Tag: Tour de Pologne

  • Aerodynamika i Elektryka – rowery z Tour de Pologne

    Aerodynamika i Elektryka – rowery z Tour de Pologne

    Po feerii nowości, prezentacji i customowych rozwiązań, sprzęt, który zawodowe ekipy przywiozły na Tour de Pologne nie rzucił na kolana. Z drugiej strony zawsze warto zobaczyć, na czym ścigają się najlepsi profesjonaliści i jakie rozwiązania stosują, by swoją pracę uczynić jak najbardziej efektywną.

    Uwagę zwraca powszechność stosowania elektrycznej grupy Dura Ace Di2 wśród ekip sponsorowanych przez Shimano. Nieliczni zawodnicy używali wersji klasycznej. Z kolei drużyna Movistar testuje elektryczne Campagnolo, które nareszcie wygląda jak wersja produkcyjna. Na linki stawia nadal SRAM. Co ciekawe, grupy, które korzystają z osprzętu tego producenta zazwyczaj jeżdżą na mechanizmach korbowych od innego dostawcy (np. Rotor z eliptycznymi zębatkami). Dla porównania, jeśli ktoś ma Dura Ace, to korby (nawet jeśli z systemem SRM), również pochodzą od Shimano.

    Powszechne jest zakładanie usprawnień mających na celu zapobiegnięcie spadaniu łańcucha. Trudno powiedzieć, czy zawodowcy obawiali się polskich dziur czy też może współczesny napęd jest tak wrażliwy, w każdym razie metalowy pręt (Campagnolo) lub bardziej wyrafinowany, wycięty z CNC podobny element był niemal standardem. Nie zauważyłem natomiast popularnego kilka lat temu „Dog Fang” firmy Deda.

    Co jeszcze? Heinrich Haussler, który miał obronić Daniela Martina przed Peterem Saganem na ostatni etap założył aerodynamiczne koła z obręczą 80mm. Na premii lotnej musiał się rozpychać, by pokonać Słowaka, na mecie już mu na to nie starczyło sił. Znaczy, że nie samą techniką człowiek żyje.

    Warto zwrócić też uwagę na drobiazgi: mocowania numerów startowych, podpisy na ramach, customowe malowanie czy prowadzenie linek lub przewodów elektrycznych. Zapraszam do przeglądnięcia kilku zdjęć wykonanych przed etapami V (wokół Zakopanego) i VII (w Krakowie)

    [nggallery id=4]

  • 68. Tour de Pologne? Było nieźle!

    68. Tour de Pologne? Było nieźle!

    Tour jest tylko jeden. To Tour de France. Nasz Tour de Pologne nigdy go ani nie dogoni ani nie zastąpi. Patrząc na zakończony właśnie Wyścig, wygląda na to, że powoli zadamawia się w światowej elicie. Jestem ciekaw, czy Wasze spostrzeżenia po tegorocznym TdP pokrywają się z moimi.

    Polacy

    Oczekiwania były większe. Jak na ostatnie lata spory urodzaj rodzimych zawodników: zawodowcy z ProTouru (Lampre, Liquigas, Saxo Bank, Vacansolei), start polskiej ekipy (CCC Polsat) a do tego kadra narodowa. Efekty? Liczne ucieczki, koszulka najaktywniejszego (Kurek), koszulka najlepszego górala (Gołaś) i dwóch zawodników w top10. Do tego obiecujący talent (Paweł Cieślik) na horyzoncie. Nieźle, naprawdę nieźle. Na plus zaliczyć trzeba też postawę Bartosza Huzarskiego, który jak przystało na kapitana Kadry został najwyżej sklasyfikowanym Polakiem (7. Lokata) a gdy było trzeba dawał szansę młodym.

    Na minus, mimo rozlicznych prób, postawę grupy CCC. Można mówić, że próbowali, że byli aktywni i że są grupą Pro Continental, więc słabszą niż elita światowego kolarstwa. Marek Rutkiewicz po raz kolejny próbował wygrać wyścig i po raz kolejny w taki sam sposób ? brawurowym atakiem na mokrym zjeździe. Po raz kolejny taka taktyka nie przyniosła rezultatu. Tomasz Marczyński  próbował wygrać etap i gdyby nie to, że cały czas był utrzymywany jako backup dla Rutkiewicza w kwestii walki o ?generalkę? być może miałby na to szansę. Tym samym CCC zakończyło wyścig ze sporym zwrotem z obecności w mediach, ale bez realnego sukcesu sportowego.

    Czy aby na pewno? Być może problemem jest postrzeganie Tour de Pologne jako czegoś gorszego a tymczasem to wyścig klasy World Tour. Punktowany tak samo jak inne tygodniowe etapówki. Jeszcze do niedawna 9. miejsce Sylwestra Szmyda w Tour de Romandie traktowaliśmy jako sukces. Zatem siódme miejsce Huzarskiego i 10. Rutkiewicza to niezłe wpisy do ich własnego portfolio. Co nie zmienia faktu, że nadal czekamy na zwycięstwa ważniejsze niż poboczne klasyfikacje. Jeśli nie generalka to choćby etap. Stać nas na to, tylko może trzeba nieco zmienić priorytety.

    Zagraniczne gwiazdy

    Peter Sagan to wschodząca gwiazda światowego kolarstwa. Podobno podczas testów w Liquigasie zaprezentował potencjał fizjologiczny, jakiego dawno nie widziano u zawodowego kolarza. Jest mocny, jest szybki i ma instynkt zwycięzcy. Jest bardzo młody (rocznik 1990) a już może rywalizować ze światową elitą. Niektórzy widzą w nim następcę Gilberta, ale ponieważ wywodzi się z MTB, kto wie, może będzie następcą Evansa? Z niecierpliwością czekam, co pokaże podczas hiszpańskiej Vuelty, choć tam będzie głównie wspierał Nibalego w walce o obronę tytułu. Fakt, że Nibali zostawił sporo zdrowia na podhalańskich szosach pilotując Słowaka w walce o zwycięstwo pokazuje, że wierzy w niego i kierownictwo ekipy i jego koledzy z ekipy.

    Kolejny plus to Daniel Martin. Ubiegłoroczny zwycięzca na poważnie wziął sobie do serca fakt, że wystartował z numerem jeden na koszulce. Nie udało mu się, ale walczył do końca pokazując, że wysoko ceni sobie wynik na Tour de Pologne.

    O finiszach Marcela Kittela powiedziano już niemal wszystko, teraz czas, by znakomitą dyspozycję pokazaną w Polsce potwierdził kolejny level wyżej ? w starciu z elitą światowego sprintu.

    Szczególnie zmotywowana była ekipa Vacansolei, miejsca 3 (Marcato) i 4 (Poels) w klasyfikacji końcowej, Michał Gołaś najlepszy góralem i aktywne uczestnictwo w każdym finiszu. Choć była to ekipa bez wielkich nazwisk w składzie, zdecydowanie uczestniczyła w kreowaniu losów wyścigu. Może to dobry wzór dla naszego CCC?

    Kto zawiódł? Lampre (ale podobno Scarponi i Niemiec trenowali tu przed Vueltą) i naszpikowana gwiazdami (di Luca, Paolini, Pozzato) Katusha. Więcej można się też było spodziewać po Astanie.

    Trasa

    Wielkich gór w Polsce nie mamy, ale z dostępnego materiału wyciśnięto całkiem sporo. Inna sprawa, co ze swoją areną zrobili sami zawodnicy. Peter Sagan nieźle jeździ po górach, więc czekając do ostatnich kilometrów trudno myśleć o tym, że można go zgubić. Przy wyrównanym poziomie współczesnej czołówki, trzeba podejmować więcej prób, być może mniej schematycznych by myśleć o zmęczeniu lub zaskoczeniu rywali. Rundy w miastach? Cóż, w Warszawie czy Krakowie uzasadnione, zwłaszcza, że dookoła sporo elementów charakterystycznych. Etapy w Zagłębiu i Katowicach były do siebie tak podobne, że trudno znaleźć dla nich wytłumaczenie inne niż tylko komercyjne. W telewizji najładniej zaprezentował się Cieszyn. Okrążenia z brukowanym podjazdem, do tego piękna architektura w tle to dobre połączenie. Przy coraz lepszej jakości polskich dróg (plus robione w ostatniej chwili poprawki i remonty) i zmianie koncepcji dwóch środkowych etapów dostajemy trasę może nie porywającą, ale godną klasy imprezy.

    Ewentualne propozycje? (Zaznaczmy, że realne i odłóżmy marzenia o przełęczy karkonoskiej na kolejne dziesięciolecie). Zmiana warszawskiego etapu na nośną medialnie drużynową czasówkę oraz korekta na pierwszym etapie tatrzańskim. Zamiast ciężkiego sprintu pod Krokwią finałowy podjazd na Gubałówkę. Bardziej selektywny a i lepiej rozpoznawalny. Co o tym sądzicie?

    TVP

    Na koniec słówko o poziomie relacji w mediach. Telewizja Publiczna zrobiła spory krok na przód. Komentatorski duet Piotr Sobczyński ? Wacław Skarul sprawdził się nieźle nie irytując kibiców i dając dość informacji laikom. Gdyby tylko wyciąć to, co poza samą relacją, byłoby zupełnie w porządku. Do tego Cieszyn, Kraków, Warszawa, Będzin, Dąbrowa Górnicza wyglądały godnie a podhalańskie pejzaże ujmująco. Popracować trzeba nad infografikami i światłem. Późno popołudniowe słońce wyraźne sprawiało realizatorom sporo problemów, ani TVP ani Eurosport nie radziły sobie z ustawieniem kontrastu, choć prezentowały sygnał nieco odmiennie.

  • Adam Hansen ? z mtb na szosę

    Adam Hansen ? z mtb na szosę

    Z australijskim kolarzem chciałem porozmawiać już kilka lat temu. Dla mnie jest przede wszystkim dwukrotnym zwycięzcą Crocodile Trophy, jednej z najcięższych etapówek mtb. Od 2007r jeździ w topowych drużynach szosowych i jest pomocnikiem swoich liderów.

    Z Adamem Hansenem rozmawiałem przed startem piątego etapu 68. Tour de Pologne, Zakopane-Zakopane. Mając w pamięci komentarze wokół roli, jaką pełni m.in. Sylwester Szmyd w grupie Liquigas zapytałem mojego rozmówcę o jego stosunek do pracy dla innych kolarzy. A także o to, co sądzi o nieśmiertelnych ?Rundach Langa?, którymi kończą się wszystkie etapy naszego wyścigu.

    Marek Tyniec: Kiedy ostatni raz jeździłeś na rowerze górskim?
    Adam Hansen: (śmiech) Och, dość dawno temu. Chociaż nie, byłem dwa tygodnie temu na treningu mtb. Czasami trenuję na rowerze górskim, ale się nie ścigam. Właściwie ostatnim moim wyścigiem było Crocodile Trophy (2005, przyp. mt), później jeszcze startowałem w Alpen Tour, ale wycofałem się po pierwszym etapie na skutek upadku.

    Zawsze chciałem z tobą porozmawiać właśnie o Crocodile Trophy. Ale teraz jesteś zawodowym szosowcem i jeździsz jako pomocnik liderów swojej drużyny. Właściwie to jest dobre nawiązanie, ponieważ przyjechałeś do Polski a polscy kibice mają spory problem z tym, że nasz najlepszy kolarz, Sylwester Szmyd jest właśnie pomocnikiem. Jak ty się czujesz w takiej roli?
    Cóż, to trudne pytanie. Z punktu widzenia sportowca to całkiem dobry układ. Jeździsz w profesjonalnej drużynie, co powoduje, że twoja praca jest o wiele prostsza. To zespół zajmuje się znajdowaniem sponsorów i organizacją drużyny. W mtb masz zazwyczaj indywidualny sponsoring i wiele rzeczy jest na twojej głowie. Kolarstwo szosowe jest oczywiście w ogóle bardziej zorganizowane, zatem każdy ma swoje zadania do wykonania.

    No dobrze, ale co z twoimi prywatnymi ambicjami?
    Z tym jest zawsze problem. Zwłaszcza, że jestem Australijczykiem i nie jeżdżę w australijskiej drużynie, tylko w belgijskiej. Więc muszę się liczyć z tym, że zawsze zawodnicy z Belgii będą stawiani przede mną. Oczywiście czasami dostaję swoją szansę, ale dzieje się tak bardzo rzadko. W sumie bycie pomocnikiem lidera to nie jest taka zła rzecz. Jadąc na wyścig wiesz, co masz robić. Jeśli się dobrze wywiążesz ze swojego zadania, zespół jest z ciebie zadowolony. Jeśli zespół jest zadowolony, proponuje ci kontrakt na kolejny rok i tak dalej.

    W takim razie jakie są twoje zadania tutaj, na Tour de Pologne?
    Na płaskich etapach pomagam Adamowi Blythe, naszemu sprinterowi. Jak na młodego, rozwijającego się zawodnika idzie mu całkiem nieźle. Na drugim etapie przyjechał w pierwszej dziesiątce. Oprócz tego naszym liderem jest Jan Bakelands, zawodnik z Belgii, w miarę swoich możliwości będę mu pomagał na kolejnych etapach.

    Blythe jest rozwijającym się zawodnikiem (21 lat). W sumie ty też jesteś ciągle młody, może nie bardzo (30), ale ciągle możesz poprawiać swoje możliwości.
    To prawda. Do Polski przyjechałem jednak pomóc młodszym kolegom oraz zbudować formę przed Vuelta Espana, który jest jednym z moich głównych celów w sezonie.

    Co planujesz tam osiągnąć?
    Będę tam wspierał Jurgena Van Den Broecka, naszą gwiazdę na wielkie toury. Podczas Vuelty jest kilka etapów, gdzie będzie bardzo potrzebował mojej pomocy, więc ciężko będzie szukać możliwości szansy dla samego siebie.

    Wracając trochę do tematu kolarstwa górskiego, czy chciałbyś jeszcze kiedyś pościgać się w mtb?
    Jasne!

    Ale jako profesjonalista, czy tak jak niektórzy eks szosowcy dopiero na sportowej emeryturze, w kategorii masters?
    Właściwie, to chciałem pojechać znowu w Crocodile Trophy już w zeszłym roku, ale mój poprzedni zespół ? HTC nie pozwolił mi na to. W przyszłości zdecydowanie będę chciał spróbować jeszcze raz. Myślałem nawet o tym, żeby wystartować w tym sezonie, zobaczę, jak ułożą się moje starty w dalszej jego części. Problem z łączeniem mtb z szosą jest taki, że na szosie mamy bardzo wiele dni startowych. Kontrakt mam z drużyną szosową Omega Pharma Lotto i płacą mi za ściganie się na szosie. Do tego dochodzi możliwość ewentualnej kontuzji. Tak jak powiedziałem, chętnie wystartuję w Crocodile Trophy, ale to zależy od tego czy będę jechał Giro di Lombardia.

    Gdy kilka lat temu usłyszałem, że na stałe przechodzisz na szosę ucieszyłem się. Potem byłem jednak trochę zdziwiony. ?Górale? zazwyczaj dobrze czują się w górach a ty raczej rozprowadzasz sprinterów.
    Tak, to może wydawać się dziwne, ale z drugiej strony kolarze mtb są bardziej uniwersalni. Posiadają sporą wytrzymałość siłową i dobrze znoszą wysokie obciążenia. Przez to często są też dobrymi czasowcami. A od tego jest niedaleko do dyktowania tempa na płaskich etapach. W MTB nie musisz mieć dobrego przyspieszenia, ale jesteś w stanie rozkręcić niezłe tempo, co jest przydatne przy rozprowadzaniu sprintera. To dość cenna umiejętność.

    A co sądzisz o naszym wyścigu, jak ci się podoba trasa, szczególnie rundy w miastach?
    (uśmiech) Rozmawialiśmy nawet o tym z kolegami ostatniego wieczora. Dla kibiców to z pewnością jest spora atrakcja?

    …a dla was?
    ?cóż? dla kibiców to z pewnością jest spora atrakcja (śmiech). No dobrze, jeśli mam poszukać zalet, to miło jest jechać przy dopingu ludzi stojących przy trasie, w miastach jest ich więcej. I oczywiście możemy się lepiej zapoznać z finiszem. Jeśli runda jest dobra i bezpieczna, to dobrze, całkiem fajnie można przejechać taki etap. Jeśli jest wymagająca i jest na niej jakiś podjazd, wtedy łatwiej dokonać selekcji, ale i łatwiej się pogubić. Tak naprawdę to jest mi obojętne, czy etap kończy się rundami czy nie.

    Czego spodziewasz się w ciągu najbliższych dwóch dni?  Znasz nasze podjazdy? Niektóre są całkiem strome.
    Tak, słyszałem, że może być dość ciężko. Ale nie obawiam się tego.

    Czy myślisz, że Peter Sagan może obronić koszulkę lidera?
    Nie ma zbyt wielu powodów, dla których miałoby mu się to nie udać (Hansen nie pomylił się zbyt wiele, Sagan dobrze poradził sobie w górach)

    Planujesz tu przyjechać w przyszłym roku?
    Tak, to dobry wyścig. Podoba mi się i pasuje do kalendarza.

    A czy wiesz już, w jakiej drużynie będziesz jeździł w kolejnym sezonie? Twoja grupa przechodzi transformację, prowadzisz już jakieś rozmowy?
    Sprawa jest ciągle otwarta właśnie ze względu na to, że Omega Pharma i Lotto rozchodzą się. Nie jesteśmy więc pewni co dalej, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu będziemy wiedzieli więcej.

    Jesteś jednak na tyle cenionym pracownikiem, że nie powinieneś mieć kłopotów z podpisaniem kontraktu?
    Zgadza się, mam kilka propozycji z różnych drużyn, ale też chętnie zostałbym tu gdzie jestem, zwłaszcza że część ekipy pozostaje razem i management chciałby nas zatrzymać.

    Na koniec chciałbym zapytać o Cadela Evansa. Obaj macie podobne korzenie: australijsko-mountainbikeowe. Czy jego popularność w jakiś sposób przekłada się też na ciebie? Czy ktoś mówi: o, jest kolejny ?Aussie?, który przeszedł z mtb na szosę, może on też będzie wygrywał wielkie toury?
    Tak, kilka osób mnie o to pytało i właściwie ty też właśnie to robisz. A odpowiadając szerzej. Przechodząc z mtb na szosę, twoje ciało jest bardziej, hmm? proporcjonalne. Mamy mocniejsze górne partie ciała. W sumie to pomaga na szosie, gdy nie jest się tak filigranowym. Przejście z mtb na szosę wydaje się być łatwiejsze niż zaczynanie na szosie od zera.

    A ile teraz ważysz? (przy wzroście 183cm)
    W tej chwili 77kg

    Nie widać, ale to całkiem sporo.
    Heh, dzięki. Ale za to mam sporo siły.

    Adam Hansen poszedł jeszcze na chwilę do teamowego autobusu. Jak na kogoś, kto przez kolejne dwa dni ma pokonać niemal trzydzieści podjazdów uchodzących za jedne z trudniejszych w tym kraju, wyglądał na całkiem zrelaksowanego. Etapy 5. i 6. ukończył w środku stawki.

  • Znów się nie udało?

    Znów się nie udało?

    Po czterech etapach Polacy nadal są bez zwycięstwa. Mimo rekordowej frekwencji w zawodowym peletonie Tour de Pologne, ?nasi? póki co wykazują hart ducha i wolę walki. Nominalni liderzy stracili niestety cenne sekundy. Wizja choćby jednego polskiego dnia oddala się coraz bardziej.

    Dotychczasowy przebieg wyścigu można określić stwierdzeniem deja vu. Gdzieś to już widziałem. Rok temu, dwa lata temu. Pięć lat temu? Podobnie jak lokalni zawodnicy podczas Wielkiej Pętli wchodzący w rolę ?dzielnych Francuzów?, którzy brak spektakularnych sukcesów nadrabiają heroiczną walką w ucieczkach, tak i Polacy są w stanie rywalizować jedynie o pomniejsze cele. Reprezentacja narodowa oraz jedyna w pełni profesjonalna grupa, obie ekipy w barwach tego samego sponsora, firmy CCC, do tego protourowcy z drużyn Liquigas, Saxo Bank, Lampre i Vacansolei nie ugrali póki co zbyt wiele. Oczywiście, trudno od górala, Przemysława Niemca oczekiwać by walczył ze sprinterami podczas kryterium w Katowicach, ale pozostali mogli bardziej próbować.

    Możliwe jest, że z tegorocznego wyścigu wrócimy z niczym. Klasyfikacja na najlepszego górala rozstrzygnie się w Tatrach i niekoniecznie musi ją wygrać Bartłomiej Matysiak, ponieważ kolejny dzień w ucieczce to może być dla niego za dużo. Podobnie ma się sprawa z okrzykniętym bohaterem Adrianem Kurkiem, przewodzącym dedykowanej gospodarzom klasyfikacji najaktywniejszego. Oczywiście fajnie, że młodzi zawodnicy zabierają się w odjazdy, zdobywają doświadczenie i pokazują w telewizji. Dzięki takim akcjom do emerytury wydatnie dorobił Marcin Sapa na dwa sezony trafiając do elity (Lampre), w której nota bene sprawdził się całkiem nieźle, ale ? przynajmniej kibicom – nie do końca o to chodzi.

    Mimo najszczerszych chęci, trudno emocjonować się walką o klasyfikacje drugiej kategorii. Wygrana etapowa poruszyłaby wyobraźnię kibiców zdecydowanie bardziej. Fakt, obsada w tym roku jest mocna, styl w jakim wygrywają Kittel czy Sagan jest imponujący. Ale czy ktoś mówił, że będzie łatwo?

    Najbliższe dwa dni Tour de Pologne spędzi na Podtatrzu. Oczy kibiców będą zwrócone na Przemysława Niemca i Marka Rutkiewicza. Ten ostatni pełni rolę naszej etatowej nadziei na zwycięstwo. Potrafi się przygotować do TdP jak nikt inny, ale ciągle brakuje kropki nad ?i? w postaci końcowej wygranej. Liczenie na klasyfikację generalną to sporego kalibru hazard, biorąc pod uwagę klasę rywali. Nawet, jeśli Rutkiewicz jest mocny, ekipa CCC ?ościgana? w wyścigach zbliżonej rangi a w odwodzie znajduje się mistrz kraju, Tomasz Marczyński. Ten zresztą wydaje się być w dobrej formie. Tak jak Bartosz Huzarski nie pogubił się podczas finiszu w Cieszynie i ma niewielką stratę do lidera.

    Dwa etapy: w Zakopanem i Bukowinie są ciężkie, ale to mogą być za małe góry na Petera Sagana. Rutkiewicz i Niemiec tracą do niego 20 sekund a nie są jedynymi, którzy chcieliby dojechać do Krakowa w żółtej koszulce. Trzeba więc liczyć na ich najwyższą dyspozycję, brawurę i odrobinę szczęścia. I mocno kibicować.

    Z drugiej strony, zwłaszcza piątkowy etap zapowiada się znakomicie. 15 ciężkich podjazdów na dystansie ponad 200km to trasa, która może dokonać bardzo mocnej selekcji. Nawet jeśli Polacy zawiodą, możemy mieć niezłe widowisko. Swoją drogą, na takiej rundzie ciekawie prezentowałby się ciężki wyścig jednodniowy a nawet impreza rangi mistrzowskiej. Może czas spróbować reaktywować koncepcję prestiżowego klasyku u nas w kraju, skoro „Pomorski” odszedł w zapomnienie?

    Relacje w TV:

    Czwartek, etap V, Zakopane – Zakopane (201,5km)
    TVP1:  17:25
    TVP Sport: 16:45
    Eurosport: 17:30

    Piątek, etap VI, Bukovina Terma Hotel Spa (ach ten marketing) – Bukowina Tatrzańska (207,7km)
    TVP1: 17:25
    TVP Sport: 16:55
    Eurosport: 17:30

    Oraz na http://sport.tvp.pl/

  • Gwiazdy z Polski

    Gwiazdy z Polski

    Marcel Kittel wśród zawodowców ściga się dopiero pierwszy sezon. Ma już na swoim koncie kilka cennych zwycięstw, ale eksplozja jego formy nastąpiła na pierwszych etapach Tour de Pologne. Nie jest to odosobniony przypadek. Tygodniowe etapówki często mają taką właśnie funkcję. Wysoka kategoria naszego wyścigu powoduje, że sukces przywieziony z Polski staje się wartościowym punktem w portfolio zawodnika.

    Szczególnie od czasów awansu do Pro Tour start w Tour de Pologne jest wyznacznikiem zmian w karierze wielu kolarzy. Trudno mówić, używając wytartego już frazesu, że „wyścig ten kreuje gwiazdy a nie gwiazdy kreują wyścig”. Większe znaczenie ma tu raczej fakt, że wbrew pozorom przyjeżdżają do nas zawodnicy nieprzypadkowi. A raczej nieprzypadkowi zawodnicy walczą o zwycięstwa. Dziś zatem proponuję rzut oka na kilka krótkich historii, zawodników związanych z Tour de Pologne.

    Alessandro Ballan

    Od kilku dni jest o nim głośno. Włoch, były mistrz świata ma od dłuższego czasu problemy z rodzimą prokuraturą. Sprawa dotyczy okresu, gdy Ballan był u szczytu formy, m.in wygrywał nasz wyścig w koszulce mistrza świata. Zanim to nastąpiło, w 2006r zaprezentował znakomitą formę, aktywnie atakując na Orlinku. W wywiadzie dla bikeworld.pl pytałem go wtedy, czy myśli o tym, by zostać liderem reprezentacji Włoch. Dwa lata później został mistrzem świata. Po wielu perturbacjach związał się z ekipą BMC. Do Polski przyjechał, jak wielu innych kolarzy, szukać formy i pewności siebie. Nie może niestety spać spokojnie. Po zakończeniu wyścigu wraca do swojego kraju na przesłuchanie.

    Stefan Schumacher

    Historia z gatunku przykrych. W sezonie 2006, dwudziestopięcioletni wówczas Niemiec zaczął rozpychać się w światowym peletonie. Wygrał dwa etapy Giro d’Italia, Eneco Tour a zaraz potem Tour de Pologne. Z perspektywy czasu widać, że Schumacher był bezkompromisowym koksiarzem. Od początku kariery ciągnęły się za nim kłopoty. A to amfetamina a to niewłaściwe parametry krwi. Mimo tego piął się w górę, wygrywając klasyk Amstel Gold Race oraz brązowy medal na mistrzostwach świata w Stuttgarcie (2007). Później była wielka forma na Tour de France 2008 (m.in wygrana czasówka) i wielka wpadka na EPO-CERA zakończona dwuletnią dyskwalifikacją oraz upadkiem grupy Gerolsteiner. Obecnie Schumacher, już jako trzydziestolatek próbuje odbudować formę w kontynentalnej grupie Miche. Ma już kilka dobrych wyników w tym sezonie, możliwe więc, że za rok lub dwa znów przyjedzie na Tour de Pologne. Ciekawe, jak wtedy zostanie przywitany przez kibiców.

    Alberto Contador

    Na ten temat powiedziano już chyba wszystko. Tak, to prawda. Kariera sześciokrotnego zwycięzcy wielkich tourów zaczęła się właśnie w Polsce. W 2003r Contador miał raptem 21 lat i jako neo-profi ścigał się w grupie ONCE. Nasz wyścig miał wtedy kategorię 2.2 a kibice emocjonowali się walką Cezarego Zamany z zagranicznymi rywalami i z uwagą śledzili poczynania Marka Rutkiewicza – naszej Wielkiej Nadziei. Contador błysnął podczas finałowej czasówki na Orlinek, którą niespodziewanie wygrał. Kilka miesięcy później jego kariera stanęła pod znakiem zapytania z powodu wykrytego tętniaka mózgu. Hiszpan podniósł się po problemach zdrowotnych, następnie wygrał 3x Tour de France, 2x Giro d’Italia i raz Vuelta Espana. Obecnie ma sprawę przed Trybunałem Arbitrażowym do spraw Sportu w związku ze śladami Clenbuterolu w jego organizmie podczas ubiegłorocznej Wielkiej Pętli.

    Tom Boonen

    Do niedawna to on był belgijskim królem klasyków. Trzykrotnie wygrywał Paryż – Roubaix, dwukrotnie Dookoła Flandrii, był najlepszym sprinterem Tour de France oraz mistrzem świata. Od trzech lat jego forma nie jest już tak imponująca. W tym sezonie „uratował” swoją wiosnę wygrywając w Gandawa – Wevelgem, ale z Tour de France musiał się wycofać. W Polsce debiutował w 2000r, trzeba przyznać, że było to już bardzo dawno temu. Tym razem ściga się u nas po to, by spróbować kolejny raz odbudować swoją dyspozycję. Póki co nie idzie mu najlepiej, ale być może kilometry przejechane po naszych szosach pomogą mu w dalszej części sezonu.

    Johan van Summeren

    Gdy wygrywał w 2007r na Orlinku po samotnej ucieczce, wszyscy byli pewni, że to fuks. Z tyłu czaili się di Luca, Gesink (on również w Polsce zaliczył pierwszy cenny wynik w wyścigu wysokiej kategorii), Ballan czy Frank Schleck. Van Summerena puścili, bo byli przekonani, że zdążą go dogonić. Tymczasem Belg dojechał przed nimi do mety i wygrał wyścig. W kolejnych sezonach udowodnił, że nie był to przypadek. Jest solidnym pomocnikiem liderów oraz niezłym kolarzem klasycznym. W tym roku, również nieco przez zaskoczenie rywali zwyciężył w Paryż – Roubaix.

    Jose Joaquin Rojas

    Pokazał się w Polsce w tym samym roku co van Summeren. Co ciekawe, poza zwycięstwem w klasyfikacji punktowej nic wielkiego wtedy nie ugrał. Styl, w jakim tego dokonał jest jednak jego cechą charakterystyczną. Jak na sprintera Rojas bowiem dobrze spisuje się na podjazdach. Później (2008) był też jednodniowym liderem TdP. Od startu w Tour de Pologne nabrał jeszcze nieco szybkości a dzięki regularnej jeździe w tym roku był do ostatniego zagrożeniem dnia dla Marka Cavendisha w walce o klasyfikację punktową Tour, ale nie Pologne a France. W Polsce startował mając lat 22, teraz ma zaledwie 26, kto wie, czego jeszcze dokona.

    Wouter Weylandt

    Tragicznie zmarły podczas trzeciego etapu tegorocznego Giro d’Italia (na zjeździe z Passo del Bocco) belgijski kolarz chętnie przyjeżdżał do Polski. Wygrywał klasyfikację punktową (2006) i dwa razy był liderem wyścigu (2006, 2008), ale – tak jak Rojas, etapu nie wygrał. Jego kariera nabrała za to rozpędu, ponieważ później zwyciężał na odcinak wielkich tourów: Giro i Vuelty. Niestety jego życie i kariera zostały brutalnie przerwane.

  • Jak nas widzą?

    Jak nas widzą?

    W potopie komentarzy dotyczących poziomu relacji, rund i balonów przy trasie można rzucić okiem, jak Tour de Pologne prezentuje się z dystansu. Bez emocjonalnego związku na nasz wyścig patrzą zagraniczne media. Na co zwracają uwagę?

    Jeszcze przed wyścigiem mój ulubiony ostatnio blog The Inner Ring przygotował krótkie wprowadzenie do Tour de Pologne. Co istotne, wprowadzenie dla czytelników anglojęzycznych. W oczach autora Polska jest krajem położonym na rubieżach Europy, za wschodnią granicą mając za sąsiada ostatnią w tej części świata dyktaturę. Krajem, w którym są ostre zimy, utrudniające treningi. Te same zimy oraz niewysoki poziom zamożności na terenach wiejskich powodują, że szosy mamy podłe, przez co łatwo o uszkodzenie butikowych, carbonowych obręczy. W związku z tym trudno uprawiać kolarstwo w pełnym wymiarze, przez co z zawodowstwem u nas kiepsko, ale jeśli rzucić okiem na amatorskie drużyny we Włoszech i Francji, ściga się tam spora grupa młodych zawodników z naszego kraju. Mogą oni pójść w ślady Szmyda czy Bodnara i, tak jak w innych dziedzinach życia stać się ?polskimi robotnikami?, cenionymi w Europie za solidność i pracowitość. Ponieważ od czasów Piaseckiego, Halupczoka i Jaskóły nie możemy doczekać się prawdziwego mistrza, najlepszym polskim kolarzem jest zawodniczka mtb, Maja Włoszczowska.

    Polski hydraulik

    Tyle opiniotwórczy, choć niszowy blog. Mainstreamowe media kolarskie traktują Tour de Pologne mniej analitycznie. Właściwie, to traktują go bardzo adekwatnie ? jako tygodniową etapówkę z kalendarza World Tour o zróżnicowanej trasie z niezłą stawką zawodników na starcie. Poziom relacji jest zatem więcej niż satysfakcjonujący. Opisy rywalizacji, zdjęcia, wypowiedzi. Choć i u nas w tej kwestii jest urodzaj, to jeśli chodzi i profesjonalizm przekazu, wciąż mamy się od kogo uczyć.

    Uwagę zwracają pojedynki sprinterów: znakomita dyspozycja Marcela Kittela ze Skil Shimano oraz słaba dyspozycja Toma Boonena. Szczególnie entuzjastyczni są Niemcy. Dwa zwycięstwa etapowe i koszulka lidera dla ich reprezentanta powodują spekulacje, że Kittel być może będzie mógł wkrótce rywalizować z Cavendishem. Młody lider wyścigu ma już na swoim koncie kilka cennych zwycięstw, a ten sezon jest jego pierwszym w zawodowej elicie. Wygrane etapy i prowadzenie w klasyfikacji wyścigu kategorii World Tour to dla niego z pewnością jego największy dotychczasowy sukces. Styl, w jakim po niego sięgnął budzi uznanie specjalistów i daje dobre prognozy na przyszłość.

    Istotnym wydarzeniem dwóch pierwszych dni jest również wycofanie po kraksie Alessandro Ballana, zawodnika z czołówek branżowych mediów. Ciekawym faktem, na który zwrócili za to uwagę userzy forum cyclingnews jest start w jednym wyścigu Vicenzo Nibalego i Michele Scarponiego. Liderzy odpowiednio Liquigasu i Lampre planują start w hiszpańskiej Vuelcie. Wedle przedstartowych zapowiedzi obaj przyjechali do Polski trenować i wspierać swoich kolegów z drużyny (Paterskiego i Bodnara oraz Niemca). Nietypowe jest, że dwaj potencjalni faworyci wielkiego touru sprawdzają formę na tej samej imprezie kilka tygodni wcześniej.

    Intrygującym elementem jest obecność Grahama Watsona. Uznany fotograf kolarstwa od lat nie ujmuje w swoich reportażach Tour de Pologne, nawet jeśli ten wyścig znajduje się wśród innych w gronie Pro Tour/World Tour. Mimo, że ostatnio w celu lepszego pokrycia kalendarza i relacjonowania większej ilości imprez, prezentuje też zdjęcia współpracowników, nasz wyścig nie znalazł jego aprobaty. Co ciekawe, sam Watson fotografuje peleton Tour de Pologne, jego pracę wykorzystują niektóre zagraniczne portale, zatem nie udał się na zasłużony odpoczynek po Tour de France. Czyżby zatem uważał, że nie ma czego pokazywać i opisywać w swoich reportażach?

  • Bez echa

    Bez echa

    Tour de Pologne rozpoczęty. Jak zawsze z pompą i obstawą mediów. Piszą o nim nawet ci, którzy nie zdecydowali się na logotyp w stopce sponsorskiej. To wydarzenie dużego kalibru, więc trzeba i warto. Tymczasem w miniony piątek zakończyła się inna polska etapówka. Ktoś zauważył?

    Mowa o Sudety MTB Challenge. Impreza o sporej, jak na nasze warunki tradycji. Rozegrana w tym roku po raz siódmy, wcześniej znana jako Bike Challenge, później jako MTB Challenge m.in. z przedrostkiem „Glacencis” (od Kłodzka, które otaczają góry, gdzie ścigają się kolarze). Świetne zawody, wpisujące się w trend popularnych etapówek na rowerach górskich. Sam brałem w niej udział czterokrotnie, wspominam bardzo dobrze. Dobre wspomnienia mają również amatorzy mtb z całej Europy, szukający przygód ekstremaliści, którzy co roku startują w innej części świata w poszukiwaniu przygody. W Polsce drobne niedogodności rekompensuje trasa i specyficzna atmosfera. To właśnie dlatego tutaj wracają, często ze znajomymi.

    W tym roku na starcie stanęła jedna z największych gwiazd tej specjalności, Holender Bart Brentjens. Pierwszy w historii mistrz olimpijski XC, który dalszą część kariery poświęcił wyścigom długodystansowym. Wygrywał m.in. mistrzostwo świata w maratonie oraz najważniejsze etapówki: Trans Alp i Cape Epic.

    Podczas MTB Challenge 2011 do przejechania było 370km, pięć etapów i prolog. Mistrz Brentjens ukończył zawody na drugim miejscu, zwyciężył jego wychowanek z teamu Milka Trek, dwudziestoczteroletni Tim Wynants. Co jeszcze? W zasadzie tyle. Ciekawa, transgraniczna impreza szybko spadała ze sliderów portali branżowych. Media ogólne nawet o niej nie wspomniały. Z informacji prasowych dowiedziałem się za to, że jeden z etapów przeszedł do historii, ponieważ „służby medyczne i ratownicze stanowiły tło dla całej imprezy, ich praca sprowadzała się wyłącznie do czuwania nad uczestnikami”. Come on, naprawdę nie wydarzyło się nic ciekawszego?

    W tym kontekście naprawdę wolę nachalny marketing Tour de Pologne. Setki kilometrów bannerów, balony i trącający blichtrem PR. Zachowując proporcje adekwatne do realnej rangi każdej z imprez trzeba kolejny raz schylić głowę przed pracą, jaką wykonał Lang Team. Od 1997r, gdy wyścig dostał kategorię UCI jako impreza zawodowa, ciągle awansował. Czas antentowy, informacje prasowe, autorskie artykuły, galerie zdjęć są prezentowane nie tylko z powodu zobowiązań ale też wrażenia, że trzeba, bo mamy do czynienia z Wydarzeniem. Dlatego też tekstową relację „live” prowadzi gazeta.pl, choć patronem medialnym jest konkurencyjny onet.

    To wszystko przekłada się na zwrot dla sponsorów, partnerów, drużyn, zawodników. Choć można być zmęczonym Sebastianem Szczęsnym jako szalonym reporterem podążającym za kolarzami na motocyklu, trudno odmówić imprezie znaczenia. Imprezie przeprowadzonej w określonych realiach, które wymagają by każda klasyfikacja miała sponsora tytularnego, a zawodnicy jechali tam, gdzie zapłacił samorząd a nie tam, gdzie jest najpiękniej położona szosa. Ale mającej rzeczywistą wartość, dodatkowo podbijaną przez obecność w mediach. Nawet najbardziej ekscytujący wyścig, poprowadzony przez najdziksze, najpiękniejsze i najbardziej karkołomne szlaki nie obroni się, gdy nikt o niej nim będzie wiedział a udział legendy utkwi gdzieś między zapowiedzią kolejnego w sezonie ogórkowego wyścigu a prezentacją nowej pompki chińskiej marki.

  • 68. Tour de Pologne – przewodnik subiektywny

    68. Tour de Pologne – przewodnik subiektywny

    Kolarze ruszyli. Dziś kręcą się na trasie z Pruszkowa do Warszawy. Dystans wydłużono do 100km. Po drodze nieśmiertelne rundy, znak firmowy Tour de Pologne. Czego jeszcze możemy się spodziewać w tegorocznym wyścigu dookoła Polski?

    Nasz narodowy Tour (choć lepiej używać słowa Wyścig, Tour jest na świecie jeden – to Tour de France) ma wady i zalety. Ale jest nasz, własny, całkiem dobry. I właśnie się zaczął. Przed nami tydzień zmagań kolarzy, relacji w tv i, miejmy nadzieję, sportowych emocji. Co nas czeka? Poniżej mój subiektywny przegląd 68. Tour de Pologne.

    Trasa

    Siedem etapów, w sumie 1113km. Po drodze Pruszków, Warszawa, Częstochowa, Dąbrowa Górnicza, Będzin, Katowice, Oświęcim, Cieszyn, Zakopane, Bukowina Tatrzańska i Kraków. Powiedzmy sobieszczerze. Większość etapów to koszmar. Kolejne odcinki to głównie rundy po terenach miejskich: Warszawie (etap 1.), Zagłębiu (Dąbrowa Górnicza i Będzin, etap 2.), Katowicach (w sumie 10 okrążeń, dwa w Będzinie, 8 w Katowicach, etap 3.) czy Krakowie (również dziesięć rund ulicami miasta). O ile z braku gór, wielokrotne przejeżdżanie nielicznych, ciężkich podjazdów jakimi dysponujemy jest jeszcze uzasadnione sportowo, o tyle rundy w miastach to kwestia czysto komercyjna. Aby poszukać zalet rozwiązania, z pewnością będzie to spora atrakcja dla lokalnych kibiców, którzy przez wyraźnie dłuższy czas będą mogli kibicować kolarzom. Dla widzów telewizyjnych właściwie nie będzie różnicy, który oglądają etap. Obstawione bannerami, barierkami i balonami rundy wyglądają każdego dnia tak samo.

    Z niecierpliwością czekam więc na etapy 4, 5 i 6, gdy, choć również „po rundach”, ale kolarze będą jechali przez góry. Najpierw Beskidy (m.in Zameczek) a potem podtatrze (Głodówka, Gliczarów). Osobiście wybieram się we czwartek do Zakopanego, by przyjżeć się rywalizacji z bliska. Runda przez Głodówkę, jest piękna widokowo i dość wymagająca jak na nasze warunki. Fakt, że meta znajduje się na niewielkim podjeździe może wprowadzić pewne różnice w klasyfikacji generalnej. Kluczowe rozstrzygnięcia powinny zapaść na etapie piątkowym z Bukowiny do Bukowiny przez Gliczarów i Ząb, jedne z najcięższych polskich podjazdów. Wielokrotnie pokonywanie tych stromych wzniesień powinno sprzyjać mocnym góralom. Jeśli zawodnicy będą w nastroju do walki a TVP stanie na wysokości zadania, może się okazać, że będziemy mieli niezłej klasy sportowe widowisko. W poszukiwaniu lepszego komentarza warto przełączyć się na Eurosport.

    Finałowe wydłużone kryterium w Krakowie to głównie widoki na Wawel, Kościół Mariacki i Sukiennice. Do tego finisz na dziurawej i nierównej Alei Focha. Cóż, sceneria ładna, ale pomysł chyba nienajlepszy, zwłaszcza jak na finał prestiżowego wyścigu.

    Ludzie

    Polscy kibice czekają na polskich bohaterów. W tym roku szansa jest wyjątkowa. Obok Reprezentacji w biało-czerwonych koszulkach, prowadzonej przez Piotra Kosmalę (zespół zbudowany wokół mającego dobry sezon Bartosza Huzarskiego, w składzie głównie młodzi kolarze) wystartuje rodzima ekipa klasy Pro Continental – CCC Polsat. Jej lider, Marek Rutkiewicz od lat próbuje wygrać Tour de Pologne. To, że jest w stanie przygotować się do kluczowej imprezy sezonu już wiemy. Teraz czekamy, aż w końcu wykona swoje Opus Magnum i po tygodniu stanie na podium w żółtej koszulce. Większe szanse ma jednak Przemysław Niemiec. Występuje w mocnej ekipie Lampre, ma wsparcie znakomitych zawodników (m.in. Michele Scarponiego) a do tego ma doświadczenie w górzystych etapówkach a w portfolio kilka wartościowych wyników właśnie w takich wyścigach. Oczy polskich kibiców będą zwrócone również na Bodnara i Paterskiego z Liquigasu oraz Marycza i Majkę z Saxo Banku a także Michała Gołasia (Vacansolei). Kolarze ci już kilkukrotnie udowodnili, że potrafią walczyć w terenie, z jakim zmagać się będą w tegorocznym Tour de Pologne. Trzymajmy więc kciuki.

    Kto poza Polakami? W tym roku obsada jest naprawdę niezła. Jest kilka gwiazd. Może nie w najwyższej formie (Tom Boonen, Heinrich Haussler, Vicenzo Nibali, Filippo Pozzato, Danilo di Luca, Fabian, Wegman, Alessandro Ballan, Jarosław Popowicz, wspomniany już Scarponi) lub nie tak eksponowanych (Daniel Martin, Peter Sagan, Simon Spilak, Jose Haedo, Brice Feilu, Thomas Lovkfist, Fredrik Kessiakoff, Graeme Brown), ale nazwiska robią wrażenie. Ma się kto ścigać, ale, co ważne, jest kilka ekip, które przywiozły składy głodne sukcesu i ze sporym potencjałem. Wygranie wyścigu przez kolarza na dorobku, o którym usłyszymy w kolejnych sezonach jest całkiem możliwe. Bohaterowie Tour de Pologne często później wypływają na szersze wody. Przykład Alberto Contadora, który jako młody zawodnik wygrał czasówkę na Orlinku jest w tym wypadku wystarczający. TdP nie jest pod tym względem wyjątkowo. Taka m.in. rola w kalendarzu przypada wysoko punktowanych, tygodniowym wyścigom etapowym. Nie zmienia to faktu, że dzięki wynikowi uzyskanemu „u nas” później można z większą sympatią patrzeć na karierę wielkiego mistrza.

    Co warto?

    Na co zatem realnie zwrócić uwagę? Do wtorku włącznie wystarczą wieczorne skróty, relacje tekstowe i zdjęcia. Rundy po miastach to nie to, co lubimy w kolarstwie. Chyba, że ktoś czeka na krew i kraksy. Ciekawe wydarzenia pojawią się pewnie dopiero we czwartek. Od tego dnia warto wybrać się kibicować kolarzom „live” lub poświęcić popołudnie na relację w TV lub internecie.

    Edit: Pierwszy etap zakończył się zgodnie z przewidywaniami. Po charakterystycznym dla TdP długim, męczącym finiszy, nieco niespodziewanie wygrał Marcel Kittel z drugoligowej drużyny Skil Shimano. O całym etapie można powiedzieć głównie to, że się odbył.

  • Patriotyczny obowiązek

    Patriotyczny obowiązek

    W niedzielę w Warszawie startuje najważniejsza cykliczna impreza sportowa w Polsce. Tour de Pologne nakręca od lat całą branżę rowerową w kraju. Jest nasz i za to go cenimy. Ale czy mamy go za co lubić?

    Pro

    To całkiem niezły wyścig. Choć ciągle szuka miejsca w kalendarzu i do rangi, jaką mają inne etapówki z najwyższej półki realnie mu trochę brakuje, co roku przyjeżdżają do Polski dobrzy zawodnicy. Wbrew temu, co próbuje nam przekazać TVP na Tour de Pologne nie ścigają się gwiazdy. Te, jeśli się pojawiają, zazwyczaj są tu w innych celach. Za to solidni kolarze, których kariera zazwyczaj dopiero nabiera rozpędu nadają Tour de Pologne wysoki priorytet. Od czasu wejścia do najwyższej klasy rozgrywkowej imprezę wygrywają uznane nazwiska. Ba, zdarzyło się nawet, że Tour de Pologne decydował o klasyfikacji generalnej UCI Pro Tour. „Kolarska Liga Mistrzów” jest jednak melodią przeszłości i nieudanym projektem odłożonym na półkę. Bardziej istotny jest prestiż konkretnych zawodów niż całej serii. Wydaje się, że wyścigowi organizowanemu przez Czesława Langa bliżej do niektórych etapówek z UCI Europe Tour, ale oficjalnie przyznana kategoria robi swoje. W poszukiwaniu charakteru trasa Tour de Pologne jest z roku na rok modyfikowana. W sezonie 2011 na papierze wygląda na wymagającą i ciekawą – w sam raz dla dobrych kolarzy jeżdżących w średnich górach. Mocni „klasycy” i młodzi adepci etapówek powinni czuć się u nas dobrze a przy tym zagrać ciekawy spektakl dla widowni. Całość uzupełniają codzienne relacje w telewizji publicznej dostępne w całym kraju w prime time, wygodny streaming w internecie oraz obszerne relacje w prasie i mediach elektronicznych.

    Contra

    Tour de Pologne ustami dziennikarzy TVP regularnie PRowsko nasz oszukuje. To nie jest „Kolarska Liga Mistrzów”, gdzie o zwycięstwo walczą gwiazdy. To dobry wyścig dla dobrych zawodników. Tyle. Impreza ma niestety sporo mankamentów.

    Pierwszy to brak pozytywnych elementów charakterystycznych. Tour de Pologne to wyścig bez legendy. Nie ma swoich herosów, nie ma miejsc, które co roku decydowałyby o zwycięstwie. Mamy za to wszechobecne rundy. Robione dla sponsorów, samorządów i telewizji. Dla zawodników są niebezpieczne, dla kibiców nudne.
    Drugi i chyba najważniejszy to koszmarna jakość relacji telewizyjnej. Niby jest lepiej, przynajmniej od strony technicznej – są helikoptery, motocykle niewiele ujęć pochodzi z kamer stacjonarnych jak bywało jeszcze całkiem niedawno. Niestety kolory w telewizorze nadal przypominają te, znane ze zdjęć wykonanych na materiałach światłoczułych marki ORWO a finisze rozgrywane są pod słońce, tak, że trudno rozróżnić zawodników. Sama relacja przerywana jest komentarzami wątpliwej klasy ekspertów, a raczej gości dobieranych „od czapy”. Mamy więc kierowców rajdowych, serialowych aktorów,  lokalne piosenkarki, brakuje tylko Dody i mielibyśmy „Gwiazdy Tańczą na Lodzie”. A raczej „Gwiazdy nie Mają Pojęcia o Czym Mówią, ale Ładnie się Uśmiechają w Dobrym Czasie Antenowym”. Gadające głowy to spora część czasu poświęconego na relację. Kolarze stanowią tło. Jest więc to czas stracony dla kolarstwa, sportu, szerzej „kultury fizycznej”. Można za to policzyć zwrot z migających w tle logotypów.

    Meritum

    Tour de Pologne, choć z długą tradycją, w zawodowym kolarstwie istnieje od 1997r, gdy dostał kategorię UCI. Do elity awansował w rewelacyjnie szybkim tempie i to nie dzięki pieniądzom jak kiedyś Deutschland Tour a organizacji, która faktycznie spotyka się z uznaniem międzynarodowych władz kolarstwa. Jest jednak ciągle imprezą na dorobku, która szuka swojego miejsca. Koncepcja wyścigu jest zmieniana, trasa, lokalizacje, góry, etapy płaskie, jazda na czas pojawiają się sezonowo. Silna zależność m.in. od budżetów samorządów w połączeniu z niedawną zmianą terminu powoduje, że czas na odnalezienie charakteru się wydłuża. Przy tym potencjał całości nadal wydaje się nie do końca wykorzystyway. Osobiście nie słyszałem, by ktoś w rozmowie wspomniał: „A wiesz, byłem ostatnio w miejscowości X. Gdzie to jest? No tam, gdzie w zeszłym roku przejeżdżał Tour de Pologne”.

    Przed Czesławem Langiem i jego ekipą jeszcze wiele pracy. Realne, a nie PRowskie wejście do grupy najbardziej prestiżowych imprez kolarskich na świecie może nadejść za długie lata albo nawet wcale. Tour de Pologne prawdopodobnie nigdy nie będzie tym co Tour de Suisse, Paryż-Nicea czy Tour de Romandie. Te wyścigi zajmują swoje miejsce w kalendarzu od dziesiątek lat. Ma za to ogromny potencjał, jako najważniejsza, cyklicznie organizowana impreza sportowa w kraju. Hype na rowery jest od pewnego czasu umiejętnie moderowany przez media. Tegoroczny Tour de France zrobił z kolei wiele, by poprawić wizerunek skompromitowanego kolarstwa wyczynowego. Działania takie, jak impreza towarzysząca dla amatorów, która zaczyna wpisywać się na stałe w kalendarz to dobry pomysł by budować przyjazny, a nie nachalny wizerunek imprezy. Tour de Pologne ma realną wartość: finansową, społeczną i kulturową. Odejście od przaśności a’la TVP i zależności od nacisków sponsorów wydaje się być w tej chwili kluczowe. Parafrazując znane zdanie Czesława Langa, to wyścig powinien kreować zachowania sponsorów a nie sponsorzy układać wyścig pod siebie.