Tag: TV

  • Jak rozpoznawać kolarzy?

    Jak rozpoznawać kolarzy?

    Obserwując wyścigi kolarskie nie zawsze można dostrzec, który zawodnik wygrywa etap, atakuje lub leży w kraksie. Jak zatem ich rozpoznać w ujęciach z przodu, z boku, z helikoptera?

    To problem, z którym nie tylko zmagają się komentatorzy, ale też my, oglądając ulubionych zawodników czy to w telewizji czy w internecie (jeśli w obecnych czasach to nie to samo).

    Mając do czynienia z wyścigiem, gdzie rywalizacja jest przewidywalna a o zwycięstwo walczą same gwiazdy, sprawa jest ułatwiona. Jeżeli trafiamy na mniej eksponowaną imprezę, do tego ze słabszą jakością relacji a w peletonie jadą zawodnicy lub – o zgrozo – zawodniczki (których nie zna prawie nikt), całość komplikuje się jeszcze bardziej.

    Zatem po kolei, jak poradzić sobie z kibicowaniem kolarzom i skutecznie rozpoznawać kolejne postaci?

    Lista startowa

    To podstawa. Jeśli wiemy, kto startuje w zawodach, to już jesteśmy do przodu. Listy można znaleźć na oficjalnych stronach wyścigów, ale przydatne (ze względu na prostotę nawigacji) są portale takie jak np. procyclingstats.com.

    Kolarze mają numery startowe umieszczone na plecach oraz na rowerze. Ich odczytanie jest łatwe, gdy przed peletonem jedzie kilkuosobowa ucieczka a operator na motocyklu robi zbliżenia sylwetek zawodników. W innych przypadkach potrzeba sokolego wzroku i rozdzielczości HD, by po zarysie numerów stwierdzić, kto jest kim.

    Sprawę ułatwia, że w większości przypadków każda z ekip ma zarezerwowane numery w danej dziesiątce, np. 1-9, 41-48, czy 171-178. Z ?jedynką? (1, 11, 51, 161 itd.) zazwyczaj jedzie lider drużyny, kolejni kolarze są uszeregowani alfabetycznie.

    Pierwszy numer startowy przyznaje się zwycięzcy z poprzedniego roku lub też, jeśli nie startuje, kolarzowi z drużyny, którą reprezentował triumfator.

    Kluby

    To oczywista oczywistość, ale w połączeniu z listą startową warto zaznajomić się z kolorami koszulek poszczególnych zespołów startujących w wyścigu. To szczególnie ważne na początku sezonu, gdy część ekipy zmienia sponsorów, a co za tym idzie wzór strojów a wielu kolarzy zaczyna jeździć dla nowych klubów.

    W tłumie łatwo wyłowić charakterystyczne barwy, takie jak pomarańcz CCC Sprandi Polkowice czy zieleń Cannondale Drapac. Choć każdy chce się wyróżnić, wiele zespołów z daleka wygląda podobnie. W teorii ?retro? projekt Lotto-Soudal (biały, szeroki pas na czerwonej koszulce) powinien być super, jednak widziany z helikoptera jest łatwy do pomylenia np. z Katiuszą (biały znak na czerwonym tle).

    Zespołów, które prezentują różne odcienie i kombinacje niebieskiego czy też granatu jest bez liku. Co dobrze wygląda na ekranie komputera grafika, w praktyce przestaje się wyróżniać, pozostaje więc przyglądanie się detalom.

    Quick Step ma białe rękawki, które zaskakująco dobrze widać z daleka, odcień strojów Astany jest bardziej jaskrawy, Sky ma niebieski, pionowy pasek przez środek pleców. Konia z rzędem temu, kto przy nie najlepszej widoczności od razu odróżni Borę od Orica?i czy Movistaru.

    Liderzy i mistrzowie

    To najprostsze, co może być. Mistrz świata ma białą koszulkę z tęczowym pasem, do tego jeszcze często tęczowe elementy na stroju i rowerze. Najszybszy kolarz Igrzysk Olimpijskich lubi, dla odmiany, stroić się w złoto. Mistrzowie krajów często są wyróżnieni przez swoje zespoły wyjątkowymi strojami (choć nie zawsze, niektóre ekipy skutecznie ukrywają narodową symbolikę w korporacyjnym projekcie narzuconym przez sponsora). Np. Rafał Majka w grupie Bora Hansgrohe otrzymał nie tylko specjalną koszulkę, ale i kask.

    Na Tour de France, by uniknąć pomyłek zespoły, na co dzień operujące w swojej identyfikacji kolorem żółtym, zmieniają barwy na inne. Podczas mniejszych wyścigów zdarza się, że liderzy klasyfikacji mają zbliżony strój do koszulek konkurencyjnego zespołu a np. na Volta a Catalunya tak się złożyło, że sponsorzy trzech głównych klasyfikacji ubierają zawodników na biało.

    Na zbliżeniach warto zwrócić uwagę na drobiazgi: często byli mistrzowie kraju lub byli mistrzowie świata mają na rękawkach i stójce opaski (właściwie to nadruki, ale w kształcie opasek) z narodową lub mistrzowską symboliką. By z tego skorzystać, trzeba oczywiście wiedzieć, kto był w przeszłości mistrzem np. Belgii czy Francji a kto nie. Ale zawsze to jakaś podpowiedź.

    Ważne funkcje

    Jeśli nie pamiętacie, to komentatorzy często przed decydującymi momentami, zależnie od potrzeb, przypominają, kto w danej ekipie jest sprinterem, kto lubuje się w ucieczkach a kto jest liderem na klasyfikację generalną. I tak, podczas Giro d?Italia 2017 wiadomo, że jeśli finiszuje kolarz z Quick Stepu, to jest to Fernando Gaviria. Na Tour de France prawdopodobnie będzie to Marcel Kittel, który rywalizujący z Markiem Cavendishem z Dimension Data (o ile oczywiście Brytyjczyk wróci do formy po chorobie).

    Warto dowiedzieć się, kto jest głównym pomocnikiem lidera, wtedy z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że ten, kto doprowadza sprintera do finiszu to ściśle określona postać, której brak można tłumaczyć tylko jakiś wyjątkowym wydarzeniem.

    Podobnie ma się sprawa na etapach górskich. Jeśli nie mamy do czynienia z Team Sky, który żongluje pomocnikami Chrisa Froome?a na kolejnych etapach, dość łatwo można stwierdzić, kto jest tym ostatnim towarzyszem lidera drużyny na serpentynach Stelvio czy Galibier.

    Postura

    Nawet, jeśli obaj jeżdżą w granatowych koszulkach, wiadomo, że Froome jest wysoki, szczupły a na rowerze siedzi niczym zraniony mrówkojad a  Quintana jest niewysoki i pedałuje z niską kadencją. Contador w charakterystyczny sposób ?tańczy? wstając z pedałów a Sagan jest bardzo mocno zbudowany.

    Powiedzmy sobie szczerze: liderów i tak rozpoznamy, bo są wyróżnieni na wiele innych sposobów.

    Unikając rasizmu, warto zwrócić uwagę na wzrost – ?górale? z Ameryki Południowej są często niżsi a specjaliści klasyków z Belgii czy Holandii wyżsi i bardziej masywni. I o ile na trasie Paryż-Roubaix próżno szukać śniadych chucherek, o tyle w peletonie wielkiego touru trafimy i na tych i na tych.

    Od kiedy zawodnicy obowiązkowo jeżdżą w kaskach a twarze zakrywają sporych rozmiarów okulary, trudniej jest ich rozpoznać po wyrazie twarzy czy fryzurze. Mimo to, nieco widać. Simon Geschke słynie z brody a Franco Pelizotti czy Filippo Pozzato mają bujne fryzury, które i tak wystają spod kasków. Ktoś się garbi, ktoś krzywo trzyma głowę, ktoś inny, niczym pies, wystawia język.

    Warto na to zwracać uwagę i zapamiętywać.

    Detale i custom

    Zasłonięci kaskami i okularami, kolarze starają się akcentować swoją indywidualność. Nawet, jeśli są związani kontraktem, mają pewną elastyczność w kwestii wyboru modelu okularów czy butów lub kolorów tychże.

    Część zawodników dostaje od sponsorów specjalne wersje, przygotowane wyłącznie dla nich, które ułatwiają rozpoznanie postaci w tłumie.

    Co więcej, sprawa dotyczy także rowerów. Limitowane edycje, specjalne malowanie i dzięki temu można łatwo określić, kto jest kim.

    Idąc dalej, w przypadku złej lub zmiennej pogody, część kolarzy jest inaczej ubrana: niektórzy mają nogawki, niektórzy ochraniacze na buty. Bywa, że w ramach jednej drużyny część zawodników jedzie w kaskach aerodynamicznych , część w klasycznych modelach. Rozpoznanie postaci i połączenie jej z określonym dodatkiem w fazie wyścigu, gdy jeszcze nie idzie pełny gaz może być przydatne w późniejszej części relacji.

    Najgorsza sytuacja to ta, gdy w ulewnym deszczu wszyscy ubrani są w czarne pelerynki bez logotypów.

  • Rowerowy atak w telewizji

    Rowerowy atak w telewizji

    Dziś rano spora część bloku reklamowego w przerwie telewizji śniadaniowej wypełniły reklamy rowerów! Sportowych, miejskich, rekreacyjnych? Producenci wyraźnie chcą, by ?na dwa kółka? w końcu wsiedli absolutnie wszyscy.

    Kwietniowy powrót zimy dosłownie sprowadził mnie do parteru i zamiast na rozjazd po świąteczny nabijaniu kilometrów w górach w spokoju ćwiczyłem na podłodze. Rzucając okiem na włączony w tle telewizorek w przerwie ?Dzień dobry TVN? zauważyłem, że jednym z bloków reklamowych zawładnęły rowery.

    Najpierw zaprezentował się Carrefour ze swoim rowerem miejskim za kilkaset złotych. Miło, kolorowo i wiosennie. Niestety nie trafiłem nigdzie na wideo, ale sprzęt ewidentnie adresowany jest do kobiet chcących połączyć dojazd do pracy czy zakupy z ruchem na świeżym powietrzu. Ot, taki zestaw lajfstajlowych stereotypów, ale biorąc pod uwagę prostotę oferowanego sprzętu i niedumpingową cenę, można stwierdzić, że ?markeciak? nie różni się niczym od najprostszej damki sprzedawanej w sklepach rowerowych.

    Następnie na scenę wkroczył Decathlon ze swoim hitem, czyli Btwinem 520. To prawdopodobnie najciekawszy sprzęt, jaki można kupić za 1299zł. Reklama jest z gatunku tych, które ewidentnie pobudzają wyobraźnię i zachęcają do zrobienia kroku w stronę bardziej zaawansowanej jazdy. Zobaczcie zresztą sami (zamieszczam włoską wersję, która poza jednym detalem jest taka sama jak polska):

    https://www.youtube.com/watch?v=OXg8Fo4a6hg

    (dla porównania polska wersja, poniżej:

    )

    Czy na ?520? można regularnie jeździć w takim terenie i tempie jak to zaprezentowano w spocie, trudno ocenić. Obiegowa opinia głosi, że to całkiem sensowny sprzęt. Uwagę zwraca jedynie cena, niższa we Włoszech niż w Polsce. No ale cóż, oni są w kryzysie a u nas kraj mlekiem i miodem płynący, więc nas stać ;).

    Na koniec do gry wszedł Romet, który, pokazuje różne modele i style jazdy, ale główny przekaz jest na wskroś patriotyczny. To ?nasze-polskie? rowery. Raczej nie ma tu za wiele sentymentu do tradycji marki, całość w dość sztampowy sposób prezentuje uśmiechniętych, młodych ludzi z wielkiego miasta lubiących aktywnie spędzać czas. Tak czy inaczej, producent spotu stawia na rower jako element ?lajfstajlu?, co dobrze wpisuje się w czas antenowy, w którym reklamę obejrzałem.

    https://www.youtube.com/watch?v=NTsLiV8JtY4

    Połowa bloku reklamowego wykupionego przez marki rowerowe w przerwie ?Dzień Dobry TVN?, programu adresowanego do ?biurowej klasy średniej? to nie przypadek. Producenci musieli poczuć krew, skoro ogłaszają się w telewizji.

    Co więcej, w Telewizji Publicznej od kilku tygodni możemy oglądać ?Magazyn kolarski?, od patrzenia na który co prawda nieco bolą zęby (archiwum odcinków znajdzicie na http://sport.tvp.pl/29365496/magazyn-kolarski), no ale jego obecność to symptom ożywienia w około rowerowych tematach.

    Możemy się spodziewać, że gdy tylko wyjdzie słońce, o ?miłośnikach dwóch kółek? (tak samo zgrany slogan jak ?białe szaleństwo? w odniesieniu do narciarstwa) będziemy słyszeć wszędzie i od wszystkich.

    Czy to dobrze? Tak. Nawet, jeśli tu i ówdzie pojawi się jakaś mniejsza lub większa bzdurka, skoro rowery goszczą w telewizorku, to znaczy, że idziemy we właściwym kierunku. Bo to wciąż o wiele, wiele większy budżet niż w prasie, o internecie nie wspominając. Skoro więc ?się ogląda? a w domyśle również ?się sprzedaje? to nie pozostaje nic innego, niż się cieszyć.

    I tak właśnie zamierzam. No chyba, że ktoś bardzo podpadnie ;)

    PS a najlepszą póki co reklamę dla kolarzy prezentuje Eurosport. Ze swoim hasłem ?home of cycling? w kilkudziesięciu sekundach znakomicie wyjaśnia, o co chodzi w całej tej zabawie.

  • Gdzie śledzę kolarstwo?

    Gdzie śledzę kolarstwo?

    Czasy się zmieniają, relacja telewizyjna jest jednym z ostatnich źródeł informacji o bieżących wydarzeniach. Z resztą, czy to na informacji najbardziej nam zależy? Podsumowując sezon na różne sposoby zauważyłem, że ?newsy? coraz bardziej tracą priorytet na rzecz innych materiałów.

    Nic nie zastąpi emocji, których dostarczają sportowcy ?tu i teraz?. Relacja na żywo to najlepszy sposób, by śledzić poczynania kolarzy, lepsza nawet od kibicowania przy trasie. Ma ono w sobie wiele uroku i jest świetnym doświadczeniem, ale jeśli interesuje was faktyczny przebieg rywalizacji, lepiej zasiąść przed ekranem.

    Walczący do ostatnich metrów trasy w Richmond Peter Sagan, szalony pościg Contadora na przełęczy Mortirolo, Rafał Majka wspinający się na podium Vuelty, ?Kwiato? trzymający koło na Caubergu czy bezkompromisowa jazda Degenkolba na trasie do Roubaix to z pewnością jedne z najbardziej emocjonujących momentów sezonu 2015.

    Większość wyścigów, choć ciekawa, nie oferuje takiej porcji wrażeń, ważne jest tylko kto, gdzie i kiedy. Uzupełnieniem a bywa, że i zastępstwem obrazu jest dla mnie twitter. Strumień wiadomości najszybciej dostarcza informacji o składzie ucieczek, kraksach, wynikach premii, tempie i wielu innych wydarzeniach w peletonie, także z imprez nietransmitowanych przez telewizję. Wiadomości z pierwszej ręki, komentarze samych zainteresowanych i kilka niekwestionowanych gwiazd (Oleg Tinkow, Jonathan Vaughters, Rogoberto Uran czy Mark Cavendish) ubarwiają przekaz.

    Poza tym, że korzystam z twittera, oczywiście oglądam relacje na żywo na rozmaitych ekranach (Eurosport, TVP, Polsat Sport w TV oraz streamingi), niezastąpione są również powtórki i skróty (legalne oraz nie) na youtube.

    Jeśli nie śledziłem wydarzeń na twitterze, wyników szukam w dwóch miejscach: na cyclingnews oraz rowery.org. Bardzo rzadko sprawdzam strony konkretnych wyścigów. W większości wypadków są fatalnie zaprojektowane i trudo ich używać.

    Tekstowych relacji post factum właściwie nie czytam, zwłaszcza tych długich. Dużo ciekawsze są wszystkie materiały dodatkowe i właśnie w tym miejscu wchodzimy na teren, na którym następuje największa zmiana w stosunku do tego, co jeszcze mieliśmy do dyspozycji kilkanaście miesięcy temu.

    Pierwszy element to rewelacyjne zdjęcia. Cyclingtips czy Strava prezentują imponujące galerie najwyższej jakości. To nie tylko portrety kolarzy z ucieczki i uniesione ręce zwycięzcy na mecie, ale prawdziwe fotoreportaże pokazujące cały kontekst wyścigu. Znacie te galerie dobrze, gdy tylko znajduję coś ciekawego, ląduje w porannym Loverove. Obrazy faktycznie znaczą więcej niż tysiąc słów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że tej klasy zdjęcia są o wiele ciekawsze niż powtórki wideo.

    Do tego dochodzą wywiady i publicystyka. Miesięcznik Pro Cycling wyznaczył standard, który następnie, dzięki wspólnemu wydawcy trafił do cyclingnews i rozprzestrzenił się po innych mediach. Pogłębione materiały, które odpowiadają na pytania początkujących i wyczerpują potrzeby wieloletnich fanów, napisane dobrym językiem to ?jakościowa treść?, z której przyjemnie korzystać.

    Swój kamyczek do ogródka dorzucają też Australijczycy z Cyclingtips, którzy co jakiś czas publikują reportaże, prezentują historie i wygłaszają opinie. Każdej z tych form daleko jest do informacyjnej, ?portalowej? sieczki znanej z polskich mediów mainstreamowych.

    Ostatnim elementem układanki są blogi, na czele z The Inner Ring. Anonimowy autor analizuje i objaśnia kolarstwo na poziomie, którego nie prezentuje nikt inny. Jego teksty pełne są niuansów, na które trudno samemu zwrócić uwagę a równocześnie starają się nie komplikować spraw, skutecznie zdobywając uznanie czytelników.

    Jeśli miałbym podzielić czas, który poświęcam śledzeniu wydarzeń kolarskich, to właśnie te wszystkie elementy dodatkowe zajmują go więcej niż same relacje z wyścigów. Świeże, intrygujące i poszerzające światopogląd, autorskie materiały to nowa jakość w mediach rowerowych. Powoli pojawiają się też po polsku, ale o tym będzie osobny wpis :)

  • Sport społecznościowy

    Sport społecznościowy

    Gdy zawodnicy i zawodniczki stoją na starcie kolejnych etapów Tour de Ski, obok ich nazwisk i przynależności narodowej wyświetlane są linki do profili na twitterze lub instagramie. Niby nic takiego, ale pokazuje, jak zmienia się sport i kim są jego gwiazdy.

    Zarówno sama federacja narciarska jak i jej członkowie są bardzo aktywni w mediach społecznościowych. Faktycznie twitter i instagram są dla nich świetnymi formami komunikacji. To w tzw. obecnych czasach żadna nowość czy też ekstrawagancja, ale włączenie tych kanałów do najbardziej popularnego, czyli relacji tv pokazuje, że w FISie myślą nieco inaczej niż w innych związkach sportowych.

    http://instagram.com/p/xRX5HSDSmF/

    Możemy patrzeć na narciarstwo biegowe i samo Tour de Ski jak na wydarzenie niszowe, dla koneserów z kilku krajów na północy Europy. Jednak koncepcja imprezy musiała się przyjąć szerzej, skoro od lat organizatorzy są w stanie fundować bardzo atrakcyjne nagrody finansowe. Porównując sytuację z kolarstwem, rekompensata za ośmiodniowy wysiłek zwycięzcy, ale też i zwyciężczyni wynosi tyle, co za trzytygodniowe Giro d?Italia. To do pewnego stopnia zamyka temat i nakazuje traktować Tour de Ski z pełną powagą a nie tylko jako arenę zmagań Justyny Kowalczyk z Marit Bjoergen, którym kibicuje garstka koneserów.

    Nie śledzę narciarstwa klasycznego tak dokładnie jak kolarstwa, ale wspomniane we wstępie ?ikonki społecznościowe? wyświetlane na ekranie TV są dla mnie pewnego rodzaju wisienką na torcie. Jasne, kolarstwo również ma swoich twitterowych celebrytów: Oleg Tinkow, Peter Sagan, Rigoberto Uran czy Mark Cavendish co chwilę popisują się bon motami, zdjęciami i wdają w kontrowersyjne polemiki. Ma to jednak charakter nieoficjalny i choć jest źródłem cennych informacji i rozrywki, nie jest wykorzystywane do promocji dyscypliny, przynajmniej wprost.

    Tymczasem realizatorzy transmisji z biegów mówią wprost: dołączcie do zawodników, dostajecie w prezencie dostęp do części ich prywatności, są bliżej was, wystarczy kliknąć. O ile kolarski twitter i kolejne wygłupy Rigoberto Urana są dla koneserów, którzy wiedzą, czego i gdzie szukać, śniadanie i skarpetki Kikkan Randall są podane na tacy wszystkim widzom relacji tv. Co więcej, strona FISu prezentuje rozbudowane profile każdego z biegaczy, gdzie znajdziemy krótkie dossier, aktualne wiadomości, listę wyników, a nawet wideo (oraz oczywiście linki do stron i profili społecznościowych). Zatem to wszystko, czym jeszcze niedawno brylowali komentatorzy i sprawozdawcy kibic może teraz sam przeczytać, kiedy tylko ma na to ochotę.

    Skoro przy rozważaniach o reformie kolarstwa pojawiają się różne, niekiedy dziwne pomysły (np. stałe numery startowe na cały sezon), czemu nie skopiować kolejnego od braci-narciarzy. ?Social ikony? w relacji TV z pewnością nikomu nie zaszkodzą, za to mogą być źródłem większego zainteresowania kolarstwem. Dossier zawodników na stronie federacji to również znakomite rozwiązanie. Przy okazji to mała podpowiedź dla organizatorów krajowych wyścigów oraz portali przygotowujących relacje: dajcie fanom coś więcej.