Tag: Tour de France

  • Czysty czy nieczysty?

    Czysty czy nieczysty?

    Tour de France 2017 był drugim najszybszym w historii. Padło kilka rekordów na podjazdach a peleton praktycznie ani przez moment nie odpuszczał ścigania. Czy należy wietrzyć spisek czy może zaufać tym, którzy mówią, że Tour jest czysty?

    Najwyższą średnią prędkość kolarze na trasie Tour de France uzyskali w 2005r. Wtedy pędzili 41,654km/h. W tym sezonie osiągnęli imponujące 40,997km/h, więcej niż w 2003 (40,940km/h) i 2006 (40,781km/h).

    Co ciekawe, tegoroczne Giro d?Italia (39,846km/h) było trzecim najszybszym, po 2016 (40,02km/h) i 2009r (40,132km/h) a przed 2010 (39,707km/h).

    Peleton przyspiesza i ewidentnie jedzie szybciej niż na początku obecnej dekady, wyprzedzając swoich poprzedników z tzw. ?ery EPO?.

    Podczas tegorocznego Touru padło kilka rekordów czasu podjazdów: na La Planche des Belles Filles oraz przełęczach Vars, Croix de Fer czy Izoard.

    Z kolei na Giro czołówka podczas finiszu w Sanktuarium Oropa mocno zbliżyła się do tego, co w 1999r zaprezentował tam Marco Pantani.

    Kolarze przyspieszają i nie da się temu zaprzeczyć, choć oczywiście ważny jest kontekst, bez którego suche dane nie mają wartości.

    Tegoroczny Tour był faktycznie stosunkowo mało górzysty a rekordowe czasy wspinaczek były uzyskiwane w szczególnych okolicznościach. I tak np. Croix de Fer w wykonaniu Contadora był najszybszy, ponieważ nie mający nic do stracenia Hiszpan pojechał tam najszybciej jak mógł, gdy w przeszłości ta przełęcz była bardziej poligonem taktycznych manewrów niż ścigania na całego.

    Z kolei Izoard to ostatni podjazd wyścigu, który pierwszy raz wystąpił w takiej roli a biorąc pod uwagę, że różnice w czołówce były minimalne, zmusił kolarzy do maksymalnego wysiłku. Dla odmiany La Planche des Belles Filles pojawił się bardzo wcześnie i nie był poprzedzony żadnymi, większymi trudnościami.

    Co więcej, przed tegorocznymi wielkimi tourami pojawiło się kilka pozytywnych wyników kontroli antydopingowych. Wpadli mało znani zawodnicy ?drugiego szeregu?: przed Giro dwóch kolarzy ?drugoligowej? ekipy Bardiani-CSF (Stefano Pirazzi i Nicola Ruffoni), przed Tourem jeden z pomocników ekipy Trek-Segafredo (Andre Cardoso).

    Tak jak w przypadku tempa jazdy, tak również tu ważny jest kontekst. Od dłuższego czasu na dopingu nie są łapani gwiazdorzy. Wpadają wyłącznie ?płotki?. Może to oznaczać, że słabsi, mniej zamożni kolarze szukają swoich szans na wyrównanie przewagi najbardziej zasobnych drużyn i zawodników (w domyśle uzyskanej przez sprzęt, optymalizację treningu, aerodynamiki, ergonomii itd) starymi metodami. Lub też, że najlepsi skutecznie rozpracowali istniejący system a słabsi wciąż dopingują się w ?głupi? sposób.

    Takie przypadki to zawsze jest poważne ostrzeżenie, które nawiązuje do przykrej przeszłości i ?peletonu dwóch prędkości?, gdzie, by w ogóle nadążyć za rywalami, nie wspominając o ich prześcignięciu, należało sięgać po niedozwolone środki.

    Z drugiej strony mamy całą, niemałą sferę deklaracji i niemal pełnej przejrzystości. W tym roku, bezprecedensowo, sporą część swoich danych udostępnił drugi zawodnik klasyfikacji generalnej Tour de France, Rigoberto Uran.

    Dzięki temu wiemy z jaką mocą i z jakim współczynnikiem W/kg pokonywał kluczowe fragmenty Touru i choć są one bardzo wysokie, można śmiało stwierdzić, że znajdują się w zasięgu ludzkich możliwości. Jego szef, czyli właściciel zespołu Cannondale-Drapac, Jonathan Vaughters na pytanie, czy ręczy za czystość swojego zawodnika odpowiada wprost: ?tak? i wskazuje, że zajęcie przez Urana drugiego miejsca samo w sobie jest dowodem na to, że wygranie touru ?na czysto? jest możliwe.

    Równocześnie jeden z bohaterów wyścigu, Warren Barguil, który jest utożsamiany z nowym pokoleniem kolarzy, wyrosłych w nowych, lepszych realiach mówi wprost, że jego zwycięstwa etapowe były możliwe tylko dlatego, że peleton sam w sobie jest ?czystszy?.

    Francuz deklaruje, że na podjeździe Izoard jechał 5,9W/kg a walczący ze sobą Froome, Bardet i Uran nie byli w stanie go doścignąć. Co więcej, Barguil zwraca też uwagę, że peleton nie odpuszczał, jak w przeszłości, ucieczek zdając sobie sprawę z niemożliwości ich doścignięcia w razie zdobycia zbyt wielkiej przewagi. W przeszłości napompowana EPO grupa wrzucała twardszy bieg i bez problemów nadrabiała kilkanaście minut na ostatnich kilometrach etapu. Teraz zniwelowanie minuty bywa kłopotliwe.

    Na drugim biegunie mamy, niestety, komunikację i wizerunek drużyny zwycięzcy Touru, czyli Teamu Sky. Od grupy, która miała udowodnić, że wygrywanie bez dopingu jest możliwe przeszła ewolucję do organizacji wybierającej sobie, na jakie pytania chce odpowiadać i kto może je zadawać.

    W połączeniu z ujawnionymi wątpliwościami natury etycznej (nadużywanie procedury TUE, niejasna zawartość dostarczanych na wyścigi przesyłek itd.) daje to ponury obraz, którego coraz trudniej jest bronić.

    Tym bardziej, że zespół ten odmienia kolejnych kolarzy robiąc z nich super górali. To nie jest oczywiście dowód na zorganizowany doping, ale równocześnie zespół nie robi nic, by sytuację wyjaśnić, co kładzie się cieniem nie tylko na brytyjskiej ekipie, ale na całym, współczesnym kolarstwie.

    Jak więc widzicie, nic nie jest białe ani czarne. Choć mam sporo wątpliwości, mimo wszystko stawiam, że Tour de France był bardziej czysty niż nieczysty. A jak Wy myślicie?

  • Bohaterowie Touru 2017

    Bohaterowie Touru 2017

    Każdy wyścig ma swoich bohaterów. Największy wyścig świata motywuje szczególnie do wyjątkowych czynów. Kto zapisał się w kronikach po Tour de France 2017?

    Gwiazda wyścigu – Warren Barguil

    Thomas de Gendt może się czuć rozgoryczony, że mimo spędzenia ? wyścigu w ucieczkach to nie jemu przyznano czerwony numer startowy i tytuł najbardziej walecznego kolarza wyścigu. Warren Barguil nie tylko uciekał, ale był też wyjątkowo skuteczny. Wygrał klasyfikację górską, dwa etapy, był o włos od wygrania jeszcze jednego. Do tego zajął dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej a gdy jechał pod górę, robił to w tempie zawodników walczących o żółtą koszulkę. Przy tym jeszcze, nie całkiem wprost, ale jednak do pewnego stopnia pomógł Romainowi Bardetowi w zajęciu trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej. Biorąc pod uwagę, że rok temu był kontuzjowany, gdy w trenujących zawodników Sunweb wjechał samochód a w tym sezonie podczas Tour de Romandie doznał pęknięcia miednicy, jego jazda w Tourze była po prostu rewelacyjna.

    Nieuważny, ale walczeny

    Dan Martin atakował na niemal każdym górskim etapie. Był waleczny, był odważny i bezkompromisowy. Cóż z tego, kiedy upadał, gubił się na wietrze i tracił na zjazdach. Irlandczyk był, w kontekście swojej przygody z wielkimi tourami, w formie życia, ale zabrakło mu spokoju, rozwagi, koncentracji i szczęścia by powalczyć o miejsce na podium. A to było w zasięgu jego fizycznych możliwości. Tak czy inaczej, szóste miejsce to świetny wynik, który w połączeniu z nieustającą dbałością o dostarczanie kibicom emocji należy jak najbardziej docenić.

    Lider z prostą przegrodą

    Fabio Aru po zabiegu udrażniającym jego, jakby na to nie patrzeć dość wydatny, nos, mimo kontuzji kolana w pierwszej części sezonu był pierwszym kolarzem z czołówki, który choć na chwilę odebrał Chrisowi Froome?owi żółtą koszulkę lidera. Włoch z ekipy Astana atakował jak wściekły, wygrał etap na La Planche des Belles Filles a kilka dni później, w Pirenejach przejął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. W międzyczasie zaatakował Froome?a gdy ten miał defekt a jego forma, niemal jak zawsze wahała się między geniuszem a załamaniem, ale i tak dzięki niemu ten Tour był ciekawszy.

    Dawid vs goliat

    Ekipa Ag2r z budżetem o ok. 10mln ? mniejszym niż Team Sky postawiła wyzwanie zamożnym Brytyjczykom. Francuzi próbowali podgryzać Froome?a i jego świtę na różne sposoby. A to wysyłając pół składu do ucieczki a to samemu dyktując tempo pod górę a to wreszcie rozpędzając peleton do absurdalnych prędkości na zjazdach. Koniec końców na nic się to zdało, bo Bardet sporo stracił w jeździe na czas i jeszcze musiał bronić się przed Michelem Landą, ale tak czy inaczej zawodnicy Ag2r pokazali, że mimo wyraźnej przewagi Teamu Sky, można mu rzucić wyzwanie.

    Niedoszły rekordzista

    Marcel Kittel był najszybszym sprinterem w tegorocznym Tourze. Gdy tylko mógł się rozpędzić, nikt nie mógł się mu przeciwstawić. Sposób na Niemca z Quick Stepu znaleźli jednak kolarze Sunwebu, którzy w drugiej cześci wyścigu wykonali poważną pracę w nieco trudniejszy terenie. Polowanie na lotne premie i cięższe finisze opłaciło się. Przyparty do muru Kittel najpierw pogubił się na wietrze a następnie upadł i wycofał się z wyścigu. Pięć etapowych zwycięstw to piękny wynik, ale stracona, niemal pewna, zielona koszulka i być może jedyna szansa na osiem (wyrównanie rekordu) triumfów w jednej Wielkiej Pętli będą się mu śniły po nocach.

    Z kolei ten, który przejął od Kittela ?zieleń?, czyli Michael Matthews pokazał, że może być godnym rywalem dla Petera Sagana (o ile ten nie da się wyrzucić z wyścigu). Swój sukces w klasyfikacji punktowej odniósł w stylu Słowaka, wykazując się nie tylko szybkością, ale też siłą, wytrzymałością i wielką determinacją.

    Pomocnik sezonu

    Tak, to miejsce dla Michała Kwiatkowskiego. Polak pojechał swój ?tour życia? i choć pracował dla lidera, Chrisa Froome?a był jednym z tych ?gregario?, którym media poświęcają niemal tyle uwagi, co kolarzom walczącym o podium. ?Kwiato? świetnie spisał się w górach, prezentując nie tylko moc, ale i dojrzałość doświadczonego mistrza. Był zawsze przy Froomie, nadawał tempo, oddawał swój sprzęt, uspokoił sytuację i prowadził na zjazdach a do tego prawie wygrał czasówkę.

    Pomocnik z wolną ręką

    Pod nieobecność Petera Sagana i Rafała Majki najbardziej spektakularny wynik w karierze uzyskał Maciej Bodnar. Wygrana jazda na czas na Tour de France to wielka rzecz a trzeba pamiętać, że zawodnik Bora-Hansgrohe był bardzo blisko zwycięstwa również na etapie ze startu wspólnego.

    Swoją, ?zaledwie? dziesiątą w zawodowej karierze odniósł Bauke Mollema, który wcześniej w tym roku jechał Giro ?dla siebie? w podczas Touru miał wspierać Alberto Contadora. Ponieważ Hiszpan nie był w stanie nadążyć za pierwszą piątką ?generalki?, Mollema wykorzystał szansę na jednym z etapów.

    Sam Contador raczej żegnał się z Tourem niż jechał po wielki wynik. Robił to jednak z klasa, w swoim stylu nie poddając się, szukając okazji do ataków przy okazji ustanawiając rekordowy czas podjazdu na przełęczy Croix de Fer.

    Przyszłość Touru?

    Lillian Calmejane z grupy Direct Energie wykazał się hartem ducha, gdy łapały go kurcze po całodziennej ucieczce a mimo to dojechał do mety przed Robertem Gesinkiem. Calmejane już teraz został okrzyknięty następcą Thomasa Voecklera i Sylvaina Chavanella, którzy słynęli z takich akcji w przeszłości. Tour potrzebuje postaci, które nie tylko wygrywają, ale też porywają serca fanów swoją walecznością i determinacją.

    Z kolei Primoz Roglic z LottoNL Jumbo, również wygrywając górski etap pokazał, że już niebawem może liczyć się w walce nie tylko o sławę, ale wprost o najwyższe cele. Choć były skoczek narciarski dość późno zaczął przygodę z zawodowym kolarstwem, w ciągu dwóch sezonów zgromadził na koncie wygrane na odcinkach Giro i Touru. Teraz będzie się mierzył z oczekiwaniami osiągania coraz lepszych i lepszych wyników.

    Na końcu – nie najmniej ważni

    Rigoberto Uran, który nie tylko się odrodził po dwóch „latach chudych”, ale też uzyskał najbardziej wartościowy wynik w karierze. Arnaud Demare, Peter Sagan i Gerain Thomas, którzy choć nie ukończyli wyścigu, wygrali po etapie. Mikel Landa, który próbował wybić się na niezależność i sekundy zabrakło mu do trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej. Dylan Groenewegen, młoda gwiazda sprintu, który pierwsze , etapowe zwycięstwo w wielkim tourze odniósł na Polach Elizejskich. Edvald Boasson – Hagen, który próbował, próbował aż w końcu mu się udało i po sześciu latach znów triumfował na jednym z odcinków Wielkiej Pętli. A do tego wszyscy ci, którzy zostawili kawał zdrowia na francuskich szosach.

    A kto według Was zasługuje na miano bohatera Tour de France 2017?

  • W obronie Touru

    W obronie Touru

    Nudny i defensywny czy wyrównany i pełen napięcia? Froome wygrywający słabością rywali i siłą swojej drużyny czy będący pod ciągłą presją konkurentów? Jaki był Tour de France 2017?

    Pierwszy raz Chris Froome wygrał Tour de France bez zwycięstwa etapowego. Pierwszy raz oddał prowadzenie bezpośredniemu rywalowi i odzyskał je nie dzięki nokautowi w górach a dzięki czujnej jeździe na de facto płaskim etapie. Choć trudno było uwierzyć w jego przegraną, pierwszy raz musiał liczyć nie tylko na swoją moc i drużynę, ale też mieć odrobinę szczęścia. Defekt lub inny problem na trasie decydującej o zwycięstwie czasówki mógł mu odebrać żółtą koszulkę i wygraną w wyścigu.

    Jeśli doliczymy do tego nieco loteryjną, deszczową czasówkę w Dusseldorfie, atak Fabio Aru na La Planche des Belles Filles, ?rzeźnię? na jurajskim etapie do Chambery, defekty i pogonie za czekającymi lub nie rywalami, stratę czasu na Peyragudes, ściganie na końcówce w Rodez oraz na wietrze w Romans sur Isere a także ofensywę Ag2r w Masywie Centralnym i w Alpach daje to obraz ciekawego, pełnego zaskakujących zwrotów akcji wyścigu.

    Z drugiej strony można powiedzieć, że Team Sky, choć nie zniszczył swoich rywali jednym, mocnym uderzeniem takim jak w 2013 i 2015r (odpowiednio na podjazdach do A3-Domaines i La Pierre Saint Martin), przez większość wyścigu kontrolował sytuację. Bo nawet, jeśli Aru i Bardet kąsali Froome?a, nie zdobyli przewagi, której Brytyjczyk nie byłby w stanie odrobić podczas czasówek. Nawet biorąc pod uwagę, że Aru (według oficjalnych komunikatów zmożony przeziębieniem w ostatnich dniach zawodów) nie zgasłby w Alpach, to i tak można się spodziewać, że straciłby w Marsylii podobną liczbę sekund co Romain Bardet, zatem przegrał podium i z Rigoberto Uranem i, być może, z Mikelem Landą, który był o włos od zajęcia trzeciej lokaty.

    Taktyka ?zabetonowania? rywalizacji przez zespół najmocniejszych pomocników sprawdziła się po raz kolejny. Najbardziej spektakularnym z nich był oczywiście Michał Kwiatkowski, który, powiedzmy sobie szczerze, dość niespodziewanie hasał po górach urywając bardzo solidnych ?górali?, ale ważną rolę odegrali także pozostali przyboczni Froome?a.

    Co więcej, wczesne wypadnięcie z gry Gerainta Thomasa dało teamowi Sky sprawdzian przed przyszłorocznym Tourem, w którym rywalizowały będą ośmio a nie dziewięcioosobowe zespoły.

    Z drugiej strony nie oni jedni zostali przetrzebieni, ponieważ Astana po odpadnięciu Fuglsanga i Cataldo pozostawiła Fabio Aru właściwie bez wsparcia w górach. Pozbawiony pomocy był także Daniel Martin, którego Quick Step wyraźnie stawiał na etapowe zwycięstwa Marcela Kittela a nie na walkę w klasyfikacji generalnej.

    Przez to Martin, najbardziej ofensywnie, ale też stosunkowo najmniej czujnie jeżdżący kolarz tego touru musiał się zadowolić ?zaledwie? szóstą lokatą.
    W tym miejscu należy też wspomnieć o niepowetowanych stratach, jakimi były wycofania Richiego Porte i Alejandro Valverde. Przy tak skonstruowanej trasie obaj mogli wprowadzić dodatkowy element presji na Froome?a i Sky. Niestety obaj rozbili się we wczesnej fazie wyścigu i, podobnie jak w przypadku szans Rafała Majki, w kwestii ich dyspozycji pozostają tylko dywagacje.

    Dla odmiany znakomitą jazdę zespołową pokazali nie tylko kolarze Sky, ale też Cannondale-Drapac wspierający Rigoberto Urana oraz Ag2r, szukający różnych rozwiązań taktycznych by zaszachować prowadzony przez Kwiatkowskiego ?górski pociąg? Sky.

    Dodajmy do tego szczyptę kontrowersji w postaci respektowania lub nie ?niepisanych zasad? związanych z czekaniem na rywala w kłopotach (kolejne defekty Froome?a, upadek Martina), relegację Petera Sagana, zwycięstwa etapowe i walka o ?grochy? Warrena Barguila oraz przechodzącą z rąk do rąk zieloną koszulkę i mamy obraz naprawdę ciekawego wyścigu.

    Tak czy inaczej, ja jestem usatysfakcjonowany. A Wy?

  • Najpiękniejszy moment – Bodnar wygrywa czasówkę na Tour de France

    Najpiękniejszy moment – Bodnar wygrywa czasówkę na Tour de France

    Gdy zawodnik taki jak Maciej Bodnar, który przez większą część kariery jest pomocnikiem największych gwiazd, ma wreszcie swoją, własną, wypracowaną i wywalczoną chwilę chwały, ręce same składają się do oklasków.

    Dla polskich kibiców to dzień szczególny. Maciej Bodnar wygrywa finałową czasówkę Tour de France a Michał Kwiatkowski uzyskuje drugi rezultat dnia, zaledwie sekundę za bardziej doświadczonym rodakiem.

    Duma narodowa i te wszystkie elementy, które powodują, że w czasie transmisji na żywo serce bije szybciej to jedno. Drugie to piękno tej historii samej w sobie.

    To esencja kolarstwa, sól tego sportu.

    Maciej Bodnar jest zawodnikiem, który przez większą część sezonu pozostaje w cieniu. Nadaje tempo, ściga ucieczki, chroni od wiatru i robi wszystko to, do czego największe gwiazdy peletonu zatrudniają takich ludzi jak on.

    Polski kolarz od lat jest jednym z głównych pomocników Petera Sagana. Kolarskiego ubercelebryty, dwukrotnego mistrza świata, jednej z najbardziej rozpoznawalnych, cenionych i zarazem skutecznych postaci sportu rowerowego.

    Udział Bodnara w sukcesach Sagana jest nie do przecenienia i choć bardziej zaangażowani fani doskonale zdają sobie z tego sprawę, do ogółu zazwyczaj dociera przekaz: ?Wyścig X wygrał Peter Sagan. Maciej Bodnar zajął 76 miejsce?.

    Podczas tegorocznego Touru zespół Bora-Hansgrohe, w którym jeżdżą Sagan, Bodnar oraz Rafał Majka przeżywał trudne chwile. Najpierw jury wykluczyło słowackiego mistrza z wyścigu po niebezpiecznym sprincie i kraksie Marka Cavendisha. Następnie, gdy cały zespół miał wspierać ambicje Majki w walce o dobre miejsce w klasyfikacji generalnej, nasz specjalista jazdy w górach pechowo upadł na etapie prowadzącym przez jurajskie podjazdy i musiał zrezygnować z dalszej jazdy. Z kolei młody Emanuel Buchmann, choć zajął dobre, 15. miejsce w ?generalce?, nie nadążał za swoimi, najlepszymi rówieśnikami walczącymi o koszulkę białą.

    Zawodnikom niemieckiej ekipy pozostała więc walka o etapowe zwycięstwa. Sam Bodnar był o włos wygrania odcinka nr 11, gdy peleton doścignął go na 240m przed metą.

    Ponieważ jest on nie tylko znakomitym pomocnikiem, ale i specjalistą jazdy na czas, można było się spodziewać, że ostatnią próbę indywidualną, liczącą 22,5km i poprowadzoną ulicami Marsylii pojedzie nieźle.

    Maciej Bodnar przeszedł jednak sam siebie, pojechał nie tylko bardzo mocno i dobrze technicznie, ale też znakomicie rozłożył siły. Dzięki temu pokonał i Michała Kwiatkowskiego i Chrisa Froome?a, notując najlepszy wynik w karierze.

    Owszem, Bodnar potrafił wygrywać etapy na mniejszych wyścigach, w World Tourze triumfował na jednym z odcinków Tour de Pologne, był też drugi podczas ITT na Vuelcie, a na mistrzostwach świata i Igrzyskach Olimpijskich notował dobre rezultaty w pierwszej dziesiątce.

    Wygrana czasówka na decydującym etapie Wielkiej Pętli to osiągnięcie szczególne, wisienka na torcie i ukoronowanie jego znakomitej kariery. Tym bardziej, że pokonał nie tylko lidera wyścigu (Froome), mistrza Polski (Kwiatkowski), ale i aktualnego mistrza świata w tej specjalności (Tony Martin).

    Dla takich dni, dla takich chwil warto uprawiać ten sport, warto też się nim pasjonować. Takie historie to jedne z moich ulubionych, być może nawet piękniejsze niż wielkie zwycięstwa wielkich faworytów. Pokazują, że warto być pracowitym, warto być cierpliwym i warto walczyć o największe cele. Nawet, jeśli szansa na ich osiągnięcie pojawia się tylko raz w całej karierze.

    Jasne, równie świetna byłaby wygrana Michała Kwiatkowskiego, który po rewelacyjnie przejechanym Tourze w roli superpomocnika w ekipie Sky mógłby wznieść ręce w górę w geście indywidualnego triumfu. Kwiato to jednak mistrz świata, zwycięzca Mediolan-Sanremo i wielu innych, wielkich imprez. Do tego ma jeszcze czas, by samemu wygrać niejeden etap Touru. A Bodnar być może więcej takiej okazji mieć nie będzie.

    Zatem wielkie podziękowania i wielkie gratulacje dla obu kolarzy. Za świetną postawę, za wielkie emocje i za rewelacyjne wyniki!

  • Czy umęczą Froome?a?

    Czy umęczą Froome?a?

    Z małymi potknięciami, nieprzerwanie od 2012 Team Sky jest niepokonany w Tour de France. W tym roku rywale brytyjskiej drużyny są bliżej niż kiedykolwiek a Chris Froome niemal każdego dnia jest w poważnych opałach. Czy w ostatnim tygodniu wyścigu Aru, Bardet, Uran i Martin znajdą sposób, by nadrobić wystarczająco dużo czasu, by przed czasówką w Marsylii mieć szansę na wygraną?

    Trudno stwierdzić, czy w 2011r Bradley Wiggins był już gotowy do wygrania ?Wielkiej Pętli. Upadek na jednym z pozornie łatwych etapów wykluczył go z dalszej rywalizaji i skierował na hiszpańską Vueltę.

    To tam ?Sir Wiggo? dostał do pomocy Chrisa Froome?a, który nie tylko go wspierał, ale też i mocno podgryzał na górskich etapach. Ostatecznie obaj Brytyjczycy przegrali z Jose Juanem Cobo, ale jako ?super duet? wyruszyli na podbój Wielkiej Pętli 2012.

    Byli wtedy de facto nietykalni, ale napięcie w zwycięskim zespole było ogromne. Wiggins był bowiem genialnym specjalistą jazdy na czas, Froome był wyraźnie silniejszy w górach. Ostatecznie obaj jakoś sprostali presji, zajmując dwa najwyższe miejsca na podium, zgodnie z polityką zespołu: Wiggins pierwszy, Froome drugi.

    Rok później Froome był już niekwestionowanym liderem, choć u jego boku zaczął dorastać Richie Porte. Mimo to, Froome i Sky poradzili sobie z Movistarem, Tinkoffem i Katiuszą a Froome wygrał swoją ?Wielką Pętlę?.

    Wygrałby być może w 2014, ale nie dojechał do gór, wywracając się na płaskich etapach, co spowodowało, że w kolejnych miesiącach odrobił lekcję i popracował nad techniką jazdy, dzięki czemu był nie do pokonania w 2015r a w 2016, gdy rywale zaczęli nadrabiać dzielący ich od Teamu Sky dystans pod górę, atakował właśnie na zjazdach!

    Sezon 2017 dla całego Sky zaczął się w oparach skandalu związanego z niejasnymi pozwoleniami na używanie leków na astmę oraz oskarżeń o brak transparentności, być może korupcję a nawet doping.

    Sportowo było o wiele lepiej, ze znakomitymi wynikami Gerainta Thomasa i Michała Kwiatkowskiego w krótkich etapówkach i klasykach. Sam Froome jednak, choć jest liderem Tour de France w tym roku nie wygrał ani razu.

    W kolejnych sprawdzianach był daleki od dyspozycji, którą prezentował w poprzednich latach, za to jego rywale prezentowali się znakomicie. Wśród nich prym wiódł Richie Porte, mocny od wczesnej wiosny aż do feralnego etapu 9. gdy po fatalnej kraksie wycofał się z wyścigu.

    Każdego dnia Chris Froome i jego pomocnicy są pod ostrzałem rywali. Najcięższe działa wytoczyła w tym roku ekipa Ag2r, której lider, Romain Bardet jest skutecznym ?góralem?, ale też potrafi znakomicie zjeżdżać. Francuzi zgromadzili w tym sezonie paczkę naprawdę zdeterminowanych i świetnie przygotowanych specjalistów jazdy w trudnym terenie, swoją śmiałością niemal równoważąc moc ?pociągu? Sky.

    Pociągu, w którym jedną z kluczowych ról odgrywa Michał Kwiatkowski. Polak, który wiosną błyszczał w klasykach teraz jest ostoją Froome?a, prowadzi go na zjazdach, odczepia rywali pod górę, wprowadza spokój w dolinach a gdy trzeba oddaje swój sprzęt.

    Tego samego nie można powiedzieć o Mikelu Landzie. Bask jest dla Froome?a tym, kim był Froome dla Wigginsa. Nie tylko mocnym pomocnikiem w górach, ale i realnym zagrożeniem w klasyfikacji generalnej.

    Najbardziej jadowicie kąsającym konkurentem jest jednak Fabio Aru. Mistrz Włoch to  pierwszy pretendent do podium, który na trasie Tour de France odebrał koszulkę lidera zespołowi Sky. Choć stracił ją przez chwilę nieuwagi na dynamicznym finiszu w Rodez, w bezpośredniej rywalizacji pokonał Froome?a na La Planche des Belles Filles, atakował go w czasie defektu na Mont du Chat i przejął prowadzenie w Pirenejach na etapie do Peyragudes.

    Sam Froome ledwo nadąża za Aru, jest też pod presją Bardeta i jego pomocników a także musi uważać na, najlepiej z tej grupy jeżdżącego na czas Rigoberto Urana. Gdyby nie kraksa Porte?a, równie blisko byłby również Daniel Martin, który również jest dynamiczny i odważny, jednak przez problemy na zjazdach z Mont du Chat traci nieco ponad minutę, mniej więcej tyle, co Mikel Landa.

    Przed wyścigiem Chris Froome wskazywał, że wyścig rozegra się na zboczach przełęczy Izoard, czyli ostatnim, górskim finiszu. Zanim to jednak nastąpi (w czwartek, 20.07, oglądajcie koniecznie), na kolarzy czeka jeszcze alpejski klasyk z podjazdami na Croix de Fer i Galibier (środa, 19.07).

    Na obu tych etapach będzie się liczyła siła drużyny a także odporność na skumulowane w czasie całego Touru zmęczenie.

    Biorąc jednak pod uwagę, że na sobotę zaplanowano 22,5km jazdy indywidualnej na czas ulicami Marsylii (dość krętej, do tego z niewielkim, choć wymagającym podjazdem), Bardet, Aru i Martin musieliby Froome?a w Alpach nie tylko nieznacznie, jak dotychczas, pokonać, ale realnie złamać.

    Podczas takiej próby może z nimi wygrać nawet o dwie minuty, zatem Ag2r lub osłabiona brakiem Cataldo i Fuglsanga Astana muszą przystąpić do frontalnej ofensywy.

    To stawia w niezłej sytuacji Rigoberto Urana, który w swojej karierze jeździł już świetne czasówki a jeśli Froome faktycznie nie jest najlepiej dysponowany, Kolumbijczyk z Cannondale-Drapac może mu się oprzeć w Marsylii. W połączeniu z niewielkich zyskiem w Alpach może się to przełożyć na wygraną w całym wyścigu.

    Biorąc pod uwagę, że sytuacja jest bardzo napięta, do pewnych roszad może też dojść podczas etapów płaskich (wtorek i piątek) jeśli, zgodnie z przewidywaniami będzie na nich wiał wiatr.

    Tam, dla Teamu Sky pomocny może być Quick Step, który będzie próbował doprowadzić Marcela Kittela do ośmiu etapowych zwycięstw i w ten sposób pomagać w kontroli sytuacji.

    Tak czy inaczej tegoroczny Tour jest bardziej emocjonujący niż ktokolwiek mógł się spodziewać, Chris Froome jest bliżej porażki niż ktokolwiek przewidywał z rąk nóg kolarzy, których przed startem mocno nie docenialiśmy!

  • Kolarskie kraksy: pokazywać czy nie pokazywać?

    Kolarskie kraksy: pokazywać czy nie pokazywać?

    Richie Porte tnie zakręt, uderza w skały, i przez dłuższą chwilę leży na asfalcie. Sanitariusze go opatrują, ubierają kołnierz i przenoszą do karetki. Wszystkiemu towarzyszy kamera. Widzimy krew, ból, cierpienie. Na żywo w rozdzielczości HD.

    Porte miał sporo szczęścia. Koszmarnie wyglądający wypadek zakończył się ?tylko? złamanymi obojczykiem i miednicą. Dan Martin, który uczestniczył w tej samej kraksie dojechał do mety z niewielką stratą i nadal uczestniczy w Tour de France.

    W takich chwilach przypominają się wszystkie, największe tragedie kolarstwa. Wouter Weylandt, Andrei Kiviliev, Fabio Casartelli zmarli na skutek urazów odniesionych w wypadkach na zjazdach.

    Po śmierci Weylandta na trasie Giro d?Italia 2011 na chwilę przyszła refleksja. Realizatorzy TV postanowili ?odwracać wzrok? przełączając to, co widzą kibice przed ekranami na obraz z innych kamer.

    W sytuacji, gdy nie wiadomo, w jak ciężkim stanie znajduje się zawodnik, odrobina szacunku należy się i jemu i jego bliskim, którzy prawdopodobnie tę sytuację śledzą na żywo.

    To był dobry pomysł i dobry zwyczaj, który, niestety, nie przyjął się na zbyt długo.

    Zawody sportowe same w sobie są ekscytującym widowiskiem i choć wypadki, ból i kontuzje to ich nieodłączna część, dodatkowe epatowanie cierpieniem zmienia relację w prymitywny cyrk.

    Porte miał szczęście. Miał kask, skończyło się na kilku złamaniach. Jak dobrze pójdzie, wróci na szosę pod koniec sezonu, jeśli będą komplikacje, odbuduje się dopiero na wiosnę.

    Przy innym zbiegu okoliczności mógł nie żyć lub być sparaliżowany. I oglądalibyśmy to na żywo, odzierając sportowca z godności i prywatności.

    Następnie, ten sam materiał rozchodziłby się w sieci w tysiącach viralowych kopii, jak wideo z paskudnej kraksy Annemiek van Vleuten podczas Igrzysk w Rio de Janeiro.

    Zdjęcia zakrwawionego Porte leżącego na zjeździe z Mont du Chat zdobiły główne strony portali przez wiele godzin. Lekcji ze śmierci Woutera Weylandta nie odrobił nikt. Wówczas nawet polskie portale, by przyciągnąć widownię, kupowały od reporterów zdjęcia jego zwłok leżących na szosie prowadzącej z Passo del Bocco.

    Oczywiście, jak zawsze w takich wypadkach pojawia się pytanie o granicę przyzwoitości i tego, co wolno, co można, czego nie powinno a co, dla odmiany, powinno się pokazać w ramach rzetelności, polityki informacyjnej i dobra zarówno zawodnika, jego bliskich jak i zatroskanych losem poszkodowanego sportowca fanów.

    Pytanie o to, gdzie kończy się przyzwoitość a zaczyna bycie hieną jest tak samo skomplikowane jak odpowiedź na prozaiczną kwestię ?gdzie właściwie zaczyna się łysina?, co nie zmienia faktu, że ostatnio realizatorzy transmisji z wyścigów kolarskich tę granicę zdecydowanie przesuwają.

  • Strach i odraza na Mont du Chat

    Strach i odraza na Mont du Chat

    Jeśli czekacie na momenty, w których na żywo doświadczamy historii kolarstwa, to tak, dziś właśnie był ten dzień. Etap Tour de France prowadzący przez Mont du Chat zakończył się dramatami Richiego Porte?a, Gerainta Thomasa i Rafała Majki.

    Alberto Contador anonsował ten odcinek jako najcięższy w całym, tegorocznym Tourze. Doświadczony Hiszpan, który w decydujących momentach nie sprostał mocy rywali miał rację. Działo się wiele i to niemal od samego początku.

    Stromizny jurajskich szos dały się we znaki wszystkim. Selekcja następowała zarówno pod górę jak i w dół.

    Ewidentnie spora część peletonu chce w końcu dobrać się do skóry teamowi Sky. Drugi dzień z rzędu tuż po starcie do przodu pojechało aż kilkudziesięciu zawodników, swoich przedstawicieli w czołówce miała niemal każda ekipa tegorocznej ?Wielkiej Pętli?.

    To zmusza pomocników Chrisa Froome?a do wzmożonego wysiłku od początkowych kilometrów. Etapy 8. i 9. to popisowa jazda Michała Kwiatkowskiego, który przez wiele kilometrów, równym, mocnym tempem kontrolował sytuację. Jeśli Sky wygra ten wyścig, duża część tego sukcesu będzie jego udziałem.

    Tyle tylko, że po etapie z metą w Chambery Froome?owi, Kwiatkowskiemu i spółce będzie trudniej. Stracili bowiem ważny tryb w swojej maszynie. Na zjeździe z pierwszej premii HC, col de Biche upadł Geraint Thomas, łamiąc sobie obojczyk. W tym samym miejscu leżał Rafał Majka, który poważnie potłuczony i poobcierany dotarł do mety 36 minut za zwycięzcą.

    Być może nie doszłoby do tej sytuacji, gdyby nie szalone tempo, które na zjazdach nadawali kolarze Ag2r.

    Kolejna premia, HC, Grand Colombier minęła w mocnym tempie, ale ważne rzeczy działy się i na zjeździe z niej i w dolinie, gdzie kawał zdrowia nadając tempo zostawił Michał Kwiatkowski.

    Do najciekawszych i najbardziej dramatycznych wydarzeń doszło na Mont du Chat, górze, na którą wszyscy czekali.

    W pierwszej części wzniesienia defekt miał Chris Froome, którego, w momencie gdy podnosił rękę zaatakował Fabio Aru. Za Włochem pomknął Quintana, dołączył do nich Porte i Bardet. Po chwili zawahania kolarze jadący w czołówce pod presją Porte’a postanowili zaczekać na Froome?a, który przy pomocy swojego ?górskiego pociągu? szybko dołączył do szpicy.

    Swoją drogą to niesamowite, że w ekipie tak dbającej o detale jak Team Sky tak często zdarzają się upadki i problemy techniczne.

    Zanim tempo znów poszło w górę, Froome wyraził swoją dezaprobatę dla Aru, niemal wypychając go z szosy. Ewidentnie wszystkim zaczynały puszczać nerwy i po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się pytania o ginące zasady fair play. Po ucieczce Quintany i Nibalego podczas przymusowej przerwy Toma Dumoulina na Giro d?Italia, teraz próbę pogwałcenia dobrych obyczajów podjął Fabio Aru.

    Im bliżej szczytu, tym kolejni zawodnicy przestawali wytrzymywać kolejne godziny mocnej jazdy w górach. Z czołówki odpadali Louis Meintjes, Simon Yates oraz, ku pewnemu zaskoczeniu, Alberto Contador (wcześniej w tłoku upadł na podjeździe) i Nairo Quintana. Z kolei z duetu Astany Aru został z Froomem, za to do przodu pojechał Jakob Fuglsang. Co chwilę ktoś przyspieszał, co chwilę ktoś tracił kontakt z rywalami. Najmocniejsza piątka: Froome, Porte, Bardet, Uran i Martin tworzyła rewelacyjny show.

    Za szczytem, który jako pierwszy minął uciekinier, Warren Barguil, obejmując dzięki temu solidne prowadzenie w klasyfikacji górskiej faworyci klasyfikacji generalnej pomknęli jak szaleni. Na jednym z łuków za bardzo ciął Richie Porte, którego po chwili rzuciło o skały na zewnętrznej zakrętu. W Porte wpadł Daniel Martin, który, zahaczając jeszcze o rower Urana na szczęście uniknął poważnych obrażeń i szybko wrócił do gry.

    Dla Richiego Porte, którego upadek wyglądał makabrycznie był to koniec Tour de France. Wstępne informacje wskazują na złamany obojczyk oraz biodro. Co gorsza, leżącemu na szosie zawodnikowi cały czas towarzyszyły kamery, realizator ewidentnie się zagapił i epatował cierpieniem kolarza.

    Tymczasem z przodu przycisnął Bardet, zdobywając pół minuty przewagi nad Froomem, Aru i sparaliżowanym z przerażenia Fuglsangiem. Po zjeździe dogonił i zgubił podmęczonego Barguila a za ich plecami niczym wściekli gonili Froome, Aru, Fuglsang i Uran, który po kontakcie z Martinem miał do dyspozycji wyłącznie najtwardsze przełożenie.

    Wszyscy jechali ?a bloc?, jednak na kilometr przed metą akcja Bardeta zakończyła się, Francuz chwilę odsapnął i rozpoczął się finisz. O zwycięstwie zadecydowała analiza materiału wideo, o milimetry wygrał Rigoberto Uran, choć początkowo wydawało się, że triumfatorem jest Barguil, który po całym dniu w ucieczce wykrzesał z siebie jeszcze nieco energii.

    Do mety ze stratą 1?15? dotarł Martin w grupie razem z Quintaną, Yatesem, Georgiem Bennetem i pomocnikiem Froome?a, Landą. 3?32? stracił Meintjes a aż 4?19? Contador.

    Rafał Majka, w potarganym stroju i z opatrunkami na niemal całym ciele dotarł do Chambery 36 minut za pierwszą grupą, w towarzystwie Michała Kwiatkowskiego. O tym, czy lider Bora-Hansgrohe pojedzie dalej dowiemy się po dniu przerwy, póki co dobra wiadomość to ta, że obyło się bez złamań.

    Francuski bohater płaskich etapów, który planował walkę o zieloną koszulkę, Arnaud Demare walcząc kolejny dzień ze złym samopoczuciem nie zmieścił się w limicie czasu, razem ze swoimi trzema kolegami z ekipy. Zespół FDJ jest więc mocno przetrzebiony i do końca wyścigu musi liczyć na zmęczonego po Giro d?Italia Thibaut Pinot.

    Ze złamaną nogą do szpitala został przewieziony Robert Gesink.

    Jurajski etap to był sportowy spektakl przekraczający granice. Ekstremalny, niebezpieczny, piekielnie ciężki (przewyższenie prawie 4400m), pokonywany w szaleńczym tempie. Mont du Chat, mimo zwolnienia związanego z czekaniem na Froome?a czołówka pokonała z VAM = 1700m/h (choć trzeba przyznać, że podczas Criterium du Dauphine było tam jeszcze szybciej!).

    Tour otarł się a może nawet przekroczył granice rozsądku, ale cóż, prawda jest taka, że właśnie tego chcieliśmy. Sarkając na jeżdżących zachowawczo kolarzy, narzekając na zabetonowaną rywalizację, ględząc, że zawodnicy boją się atakować.

    No więc się doczekaliśmy. Była rzeź, dosłownie i w przenośni. O tym dniu będą pisać w książkach.

  • Sagan wyrzucony z TdF – to jak karny w ostatniej minucie Mundialu

    Sagan wyrzucony z TdF – to jak karny w ostatniej minucie Mundialu

    Chaotyczny i pełen agresji finisz czwartego etapu Tour de France 2017 zakończył się upadkiem Marka Cavendisha i wyrzuceniem z wyścigu mistrza świata, Petera Sagana. To trudna i zarazem odważna decyzja sędziów.

    Nic nie zapowiadało katastrofy. Etap z Mondorf-Les-Bains do Vittel przebiegał zgodnie z przewidywaniami. Postawmy sprawę jasno: było niesamowicie nudno.

    Przed peletonem przez wiele kilometrów samotnie jechał Guillaume Van Keirsbulck (Wanty – Groupe Gobert), który, gdy grupy sprinterów wzięły się do pracy, stracił przewagę i został doścignięty.

    Ponieważ to wczesna faza wyścigu a i tempo od początku nie było zawrotne, przed finiszem zaczęła się ostra rywalizacja o pozycje. Na czele zmieniały się drużyny sprinterów, momentami brakowało szerokości drogi, by zmieścili się na niej wszyscy chętni.

    Niby nic szczególnego, ale na ok. 1200m przed metą na jednym z zakrętów upadło kilku kolarzy z czoła peletonu. Z przodu została wyselekcjonowana grupka najmocniejszych sprinterów, którzy czujnie uniknęli problemów.

    Szosa pięła się delikatnie w górę, potrzeba była więc nie lada siła, by nabierać prędkości. Sprinterzy zmieniali tor jazdy, z lewej na prawą pędził Arnaud Demare a za nim Mark Cavendish. Brytyjczyka, podobnym torem jazdy dco Demare spróbował minąć Peter Sagan, ale wszystkich zaczęło jeszcze bardziej znosić w prawo. Sagan wystawił łokieć i Cavendish poleciał na barierki.

    Etap wygrał, ewidentnie najmocniejszy Demare, który nota bene znów wrócił na lewą stronę, za nim do kreski dotarli Sagan i Kristoff. W leżącego Cavendisha wpadł jeszcze Degenkolb.

    Skruszony mistrz świata przeprosił poturbowanego rywala, ale sędziowie, zgodnie z przewidywaniami przesunęli go na ostatnie miejsce w grupie i odebrali punkty.

    Wkrótce potem podjęli jednak bardziej drastyczną decyzję. Słowak został wykluczony z wyścigu!

    To spora kontrowersja, równa podyktowaniu rzutu karnego w ostatniej minucie piłkarskich mistrzostw świata. Owszem, Sagan faulował, ale powiedzmy sobie szczerze: to był bardzo chaotyczny i pełen agresji sprint, w czasie którego reguły naginali wszyscy uczestnicy.

    Kontynuując piłkarską abalogię, pod bramką za koszulki łapali się wszyscy, ale sędzia zauważył przewinienie tylko jednego zawodnika.

    Co ciekawe, sam Cavendish zdecydowanie nie jest aniołkiem i często finiszuje na granicy zasad. W grupie walczących o zwycięstwo zawodników znalazł się Nacer Bouhanni, który często jest karany za niebezpieczną i agresywną jazdę.

    Kolarski sprint to nie jest gra dla małych chłopców, ale równocześnie trzeba pamiętać o przestrzeganiu jakiś elementarnych prawideł.

    Dziś przesadzali wszyscy, najbardziej oberwało się Saganowi. To duża kontrowersja, duża strata dla wyścigu, ale też poważne osłabienie ekipy Bora – Hansgrohe i Rafała Majki. Sagan, choć jest niekwestionowaną gwiazdą, wielokrotnie pokazywał, że potrafi pomagać kolegom z zespołu, jego wykluczenie z jednej strony więc wyjaśnia sytuację Polaka (jest jedynym liderem ekipy), ale równocześnie ją komplikuje.

    Ponieważ w sprincie nie uczestniczył Marcel Kittel (stracił czas w poprzedniej kraksie), wykluczono Sagana a Demare wydaje się być w bardzo wysokiej formie, to właśnie Francuz z ekipy FDJ jest teraz faworytem do zdobycia zielonej koszulki najlepszego sprintera.

    Na swoją szóstą i wyrównanie rekordu Erika Zabela Sagan musi poczekać jeszcze rok.

  • Tour de France 2017 – żółta koszulka lidera

    Tour de France 2017 – żółta koszulka lidera

    Za sprawą ?Wielkiej pętli? żółta koszulka jest synonimem prowadzenia, bycia najlepszym, liderem. Każdy, kto zdobędzie ją choćby na jeden dzień, staje się bohaterem i idolem. Rywalizacja z nią związana zawsze buduje narrację całego wyścigu. Kto w tym roku założy ją na podium w Paryżu?

    Wszystko zaczęło się od gazety

    W drugiej dekadzie XXIw wydaje się to niewyobrażalne, ale największe wyścigi kolarskie zaczynały swoją historię jako czynnik zwiększający sprzedaż gazet. Tak było z Giro d?Italia i La Gazzetta dello Sport, tak było i z Tour de France i l?Auto.

    Co więcej, kolor koszulki lidera zarówno włoskiego jak i francuskiego touru ma takie samo pochodzenie: od koloru papieru, na jakim wydawane były sportowe dzienniki.

    Francuzi zaczęli wyróżniać lidera swojej imprezy koszulką w 1919r. Wcześniej pierwszy zawodnik klasyfikacji generalnej wiózł na ramieniu zieloną opaskę. Obecnie żółta koszulka jest symbolem lidera w wielu wyścigach. ASO, korporacja medialna, która jest właścicielem l?Equipe, kontynuatora l?Auto w ramach unifikacji wprowadza ją na wielu, posiadanych w portfolio imprezach.

    Jeśli nie wiąże się to z jakąś szczególną tradycją lub wymaganiami sponsora, również właściciele zawodów kolarskich niezwiązanych z ASO nagradzają zwycięzcę żółtym strojem, tak jest np. w przypadku naszego Tour de Pologne.

    Obecnie sponsorem klasyfikacji generalnej Tour de France jest bank LCL. Zwycięzca wyścigu zarabia 500tys. Euro, drugi kolarz ?generalki 200tys. a trzeci 100tys. Każdy dzień w żółtej koszulce jest wart nie tylko sławę, miejsce w statystykach i zainteresowanie mediów, ale też 500 Euro.

    Dziurawe kroniki

    Zawodnikiem, który najwięcej razy zwyciężał w Tour de France jest Lance Armstrong. W kronikach w latach 1999-2005 widnieje dziura niczym w czasie wojen światowych, ponieważ uznano, że Amerykanin w skandaliczny sposób naruszał przepisy antydopingowe. Ze względu na powszechne stosowanie niedozwolonego wspomagania na przełomie XX i XXIw postanowiono nie przyznawać tytułu kolejnym kolarzom w klasyfikacji generalnej.

    Tak czy inaczej, bezprecedensowe siedem żółtych koszulek znajduje się w salonie Armstronga, nikt też nie pali i nie usuwa z serwerów zdjęć z podium, gdzie stoi na najwyższym stopniu odziany w żółć.

    Nie licząc Armstronga, najlepszy w statystykach jest Miguel Indurain z pięcioma zwycięstwami z rzędu. Pięć triumfów (choć z przerwami) na swoim koncie mają też Bernard Hinault, Eddy Merckx i Jacques Anquetil.
    Najwięcej dni w żółtej koszulce spędził Mercx (96), Armstrong wiózł ją na plecach przez 83 a Indurain przez 60 dni. Z aktywnych kolarzy Chris Froome, który wygrywał Tour trzykrotnie był liderem przez 44 doby a Alberto Contador (po uwzględnieniu dyskwalifikacji z 2010r i licząc triumfy z 2007 i 2009r) ?zaledwie? 11. Co ciekawe, więcej dni w żółtej koszulce w 2014r niż Contador w całej karierze spędził Vincenzo Nibali (19).

    Nie tylko zwycięzca

    Często sławę równą lub nawet większą niż zwycięzca Tour de France zdobywa zawodnik, który nieco nieoczekiwanie sięga po żółtą koszulkę a następnie heroicznie broni jej, uciekając przed faworyzowanymi rywalami. W ostatnich latach dwukrotnie w takiej roli znalazł się Thomas Voeckler, znany raczej z dzielności i chęci do ucieczek niż z dobrej jazdy w klasyfikacji generalnej.

    Co więcej, objęcie prowadzenie w klasyfikacji Touru, choćby na jeden dzień bywa ważniejszym wydarzeniem niż wygranie niejednego wyścigu.

    Dlatego też kolarze ryzykują i szukają szans a to na finiszach a to w ucieczkach, by tylko zbliżyć się do żółtej koszulki. Zdarza się, że taki sukces odmienia kolarza i jego kariera po takim sukcesie nabiera rozpędu.

    Narracja wyścigu

    Przechodząca z rąk do rąk żółta koszulka buduje narrację Wielkiej Pętli. Jeśli wyścig zaczyna się, tak jak w tym roku, czasówką, prowadzenie obejmuje specjalista takich właśnie prób i oddaje ją faworytom ?generalki? dopiero po pierwszych górach. Równocześnie sprinterzy, zbierając bonifikaty czasowe na premiach lotnych i metach kolejnych etapów, próbują odrobić starty i choć na jeden dzień pokazać się w żółtych barwach. Podobnie uciekinierzy, którzy w pierwszym tygodniu nie tracą jeszcze wiele, a wiadomo, że później osłabną, szukają swojej szansy na kolarską nieśmiertelność i miejsce w kronikach.

    Zdarza się, że w sytuacji, w której jeden z faworytów zbyt wcześnie obejmuje prowadzenie, uciekinierzy mają większą szansę na żółtą koszulkę, ponieważ lider chce odciążyć swoich kolegów z drużyny z konieczności kontrolowania peletonu i nadawania tempa.

    Na koniec wreszcie, warto wspomnieć o rywalizacji zawodników lepiej jeżdżących w górach z tymi, którzy lepiej radzą sobie w jeździe na czas. Jeśli trasa jest zbalansowana a stawka wyrównana zapewnia to dramaturgię od pierwszego do ostaniego dnia wyścigu.

    Kto wygra Tour de France 2017?

    Po pierwsze tegoroczna ?Wielka Pętla? ma niewiele kilometrów jazdy na czas. Zaledwie 14 pierwszego dnia w Dusseldorfie i 22,5km w przeddzień zakończenia w Marsylii. Równocześnie tylko trzy etapy (5, 12 ,18) kończą się na podjeździe. Mniejszych lub większych gór jest sporo, ale wiele okazji dostaną też sprinterzy i uciekinierzy.

    Co więcej, trudno wskazać jednoznacznego faworyta. Chris Froome nie prezentował się do tej pory tak dobrze jak w latach poprzednich, Nairo Quintana nie błyszczał na Giro, Richie Porte jest w świetnej dyspozycji od początku sezonu, ale do tej pory najwyżej w wielkim tourze był piąty. Z kolei Alberto Contadora coraz więcej osób traktuje jako już-prawie-emeryta, podobnie jak mimo wszystko Alejandro Valverde. Fabio Aru uznawany jest za zbyt nierównego, dla Bardeta jest za mało gór, Yates jest za młody, Chaves i Barguil mieli problemy zdrowotne a Rafała Majkę niemal wszyscy ignorują.

    Z takiej perspektywy nie wygląda to dobrze, z drugiej jednak strony gwarantuje wyrównaną i, być może, bardziej otwartą rywalizację. Choć rok temu Team Sky skutecznie ?zabetonował? peleton na najcięższych etapach, trzeba przyznać, że walka w górach była na wysokim poziomie a uczestniczyło w niej wielu kolarzy z czołówki.

    W takiej sytuacji bardziej niż kiedykolwiek trzeba będzie zachowywać czujność na etapach płaskich i pagórkowatych, unikać kraks i niespodziewanych akcji gdy zawieje boczny wiatr.

    Teoretycznie Froome, jako doświadczony, mimo wszystko mocny i posiadający najlepszych pomocników jest faworytem, choć nieco mniej pewnym niż w latach ubiegłych.

    Richie Porte jest prezentowany jako pretendent numer jeden, nawet przed Nairo Quintaną, któremu powinny pasować etapy w Pirenejach.

    Alberto Contador to zawodnik, po którym oczekujemy spektakularnych, choć niekoniecznie skutecznych ataków a marzeniem gospodarzy byłaby wygrana Bardeta.

    Przy wyrównanej stawce liczyć się będą również bonifikaty czasowe (10, 6 i 4 sekundy dla trzech najlepszych kolarzy na mecie każdego etapu), zatem być może oznaczać to szansę dla Alejandro Valverde, który dzięki skuteczności na finiszach z mniejszych grup może zyskać w ten sposób nieco przewagi.

    I to by było na tyle :) Zaczynamy wielkie, kolarskie święto!

  • Nie przegap na Tour de France 2017

    Nie przegap na Tour de France 2017

    W tym roku CAŁY Tour de France możemy oglądać na żywo. 105 godzin transmisji w Eurosporcie to masa czasu, zatem mam dla Was przewodnik po najważniejszych momentach tegorocznej Wielkiej Pętli.

    Plan dnia

    Wbrew pozorom to ważne. Nawet największy pasjonat nie spędzi przed telewizorem po pięć godzin dziennie przez trzy tygodnie. Chyba, że jest komentatorem, wtedy musi ;)

    Zawsze warto rzucić okiem na sam początek relacji. Przedetapowe wypowiedzi wnoszą sporo ciekawych informacji z pierwszej ręki, można wyczuć nastrój, jaki panuje w peletonie.

    Dodatkowo pierwsze kilometry potrafią być bardzo emocjonujące. Kolejne ataki i formowanie się ucieczki oglądane live to dobra lekcja kolarstwa dla każdego.

    Zależnie od profilu etapu można potem samemu pójść na rower, zminimalizować ekran lub całkiem wyłączyć transmisję i wrócić do pracy ;). Kontrolnie można zerkać na tekstową relację na żywo, np. live.cyclingnews.com. Jeśli zacznie się dziać coś ważnego (kraksa, akcja na wietrze, problemy któregoś z faworytów), szybko można wrócić do streamingu lub włączyć telewizor.

    W przypadku etapów płaskich warto wrócić na 20km przed metą, by zobaczyć pościg za ucieczką oraz formowanie się sprinterskich ?pociągów? oraz oczywiście sam finisz z grupy. Gdy peleton wjedzie w bardziej pagórkowaty lub całkiem górzysty teren, ciekawe rzeczy powinny dziać się o wiele wcześniej. Większość transmisji zaczyna się około południa, szczegółowy plan Kolarstwa w Eurosporcie znajdziecie TUTAJ.

    Na kluczowe etapy, których wybór przygotowałem dla Was poniżej oczywiście warto zarezerwować sobie więcej czasu.

    Zatem po kolei?

    01.07, sobota. Jazda indywidualna na czas, 14km. Dusseldorf

    Na ten etap Tony Martin czekał wiele miesięcy. Dla niemieckiego specjalisty jazdy indywidualnej na czas to okazja, by nie tylko wygrać w pierwszym dniu Touru, ale też zostać liderem, być może nawet na cztery kolejne dni.

    14km to niemało i już na samym początku można na płaskiej trasie czasówki stracić nawet kilkadziesiąt sekund, dlatego też będzie to ciekawa konfrontacja faworytów klasyfikacji generalnej. Takie, otwierające wyścig próby często dają doby pogląd na formę zawodników, bywa, że ci, którzy stracą na początku, tracą konsekwentnie przez cały Tour.

    02.07, niedziela. Pierwszy etap dla sprinterów, Dusseldorf-Liege, 203,5km

    Pierwszy finisz z peletonu podczas Touru to zawsze są wielkie emocje. Każdy chce być z przodu, każdy jest pełen energii i każdy chce rozpocząć wyścig jak najlepiej. Adrenalina wprost wylewa się z ekranu. Cavendish, Kittel, Greipel, Kristoff, Bouhanni, Demare i Sagan będą walczyć o zwycięstwo. Wraz z nimi przynajmniej 50 pomocników a to wszystko przy 60km/h. Czyste szaleństwo!

    Choć z Niemiec peleton przemieszcza się do Liege, zawodnicy ominą Ardeny i odcinek ten będzie niemal całkiem płaski.

    03.07, poniedziałek. Dzień dla Sagana, Verviers – Longwy, 212,5km

    Po drodze sporo niewielkich wzniesień, zatem możemy spodziewać się ucieczki, jednak w końcówce do głosu powinni dojść specjaliści wyścigów klasycznych. Meta w Longwy to premia górska 3. kategorii, 1,6km o stromiźnie 5,8%. Brzmi jak Cauberg lub inne wzgórza w Belgii lub Holandii, zatem to może być świetny pojedynek Philippe?a Gilberta z Peterem Saganem.
    Faworyci ?generalki? muszą być czujni. W takie dni jak ten łatwo o kraksę lub zawieruszenie się na finiszu i stratę kilkudziesięciu, cennych sekund. Lub, co gorsza, kontuzję i wycofanie się z wyścigu.

    04.07, wtorek, Mondorf-les-Bains – Vittel, 207,5km.

    Płasko, zatem spokojnie można skupić się wyłącznie na finiszu z peletonu.

    05.07, środa. Kto tu wygra, wygra cały Tour? Vittel – La Planche des Belles Filles, 160,5km

    Stosunkowo krótki etap prowadzący na wzgórze, czy też płaskowyż, gdzie wygrywali Chris Froome (a liderem był Wiggins, późniejszy zwycięzca wyścigu) i Vincenzo Nibali (który również wygrał Tour). Przed stromym, finałowym podjazdem kilka mniejszych wzniesień. Tego dnia Tony Martin pożegna się z żółtą koszulką a ten, kto ją przejmie dowiezie ją przynajmniej do Jury.

    06.07, czwartek, Vesoul – Troyes, 216km

    Kolejna ucieczka i kolejny pościg peletonu pracującego dla sprinterów. Wystarczy oglądać końcówkę.

    07.07, piątek, Troyes – Nuits-Saint-Georges, 213,5km

    Powtórka z rozrywki. Główną atrakcją będzie walka sprinterów i rywalizacja o zieloną koszulkę.

    08.07, sobota, Döle – Station des Rousses, 187,5km

    Pierwsze, większe góry. Peleton wjeżdża na teren Jury, będą więc piękne krajobrazy i ciekawe podjazdy. Meta niby nie na wznieseniu, ale premia górska pierwszej kategorii 12km przed ?kreską? to może być druga próba sił. Nie tyle samych faworytów klasyfikacji generalnej, co ich drużyn, ale ostatnich kilkadziesiąt kilometrów może być ciekawą rozgrywką taktyczną i testowaniem możliwości a to przez Sky a to przez Movistar.

    09.07, niedziela, Nantua – Chambery, 181,5km. Mont du Chat, zobacz koniecznie!

    Trzy premie górskie kategorii HC (Col de la Biche: 10,5km i 9%: 8,5km i 9,9%, Grand Colombier i Mont du Chat: 8,7km i 10,3%) to test mocy do masy oraz siły drużyn. Wymagające zjazdy to sprawdzian techniki i odwagi. To może być jeden z najciekawszych etapów wyścigu, bo jest stromo i wąsko a to oznacza mniejszą szansę na jazdę drużynową. Choć ze szczytu Mont du Chat do Chambery jest 25km, możliwe, że na tym etapie zmieni się lider a przynajmniej dojdzie do poważniejszych przetasowań w klasyfikacji generalnej.

    Nie można też zapominać o scenerii, tło zmagań kolarzy w tej okolicy jest szczególnie malownicze!

    10.07, poniedziałek. Dzień przerwy

    Zasłużony dzień odpoczynku, w którym można spodziewać się ciekawych deklaracji, wywiadów, zapowiedzi, plotek i dobrych galerii zdjęć.

    11.07, wtorek, Perigueaux – Bergerac, 178km

    Po dniu przerwy peleton będzie odzyskiwał rytm, może więc odpuścić ucieczkę. Choć szczerze mówiąc, nie sądzę. Drużyny sprinterów postarają się, by w Bergerac finiszowała cała grupa.

    12.07, środa, Eymet – Pau, 203,5km

    Dojazd do Pirenejów i ostatnia przed górską przerwą szansa dla sprinte

    rów.

    13.07, czwartek Pau – Peyragudes, 214,5km, Tu mogą być ataki.

    Pireneje w pełnej krasie, choć bez ?podjazdów-legend? takich jak Tourmalet. Finałowa wspinaczka na kumulację Peyresourde i Peyerguades jest jednak nieregularna i miejscami stroma. Jeśli wyobrażacie sobie, że Nairo Quintana może gdzieś zyskać przewagę nad Chrisem Froomem (o ile odpoczął i dopracował formę po Giro), to może być właśnie ten dzień.

    Ostatnie 100km powinno być ciekawym widowiskiem.

    14.07, piątek, Saint Girons – Foix, 101km. Czy będa fajerwerki?

    Krótki etap składający się z trzech, pirenejskich podjazdów. Niby z ostatniego do mety jest 25km, ale na takim dystansie można spodziewać się mocnego tempa od samego startu (zapewne ujrzymy kolarzy rozgrzewających się na trenażerach niczym przed czasówką) i prób odizolowania lidera od pomocników. Kto wie, może któryś z pretendentów do tytułu pokusi się o spektakularną ?akcję w stylu vintage? czyli wczesny atak i próbę dowiezienia przewagi do mety? Naturalny typ do odegrania głównej roli w takim terenie to Alberto Contador.
    Możliwe, że na fali uczuć patriotcznych do ataku przystąpią też Francuzi. 14 lipca to święto narodowe w tym kraju, zatem przy trasie można spodziewać się prawdziwych tłumów.

    Jeśli macie czas, ten etap warto obejrzeć w całości!

    15.07, sobota, Blagnac – Rodez, 181,5km. Jeśli nie Sagan, to kto?

    Mistrz Świata nie ma w tym roku zbyt wielu etapów ?uszytych? specjalnie dla niego. Profil czternastego etapu wygląda jak stworzony dla Słowaka. Jeśli nie z peletonu, to z ucieczki, ale trudno wyobrazić sobie, by Sagan odpuścił taką okazję.

    16.07, niedziela, Laissac Severac l’Eglise – Le Puy en Velay, 189,5km.

    Wzgórza Masywu Centralnego powinny sprzyjać uciekinierom. Spodziewajmy się łabędziego śpiewu Thomasa Voecklera, który żegna się i z Tourem i z zawodowym kolarstwem.

    17.07, poniedziałek wolny od pracy

    Drugi dzień odpoczynku, kolejne wywiady, galerie i wideo.

    18.07, wtorek, Le Puy en Velay – Romans sur Isere, 165km. Sprint w pięknej scenerii

    Przed Alpami jeszcze jedna szansa dla sprinterów. Fani krajobrazów dostaną piękne ujęcia doliny Izery.

    19.07, środa, La Mure – Serre-Chevalier, 183km. Alpejski klasyk.

    Przełęcze Croix de Fer, Telegraphe oraz najwyższy punkt wyścigu, czyli Galibier. Do mety w Serre-Chevalier będzie zjazd, ale ponieważ to przedostatnia szansa dla ?górali? do zdobycia przewagi przed jazdą indywidualną na czas, ktoś będzie musiał podjąć ryzyko ataku, przynajmniej na Galibier. Prawdopodobna jest również jazda zmierzająca do zmęczenia konkurentów, ponieważ najważniejsze rozstrzygnięcia zapadną dzień później. Ten etap można obejrzeć w całości.

    20.07, czwartek. Briançon – Izoard, 179,5km. Najważniejszy dzień TdF 2017?

    Na ten etap wskazują wszyscy, jako na ten, gdzie rozstrzygnie się tegoroczna Wielka Pętla. Przed finałowym podjazdem na przełęcz Izoard (14,1km, 7,3%, meta na wysokości 2360m) zawodników czeka przełęcz Vars (9,3km, 7,5%, 2109m). Surowy krajobraz zboczy Izoard będzie budował dodatkową dramaturgię, miejmy nadzieję, że zawodnicy staną na wysokości zadania i stworzą porywające widowisko. To ciężki etap, długie podjazdy i duże wysokości, do tego końcówka Touru, zatem szansa na atak. Równocześnie mocna drużyna dobrze dysponowanego lidera powinna poradzić sobie z kontrolą sytuacji. Wszystko w nogach kolarzy!

    Przed ekran proponuję zasiąść ok 100km przed metą.

    21.07, piątek, Embrun – Salon de Provence, 225km.

    Wyjazd z Alp, długi etap i końcówka wyścigu. Dla fanów oglądania uciekających kolarzy. Choć mówią, że może być wiatr, wtedy coś ciekawego może się wydarzyć.

    22.07, sobota, 22,5km czasówka ulicami Marsylii

    Zależnie od przebiegu wyścigu to może być albo pasjonująca pogoń za mającymi przewagę ?góralami? albo formalność dla pewnego swojej pozycji lidera. W letnie popołudnie nikt nie każde Wam oglądać czasówki, ale jeśli sytuacja w ?generalce? będzie niepewna, wtedy dla sportowych emocji warto sprawdzić godziny startów najważniejszych postaci i poświęcić kilkadziesiąt minut na obejrzenie tego etapu.

    23.07, niedziela. Szampan na Polach Elizejskich

    Nie dajcie się zwieść. Jeśli gdzieś jest ?świątynia sprintu? to na Polach Elizejskich w finałowym dniu Tour de France. Po tradycyjnej lampce szampana, zaprezentowaniu customowych strojów i rowerów, kolarze przystąpią do ścigania na kilku ostatnich rundach ulicami Paryża. Zwycięzcę wyścigu poznamy dzień wcześniej, ale na premii lotnej i mecie do przyznania będą punkty cenne w kontekście walki o zieloną koszulkę.

    Co ważne, od kilku lat ten etap kończy się wieczorem, przy innym świetle, ze słońcem będącym nieco niżej, co daje piękny efekt na ekranach. Niedzielny wieczór warto więc spędzić podsumowując i wspominając kończący się Tour de France 2017.