Tag: Tour de Pologne

  • Tour de Pologne 2015: Odkrywanie Ameryki

    Czy o zakończonym w niedzielę 72. Tour de Pologne można powiedzieć coś, czego nie wiemy? Czy wyścig Czesława Langa jakkolwiek nas zaskoczył albo choć trochę się zmienił?

    Tak jak ambiwalentne uczucia towarzyszyły mi w trakcie zawodów, tak nie opuszczają mnie po tym, gdy kurz na krakowskim rynku opadł a barierki i balony zostały zapakowane na ciężarówki by ustąpić miejsca targom sztuki ludowej.

    W tym roku dostaliśmy produkt dobrze znany, choć drobny lifting trzeciego od końca etapu sprawił, że ostanie dni Tour de Pologne były ciekawsze, niż można się było spodziewać.

    Minusy imprezy są takie same od lat i niestety w tym roku nie uległy poprawie. Jakość transmisji TVP, komentarza oraz programów towarzyszących jak była żenująca, tak jest. Jak kolarze kręcili się na rundach, niczym niesforny szczeniak za własnym ogonem, tak kręcą się nadal. Jak wszystko przykrywały balony, bannery i wszelkiej maści elementy reklamy zewnętrznej tak przykrywają. I wreszcie, jak bzdurne były oficjalne komunikaty w przeszłości, tak są nadal i nadal są bezrefleksyjnie przetwarzane przez media.

    Tyle oczywistych negatywów. Czarę goryczy przelały ?ściana bukovina?, ?katowicka świątynia sprintu? oraz ?kolarska liga mistrzów? połączone z ?aferą wychodkową?, która, wypłynęła tuż po zakończeniu wyścigu. Choć wiele elementów można uzasadnić koniecznością komercyjnego prowadzenia wyścigu, który w przeciwieństwie do innych imprez w Europie jest niezależny i nie ma problemów finansowych, to pewne kwestie, zwłaszcza pojawiające się po raz kolejny, zaczynają być zwyczajnie męczące.

    Dyskusyjną sprawą jest obsada wyścigu, podejście niektórych drużyn i zawodników do ścigania w Polsce. Cóż, musimy zadowolić się tym, że Tour de Pologne czeka jeszcze długa droga, zanim stanie się celem samym w sobie dla jakiejś wielkiej gwiazdy. Trzeba być nie lada fanem kolarstwa, by fascynować się rywalizacją Iona Izagirre z Benem Hermansem czy Bartem de Clerquiem lub? całkowitym laikiem, którego po prostu intryguje jazda kolarzy jako takich.

    Nazwiska nie grają, ale zawodnicy z drugiego szeregu stworzyli na górskich etapach niezłe widowisko. Co więcej, jeśli Fabio Aru dobrze spisze się w hiszpańskiej Vuelcie, to może być sygnał dla innych kolarzy celujących w trzeci wielki Tour sezonu, że w Polsce można solidnie ?sprawdzić nogę? i zaliczyć niezbędne kilometry wyścigowe.

    Szosy w Polsce są coraz lepsze, a spora część z tych, po których jedzie peleton Tour de Pologne być może nawet przewyższa te, na których ścigają się zawodowcy w bardziej prestiżowych wyścigach. Podobnie można powiedzieć o bazie hotelowej i innych elementach infrastruktury, choć kierowcy teamowych autobusów i ciężarówek mogą się z tym faktem nie zgodzić, musząc stać w korkach na drodze z Zakopanego do Krakowa.

    Główny zarzut do tegorocznego Tour de Pologne jest więc prosty: wydaje się, że wyścig zatrzymał się w miejscu a na horyzoncie nie widać elementów, które miałyby zmienić sytuację. Okopany na swojej pozycji, z najwyższą możliwą kategorią, stabilnym wsparciem sponsorów i obszerną obecnością w mediach może tak funkcjonować jeszcze przez jakiś czas.

    Tyle tylko, że także najbardziej konserwatywne, największe a co za tym idzie teoretycznie obarczone największą inercją imprezy kolarskie cały czas ewoluują, ostatnio coraz szybciej i coraz bardziej intensywnie. Nawet Tour de France, wyścig de facto pozbawiony konkurencji, wciąż szuka sposobów by zwiększyć swoją atrakcyjność.

    Póki nie pojawi się realne zagrożenie, jak np. kolejna wielka reforma kolarstwa, Tour de Pologne będzie pozbawiony rywali. Z miejscem w World Tourze i tak najlepsze drużyny będą musiały tu przyjechać. Polscy kolarze dostaną dziką kartę, wygrają etap lub etapy, powalczą o koszulki i klasyfikację generalną. W teorii wszystko będzie pięknie. Trzeba jednak pamiętać, że żyjemy w czasach paradygmatu ciągłego wzrostu. Zatrzymać można się tylko na chwilę i dłuższy czas na oddech powoduje, że momentalnie traci się dystans do istniejącej konkurencji albo na horyzoncie pojawia się ktoś nowy.

  • Tour de Pologne jak Kredyt we Frankach

    To nic, że 72. Tour de Pologne jeszcze się nie skończył. Trudno spodziewać, by obraz wyścigu zmienił się po ostatnich dwóch etapach. Główny wniosek pozostanie ten sam: to zawody, które trudno zrozumieć.

    Pełna ambiwalencja

    Tour de Pologne wywołuje huśtawkę nastrojów. Z jednej strony to profesjonalne wydarzenie sportowe, zorganizowane zgodnie z procedurami i trzymające a w niektórych kwestiach nawet przewyższające międzynarodowe standardy. To jedna z najwyższych rangą, cyklicznych imprez w Polsce, oficjalnie równa najbardziej prestiżowym, tygodniowym wyścigom etapowym na świecie. Jaka jest druga strona medalu, każdy widzi. Nie trzeba być ekspertem, by poczuć, że do poziomu Tour de Suisse czy Paryż-Nicea sporo brakuje?

    Gdzie te gwiazdy?

    W tym roku najbardziej boli słaba obsada. Być może i rywalizacja jest ciekawa, ale uczciwie rzecz ujmując, poza nielicznymi wyjątkami do Polski przyjechały trzecie składy Pro Teamów. Nie znaczy to, że kolarze się oszczędzają, ale jeśli spojrzymy, kto na górskim etapie zrobił ?rzeźnię? nasuwa się pytanie o poziom sportowy zawodów.

    CQ Ranking klasyfikuje kolarzy bez względu na status grupy, którą reprezentują a punkty zbierane są przez cały rok. Rzut oka na pierwszą dwunastkę klasyfikacji generalnej pokazuje, że nie licząc Fabio Aru, liderami Tour de Pologne są vice vice vice liderzy swoich zespołów albo wręcz zawodnicy, którzy pierwszy raz w karierze dostają szansę by pojechać na własne konto.

    Podobnie rzecz się miała na etapach sprinterskich, gdzie Matteo Pelucchi sięgnął po największe sukcesy w swojej karierze, ogrywając Marcela Kittela, przeżywającego najgorszy sezon w życiu.

    https://twitter.com/xouted/status/629576542293770240

    Symboliczne balony

    ?Tour de Balon?, pejoratywne określenie Tour de Pologne, związane z przerostem marketingu, PR oraz pneumatycznych reklam ustawianych przy trasie, zyskało w tym roku dodatkowe znaczenie. Michał Kwiatkowski nie zregenerował się po nieukończonym Tour de France i odpadł z czołówki na podhalańskich podjazdach. W teorii trasa Tour de Pologne nie jest trudniejsza niż ardeńskie klasyki, których mistrz świata jest specjalistą. Ewidentnie więc środkowa część sezonu nie jest jego najlepszym czasem. Również pozostali Polacy nie dali rady zdeterminowanym dublerom konkurencyjnych ekip. Na osłodę pozostaje zwycięstwo etapowe Macieja Bodnara, koszulka lidera Kamila Zielińskiego oraz ambitna postawa Reprezentacji oraz grupy CCC Sprandi Polkowice. Mimo wszystko balon oczekiwań pękł z hukiem. Szkoda.

    Drugi, symboliczny balon, to balon bzdur promowanych w oficjalnej komunikacji wyścigu. Kolarska Liga Mistrzów, Świątynia Sprintu i Ściana Bukovina kłują w oczy i powodują ból zębów nie od dziś. Jednak w obliczu nudnej części sprinterskiej i średniego poziomu w górach, dysonans poznawczy jest silniejszy niż zazwyczaj.

    Jak Kredyt we Frankach?

    Wydaje się więc, że Tour de Pologne idealnie odzwierciedla naszą rzeczywistość. Jak my wszyscy, tak i wyścig Czesława Langa wciąż jest na dorobku. Tak jak mieszkanie na strzeżonym osiedlu, nazwane apartamentem, okupione bolesnym kredytem, które przy bliższym poznaniu okazuje się zwyczajnym M3 na blokowisku. Z jedną z najmniejszych w Europie liczbą metrów kwadratowych na mieszkańca, horrendalną ratą i sąsiadami zaglądającymi w okna. Tyle, że jest nowe, a za 30 lat będzie również własne.

    Tour de Pologne, choć dostarcza punktów takich jak Tour de Suisse, Tour de Suisse nie jest. Nawet, jeśli szosy, którymi prowadzi są gładkie i świeże, hotele mają klimatyzację i dobrą kuchnię a Telewizja Publiczna oferuje imprezie swój czas antenowy, musi minąć jeszcze kilka lat, by zawody dorównały tym najbardziej prestiżowym.

    O ile jednak mieszkanie w bloku pozostanie mieszkaniem w bloku, czegokolwiek by z nim nie robić, o tyle imprezę sportową można udoskonalać. Podhalańska końcówka wyścigu połączona z krakowską czasówką to samograj od kilku sezonów. Działa, jest selektywna a do tego prowadzi przez miejsca, którymi realnie możemy się pochwalić na świecie. Widoki są świetne, podjazdy są sztywne, kto chce, może się tu solidnie pościgać.

    Niestety pierwsza część Tour de Pologne jest całkowicie do wymiany. Formuła etapów przeczy wszystkiemu, co dzieje się we współczesnym kolarstwie. Nawet najbardziej konserwatywne wyścigi szukają elementów mogących uatrakcyjnić rywalizację. Cztery sprinterskie etapy kończące się rundami w miastach to przeżytek i trzeba to nazwać po imieniu.

    To teoretycznie ciągle te same zarzuty, które stawiane są TdP co roku. Trzeba jednak pamiętać, że za rok nasz wyścig będzie w jeszcze trudniejszej sytuacji. Kalendarz będzie napięty: Tour de France konkurował będzie o uwagę z Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej a 5. sierpnia rozpoczynają się Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Nie wiem, kto w takiej sytuacji przyjedzie do Polski a tym bardziej nie wiem, kto w ogóle zwróci uwagę na wydarzenia na polskich szosach.

    Realnie rzecz ujmując, Tour de Pologne to nie jest poziom World Touru. Tour of Austria, Tour of Turkey, Criterium International, ENECO Tour, USA Pro Challenge czy Tour of Britain to etapówki, które przychodzą na myśl jako zawody ciekawsze, lepiej eksponowane i zachęcające do śledzenia lepszą obsadą. Nie licząc Turcji, która ewidentnie kupuje uwagę światowych mediów, pozostałe wyścigi mają w sobie po prostu więcej seksapilu.

    Przed Czesławem Langiem jeszcze długa droga, by swój wyścig, z M3 w bloku zamienić na obiekt marzeń – domek na przedmieściu. Jest szansa, że mu się to uda – wszak sam mieszka w pobudzającej wyobraźnię, imponującej rezydencji.

  • Tour de Pologne: Nie dość sexy

    Na półmetku 72. Tour de Pologne powtarza się scenariusz z poprzednich lat i nic nie wskazuje, by tegoroczna impreza przełamała dotychczasowy schemat. Nasz narodowy wyścig jest w porządku, ale brak mu argumentów, by wzbudzić żywsze bicie serca.

    Mimo szczerych intencji i pozytywnego nastawienia trzeba powiedzieć jasno: Tour de Pologne to obrzeża World Touru. Jakkolwiek by nie szukać, obsada nie jest szczególnie ekscytująca, Michał Kwiatkowski jako największa gwiazda skupia największe zainteresowanie i jako mistrz świata musi znosić to z godnością. Pierwsze etapy, choć dały szansę Kittelowi i Pelucchiemu w zasadzie można pominąć.

    Gdyby nie fakt, że wyścig rozgrywa się w Polsce, nie zwróciłbym na niego uwagi, nawet wiedząc, że jest wysoko punktowany.

    Wiem też, że ostatnie dwa etapy: podhalański i krakowski będą w porządku. Długa czasówka to wyzwanie dla kibica-konesera, ale zawsze daje ciekawe rozstrzygnięcia, co więcej, jest informacją o dyspozycji poszczególnych kolarzy. Z kolei dynamiczne rundy przez Ząb i Gliczarów tak czy inaczej zrobią selekcję w peletonie.

    Etap 3 Zawiercie - Katowicetourdepologne.pl/szymongruchalski Posted by Michał Kwiatkowski on Wednesday, 5 August 2015
      Te dwa etapy to poziom World Touru. Mogłyby być częścią Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Tour de Romandie czy Tirreno - Adriatico i jako takie budziłyby zainteresowanie. Niestety, pierwsze dni Tour de Pologne można wymazać ze świadomości. Nie wnoszą nic a do tego szansa na jakiekolwiek emocje jest zabijana przez nieśmiertelne ni to kryteria ni to paradę reklamową, czyli ?Rundy Langa?. Trudno więc się dziwić, że wyścig może nie jest ignorowany przez międzynarodowe media, dziennikarzy czy ?liderów opinii?, ale poświęcają mu minimalną ilość swojego czasu i przestrzeni. Co więcej, także media polskie, poza tymi, które muszą lub czują się w obowiązku, Tour de Pologne traktują z dystansem. Na drugim biegunie stoi zainteresowanie, jakim wyścig cieszy się wśród bezpośrednich kibiców. Przy trasie może nie ustawiają się tłumy, ale frekwencja jest godna. Nie wątpię też, że przed telewizorami gromadzi się spora grupa widzów. Kto wie, może padnie kolejny rekord oglądalności kolarstwa w TVP. https://twitter.com/Cyclingnewsfeed/status/627962089777307648 W sytuacji, gdy mamy Mistrza Świata, gdy wyjeżdżając na szosę niemal o każdej porze dnia, w dowolnym miejscu w kraju spotyka się kolarzy - widok jeszcze niedawno mocno egzotyczny - szkoda tracić szansę. Chciałbym móc traktować Tour de Pologne z należytą powagą. Nie musząc słuchać o ?świątyniach sprintu?, ?ścianie bukoviny?, ?kolarskiej lidze mistrzów? i tym podobnych bzdurach. Spora część Tour de Pologne to dobry produkt z wielkim potencjałem. Piszę to szczerze i z całkowitym przekonaniem. Druga strona medalu jest przykra, nudna i słaba. Jest wiele punktów, które skutecznie zabijają entuzjazm i wkrótce nie tylko eksperci się w tej kwestii zorientują. Nawet okazjonalny kibic coraz więcej wie o kolarstwie i choć Tour de Pologne jest dla większości jedyną okazją, by doświadczyć ścigania zawodowców, wkrótce poczuje, że przynajmniej kilka elementów tu nie gra.

  • Nie przegap na Tour de Pologne

    Nie przegap na Tour de Pologne

    Po emocjach związanych z Tour de France ciężko z podobnym zaangażowaniem skupić się na Tour de Pologne. Mimo wszystko wybrałem kilka momentów, które mam nadzieję sprostają oczekiwaniom i zbudują ciekawe, sportowe widowisko.

    Kwiatomania

    Michał Kwiatkowski po udanej wiośnie zakończonej wygraną w Amstel Gold Race nie może się odnaleźć. Podczas Tour de France jego forma nie była na tyle wysoka, by pozwolić mu na zwycięstwo etapowe. Mimo to, ?Kwiato? zabierał się w ucieczki, został uhonorowany czerwonym numerem dla najbardziej walecznego zawodnika danego dnia. Najważniejsze jednak, że jako pomocnik miał swój udział w trzech zwycięstwach swoich kolegów. Na trasie 17. etapu wycofał się by zebrać siły na drugą część sezonu.

    Mistrz Świata będzie jedną z największych gwiazd w peletonie 72. Tour de Pologne. W teorii trasa jest dla niego: górzysta, ale nie przesadnie, zakończona jazdą indywidualną na czas. W formie z marca lub kwietnia Kwiatkowski byłby faworytem. Niestety teraz nie wiemy, w jakiej jest dyspozycji. Nawet, jeśli nie da rady powalczyć o zwycięstwo (powiedzmy sobie szczerze, każdy inny wynik będzie cenny pod względem zdobytych punktów, ale zostanie potraktowany jako porażka), i tak największym wyzwaniem dla niego będzie zajęcie się dziennikarzami i kibicami. Polski Mistrz Świata będący faworytem Naszego Narodowego Touru to wielkie wydarzenie, które może się już nigdy nie powtórzyć!

    Marcel Kittel w poszukiwaniu formy

    Sezon 2015 jest koszmarem dla Marcela Kittela. Niemiecki sprinter od początku roku ma problemy zdrowotne, nie załapał się do składu swojej drużyny Giant-Alpecin na Tour de France a na koncie ma tylko jedno, mało znaczące zwycięstwo w Australii. Tour de Pologne często jest wykorzystywany przez zawodników mających problemy z dyspozycją jako element powrotu do formy. W obliczu nienajlepszej obsady sprinterów, trzy pierwsze etapy wyścigu to trzy szanse dla Kittela. Jeśli wykorzysta choć jedną z nich, być może kolejnym krokiem będzie Vuelta a Espana i powrót na tron króla finiszu z peletonu.

    Ściana płaczu Bukowiny

    Określenie ?ściana płaczu? jest często nadużywane przez sprawozdawców komentujących Tour de Pologne. Ja płaczę, gdy słyszę o ?Ścianie Bukovina?, i patrzę na kamienny monument postawiony przy stromym podjeździe prowadzącym przez podhalański Gliczarów. Szkoda tego patosu, ponieważ etap na rundach z Bukowiny Tatrzańskiej przez Ząb i Gliczarów właśnie staje się powoli elementem charakterystycznym dla całego wyścigu. Trasa jest bardziej selektywna niż jej pierwowzór: runda przez karkonoski Orlinek, do tego tatrzański krajobraz jest pięknym tłem dla rywalizacji sportowców. Kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund, które śmiały atak mocnego kolarza przynosi na mecie w Bukowinie to solidna zaliczka przed finałową jazdą na czas w Krakowie. Rok temu klasę na Podhalu pokazał Rafał Majka. W tym roku będziemy raczej liczyć na to, że Etixx-Quickstep i Michał Kwiatkowski utrzymają w ryzach peleton i mistrz świata nie straci za wiele przed próbą indywidualną.

    https://twitter.com/BianchiBicycles/status/498178216792571904

    Krakowski Rynek – najpiękniejszy stadion w Polsce

    Doping, jaki licznie zgromadzeni kibice zgotowali rok temu Rafałowi Majce, gdy ten najpierw wyruszył z rampy na krakowski Rynku by po pół godziny znów się tam pojawić był imponujący. Mam nadzieję, że na taki sam w tym roku zasłuży ?Kwiato?, Przemysław Niemiec czy Tomasz Marczyński. Jeśli macie wolny weekend, wizyta w mieście, które może i nieco śmierdzi, ale tak poza tym ma wiele uroku jest niezłym pomysłem. Mam nadzieję, że partnerstwo Krakowa z Lang Teamem będzie trwało. Górzysty etap w Bukowinie w połączeniu z czasówką dzień później tworzą dobry zestaw, który nadaje charakteru całemu wyścigowi.

    Tyle mojej zajawki. Zamierzam śledzić wyścig dzięki TVP, zarówno w telewizorku jak i dzięki streamingom TVP Sport. Tym razem ominę krakowski finał – choć kibicowanie kolarzom jest super, jednak przegrywa z czynnym uprawianiem sportu. Trasa Pucharu Polski w Tuchowie sama się nie objedzie ;). Tak czy inaczej zachęcam Was do wspierania naszego najważniejszego wyścigu. A po szczegółową zapowiedź: opisy etapów, prezentację zasad, klasyfikacji, listę faworytów i Polaków odsyłam do niezawodnych specjalistów z rowery.org.

  • 5 nieoczywistych prawd o Tour de Pologne

    5 nieoczywistych prawd o Tour de Pologne

    Jeśli myślicie, że Tour de Pologne to balony, rundy i średnia jakość relacji telewizyjnej, jesteście w błędzie. To naprawdę fajna impreza, tylko trzeba popatrzeć z nieco innej perspektywy.

    Człowiek sukcesu

    To nie nachalna propaganda ale fakt. Czesław Lang osiągnął niebagatelny sukces. Niewykluczone nawet, że choć sportowcem był znakomitym (srebrny medal Igrzysk Olimpijskich, udana kariera wśród zawodowców), jest lepszym biznesmenem niż kolarzem. Od momentu przejęcia organizacji Tour de Pologne, wyścig cały czas awansował w hierarchii Międzynarodowej Unii Kolarskiej i notował bardzo wysokie oceny. Co więcej, oprócz aspektu sportowego ważny jest aspekt finansowy. W czasie, gdy Lang zajmuje się wyścigiem problemy miały takie imprezy jak Paryż-Nicea czy Volta a Catalunya a z kalendarza znikły Deutschland Tour, Grand Prix Midi Libre czy Baskijski Rower. Tymczasem Tour de Pologne nie tylko cały czas funkcjonuje, ale ciągle się rozwija się. Co ciekawe, wyścig wciąż pozostaje niezależny. To rzadkość na rynku zdominowanym przez ASO i RCS (organizatorów Tour de France i Giro d’Italia posiadających w swoim portfolio gros najważniejszych zawodów).

    Promocja kolarstwa

    Nawet, jeśli wszyscy narzekamy na poziom realizacji transmisji Telewizji Publicznej, bezdyskusyjnych jest kilka faktów. Dzięki współpracy z TVP Tour de Pologne po pierwsze jest cały czas obecny w kalendarzu i rośnie. Gwarantowana obecność w mediach jest kluczowym elementem, dzięki któremu sponsorzy wspierają wyścig. Oprócz tego kolarstwo jako takie przez tydzień jest obecne na głównej antenie w atrakcyjnym czasie. W różnych aspektach: od poradnictwa dla początkujących przez wywiady z kolarzami po analizy ekspertów wyczynowa jazda na rowerze dociera do mas. Nawet, gdy nasi zawodowcy nie odnosili sukcesów na arenie międzynarodowej, dostawali szansę, by przypomnieć o sobie rodzimej publiczności. Teraz, gdy Kwiatkowski, Majka i Niemiec są na topie, Tour de Pologne wraz z całą machiną marketingową wykorzystuje ich nazwiska do dalszego szerzenia dobrego słowa, próbując przekonać Polaków do kolarstwa jako takiego

    Podnoszenie poprzeczki

    W czasach, gdy Tour de Pologne miał kategorię 2.2 i wygrywał go Cezary Zamana, polski wyścig udowadniał, że choć nasi sportowcy nie zawsze mają budżet na częste starty za granicą, w kluczowych momentach mogą rywalizować z zawodowcami z ?pierwszej dywizji?. Po promocji do Pro Touru i zmianie kalendarza, które to wydarzenia zgrały się z zapaścią polskiego kolarstwa, Tour de Pologne stał się realnie jedynym oknem na świat. To właśnie na wyścigu Langa Marek Rutkiewicz co roku stawał w szranki z Ballanem, Voigtem, Saganem czy Martinem. Oczekiwanie na etapowy sukces i koszulkę lidera zostało nagrodzone z nawiązką. Najpierw Michał Kwiatkowski o włos przegrał wyścig z Moreno Moserem (2012), przez dwa dni wioząc żółtą koszulkę a następnie Rafał Majka najpierw był czwarty (2013) by rok później, na fali sukcesu w Tour de France zwyciężyć na dwóch etapach i zwyciężyć w klasyfikacji generalnej. Nie wiem, czy Czesław Lang ma swój udział w sukcesach młodych Polaków: ?grochach? Majki i ?tęczy? Kwiatkowskiego, ale głęboko wierzę, że bez Tour de Pologne cieszylibyśmy się co najwyżej z miejsc w dziesiątce wyścigów HC a nie ze zwycięstw w World Tourze. Coroczny, tygodniowy ?karnawał?, obecność na polskich szosach uznanych nazwisk (nawet jeśli nie zawsze w najwyższej dyspozycji) musiał w końcu wpłynąć na ożywienie również na lokalnym rynku kolarskim.

    Ciepły kominek

    Rodzima branża rowerowa ciągle nadgania stracony do „zachodu” dystans, podobnie jak nasze media kolarskie. W cieple Tour de Pologne co roku może się ogrzać wiele portali, czasopism i dziennikarzy, którym współpraca przy wyścigu daje szansę na zorganizowanie budżetów na kolejne miesiące. Logotyp w stopce sponsorskiej wyścigu UCI World Tour jest cenną zdobyczą, podobnie jak banner czy balon ustawiony przy trasie.
    Możemy się śmiać z agresywnej polityki reklamowej, ale trzeba przyznać, że Lang Team dba o swoich partnerów. Ponieważ zarówno wszyscy są na dorobku, zatem pewnego rodzaju ?cepelia? jest uzasadnialna. Obecnie przychodzi czas decyzji, jak dalej rozwijać imprezę. Być może pełna inkluzywność wkrótce się skończy, co nie zmienia faktu, że naprawdę wiele osób może być wdzięcznych Langowi za możliwość współpracy, ogrzania się w jego cieple i mignięciu przez chwilę w tak krytykowanej, ale niezbędnej relacji TV.

    Mini Tour de Pologne

    Co roku przy głównym wyścigu organizowana jest seria kryteriów dla młodych adeptów kolarstwa. Wieloletnim partnerem akcji jest firma Ferrero, producent Nutelli. Zawody przeznaczone są dla zawodników i zawodniczek od 8 do 14 lat. Nagrody są cenne (możecie sprawdzić tutaj), ale równie istotny jest aspekt emocjonalny. Tour de Pologne może nie jest ?kolarską ligą mistrzów?, ale to najważniejszy wyścig na północ od Włoch i na wschód od Holandii. Na starcie co jakiś czas pojawia się gwiazda światowego formatu a zaledwie kilka godzin przed nią rywalizują młodzicy. Wierzę, że dla trzynastolatków to samo w sobie musi być wielkie wydarzenie i ogromna motywacja do treningów. Nutella Mini Tour de Pologne to jeden z ważniejszych i cenniejszych pomysłów Lang Teamu, który zasługuje na szczególne docenienie.

  • 5 mitów o Tour de Pologne

    5 mitów o Tour de Pologne

    Nasz narodowy wyścig to całkiem solidna impreza kolarska z górnej półki. Niestety, od lat w oficjalnych komunikatach trawa malowana jest na zielono. W ramach przygotowania do 72. Tour de Pologne obalam pięć megalomańskich mitów, którymi zdążył obrosnąć.

    Kolarska Liga Mistrzów

    Ten niefortunny termin zaczął być używany, gdy Tour de Pologne został zrównany kategorią m.in. z Paryż-Nicea, Tour de Suisse czy Dookoła Kraju Basków. Od momentu, gdy Lang Team przejął organizację wyścigu, TdP cały czas awansował w hierarchii by w 2005r wejść do grona najwyżej punktowanych etapówek na świecie. Takie są fakty. W kolarstwie nie ma jednak czegoś takiego jak ?Liga Mistrzów?, Pro Tour zmienił się w World Tour a o prestiżu wyścigu decyduje o wiele więcej aspektów niż tylko możliwe do zdobycia punkty. Są to: historia, tradycja, budżet, lokalizacja, zaangażowanie kibiców oraz mediów. Wszystkie te elementy przekładają się np. na mocną obsadę i regularne wizyty gwiazd największego formatu. Jeśli przyrównywać Tour de Pologne do lig piłkarskich , to raczej byłaby to holenderska Eredivsie niż paneuropejska Liga Mistrzów. Też dobrze, czyż nie?

    TdP pokazuje najpiękniejsze zakątki kraju

    Tatry są pięknym tłem dla peletonu, krakowskie zabytki mogą się równać z najbardziej spektakularnymi monumentami Europy a rzadziej ostatnio odwiedzane Mazury czy Kaszuby mają w sobie wiele uroku. Niestety peleton Tour de Pologne równie często co przez najciekawsze miejsca w naszym kraju przejeżdża przez ponure blokowiska. Wydający sporo na promocję industrialny Śląsk ma wiele do zaoferowania, ale z pewnością nie są to walory estetyczne. Imprezy kolarskie muszą na siebie zarobić i poza aspektem sportowym, który wymaga, by na trasie znalazły się jakieś górki, trasa prowadzi przez miejscowości, oferujące najlepszy pakiet sponsorski. Tak działa Tour de France, tak działa Giro d?Italia i każdy inny wyścig na świecie. Dlatego właśnie niedawno Tour de Pologne gościł we Włoszech i jest to jeden z powodów, dla których od kilku sezonów na mapie widzimy mniej więcej to samo.

    Kuźnia talentów

    Alberto Contador, Daniel Martin czy Peter Sagan to kolarze, którzy u progu swojej kariery odnosili sukcesy w Polsce. Wygrana przez Contadora czasówka na Orlinku obrosła legendą, faktycznie było to jego pierwsze zwycięstwo w zawodowej karierze. Niestety, młodzi kolarze przyjeżdżają na Tour de Pologne nie dlatego, że jest to tak świetny wyścig, na którym można wyrobić sobie nazwisko. Taką rolę pełni Tour de l?Avenir. Zwyczajnie, w przeładowanym wysoko punktowanymi imprezami kalendarzu na imprezy takie jak Tour de Pologne często przywożone są drugie, trzecie składy grup zawodowych. Ich liderami bywają młodzi, dobrze rokujący zawodnicy. Tu trzeba oddać co należne oficjalnym komunikatom wyścigu, ponieważ kolarze ci właśnie w Polsce często po raz pierwszy weryfikują swoje możliwości i mierzą się z presją oczekiwań. Ze względu na stosunkowo niewielkie zainteresowanie towarzyszące zawodom jest to niezły poligon doświadczalny. Z drugiej strony, gwiazdą nie zostaje się wygrywając Tour de Pologne a Paryż-Nicea lub prestiżowy klasyk.

    Rundy Langa

    Zmora kolarzy, zmora kibiców a z drugiej strony ułatwienie dla ekip medialnych oraz większa obecność miast – gospodarzy etapów w telewizji. Quasi kryteria, którymi kończą się kolejne odcinki wyścigu są niebezpieczne: ulice miast pełne rond, torowisk, studzienek i obudowane wysokimi krawężnikami skutecznie zniechęcają do rywalizacji. Co więcej, taka forma rozgrywania końcówek zmniejsza szanse ucieczek. Zaznajomiony z przebiegiem rundy peleton, nawet, jeśli musi uważać na dziury i skrzyżowania łatwiej się rozpędzi i dopadnie śmiałków. Dodatkowy problem pojawia się, gdy spadnie deszcz. Jeśli część etapu, gdzie grupa jedzie najszybciej, rozgrywana jest w terenie obficie pomalowanym białą farbą (oznakowanie poziome na jezdni) szansa groźnej kraksy drastycznie wzrasta. Cierpi również relacja telewizyjna. Zamiast ?piękna kraju? kamery cały czas pokazują te same widoki.
    Jedynym miejscem, gdzie rundy mają uzasadnienie są w Polsce etapy górskie. Skumulowanie większej ilości podjazdów daje przewyższenie, które dokonuje selekcji nawet w zawodowym peletonie.

    Ekipa Telewizyjna z Tour de France

    O tym, że z roku na rok jakość transmisji telewizyjnej będzie coraz lepsza słyszymy za każdym razem. Jednym z powracających motywów jest ten o wykorzystaniu ekipy lub też przynajmniej rozwiązań stosowanych podczas Tour de France. Tymczasem koń jaki jest, każdy widzi. Główną zaletą transmisji TVP jest to, że? są. Przez tydzień najlepszy czas antenowy zarezerowany jest dla kolarzy, którzy dodatkowo pojawiają się w wieczornych kronikach oraz porannej telewizji śniadaniowej. Jakość przekazu niestety pozostawia wiele do życzenia. Realizacja jest słaba, komentarz kuleje, brakuje inforgafik, różnic czasu, dystansu do mety czy informacji o podjazdach. Co więcej, zmagania kolarzy często przysłaniane są ujęciami balonów reklamowych a największym problemem są ?gadające głowy? i quasi eksperci zapraszani do studia. W związku z tym zamiast podziwiać piękno kraju, wschodzące gwiazdy peletonu i kolarską ligę mistrzów na ?Rundach Langa?, słuchamy wynurzeń celebrytów.

    Żeby nie było wątpliwości i niedomówień: Tour de Pologne jest solidnym i coraz ciekawszym produktem kolarskiego biznesu. Na potwierdzenie, jutro będzie pięć faktów, które wykażą, że nie jestem hejterem i szczerze doceniam pracę Czesława Langa wraz z jego ekipą.

  • Skoro Włosi są Wzorem?

    Dziś rusza Tirreno-Adriatico. Choć bez Froome?a i Cavendisha, lista startowa ?Wyścigu Dwóch Mórz? jest zaiste imponująca. Kariera, jaką w ostatnich latach zrobiła włoska impreza może być wzorem dla innych. Na przykład dla, zawsze zauroczonego Italią, Czesława Langa.

    Jeszcze nie tak dawno, najważniejszą, otwierającą sezon etapówką był Paryż-Nicea. To tam swoją formę budowali i testowali późniejsi faworyci wielkich tourów. Tirreno-Adriatico wybierali raczej ich dublerzy oraz grupa sprinterów szykująca się do Mediolan-Sanremo. Włoski wyścig pozostawał w cieniu imprezy we Francji, trudno było jednoznacznie określić jego charakter a zwycięstwo, choć przynosiło tyle samo punktów co triumf w Paryż-Nicea, było o wiele mniej prestiżowe.

    W ostatnich latach Tirreno-Adriatico nie tyle przechodzi renesans, co de facto zostało wymyślone na nowo. To, typowy ?tour w miniaturze?, łączący sprawdzony schemat: etapów płaskich, pagórkowatych, spektakularnego finiszu na wzniesieniu i jazdy na czas. Trasa w połączeniu z włoską pogodą, dużo bardziej łaskawą niż ta, z którą regularnie zmagają się kolarze przemierzający szosy centralnej Francji sprawiły, że T-A zaczęły wybierać największe gwiazdy zawodowego peletonu. Z imprezy pierwszej ligi, ale drugiej kategorii, Wyścig Dwóch Mórz stał się kluczowym punktem w kalendarzu.

    W tym miejscu mam jednoznaczne skojarzenia z naszym Tour de Pologne. Zawodami z wieloletnią tradycją, wysokopunktowaną, ale realnie bez większego znaczenia. Myśl o nadaniu jej wyrazistego charakteru powraca w moich tekstach od dawna. Stałe punkty: pętla na Podhalu z Zębem, Gliczarowem i Bukowiną oraz finałowa czasówka z metą na krakowskim rynku to dobry pomysł, głównie ze względu na piękną scenerię oraz stworzenie szans dla kolarzy różnych specjalności. To jednak dopiero dwa dni. Do zagospodarowania pozostaje jeszcze pięć w trwającym tydzień wyścigu.

    Włochom się udało. Tirreno-Adriatico odniosło sukces. Czy Czesław Lang pójdzie ich śladem?

  • Kolarski rok 2014: Sierpień

    Nie opadł jeszcze kurz po zdobyciu przez Rafała Majkę koszulki w grochy a już zaczęły się emocje związane z Tour de Pologne. Zwycięstwo reprezentanta gospodarzy jeszcze bardziej podbiło zainteresowanie kolarstwem wśród szerokiej publiczności.

    Czesław Lang zamiast egzotycznej i nie do końca zrozumiałej podróży swojego wyścigu do Włoch zaproponował krótką wizytę na Słowacji. Przyjemnie przełamało to znany schemat i wprowadziło powiew świeżości. Górski etap do Szczyrbskiego Plesa nie był być może decydujący dla losów wyścigu, ale w połączeniu ze sprawdzoną rundą w Bukowinie zrównoważył długą czasówkę na ulicach Krakowa i wcześniejsze, płaskie odcinki. Jeśli o mnie chodzi, taka trasa mogłaby być w Tour de Pologne co roku. Oś Gdańsk-Warszawa-Słowacja-Kraków ma sens, ale wymaga dopracowania: długie transfery między miastami etapowymi dały się we znaki zawodnikom i ich obsłudze.

    Tak czy inaczej najważniejsze było, że Rafał Majka, jak na Tour de France, wygrał dwa, górzyste etapy. Odcinek do Bukowiny rozegrał w wielkim stylu a przewaga, którą tam zdobył wystarczyła do obrony pozycji lidera podczas finałowej czasówki. Doping tysięcy kibiców zgromadzonych na krakowskim rynku pokazał, że kolarstwo w Polsce ma spory potencjał i na fali sukcesów naszych kolarzy można budować bardziej długofalowy trend zainteresowania tym sportem.

    https://twitter.com/xouted/status/498152758525313025

    Z drugiej strony, TdP ciągle jeszcze buduje swoją markę i nie jest najważniejszym wydarzeniem w kolarskim świecie nawet w terminie, w którym jest rozgrywane. Do zagranicznych mediów trafiło głównie z powodu nawałnicy, która utrudniła życie zawodnikom na jednym z etapów. Na początku sierpnia najbardziej prestiżowym wyścigiem jest bowiem Calssica San Sebastian. To tam startuje część bohaterów Tour de France i tam sprawdzają formę faworyci Vuelta a Espana. W tym roku popis swoich umiejętności dał Alejandro Valverde. Czwarty na trasie Wielkiej Pętli, gdzie w końcówce tracił formę z dnia na dzień, potrafił szybko się zregenerować i wygrać baskijski klasyk w pięknym stylu: atakując w końcówce ostatniego podjazdu i ryzykując wszystko na zjazdach do mety.

    Na regenerację sił energii zabrakło już Majce. Po wygranej Tour de Pologne musiał zaliczyć swój Tour de Media i faktycznie przez kilka dni wszędzie go było pełno. Na zakończenie swojego sezonu pojechał jeszcze do Kolorado, gdzie próbował utrzymać koło Tejaya van Garderena. W górach nawet mu się to udawało, podczas jazdy na czas nieco mniej, co ostatecznie dało mu czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej US Pro Cycling Challenge. Tegoroczny wyścig był czymś więcej niż jednym z głównych celów dla kolarzy ze Stanów. Swoją karierę postanowił tam zakończyć Jens Voigt, jeden z ulubieńców kibiców i najbardziej szanowanych zawodników w peletonie.

    Tuż obok, czyli w Utah do formy zaczął, po pechowej pierwszej części sezonu, dochodzić Chris Horner. Tamtejszy tour padł po raz kolejny łupem Toma Danielsona, ale Horner zdołał zająć drugie miejsce i zaczął z nadzieją patrzeć w stronę obrony tytułu na hiszpańskiej Vuelcie. Zakładając, że wierzymy w jego tłumaczenia, organizm weterana postanowił powiedzieć ?pass?. Nabawił się zapalenia oskrzeli, dostał zezwolenie na leczenie kortyzonem, ale terapia w połączeniu ze zmęczeniem i zmianą stref czasowych spowodowała obniżenie poziomu kortyzolu w organizmie. To z kolei zmusiło ekipę Lampre, członka Ruchu na Rzecz Wiarygodnego Kolarstwa, do wycofania Hornera ze startu w Vuelcie.

    Z kolei inni rekonwalescenci, połamani podczas Tour de France Alberto Contador i Chris Froome toczyli wojnę podjazdową. Początkowo żaden z nich nie kwapił się do startu w Hiszpanii, następnie mieli ten wyścig potraktować wyłącznie testowo. Prawda jednak była inna. Jeszcze w trakcie leczenia kontuzji wzięli się ostro do pracy i w tajemnicy przed opinią publiczną trenowali tak mocno, jak to tylko było możliwe.

    https://twitter.com/matazurka/status/499930019322683392

    Mniej szczęścia miał natomiast Zdenek Stybar. Przełajowy mistrz świata świetnie radził sobie na trasie Eneco Tour, ale pechowy upadek na twarz zakończył jego sezon. Co więcej, pokrzyżował również plany przygotowań do kolejnego sezonu cyclocrossowego.

    Za to inny pechowiec, Julien Absalon zaskakująco szybko i sprawnie powrócił do dobrej formy po operacji kolana i w kolejnych eliminacjach Pucharu Świata XCO (w Windham i Meribel) ustępował tylko Nino Schurterowi. Ponieważ Francuz celował w zdobycie kolejnego mistrzostwa świata a fizycznie wydawał się mocniejszy od swojego, szwajcarskiego rywala, te porażki skłoniły go do przesiadki na rower z pełną amortyzacją.

    Aby zakończyć podsumowanie sierpnia w możliwej do przyjęcia objętości (to najbardziej zajęty miesiąc w wyścigowym kalendarzu), Vueltę w całości przerzucam na wrzesień. Na koniec wspomnę jeszcze tylko o dwóch wyścigach klasycznych. W Hamburgu zwyciężył Alxander Kristoff. To o tyle ważna informacja, że Norweg w tym sezonie wkroczył do grona super-sprinterów i wybitnych specjalistów jednodniówek. Wygrana w Hamburgu została poprzedzona dwoma etapami Tour de France oraz Mediolan-Sanremo wiosną a także dziesięcioma innymi triumfami w mniejszych wyścigach. Z kolei na trasie GP Ouest France w Plouay najszybszy był Sylvain Chavanel, co daje nadzieję, że pod koniec swojej kariery będzie jeszcze w stanie powalczyć o dobre rezultaty. We francuskim klasyku po drobnym dołku znów w gazie zaczął być Michał Kwiatkowski, jednak mało kto spodziewał się tego, co wydarzyło się kilka tygodni później.

    Wideo okładkowe przedstawia Rafała Majkę wygrywającego etap Tour de Pologne w Bukowinie Tatrzańskiej

     

  • TdP bez szydery

    TdP bez szydery

    I już, po krzyku. Rafał Majka odczarował Tour de Pologne. Wygrał etap, a nawet dwa, a do tego cały wyścig. Dobrze się stało, bo dzięki temu awansował na 12 miejsce w rankingu UCI i tym samym nobilitował całą imprezę…

    Czytaj więcej w rowery.org