Tag: Tour de France

  • Froome wygrał o włos

    Froome wygrał o włos

    Cztery minuty to przepaść, ale w przypadku tegorocznego Tour de France do bardzo niewiele. Gdzie Chris Froome wygrał ?Wielką Pętlę?? Kto był największą gwiazdą wyścigu? A kto największym pechowcem? Specjalnie dla Was Tour de France 2016 w pigułce.

    Froome stał się Wigginsem

    Jeśli popatrzymy na przebieg rywalizacji, Froome wygrał ją podczas etapów jazdy indywidualnej na czas i nie przegrał w górach. Poziom czołówki, zarówno w Masywie Centralnym, w Pirenejach, Prowansji, w Jurze i w Alpach był na tyle wyrównany, że nie oglądaliśmy tradycyjnego ?mocnego uderzenia? teamu Sky.

    Do tej pory byliśmy przyzwyczajeni do sytuacji, w której Froome na pierwszym etapie z metą na podjeździe niszczy rywali a następnie kontroluje sytuację.

    Tymczasem nie oglądaliśmy żadnego ataku Brytyjczyka, który zakończyłby się powodzeniem. Przynajmniej nie pod górę. Nad drugim w klasyfikacji generalnej, Romainem Bardetem Froome zyskał 2?49 w czasie czasówki w Ardeche oraz 42? w Megeve. Daje to 3?31?. Cały wyścig wygrał o 4?5?.

    13? (i 10? bonifikaty) Bardet stracił po ataku Froome?a na zjazdach do Luchon oraz 6? (i 6? bonifikaty) na wietrznym etapie do Montpelier. To kolejne 35?. Razem z czasówkami mamy 4?6?. Zatem, uwaga, na etapach ze startu wspólnego, gdzie sytuacja rozwijała się w klasyczny sposób, to Francuz był górą!

    Pamiętajmy jednak, że po drodze był ?zneutralizowany? odcinek na Mont Ventoux, gdzie zanim doszło do zamieszania i kraksy z udziałem motocykli, Bardeta obok Froome’a nie było a z kolei przed Le Bettex Froome leżał na asfalcie i do mety jechał na rowerze pożyczonym od Gerainta Thomasa.

    Tak czy inaczej, jakby tego nie liczyć, Bardet i reszta rywali teamu Sky przegrała wyścig nie w górach a w jeździe na czas. Być może Froome zdawał sobie z tego sprawę już wcześniej, znając sytuację po Criterium du Dauphine czy innych testach tego sezonu. Być może ma w głowie plan zdobycia złota w Rio de Janeiro albo po prostu część jego wcześniejszej przewagi została zniwelowana przez konkurentów. Tak czy inaczej, poza pomocą drużyny, to jazda indywidualna była w tym roku jego największą zaletą. Tak samo jak Bradleya Wigginsa w 2012r.

    Poels, Nieve, Henao, Thomas i Landa

    Tych pięciu panów skutecznie kontrolowało sytuację, gdy tylko szosa zaczynała piąć się w górę. Froome mógł zawsze liczyć na swoich pomocników, zarówno gdy trzeba było nadawać tempo, kasować – wbrew pozorom liczne – ataki rywali a gdy trzeba wspomóc go sprzętem.

    Dwukrotnie lider wyścigu brał rower od kolegi z zespołu: na Mont Ventoux i na zjazdach z Montee Bisanne. Pomyślcie teraz o osamotnionym na Giro d?Italia Stevenie Kruiswijku, który po kraksie na zjazdach z przełęczy Agnello miał problem z rowerem i już wiadomo, jak kluczowa była obstawa górskich pomocników Chrisa Froome?a.

    Co więcej, wyścig w górach nie był wcale tak statyczny, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać. Atakować próbował w zasadzie każdy rywal teamu Sky. Nairo Quintana na Mont Ventoux, Richie Porte i Romain Bardet przynajmniej kilka razy ?szarpali? i w Alpach i w Pirenejach, by zdobyć choć kilka metrów przewagi, podobnie jak Daniel Martin, Fabio Aru czy Bauke Mollema.

    Zespoły Astany i Movistaru wiele razy nadawały piekielnie mocne tempo chcąc odizolować Froome?a od jego pomocników, tyle tylko, że bez widocznego efektu.

    Pierwszych dziewięciu kolarzy klasyfikacji generalnej było w stanie przez cały wyścig utrzymywać równą dyspozycję w górach, bez względu na pogodę i taktykę. W tym miejscu trzeba powtórzyć to raz jeszcze: była to dyspozycja absolutnie mistrzowska.

    https://twitter.com/richie_porte/status/755858631132786688

    Pechowiec wyścigu

    Richie Porte, który przed Tour de France mierzył się ze zdaniem opinii publicznej w myśl którego nie jest w stanie przejechać całego wielkiego touru w dobrej dyspozycji to jedna z najjaśniej świecących gwiazd tegorocznego wyścigu a zarazem największy jego przegrany. Defekt w końcówce etapu do Cherbourga, zaledwie drugiego dnia wyścigu, zaowocował stratą 1?45? do Froome?a i Bardeta. Drugie miejsce w końcowej klasyfikacji generalnej Porte przegrał z młodym Francuzem o 1?12?…

    Problemy nie ominęły też Bauke Mollemy. Holender, rewelacja dwóch pierwszych wyścigów popełnił błąd na zjazdach przedostatniego, górskiego etapu, co zbiegło się w czasie ze spadkiem formy. To nie pierwszy raz, gdy Mollema nie wytrzymuje trudów trzytygodniowej rywalizacji i zdecydowanie będzie musiał zastanowić się, jak dalej prowadzić swoją karierę. Podobnie jak Tejay van Garderen, który drugi raz z rzędu całkowicie osłabł po dniu przerwy.

    Fabio Aru potwierdził, że jest tak samo błyskotliwy co nierówny i choć wprowadza sporo zamieszania, zanim będzie się liczył w walce o wygraną Tour de France, minie jeszcze trochę czasu.

    Z kolei Nairo Quintana, oficjalnie zmagający się z osłabieniem związanym z alergią, spotkał się ze sporą krytyką związaną z pasywną jazdą. Tymczasem i on i jego koledzy z drużyny robili co mogli, by zyskać przewagę nad Froomem. Tym razem było to za mało, choć wszystko wskazuje na to, że Kolumbijczyk wcale nie jechał wolniej niż w latach poprzednich. Tak czy inaczej znów stanął na podium Tour de France, po dwóch drugich miejscach przyszła pora na trzecie. Czy to źle? Cóż, dla kogoś, kto celował w zwycięstwo z pewnością, ale wciąż to rewelacyjny wynik.

    Man of the day

    Największą gwiazdą wyscigu nie był ani Froome, ani Poels ani Bardet. Był nią Peter Sagan, aktualny mistrz świata, który był najbardziej widocznym, najbardziej charyzmatycznym i najbardziej wszechstronnym kolarzem Tour de France.

    Słowak wygrał trzy etapy, atakował na lotnych premiach, zabierał się w ucieczki na górskich etapach co zaowocowało zdobyciem piątej z rzędu zielonej koszulki. Jeszcze tylko jeden raz dzieli go od wyrównania rekordu Erika Zabela.

    Sagan jednak nie tylko brylował w sprincie, ale też był nieocenionym pomocnikiem Rafała Majki w walce o koszulkę w grochy oraz Romana Kreuzigera przy jego awansie do top10 ?generalki?.

    Krótko mówiąc ?człowiek orkiestra? i nie dziwne jest, że jury przyznało mu tytuł najbardziej walecznego kolarza Wielkiej Pętli.

    Druga młodość Cavendisha

    Zawodnika z wyspy Manx wielu ?ekspertów? wysyłało już na emeryturę, kontrakt z ekipą Dimension Data uznawano raczej za próbę przedłużenia kariery a pomysły startu na torze podczas Igrzysk w Rio de Janeiro za gwiazdorski kaprys.

    Tymczasem Mark Cavendish w nowym otoczeniu (nowa grupa) i z nowymi bodźcami treningowymi (przygotowania torowe) odzyskał dawny błysk i podczas płaskich etapów kończących się finiszem z dużej grupy był nie do zatrzymania.

    Bez rozumianego tradycyjnie ?pociągu?, szybkością, brawurą i sprytem wygrał cztery etapy, śrubując swój rekord zwycięstw na trasie Tour de France do 30. By zrównać się z Eddym Merckxem brakuje mu czterech a by go wyprzedzić pięciu triumfów. Mark Cavendish ma 31 lat i jeszcze przynajmniej cztery-pięć lat, by to osiągnąć. Wygląda na to, że należy rozpocząć odliczanie.

    Szczególne wyróżnienia

    Rafał Majka po piątym miejscu w Giro d?Italia i wycofaniu się Alberto Contadora wdrożył w życie plan znany z sezonu 2014. Polował na zwycięstwa etapowe i punkty na górskich premiach. Nie wątpię, że sięgnął bardzo głęboko do swoich rezerw energetycznych, ale solidność i moc jego ?diesla? były odpowiednią bronią na walkę o koszulkę w grochy. Choć etapu nie wygrał, był na tyle regularny, by zająć dziesiąte miejsce w klasyfikacji punktowej i by pewnie pokonać kilku rywali chętnych do walki w klasyfikacji górskiej. Dzięki Polakowi, żegnający się z zawodowym peletonem Oleg Tinkow mógł cieszyć się z dwóch koszulek na podium Tour de France a Rafał Majka potwierdził, że jest jedną z najważniejszych postaci we współczesnym peletonie.

    Słowa uznania należą się również Maciejowi Bodnarowi. To on pociągnął Sagana po etapowe zwycięstwo w Montpelier, co zostało dostrzeżone i przez mistrza świata i przez rywali i przez dziennikarzy na całym świecie.

    Ważne osiągnięcie zanotował Andre Greipel, który przez większość wyścigu nie był w stanie nawiązać rywalizacji z Cavendishem czy Saganem, ale prestiżowa wygrana na Polach Elizejskich spowodowała, że niemiecki sprinter triumfował podczas swojego 11 wielkiego touru z rzędu!

    Z kolei Alejandro Valverde jest nie tylko mocny, ale piekielnie wytrzymały. Po trzeciej lokacie w Giro d’Italia we Francji zajął szóste miejsce, pomagając wspiąć się na podium Quintanie.

    Na drugim biegunie kolarskiej przemiany pokoleń stoi Adam Yates. Brytyjczyk, zwycięzca klasyfikacji młodzieżowej i czwarty zawodnik klasyfikacji generalnej zakładał, że nie poradzi sobie w trzytygodniowym wyścigu. Bardzo się pomylił i teraz, już oficjalnie, będzie uznwany za „wielką nadzieję Wyspiarzy”.

    https://www.youtube.com/watch?v=CwWT90bPh94

    Na koniec jeszcze dwa słowa o Woucie Poelsie. Holender był najbardziej widocznym z pomocników Chrisa Froome?a. Moment, w którym kasując jeden z odjazdów popija colę stanie się jedną z kolarskich anegdot.

    Warto przypomnieć, że na szerszą skalę o Poelsie stało się głośno mniej więcej w tym samym czasie, co o Chrisie Froomie. Podczas Vuela a Espana 2011, na etapie kończącym się na morderczym podjeździe Angliru, Poels był na mecie drugi, tuż przed Froomem i pół minuty przed Wigginsem.

    Zdjęcie okładkowe: japrea, flickr, CC BY SA 2.0

  • Jak Team Sky zabija Tour de France

    Jak Team Sky zabija Tour de France

    Jesteście zaskoczeni brakiem ataków na górskich etapach tegorocznej ?Wielkiej Pętli?? Uważacie, że rywale Chrisa Froome?a są słabi, źle przygotowani i bojaźliwi? Myślicie, że Team Sky, i ich lider jadą na wycieczkę a Quintana czy Aru po prostu pokpili sprawę? Cóż, jesteście w błędzie. Już tłumaczę, dlaczego.

    Piekielnie mocne tempo

    W tym roku mamy nieco mniej dostępnych pomiarów. Jedna z kluczowych postaci na twitterze, fiński entuzjasta kolarstwa w czasie Tour de France pojechał na wakacje. Mimo to, mamy Stravę a część zawodników albo udostępnia swoje pełne dane (Steven Kruijswijk podczas Giro d?Italia, czy wycofany już z TdF Thibaut Pinot), część tylko czasy przejazdu i prędkość, ale to wystarczy, by mieć pogląd na sytuację w peletonie Wielkiej Pętli 2016. Zawodnikiem, którego warto obserwować jest Romain Bardet, Francuz z ekipy Ag2r, który zajmuje 6. miejsce w klasyfikacji generalnej a na górskich etapach przyjeżdża w ścisłej czołówce*.

    *ostatecznie, po odważnej i skutecznej jeździe w ostatnim tygodniu wyścigu Bardet wygrał etap do Saint Gervais les Bains

    VAM, Moc, Masa

    Aby móc ocenić, czy kolarze ?jadą w trupa? czy się obijają, potrzebne są jakieś obiektywne wartości, do których można się odnieść. Idealną sytuacją byłaby ta, gdybyśmy mieli dostęp do aktualnej wagi zawodników oraz wartości mocy, jaką generują. Dzięki temu znalibyśmy stosunek mocy do masy, który odpowiada na bardzo wiele pytań.

    Ponieważ takie dane są bardzo cenne, niewielu sportowców je udostępnia. Okazuje się, że szacunki specjalistów z twittera są zazwyczaj bardzo dokładne i bliskie wartościom rzeczywistym.

    Oprócz mocy i masy jest jeszcze jeden parametr, będący de facto pochodną stosunku W/kg. Jest to ?VAM?, czyli średnia prędkość podjeżdżania. Wyrażana jest w metrach (w pionie) na godzinę. Dzięki niej możemy porównać tempo jazdy na różnych wzniesieniach, mając do dyspozycji tylko informację o przewyższeniu (dostępną na profilach trasy czy mapach) oraz czasie jazdy (ze Stravy lub ze stopera).

    Pewną wadą ?VAM? jest zaburzenie, które powstaje przy szczególnie stromych podjazdach (wartość jest wtedy wyższa).

    Co potrzeba, by wygrać Tour?

    Regularne obserwacje i pomiary wskazują, że aby zwyciężyć w Tour de France trzeba móc na najważniejszych podjazdach w Alpach i Pirenejach (czyli takich, które trwają między 20 a 60 minut) generować 5,9-6,2W/kg i wspinać się z prędkością 1600-1750m/h.

    To są wartości, które zarówno specjaliści od podawania dopingu (Michele Ferrari) jak i antydopingowi krzyżowcy (nieco nawiedzony Antoine Vayer) uznają za możliwe do osiągnięcia ?na czysto?. Potwierdzane są również przez uznawanych za rzetelnych zawodników, takich jak wspomnieni Bardet, Pinot czy Kruijswijk.

    Ważne jest, by takie tempo trzymać na 3-6 (zależnie od trasy) wzniesieniach, bez słabszego dnia a przy tym dobrze pojechać na czas i nie zaplątać się w kraksę czy inne zamieszanie na płaskim, wietrze czy w terenie pagórkowatym.

    Piekielnie mocne tempo

    Wspomniany Romain Bardet w tegorocznym Tourze jedzie dobrze, równo i mocno. W górach jest w ścisłej czołówce. Jeśli traci do Froome?a, to są to straty minimalne, próbuje również atakować.

    Spójrzmy zatem na jego osiągnięcia na najważniejszych podjazdach tegorocznej Wielkiej Pętli:

    Arcalis:

    Chalet Reynard (Ventoux):

    Lacest Grand Colombier:

    Forclaz:

    Finhaut-Emosson:

    St Gervais

    Mimo braku informacji o mocy, patrząc na VAM wiadomo, że Bardet jest w mistrzowskiej formie. Dokładnie takiej, jaką trzeba, by wspiąć się na podium ?Wielkiej Pętli?.

    Potwierdzają to również estymacje specjalistów z twittera. Na podjeździe Finhaut-Emosson Richie Porte osiągnął 6,1W/kg, na poprzedzającej przełęczy, czyli Forclaz grupa liderów wspinała się z szacowanymi 6W/kg. Tak samo było na Lacest Grand Colombier, gdzie atakował – i został ?skasowany? przez Team Sky – właśnie Romain Bardet.

    Na nic się zdają najmocniejsze nogi w peletonie

    Jeśli ktoś twierdzi, że rywale oddają tegoroczny Tour teamowi Sky bez walki jest w całkowitym błędzie. Fabio Aru, Dan Martin czy Bardet próbują indywidualnymi atakami zyskać przewagę, co kończy się dla nich w najlepszym wypadku szybkim złapaniem przez grupę a w najgorszym stratą kilkudziesięciu sekund.

    Równocześnie kolarze Astany i Movistaru starają się przejąć inicjatywę, samemu nadając tempo by odizolować Froome?a od jego pomocników.

    Do pracy zabierają się najmocniejsi kolarze zawodowego peletonu. Zmiany, jakie dają Alejandro Valverde, Vincenzo Nibali, Winner Anacona czy Diego Rosa powinny w teorii ?zerwać z koła? każdego rywala.

    Nawet, jeśli Nibali czy Valverde odczuwają zmęczenie po Giro, grupa liderów pozostaje nienaruszona. Tempo w granicach VAM 1600-1700 i 6W/kg wytrzymuje przynajmniej dziesiątka kolarzy.

    Tegoroczny Tour de France jest obsadzony niezwykle mocno i jest niezmiernie wyrównany. Do tej pory zawiodło zaledwie trzech kolarzy: Alberto Contador (kontuzja), Thibaut Pinot (brak formy i choroba) oraz Warren Barguil. W trzecim tygodniu zaczął słabnąć Tejay van Garderen, ale przez pierwszych kilkanaście dni był w stanie trzymać się z czołówką. Cóż, takie rzeczy się zdarzają.

    Na poziomie, zarezerwowanym do tej pory dla Froome?a, Contadora, Nibalego i Quintany jest w tym roku jeszcze kilka nazwisk.

    Froome, poza jazdą na czas, jeśli wygrywa, wygrywa o sekundy a nie o minuty. Póki co nie obserwowaliśmy nokautu jak na Mont Ventoux, Ax3 Domaines czy La Pierre Saint Martin. Mimo niewielkiej przewagi, nie ma chętnych, którzy chcieliby zmierzyć się z Brytyjczykiem a jeśli atak na koszulkę lidera jest poza ich zasięgiem, powalczyć o drugie miejsce.

    Kenijska analogia

    Odpowiedź na pytanie dotyczące ?zabetonowanej? sytuacji w czołówce Touru i – pozornie – pasywnej jazdy zarówno Froome?a jak i jego rywali jest dość prosta.

    Posłużę się analogią do maratonów biegowych o tyle dobrą, że Chris Froome urodził się Kenii, czyli kraju, którego reprezentanci dominują w ulicznych biegach długodystansowych.

    By pobić rekord świata w maratonie zwycięzca musi pobiec poniżej 2h3?, czyli w tempie 2?55?/km. Znakomity wynik 2h8? sprowadza się do tempa 3?2?/km.

    Aby to osiągnąć zwycięzca prawdopodobnie kilka razy musi ?szarpnąć? zwiększając tempo np. do 2?47?/km, jednak sporą część dystansu biegnie w okolicach tych 3?/km. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, takie tempo jest bliskie granicy ludzkich możliwości. Podobnie jak 6-6,2W/kg masy ciała na pięciu, kilkudziesięciominutowych podjazdach w czasie kolarskiego wielkiego touru.

    Chcąc przebiec maraton w tempie gwarantującym wygraną, przez sporą część dystansu stawkę prowadzą ?zające?, opłaceni pomocnicy, znakomici biegacze, którzy sami mogą pokusić się o podium prestiżowych, ale nieco słabiej obsadzonych maraotnów. Być może 3?/km na całym dystansie to dla nich za szybko, gdyby biegli na swój wynik, by dotrzeć do mety musieliby poruszać się z prędkością np 3?7?/km (co daje czas 2h11?30?), ale w tempie ?na rekord? mogą prowadzić stawkę przez, dajmy na to pół godziny. A kolejny zawodnik zmieniający ich na prowadzeniu może dołożyć kolejne 10 minut i tak dalej, by na ostatnich kilometrach do głosu mógł dojść najbardziej wytrzymały przy tym tempie biegacz.

    Czy ktoś atakuje tak prowadzoną stawkę? Oczywiście nie. To sportowe samobójstwo. Wyjście powyżej możliwego do uzyskania tempa kończy się kryzysem, często nawet koniecznością zejścia z trasy. W najlepszym wypadku koniecznością zwolnienia na kilka, kilkanaście minut.

    Fizjologii nie oszukamy, chyba, że? dopingiem!

    Za plecami lidera toczy się jednak zacięta walka: o rekordy życiowe, o miejsca, o przetrwanie. Nawet, jeśli nie widzimy jej wprost na ekranie telewizora. Często bywa, że drugi czy nawet trzeci zawodnik na mecie, choć ani razu nie ?zaatakował? zwycięzcy, również ustanawia najlepszy wynik na świecie. Z tą poprawką, że parę, paręnaście sekund wcześniej do mety dobiegł kto inny.

    Dokładnie taką sytuację oglądamy na tegorocznym Tourze. Wokół Chrisa Froome?a zgromadzono pomocników w wybornej dyspozycji. Tempo, jakie nadają Mikel Landa, Sergio Henao, Mikel Nieve a przede wszystkim Wout Poels jest absurdalnie wysokie.

    Siarczyście mocne zmiany, jakie dawali Valverde czy Rosa nie były w stanie ?odczepić? pomocników Froome?a. Jadąca 6W/kg grupa to nie jest twór, z którego można bezkarnie się oderwać. Próbowali i Aru i Valverde i Bardet i Daniel Martin. Bez skutku. Jedynym, któremu z jakimkolwiek skutkiem się to udało był póki co Richie Porte. Nad Froomem nie zyskał nic, nad Adamem Yatesem 8 sekund, nad Bardtetem 9. To było na ostatnim podjeździe 17 etapu, de facto pod koniec Tour de France, gdy teoretycznie wszyscy powinni być zmęczeni.

    Nairo Quintana, który na Finhaut-Emosson w powszechnej opinii ?zawiódł? był za Porte niespełna 30 sekund. To minimalna różnica. Kolumbijczyk być może faktycznie nie miał najlepszego dnia, ale wciąż wspiął się do malowniczo położonej tamy w mistrzowskim tempie.

    Ba, nawet Daniel Martin, który zapłacił srogą cenę za wcześniejszy atak, był w stanie utrzymać tempo, choć z pewnością szarża ponad stan spowodowała, że do Quintany stracił 20sek.

    Jeśli więc chcecie ataków, ułańskiej fantazji i ?fruwających? pod górę kolarzy mam dla Was jedną propozycję. Kupcie na czarnym rynku dużo epo i wyślijcie im je w prezencie kolarzom. Może wezmą, może nie. Jeśli wezmą, zobaczycie jazdę w stylu Ricardo Ricco, Lance?a Armstronga czy Marco Pantaniego. VAM rzędu 1850 i moc 7W/kg na godzinnych podjazdach.

    Póki co, trzymając się jakkolwiek w choćby ogólnie nakreślonych regułach gry szybciej pojechać się nie da. Nie zrobiłby tego również Alberto Contador, przynajmniej ten, którego znamy w formie po powrocie z dopingowej banicji.

    Ważne pytania są tutaj

    • Kwestia numer jeden to ta, dlaczego akurat Team Sky jest w stanie narzucić tak mocne tempo i kontrolować sytuację niemal do ostatnich metrów każdego, górskiego etapu.

    Cóż, odpowiedź jest stosunkowo prosta. To absolutnie najbogatsza z drużyn kolarskich, której budżet wynosi 29 milionów Euro, dwa razy więcej niż ekipy Ag2r. Brytyjczycy mogą więc zatrudnić właściwie dowolnie uzdolnionego kolarza i wydać wiele na jego pensję, zaspokojenie ambicji, potrzeb a także na rozwój.

    O filozofii ?marginal gains? było głośno, ale to tak naprawdę olbrzymia różnica w budżecie daje największy zysk w postaci składu który potrafi skutecznie zabić możliwość jakiejkolwiek rywalizacji w górach.

    • Pytanie numer dwa jest bardziej drażliwe i należy je zadać.

    Wout Poels to niewątpliwie utalentowany kolarz, który w tym roku osiąga najlepsze wyniki w karierze. Jednak całkiem niedawno nikt nie spodziewał się po nim, że będzie w stanie kasować ataki Valverde, Rosy czy Porte?a w końcówkach długich podjazdów w trzecim tygodniu Touru. Szczytową dyspozycję osiągają na tym Tourze także Sergio Henao czy Mikel Nieve, choć należy pamiętać, że Nieve był w stanie wygrać np. morderczy etap Giro d?Italia z metą w Gardecchia di Fassa. Mimo to postęp, jaki osiągnęli w jeździe po górach jest niemal tak samo zaskakujący jak nagły wystrzał formy samego Froome?a latem 2011r.

    O tym, jak mocne tempo dyktują niech świadczy postawa Gerainta Thomasa. Walijczyk na początku sezonu przebąkiwał, że może ukończyć Tour tuż za Froomem. Tymczasem zadane tempo jest w stanie dyktować raczej we wcześniejszej fazie kluczowych podjazdów.

    • Najważniejszą kwestię zostawiłem na koniec.

    Czy nie dziwi Was, że Team Sky jest tak bardzo skuteczny w zasadzie wyłącznie podczas Tour de France? Podejścia liderów brytyjskiej ekipy do Giro d?Italia i Vuelta a Espana kończą się porażkami.

    Tour jest stworzony do takiej jazdy, jaką prezentuje Sky. Na Giro i Vuelcie podjazdy są bardziej nieregularne a warunki trudniejsze. Vuelta to krótsze, ale często absurdalnie strome ?ścianki? sięgające 25% i więcej. Do tego koszmarne upały, bywa też, że nie najlepsza nawierzchnia. Giro to z kolei nie tylko stromizny, ale też wysokość. W tym roku we Włoszech peleton spędził kilka ładnych godzin grubo powyżej 2000m n.p.m. W zimnie, deszczu, w otoczeniu topiącego się lodu.

    Tegoroczna ?Wielka Pętla? jest górzysta, to fakt, ale unika podjazdów nieregularnych, szczególnie stromych czy nawet wąskich. Szerokie drogi do stacji narciarskich są idealne do tego, by odpowiednio wytrenowani, opłaceni i zmotywowani kolarze ciągnęli na zmianę lidera w tempie, które uniemożliwi akcję rywali.

    Jeśli cokolwiek w tym tourze jeszcze się wydarzy, będzie to raczej efekt przeforsowania samego Froome?a przez jego pomocników niż jakiejkolwiek akcji ze strony rywali. Tour de France 2016 jest bowiem jednym z najmocniej przejechanych wyścigów, jakie obserwowałem w czasach ?Post-Armstrongowych?.

    Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr CC BY 2.0.

  • Długa droga po grochy

    Długa droga po grochy

    Rafał Majka po świetnej jeździe na przełęczy Grand Colombier uzbierał dość punktów, by ze sporą przewagą objąć prowadzenie w klasyfikacji górskiej Tour de France. Droga do podium w Paryżu jest dla niego otwarta, ale i bardzo długa.

    Sukces o włos

    Niewiele zabrakło, by Polak cieszył się z czwartego w swojej karierze etapu ?Wielkiej Pętli?. Broni jeszcze nie składa, do końca wyścigu ma trzy szanse by to osiągnąć. Jeśli mu się to uda, będzie to wielka rzecz. Tylko najwybitniejsi zawodnicy są w stanie wygrywać górskie odcinki wielkich tourów trzy lata z rzędu.

    Nawet bez wygrania etapu druga w karierze Majki ?koszulka w grochy?, czyli symbol zwycięstwa w klasyfikacji górskiej będzie sporym wydarzeniem. Ostatnim kolarzem, któremu udało się więcej niż raz wygrać ten tytuł był dekadę temu Michael Rasmussen. To postać niewątpliwie kontrowersyjna, ale w swoich, trudnych (ze względu na powszechne stosowanie dopingu) czasach niewątpliwie wybitna.

    Ciężka praca

    Rafał Majka już kilka dni spędził w ucieczkach a wszystko wskazuje na to, że by zapewnić sobie wygraną w klasyfikacji górskiej, będzie musiał zrobić to jeszcze przynajmniej dwa razy.
    Do końca wyścigu zostały trzy górskie etapy ze startu wspólnego, z czego dwa kończące się na podjazdach.

    We środę w Szwajcarii dwa wzniesienia 3. kategorii poprzedzą finisz złożony z premii 1. kategorii i metą o kategorii HC. To oznacza aż 64 punkty do zdobycia tego dnia. To jest dzień, gdy Polak teoretycznie będzie miał największe szanse na zwycięstwo. Dzień później faworyci ?generalki? będą ścigali się w czasówce, zatem możliwość, że wcześniej pozwolą ucieczce na rywalizację o wygraną etapową jest spora. To ważne o tyle, że gdy meta usytuowana jest na podjeździe, punkty liczą się podwójnie.

    Sprawdź zasady klasyfikacji górskiej

    Choć nie wolno lekceważyć Thomasa de Gendta, prawdopodobnie głównego rywala Majki w walce o ?grochy?, to duże zagrożenie stanowią też faworyci klasyfikacji generalnej. Jeśli Chris Froome zacznie nie tylko kontrolować sytuację, ale i aktywnie atakować swoich rywali lub też np. Bauke Mollema czy Nairo Quintana przełamią hegemonię teamu Sky i dwukrotnie sięgną po etapowe triumfy, niebezpiecznie blisko zbliżą się do Majki w klasyfikacji najlepszego ?górala?.

    Prawdopodobny scenariusz

    Dotychczasowy przebieg wyścigu jest korzystny dla naszego kolarza. Team Sky trzyma w ryzach peleton, o etapy walczą uciekinierzy, skutecznie zabierający punkty Froome?owi, Mollemie czy Quintanie.

    Póki co Rafał Majka zgromadził 127 punktów, najlepszy z kolarzy walczących o wygranie całego wyścigu, Chris Froome, zaledwie 22. To daje Majce bezpieczną przewagę.

    Wiesz skąd się wzięły grochy na koszulce najlepszego górala? Sprawdź się w Quizie Wiedzy o Tour de France!

    We środę na etapie do Finhaut-Emosson do zdobycia są 64 punkty, z czego aż 50 na mecie. W piątek na trasie do Saint Gervais 60, z czego na mecie 40.

    W sobotę, podczas ostatecznej rozgrywki w górach na odcinku do Morzine czeka 50 punktów.

    Pozostałe, dwa sprinterskie etapy oferują symboliczne dwa punkty. Na czasówce do Megeve nie ma premii górskiej.

    Wiele wskazuje na to, że nawet bez wygranej etapowej, Rafał Majka powinien obronić się przed szarżującymi faworytami ?generalki?, zbierając punkty we wcześniejszej fazie górskich etapów.

    Mimo to, patrząc na imponujący styl, w jakim walczy w tegorocznej ?Wielkiej Pętli? wierzę, że Rafał Majka zamiast defensywnej jazdy znanej z Giro d’Italia będzie kontynuował popisy, z których słynie na trasie Tour de France. Na jurajskim odcinku, gdzie dwukrotnie kolarze wspinali się na przełęcz Grand Colombier, Majka jechał aktywnie, atakował z bardzo mocnej ucieczki i kolejnymi szarpnięciami ?odczepiał? najgroźniejszych rywali.

    Obserwowanie takiej jazdy to prawdziwa przyjemność dla fanów kolarstwa, element, który ożywia wyścig i wprowadza dodatkowe emocje. Nie tylko dla kibiców z Polski.

    Klasyfikacja górska Tour de France po 15. etapie:

    1. Rafał Majka (Pol) Tinkoff Team 127 pkt
    2. Thomas De Gendt (Bel) Lotto Soudal 90
    3. Daniel Navarro (Spa) Cofidis, Solutions Credits 69
    4. Serge Pauwels (Bel) Dimension Data 62
    5. Tom Dumoulin (Ned) Team Giant-Alpecin 58
    6. Rui Costa (Por) Lampre – Merida 50
    7. Stef Clement (Ned) IAM Cycling 37
    8. Ilnur Zakarin (Rus) Team Katusha 28
    9. Diego Rosa (Ita) Astana Pro Team 27
    10. Winner Anacona (Col) Movistar Team 26
    11. Sylvain Chavanel (Fra) Direct Energie 24
    12. George Bennett (NZl) Team LottoNl-Jumbo 23
    13. Christopher Froome (GBr) Team Sky 22
    14. Jarlinson Pantano (Col) IAM Cycling 22
    15. Bertjan Lindeman (Ned) Team LottoNl-Jumbo 20

    Zdjęcie okładkowe: Shuichi Kodama, flickr, CC BY 2.o

  • Zawsze ktoś zawodzi

    Zawsze ktoś zawodzi

    Póki co w klasyfikacji generalnej Tour de France 2016 sytuacja jest wciąż otwarta. Na półmetku wyścigu tuzin kolarzy liczy się w walce o żółtą koszulkę lidera. Zaledwie kilku zawodników jedzie poniżej oczekiwań a wycofało się tylko dwóch faworytów: Alberto Contador i Thibaut Pinot. Bywa jednak, że w wielkim tourze kolejne, wielkie nazwiska zawodzą.

    Team Sky prowadzi peleton dość pewnie i choć Chris Froome nie ma wyraźnej przewagi nad resztą stawki, siła jego drużyny jest wielka. Brytyjska ekipa może sobie pozwolić na naprzemienne wykorzystywanie pomocników, zatem są w stanie jeszcze lepiej kontrolować przebieg wydarzeń.

    Wymieniają się też ich rywale, którzy próbują trzymać koło i samego Froome?a i jego ?pociągu?. A to najgroźniejszy jest Quintana a to Mollema a Richie Porte, który póki co jedzie najstabilniej, traci czas w innych momentach.

    Tym razem jest inaczej, ale zazwyczaj już po pierwszych dwóch górskich etapach wiemy, kto jest w formie pozwalającej walczyć o wygranie wyścigu, kto zakręci się wokół podium, a czyje szanse legły w gruzach.

    W czasie Touru sromotną porażkę często ponoszą ci kolarze, których forma przyszła zbyt wcześnie i błyszczeli w czasie Criterium du Dauphine lub Tour de Suisse. Tak kilka lat temu kompletnie ?przestrzelił? Iban Mayo, którego obawiał się nawet Lance Armstrong.

    Często też jeden lub nawet kilku faworytów odpada z rywalizacji na pierwszych etapach, gdy tempo rozwijane na płaskim terenie jest zawrotne, w peletonie panuje uzasadniona ambicją i chęcią zaistnienia nerwowość. Kraksy są wtedy szczególnie niebezpieczne a gdy trasa prowadzi w nietypowym terenie, przypominającym np. wiosenne klasyki, wtedy jest jeszcze gorzej. W 2011r zanim na dobre Tour de France wjechał w góry, w stawce nie było już Wigginsa, Klodena, Winokurowa i Van den Broecka.

    Podczas każdego Touru, Giro czy też Vuelty kolejni kolarze doświadczają też rozminięcia się oczekiwań: własnych, drużyny, sponsorów i fanów ze stanem faktycznym. Czasami chorują, czasami doznają kontuzji a czasami po prostu? nie jadą tak jak by chcieli.

    By wygrać wielki tour, musi ?zagrać? wiele czynników. Formę umożliwiającą wygranie trzytygodniowego wyścigu kolarskiego jest w stanie osiągnąć zaledwie kilku ludzi na świecie. Bywa, że dany organizm jest w stanie wspiąć się na absolutne wyżyny fizjologii tylko jeden, jedyny raz a i wtedy muszą pasować inne okoliczności: trasa, pogoda, rywale, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt dni przed startem docelowym też musi przebiegać zgodnie z planem.

    Wspomniany Bradley Wiggins dostał ?swój? Tour de France w sezonie 2012. Trasę ze sporą, jak na współczesne standardy liczbą kilometrów jazdy na czas i niewielką ilością podjazdów. Wyrzeczenia, jakie poniósł, by przygotować się do tamtej ?Wielkiej Pętli?, wiedzą, że takiej szansy nie dostanie drugi raz spowodowały, że kolejny jego wielku tour, czyli Giro d?Italia okazał się niewypałem.

    Jan Ullrich, poza dopingowym aspektem jego kariery, wystrzelił z formą za młodu by później uznawać wyższość rywali: czy to Pantaniego, Armstronga a w końcowej fazie kariery Basso i Klodena.

    Z kolei Cadel Evans na swoją chwilę chwały czekał przez wiele lat, jego czas przyszedł w momencie, gdy nie tylko trafił z formą, dojrzał jako lider drużyny, pojechał tak, by uniknąć jakichkolwiek problemów, ale i Alberto Contador był zmęczony po Giro a peleton jako całość przestał na potęgę sięgać po doping.

    Contador w ogóle jest ciekawym przypadkiem, ponieważ jest w stanie utrzymywać się na szczycie przez wiele lat. Nie zawsze jest w 100% przygotowany na Tour, często zmaga się z różnego rodzaju perturbacjami, ale od momentu, gdy stał się pretendentem trzytygodniówek, tylko w jednym sezonie (2013) nie wygrał żadnej wielkiej imprezy (po drodze miał też wpadkę dopingową, która anuluje dwa zwycięstwa).

    Mimo to, jego czas też dobiegnie końca i nie będzie już w stanie po raz kolejny wejść na ten właśnie, arcymistrzowski poziom. Czy będzie to podczas tegorocznej Vuelty? Przyszłorocznego Touru? W jaki sposób zakończy swoją karierę? Czy jak Ivan Basso, który gdy już przestał mieć siły na liderowanie drużynie, oddał swoje doświadczenie i poświęcenie młodszym, mocniejszym kolegom? Czy też jak Miguel Indurain, który przymuszony przez sponsorów do ostatniego startu po prostu zszedł z trasy i więcej nie wrócił?

    A co z Chrisem Froomem, który póki co jest na topie, ale wcześniej czy później przyjdzie chwila, gdy znajdzie swojego pogromcę. Czy będzie to w tym roku? A może w przyszłym? I jeśli tak, to czy po porażce znajdzie tyle siły i motywacji, by powrócić na szczyt?

    Może być tak, że kto pokona Froome?a zaliczy właśnie ten, swój, jeden, jedyny najlepszy wyścig w życiu. I później to on będzie się zmagał z presją, oczekiwaniami i w końcu zawiedzie. Przyjedzie drugi, trzeci, siódmy lub piętnasty.

    Zdjęcie okładkowe: Radarsmum67, flickr, CC BY 2.0

  • Na Mont Ventoux historia w cieniu głupka

    Na Mont Ventoux historia w cieniu głupka

    Chaos, kraksa, dramatyczny pościg Chrisa Froome?a w panice biegnącego po szosie prowadzącej na Mont Ventoux w kolarskich butach z ?blokami?. Nigdy wcześniej Brytyjczyk nie pokazywał tak wielkiej determinacji by wygrać Tour de France. W tle zaś pokazał się ?bohater? powiewający polską flagą, włażący kolarzom pod koła.

    Kibice-idioci to zmora wielkich wyścigów. Uderzenie przez fanatyka i stłuczona wątroba były początkiem końca wielkiego Eddy?ego Merckxa.

    Lance Armstrong o mało nie przegrał Tour de France, gdy na serpentynach prowadzących do Luz Ardiden zahaczył o reklamową torebkę kibica stojącego za blisko trajektorii, którą jechali kolarze.

    Gdy ?Wielka Pętla? ostatnio gościła w Wielkiej Brytanii, kilka poważnych kraks spowodowali podnieceni widzowie robiący sobie ?selfie? z pędzącym kilkadziesiąt kilometrów na godzinę peletonem.

    https://www.instagram.com/p/BH2URcAAfdj/

    Fotograf-amator potrafił położyć się pod kołami zawodników na jednym z belgijskich klasyków a na Giro d?Italia w grupę wjechał rowerzysta-amator.

    W tym roku na Mont Ventoux było wyjątkowo tłoczno. Etap rozgrywano w dniu wolnym od pracy, w święto narodowe Francji. Sama góra jest ?kultowym? miejscem kolarstwa, zawsze więc przy trasie zbiera się prawdziwy tłum.

    Ze względu na porywisty wiatr zagrażający i kolarzom i kibicom skrócono trasę, ustawiając metę na linii lasu, niespełna 1500m n.p.m. O tym, że nie była to zwykła wymówka przekonał się nieco wcześniej Simon Gerrans zdmuchnięty z szosy przez wiatr na jednym ze zjazdów.

    O połowę krótszy podjazd spowodował, że fani musieli się zmieścić na o wiele mniejszej powierzchni, co najwyraźniej przerosło możliwości i kolarskiego ?stadionu?, czyli drogi na Ventoux i organizatorów i służby porządkowe.

    Tymczasem w peletonie działo się sporo. Henao i Poels nadawali mordercze tempo, skutecznie kasując ataki Nairo Quintany. Kolumbijczyk słono zapłacił za skoki w pierwszej części podjazdu i nie wytrzymał kontry Chrisa Froome?a.

    Za Brytyjczykiem pojechał Richie Porte, ale największym zaskoczeniem dnia była postawa Bauke Mollemy. Holender dogonił atakującą dwójkę faworytów i sam zaczął nadawać tempo z myślą o awansie na podium a może i o koszulce lidera.

    I właśnie w tym, kluczowym momencie przedzierające się przez tłum rozszalałych kibiców motocykle zaczęły upadać, na asfalt polecieli i Froome i Porte i Mollema.

    Froome, którego rower rozpadł się na skutek uderzenia zaczął biec pod górę w swoich carbonowych butach z przykręconymi blokami, do mety dojechał na zapasowym rowerze. Wyniki zostały później ustalone przez sędziów, wstępnie bowiem kolarz Sky stracił koszulkę lidera.

    Co jest w tym istotne, to niezwykła determinacja, z jaką Froome walczył o każdą sekundę, nie pierwszy z resztą raz w tym Tourze. Atakował już na zjazdach, atakował na wietrze a gdy dziś jego koledzy zostali z tyłu po upadku Gerransa, niczym ?szeryf? zaordynował chwilę oczekiwania, którą uszanowali jego rywale.

    W tym całym zamieszaniu, emocjach i dramacie jest też ?polski trop?. Jednym z najbardziej entuzjastycznie nastawionych do kolarzy kibiców był Polak, kibic Rafała Majki z naszą flagą przewieszoną przez plecy. Owszem, to nie w niego wjechał motocykl, ale ?fan?, czy też raczej ?kibol? był centralną postacią zamieszania, stojąc na środku szosy o mało nie przewracając kolejnych kolarzy, co doskonale nagrały kamery.

    Jak to mawiają ?głupich nie sieję?, ale to zwyczajny wstyd i po prostu tak nie róbcie. To nie tylko brak szacunku dla wysiłku kolarzy, ale zachowanie bardzo niebezpieczne. W różnego rodzaju incydentach, przypadkowych lub zawinionych, związanych z tłokiem na i przy trasie kolarze oraz kibice zostają ranni a nawet giną.

    Więc, drogi ?kolego?, który byłeś dumny ze swojego zachowania, ?reklamując? swój klub, pseudonim, wspierając ulubionego kolarza i wyrażając – w swoim mniemaniu – dumę narodową, najlepiej zajmij się czymś innym. Bo to ci nie wyszło.

  • Froome pod ostrzałem, Majka jedzie po grochy.

    Froome pod ostrzałem, Majka jedzie po grochy.

    Bywa tak, że po przejechaniu pierwszych, górskich etapów drugi kolarz w klasyfikacji generalnej Tour de France traci do lidera dwie i pół minuty. Tymczasem w tegorocznej ?Wielkiej Pętli? po przejechaniu Masywu Centralnego i Pirenejów mniejszą stratę do Chrisa Froome?a ma czternasty zawodnik a w minucie mieści się pierwsza jedenastka. Są też pierwsi przegrani: Alberto Contador wycofał się z rywalizacji a Thibaut Pinot zawodzi raz za razem.

    Zmiana planów

    Poobijany, niedomagający i trawiony gorączką Alberto Contador pożegnał się z peletonem Tour de France. Ciekawe, czy jeszcze wróci na trasę ?Wielkiej Pętli? a jeśli tak, to w jakiej roli. W sezonie 2017 ma podobno reprezentować barwy zespołu Trek Segafredo, pytanie tylko, czy w wieku 35 lat i dziesięć lat po swoim pierwszym triumfie we Francji będzie jeszcze w stanie rywalizować o żółtą koszulkę?

    https://twitter.com/EurosportUKTV/status/752117017705123840

    Tak czy inaczej, gdy tylko dojdzie do siebie powalczy o olimpijskie złoto w Rio de Janeiro a następnie o czwarte zwycięstwo w Vuelta a Espana.

    W związku z tym w zespole Tinkoff wdrażany jest plan awaryjny. Peter Sagan w obliczu zaskakującego powrotu do mistrzowskiej formy Marka Cavendisha w swoim stylu zbiera punkty w walce o zieloną koszulkę. Premie lotne warte są tyle punktów, co zwycięstwa na górskich etapach, zatem zabieranie się w ucieczki ma spory sens i jadący w ten sposób mistrz świata powinien odrobić straty i zapewnić sobie bezpieczną przewagę zanim dotrze do Paryża.

    Przed Rafałem Majką równie długa, jeśli nie jeszcze dłuższa droga niż przed Saganem. Polski specjalista od jazdy w górach miał służyć Contadorowi, ale w obliczu porażki Hiszpana wdraża w życie plan znany z sezonu 2014, gdy również Hiszpan nie ukończył wyścigu. Majka zabrał się już w kilka ucieczek i konsekwentnie zbiera punkty do klasyfikacji górskiej, równocześnie polując na etapowe zwycięstwo. Jeśli trzeci rok z rzędu uda mu się wygrać na ciężkim etapie Touru, będzie to wyjątkowe osiągnięcie. Póki co jego głównym rywalem do ?grochów? jest Thibaut Pinot, ale równie mocno musi uważać na faworytów klasyfikacji generalnej, którzy będą zabierali punkty na finałowych podjazdach.

    Drugi przegrany

    Thibaut Pinot zawodzi. Siebie, swoich fanów i swoją drużynę. Podobno, mimo dobrego początku sezonu, w kolejnych tygodniach coś szło nie tak a etapowe zwycięstwo podczas Criterium du Dauphine tylko przykryło problemy z formą.

    Pinot odpadł z peletonu na pierwszym podjeździe w Pirenejach, czyli przełęczy Aspin, póki co nie jest również w stanie skutecznie walczyć o zwycięstwo etapowe. Prowadzi w klasyfikacji górskiej, ale jeśli nie zbierze sił na alpejskie etapy, może przegrać także walkę o grochy.

    Z typowanych przed wyścigiem do czołowych lokat Francuzów, najlepiej spisuje się Romain Bardet, który do Froome?a traci tylko 44 sekundy i zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji generalnej.

    Z kolei Warren Barguil co nie jest w stanie utrzymywać tempa czołówki i po Pirenejach jest 15., niemal trzy minuty za liderem.

    Fabio Aru również nie błysnął formą, ale mając w pamięci, że młody Włoch często jeździ nierówno i miewał słabsze dni w czasie wielkich tourów, strata 1?23? wcale nie oznacza, że nie może skończyć wyścigu nawet na podium.

    Również Richie Porte, którego opóźnienie o dwie minuty to wynik nie słabszej dyspozycji a defektu oraz Tejay van Garderen (1?01? za Froomem) wciąż są w grze.

    Martin i Yates jadą wyścig życia

    Daniel Martin atakuje, jedzie aktywnie i szuka swojej szansy na wygranie etapu. Nie wiadomo, na ile starczy mu energii, ale póki co jest trzeci w ?generalce?, 19 sekund za Froomem a jego ofensywna postawa i stabilność formy są sporym zaskoczeniem. Irlandczyk jest siostrzeńcem wielkiego Stephena Roche?a i od kilku lat zdradza potencjał do osiągnięcia podium wielkiego touru. Czy sezon 2016 to będzie w końcu jego rok i czy zmiana barw klubowych na Etixx-Quickstep zaowocuje przemianą z pechowca w specjalistę trzytygodniówek, tego nie wiemy, ale jazda Martina cieszy oko i wprowadza sporo zamieszania w czołówce.

    Anglojęzyczne podium póki co uzupełnia Adam Yates (rocznik 1992), lider klasyfikacji młodzieżowej, który każdego dnia zarzeka się, że nie jest przygotowany do walki o ?generalkę?. Czy to zasłona dymna, stan faktyczny czy po prostu nieznajomość własnych możliwości? Tak czy inaczej Yates, który póki co zasłynął nie tylko dobrą, stabilną formą, ale też byciem ofiarą upadającej na kolarzy, pneumatycznej bramy ze znakiem „1km do mety” jest jedną z rewelacji wyścigu.

    Kamienna twarz Quintany

    W dwóch poprzednich próbach Nairo Quintana odrabiał czas do Teamu Sky na ostatnich etapach. Tym razem po przejeździe przez Pireneje jest z Brytyjczykiem de facto na remis. 23 sekundy różnicy to w kontekście nadchodzących trudności żadna różnica.

    Co więcej, przyklejony do koła Froome?a Kolumbijczyk póki co tylko straszy lidera swoją obecnością, z kolei Froome w napięciu czeka na atak. Movistar i Team Sky dzielą się pracą na kolejnych przełęczach, dyktując mocne, równe tempo i sprawdzając pozostałych rywali, ale bez żadnych spektakularnych akcji.

    Istotny jest natomiast inny fakt. Pierwszy raz Froome i Team Sky jako taki są pod mocnym ostrzałem konkurentów. Daniel Martin, kolarze BMC czy Bauke Mollema z Treka na podjeździe do Arcalis w Andorze sprawdzali lidera i choć ich akcje nie skończyły się powodzeniem, to jest to wyraźna różnica w stosunku do poprzednich sezonów, gdy peleton był sparaliżowany przez pociąg Sky.

    Co więcej, nie mając możliwości zdobycia przewagi w klasyczny sposób, Froome nieoczekiwanie koszulkę lidera zdobył po ataku na zjeździe. Z jednej strony kończy to spekulacje na temat jego słabych umiejętności w tej dziedzinie, z drugiej, jeśli musiał posiłkować się ryzykowną akcją może to oznaczać, że na karku czuje oddech rywali.

    Nadchodzący tydzień

    We wtorek, po dniu przerwy, na zawodników czeka premia górska pierwszej kategorii, a następnie dla tych sprinterów, którzy nie dadzą się tam ?odczepić? płaski dojazd do mety z niewielką ?hopką? przed metą. Ten etap to dobra okazja dla Rafała Majki, by odrobić straty do Thibaut Pinot w klasyfikacji górskiej.

    W środę na kolarzy czeka malowniczy odcinek z Carcassone do Montpelier, prawdopodobnie do głosu dojadą sprinterzy, chyba, że peleton zdecyduje się dać szansę uciekinierom.

    We czwartek wielkie święto kolarstwa w dniu święta narodowego Francuzów. Finał na Mont Ventoux powinien wprowadzić większe różnice w klasyfikacji generalnej. Mając w pamięci pojedynek z 2013r, gdzie na dobre rozbłysła gwiazda Nairo Quintany oczekujmy sporych emocji!

    Piątek to ciężka, górzysta czasówka, sobota dzień oddechu i płaska trasa a niedziela to początek zmagań w Alpach i dzień, w którym przewagę w klasyfikacji górskiej mógłby spróbować zbudować Rafał Majka, ponieważ po drodze znajduje się premia kategorii HC na przełęczy Grand Colombier.

    Klasyfikacja generalna po etapie 9:
    1 Christopher Froome (GBr) Team Sky 44:36:03
    2 Adam Yates (GBr) Orica-BikeExchange 00:16
    3 Daniel Martin (Irl) Etixx – Quick-Step 00:19
    4 Nairo Quintana (Col) Movistar Team 00:23
    5 Joaquim Rodriguez (Spa) Team Katusha 00:37
    6 Romain Bardet (Fra) AG2R La Mondiale 00:44
    7 Bauke Mollema (Ned) Trek-Segafredo
    8 Sergio Henao (Col) Team Sky
    9 Louis Meintjes (RSA) Lampre – Merida 00:55
    10 Alejandro Valverde (Spa) Movistar Team 01:01
    11 Tejay Van Garderen (USA) BMC Racing Team
    12 Roman Kreuziger (Cze) Tinkoff Team 01:16
    13 Fabio Aru (Ita) Astana Pro Team 01:23
    14 Richie Porte (Aus) BMC Racing Team 02:10
    15 Warren Barguil (Fra) Team Giant-Alpecin 02:51

    Klasyfikacja punktowa:
    1 Mark Cavendish (GBr) Dimension Data 204 pkt
    2 Peter Sagan (Svk) Tinkoff Team 197
    3 Marcel Kittel (Ger) Etixx – Quick-Step 182

    Klasyfikacja górska:
    1 Thibaut Pinot (Fra) FDJ 80 pkt
    2 Rafał Majka (Pol) Tinkoff Team 77
    3 Tom Dumoulin (Ned) Team Giant-Alpecin 50

    Klasyfikacja młodzieżowa:
    1 Adam Yates (GBr) Orica-BikeExchange 44:36:19
    2 Louis Meintjes (RSA) Lampre – Merida 00:39
    3 Warren Barguil (Fra) Team Giant-Alpecin 02:35
    4 Wilco Kelderman (Ned) Team LottoNl-Jumbo 05:12
    5 Emanuel Buchmann (Ger) Bora-Argon 18 08:32

    Klasyfikacja drużynowa:
    1 Movistar Team 133:49:31
    2 Team Sky 02:26
    3 BMC Racing Team 03:28
    4 Astana Pro Team 05:51

  • Blast From The Past – ?The Look?

    Blast From The Past – ?The Look?

    Spojrzenie – symbol. Kilka sekund, jeden obraz, który podsumowuje całą epokę historii Tour de France. Piętnaście lat temu Lance Armstrong zdeklasował rywali na podjeździe Alpe d?Huez.

    Tak, teraz wszyscy wiemy, na czym polegało ówczesne kolarstwo. Poza tym, że zawodnicy ciężko trenowali, zaczynali skupiać się na aerodynamice a najbogatsze ekipy korzystały z dobrodziejstw, jakie niosą ćwiczenia z pomiarem mocy, na porządku dziennym było zinstytucjonalizowane i organizowane przez drużyny wspomaganie farmakologiczne.

    Wiemy też, że doping w różny sposób działa na różne organizmy a ze względu na ograniczony dostęp do zabronionych środków, szanse i tak nie są równe, nawet, jeśli wszyscy mniej więcej biorą to samo.

    Po tym, niezbędnym wstępie przejdźmy do rzeczy. W sezonie 2001 Lance Armstrong mierzył się z Janem Ullrichem, miał to być pojedynek decydujący o pozycji najlepszego kolarza etapowego tamtych czasów.

    Jeśli popatrzymy na trasę 88. Wielkiej Pętli, w porównaniu ze współczesnymi standardami będzie wyglądała dość egzotycznie. Ponad 175km jazdy na czas (z czego 108 to próby indywidualne!) a etapy górskie skomasowano w pięciodniowym bloku w środku wyścigu (wcześniej rozegrano jeszcze górzysty odcinek w Alzacji). Między Alpami a Pirenejami był dzień przerwy, jednak czas ten kolarze poświęcili na podróż a nie, dość typowy dla Touru, ?transferowy? etap wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego.

    Prolog w Dunkierce przebiegł bez większych niespodzianek (wygrał Christophe Moreau, Armstrong i Ullrich zanotowali 3. i 4. rezultat, właściwie na remis). Najważniejszym wydarzeniem dnia był upadek młodej gwiazdy, jadącego w futursytycznych okularach Davida Millara.

    W kolejnych dniach rywalizowali sprinterzy, wszyscy czekali na etap numer pięć, czyli drużynową czasówkę. W deszczowych warunkach kolarze US Postal popełnili błąd. Christian Vande Velde poślizgnął się na mokrych pasach, podcinając Roberto Herasa. Musiało minąć kilka chwil, zanim Armstrong z kolegami zorganizowali się na nowo, rozpędzili i zaczęli jechać w dobrym tempie. Niespodziewanymi zwycięzcami etapu zostali kolarze Credit Agricole, ale równie ważna, co kłopoty US Postal, była porażka zespołu Telekom i Jana Ullricha. Niemcy, mimo upadku rywali nie zdołali ich pokonać, w związku z czym przed etapami górskimi Ullrich tracił do Armstronga już prawie pół minuty.

    Mimo to, wszyscy oczekiwali dość standardowego scenariusza, w którym faworyci skupią się na rywalizacji między sobą na najważniejszych, gróskich etapach.

    Tymczasem wydarzyło się coś zupełnie niespodziewanego. Na dojeździe do Alp, na etapie nr 8. z Colmaru do Pontalier, w deszczu i zimnie zawiązała się ucieczka, która dojechała do mety? ponad pół godziny przed peletonem! Liderem został sprinter z ekipy Credit Agricole, Stuart O?Grady, ale wyraźną przewagę nad Armstrongiem i Ullrichem zyskali Francuz Francois Simon a przede wszystkim obiecujący ?góral? z Kazachstanu, Andrei Kiviliev.

    Na starcie pierwszego, górskiego etapu z metą na Alpe d?Huez Armstrong i Ullrich tracili do Simona 31 a do Kivilieva 13 minut!

    To teoretycznie zmieniało wszystko i stawiało pod znakiem zapytania szanse kolarzy uważanych przed wyścigiem za faworytów. A mimo to Lance Armstrong postanowił zabawić się kosztem swoich rywali.

    Na trasie przez przełęcze Glandon i Madeleine oddał inicjatywę kolarzom Telekomu, ustawił się z tyłu topniejącej grupy (kolarze Telekomu musieli robić selekcję, by pozbywać się mających przewagę uciekinierów z poprzedniego dnia). Wyglądało to tak, jakby główny faworyt przeżywał trudne chwile, zatem jego konkurenci próbowali wykorzystać moment i zgubić go jeszcze przed finałowym podjazdem na Alpe d?Huez.

    Tymczasem u podnóża słynnego wzniesienia Armstrong wraz z pomocnikami przesunął się na czoło grupy, mordercze tempo nadał Jose ?Chechu? Rubiera i jeszcze przed dojazdem do pierwszego zakrętu wszyscy, poza Armstrongiem byli kompletnie ?ugotowani?. Kilka chwil później Armstrong obejrzał się do tyłu, zobaczył, że nie ma na co dłużej czekać i sam przyspieszył w niewiarygodny sposób.

    Na mecie zameldował się na mecie jako pierwszy, z czasem podjazdu 38?01?, trzecim w historii, równym dokonaniu Marco Pantaniego z 1994r. W swojej karierze zdołał poprawić ten rezultat tylko o sekundę, trzy lata później podczas indywidualnej czasówki. Z kolei Ullrichowi, pozostawionemu bez pomocników i zmęczonemu wcześniejszymi kilometrami pokonywanymi w mocnym tempie a także koszmarnie zakwaszonemu po pierwszym przyspieszeniu Rubiery wspinaczka zajęła równe 40?. I wcześniej (1997) i później (2004) wjeżdżał na Alpe d?Huez ok. 1,5 minuty szybciej.

    Kolejne etapy to była już czysta formaloność. Ekipa Ullricha jak i sam Niemiec podejmowali próby walki, ale zarówno w górach jak i na czas Armstrong i jego pomocnicy zdominowali resztę peletonu. Wyrazem bezsilności Ullricha był jego upadek do rowu na pirenejskim etapie oraz przegrana nie tylko z Armstrongiem ale i Igorem Gonzalezem Galdeano podczas ostatniej, długiej czasówki prowadzącej przez burbońskie winnice.

    Fakt faktem Simon i Kiviliev jechali dzielnie i bronili się długo. Armstrong przejął prowadzenie od Simona po 12 etapie, natomiast Kiviliev stracił miejsce na podium na rzecz Belokiego dopiero po ostaniej czasówce.

    Przewaga Armstonga była druzgocąca. W klasyfikacji generalnej z Ullrichem wygrał o 6?44?, z Belokim o 9?05? a z dziesiątym, Michaelem Boogerdem o? 22?38?.

    W całej tej historii zdumiewał styl, w jakim Lance Armstrong i jego drużyna rozgrywali wyścig. Poza wpadką na słynnym, deszczowym, ósmym etapie całkowicie kontrolowali sytuację. Dominowali w każdym terenie a sam Armstrong zaskakiwał ekstremalnie dynamiczną jazdą na wysokiej kadencji.

    Dodatkowo opinia publiczna wciąż była urzeczona jego powrotem do sportu po chorobie nowotworowej oraz działalnością charytatywną. Mimo niedawnej ?afery Festiny? fani i dziennikarze nie mogli lub nie chcieli wierzyć, że doping w zawodowym peletonie jest powszechny, zaawansowany i de facto obligatoryjny. Dominacja Armstronga i jego pomocników zaczynała jednak budzić pewne podejrzenia, które zostały oficjalnie potwierdzone dopiero kilkanaście lat później.

  • Lider w opałach

    Lider w opałach

    Poobijany i cierpiący Alberto Contador to wyzwanie dla jego pomocników i całej ekipy Tinkoff. Cel, na osiągnięcie którego wszyscy pracowali przez wiele miesięcy ucieka. Jak sobie poradzić w takiej sytuacji?

    Po piątym etapie Touru i pierwszych poważniejszych podjazdach hiszpański mistrz traci do głównych rywali: Chrisa Froome?a czy Nairo Quintany 1?21?. To nie jest strata nie do odrobienia, ale stawia Contadora w trudnej sytuacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że konkurenci jadą aktywnie, są mocni i poza Richiem Porte uniknęli jakichkolwiek problemów.

    To oznacza, że Alberto Contador, jeśli obrażenia, których doznał podczas kraks w dwóch pierwszych dniach Wielkiej Pętli nie są dość poważne, będzie musiał, mając 34 lata, pojechać najlepszy wyścig w życiu by te straty odrobić.

    Podczas końcówki etapu prowadzącego przez Masyw Centralny, Rafał Majka znalazł się w ucieczce, pozostali pomocnicy, poza Romanem Kreuzigerem odpadli z peletonu, gdy tempo zaczęła nadawać ekipa Movistar a Czech, drugi obok Majki kluczowy ?gregario? Contadora nie oglądając się na swojego lidera trzymał koło Froome?a i Quintany.

    Efekt był taki, że Hiszpan drugi raz w tym wyścigu stracił cenne sekundy, co stawia go w trudnej sytuacji, jeśli nadal myśli o wygraniu żółtej koszulki.

    Owszem, rok temu podczas Giro d?Italia Contador również leżał, co więcej, nie tylko się poobcierał, ale doznał kontuzji barku a mimo to był w stanie pokonać kolarzy Astany i wygrać cały wyścig, ale mimo wszystko trudno dziś sobie wyobrazić, by miał taki wyczyn powtórzyć.

    Kolejnym elementem układanki jest fakt, że ekipa Tinkoff po sezonie 2016 przestaje istnieć, w związku i wygląda na to, że morale w ekipie nie jest na najwyższym poziomie.

    W tym momencie warto przypomnieć sytuacje, w których lider drużyny z jakiś powodów niedomagał a mimo to drużyna wspierała go do samego końca.

    By nie szukać daleko, część kariery Sylwestra Szmyda przebiegła pod znakiem jazdy dla Damiano Cunego, który zawodził oczekiwania i fanów i drużyny a polski pomocnik pozostawał przy nim w najtrudniejszych chwilach.

    Mam też w pamięci Alexa Zulle, który podczas hiszpańskiej Vuelty nie trafił z formą i choć jego szanse dawno przepadły, do końca był asekurowany przez Piotra Brożynę.

    Mający problemy z dojściem do dawnej dyspozycji Marco Pantani, pod koniec swojej kariery (a zarazem życia), zawsze miał przy sobie grupę wiernych i oddanych pomocników i przyjaciół, eskortujących go nawet wtedy, gdy ?Pirat? nie był w stanie utrzymać się w grupie, ewidentnie niedomagał a w tunelu porażki nie było widać jakiegokolwiek światełka nadzieci.

    Tym bardziej dziwi fakt, że Contador, który mimo wszystko wyścigu jeszcze nie przegrał został sam. Czy to oznacza, że Roman Kreuziger, który w 2013r mimo przegranej sprawy wspierał go do samego końca postanowił jechać na własne konto? A może sam Contador wie, że z planów wygrania tegorocznego Touru nic już nie zostało i uwolnił swoich kolegów z obowiązku pomocy?

    Wierzę, że ktoś taki jak Alberto Contador nie złoży broni i jeśli tylko będzie w stanie, spróbuje powalczyć a jeśli zwycięstwo nie będzie możliwe, wprowadzi nieco dynamiki i zamieszania w czołówce. Sytuacja w grupie Tinkoff jest więc tym bardziej ciekawa do obserwowania i jest interesującym przypadkiem do zapamiętania.

  • Co Ty wiesz o Tour de France?

    Co Ty wiesz o Tour de France?

    Jeśli jest lipiec to mamy Tour de France. A jeśli mamy Tour de France to pora na Quiz. Sprawdź swoją wiedzę o „Wielkiej Pętli” i wygraj fajną nagrodę.

    Poprzednie zabawy przy okazji wiosennych klasyków i Giro d’Italia bardzo się Wam spodobały. Zatem specjalnie dla Was przygotowałem kolejną porcję pytań, tym razem o Tour de France. Tak jak poprzednio, jest trochę historii kolarstwa, anegdot i kulinariów. Bawcie się dobrze!

    Tym razem do wygrania był licznik rowerowy z limitowanej serii Kross2Rio. Wygląda tak:

    Wygraj licznik z limitowanej serii Kross2Rio
    Wygraj licznik z limitowanej serii Kross2Rio

    Jak się okazało, quiz wcale nie był łatwy, średni wynik to 58%, jednak ponad 50 osób przysłało kod, który wyświetlał się tym, którzy poprawnie uzyskali 9/10 lub 10/10. Losowanie przy użyciu random.org wskazało na…

    Rafała Moczulskiego

    Gratulacje, licznik wędruje do Ciebie!

    Quiz oczywiście pozostaje aktywny, nawet, jeśli przegapiliście możliwość zdobycia nagrody, nadal możecie sprawdzić swoją wiedzę o TdF. Miłej zabawy!