Zobaczymy, jak będzie na kolejnych etapach, ale póki co widzę sporą zmianę. Runda ulicami Warszawy była pełna kibiców. Mam tylko nadzieję, że nie byli to wyłącznie pasażerowie zatrzymanych tramwajów. Jeśli w kolejnych miastach będzie podobnie, to już jest spory sukces. Zwycięstwa polskich kolarzy, popularność roweru jako takiego, ?kwiato-majkomania? i pewne obycie z cyklicznymi imprezami sportowymi robią swoje. Uczymy się kibicować!
Tłumaczę sobie, że na fali entuzjazmu ludzie chcą uczestniczyć w sportowym święcie. To nie tylko miłe, ale i budujące, mając w pamięci sytuację sprzed kilku lat, gdy gwiazdy zawodowego peletonu ścigały się na naszych (wówczas diurawych) szosach, przy których stało kilku przechodniów i garstka pasjonatów.
Tych samych kilka lat temu, rower szosowy był egzotyką. Wszyscy jeździliśmy na ?góralach?, za miastem ulubione rundy pokonywały jedynie niewielkie grupki mastersów. Trudno w przypadku kolarstwa mówić o boomie, jaki przeżywa bieganie, ale bardziej sportowa jazda rowerem stała się całkiem popularna. Wszystko wymaga czasu. My staliśmy się nieco bogatsi a rowery szosowe, nawet te z niższej półki zmieniły swoje oblicze. Nie są już tylko narzędziem dla wyczynowców, ale sprzętem, na którym można przyjemnie pojeździć, niekoniecznie aspirując do bycia zawodnikiem.
To wszystko daje poczucie obcowania z pewną normalnością. Mamy wyścig: jaki jest, taki jest. Mamy ludzi, którzy chcą go oglądać. Są też tacy, którzy bierne zainteresowanie zmieniają na czynną rekreację lub nawet sport. Czy w tym procesie znaczący udział miała obecność takiej imprezy jak Tour de Pologne? Być może. W końcu co roku, przez tydzień jest to jedno z głównych wydarzeń relacjonowanych przez Telewizję Publiczną. Nie znam jednak osoby, która wsiadłaby na rower z tego powodu, że zobaczyła transmisję z wyścigu. Dużo większe znaczenie przypisałbym tu wyścigom dla dzieci (Mini TdP), które aktywizują rodziców by popchnąć młodych ludzi w stronę sportu.
Kolarze-amatorzy, to klasa średnia. Przyszłym zawodnikom finansowanie w pierwszych latach kariery zapewnić muszą zamożni rodzice, ale mam nadzieję, że wkrótce i w tej sprawie będzie łatwiej. Wraz z bogaceniem się, dojrzewamy jednak do jeszcze jednej kwestii. W tak zwanym międzyczasie rower stał się środkiem komunikacji a przy tej okazji oddolne ruchy społeczne zaczęły zmieniać rzeczywistość na lepsze. Usilna praca organiczna przekształca nasze miasta w miejsca bardziej przyjazne do życia. Choć wulgarna w swej komercyjności impreza sportowa stoi z tym nieco w sprzeczności, pojawiają się przy jej okazji akcje dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego a zamknięte dla aut ulice choć na chwile sprawiają, że kolarze stają się panami szosy.
Kolejne elementy składają się na fajną, normalną rzeczywistość. Nawet jeśli jeden z nich, wyścig dla zawodowców, jest póki co mało ciekawy, fakt, że towarzyszy nam co roku dopełnia całości. Codzienność bywa uciążliwa dla wszystkich, ale mimo to żyjemy w najwspanialszym ze światów ;-)
Przewodnik po wyścigu. Etapy, faworyci, przydatne linki. Zobacz, ile zarobi zwycięzca 71. Tour de Pologne, jakie są koszulki liderów klasyfikacji, które podjazdy są najtrudniejsze i gdzie szukać transmisji.
Etapy
Najpierw suche fakty: 1226km, siedem dni. Kolejne odcinki zostaną rozegrane na trasach:
Zwraca uwagę długość etapów. Dwa liczące ponad 220km i jeden blisko 240km w tak krótkim wyścigu to rzadkość. Obecnie organizatorzy raczej skracają trasy, za to szukają innych trudności: podjazdów czy nietypowej nawierzchni. Każdy etap ze startu wspólnego kończy się rundami.
W tym roku jedziemy z Pomorza przez stolicę, Podkarpacie, Śląsk na Słowację, by skończyć na Podhalu i Krakowie. Ma to jakiś sens, do tego wyścig podpina się pod dwudziestopięciolecie III Rrzeczpospolitej.
Podjazd Strbske PlesoPodjazd w BukowiniePodjazd w Gliczarowie
Trudności
Wspomniany dystans płaskich etapów, nawet jeśli zostaną pokonane w wolnym tempie z pewnością wejdzie w nogi kolarzy, zanim peleton wjedzie w górzysty teren. Wizyta na Słowacji na piątym etapie to ciekawy pomysł. Szkoda, że przy bogactwie dostępnych tam tras wybrano stosunkowo łatwe podjazdy. Mimo wszystko Strbske Pleso to, według Stravy, uczciwa premia drugiej kategorii, a co najważniejsze, powiew świeżości w porównaniu z nieco zgraną już rundą wokół Zakopanego. Odcinek numer sześć to dwa podjazdy skomasowane na dość krótkim okrążeniu. Gliczarów oraz finisz do ronda w miejscowości startu i mety etapu nie są na tyle wymagające, by wyraźnie podzielić peleton zawodowców, ale zachęcają do ataków i poszukiwania sekund przewagi przed ostatnim etapem. Jazda na czas, którą kończy się cały wyścig, jest dość długa jak na tygodniową etapówkę. Całość premiuje więc raczej mocnych, uniwersalnych kolarzy dobrze radzących sobie w próbach indywidualnych, niż wybitnych górali: ci nie będą mieli gdzie wykorzystać swoich możliwości.
Klasyfikacje i premie
Tak jak w Tour de France i dawnym Wyścigu Pokoju, lider Tour de Pologne jedzie w żółtej koszulce, dodatkowo opatrzonej logotypami Skandia. Zwycięża zawodnik, który najszybciej pokona trasę wyścigu, ale uwaga, na metach etapów przyznawane są bonifikaty. Za 1 miejsce 10?, za drugie 6? i za trzecie 4?. Co więcej, za każdą lotną premię można również zgarnąć bonus: odpowiednio 3, 2 i 1 sekundę za każde z pierwszych trzech miejsc.
Kolarze będą także zbierali punkty do klasyfikacji górskiej. Rozegranych zostanie pięć premii 3. kategorii (punktowane 3,2,1), jedna drugiej kategorii (punktowana 5,3,2,1) oraz aż jedenaście premii pierwszej kategorii (punktowane 10,7,5,3,2). Lider tej klasyfikacji pojedzie w różowej koszulce sponsorowanej przez Tauron. Najważniejszy etap, gdzie do zebrania będzie najwięcej punktów do szósty, wokół Bukowiny: w sumie osiem premii pierwszej kategorii. Ostatni podjazd w Gliczarowie (ochrzczony przez Lang Team ?Ścianą Bukovina?) będzie premią specjalną, memoriałem Joachima Halupczoka, punktowaną podwójnie.
Biało – czerwona koszulka firmowana przez organizatora, czyli Lang Team symbolizuje najlepszego sprintera. Co ciekawe, w przeciwieństwie do innych wyścigów, punkty od 20 do 1 za kolejne miejsca na mecie zbierane są tylko na finiszach etapów. Nie wliczane są punkty z premii lotnych.
Te z kolei stanowią oddzielną klasyfikację sponsorowaną przez Lotto (koszulka granatowa). Na każdym etapie będzie od jednej do trzech takich premii punktowanych 3,2,1 za trzy pierwsze miejsce. Jest to więc lokalna wariacja na temat najbardziej walecznego kolarza, preferująca zawodników szukających szans w ucieczkach. Oficjalnie nazywa się ?Klasyfikacja Najaktywniejszy Zawodnik?.
Jak na większości imprez kolarskich prowadzona jest również klasyfikacja drużynowa, tym razem w klasyczny sposób. Liczy się suma czasów trzech najlepszych zawodników danej drużyny na kolejnych etapach.
Nagrody
Zwycięzca każdego etapu wygrywa 4000? (brutto), za drugie miejsce są 2000?, trzecie 1000? aż do 9, za które dostaje się 200? i kolejne do 20. po 100?. W klasyfikacji generalnej na najszybszego kolarza czeka Fiat 500L lub jego równowartość w gotówce (ponad 17000?) a kolejne miejsce są nagradzane: 7000?, 3500?, 1750?, 1400?, 1050? (6,7.), 700? (8,9.) i 350? do 20. miejsca włącznie. Pozostałe klasyfikacje rozliczane są w złotówkach. Najlepszy góral wygra 20.000PLN, najaktywniejszy i najlepszy sprinter po 15.000PLN a najlepsza drużyna do podziału 16.000PLN. Lotne premie płatne są po 600, 400 i 200PLN za trzy pierwsze miejsca. Prezesi TVP oraz Grupy Lotos ufundowali nagrody specjalne dla najlepszego Polaka klasyfikacji generalnej o łącznej wartości 25.000PLN. Najbardziej waleczny kolarz każdego etapu dostanie zegarek Festina.
Pieter Weenieng rok temu wygrał wyścig podczas finałowej jazdy na czas
Faworyci
W Polsce do wygrania poza sporą kasą jest również 100 puntków do rankingu UCI. Wytypowanie najpoważniejszego kandydata do zwycięstwa jest jednak bardzo trudne. Po pierwsze, trasa nie ma wyraźnego charakteru. Góry są niewielkie, finałowa czasówka stosunkowo długa i płaska a do tego wszystko komplikują bonifikaty na metach. Co więcej, nie wiadomo do końca, z jakim nastawieniem poszczególni kolarze przyjeżdżają na Tour de Pologne: czy ścigać się o etapy, klasyfikację generalną, trenować czy może przejechać w grupie trzy odcinki a następnie sie wycofać. W teorii część zawodników będzie tu przygotowywała się do hiszpańskiej Vuelty, jednak doświadczenie wskazuje, że ci, którzy chcą zaistnieć w Hiszpanii raczej formy szukają w Dookoła Burgos. Brakuje też wyraźnych gwiazd, którymi mogliby ekscytować się komentatorzy TVP. Grono ciekawych i mocnych kolarzy, którzy mogą pokusić się o wygraną jest jednak spore. Są to m.in. Bob Jungels z Treka, ubiegłoroczny zwycięzca Pieter Weening z Orica Greenedge, Thomas de Gendt i Wout Poels z Omega Pharma Quick Step, Rafał Majka z Tinkoff-Saxo, Edvald Boason Hagen, Sebastian Henao, Konstantin Siwcow z Team Sky, Ryder Hesjedal z Garmin-Sharp, Fabio Aru z Astany, Przemysław Niemiec i Damiano Cunego z Lampre-Merida, Samuel Sanchez i Peter Velits z BMC, Moreno Moser z Cannondale, Robert Gesink z Belkinu, Eros Capecchi z Movistaru, Maxime Monfort z Lotto Belisol, Alexis Vuillermoz z Ag2r, Alexander Geniez z FDJ, Christophe Kern z Europcaru oraz Tomasz Marczyński, Marek Rutkiewicz i Davide Rebellin z CCC-Polsat-Polkowice.
Rutkiewicz, Matysiak, Paterski, Taciak, Stępniak, Samoilau, Rebellin and Marczyński are in the line up for the TdP! pic.twitter.com/X85s38lpQF
? CCC Polsat Polkowice (@CCC_Polsat) July 24, 2014
Polacy
Czy Polak wygra Tour de Pologne 2014? Byłoby miło i jest na to pewna szansa, ale entuzjazm przekujmy przede wszystkim we wsparcie a niekoniecznie w oczekiwania. Rafał Majka wygrał klasyfikację górską Tour de France, ale po pierwsze może odczuwać trudy wyścigu, po drugie Tatry to nie Alpy. Z drugiej strony świetnie poradził sobie rok temu w klasyku Giro di Lombardia, zatem potrafi również jechać dynamicznie na krótszych wniesieniach. Wymienieni wyżej kolarze CCC-Polsat-Polkowice to uznane nazwiska, co więcej w tym roku ścigali się już wiele razy ze światową elitą, zatem miejsce któregoś z nich w top10 a nawet top5 nie będzie niespodzianką. Jadąca z dziką kartą reprezentacja Polski to nie tylko ciekawy dodatek, ale przede wszystkim intrygujący skład obiecujących zawodników, którzy jadą po doświadczenie i zaprezentowanie swojego potencjału. Nie wolno zapominać również o Przemysławie Niemcu, który po nieudanym Giro d?Italia szykuje formę na drugą część sezonu. Pełną listę startową znajdziecie tutaj.
Każdego dnia w mieście goszczącym metę etapu (poza Bukowiną), rozgrywane są zawody dla dzieci Nutella Mini Tour de Pologne. To wielka wartość dodana do całej imprezy. Wyścigi na rundach przeznaczone są dla trzech kategorii wiekowych (8-10 lat, 11-12 lat oraz 13-14 lat, czyli oficjalnie młodzik z licencją). Najmłodsi doświadczają uczestnictwa w spektakularnej imprezie, z kolei dla młodzików jest to jeden z ważniejszych startów w sezonie. Jest się o co ścigać, ponieważ nagrody są cenne: klub, który wprowadzi do finału najwięcej zawodników zarobi 5000PLN, etapowe zwycięstwa przyniosą młodym adeptom kolarstwa pakiet wartościowych i przydatnych akcesoriów a najlepsi pojadą na obóz organizowany przez Akademię Copernicus Michała Kwiatkowskiego.
Relacje TV
Wyścig jak co roku zajmuje sporo miejsca w ramówce TVP. Codziennie rano w telewizji śniadaniowej zobaczymy ?kulisy?, czyli kilka wywiadów i impresji. Starty etapów zostaną pokazane w TVP Info. Pełniejsza relacja będzie dostępna w TVP Sport, zaś w popołudniowym prime time dołączy się dostępna dla wszystkich TVP 1. Wieczorami będzie kronika. Harmonogram znajdziecie tu. Dla tych, bez dostępu do telewizora sport.tvp.pl udostępni streaming w całkiem niezłej jakości. Korzystałem z niego w ubiegłych latach i jest całkiem ok. Uwaga, relacje będą w dużej części składały się z lokowania produktów. Jeśli z bliżej niewyjaśnionych powodów nie lubicie sygnału nadawanego przez telewizję publiczną, etapy pokazywać będzie również Eurosport.
Jeśli kolarstwo jako takie wymaga nieco energii, by je zrozumieć i w pełni cieszyć się kibicowaniem, Tour de Pologne to jeszcze twardszy orzech do zgryzienia. Jak podejść do naszego narodowego Touru, by docenić święto, którym niewątpliwie jest?
25 lat niepodległości
71. Tour de Pologne celebruje 25 lat III Rzeczpospolitej. Symbolika narodowowyzoleńcza będzie mocno akcentowana. Gdańsk-Warszawa-Kraków, ?Solidarność? na plakatach, Lech Wałęsa w koszulce z numerem ?1?. To piękne i potrzebne a także typowe dla imprez sportowych. Wyścigi kolarskie chętnie szukają historycznych kontekstów, pisałem o tym przy okazji Giro d?Italia. Bez względu na poglądy polityczne czy społeczne oraz osobiste doświadczenia w minionych 25 latach, jesteśmy teraz częścią najbogatszej i najbardziej rozwiniętej grupy państw świata. Obecność cyklicznej imprezy sportowej z najwyższej półki jest tego potwierdzeniem.
Czesław Lang przejął organizację wyścigu w 1993r. Od tego czasu, aż do 2005r włącznie impreza regularnie awansowała w hierarchii, zdobywając coraz wyższą kategorię UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska). Dziewięć lat temu, wraz z reformą kolarskiego kalendarza nastąpiła ostatnia z możliwych promocji. Wyścig jest teraz punktowany tak, jak imprezy z o wiele większą tradycją w zawodowym peletonie: Paryż-Nicea, Tour de Suisse, Dookoła Kraju Basków czy Tirreno Adriatico. Kolejny istotny fakt, to utrzymanie się na rynku. Tour de Pologne jest faktycznie najważniejszym wyścigiem w regionie. Po upadku Wyścigu Pokoju, jego próby reaktywacji spełzły na niczym. Niemcy kilka razy doprowadzili do bankructwa Deutchland Tour. Tour of Austria, gdzie startują kolarze nie jadący w Tour de France, cieszy się sporym uznaniem, ale jest ligę niżej niż TdP. W pozostałych krajach Europy Środkowej a także w o wiele zamożniejszej Skandynawii mogą tylko pomarzyć o imprezie kategorii World Tour. Trzeba też pamiętać, że wiele wyścigów w Hiszpanii, Francji i Włoszech zniknęło z kalendarza na skutek problemów finansowych lub zostało przejętych przez wielkie korporacje.
Krakowski Rynek - od kilu lat jeden z symboli Tour de Pologne
Cena sukcesu
Niestety za każdy sukces trzeba zapłacić. Tour de Pologne jest niezależny i ma się całkiem dobrze, ale okupione jest to mocno komercyjnym charakterem imprezy. Niczym we wczesnym kapitalizmie lat ?90, na sprzedaż jest niemal wszystko. O ile autentyczny entuzjazm Irlandczyków malujących owce na różowo podczas wizyty Giro d?Italia na prawdziwej ?zielonej wyspie? wydaje się czymś fajnym, o tyle oklejenie logotypem każdego możliwego skrawka ziemi przy trasie TdP doskwiera nawet laikom. Przydomek ?Tour de Balon? przylgnął do wyścigu na dobre, podobnie jak rundy w miastach i trasa mniej atrakcyjna, niż wynikałoby to z realnych możliwości terenu. Wszechogarniające ?lokowanie produktów?: od klasycznego sponsoringu, przez reklamę outdoorową, po spore pieniądze, jakie samorządy płacą za obecność na trasie (stąd zeszłoroczna wizyta we Włoszech i tegoroczna na Slowacji) umożliwia nie tylko utrzymanie się wyścigu na rynku, ale jego ciągły rozwój.
Tak jak w każdym wyścigu różni kolarze mają różne zadania, tak i poszczególne wyścigi są celem dla wybranych zawodników. W każdej z 18 grup Pro Team jeździ przynajmniej 25 kolarzy, każdy z nich zalicza przynajmniej 60 dni startowych w sezonie. Dodajmy do tego specjalizacje: górali, sprinterów czasowców, ?klasykowców?, faworytów wielkich tourów i okazuje się, że znajdzie się miejsce dla każdego. World Tour to faktycznie elita, ale proszę, zapomnijmy o - do bólu zgranym - określeniu ?kolarska liga mistrzów?. Jeżdżą tam wyłącznie znakomici zawodnicy, nie ma miejsca dla słabych. Z natury rzeczy wyścigi takie, jak Tour de Pologne nie są imprezami docelowymi dla największych gwiazd. Jeśli tu startują, to zazwyczaj treningowo. Swoją szansę dostają kolarze młodsi, mniej doświadczeni, ci, którzy na ważniejszych wyścigach pełnią funkcję pomocników. Zdarza się też, że do Polski przyjeżdżają sportowcy próbujący odbudować swoją dyspozycję po kontuzji, szukający kilometrów startowych. Obecność w poprzednich latach Wigginsa, Cancellary, Nibalego, Boonena czy Basso z pewnością podgrzewała atmosferę w mediach, ale o wygraną walczyli Weening, Moser czy van Summeren. Świetni kolarze, ale z drugiego szeregu. To dobra okazja, by ich docenić i poznać zawodników, którzy na co dzień pozostają w cieniu bardziej znanych kolegów i rywali.
Czesław Lang z polskimi gwiazdami młodego pokolenia
Wyczekiwanie na polskie zwycięstwo
Od czasu awansu do World Touru skończyły się polskie sukcesy w Tour de Pologne. ?Biało-czerwoni? zakładali koszulkę lidera, bywali też wysoko w klasyfikacji generalnej, ale od 2004 wyścig wygrywają goście. W tym roku sukcesy Polaków na najważniejszych wyścigach zaostrzyły aptetyty. Nie wątpię, że Rafał Majka odczuwa sporą presję związaną z oczekiwaniami po wygraniu klasyfikacji górskiej Tour de France a Michał Kwiatkowski mierzy się z zalewem internetowego hejtu za wycofanie się ze startu. Jeśli popatrzeć na listę startową, mamy naprawdę świetnych kolarzy: zarówno w grupach zagranicznych (Majka, Poljański, Niemiec, Szmyd), jak i w CCC Polsat Polkowice (Rutkiewicz, Marczyński, Matysiak, Paterski, Stępniak, Taciak) oraz w reprezentacji Polski (Franczak, Gradek, Zieliński, Bernaś, Kasperkiewicz, Cieślik, Dąbkowski, Warchoł). Wygranie całego wyścigu będzie trudne, choć nie niemożliwe, podobnie ma się z etapowym triumfem oraz walką w poszczególnych klasyfikacjach. Trzeba pamiętać, że start w imprezie tej klasy to świetna promocja i szansa na kontrakt w jednym z czołowych, zachodnich zespołów.
Realna ocena
Jeszcze niedawno Tour de Pologne był wyścigiem, na który kolarze przyjeżdżali niechętnie. Podłej jakości drogi sprawiały, że łamały się karbonowe koła, zła pogoda pod koniec sezonu męczyła zawodników mających w nogach wiele tysięcy kilometrów. Nadal jest tak, że część zespołów przyjeżdża do nas jak na zesłanie, przywożąc rezerwowy skład, bez choćby jednej gwiazdki. Z drugiej strony większość dróg mamy już lepszych niż w sąsiednich krajach, wyścig przeniesiono na przełom lipca i sierpnia, więc deszcz i zimno przestały doskwierać a i duża ilość punktów do rankingu UCI, jakie można u nas zdobyć są nie bez znaczenia jako motywacja dla kolarzy. Głównym problemem pozostaje wspomniana, nadmierna komercjalizacja oraz nieustająco słaby poziom transmisji telewizyjnej.
---
To kolejny rok, gdy przy okazji Tour de Pologne idę pod prąd oficjalnego nurtu komunikacji o naszym wyścigu. Uważam jednak, że jest on dobry sam w sobie i mimo kilku wad zasługuje na uwagę bez dorabiania niepotrzebnej ideologii. Opis etapów, klasyfikacji i zasad rządzących wyścigiem - jutro.Zdjęcie okładkowe: Eric BC Lim, flickr, CC BY 2.0
Lyon to trzecie co do wielkości miasto we Francji, które niedawno otworzyło ?zielony tunel? zaprojektowany wyłącznie dla pieszych, rowerzystów i komunikacji publicznej. Kolarze startujący w czerwcowym Criterium du Daupine rozpoczną zawody od prologu prowadzącego właśnie tym tunelem, będą więc promowali nie tylko miasto, ale i politykę nastawioną na ekologię oraz bezpieczeństwo ruchu drogowego.
Komunikaty o przejeździe kolarzy przez zielony tunel będą zapewne tylko dodatkiem do relacji z prologu Criterium du Dauphine. Bardziej niż ekologią, urbanistyką czy bezpieczeństwem będziemy się pasjonowali rywalizacją Froome?a, Nibalego i Contadora, pretendentów do podium zbliżającego się wielkimi krokami Tour de France.
Sport wyczynowy to dość egoistyczny rodzaj działalności człowieka i choć Karta Olimpijska zapewnia, że to jedno z naszych podstawowych praw, w piramidzie ludzkich potrzeb umieszczony jest gdzieś bliżej wierzchołka niż podstawy. Kolarstwo ma jednak to do siebie, że bardzo mocno wchodzi w interakcję z otoczeniem a Lyon podczas prologu ważnego wyścigu łączy wiele interesów i daje przykład na wielu polach.
Zacznijmy od najprostszej sprawy. ?Zielony tunel? to pierwsze tej skali przedsięwzięcie. Prawie dwa kilometry wolnej od indywidualnego ruchu samochodowego inwestycji po to, by ludziom żyło się lepiej. Rzecz wyjątkowa na skalę europejską, zatem w ramach prezentowania światu tego, co najlepsze, Lyon pokaże swój nowy powód dumy. Wspominałem o tym wielokrotnie przy okazji Tour de Pologne: pochwalmy się tym, co mamy dobrego a do tego dajmy odpowiednią oprawę. Jeśli w okolicy jest szczególny budynek, zabytek albo najnowsze dzieło myśli inżynieryjnej, nie tylko pokażmy go z helikoptera przez kilka chwil, ale też wykorzystajmy jako element wyścigu. I nie, betonowy hotel w środku gór nie jest tego typu obiektem.
Zielony tunel w Lyonie
Drugi element to ekologia. Wyścigi kolarskie są tak naprawdę skrajnie nieekologiczne. Nie chodzi nawet o to, że kolarze śmiecą, ale przed i za peletonem jedzie sporych rozmiarów kolumna samochodów, autobusów, lawet i innych pojazdów spalinowych. Kibice stojący przy trasie również docierają na miejsce autami. Mimo to, sami zawodnicy poruszają się ekologicznie czystym środkiem transportu. Nawet, jeżeli nie mają oni nic wspólnego z ?commuterami?, którzy codziennie jadą rowerem do pracy (ba, od tego roku w przepisach peleton nie może zjechać z szosy na chodnik lub sąsiadującą z jezdnią drogę dla rowerów), mimo wszystko robią to samo, tylko nieco szybciej. Promocja proekologicznej inwestycji jest więc jak najbardziej na miejscu, choć w kontekście tego, czym jest wyścig kolarski nieco trąca hipokryzją.
Najważniejsze w tym wszystkim jest bezpieczeństwo. Co roku wielu znakomitych zawodników doświadcza przykrych konsekwencji zderzenie z samochodem. Zazwyczaj dzieje się to podczas treningów, zdarza się, że wypadki kończą się kalectwem lub śmiercią. To element wspólny zarówno dla zawodowca jak i pani jadącej na składaku do sklepu GS gdzieś w ?Polsce B?. Oboje są niechronionymi uczestnikami ruchu. Francuzi mają swój tunel i włączają wyścig kolarski do promocji prorowerowej polityki. To duża sprawa, spektakularna i efektowna. W naszym przypadku bywa, że przy okazji zawodów organizowane są zajęcia dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego, rozdawanie odblasków, na zawodach xc w ?pakiecie startowym? dostałem kiedyś dzwonek. Może się wydawać, że to słabe, małe i niepotrzebne, tak jak zaproszenie Mai Włoszczowskiej czy Czesława Langa do telewizji śniadaniowej poświęconej rowerom miejskim. Jednak jeśli uważasz się za kolarza lub nawet nim jesteś, jadąc na trening stajesz się rowerzystą, uczestnikiem ruchu i możesz mieć pecha i nieszczęśliwie spotkać się z samochodem. Nie ma się więc co zżymać, im więcej okazji do promocji bezpieczeństwa tym lepiej. Lyon daje przykład.
Tour de Pologne 2012 zostanie rozegrany w trakcie trwania Tour de France. W komentarzach dotyczących takiego układu kalendarza dominują obawy o obsadę wyścigu a co za tym idzie o poziom sportowej rywalizacji. Ja obawiam się czegoś innego.
Tygodniowe etapówki nie muszą wcale tracić w konfrontacji z wielkimi tourami. Przez wiele lat Volta a Cataluna kolidowała z Giro d’Italia. Jako wyścig przygotowujący (głównie) Hiszpanów do Tour de France niejako znajdował się w innej kategorii imprez. Przeniesiony na wiosnę został w kalendarzu „wygryziony” przez Tour of California. Nocne relacje z Ameryki, zwłaszcza z górskich etapów były całkiem atrakcyjne, zwłaszcza w obliczu posuchy w programie TV. Andy Schleck, mocna ekipa RadioSchack, Peter Sagan oraz kilku, dobrze zapowiadających się kolarzy ze Stanów zrobili wystarczający show by przykuć uwagę kibiców. W trakcie samej „Wielkiej Pętli” swój wyścig mają Austriacy. Ponieważ jest górzysty, można na nim obserwować walkę zawodników, którzy z różnych powodów nie mogli ścigać się we Francji. A to ich ekipy nie dostały zaproszenia (jak np. w tym roku Geox) a to oni sami zostali pominięci przy wewnątrz teamowej selekcji (np. Cadel Evans w Telekomie, Fredrik Kessiakof w Astanie, Tom Danielson w Discovery). Impreza nie jest szczególnie prestiżowa, ale utrzymuje się w kalendarzu a dla zwycięzców często jest ważnym krokiem w rozwoju kariery. Wreszcie nasz Tour de Pologne przez kilka lat rywalizował z hiszpańską Vueltą. Wysoko punktowany, tygodniowy wyścig pod koniec sezonu sprzyjał walce o miejsca w klasyfikacji Pro Tour. Polskę zamiast Hiszpanii wybierali więc m.in Ballan, Evans czy di Luca.
Ze względu na spory ruch transferowy, fuzje ekip i liczne przetasowania, z pewnością wielu znakomitych zawodników zostanie poza składami na Wielką Pętlę. Trudno się spodziewać, że faworyci zrezygnują z prestiżu TdF a conto ryzykownej inwestycji w medal na Igrzyskach. Dobrych kolarzy jest jednak dość, by do Polski przyjechała niezła grupa solidnych i utalentowanych kolarzy, którzy zadbają o atrakcyjne widowisko. Sagan, Martin, Kittel czy Poels, teoretycznie postaci drugoplanowe, w tym roku dali sporo emocji kibicom. Przy okazji sami potwierdzili klasę a kilka tygodni później, podczas hiszpańskiej Vuelty sprawdzili się w gronie ścisłej elity. O poziom sportowy za rok zatem nie ma się co martwić.
Widzę za to problem o wiele poważniejszy. Etapy 69. Tour de Pologne będą się kończyły niespełna dwie godziny po etapach Tour de France. Będzie więc można porównać relację z jednego z największych sportowych i medialnych wydarzeń świata z… no właśnie, z czym?
Vuelta Espana ma niezły poziom relacji TV, często to Hiszpanie wprowadzają innowacje do transmisji: dzielony ekran, dobre międzyczasy, informacje o tętnie zawodników. Poza tym całość prezentuje się podobnie jak w Polsce. Kibice (poza nielicznymi etapami w górach), oprawa, sponsorzy. Tak, Tour de Pologne dorósł do tego poziomu i był w stanie wytrzymać porównanie z trzecim wielkim tourem. Niestety, w porównaniu z rozmachem, budżetem i sławą Wielkiej Pętli, nasz wyścig z rundami wokół blokowisk wypada bardzo blado. O ile miesiąc po TdF można na to przymknąć oko, o tyle konfrontacja rozmiaru obu imprez niemal na żywo zakończy się klęską. Mit o kolarskiej lidze mistrzów upadnie z wielkim hukiem.
Przed całą ekipą tworzącą Tour de Pologne: Lang Teamem, Telewizją Polską i samym Czesławem Langiem stoi wielkie wyzwanie. Największe od czasu przejęcia organizacji wyścigu na początku lat dziewięćdziesiątych. TdP, wbrew pozorom ma sporo zalet, nie są to jednak w większości te, na które stawiają oficjalne komunikaty. Biesiadny PR nie sprawdzi się, a wręcz przeciwnie, obnaży naszą małą biedę ze zdwojoną siłą. Tak naprawdę sytuację przyszłorocznego TdP można przełożyć na o wiele szerszy kontekst. Mamy produkt, własnego projektu, wykonany rękami naszych ludzi, który jest solidny, sprawdzony i ma niezłą markę na arenie międzynarodowej. Wybór jest prosty: w przyszłym roku możemy przedstawić się albo jako, może nie najbogatszy, ale sprawdzony fachowiec – specjalista, który przyjeżdża załatwić swoje interesy na targi w Niemczech a następnie wraca by zająć się swoimi sprawami, albo jako wulgarny kandydat na rosyjskiego oligarchę podczas wakacji w bułgarskich Złotych Piaskach.
Drugi wielki tour w sezonie traci uwagę przez imprezę rozgrywaną za oceanem. Konserwatywni, europejscy kibice pewnie nie byliby zainteresowani ściganiem w Kaliforni czy Kolorado, ale odpływ potencjalnych faworytów zwraca wzrok w stronę USA. W Pro Cycling Challenge jadą Evans, bracia Schleck czy Ivan Basso. Faworytem Vuelta a Espana jest Igor Anton.
Nazwisko „Cadel Evans” mogło się obić o uszy nawet przeciętnej gospodyni domowej. Schleck i Basso powinni być znani osobom, które ogólnie interesują się sportem. Amerykanie mają swojego Leipheimera, Danielsona, Van de Velde, Hincapiego. Oprócz nich w Colorado startują Robert Gesink, Jens Voigt, Peter Weening, Kenny van Hummel czy Robert Forster. Całkiem niezła ekipa, jak na wyścig kategorii 2.1. Dla ścisłości: tej samej, jaką ma Wyścig Solidarności i Olimpijczyków. Ok, trudno się spodziewać, by wszyscy zawodnicy, którzy walczyli w Tour de France ścigali się na Vuelcie, ale gwiazdorska obsada, z jaką mamy do czynienia w imprezie organizowanej raptem po raz drugi, do tego pod koniec sezonu, daje do myślenia.
Spójrzmy jeszcze, kto startował w Tour of California, wybierając budowanie formy na zachodnim wybrzeżu Stanów zamiast we francuskich (Dauphine) lub szwajcarskich (Tour de Suisse) Alpach. Oczywiście Amerykanie: Leipheimer i Horner, George Hincapie, Tom Danielson. Temu akurat trudno się dziwić, ale startowi Andy Schlecka, Jensa Voigta, Thora Hushovda czy Oscara Freire już nieco bardziej. Tour of California był transmitowany na żywo w Eurosporcie, na szczęście dzięki różnicy czasu nie pokrywał się z Giro d’Italia, z którym zazębiał się terminem. Amerykański wyścig zamienił się miejscami z najstarszą tygodniową etapówką, dookoła Katalonii i jako etap przygotowań do Tour de France odebrał jej prestiż.
Sprawa stanie się prostsza, jeśli zobaczymy na zmiany, jakie zaszły w ostatnich latach w kolarstwie zawodowym. Tradycyjne, rowerowe manufaktury, które rękami włoskich mistrzów tworzyły dzieła sztuki użytkowej stały się niszą dla kolekcjonerów. Amerykańskie marki (nie mylić z producentami) zaczęły dominować. Wśród ekip Pro Teams na Specializedzie jeżdżą: HTC, Saxo Bank i Astana. Na Treku Leopard i Radioshack. Garmin-Cervelo i BMC są współtworzone przy udziale nowych, wchodzących na rynek brandów, skierowanych głównie na rynek amerykański. Liquigas związany jest z Cannondale. Omega Pharma-Lotto dosiada Canyonów, które również robione są na dalekim wschodzie a sprzedawane wysyłkowo na całym świecie. Krótko mówiąc są to globalne przedsiębiorstwa, którym zależy na globalnej sprzedaży a nie uznaniu konserwatywnych pasjonatów z Europy. O tym, że inaczej działają i inaczej są finansowane same grupy zawodowe, pisałem już wcześniej. Dość powiedzieć, że na 18 zespołów pro teams, 5 jest zarejestrowanych w USA lub Wielkiej Brytanii, gdy jeszcze na przełomie wieków były to w porywach dwa.
W tym kontekście wsparcie, jakie francuskie ASO, globalny koncern medialno – sportowy daje hiszpańskiej Vuelcie wydaje się być nie do przecenienia. Niewykluczone, że wyścig rozgrywany w kraju znajdującym się w kryzysie stałby się realnie marginalny. Obecnie można nieco narzekać, a to na obsadę, a to na trasę, a to na scenerię, ale impreza istnieje, ma transmisje w ogólnoeuropejskiej stacji tv a zawodnicy, choć może nie tak powszechnie znani, ścigają się nie tylko o pieniądze, ale i o realny prestiż. Oddała nieco tożsamości w imię unifikacji z korporacją, ale wygląda na to, że wychodzi na tym nieźle.
Patrząc na tak silną globalizację sportu, trzeba też pamiętać o naszym Tour de Pologne, który nie sprzedał swojej nazwy (jak AMGEN Tour of California), nie jest częścią większej całości (jak Vuelta, Dauphine Libere czy Paryż – Roubaix) i cały czas się rozwija. Ale to temat na inną okazję :-)
Po feerii nowości, prezentacji i customowych rozwiązań, sprzęt, który zawodowe ekipy przywiozły na Tour de Pologne nie rzucił na kolana. Z drugiej strony zawsze warto zobaczyć, na czym ścigają się najlepsi profesjonaliści i jakie rozwiązania stosują, by swoją pracę uczynić jak najbardziej efektywną.
Uwagę zwraca powszechność stosowania elektrycznej grupy Dura Ace Di2 wśród ekip sponsorowanych przez Shimano. Nieliczni zawodnicy używali wersji klasycznej. Z kolei drużyna Movistar testuje elektryczne Campagnolo, które nareszcie wygląda jak wersja produkcyjna. Na linki stawia nadal SRAM. Co ciekawe, grupy, które korzystają z osprzętu tego producenta zazwyczaj jeżdżą na mechanizmach korbowych od innego dostawcy (np. Rotor z eliptycznymi zębatkami). Dla porównania, jeśli ktoś ma Dura Ace, to korby (nawet jeśli z systemem SRM), również pochodzą od Shimano.
Powszechne jest zakładanie usprawnień mających na celu zapobiegnięcie spadaniu łańcucha. Trudno powiedzieć, czy zawodowcy obawiali się polskich dziur czy też może współczesny napęd jest tak wrażliwy, w każdym razie metalowy pręt (Campagnolo) lub bardziej wyrafinowany, wycięty z CNC podobny element był niemal standardem. Nie zauważyłem natomiast popularnego kilka lat temu „Dog Fang” firmy Deda.
Co jeszcze? Heinrich Haussler, który miał obronić Daniela Martina przed Peterem Saganem na ostatni etap założył aerodynamiczne koła z obręczą 80mm. Na premii lotnej musiał się rozpychać, by pokonać Słowaka, na mecie już mu na to nie starczyło sił. Znaczy, że nie samą techniką człowiek żyje.
Warto zwrócić też uwagę na drobiazgi: mocowania numerów startowych, podpisy na ramach, customowe malowanie czy prowadzenie linek lub przewodów elektrycznych. Zapraszam do przeglądnięcia kilku zdjęć wykonanych przed etapami V (wokół Zakopanego) i VII (w Krakowie)
Tour jest tylko jeden. To Tour de France. Nasz Tour de Pologne nigdy go ani nie dogoni ani nie zastąpi. Patrząc na zakończony właśnie Wyścig, wygląda na to, że powoli zadamawia się w światowej elicie. Jestem ciekaw, czy Wasze spostrzeżenia po tegorocznym TdP pokrywają się z moimi.
Polacy
Oczekiwania były większe. Jak na ostatnie lata spory urodzaj rodzimych zawodników: zawodowcy z ProTouru (Lampre, Liquigas, Saxo Bank, Vacansolei), start polskiej ekipy (CCC Polsat) a do tego kadra narodowa. Efekty? Liczne ucieczki, koszulka najaktywniejszego (Kurek), koszulka najlepszego górala (Gołaś) i dwóch zawodników w top10. Do tego obiecujący talent (Paweł Cieślik) na horyzoncie. Nieźle, naprawdę nieźle. Na plus zaliczyć trzeba też postawę Bartosza Huzarskiego, który jak przystało na kapitana Kadry został najwyżej sklasyfikowanym Polakiem (7. Lokata) a gdy było trzeba dawał szansę młodym.
Na minus, mimo rozlicznych prób, postawę grupy CCC. Można mówić, że próbowali, że byli aktywni i że są grupą Pro Continental, więc słabszą niż elita światowego kolarstwa. Marek Rutkiewicz po raz kolejny próbował wygrać wyścig i po raz kolejny w taki sam sposób ? brawurowym atakiem na mokrym zjeździe. Po raz kolejny taka taktyka nie przyniosła rezultatu. Tomasz Marczyński próbował wygrać etap i gdyby nie to, że cały czas był utrzymywany jako backup dla Rutkiewicza w kwestii walki o ?generalkę? być może miałby na to szansę. Tym samym CCC zakończyło wyścig ze sporym zwrotem z obecności w mediach, ale bez realnego sukcesu sportowego.
Czy aby na pewno? Być może problemem jest postrzeganie Tour de Pologne jako czegoś gorszego a tymczasem to wyścig klasy World Tour. Punktowany tak samo jak inne tygodniowe etapówki. Jeszcze do niedawna 9. miejsce Sylwestra Szmyda w Tour de Romandie traktowaliśmy jako sukces. Zatem siódme miejsce Huzarskiego i 10. Rutkiewicza to niezłe wpisy do ich własnego portfolio. Co nie zmienia faktu, że nadal czekamy na zwycięstwa ważniejsze niż poboczne klasyfikacje. Jeśli nie generalka to choćby etap. Stać nas na to, tylko może trzeba nieco zmienić priorytety.
Zagraniczne gwiazdy
Peter Sagan to wschodząca gwiazda światowego kolarstwa. Podobno podczas testów w Liquigasie zaprezentował potencjał fizjologiczny, jakiego dawno nie widziano u zawodowego kolarza. Jest mocny, jest szybki i ma instynkt zwycięzcy. Jest bardzo młody (rocznik 1990) a już może rywalizować ze światową elitą. Niektórzy widzą w nim następcę Gilberta, ale ponieważ wywodzi się z MTB, kto wie, może będzie następcą Evansa? Z niecierpliwością czekam, co pokaże podczas hiszpańskiej Vuelty, choć tam będzie głównie wspierał Nibalego w walce o obronę tytułu. Fakt, że Nibali zostawił sporo zdrowia na podhalańskich szosach pilotując Słowaka w walce o zwycięstwo pokazuje, że wierzy w niego i kierownictwo ekipy i jego koledzy z ekipy.
Kolejny plus to Daniel Martin. Ubiegłoroczny zwycięzca na poważnie wziął sobie do serca fakt, że wystartował z numerem jeden na koszulce. Nie udało mu się, ale walczył do końca pokazując, że wysoko ceni sobie wynik na Tour de Pologne.
O finiszach Marcela Kittela powiedziano już niemal wszystko, teraz czas, by znakomitą dyspozycję pokazaną w Polsce potwierdził kolejny level wyżej ? w starciu z elitą światowego sprintu.
Szczególnie zmotywowana była ekipa Vacansolei, miejsca 3 (Marcato) i 4 (Poels) w klasyfikacji końcowej, Michał Gołaś najlepszy góralem i aktywne uczestnictwo w każdym finiszu. Choć była to ekipa bez wielkich nazwisk w składzie, zdecydowanie uczestniczyła w kreowaniu losów wyścigu. Może to dobry wzór dla naszego CCC?
Kto zawiódł? Lampre (ale podobno Scarponi i Niemiec trenowali tu przed Vueltą) i naszpikowana gwiazdami (di Luca, Paolini, Pozzato) Katusha. Więcej można się też było spodziewać po Astanie.
Trasa
Wielkich gór w Polsce nie mamy, ale z dostępnego materiału wyciśnięto całkiem sporo. Inna sprawa, co ze swoją areną zrobili sami zawodnicy. Peter Sagan nieźle jeździ po górach, więc czekając do ostatnich kilometrów trudno myśleć o tym, że można go zgubić. Przy wyrównanym poziomie współczesnej czołówki, trzeba podejmować więcej prób, być może mniej schematycznych by myśleć o zmęczeniu lub zaskoczeniu rywali. Rundy w miastach? Cóż, w Warszawie czy Krakowie uzasadnione, zwłaszcza, że dookoła sporo elementów charakterystycznych. Etapy w Zagłębiu i Katowicach były do siebie tak podobne, że trudno znaleźć dla nich wytłumaczenie inne niż tylko komercyjne. W telewizji najładniej zaprezentował się Cieszyn. Okrążenia z brukowanym podjazdem, do tego piękna architektura w tle to dobre połączenie. Przy coraz lepszej jakości polskich dróg (plus robione w ostatniej chwili poprawki i remonty) i zmianie koncepcji dwóch środkowych etapów dostajemy trasę może nie porywającą, ale godną klasy imprezy.
Ewentualne propozycje? (Zaznaczmy, że realne i odłóżmy marzenia o przełęczy karkonoskiej na kolejne dziesięciolecie). Zmiana warszawskiego etapu na nośną medialnie drużynową czasówkę oraz korekta na pierwszym etapie tatrzańskim. Zamiast ciężkiego sprintu pod Krokwią finałowy podjazd na Gubałówkę. Bardziej selektywny a i lepiej rozpoznawalny. Co o tym sądzicie?
TVP
Na koniec słówko o poziomie relacji w mediach. Telewizja Publiczna zrobiła spory krok na przód. Komentatorski duet Piotr Sobczyński ? Wacław Skarul sprawdził się nieźle nie irytując kibiców i dając dość informacji laikom. Gdyby tylko wyciąć to, co poza samą relacją, byłoby zupełnie w porządku. Do tego Cieszyn, Kraków, Warszawa, Będzin, Dąbrowa Górnicza wyglądały godnie a podhalańskie pejzaże ujmująco. Popracować trzeba nad infografikami i światłem. Późno popołudniowe słońce wyraźne sprawiało realizatorom sporo problemów, ani TVP ani Eurosport nie radziły sobie z ustawieniem kontrastu, choć prezentowały sygnał nieco odmiennie.
Z australijskim kolarzem chciałem porozmawiać już kilka lat temu. Dla mnie jest przede wszystkim dwukrotnym zwycięzcą Crocodile Trophy, jednej z najcięższych etapówek mtb. Od 2007r jeździ w topowych drużynach szosowych i jest pomocnikiem swoich liderów.
Z Adamem Hansenem rozmawiałem przed startem piątego etapu 68. Tour de Pologne, Zakopane-Zakopane. Mając w pamięci komentarze wokół roli, jaką pełni m.in. Sylwester Szmyd w grupie Liquigas zapytałem mojego rozmówcę o jego stosunek do pracy dla innych kolarzy. A także o to, co sądzi o nieśmiertelnych ?Rundach Langa?, którymi kończą się wszystkie etapy naszego wyścigu.
Marek Tyniec: Kiedy ostatni raz jeździłeś na rowerze górskim? Adam Hansen: (śmiech) Och, dość dawno temu. Chociaż nie, byłem dwa tygodnie temu na treningu mtb. Czasami trenuję na rowerze górskim, ale się nie ścigam. Właściwie ostatnim moim wyścigiem było Crocodile Trophy (2005, przyp. mt), później jeszcze startowałem w Alpen Tour, ale wycofałem się po pierwszym etapie na skutek upadku.
Zawsze chciałem z tobą porozmawiać właśnie o Crocodile Trophy. Ale teraz jesteś zawodowym szosowcem i jeździsz jako pomocnik liderów swojej drużyny. Właściwie to jest dobre nawiązanie, ponieważ przyjechałeś do Polski a polscy kibice mają spory problem z tym, że nasz najlepszy kolarz, Sylwester Szmyd jest właśnie pomocnikiem. Jak ty się czujesz w takiej roli? Cóż, to trudne pytanie. Z punktu widzenia sportowca to całkiem dobry układ. Jeździsz w profesjonalnej drużynie, co powoduje, że twoja praca jest o wiele prostsza. To zespół zajmuje się znajdowaniem sponsorów i organizacją drużyny. W mtb masz zazwyczaj indywidualny sponsoring i wiele rzeczy jest na twojej głowie. Kolarstwo szosowe jest oczywiście w ogóle bardziej zorganizowane, zatem każdy ma swoje zadania do wykonania.
No dobrze, ale co z twoimi prywatnymi ambicjami? Z tym jest zawsze problem. Zwłaszcza, że jestem Australijczykiem i nie jeżdżę w australijskiej drużynie, tylko w belgijskiej. Więc muszę się liczyć z tym, że zawsze zawodnicy z Belgii będą stawiani przede mną. Oczywiście czasami dostaję swoją szansę, ale dzieje się tak bardzo rzadko. W sumie bycie pomocnikiem lidera to nie jest taka zła rzecz. Jadąc na wyścig wiesz, co masz robić. Jeśli się dobrze wywiążesz ze swojego zadania, zespół jest z ciebie zadowolony. Jeśli zespół jest zadowolony, proponuje ci kontrakt na kolejny rok i tak dalej.
W takim razie jakie są twoje zadania tutaj, na Tour de Pologne? Na płaskich etapach pomagam Adamowi Blythe, naszemu sprinterowi. Jak na młodego, rozwijającego się zawodnika idzie mu całkiem nieźle. Na drugim etapie przyjechał w pierwszej dziesiątce. Oprócz tego naszym liderem jest Jan Bakelands, zawodnik z Belgii, w miarę swoich możliwości będę mu pomagał na kolejnych etapach.
Blythe jest rozwijającym się zawodnikiem (21 lat). W sumie ty też jesteś ciągle młody, może nie bardzo (30), ale ciągle możesz poprawiać swoje możliwości. To prawda. Do Polski przyjechałem jednak pomóc młodszym kolegom oraz zbudować formę przed Vuelta Espana, który jest jednym z moich głównych celów w sezonie.
Co planujesz tam osiągnąć? Będę tam wspierał Jurgena Van Den Broecka, naszą gwiazdę na wielkie toury. Podczas Vuelty jest kilka etapów, gdzie będzie bardzo potrzebował mojej pomocy, więc ciężko będzie szukać możliwości szansy dla samego siebie.
Wracając trochę do tematu kolarstwa górskiego, czy chciałbyś jeszcze kiedyś pościgać się w mtb? Jasne!
Ale jako profesjonalista, czy tak jak niektórzy eks szosowcy dopiero na sportowej emeryturze, w kategorii masters? Właściwie, to chciałem pojechać znowu w Crocodile Trophy już w zeszłym roku, ale mój poprzedni zespół ? HTC nie pozwolił mi na to. W przyszłości zdecydowanie będę chciał spróbować jeszcze raz. Myślałem nawet o tym, żeby wystartować w tym sezonie, zobaczę, jak ułożą się moje starty w dalszej jego części. Problem z łączeniem mtb z szosą jest taki, że na szosie mamy bardzo wiele dni startowych. Kontrakt mam z drużyną szosową Omega Pharma Lotto i płacą mi za ściganie się na szosie. Do tego dochodzi możliwość ewentualnej kontuzji. Tak jak powiedziałem, chętnie wystartuję w Crocodile Trophy, ale to zależy od tego czy będę jechał Giro di Lombardia.
Gdy kilka lat temu usłyszałem, że na stałe przechodzisz na szosę ucieszyłem się. Potem byłem jednak trochę zdziwiony. ?Górale? zazwyczaj dobrze czują się w górach a ty raczej rozprowadzasz sprinterów. Tak, to może wydawać się dziwne, ale z drugiej strony kolarze mtb są bardziej uniwersalni. Posiadają sporą wytrzymałość siłową i dobrze znoszą wysokie obciążenia. Przez to często są też dobrymi czasowcami. A od tego jest niedaleko do dyktowania tempa na płaskich etapach. W MTB nie musisz mieć dobrego przyspieszenia, ale jesteś w stanie rozkręcić niezłe tempo, co jest przydatne przy rozprowadzaniu sprintera. To dość cenna umiejętność.
A co sądzisz o naszym wyścigu, jak ci się podoba trasa, szczególnie rundy w miastach? (uśmiech) Rozmawialiśmy nawet o tym z kolegami ostatniego wieczora. Dla kibiców to z pewnością jest spora atrakcja?
…a dla was? ?cóż? dla kibiców to z pewnością jest spora atrakcja (śmiech). No dobrze, jeśli mam poszukać zalet, to miło jest jechać przy dopingu ludzi stojących przy trasie, w miastach jest ich więcej. I oczywiście możemy się lepiej zapoznać z finiszem. Jeśli runda jest dobra i bezpieczna, to dobrze, całkiem fajnie można przejechać taki etap. Jeśli jest wymagająca i jest na niej jakiś podjazd, wtedy łatwiej dokonać selekcji, ale i łatwiej się pogubić. Tak naprawdę to jest mi obojętne, czy etap kończy się rundami czy nie.
Czego spodziewasz się w ciągu najbliższych dwóch dni? Znasz nasze podjazdy? Niektóre są całkiem strome. Tak, słyszałem, że może być dość ciężko. Ale nie obawiam się tego.
Czy myślisz, że Peter Sagan może obronić koszulkę lidera? Nie ma zbyt wielu powodów, dla których miałoby mu się to nie udać (Hansen nie pomylił się zbyt wiele, Sagan dobrze poradził sobie w górach)
Planujesz tu przyjechać w przyszłym roku? Tak, to dobry wyścig. Podoba mi się i pasuje do kalendarza.
A czy wiesz już, w jakiej drużynie będziesz jeździł w kolejnym sezonie? Twoja grupa przechodzi transformację, prowadzisz już jakieś rozmowy? Sprawa jest ciągle otwarta właśnie ze względu na to, że Omega Pharma i Lotto rozchodzą się. Nie jesteśmy więc pewni co dalej, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu będziemy wiedzieli więcej.
Jesteś jednak na tyle cenionym pracownikiem, że nie powinieneś mieć kłopotów z podpisaniem kontraktu? Zgadza się, mam kilka propozycji z różnych drużyn, ale też chętnie zostałbym tu gdzie jestem, zwłaszcza że część ekipy pozostaje razem i management chciałby nas zatrzymać.
Na koniec chciałbym zapytać o Cadela Evansa. Obaj macie podobne korzenie: australijsko-mountainbikeowe. Czy jego popularność w jakiś sposób przekłada się też na ciebie? Czy ktoś mówi: o, jest kolejny ?Aussie?, który przeszedł z mtb na szosę, może on też będzie wygrywał wielkie toury? Tak, kilka osób mnie o to pytało i właściwie ty też właśnie to robisz. A odpowiadając szerzej. Przechodząc z mtb na szosę, twoje ciało jest bardziej, hmm? proporcjonalne. Mamy mocniejsze górne partie ciała. W sumie to pomaga na szosie, gdy nie jest się tak filigranowym. Przejście z mtb na szosę wydaje się być łatwiejsze niż zaczynanie na szosie od zera.
A ile teraz ważysz? (przy wzroście 183cm) W tej chwili 77kg
Nie widać, ale to całkiem sporo. Heh, dzięki. Ale za to mam sporo siły.
Adam Hansen poszedł jeszcze na chwilę do teamowego autobusu. Jak na kogoś, kto przez kolejne dwa dni ma pokonać niemal trzydzieści podjazdów uchodzących za jedne z trudniejszych w tym kraju, wyglądał na całkiem zrelaksowanego. Etapy 5. i 6. ukończył w środku stawki.
Po czterech etapach Polacy nadal są bez zwycięstwa. Mimo rekordowej frekwencji w zawodowym peletonie Tour de Pologne, ?nasi? póki co wykazują hart ducha i wolę walki. Nominalni liderzy stracili niestety cenne sekundy. Wizja choćby jednego polskiego dnia oddala się coraz bardziej.
Dotychczasowy przebieg wyścigu można określić stwierdzeniem deja vu. Gdzieś to już widziałem. Rok temu, dwa lata temu. Pięć lat temu? Podobnie jak lokalni zawodnicy podczas Wielkiej Pętli wchodzący w rolę ?dzielnych Francuzów?, którzy brak spektakularnych sukcesów nadrabiają heroiczną walką w ucieczkach, tak i Polacy są w stanie rywalizować jedynie o pomniejsze cele. Reprezentacja narodowa oraz jedyna w pełni profesjonalna grupa, obie ekipy w barwach tego samego sponsora, firmy CCC, do tego protourowcy z drużyn Liquigas, Saxo Bank, Lampre i Vacansolei nie ugrali póki co zbyt wiele. Oczywiście, trudno od górala, Przemysława Niemca oczekiwać by walczył ze sprinterami podczas kryterium w Katowicach, ale pozostali mogli bardziej próbować.
Możliwe jest, że z tegorocznego wyścigu wrócimy z niczym. Klasyfikacja na najlepszego górala rozstrzygnie się w Tatrach i niekoniecznie musi ją wygrać Bartłomiej Matysiak, ponieważ kolejny dzień w ucieczce to może być dla niego za dużo. Podobnie ma się sprawa z okrzykniętym bohaterem Adrianem Kurkiem, przewodzącym dedykowanej gospodarzom klasyfikacji najaktywniejszego. Oczywiście fajnie, że młodzi zawodnicy zabierają się w odjazdy, zdobywają doświadczenie i pokazują w telewizji. Dzięki takim akcjom do emerytury wydatnie dorobił Marcin Sapa na dwa sezony trafiając do elity (Lampre), w której nota bene sprawdził się całkiem nieźle, ale ? przynajmniej kibicom – nie do końca o to chodzi.
Mimo najszczerszych chęci, trudno emocjonować się walką o klasyfikacje drugiej kategorii. Wygrana etapowa poruszyłaby wyobraźnię kibiców zdecydowanie bardziej. Fakt, obsada w tym roku jest mocna, styl w jakim wygrywają Kittel czy Sagan jest imponujący. Ale czy ktoś mówił, że będzie łatwo?
Najbliższe dwa dni Tour de Pologne spędzi na Podtatrzu. Oczy kibiców będą zwrócone na Przemysława Niemca i Marka Rutkiewicza. Ten ostatni pełni rolę naszej etatowej nadziei na zwycięstwo. Potrafi się przygotować do TdP jak nikt inny, ale ciągle brakuje kropki nad ?i? w postaci końcowej wygranej. Liczenie na klasyfikację generalną to sporego kalibru hazard, biorąc pod uwagę klasę rywali. Nawet, jeśli Rutkiewicz jest mocny, ekipa CCC ?ościgana? w wyścigach zbliżonej rangi a w odwodzie znajduje się mistrz kraju, Tomasz Marczyński. Ten zresztą wydaje się być w dobrej formie. Tak jak Bartosz Huzarski nie pogubił się podczas finiszu w Cieszynie i ma niewielką stratę do lidera.
Dwa etapy: w Zakopanem i Bukowinie są ciężkie, ale to mogą być za małe góry na Petera Sagana. Rutkiewicz i Niemiec tracą do niego 20 sekund a nie są jedynymi, którzy chcieliby dojechać do Krakowa w żółtej koszulce. Trzeba więc liczyć na ich najwyższą dyspozycję, brawurę i odrobinę szczęścia. I mocno kibicować.
Z drugiej strony, zwłaszcza piątkowy etap zapowiada się znakomicie. 15 ciężkich podjazdów na dystansie ponad 200km to trasa, która może dokonać bardzo mocnej selekcji. Nawet jeśli Polacy zawiodą, możemy mieć niezłe widowisko. Swoją drogą, na takiej rundzie ciekawie prezentowałby się ciężki wyścig jednodniowy a nawet impreza rangi mistrzowskiej. Może czas spróbować reaktywować koncepcję prestiżowego klasyku u nas w kraju, skoro „Pomorski” odszedł w zapomnienie?