Turkey – Nowa etapówka
    19.04 La Fleche Wallonne – Klasyk
    23.04 Liege-Bastogne-Liege – Monument
    25.04 – 30.04 Tour de Romandie – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka

    MAJ
    01.05 Eschborn-Frankfurt – Nowy klasyk
    06.05 – 28.05 Giro d’Italia – Wielki Tour
    14.05 – 21.05 Amgen Tour of California – Nowa etapówka

    CZERWIEC
    04.06 – 11.06 Critérium du Dauphiné – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka
    10.6 -18.06 Tour de Suisse – Najwyżej punktowana, tygodniowa etapówka

    LIPIEC
    01.07 – 23.07 Tour de France – Wielki Tour
    29.07 Clasica San Sebastian – Klasyk
    29.07 – 04.08 Tour de Pologne – Tygodniowa etapówka
    30.07 Prudential Ride London-Surrey Classic – Nowy klasyk

    SIERPIEŃ
    07.08 – 13.08 Eneco Tour – Tygodniowa etapówka
    19.08 – 10.09 Vuelta a Espana – Wielki Tour
    20.08 EuroEyes Hamburg – Klasyk
    27.08 Bretagne Classic Ouest-France – Klasyk

    WRZESIEŃ
    08.09 Grand Prix Cycliste de Québec – Najwyżej punktowany klasyk
    10.09 Grand Prix Cycliste de Montréal – Najwyżej punktowany klasyk
    30.09 Il Lombardia – Monument

    PAŹDZIERNIK
    19.10-24.10 Tour of Guangxi – Nowa etapówka

    Włączając nowe wyścigi, UCI załatała dziurę między Tour Down Under oraz Paryż-Nicea. Od tego roku World Tour działa i przyciąga uwagę bez przerwy od stycznia do października.

    Najdłuższa chwila oddechu dla zawodników i ich obsługi to czas między Tour Down Under i Abu Dhabi Tour spowodowana wycofaniem się w ostatniej chwili Tour of Qatar.

    Nie licząc tego, niemal cały sezon nie odpuszcza emocji, dostarcza różnorodnych wrażeń mniejszego lub większego kalibru.

    Bywają nawet dni, gdy niektóre zespoły będą musiały dzielić skład na trzy części. Np. weekend 29-30.07 to równolegle rozgrywane Clasica San Sebastian, Prudential Ride London i Tour de Pologne.

    Punktacja i kategorie

    To już nie te czasy, gdy był jeden World Tour i wszystko było jasne. W sezonie 2017 wyścigi najważniejszej serii UCI są podzielone na aż osiem kategorii.

    Nowością jest poszerzenie listy kolarzy, którzy punktują w klasyfikacji generalnej, zarówno klasyku jak i etapówki. Teraz będzie ich aż 60. Na etapach wielkich tourów punktować do rankingu będzie pierwsza piątka a w pozostałych etapówkach pierwsza trójka.

    Ponad wszystkim stoi Tour de France. ?Wielka Pętla? oferuje 1000 punktów dla zwycięzcy a 60 kolarz ?generalki? dostanie punktów 10, więcej niż za trzecie miejsce na etapie np. Tour de Pologne. Zwycięzca etapu TdF kasuje aż 120 punktów.

    Dalej znajdziemy pozostałe dwa, wielkie toury: Giro d?Italia i Vuelta a Espana. Zwycięzca zarabia tam 850 punktów a triumfator na etapie 100.

    W wielkich tourach punkty zostaną również przyznane zwycięzcom klasyfikacji górskiej oraz sprinterskiej (będzie to warte tyle, ile wygranie etapu).

    Następne w kolejce stoją ?Najwyżej punktowane, tygodniowe etapówki?. To Tour Down Under, Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie, Criterium du Dauphine i Tour de Suisse. Wygrywając każdą z nich kolarz doastanie 500 punktów a każdy etap wart jest aż 60.

    W rankingu wyścigów etapowych czwarte miejsce zajmuje kolejny zestaw: Volta a Catalunya, Dookoła Kraju Basków, nasz Tour de Pologne oraz niderlandzki Eneco Tour. Tam zwycięzca dostaje 400 punktów w klasyfikacji generalnej a na każdym z etapów 50.

    Piątą kategorią etapówek są, dołączone w tym roku Abu Dhabi Tour, Presidential Tour of Turkey, najbardziej prestiżowy w tym gronie Tour of Calirofnia oraz, kończący sezon World Touru Tour of Guanxi w Chinach (o ile się odbędzie). Triumfator każdego z tych wyścigów wygrywa 300 punktów a na etapie do zdobycia jest 40.

    We wszystkich wyścigach etapowych premiowane będzie prowadzenie w klasyfikacji generalnej po każdym dniu: od 25 w Tour de France po 6 w najniżej punktowanych etapówkach.

    To jednak nie wszystko, ponieważ oprócz etapówek mamy też w menu wyścigi jednodniowe. Obok pięciu, najstarszych ?monumentów?: Mediolan-San Remo, Dookoła Flandrii, Paryż-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege i Giro di Lombardia na równi z nimi traktowane są także: Gandawa-Wevelgem, Amstel Gold Race oraz Grand Prix Quebecku i Grand Prix Montrealu. Zwycięzca każdego z nich dostaje 500 punktów, co więcej, trzeci stopień podium wart jest więcej niż np. zwycięstwo w Tour of California.

    Niżej notowane są cenione jednodniówki-klasyki: E3 Harelbeke, Walońska Strzała, Clasica San Sebastian, Hamburg Cyclassic oraz GP Ouest France. Tu za pierwsze trzy miejsca przyznawanych jest tyle samo punktów, co za etapówki klasy Tour de Pologne, czyli ten, kto pierwszy minie linię mety zarabia w rankingu 400 punktów.

    Najmniej można dostać wygrywając w klasyku, który do World Touru dołączył w 2017r: Great Ocean Race, Omloop Het Nieuwsblad, Strade Bianche, Dwars Door Vlaanderen, Eschborn-Frankfurt i Ride London. Najszybszy zawodnik zgarnie 300 punktów.

    Nowi na nierównych prawach

    Do tej pory zasadą World Touru było, że wszystkie zespoły (zazwyczaj 18) z najwyższym rodzajem licencji, miały obowiązek startu we wszystkich imprezach z kalendarza WT.

    W sezonie 2017 to się zmienia. Nowe imprezy (6 klasyków i 4 etapówki) nie są obowiązkowe dla drużyn, za to organizatorzy muszą zgromadzić na starcie przynajmniej 10 zespołów World Touru, aby utrzymać się w ?najwyższej lidze rozgrywek? w kolejnych latach.

    Co to oznacza? Organizatorzy mogą np. porozumieć się z grupą Velon, zrzeszającą część ekip zawodowych (jak zrobili to Brytyjczycy z Ride London) albo, tak jak prawdopodobnie Tour of Turkey, kusić zespoły pokaźnymi premiami związanymi ze startem.

    Jeśli na kalendarz, punktację i tę nierówność nałożymy dodatkowy filtr związany z tradycyjnie pojmowanym prestiżem wyścigów albo mających wieloletnią tradycję albo nowych, ale będących na fali wznoszącej (także tych spoza World Touru), dostajemy niezły galimatias.

    Przed komentatorami kolarstwa stoi ciężkie zadanie przedstawienia i wytłumaczenia tego wszystkiego nie tylko nowym widzom, ale też doświadczonym fanom.

     

    Nowe zespoły, nowi sponsorzy

    W tym roku, rzutem na taśmę z licencją World Touru będzie się ścigało 18 drużyn zawodowych.

    Tak jak punktacja w wyścigach nie jest oczywista, tak i niełatwe jest przyporządkowanie zespołów z licencją World Tour do konkretnych krajów. O tym, skąd ?pochodzi? drużyna decyduje miejsce zarejestrowania licencji.

    Mamy więc 3 ekipy z USA (BMC, Cannondale-Drapac i Trek-Segafredo), gdzie BMC ma więcej wspólnego ze Szwajcarią niż ze Stanami.

    UAE Abu Dhabi to z kolei de facto włoski team, który uratowali szejkowie z Emiratów Arabskich. Bahrajn to projekt-kaprys tamtejszego księcia, jednak zbudowany wokół Vincenzo Nibalego. Katiusza, mimo rosyjskiej nazwy i korzeni zarejestrowana jest w Szwajcarii, natomiast przez sponsorów: Alpecin i Canyona oraz nową gwiazdę w składzie, Tony?ego Martina będzie coraz mocniej kojarzona z Niemcami.

    Z kolei zbudowana za niemieckie pieniądze Bora-Hansgroge stoi Słowianami: liderami będą Peter Sagan i Rafał Majka a w składzie zarejestrowanego w Niemczech Sunwebu jest więcej Holendrów niż Niemców (10:5).

    Orica, choć jest projektem Australijskim, to globalny miks: gospodarzy, Brytyjczyków, Kolumbijczyka czy Czecha a współsponsorem będzie marka z amerykańską tradycją będąca jednak de facto szwajcarską, czyli Scott.

    Ciekawie wygląda też przegląd sprzętu. Po dwie ekipy jeżdżą na rowerach Specializeda (Bora Hangrohe i Quick Step Floors) oraz Canyona (Movistar i Katusha-Alpecin).

    Nowym graczem w World Tourze jest firma Factor, na najwyższy poziom kolarstwa wyczynowego powraca również Colnago za sprawą zespołu z Abu Dhabi. Ten z kolei (znany przez lata jako Lampre) pożegnał się z Meridą, która jako sponsor tytularny wspiera projekt z Bahrainu.

    Tylko jeden team (Katiusza) będzie jeździł na osprzęcie SRAM, trzy na Campagnolo (Movistar, Abu Dhabi i Lotto Soudal) a reszta (14) na Shimano, z czego prawdopodobne jest, że Astana będzie testowała lub zmieniała w czasie sezonu grupę na FSA.

    Zespoły, które obecnie mają licencję World Touru, teoretycznie są bezpieczne przez najbliższe 2 lata, zatem do końca sezonu 2018. Później planowane jest wprowadzenie systemu awansów/spadków niczym w ligach sportów drużynowych, ale temat pewnie będzie powracał i zmieniał się jeszcze wiele razy. Jeśli jakaś ekipa w międzyczasie ?odpadnie? np. z powodów finansowych, w jej miejsce nie zostanie przyznana nowa licencja, uzupełniająca skład do właściwych ?18? sztuk.

    Co ciekawe, mimo rozbudowanego kalendarza i wielu nakładających się na siebie startów (a przecież World Tour to nie wszystko, ekipy biorą udział również w wyścigach z kalendarzy kontynentalnych), wprowadzono sugestię, by ilość dni startowych dla każdego z kolarzy nie przekraczała 85. w ciągu roku.

    Do nowych koszulek, roszad wśród sponsorów i wielkich gwiazd w zmienionych barwach (Contador i Degenkolb- Trek Segafredo, Nibali – Bahrain Merida, Sagan i Majka – Bora Hansgrohe, Gilbert – QuickStep Floors) będziemy się po prostu musieli przyzwyczaić

    Zdrowie i bezpieczeństwo

    Tak jak w 2016, istotnym elementem będzie ?Protokół Ekstremalnych Warunków Pogodowych? umożliwiający skracania i zmianę trasy lub nawet odwoływanie wyścigów lub etapów.

    W ramach dbałości o zdrowie i warunki pracy kolarzy a także, by przeciwdziałać pokątnie organizowanemu dopingowi, drużyny muszą zatrudniać na osobnych stanowiskach certyfikowanych trenerów. Kompetencje nietrenerskiego czy też niemedycznego personelu mają być regulowane i ograniczone.

    Zdjęcie okładkowe: ANSA/ANGELO CARCONI, Strade Bianche 2016, materiały prasowe RCS

     

    ZOSTAŃ PATRONEM XOUTED

    O tym, co to jest Patronite, do czego służy i czemu właściwie proszę Was o wsparcie przeczytacie tutaj. A klikając w banner poniżej możecie zobaczyć mój profil i zrobić zrzutę na dobrą treść o kolarstwie:
    Zostań patronem XOUTED patronite.pl/xouted

  • Motodoping: UCI jak zawsze spóźniona

    Motodoping: UCI jak zawsze spóźniona

    Rowery wspomagane miniaturowymi silnikami elektrycznymi istnieją i są używane w zawodowym peletonie. Dziennikarskie śledztwo, wypowiedzi zawodników, menadżerów i raport komisji CIRC wskazują, że jest to realny problem. A UCI, jak to UCI najpierw czeka a potem próbuje wyważać otwarte drzwi, gdy są gotowe, sprawdzone rozwiązania.

    Elektryczne wspomaganie roweru jest dalekie od tego, co znamy ze współczesnych, komercyjnie sprzedawanych ?e-bikeów?. To raczej rozwinięcie dostępnego na rynku rozwiązania ?Gruber Assist?, czyli baterii i silnika schowanych w rurze podsiodłowej i przekładni podłączonej do osi suportu. Mają również istnieć mniejsze systemy znajdujące się w tylnej piaście a także system elektromagnetyczny wykorzystujący konstrukcję aerodynamicznej, karbonowej obręczy koła. Podobno wspomaganie może być włączane np. gdy tętno zawodnika przekroczy 160, co powoduje, że kolarze nie będą się zakwaszać, oszczędzając energię na kluczowe momenty wyścigu.

    Aby uzyskać miniaturyzację a także zapewnić odpowiednią wydajność wspomagania , co ważne, odporność na wstrząsy oraz spotykane w kolarstwie trudne warunki pracy: wodę, zimno, błoto, użyte podzespoły: baterie i silniki mają pochodzić ze sprzętu wojskowego lub używanego do budowy np. satelitów.

    Dziennikarskie śledztwo wskazuje, że siedmiu kolarzy na wyścigach Strade Bianche oraz Settimana Coppi e Bartali korzystało ze wspomagania ukrytego w rurze podsiodłowej lub w tylnej piaście. Mają na to wskazywać zdjęcia z kamery termowizyjnej.

    Tymczasem kontrolerzy UCI skanują rowery przy pomocy tabletów wykrywających pole elektromagnetyczne. Podczas Paryż-Roubaix i Ronde Van Vlaanderen sprawdzili większość rowerów. Być może jest to skuteczne, a z pewnością spektakularne.

    Wróćmy jednak do podstaw. Rower to prosta konstrukcja o skończonej ilości użytych podzespołów. Nawet, jeśli na wyposażeniu znajduje się elektronika czy też hydraulika, dość łatwo jest rozpoznać części, które w danym sprzęcie mają się znajdować a które budzą podejrzenia.

    Co więcej, choć zawodowcy chętnie korzystają z prototypów czy też elementów przedprodukcyjnych, co do zasady ich sprzęt jest seryjny i nie różni się od tego, który można kupić w przysłowiowym ?dobrym sklepie rowerowym?.

    Idąc dalej: są dyscypliny sportu, w których zgodność sprzętu z regulaminem jest sprawą kluczową i dokładnie kontrolowaną. W skokach narciarskich, gdzie ?wyścig zbrojeń? jest procesem ciągłym, kombinezony zawodników są plombowane, a tuż po zakończeniu rywalizacji mierzone i sprawdzane.

    Owszem, skok trwa kilka sekund a cały konkurs, nawet przerywany przez wiatr, nie więcej niż dwie godziny. Zawody kolarskie to często cały dzień, wliczając prezentację, podpisywanie listy, start honorowy, właściwy wyścig, dekorację i kontrolę antydopingową bywa, że ponad osiem godzin.

    By nie szukać daleko, podobny harmonogram miewają różne imprezy w sportach motorowych. Tam badanie techniczne sprzętu jest elementem gry a samochody czy motocykle sporą część czasu spędzają w ?parku zamkniętym?. Bywa, że pojazd zwycięzcy w związku z podejrzeniem zastosowania nawet nie tyle poprawiającej osiągi co niehomologowanej części, jest rozbierany na czynniki pierwsze.

    Dogłębne sprawdzenie rowerów kolarzy z podium (oraz sprzętu ich drużyn) przez doświadczonych mechaników zajęłoby kilka godzin i dało jednoznaczne odpowiedzi, w każdym razie zdecydowanie bardziej jednoznaczne niż przy badaniu próbek krwi czy moczu pobieranych w czasie kontroli antydopingowej.

    Eksperci, dziennikarze i działacze wydają się jednak funkcjonować w oderwaniu od rzeczywistości. Zamiast czym prędzej wdrożyć bezpośrednie, skuteczne metody znane choćby z rajdów i wyścigów samochodowych, Gianni Bugno czy Greg Lemond chcą kamer termowizyjnych na trasie, zamiast skanowania tabletami przed startem. A wystarczy zabrać rowery pierwszym kolarzom na mecie, zanim zajmą się nimi masażyści i mechanicy drużyn oraz oznaczyć czy też zaplombować sprzęt na dachach samochodów technicznych. Użycie jakiegokolwiek innego, nieautoryzowanego byłoby karane dyskwalifikacją, tak jak w przypadku kombinezonu skoczka narciarskiego.

    Kilka nowych procedur to oczywiście większy koszt i większe odpowiedzialność ciążąca na – i tak mocno zajętych – członkach zaplecza technicznego grup zawodowych. Wierzę jednak, że da się kontrolować rowery sprawnie, skutecznie i, co najważniejsze, bez tego całego PRowego cyrku, który mamy obecnie. Wszak rower, nawet z ukrytym silniczkiem to nie rakieta kosmiczna a wciąż całkiem prosta maszyna.

    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak jak w przypadku ?epidemii EPO?, tak i w sprawie dopingu UCI funkcjonuje opieszale, zabierając się do działania od, ekhm, tyłu. Wiele wskazuje bowiem na to, że ?doładowanie? rowerów, choć nie na masową skalę, to jednak jest stosowane w peletonie przynajmniej od kilku sezonów. Tymczasem jedynym udowodnionym przypadkiem jest znaleziony, stosunkowo prymitywny, silnik w przełajowym rowerze Femke van den Driessche.

  • Nowy rok, nowy ranking

    Nowy rok, nowy ranking

    Od pierwszego stycznia obowiązuje nowy UCI World Ranking. W zasadzie nie jest nowy, poza kosmetycznymi zmianami w punktacji jako takiej to przywrócenie stanu sprzed 2005r i wprowadzenia Pro Touru. Teraz, tak jak i wtedy, kolarze będą klasyfikowani w systemie zbliżonym do znanego z tenisa.

    Ogólne założenie jest dość proste. Zawodnicy zbierają punkty cały czas we wszystkich możliwych wyścigach. Jest jeden ranking, który obejmuje cały kalendarz Międzynarodowej Unii Kolarskiej, od World Touru po imprezy kategorii .2.

    W latach 2005-2015 kolarze ekip Pro Team punktowali tylko w imprezach World Tour. Zawodnicy drużyn Pro Kontynentalnych i Kontynentalnych klasyfikowani byli tylko w ?Tourach Kontynentalnych?. Zespoły Pro Team nie zbierały punktów w wyścigach kontynentalnych, podobnie jak ekipy prokontynentalne jadące ?z dziką kartą? w World Tourze pozostawały bez punktów. Było to skomplikowane, niejasne i niesprawiedliwe. Aby stwierdzić, czy lepszy jest Nacer Bouhanni (jeżdżący w ?drugoligowym? Cofidisie) czy worldtourowy sprinter Mark Cavendish (w ostatnim sezonie Etixx-Quickstep) potrzebne były niezależne, ?wirtualne? rankingi działające według starego systemu, np. CQ Ranking.

    Od sezonu 2016 wracamy do sprawdzonych metod. Każdy kolarz i drużyna zbiera punkty tam, gdzie startuje, zależnie od klasy imprezy.
    Wyścigi podzielone są na następujące kategorie:

    • Wielkie Toury z wyróżnionym Tour de France
    • World Tour podzielony na dwie grupy, wyżej i niżej punktowane
    • Wyścigi etapowe i jednodniowe kategorii HC, Klasy 1 i Klasy 2. Oznaczane są następująco:
      1.HC, 1.1, 1.2 dla imprez jednodniowych oraz 2.HC, 2.1 i 2.2 dla etapówek, gdzie ?HC? to najwięcej a .2 najmniej punktów
      Do tego dochodzą wyścigi dla młodzieżowców (U23), czyli 1.2U oraz 2.2U i narodowe. Kolarze poniżej 23 roku życia punktują razem z „Elitą”, mają być jednak wyraźnie oznaczeni w tabelach
    • Osobną kategorię posiadają również Igrzyska Olimpijskie, Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Kontynentalne oraz Narodowe

    Podczas wyścigów etapowych klasy World Tour oraz Wielkich Tourów kolarze zdobywają punkty nie tylko za klasyfikację generalną, ale także na poszczególnych etapach, za wygrane klasyfikacje specjalistyczne w wielkich tourach (górską czy punktową) oraz za jazdę w koszulce lidera ?generalki? imprezy rangi World Tour.

    Szczegółową punktację dla poszczególnych wyścigów znajdziecie w ogólnych przepisach dla kolarstwa szosowego w rozdziale X, ?Rankingi?, czyli od strony 57. Polskiej wersji dokumentu można się za jakiś czas spodziewać na stronie Kolegium Sędziów PZKol

    Dodatkowo prowadzony będzie ranking narodowy, do którego zbierane będą punkty uzyskane przez ośmiu najlepszych kolarzy jeżdżących z licencją danego kraju.

    Ranking będzie aktualizowany co tydzień, w każdy poniedziałek począwszy od 11 Stycznia 2016.

    Najważniejsze i zarazem najciekawsze rozwiązanie, to wprowadzanie zasady znanej np. z tenisa ziemnego. UCI World Ranking będzie liczony nie w systemie roku kalendarzowego a na bieżąco w odniesieniu do poprzednich 12 miesięcy. W kolejnych sezonach zawodnicy będą więc bronili punktów uzyskanych rok wcześniej startując w tych samych wyścigach lub wybierać bardziej pasujące im, lecz podobnie lub wyżej punktowane wyścigi.

    Dla przykładu, by utrzymać wysoką pozycję w rankingu, Michał Kwiatkowski, który miał znakomitą wiosnę 2015 (np. 2 miejsce w Paryż-Nicea, Volta a Algarve, 8 w Kraju Basków i pierwsze w Amstel Gold Race) będzie musiał po raz kolejny celować w ?Ardeński Tryptyk?, ale też poszukać punktów w etapówkach World Touru: czy będą to te same czy też zamiast Paryż-Nicea wybierze Tirreno-Adriatico a zamiast Kraju Basków Volta a Catalunya nie ma znaczenia. Jeśli jednak nie stanie na podium ?Wyścigu ku Słońcu? a zajmie miejsce poza nim, straci punkty zdobyte rok temu i spadnie w klasyfikacji.

    Nowy ranking, który łączy w sobie wszystkie wyścigi jest jednym z działań UCI, które upraszczają i wyjaśniają sytuację. Zamiast sześciu klasyfikacji, w których nie wszyscy mogli zbierać punkty mimo uczestnictwa i osiągniętych rezultatów będzie jedna a o zdobytym miejscu decydować będą wyniki uzyskane w wyścigach o określonych kategoriach.

    Od sezonu 2016 będzie również funkcjonował kobiecy World Tour, ale o jego szczegółach wspomnę przy najbliższej okazji.

  • Kolarski 2015: Listopad i Grudzień

    Kolarski 2015: Listopad i Grudzień

    Bez wyścigów, za to z wieloma wydarzeniami ?na zapleczu? kolarstwa. Sezon 2015 kończy się dywagacjami o przyszłości tego sportu, pojawiają się nowi sponsorzy i nowe perspektywy.

    Oleg Tinkow odejdzie z kolarstwa?

    Wizjoner i wichrzyciel zarazem, rosyjski bogacz Oleg Tinkow zapowiedział, że po sezonie 2016 kończy z finansowaniem kolarstwa. Twierdzi, że nie udało mu się wpłynąć na UCI i całe środowisko by ten sport zmienił się w komercyjny, dochodowy show. Sam ?utopił? w zespole, który przejął od Bjarne Riisa ok. 60 milionów euro. Po skończeniu przygody z kolarstwem swoje usługi finansowe będzie reklamował tradycyjnymi spotami w telewizji.

    Jeśli jego obietnica się spełni, wyścigi rowerowe zostaną pozbawione kolejnej wyrazistej i charyzmatycznej postaci. Być może nie wszystko, co Tinkow mówi  ma sens, ale spora część jego intuicji jest słuszna. Tak czy inaczej będzie go brakować w peletonie i na twitterze.

    Spory wokół reformy kolarstwa

    Według Tinkowa kolarstwo nie zmienia się tak szybko jak powinno. Plany reformy: kalendarza, hierarchii drużyn zawodowych czy przyznawania licencji tkwią w martwym punkcie. Propozycje UCI spotkały się z ostrą krytyką, głównie ze strony właścicieli Tour de France, czyli korporacji ASO. Francuzi zapowiadają wycofanie swoich wyścigu z cyklu World Tour, grożą secesją, równocześnie nie podając atrakcyjnej alternatywy dla rozwiązań UCI.

    To nie pierwsza taka sytuacja. Zbliżonej sytuacji doświadczaliśmy gdy rodził się Pro Tour. Wtedy też właściciele najbardziej prestiżowych i tradycyjnych imprez próbowali rodzajem szantażu forsować swoje interesy. Efekt był taki, że kolarstwo traciło na wizerunku a w najważniejszych imprezach i tak ścigali się najlepsi. Teraz sytuacja wygląda podobnie.

    Degradacja Tour de Pologne

    Pewne zmiany zachodzą już teraz. Przetasowano klasyfikację wyścigów na skutek czego w nowym rankingu Tour de Pologne traci swoją pozycję, dotychczas równą z innymi etapówkami World Touru. Teraz nasz wyścig będzie traktowany na równi z Dookoła Kraju Basków czy Volta a Catalunya, ale niżej niż np. Tour Down Under. Sam nowy ranking ma sens, powraca bowiem do systemu, w którym liczone były punkty ze wszystkich imprez UCI, bez podziału na World Tour czy Toury Kontynentalne (zamiast tego, by poznać realną ?moc? poszczególnych kolarzy trzeba było odwoływać się do nieoficjalnych klasyfikacji jak CQ Ranking). World Ranking to de facto przywrócenie sytuacji sprzed reformy Pro Tour, będzie on funkcjonował na podobnej zasadzie co rankingi tenisowe. Punkty będą zbierane rok do roku, zatem by utrzymać pozycję trzeba będzie bronić miejsca uzyskanego w danej imprezie w poprzednim sezonie.

    Dane Froome?a

    Chris Froome oficjalnie ujawnił wyniki swoich badań wydolnościowych. Po wycieku plików z podjazdu na Mont Ventoux w 2013r było sporo zamieszania a Brytyjczyk obiecał się przebadać i wyniki podać do wiadomości publicznej. Tak też zrobił i choć wśród największych sceptyków dane budzą pewne wątpliwości, wiele wskazuje na to, że Froome faktycznie nie kłamie. Rezultaty osiągane w laboratorium uzasadniają tempo jazdy na szosie. Punkty odniesienia w postaci paramterów ujawnianych przez innych kolarzy a także prowadzonych niemal po każdym etapie estymacji pokazują, że mamy do czynienia z bardzo utalentowanym, ale nie odbiegającym od ?normy? (jaką jest ścisła czołówka dowolnej konkurencji wytrzymałościowej), organizmem.

    Nowi sponsorzy

    Mimo przepychanek między UCI a ASO, wydaje się, że w kolarstwie dzieje się lepiej. Pojawiają się nowe marki, które chcą się promować przy pomocy sportu rowerowego. Lidl i Segafredo wchodzą jako sponsorzy Etixx-Quickstep i Treka. Z kolei w Polsce Orlen ze swoją marką Verva inwestuje w zespół Active Jet, dzięki czemu w sezonie 2016 będziemy mieli dwie drużyny (pierwszą jest CCC Sprandi Polkowice) w gronie ekip Pro Continental. Choć ekipa Sky będzie kończyła współpracę z Jaguarem i Raphą, z pewnością na ich miejsce pojawią się nowe, prestiżowe korporacje, które zwiążą się z brytyjskim zespołem. Nietypowych pojazdów seriwsowych w peletonie World Touru jednak nie zabraknie. Giant-Alpecin będzie w przyszłym sezonie poruszał się samochodami Mini. Z kolei wspomniana Rapha wraz z niemieckim Canyonem tworzy i wspiera jedną z mocniejszych ekip kobiecych. Generalnie rzecz ujmując wydaje się, że jest więc całkiem nieźle a kolarstwo zaczyna być atrakcyjne nie tylko dla szalonych mecenasów, ale i dla myślących komercyjnie sponsorów. Tą właśnie, optymistyczną myślą kończę podsumowania sezonu 2016.

  • Jakie będzie kolarstwo w 2020r?

    Jakie będzie kolarstwo w 2020r?

    Reforma kalendarza, pomysły na ograniczenie liczebności drużyn w wielkich tourach, coraz częstsze pomysły eksportu wyścigów w mniej tradycyjne rejony. Dyskusja trwa, ciekawe, gdzie nas zaprowadzi.

    W Barcelonie debatowano nad dalszym kształtem World Touru. To z pewnością ważka kwestia dla drużyn zawodowych i organizatorów wyścigów. Stabilność i przejrzystość procesu licencjonowania, gwarantowane uczestnictwo w najważniejszych imprezach, związane z tym koszty i zyski, to wszystko ma znaczenie.

    Aby nie było wątpliwości, UCI jest otwarta także na głosy kibiców. Po objęciu posady przewodniczącego Federacji przez Briana Cooksona, zainteresowani fani mogli wypowiedzieć się w dostępnej ankiecie na tematy, które sami uważają za ważne.

    Trzeba przyznać, że w ostatnich latach sama UCI jak i całe kolarstwo przechodzi wyraźną modernizację. Unia pod rządami Cooksona lepiej komunikuje się ze światem: zarówno strona internetowa jak i ?media społecznościowe? są aktualizowane, komunikaty publikowane bez zbędnej zwłoki, te pozytywne jak i dotyczące trudniejszych spraw (doping).

    Powszechny dostęp do kamer HD zmienia relacje telewizyjne (lub internetowe), wzbogacając je o obrazy ?z wnętrza peletonu?, samochodów technicznych a dziennikarze coraz chętniej zaglądają na zaplecze: do autobusów, ciężarówek serwisowych czy hoteli.

    BRIAN COOKSON.jpg
    BRIAN COOKSON” by Humpty77Own work. Licensed under CC BY-SA 3.0 via Commons.

    W tyle wciąż są organizatorzy wyścigów. WWW części imprez wyglądają niczym sprzed dekady a gdyby nie niezależne serwisy i twitter, trudno byłoby doszukać się wyników czy multimediów.

    Podobnie ma się sprawa z zespołami. Niektóre poza oczywistą aktywnością, jaką są starty w zawodach, stały się dostarczycielami wysokiej jakości, angażujących treści.

    Z roku na rok sezon wydłuża się o kolejne tygodnie. Zawodowcy zaczynają ścigać się już w połowie stycznia, kończą w połowie października. Nieznoszące pustki media niegdyś ?martwe? trzy miesiące wykorzystują do promocji przełajów.

    Mimo to, kolarstwo szosowe wciąż pozostaje ostoją konserwatyzmu. W 2015r kobiety ledwo przebijają się ze swoim głosem i własną aktywnością do szerszej publiczności a wszystkie najważniejsze imprezy rozgrywane są w Europie.

    Popularność, jaką wyścigi rowerowe zdobywają w krajach anglosaskich nieco równoważy przewagę Starego Kontynentu, ale Tour Down Under, Tour of California czy Tour of Britain to wciąż druga liga, nawet na tle teoretycznie niżej notowanych, ale mających większą tradycję imprez we Włoszech czy Francji.

    Interesy sponsorów i branży rowerowej wskazują jednak wyraźnie, że już wkrótce przynajmniej kilka stosunkowo nowych imprez będzie lepiej obsadzona i bardziej emocjonująca niż część wyścigów europejskich. Sztuczne pomysły UCI by eksportować kolarstwo np. do Chin nie przebijają się tak dobrze jak działania producentów sprzętu czy zewnętrznych sponsorów, którzy mocno angażują się w rozwój imprez w USA czy Australii. Nie bez znaczenia jest też kapitał szejków z Półwyspu Arabskiego, którzy chętnie ściągają do siebie gwiazdy sportu.

    W ten sposób, raczej wcześniej niż później jeden z wielkich tourów wystartuje w Omanie, Katarze a może w Waszyngtonie a zimowe ściganie w Emiratach będzie punktowane na równi z Paryż-Nicea czy Tour de Suisse.

    W związku z tym, i z rosnącymi kosztami uczestnictwa i logistyki, musi dojść do porozumienia w kwestii podziału zysków z praw do transmisji TV, o mocniejszą reprezentację i wpływ na wydarzenia będą walczyć nie tylko UCI, organizatorzy wyścigów, ale także grupy zawodowe i zrzeszający się w związki sami kolarze.

    Pytanie, czy w obliczu zmian na świecie stuletnie ?monumenty?: Mediolan-Sanremo, Paryż-Roubaix czy Giro di Lombardia przestaną pobudzać wyobraźnię? Nie sądzę. Czy Tour de France z ośmioosobowymi drużynami będzie mniej pasjonujący niż z obecnie? Raczej nie. Z pewnością w ciągu najbliższych pięciu lat wiele się zmieni, ale pewne elementy pozostaną stałe. Flandryjski bruk weryfikujący umiejętności i siłę największych gwiazd i miliony fanów na alpejskich przełęczach niełatwo odsunąć w przeszłość. Nawet, jeśli kolarstwo stanie się bardziej globalne, egalitarne i jeszcze bardziej komercyjne.