Tag: Tour de France

  • Tour de France 2021 – daily vlogi#1

    Tour de France 2021 – daily vlogi#1

    Codziennie wieczorem po etapie Tour de France komentuję dla Was najważniejsze wydarzenia na Wielkiej Pętli. Zobaczcie podsumowanie pierwszego tygodnia wyścigu.

    Pierwszy dzień przerwy

    Etap 9. Wygrana i awans O’Connora. Pogacar wciąż najmocniejszy.

    Etap 8. Pogacar pozamiatał.

    Etap 7. Wygrana Mohorica, MVDP się broni, kryzys Roglica.

    Etap 6. Cavendish ściga Merckxa

    Etap 5. Pogacar znowu to zrobił!

    Etap 4. Wygrana Cavendisha pokazuje, dlaczego oglądamy kolarstwo!

    Etap 3. Merlier wygrywa po dramatach Roglica i Ewana.

    Etap 2. Brawurowy van der Poel spełnia marzenia.

    Etap 1. Alaphilippe daje pokaz mocy i charyzmy.

    Kto wygra Tour de France 2021?

    Jeśli chcecie być na bieżąco z wydarzeniami w kolarstwie zawodowym, serdecznie zapraszam do subskrybcji mojego kanału na youtube. Natomiast jeśli preferujecie korzystanie z podcastów, te same treści są również dostępne na anchor.fmspotifyapple podcastgoogle podcastbreaker lub overcast.

  • Tour de France 2021, czyli milion historii

    Tour de France 2021, czyli milion historii

    Król jest jeden. Tour de France to najważniejszy wyścig w sezonie, czy tego chcecie, czy nie. Wielka Pętla 2021 zapowiada się imponująco ze względu na mnogość historii, które ma dla nas przygotowane. 

    Embed from Getty Images

    Moc Tour de France

    Giro jest piękne, Vuelta nieprzewidywalna, wiosenne klasyki ekscytujące. Ale tylko Tour de France gromadzi na starcie wszystkich. I wszyscy są tam w najwyższej dyspozycji. 

    Teoretycznie lista startowa Tour de France co roku jest imponująca, jednak tym razem skład peletonu, który 26.06 wyruszy z Brestu przerasta najśmielsze oczekiwania. 

    I nie chodzi tylko o faworytów klasyfikacji generalnej. W każdej ze specjalności, na każdym typie etapu, na każdej premii i w każdej ucieczce będzie nie kilku, nie kilkunastu a kilkudziesięciu chętnych by zabłysnąć, zdobyć punkty, wygrać po prostu cokolwiek. 

    Jeśli przygotowując się do innych wyścigów wybieramy faworytów z perspektywy dni lub tygodni, Wielka Pętla jest imprezą, której narracja pisana jest latami. 

    Embed from Getty Images

    Cały świat kontra Słowenia

    Patrząc na pretendentów do żółtej koszulki, Tadej Pogacar jest obrońcą tytułu, natomiast jeśli wygra po raz drugi, będzie to zupełnie inny triumf niż w sezonie 2020. Drużyna UAE i sam Pogacar startuje z innej pozycji a jako faworyci będą pod ciągłą obserwacją rywali, którzy będą oczekiwali, że pomocnicy młodego Słoweńca wezmą na siebie odpowiedzialność za kontrolowanie peletonu i nadawanie tempa. 

    Z kolei rodak Pogacara, Primoz Roglic pomny doświadczeń z zeszłego roku ewidentnie inaczej rozkłada siły. Od Liege-Bastogne-Liege nie ścigał się ani raz, chcąc prawdopodobnie być najmocniejszym w ostatniej części Tour de France.  

    Dotychczasowe Próby zdominowania peletonu w stylu drużyny Ineos przyniosły ekipie Jumbo-Visma tyle samo zwycięstw co porażek. Spektakularna jazda w pandemicznym sezonie 2020 na Criterium du Dauphine, Tour de France czy już w 2021 na Paryż-Nicea, eksploatująca zarówno samego Roglica jak i jego pomocników owocowała bolesnymi przegranymi. Czego zatem spróbują tym razem by doprowadzić swojego lidera to wymarzonego triumfu w Tour de France?

    O ile niemal wszyscy eksperci stawiają na któregoś ze Słoweńców, zespół Ineos-Grenadiers to prawdopodobnie najsilniejszy zespół bez najsilniejszego lidera. Jeśli pomysł “trójzębu” ekipy Movistar wydawał się komuś karkołomny, to “kwadrat” Ineosu brzmi jak czyste szaleństwo. 

    Geraint Thomas, mający na swoim koncie nie tylko zwycięstwo i drugie miejsce w TdF ale też znakomity sezon 2021 oraz dwie długie czasówki, będący w znakomitej dyspozycji Carapaz, oddany i doświadczony Porte oraz mający wielki potencjał Geoghegan Hart będą mieli jednak do dyspozycji zaledwie czterech pomocników.

    Tymczasem Pogacarowi oddanych będzie siedmiu a Roglicowi, zależnie od etapu, siedmiu lub sześciu ludzi (swoje ambicje w pierwszych dniach realizować ma Wout van Aert). 

    Jeśli wspomniałem Movistar, to mamy Enrica Masa, doświadczonego Valverde, ale też błyskotliwego Miguela Angela Lopeza. A do tego wiele napięć, konfliktów i rywalizacji ego. 

    Julian Alaphilippe zrezygnował z Tokio, być może po to, by spróbować powalczyć w klasyfikacji generalnej Touru (są tylko trzy górskie finisze), jednak Deceunink – Quick Step jak zawsze będzie łapać wiele srok za ogon, zatem mistrz świata w kluczowych momentach pojedzie sam. 

    Rigoberto Uran, David Gaudu, Wilco Kelderman, Emmanuel Buchmann, Patrick Konrad, Guillaume Martin, Bauke Mollema, Lucas Hamilton, Louis Meintjens, Michael Woods, Jakob Fuglsang, Wout Poels, Jack Haig, Simon Yates czy Nairo Quintana to tylko największe gwiazdy, które będą próbowały zmieścić się w top10 klasyfikacji generalnej. 

    A to nie jest “wyliczanka” potencjalnych pretendentów o znanych nazwiskach, tylko uznanych kolarzy będących w wysokiej dyspozycji, z których każdy ma jakąś historię, karierę a dobry występ w Tourze jest dla nich najważniejszym celem. 

    Stąd też ci z ekspertów i fanów, którzy chcą przyznawać tradycyjne “gwiazdki” kolarzom, którzy mogą coś ugrać w tegorocznej Wielkiej Pętli musieliby rzeczonych gwiazdek przyznać ze trzydzieści. 

    A pamiętajmy, że na Tourze “generalka” to tylko część narracji. 

    Embed from Getty Images

    Kto przetrwa pierwszy tydzień?

    Pierwsze dwa a realnie trzy dni w Bretanii to teren dla kolarzy klasycznych. I wielkiej konfrontacji Van de Poela, van Aerta, Alaphilippe’a i Sagana. Gdy faworyci “generalki” będą w wielkim napięciu pokonywać kolejne zakręty i wzgórza uważając, by nie leżeć w kraksie, zwycięzcy monumentów zaprezentują nam zwierzęcą moc, dynamikę i agresję. 

    Jeśli regularnie wspominam, że obecnie obserwujemy “złoty wiek kolarstwa”, to rywalizacja czterech mistrzów świata (z szosy i przełajów) o zwycięstwa etapowe i żółtą koszulkę w pierwszej fazie Tour de France zapowiada się jako jeden z najjaśniejszych punktów sezonu. A nie zapominajmy, że w świetnej formie jest ostatnio choćby Sonny Colbrelli, plus z niektórymi górkami dobrze potrafią sobie radzić również Demare, Bouhanni, Laporte, Stuyven i Caleb Ewan.

    Co ważne, to pierwszy Tour od lat, gdy Peter Sagan będzie występował w nieco innej roli. 

    Wszystkie oczy będą bowiem skierowane na Matieu van der Poela, który po pierwsze wprost zadeklarował, że chce w otwierających dniach Touru zdobyć żółtą koszulkę by uhonorować swojego dziadka, Raymonda Poulidora. 

    Po drugie, w tym sezonie wielokrotnie dominował na dynamicznych finiszach, jeździ odważnie i dzieli oraz rządzi w peletonie. 

    A po trzecie, prawdopodobnie wycofa się wcześniej, ponieważ musi przesiąść się na rower górski by powalczyć o medal Igrzysk w Tokio. 

    Z kolei Sagan myślami pewnie jest już u nowego pracodawcy, drużyna Bory ma bardzo mocny, ale nakierowany na wiele celów skład i nie wiadomo, czy bardziej marzy o wygranej etapowej czy o ósmej zielonej koszulce. By tę zdobyć, będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości. 

    Bo choć jest w tym roku w dobrej dyspozycji (czwarte miejsce w Mediolan-Sanremo tuż po przechorowanym covidzie, do tego wygrane etapowe w Katalonii, Romandii i Giro d’Italia oraz mistrzostwo kraju), trasa tegorocznego Touru daje wiele szans bardziej klasycznym sprinterom, zatem by stawić czoła Ewanowi czy Demare w klasyfikacji punktowej niezbędna będzie walka na premiach i skuteczna jazda w górzystym terenie. 

    A to nie jedyni topowi specjaliści finiszowania z dużej grupy, bo wyżej wspomniałem już choćby Bouhanniego, a jest jeszcze przecież Greipel, Philipsen, Merlier, Pedersen, Coquard, Laporte oraz… Mark Cavendish, który niespodziewanie, acz w dobrej formie wraca do peletonu TdF. 

    Embed from Getty Images

    Powrót legend

    Obecność Cavendisha to jedno z większych wzruszeń. Gdy wydawało się, że Brytyjczyk będzie już kończył karierę, wrócił do gry wygrywając etapy w Turcji i Belgii. I choć w Wielkiej Pętli jedzie, ponieważ ze startu zrezygnował Sam Bennett, determinacja, pasja i miłość do roweru, jaką pokazał Cav w ostatnich miesiącach sprawiają, że ten zaskakujący comeback jest jedną z piękniejszych historii jeszcze przed wyruszeniem karawany Touru na francuskie szosy. 

    W tym miejscu nie mogę oczywiście pominąć innego weterana po przejściach, czyli Chrisa Froome’a. Dla czterokrotnego zwycięzcy już sam start jest sukcesem. Po kontuzji dwa lata temu wciąż nie doszedł do dawnej dyspozycji. Może być też tak, że nawet w dobrej formie nie byłby w stanie nadążać za najlepszymi kolarzami AD 2021. 

    Natomiast trzeba pamiętać, że z wygranymi siedmioma wielkimi tourami jest żywą legendą kolarstwa a także jednym z tych zawodników, którzy sposobem jazdy mocno wpłynęli na obecny wygląd tego sportu. Bez względu na to, czy tegoroczny Tour de France to łabędzi śpiew, runda honorowa czy kolejny krok w powrocie do formy, jego obecność w peletonie jest ważnym wydarzeniem. 

    Teoretycznie, gdyby nie ciągłe kłopoty z utrzymaniem tempa, trasa Wielkiej Pętli 2021 mogłaby Froome’owi sprzyjać. 

    Embed from Getty Images

    Tour jak za dawnych lat

    Jak co roku Tour de France znajduje wielu krytyków, sugerujących, że runda wokół Francji zapowiada się nudno, natomiast uważam, że tegoroczna propozycja organizatorów wygląda interesująco. 

    Po pierwsze w końcu mamy większą liczbę kilometrów jazdy na czas. 27,2km piątego dnia ułoży klasyfikację generalną a 30,8km po przejechaniu wszystkich gór daje szansę na emocje do ostatnich chwil wyścigu. 

    Po drugie, pierwsze dni w Bretanii to będzie petarda. Spodziewajcie się, że przynajmniej kilku faworytów jeszcze przed pierwszą czasówką albo w ogóle wypadnie albo straci tyle czasu, by skupić się jedynie na wygranych etapowych. 

    Przyciągający pecha niczym piorunochron Thomas, nieościgany od kwartału Roglilc czy zwyczajowo narwany Lopez powinni podejść do otwarcia Touru ze szczególną uwagą. Tym bardziej, że w obliczu walczących jak wściekli o etapy klasykowców nikt nie będzie miał sentymentów by czekać czy zwalniać. 

    Po trzecie jak zawsze na Tourze znaczenie będzie miała siła drużyny. Nie tylko na górkach i wietrze, ale też na właściwych etapach górskich, w tym na dwukrotnym przejeździe przez Mont Ventoux. 

    Spora część najbardziej wymagających odcinków kończy się bowiem zjazdami, zatem dobrzy technicznie, superpomocnicy, którzy przeprowadzą faworytów z ostatnich szczytów do mety będą bezcenni. 

    Wreszcie finisze na podjazdach. Przez to że najmocniejsi górale będa mieli do dyspozycji tylko Tignes, ciężką Col du Portet i Luz Ardiden poprzedzone Tourmalet, muszą tam atakować. Kto będzie czekał, ten przegra, zatem spodziewajcie się fajerwerków.

    W teorii nie ma hardcorowych odcinków znanych z Giro czy Vuelty. Jest za to balans między jazdą na czas, jazdą w górach, na wietrze i w bardziej skomplikowanym, “nerwowym” terenie. 

    Poniekąd tęskniłem za takim, właśnie zbalansowanym, wielkim tourem, nieco w starym stylu. 

    Czy brak finiszu na Mont Ventoux to rozmienianie legendy tej góry na drobne? Niekoniecznie. Na szczycie różnice często bywają znaczne a 22 kilometry zjazdu do mety wcale nie muszę ich zniwelować. Podobnie ma się sprawa z etapem w Andorze. 

    Ważne jest to, że układ trasy zakłada pewien brak nudy. Nigdy nie ma więcej niż dwóch płaskich etapów z rzędu, z drugiej strony rywalizacja sprinterów, uciekinierów i klasykowców o punkty i zwycięstwa etapowe będzie możliwa w każdym z trzech tygodni wyścigu. 

    Biorąc pod uwagę, że reprezentantów każdej ze specjalności jest tak wielu, można spodziewać się więc ostrego ścigania każdego dnia. 

    “Niezałatwione sprawy” z Tourem mają obecne na starcie gwiazdy wielkiego formatu, zapewne też jak co roku Wielka Pętla wykreuje nowych bohaterów, których kariera dopiero nabierze rozpędu jak choćby Marka Hirshiego rok temu. 

    Embed from Getty Images

    Czy padną rekordy?

    Na koniec wreszcie zostawiam sprawę poziomu sportowego, który w kolejnych sezonach rośnie a ostatnio jest imponujący niemal w każdym rozgrywanym wyścigu. Podczas kolejnych imprez albo padają rekordy tempa podjeżdżania albo najszybsi zawodnicy zbliżają się do osiągnięć z początku XXIw. 

    Przyczyn jest wiele i jest to materiał do osobnej analizy, natomiast, co zasygnalizowałem już nieco wyżej, niewykluczone, że Chris Froome nawet bez problemów ze zdrowiem miałby problem z dotrzymaniem kroku najlepszym obecnie góralom. Potwierdza to poniekąd Vincenzo Nibali, deklarując że regularnie generuje moc lepszą niż w latach, gdy odnosił swoje największe sukcesy a i tak “puszcza koło” młodszym rywalom.

    Pamiętajcie, że zawsze liczy się szerszy kontekst: umiejscowienie podjazdów na trasie, faza wyścigu, jego wcześniejszy przebieg i pogoda. 

    W tym roku będziemy jednak mieli kilka testów, które były rozgrywane wielokrotnie i są dobrze zmierzone: Mont Ventoux (choć wyjątkowo poprzedzony wspinaczką z innej strony), Tourmalet, Luz Ardiden, Colombiere, Portet d’Aspet, Peyresourde czy Saint Lary Soulan przyniosą wiele danych, których porównanie podpowie, czy np. Julian Alaphilippe będzie mógł się liczyć w grze o podium w Paryżu, w jakiej formie jest Geraint Thomas i czy Tadej Pogacar, wciąż bardzo młody, jeszcze się rozwinął. A także czy odpoczywający po Giro Egan Bernal mógłby liczyć się w tej stawce. 


    Dodajmy do tego jeszcze kolejne, ekscytujące premiery nowych modeli rowerów, kasków, projekty strojów i okazuje się, że Tour de France 2021 jest wydarzeniem totalnym, które przykrywa swoją wielkością nie tylko każdy inny wyścig kolarski, ale i wiele innych eventów nie tylko w świecie wyczynowego sportu, ale i rozrywki w ogóle. 

    To będą wspaniałe trzy tygodnie. Zapraszam Was do wspólnego śledzenia Tour de France. Zachęcam do obserwowania mojego konta na Twitterze, subskrybcji kanału na youtube, gdzie codziennie wieczorem będzie czekał komentarz do wydarzeń na kolejnych etapach, podcastów na popularnych platformach a także wciąż facebooka

  • Kto wygra Tour de France 2020 i dlaczego?

    Kto wygra Tour de France 2020 i dlaczego?

    Ineos Grenadiers kontra Jumbo – Visma. Przy sile ognia tych dwóch latających fortec pozostałe drużyny i ich liderzy pozostają nieco w cieniu, ale to nie znaczy, że w kluczowych momentach nie przejmą inicjatywy i nie powalczą o żółtą koszulkę.

     

    27/08/2020 – Tour de France 2020 – Presentation des equipes a Nice – Groupama – FDJ, fot. materiały prasowe ASO

    Marzenie Francuzów

    Gospodarze czekają na zwycięstwo w swoim domowym wyścigu od 1985r. W drugiej dekadzie XXIw Francuzi doczekali się przynajmniej dwóch reprezentantów, którzy byli bliżej wygranej niż Virenque i Morreau w “erze epo”.

    Artysta Bardet i uniwersalny żołnierz Pinot pokazywali już, że są w stanie przełamać dominację zespołu Ineos (wcześniej Sky), ale brakowało im niezawodności. 

    Bardet za słabo jeździł na czas a Pinot gdy był realnie najmocniejszym kolarzem Wielkiej Pętli musiał wycofać się z powodu kontuzji. 

    Z myślą o idolach Francji, znakomicie czujących się w górzystym terenie, organizatorzy przygotowali z jednej strony trasę bardzo ciężką i marginalizującą znaczenie czasówki a równocześnie unikającą dużych wysokości sprzyjających rywalom z Ameryki Południowej.

    Powyżej 2000m n.p.m. peleton znajdzie się tylko na jednym etapie i to zaledwie na chwilę. Na odcinku numer 17 kolarze zafiniszują w Meribel na wysokości 2304m. 

    O ile wygląda na to, że pomysły Bardeta na pokonanie Ineos się skończyły (po tym sezonie przechodzi do Sunwebu, przed startem zdejmuje z siebie presję twierdząc, że chce tylko walczyć o zwycięstwa etapowe), o tyle Pinot ma pełne wsparcie drużyny FDJ, jest w dobrej formie a do tego wie, że może być szybszy pod górę niż Egan Bernal. 

    Każdy dzień to nowa szansa

    Często Tour de France daje kolarzom okazję do złapania wyścigowego rytmu, nabranie rozpędu i dojście do optymalnej dyspozycji po kilku etapach. 

    W tym roku nie tylko zawody rozgrywane są z mniejszą liczbą dni wyścigowych w nogach (ok. 20 w miejsce często spotykanych 40), to jeszcze odstęp między głównymi testami (w tym roku było to de facto tylko Criterium du Dauphine) a startem docelowym jest mniejszy, zaledwie dwutygodniowy.

    Co więcej, już pierwsze dwa dni to solidny sprawdzian w górach na trasach znanych z finału Paryż-Nicea a finisz na podjeździe i to pierwszej kategorii zaplanowany już na etap numer cztery.

    Dodatkowo peleton dwukrotnie zmierzy się z nieprzewidywalnym terenem Masywu Centralnego, zarówno przed jak i po Pirenejach.

    Etapem decydującym wcale nie musi być ten wspomniany z podjazdami Col de la Madeleine i Meribel a wcześniejszy, jurajski (numer 15.) ze stromym finiszem na Grand Colombiere a także wymagającym zjazdem z Col de la Biche (to właśnie presja, jaką w tamtej okolicy na rywalach wywarł zespół Ag2r zaowocowała dramatycznymi upadkami Gerainta Thomasa, Richiego Porte i Rafała Majki w 2017r).

    A to oznacza, że możliwe są różnego rodzaju zagrywki taktyczne. Wyścig ma szansę wygrać nie tylko kolarz najmocniejszy, ale też podejmujący największe ryzyko. Miguel Angel Lopez, Tadej Pogacar, Mikel Landa, Emanuel Buhmann, Nairo Quintana, Guillaume Martin, Adam Yates, kolarze Movistaru (Mas, Valverde, Soler), Bauke Mollema i Richie Porte, Daniel Martiznez czy Rigoberto Uran wcale nie stoją na straconej pozycji. 

    27/08/2020 – Tour de France 2020 – Presentation des equipes a Nice – Ineos Grenadiers (IGD), fot. materiały prasowe ASO

    Pojedynek wagi ciężkiej

    Choć w latach ubiegłych drużyna Movistar próbowała swoich sił ze składem pełnym gwiazd, nikt jeszcze nie rzucił takiego wyzwania ekipie Ineos jak teraz robi to Jumbo – Visma. Nie tylko dlatego, że Primoz Rogic i Tom Dumoulin to równorzędni rywale dla Egana Bernala i Richara Carapaza. Holenderski team to pierwsza ekipa w czasach dominacji Brailsforda, która poszła tą samą drogą co Brytyjczycy. Jumbo – Visma przywozi do Francji skład, którego każdy z członków mógłby być liderem innego zespołu a przez trzy tygodnie będzie wspólnie rywalizował z dream teamem Ineosu poświęcając indywidualne ambicje dla wspólnego, wyższego dobra. 

    Tour de l’Ain i Criterum du Dauphine pokazały, że siła ognia Jumbo Visma jest nawet większa od tego, co prezentowali Grenadierzy. Co prawda to było kilka tygodni temu a Tour zaczyna się teraz, jednak ostatnie lata pokazały, że wcześniejszy szczyt formy nie musi oznaczać słabości na Wielkiej Pętli. Podobnie jak nieco słabsza postawa kilkanaście dni przed TdF może świadczyć o tym, że najwyższa sprawność dopiero nadejdzie. 

    Michał Kwiatowski, Dylan van Baarle, Luke Rowe, Andrey Amador, Jonathan Castroviejo i Pavel Sivakow będą robić wszystko, by pokonać rywali w żółto-czarnych koszulkach. George Bennett, Wout Van Aert, Tony Martin, Robert Gesink, Amund Grondahl Jansen i rewelacyjny Sepp Kuus to prawdopodobnie najsilniejsi pomocnicy, z jakimi przyszło mierzyć się pociągowi Ineos. Pokuszę się o stwierdzenie, że tak mocnych konkurentów nie miały ani zespoły Lance’a Armstronga ani Miguela Induraina. 

    Szansa na przełamanie brytyjskiej hegemonii jest więc tym razem większa niż kiedykolwiek wcześniej. 

    To powoduje daleko idące konsekwencje. Przy kilku niezmiernie silnych ekipach, maleją szanse na powodzenie ucieczek. Może się też okazać, że mimo wielkich oczekiwań, wyścig będzie rozgrywany defensywnie, z nastawieniem na wyniszczenie rywali a nie rozstrzygnięcie śmiałym atakiem. Przy tak wyrównanej stawce odjechanie nadającym mordercze tempo konkurentom może być zwyczajnie niemożliwe. 

    Dla kibiców scenariusz – marzenie to nieustająca wojna, podobna do tej, którą na Giro d’Italia 2015 prowadziły drużyny Tinkoff-Saxo i Astana. Dla kolarzy jadących w peletonie tegorocznej Wielkiej Pętli byłby to koszmar i prawdopodobnie najcięższy wyścig w życiu.

    27/08/2020 – Tour de France 2020 – Presentation des equipes a Nice – Bora – Hansgrohe, fot. materiały prasowe ASO

    A co z zieloną koszulką?

    Stuprocentowi sprinterzy będą mieli w tym roku w porywach sześć okazji do sprawdzenia swoich możliwości. A to oznacza, że rywalizacja o zieloną koszulkę i prowadzenie w klasyfikacji punktowej rozegra się między Peterem Saganem a… trudno stwierdzić kim. 

    Nawet, jeśli Słowak póki co w tym sezonie nie błyszczał, konsekwencja, determinacja, czołowe lokaty na płaskich oraz lekko górzystych etapach oraz kilka lotnych premii na etapach górskich powinny dać mu ósme zwycięstwo w drugiej, najważniejszej klasyfikacji touru. 

    Najszybszym sprinterem w stawce jest teoretycznie Caleb Ewan, w dobrej dyspozycji są też Niccolo Bonifazio i Giacomo Nizzolo. 

    Trzeba też powiedzieć, że przy takim układzie trasy, finisze z peletonu będą nie tylko miłą odmianą, ale wręcz wyczekiwanym punktem programu. 

    Z kolei biorąc pod uwagę przewidywany przebieg rywalizacji i ostre ściganie Grenadierów z Jumbo – Visma całkiem prawdopodobne jest, że koszulka najlepszego górala trafi w ręce jednego z zawodników walczących o czołową lokatę w klasyfikacji generalnej. 

    Zatem kto wygra 107. Tour de France?

    Bukmacherzy wskazują na Egana Bernala. W drugiej kolejności największe szanse ma Primoz Roglic, dalej Tom Dumoulin, Thibaut Pinot, Tadej Pogacar i Richard Carapaz. 

    Stosunkowo niskie notowania mają Buchmann, Landa czy Miguel Angel Lopez.

    Nie wiemy też, czy informacje o kontuzjach i np. wcześniejsze wycofywanie się z Criterium du Dauphine były efektem licznych kraks, w których leżeli niemal wszyscy czy zaplanowanej wcześniej taktyki. Może się bowiem okazać, że pozornie niegroźne otarcia były realnie poważnymi stłuczeniami uniemożliwiającymi skuteczny trening w dniach bezpośrednio poprzedzających Tour.

    Na koniec wreszcie znaczenie będzie odgrywała pandemia z groźbą relagacji z wyścigu po przekroczeniu dozwolonej liczby dwóch pozytywnych przypadków Covid-19 w drużynie.

    W imię zasady “bij mistrza” i chcąc obejrzeć najciekawszy i najbardziej zaskakujący Tour de France XXIw chciałbym zobaczyć podium, na którym staną Thibaut Pinot, Tom Dumoulin i Emanuel Buhmann. Ale szansa na takie rozstrzygnięcie jest minimalna. 

    Najlepsze opisy trasy wraz ze szczególami zasad w poszczególnych klasyfikacjach znajdziecie tutaj:

    Natomiast kompletną listę startową na Pro Cycling Stats https://www.procyclingstats.com/race/tour-de-france/2020/startlist

  • Kto ośmieli się narzekać na Tour?

    Kto ośmieli się narzekać na Tour?

    Zaskakująca, ambitna i bezkompromisowa trasa. Na starcie creme de la creme światowego kolarstwa. Wyczekiwany, pierwszy i być może jedyny wielki tour sezonu 2020. Czy w tym roku ktoś ośmieli się narzekać na Tour de France?

    Wielka Pętla jest wielka, bo jest wielka i jest pętlą. Swoim patosem przytłacza wszystkie inne wydarzenia w kolarskim kalendarzu. Właściciel, czyli A.S.O, jako jeden z nielicznych w tym, sporcie był w stanie zbudować nie tylko historię, legendę i kult, ale także światową markę konkurencyjną na rynku sponsorów i mediów. 

    Dla postronnych, Tour de France to synonim kolarstwa, tak jak Spotify czy Netflix streamingu a Kindle czytnika książek. Miałem coś wspomnieć o walkmanie i adidasach, ale wyszedłbym na starca ;)

    Firmy decydujące się wesprzeć finansowo grupy zawodowe wiedzą, że większość zwrotu z takiej inwestycji dostaną w lipcu, ponieważ wtedy właśnie media na całym świecie piszą i mówią o sporcie rowerowym. Giro może być piękne, Vuelta mordercza a Paryż-Roubaix szalone, lecz tak naprawdę liczy się tylko Tour. W sezonie 2020 rozgrywany w większości we wrześniu, co zaburza wiele planów, nie tylko treningowych. Wspomnę w tym miejscu choćby branżę rowerową, która co roku planuje prezentacje nowych modeli właśnie przy okazji TdF.

    To wyścig inny niż wszystkie, którego nikt nie traktuje treningowo. Nie można jechać do Francji po to, by budować tam formę na inne imprezy. Jeśli nie jesteś w odpowiedniej dyspozycji, nie załapiesz się do składu, nawet jeżeli w niedalekiej przeszłości stałeś na podium w Paryżu odziany w żółtą koszulkę.

    Gdy na innych zawodach o wygraną w sprincie walczy dwóch, trzech, może sześciu kolarzy, na Tourze jest ich dwudziestu. Do ucieczki faktycznie chce zabrać się pół peletonu a druga połowa robi wszystko, by do tego nie dopuścić. Nieistotna różnica w lokatach poza podium klasyfikacji generalnej, na Tourze potrafi mieć kolosalne znaczenie. Tour to bowiem jedna z najchętniej oglądanych imprez sportowych na świecie, zatem każda minuta na ekranach milionów widzów ma wymierną wartość. 

    Niektórzy koneserzy dostrzegają jednak mankamenty tak wielkiej presji ciążącej na wszystkich związanych z francuskim wyścigiem. Trasa najczęściej ma klasyczny charakter co powoduje przewidywalność rywalizacji. Po pierwszych rozstrzygnięciach kolarze zaczynają bronić pozycji, unikając ryzyka w imię zasady, że lepiej wrócić z Touru z czymkolwiek niż z niczym. Bohaterowie Wielkiej Pętli, choć to tak samo dobrzy kolarze jak ci z Giro czy Vuelty stawiani są w hierarchii wyżej a nawet etapowy sukces we Francji potrafi zmienić w karierze więcej niż lata solidnej jazdy na innych imprezach. 

    Tym razem może być jednak inaczej. Trasa, zaplanowana jeszcze przed pandemią zmusi zawodników do ofensywnej jazdy już pierwszego dnia wokół Nicei. Pierwszy finisz na podjeździe (i to na premii pierwszej kategorii!) zobaczymy już czwartego dnia a w sumie 14 z 21 odcinków jest górska lub górzysta. Nawet jedyna czasówka kończy się na stromym podjeździe (La Planche des Belles Filles). A to powoduje, że okazji do ataku lub kryzysu zawodnicy dostaną bez liku.

    Dominujący przez ostatnich osiem lat brytyjski zespół Sky/Ineos/Grenadier ma w końcu równorzędnego rywala. Holendrzy z Jumbo – Visma przywożą do Francji dream team mogący przełamać hegemonię Dave’a Brailsforda, co potwierdzały niedawne testy na mniejszych wyścigach. Do tego ochotę na żółtą koszulkę ma grono nie tyle pretendentów, co topowych kolarzy, którzy udowadniali w niedalekiej przeszłości, że potrafią wygrywać nie tylko w innych, ważnych imprezach, ale też po prostu w bezpośredniej rywalizacji z kolarzami zespołu Ineos. 

    Wcześniejsi dominatorzy niezmiernie rzadko (a może w ogóle?) miewali tak mocnych rywali. 

    Zwycięzcy Touru i Giro z Ineos (Bernal i Carapaz) Jumbo – Visma przeciwstawia zwycięzców Vuelty i Giro (Roglica i Dumoulina) a cała lista startowa zwyczajnie powala na kolana. 

    Biorąc pod uwagę deficyt etapów sprinterskich, można spodziewać się niezwykle wyrównanej rywalizacji zarówno na finiszach z peletonu jak i o zieloną koszulkę w klasyfikacji punktowej. 

    W połączeniu z niewielką liczbą dni startowych, ogromną presją i niepewnością związanymi z sytuacją pandemii (dwa pozytywne wyniki testu na Covid powodują wycofanie drużyny z wyścigu, nie wiadomo też, czy kolejne imprezy będą rozgrywane bez przeszkód) i kryzysu finansowego (drużyny i sami kolarze muszą walczyć o kontrakty) nikt nie będzie odpuszczał czy szedł na kompromisy.

    Ten Tour zapowiadał się jako najciekawszy od lat jeszcze przed pandemią a skomplikowana sytuacja higieniczna sprawia, że głodni kolarskich emocji nastawiamy się na wyjątkowe widowisko. A to oczywiście oznacza, że tak wyśrubowane oczekiwania będzie bardzo łatwo zawieść. 

    Mam nadzieję, że na ile to możliwe, o zwycięstwie zadecyduje sportowa rywalizacja. Bark w bark, bez problemów w rodzaju poważnych kraks, kontuzji, problemów z dopingiem a także z koronawirusem. 

    Wyścig będzie relacjonowany w inny sposób niż dotychczas. Dziennikarzom zmniejszony zostanie dostęp do zawodników a konferencje prasowe odbędą się online. To z kolei spowoduje, że trudniej będzie nam oddzielić fakty od opinii, a także sprawi, że będziemy skazani na oficjalne komunikaty drużyn i zawodników oraz ich aktywność w mediach społecznościowych. Na koniec wreszcie, będzie to Tour de France bez całujących kolarzy hostess na podium. Trofea, kwiaty i maskotki będzie wręczał jeden przedstawiciel lokalnych władz, jeden reprezentant sponsora oraz “hostessa i host” w strojach, które można uznać za biznesowe czy też smart casual. 

    Tour de France 2020 łamie więc wiele stereotypów i zapowiada się jako impreza wyjątkowa, kto wie, może rozpoczynająca nową erę w kolarstwie zawodowym. Oby, mimo wyjątkowej sytuacji to święto sportu udało się rozegrać bez większych kłopotów. 

  • La Grand-Messe. Święty wyścig.

    La Grand-Messe. Święty wyścig.

    Tour de France z punktu widzenia francuskich emerytów, którzy spędzają wakacje na jednym z zakrętów przełęczy Izoard. W tym nietypowym, kolarskim dokumencie samego kolarstwa jest jak na lekarstwo. Ale sam “Święty wyścig” jest obrazem po prostu uroczym.

    Poznajemy kilkoro kibiców, którzy co roku parkują swoje kampery na jednym z podjazdów przy trasie Wielkiej Pętli. Nie przyjeżdżają tam dzień przed wyścigiem, o nie. 

    Ci sympatyczni starsi państwo w swoich mobilnych domach przez niema, dwa tygodnie mieszkają na wysokości powyżej 2m n.p.m., kilka kilometrów przed metą 18. etapu Tour de France 2017.

    Twórcy dokumentu, Méryl Fortunat-Rossi i Valéry Rosier są z nimi cały ten czas, towarzyszą w codziennych czynnościach: poszukiwaniu sygnału tv, gotowaniu, spacerach i oczywiście niewielkich imprezach przy muzyce. 

    Sam wyścig jest bardzo odległym tłem. Nasi bohaterowie mają już swoje lata i swoje przeżyli, ale mimo lepszych i gorszych chwil, co roku przyjeżdżają na Tour by w ten sposób spędzić urlop. 

    I właściwie to tyle. Nic mniej, nic więcej a mimo to “Święty wyścig” jest na swój sposób uroczy i optymistyczny.

    Tour de France to jedna z największych imprez sportowych na świecie i najchętniej oglądana na żywo. “Na arenie”, czyli po prostu przy francuskich szosach co roku walczących o sławę kolarzy dopingują miliony ludzi. 

    Ten skromny dokument nie komentuje patosu wyścigu, nie szuka też przyczyn kulturowego fenomenu, jakim jest „Wielka Pętla”. Za to pokazuje jego fragment: ludzi, którzy tak samo jak Froome czy Bardet tworzą to unikatowe święto. 

    “Święty wyścig”, La Grand-Messe


    Belgia 2018
    70 minut
    W czerwcu 2020 film obejrzałem w HBO Go

  • Tour de France 2019 – pierwszy dzień przerwy

    Tour de France 2019 – pierwszy dzień przerwy

    Czy w wielkich tourach, które zazwyczaj wygrywa się o minuty naprawdę liczy się każda sekunda? Póki co Tour de France 2019 rozgrywany jest tak, jakby faktycznie o losach żółtej koszulki miały rozstrzygnąć minimalne różnice.

    Tour jak Giro?

    Na twitterze oraz w codziennych podsumowaniach na youtube wspominałem już Wam, że największym komplementem dla tego touru jest stwierdzenie, że przypomina to, co zazwyczaj dzieje się mna Giro d?Italia.

    Najbliższe skojarzenia mam z ?Corsa Rosa? 2015, gdy niemal każdego dnia drużyna Astany atakowała Alberto Contadora. Dni, gdy ?nic się nie działo? praktycznie nie było.

    I tak jest też na tegorocznej ?Wielkiej Pętli?.

    Dziesięć dni, dziesięć historii

    Zaczęliśmy od sprinterskiego etapu, kilku kraks i niespodziewanego lidera. Mike Teunissen skorzystał z chaosu by zaskoczyć Petera Sagana, sięgnąć po zwycięstwo i żółtą koszulkę.

    Następnie w jeździe drużynowej jego ekipa, Jumbo – Visma wyprowadziła zaskakująco mocny cios każdemu z rywali. To był prawdziwy knock out, ponieważ lider i jego koledzy byli szybsi od drugiego Team Ineos o 20 sekund. Z kolei Ineos od dziesiątej Astany dzieliło kolejnych 21 sekund. Czyli mieliśmy kolarzy holenderskiego zespołu i całą resztę.

    Trzeciego dnia Teunissen stracił prowadzenie na rzecz jadącego w końcówce ? bloc Juliana Alaphilippe?a. I niby to było spodziewane, bo teren sprzyjał Francuzowi, jednak styl, w jakim sięgnął on po etapowe zwycięstwo i żółtą koszulkę był imponujący. Nie tylko moc pod górę, ale też odwaga i precyzja na zjazdach wzbudziły najwyższy podziw. Warta wspomnienia jest też minimalna przewaga, jaką Egan Bernal zdobył w Épernay nad Geraintem Thomasem.

    Czwartego dnia do głosu w końcu doszli prawdziwi sprinterzy. W niezakłóconym niczym finiszu najszybszy był Elia Viviani. I nawet, jeśli nie przepadacie za płaskimi etapami, w takiej konfiguracji jak na tegorocznym Tour de France to była prawdziwa uczta dla fanów kolarstwa.

    Wjazd w Wogezy i trudniejszy teren dał upragnione zwycięstwo Peterowi Saganowi, który jedzie po rekordowy, siódmy triumf w klasyfikacji punktowej. Słowak w swoim stylu buduje przewagę niemal wszędzie, ale triumf w Colmarze sprawia, że jeśli dowiezie zieloną koszulkę do Paryża, jego sukces będzie pełnowartościowy.

    Pierwszy, poważny test w górach to etap numer sześć i ciężka przeprawa na La Planche des Belles Filles. Istotna z kilku powodów. Po pierwsze praktycznie nikt z faworytów tam nie zawiódł. Po drugie młody Giulio Ciccone odebrał żółtą koszulkę Alaphilippowi a ten z kolei znakomicie jej bronił, uciekając najlepszym góralom w peletonie. Swoją chwilę sławy dzięki etapowemu zwycięstwu zaliczył Dylan Teuns a Thomas odegrał się na Bernalu i objął prowadzenie w walce o pozycję samca alfa w Ineos.

    Chwilę oddechu peleton postanowił złapać na najdłuższym etapie tegorocznego Touru, liczącym 230km odcinku do Chalon-sur-Saône. I choć całość była dość nużąca, finałowa rozgrywka dostarczyła sporo emocji. Wygrał najszybszy sprinter w peletonie, Dylan Groenewegen. I mało kto wyobrażał sobie, by ten wyścig mógł być jeszcze lepszy dla zespołu Jumbo-Visma.

    Gdy tylko karawana Tour de France wjechała w Masyw Centralny, zaczęły się jeszcze większe emocje. Thomas de Gendt wspaniałym rajdem obronił się przed szarżującym po powrót na pozycję lidera Alaphilippem. W peletonie wywracał się Team Ineos, Michałowi Kwiatkowskiemu Pinarello rozpadło się na kawałki a Thibaut Pinot zdobył 20 sekund przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Ten etap był esencją kolarstwa i zaprezentował wszystko, co w tym sporcie najlepsze.

    Teoretycznie następny dzień miał być łatwiejszy i w zadadzie tak było, ponieważ liczna ucieczka dojechała do mety przed główną grupą. Życiowym sukces na mecie w Brioude odniósł Daryl Impey, ale także z tyłu działy się ważne rzeczy. Atakowali Romain Bardet, Richie Porte i George Bennett, po raz kolejny wywierając presję na kolarzy Team Ineos. Na posterunku był jednak Michał Kwiatkowski i jego liderzy ukończyli etap bez strat.

    Rewanż na naciskających rywalach, zwłaszcza na zespołach Education First i Groupama – FDJ zawodnicy Ineos wzięli ostatniego dnia przed przerwą. Etap do Albi był teoretycznie płaski, oferował jednak prawie 3000m przewyższenia. W połączeniu z wiatrem i skumulowanym zmęczeniem akcja Ineos oraz specjalistów wyścigów klasycznych przyniosła oczekiwany rezultat. Pinot stracił przez swoją nieuwagę więcej niż zyskał wcześniejszymi atakami a wraz z nim Uran, Porte i Bennet. Do tego Mikel Landa miał spięcie z Barguilem i również spadł w klasyfikacji. A na mecie koło Vivianiemu wystawił Wout van Aert powodując u Włocha minę, która będzie jednym z ważniejszych memów tego sezonu.

    Tramadol, ketony i świetna trasa

    Choć za nami już dziesięć dni rywalizacji, peleton jedzie praktycznie bez strat. Z rywalizacji wycofało się zaledwie pięciu kolarzy, z czego, niestety, dwóch z ekipy CCC (Patrick Bevin i Alessandro de Marchi). Z obrażeniami twarzy wyścig przedwcześnie zakończył Tejay Van Garderen (EF), do domu pojechało również dwóch zawodników Cofidisu: Laporte i Edet.

    Jedna z teorii głosi, że w peletonie jest bezpieczniej, ponieważ nasi bohaterowie nie są otumanieni tramadolem, lekiem przeciwbólowym zabronionym od tego sezonu a powszechnie nadużywanym w poprzednich latach.

    Myślę jednak, że istotny jest również układ trasy. Mimo ekscytującej rywalizacji, licznych ataków i wysokiego tempa niewiele jest momentów, gdy w grze o konkretny cel walczą wszyscy. Drużynowa czasówka oraz sporo mniejszych lub większych wzniesień ustawiły stawkę dość wcześnie, do tego mamy sprzyjającą pogodę.
    Ciekawostką jest, że na 10 etapów sześć zostało wygranych przez przedstawicieli dwóch drużyn: Jumbo-Visma zgarnęła cztery a Deceuninck – Quick-Step dwa.

    W rankingu, który dość dobrze obrazuje, kto najskuteczniej jedzie w wyścigu, czyli w rankingu nagród finansowych dobrze wypada też Lotto-Soudal oraz Bora-Hansgrohe:

    1.Team Jumbo Visma ?66,560
    2.Lotto Soudal ?53,530
    3.Deceuninck-QuickStep ?43,750
    4.Bora-hansgrohe ?32,710
    5.Bahrain Merida ?29,950
    6.Trek-Segafredo ?27,460
    7.Mitchelton Scott ?19,930
    8.Wanty Gobert Cycling Team ?18,060
    9.Team Sunweb ?14,090
    10.Team Ineos ?11,840

    13.CCC ?9970

    Oprócz poprawy bezpieczeństwa uzyskanej dzięki wyeliminowaniu nadużywania opioidów, gorącym tematem są również suplementy ketonowe. Te, legalne, ale drogie odżywki mają poprawiać gospodarkę energetyczną organizmu i tym samym wpływać na poprawę wyników. Koneserami napojów ketonowych mają być zwłaszcza zawodnicy Jumbo-Visma co ma przekładać się na ich sukcesy sportowe.

    Wirtualny odpoczynek

    Po faktycznym dniu przerwy w Albi, we środę Tour ruszy do Tuluzy. Znów nie będzie całkiem płasko a 3km przed metą przygotowano niewielki podjazd (Sagan, van Aert i Alaphilippe zacierają ręce), ale to całkiem ?miękkie? wejście w dalszą część wyścigu. Nawet, jeśli zapowiadany jest spory wiatr.

    Dalej mamy wjazd w Pireneje, ale na czwartkowym odcinku do Bagn?res-de-Bigorre nie spodziewam się fajerwerków.

    Natomiast w piątek dla zawodników przygotowano jedyną, indywidualną czasówkę. 27,2km w pofałdowanym terenie wokół Pau wprowadzi porównywalne różnice w klasyfikacji generalnej co pierwsze prawie dwa tygodnie wyścigu.

    A potem będzie już tylko ciekawiej: w sobotę finisz na słynnej przełęczy Tourmalet a w niedzielę charakterystyczny dla Pirenejów rajd przez tamtejsze, wąskie i strome szosy z metą na Prat d?Albis.

    I tyle, zaledwie pięć etapów przed kolejnym dniem odpoczynku.

    To oznacza, że w przyszły poniedziałek będziemy mówili o zupełnie innej sytuacji, i z pewnością poznamy węższe grono realnie mogące wspiąć się na podium w Paryżu.

    Dwa tuziny pretendentów, Thomas faworytem

    Z rywalizacji o żółtą koszulkę na dobre wypadł bowiem właściwie tylko Vincenzo Nibali, który ewidentnie nie odzyskał świeżości po Giro d?Italia.

    Realnie rzecz ujmując, do zajmującego 21. miejsce Mikela Landy (strata do Alaphiliippe?a 4?15? i 3?3? do Thomasa) mamy samych liderów lub współliderów drużyn. Dopiero 27. George Bennett traci ponad 11? i może być bardziej bezkarnie puszczony w ucieczkę na pierwszych, górskich etapach.

    A to oznacza, że zgodnie z przewidywaniami, mamy bardzo otwarty i wyrównany Tour.

    Nie zmienia to faktu, że mimo braku Chrisa Froome?a, kilku przygód po drodze oraz odczuwalnej i widocznej rywalizacji o pozycję numeru jeden w drużynie, poza łowcami etapów z Jumbo-Visma i Deceuninck-Quick-Step póki co najlepiej jedzie drużyna Ineos.

    Teoretycznie po czasówce to Geraint Thomas powinien stać się właścicielem żółtej koszulki i przed najtrudniejszymi, górskimi etapami mieć przewagę uprawniającą go do rozsądnej defensywy. To z kolei oznacza wymuszenie na ?góralach? kolejnych ataków do? skutku.

    Mam jednak nadzieję, że ta Wielka Pętla nas zaskoczy a zamiast dominacji ?pociągu? Team Ineos zobaczymy śmiałe szarże rywali Thomasa. W końcu ten Tour ma być lepszy niż Giro!

    Ciekawa rywalizacja zapowiada się też w walce o pozostałe koszulki. Jadący w zielonej Peter Sagan ma bezpieczną przewagę nad Matthewsem, ale nie może sobie pozwolić a chwilę nieuwagi. Giulio Ciccone pewnie nie da rady powalczyć z Bernalem i Masem o tytuł najlepszego młodzieżowca, ale atak na koszulkę w grochy i rywalizacja z duetem Lotto Soudal, czyli Wellensem i de Gendtem może być całkiem ciekawym urozmaiceniem górskich etapów.

    Będzie zatem co śledzić, do czego Was szczerze zachęcam. A jeśli wieczorami będziecie mieli chwilę czasu, zapraszam również na mój kanał youtube, gdzie codziennie wrzucam krótkie komentarze do wydarzeń na każdym z etapów.

  • Czego się spodziewać po Tour de France 2019?

    Czego się spodziewać po Tour de France 2019?

    Górzysty, bez faworyta, z wieloma wizytami na dużej wysokości. A równocześnie jak zawsze przytłaczający i wulgarny. Tour de France 2019 rozbudza wyobraźnię. Pytanie więc, czy zobaczymy pokaz fajerwerków czy może za trzy tygodnie, niemal jak co roku będziemy rozczarowani?

    Tour jak Giro?

    ?Wielka Pętla? ma w tym roku ograniczoną liczbę etapów stricte sprinterskich, spora część rywalizacji będzie się rozgrywała w terenie pagórkowatym i na mniejszych drogach. Pierwszy poważny test dla górali zobaczymy już szóstego dnia. Zaplanowany pięć finiszy na podjazdach a tam, gdzie teoretycznie powinno być łatwiej, na peleton czekają nerwowe i wymagające końcówki rodem z wiosennych klasyków.

    Co więcej siedem premii górskich usytuowanych jest powyżej 2000m n.p.m. a przynajmniej trzy etapy, choć kończą się zjazdami, mają potencjał na dokonanie selekcji podobnej jak te z metą na wzniesieniach. Do tego dostajemy belgijskie bruki na inaugurację zmagań w Brukseli i szuter na przedłużonym La Planche des Belles Filles.

    To jedna z najbardziej progresywnych tras Tour de France w XXIw, porównywalna z ekscytującymi propozycjami organizatorów Giro d?Italia.

    Tour bez faworyta?

    Choć ubiegłoroczny zwycięzca, Geraint Thomas staje na starcie z numerem ?1? na plecach, brak Chrisa Froome?a i Toma Dumoulina, najmocniejszych a równocześnie nasolidniejszych kolarzy etapowych ostatnich kilku sezonów sprawia, że 106. Tour de France anonsowany jest jako szczególnie ?otwarta? impreza.

    Ze względu na górzysty charakter trasy sporo mówi się o szansach Egana Bernala, nominalnie wicelidera Team Ineos. Czy jednak brytyjska ekipa, choć na papierze tak samo mocna jak zawsze (m.in. z niezawodnymi Poelsem i Kwiatkowskim) będzie tak samo zdyscyplinowana, czy też w jej szeregach zobaczymy rywalizację o pozycję samca alfa?

    O zwycięstwie nie tylko marzą, ale wręcz domagają się go od swoich ?złotych dzieci?: Bardeta i Pionta Francuzi.

    Choć mało kto wierzy w Nairo Quintanę, kto wie, może Kolumbijczyk nawiąże do swoich najlepszych występów.

    Jakob Fuglsang nigdy nie pojechał dobrze wielkiego touru, ale ma swój sezon życia a w sytuacji otwartej rywalizacji jego solidność może okazać się kluczowa. Z kolei forma Adama Yatesa wydaje się wyraźnie rosnąć.

    Richie Porte stoi przed prawdopodobnie ostatnią szansą walki o zwycięstwo a dla równowagi Rigoberto Uran, Michael Woods, Warren Barguil, Vincenzo Nibali, Fabio Aru, Steven Kruiswijk czy Dan Martin de facto nic nie muszą, więc powinno być im w związku z tym nieco łatwiej.

    Można by tak wymieniać i wymieniać bez końca, ale po co. Lista startowa jest znana a jak co roku najważniejsze będzie, by do pierwszych poważnych testów: La Planche des Belles Filles oraz jedynej indywidualnej czasówki po pierwsze w ogóle dojechać po drugie dojechać bez kontuzji a po trzecie dojechać bez strat.

    Tour dla wytrzymałych?

    Kumulacja etapów rozgrywanych na dużej wysokości w ostatnich dniach TdF może oznaczać, że w grze o żółtą koszulkę będą się liczyć nie tylko kolarze dynamiczni, którzy wypracują sobie przewagę w pierwszym tygodniu czy nawet w Pirenejach, ale ci wytrzymali, którzy dobrze radzą sobie z wysiłkiem w rozrzedzonym powietrzu.

    Równocześnie wymagająca pierwsza część rywalizacji powoduje, że nie można pozwolić sobie na zbyt duże straty w Wogezach czy Masywie Centralnym.

    Z kilkoma bardzo mocnymi drużynami oraz z grupą kolarzy, którzy mają być może jedyną szansę na sukces w Wielkiej Pętli istnieje scenariusz, gdy każdego dnia w peletonie będzie się toczyć prawdziwa wojna. Jej wynikiem będą kolejni kolarze z czołówki padający jak muchy na Izoard, Galibier i Iseran.

    Równocześnie jestem sobie w stanie wyobrazić, że team Ineos wygrywa drużynową czasówkę z kilkudziesięciosekundową przewagą, ich liderzy dobrze radzą sobie w próbie indywidualnej a siła zespołu wystarcza by mimo ekscytujących zapowiedzi wyścig rozegrał się pod ich dyktando.

    Nowością w tym roku są dodatkowe bonifikaty przyznawane na wybranych ośmiu premiach górskich. Maksymalnie będzie można tam zarobić aż 64 sekundy, pytanie więc, czy zawodnicy walczący o żółtą koszulkę wpiszą tę szansę do swoich planów taktycznych.

    Peter Sagan vs reszta świata

    Z Pewnością słowacki mistrz nie jest najszybszym sprinterem w peletonie, ale jest najbardziej wszechstronny, dzięki czemu zdobył sześć zielonych koszulek należnych zwycięzcy klasyfikacji punktowej.

    W tym roku powalczy o przejście do historii i rekordowy, siódmy tytuł w czym powinna pomóc mu trasa w teorii eliminująca wielu klasycznych sprinterów z uczestnictwa w finiszach na mocno pofałdowanych etapach.

    Dla wyrównania szans te najbardziej płaskie odcinki są wyraźnie wyżej punktowane a na kilku cięższych etapach premie lotne przesunięto przed najtrudniejszymi podjazdami by jeszcze bardziej uatrakcyjnić rywalizację w klasyfikacji punktowej.

    Tour z Polską drużyną

    Mamy to. Po latach marzeń i oczekiwań zarejestrowana w Polsce drużyna startuje w Tour de France. Przejęcie licencji teamu BMC przez Dariusza Miłka zaowocowało wejściem marki CCC do World Touru a co za tym idzie startem w Wielkiej Pętli.

    Choć zespół póki co ma niezbyt udany sezon, na francuskich szosach będzie się ścigał w mocnym i wyrównanym składzie nastawionym na zwycięstwa etapowe. Liderem ekipy jest Greg van Avermaet a na miejsce w peletonie TdF solidną postawą zapracował Łukasz Wiśniowski.

    Oprócz niego we Francji będziemy mieli jeszcze tylko jednego reprezentanta, Michała Kwiatkowskiego w barwach Ineos.

    Zakładam, że jest to dopiero początek drogi CCC i Miłka na tym poziomie kolarskiego wyczynu. Życzę im więc powodzenia i wytrwałości a przede wszystkim tego, by kontynentalny Development Team dostarczał utalentowanych zawodników, którzy w kolejnych sezonach będą zasilali szeregi głównej drużyny. By tak się stało i by cały projekt się rozwijał potrzebny jest sukces sportowy, nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki za wygrany etap van Avermaeta i czerwony numer startowy ?najbardziej walecznego? zawodnika dla de Marchiego.

    Tour ekspertów

    Jeszcze przed startem pierwszego etapu rozpoczyna się drugi wyścig. Wyścig o to, kto będzie najlepszym ekspertem i znawcą kolarstwa. Tak to przynajmniej wygląda patrząc na nasze, rowerowe social media.

    Zachęcam Was nie tylko do śledzenia rywalizacji zawodników, ich wypowiedzi dla telewizji, prasy i portali oraz aktywności w portalach społecznościowych, ale też do własnych obserwacji i krytycznego podejścia do tego co oglądacie, czytacie, słuchacie i? piszecie.

    Oczywiście mam plan i ambicję, by w trakcie Touru tworzyć więcej treści (zapraszam przede wszystkim na swojego Twittera, ale co nieco będzie się pojawiać i tutaj, na blogu i na facebooku i na youtube), ale w roli komentatora czy też felietonisty planuję podejść do tego wyścigu z wyjątkową pokorą.

    Tak wielka impreza jak Tour de France to jak najbardziej element kultury masowej, ale ostatecznie wyścig to nie film a kolarze to nie bohaterowie Marvela i ich możliwości są ograniczone.

    Zamierzam przede wszystkim cieszyć się sportową rywalizacją, choć zapewne z pewną dozą dystansu. A będzie co oglądać, bo tak jak rok temu 100% zmagań Eurosport pokaże na żywo.

    Nartomiast jeżeli chcecie przeczytać bardziej klasyczną zapowiedź 106. Wielkiej Pętli, to możecie sprawdzić tę na rowery.org oraz tę na The Inner Ring. Więcej nie trzeba :)

  • Uniwersalni żołnierze

    Uniwersalni żołnierze

    Tour de France z zaledwie 31km jazdy indywidualnej na czas wygrywa były kolarz torowy. Topowi ?górale? nie są w stanie przełamać siły zespołu Sky mimo zmniejszonych o jednego zawodnika drużyn a na podium staje dwóch, teoretycznie zmęczonych, bohaterów Giro d?Italia. To była bardzo dziwna ?wielka pętla?, którą trudno się oglądało i ciężko było zrozumieć.

    Liczy się każda sekunda

    Tak jak Vincenzo Nibali w 2014r tak i Geraint Thomas w tym sezonie wjeżdżając w góry miał solidną przewagę taktyczną, dzięki której musiał jedynie kontrolować sytuację.

    Oczywiście by móc to robić trzeba być nie tylko bardzo mocnym i wytrzymałym, ale też niezawodnym. I taki właśnie był w tym roku Walijczyk, który cały Tour przejechał bez chwili słabości, błędu czy dekoncentracji.

    Największa różnica między Thomasem a Dumoulinem w bezpośredniej, niezakłóconej rywalizacji wyniosła dwadzieścia sekund po górskim finiszu La Rosiere w Alpach. Na Alpe d?Huez kolarz Sky był szybszy od lidera Sunwebu o dwie sekundy a na Col de Portet o pięć. Dodatkowo w drużynowej czasówce zyskał siedem sekund, za to podczas próby indywidualnej stracił czternaście.

    Reszta różnicy wynoszącej 1?51? to bonifikaty (Thomas wygrał dwa etapy ze startu wspólnego, był drugi i trzeci, Dumoulin był dwa razy drugi, w sumie 18 sekund dla zwycięzcy wyścigu). Daje to zaledwie 38 sekund przewagi.

    Tyle tylko, że na szóstym etapie z metą w Mur de Bretagne Dumoulin leżał w kraksie i zmieniał koło, zatem na metę przyjechał spóźniony o 53 sekundy a dodatkowo został ukarany dwudziestoma sekundami za jazdę za samochodem.

    W połączeniu z obecnością Froome?a zmuszającą rywali do pilnowania dwóch kolarzy Sky oraz z niezwykle mocnym pociągiem złożonym z Bernala, Kwiatkowskiego, Poelsa, Rowe?a i Castrowiejo Tour de France skończył się zanim na dobre wjechał w góry.

    Górale bez szans

    Na Alpe d?Huez najszybszy kolarz dnia, Geraint Thomas podjeżdżał w tempie najwolniejszym od 2011r. Col de Romme to dwie minuty słabszy czas niż Contador i bracia Schleck w 2009r. Madeleine, Peyersourde i Croix de Fer również peleton pokonał wyraźnie wolniej niż w przeszłości.

    Dla odmiany na Colombiere padł rekord, na ?górze Jalaberta? w Mende zarówno uciekinierzy jak i czołówka peletonu pędzili niczym za najlepszych lat Pantaniego, w Pirenejach (za sprawą krótkiego dystansu, ale też i wyjątkowej motywacji) Nairo Quintana podjechał długą przełęcz Portet w tempie Chrisa Froome?a z Mont Ventoux 2013 a na Tourmalet rewelacyjnie poradził sobie Rafał Majka zbliżając się do najlepszych osiągnięć na tym podjeździe.
    Próby przełamania hegemonii zespołu Sky kilkukrotnie podejmował Romain Bardet, różnych rozwiązań szukali także kolarze Movistaru. Śmiałymi atakami straty z pierwszej części wyścigu odrabiał Dan Martin, ale jeśli cokolwiek zyskiwał były to okruszki w porównaniu z różnicą, jaka dzieliła go nie tylko od żółtej koszulki co nawet od podium.

    Steven Kruiswijk swojej szansy szukał w długich rajdach a dla odmiany jego klubowy kolega Primoz Roglic prezentował największą dynamikę z grupy liderów, ale swój etap wygrał po odważnej postawie na zjazdach.

    Oczywiście w wyliczeniach i szacunkach dotyczących tempa podjeżdżania czy stosunku mocy do masy należy brać wiele zmiennych, takich jak pogoda, przebieg rywalizacji, umiejscowienie danego wzniesienia na trasie zarówno etapu jak i kompletnego wyścigu.

    Na tle całości zdecydowanie wybija się Nairo Quintana na Col de Portet (osiągnął VAM 1669m/h na podjeździe trwającym niespełna 50 minut) i Primoz Roglic w Mende (VAM prawie 2100m/h przez 9 minut).

    Większość wyścigu rozgrywana była w tempie, które w ostatnich latach jest niezbędne do wygrania wielkiego touru. Warto podkreślić, że ten, mistrzowski, bardzo wysoki poziom sportowy prezentowała dość liczna grupa zawodników, co może tłumaczyć trudność z uzsykiwaniem wyraźnej przewagi przez zawodników takich jak np. Bardet.

    Zrozumieć Team Sky

    Gdy na pierwszym etapie Chris Froome został za peletonem, to właśnie ?G?, późniejszego zwycięzcę wyścigu nie wycofano do pomocy obrońcy tytułu. Zarówno sam Thomas jak i jego szefostwo wiedzieli, że osiągnął poziom, który umożliwia nie tylko walkę o żółtą koszulkę, ale i jej utrzymanie.

    Od swojego debiutu w wielkiej pętli w sezonie 2007 Walijczyk przeszedł niezwykłą metamorfozę. Od mistrza olimpijskiego w drużynowym wyścigu na dochodzenie, przez kluczowego ?gregario?, specjalistę brukowanych klasyków, górzystych etapówek po zwycięzcę Tour de France.

    Teoretycznie podobną drogę obrał Bradley Wiggins, choć w przeciwieństwie do niego Thomas deklaruje, że niezbędny do wygrania TdF spadek masy ciała z równoczesnym zachowaniem wysokiej mocy osiągnął legalnie, nie posiłkując się procedurami TUE. Być może podobna przyszłość czeka też Michała Kwiatkowskiego, który w rozmowie z Kamilem Wolnickim stawia sobie taki właśnie, długoterminowy cel.

    Mimo wszystko oglądanie kolarzy, którzy niedawno hasali na flamandzkich brukach a obecnie gubią w Alpach i Pirenejach najlepszych w zawodowym peletonie ?górali? wywołuje we mnie mieszane uczucia.

    To nie jest tylko kwestia budżetu i zatrudnienia kolarzy takich jak Wout Poels czy rewelacyjny Egan Bernal do robienia klasycznej ?rzeźni? na kluczowych podjazdach. To pytanie o tajemnicę wprowadzenia tak dużej grupy kolarzy na najwyższy możliwy poziom sportowy, uzyskanie przewagi nie tylko ilościowej, ale przede wszystkim jakościowej.

    Zwycięzcy są na mecie

    Richie Porte drugi rok z rzędu nie kończy wyścigu. Znany z wytrzymałości i szczytu formy w trzecim tygodniu wielkiego touru Vincenzo Nibali powalony przez kibica co prawda dotarł do Alpe d?Huez w przyzwoitym czasie, ale musiał się wycofać z powodu urazu kręgosłupa. Rigoberto Uran, poturbowany na brukach Roubaix również nie dojechał do Paryża a przynajmniej kilku innych kolarzy zapowiadających walkę w klasyfikacji generalnej przez kilka dni w środkowej fazie zmagań lizało rany odniesione w pierwszej części rywalizacji.

    Z grona tych, którzy nie wytrzymali tempa na alpejskich etapach najlepiej podniósł się Rafał Majka. Warren Barguil, Bauke Mollema i Adam Yates podobnie jak Polak nie zapiszą Touru 2018 do udanych, tyle tylko, że Majka w ostatnich dniach zostawił po sobie dobre wrażenie nie tylko śmiałymi atakami, ale i wysoką formą dającą nadzieję na nawiązanie do największych sukcesów już w niedalekiej przyszłości.

    Dana Martina (ósme miejsce) było czasami widać przed peletonem, ale choć został uhonorowany czerwonym numerem za ?wrażenie artystyczne? realnie nie może zaliczyć tego wyścigu do udanych. Podobnie jak Mikel Landa (siódmy), Ilnur Zakarin (dziewiąty), Nairo Quintana (dziesiąty), Bob Jungels (jedenasty) i Jakob Fuglsang (dwunasty), z których spokojnie można by złożyć pierwszą piątkę niejednego Giro czy Vuelty.

    To świetni kolarze, ale w tym Tourze nie dali rady nawiązać walki ze ścisłą czołówką i z punktu widzenia historyków kolarstwa przejechali go anonimowo.

    O wyczerpujących trudnościach Wielkiej Pętli 2018 może też świadczyć fakt, że jeszcze przed półmetkiem rywalizacji w peletonie zabrakło większości sprinterów, z których wielu wypadło z gry z powodu przekroczenia limitu czasu na górskich etapach. Dzięki temu na Polach Elizejskich najszybszy był Alexander Kristoff. Głównie dzięki temu, że jako jeden z nielicznych kolarzy swojej specjalności po prostu przetrwał ten wyścig.

    Uniwersalny żołnierz o krok od dubletu

    Tom Dumoulin był o krok od pierwszego dubletu Giro-Tour od 1998r. We Włoszech już był w ogródku, już witał się z gąską gdy za peletonem zostawał Simon Yates, ale nie zareagował odpowiednio na samotny rajd Froome?a i ostatecznie przegrał z kolarzem Sky o 46 sekund. We Francji, po odliczeniu perypetii z Bretanii, uległ Thomasowi o wspomniane 38 sekund, wygrywając z trzecim w Paryżu Froomem o 33?.

    To imponujące, biorąc pod uwagę, że Dumoulin jest mistrzem świata w jeździe indywidualnej na czas a w Tourze były zaledwie 31km (nie licząc 2015r najmniej w ostatnich 20 latach!) solowych czasówek) a w Giro równie marne 44km.

    W tej sytuacji ?górale? nie mają żadnych wymówek a ewentualnych przyczyn ich porażek należy szukać w energochłonnych etapach przypominających wiosenne klasyki, których ostatnio coraz więcej pojawia się na trasach wielkich tourów.

    Definicję ?czasowca? czy ?górala? należy póki co odłożyć do archiwum. W trzytygodniowych wyścigach najlepiej sprawdzają się ?uniwersalni żołnierze?, dysponujący wielką mocą a przy tym nie za ciężcy. Czyli wypisz wymaluj Dumoulin, Thomas i Froome.

    Owszem, Nairo Quintana zdołał podjechać Col de Portet minutę szybciej niż grupa Thomasa, ale w perspektywie całego wyścigu jego zwycięstwo nie miało żadnego znaczenia. Bardet, Martin czy Landa szarpali, ale bez skutku, będąc ostatecznie doganiani i przeganiani przez mocarne lokomotywy.

    Co ciekawe, klasyfikację górską wygrał Julian Alaphilippe, który owszem, potrafi dobrze pojechać wybrane etapy czy pojedyncze podjazdy, ale wciąż to przede wszystkim dynamiczny zawodnik, którego naturalnym środowiskiem są ardeńskie pagórki.

    Jeśli do kompletu dołożymy Petera Sagana, który po raz szósty wygrał klasyfikację punktową a przecież jest o wiele więcej niż tylko sprinterem dostajemy ciekawy obraz współczesnego kolarstwa, w którym zacierają się dotychczasowe specjalizacje i podziały. I nie, nie jest to tylko charakterystyczne dla Tour de France.

    Zdjęcie okładkowe: s.yuki, flickr, CC BY 2.0

  • Kto wygra Tour de France 2018?

    Kto wygra Tour de France 2018?

    Czy Chris Froome powtórzy wyczyn Pantaniego i jako pierwszy kolarz od 20 lat wygra Giro i Tour de France w jednym sezonie? A może Francuzi odczarują swój wyścig i po 33 będą się cieszyć dzięki Romainowi Bardet? Czy też w końcu Team Sky zostanie złamany przez Movistar i żółtą koszulkę w Paryżu założy Nairo Quintana?

    https://twitter.com/LukeRowe1990/status/1015224811457536000

    W hołdzie UCI, WADA i FIFA

    Próbował Gilberto Simoni, chciał Ivan Basso, blisko był Alberto Contador, ale to Chris Froome ma największą szanse by powtórzyć wynik Pantaniego, nawiązać do osiągnięć Induraina, Hinaulta, Merckxa, Anquetila i Coppiego.

    Choć na Giro d?Italia Brytyjczyk przeżywał trudne chwile i zostawił na włoskich szosach sporo zdrowia, być może więcej niż się spodziewał, to równocześnie dobrze wie, ile kosztuje jazda w dwóch wielkich tourach po sobie.

    Owszem, Tour to nie Vuelta i trzeba być tam w 100% formie już od pierwszego dnia, ale w tym roku włoski i francuski wyścig oddziela od siebie jeden tydzień ekstra. To ?prezent? od FIFA, federacji piłkarskiej, której najważniejszy event, mistrzostwa świata trwa do połowy lipca. By nie tracić za wiele publiczności, ASO, organizator ?Wielkiej Pętli? opóźnia swój wyścig, dzięki czemu Froome ma tydzień więcej na regenerację po Giro.

    Do tego, choć może spodziewać się przykrości ze strony fanów, przystąpi do obrony żółtej koszulki z głową wolną od zmartwień. Rzutem na taśmę UCI i WADA zamknęły sprawę przekroczonych norm przyjętego przez kolarza salbutamolu i rozstrzygając ją na jego korzyść.

    To oznacza, że Froome jest faworytem Tour de France 2018. Jak zawsze przygotowanym, mocnym, uniwersalnym i skutecznym kolarzem wspieranym przez jedną z najsilniejszych drużyn w peletonie.

    Z Wandei przez wzgórza Bretanii, bruki Roubaix, Alpy, Masyw Centralny i Pireneje pojedzie po zwycięstwo w swoim czwartym wielkim tourze z rzędu.

    https://twitter.com/movistarlikes/status/1015219342684934148

    Wszyscy chcą rewanżu

    Hiszpański Movistar przywozi do Francji ?niezwyciężoną armadę? z trójką liderów: Nairo Quintaną, Mikelem Landą i Alejandro Valverde, wspartych pomocnikami skutecznymi w każdym terenie. Quintana chce w końcu wygrać Tour, Landa odegrać się na Team Sky a Valverde, cóż, po prostu zrobi swoje, czyli jak trzeba, to pomoże a gdy pojawi się szansa, ugra coś dla siebie.

    Tom Dumoulin z Sunwebu był blisko pokonania Froome?a we Włoszech, nikt jednak nie wie, czy na Tour zbuduje formę godną walki w klasyfikacji generalnej, do tego jego drużyna część sił poświęci na wsparcie dla walczącego o etapowe zwycięstwa Michaela Matthewsa.

    https://twitter.com/A_Vuillermoz/status/1014953064145543168

    W przeciwieństwie do niego, Romain Bardet z Ag2r cały sezon podporządkował przygotowaniom do walki o żółtą koszulkę lidera Tour de France. Znów będzie musiał odrabiać straty z czasówek, ale udowodnił już, że potrafi podjeżdżać lepiej niż Froome. Dla niego kluczowe będzie więc pierwszy tydzień, etapy pagórkowate, wietrzne i brukowane, gdzie potencjalnie może ponieść straty. Dobry wynik w Strade Bianche pokazał jednak, że Bardet potrafi radzić sobie w klasykach, więc kto wie, może to właśnie w pozornie niesprzyjającym sobie terenie będzie szukał przewagi nad rywalami.

    Na zmęczenie Froome?a, nieporozumienia w Movistarze i chimeryczność Bardeta liczy zapewne Vincenzo Nibali. Włoch prowadzący zespół sponsorowany przez księcia Bahrainu to jedna z najwybitniejszych postaci kolarstwa XXIw, zawodnik kompletny, odważny i niezmiernie utytułowany. Dwukrotnie wygrywając Giro, raz Vueltę i raz Tour nigdy jednak nie podjeżdżał tak szybko jak Froome, Quintana czy Bardet w najwyższej formie. Równocześnie jest wyjątkowo wytrzymały a do tego znakomicie potrafi wykorzystywać błędy rywali.

    Dla Nibalego oraz dla Richiego Porte będzie to prawdopodobnie ostatnia okazja do wygrania Tour de France. Lata lecą a do głosu dochodzi równie mocna co oni młodzież. Porte, lider prawdopodobnie kończącej po tym roku działalność ekipy BMC jest być może najmocniejszym kolarzem w peletonie TdF 2018, równie dobrym w górach co na czas. Jest też najmniej stabilny: zdarzają mu się upadki, błędy i załamania formy. Jeśli chce wygrać ten Tour musi uniknąć nawet najmniejszych potknięć, które zdarzały mu się w przeszłości.

    Czarnych koni nigdy za mało

    Na Nibalim i Porte kończy się lista ewidentnych pretendentów do podium. Grupa chętnych do zamieszania w czołówce jest jednak większa i rozpoczyna ją Adam Yates. Młody Brytyjczyk z Mitchelton-Scott ma te same geny co jego brat bliźniak, Simon, który w tym roku imponował na trasie Giro d?Italia (póki nie dopadła go ?bomba życia?). W Tourze był już najlepszym młodzieżowcem a w ?generalce? jego rekord to 4. miejsce. By podnieść szanse ekipa zrezygnowała z obecności w składzie sprintera, Caleba Ewana. Yates będzie miał do pomocy doświadczonych kolarzy, którzy szczególnie będą dla niego ważni w pierwszej, ?klasykowej? części wyścigu.

    Po ubiegłorocznym, drugim miejscu nie wolno lekceważyć Rigoberto Urana z Education First a na swój ?wyścig życia? czeka Dan Martin z drużyny Emiratów. Tegoroczny Tour może być przełomem dla Ilnura Zakarina z Katiuszy, Primoza Roglica z LottoNL Jumbo (to może być jego impreza!), Bauke Mollemy, Boba Jungelsa i ukoronowaniem kariery Jakoba Fuglsanga.

    Co zrobią Polacy?

    Michał Kwiatkowski po raz kolejny będzie jednym z najważniejszych ogniw w drużynie Sky. To ?uniwersalny żołnierz?, skuteczny na bruku, świetny w czasówce (a próba drużynowa będzie równie ważna co etap w Roubaix) i skuteczny w nadawaniu tempa w górach.

    https://twitter.com/kwiato/status/1014813183222132736

    Maciej Bodnar powinien być współautorem etapowych zwycięstw Petera Sagana i jego szóstej w karierze zielonej koszulki zwycięzcy klasyfikacji punktowej. Paweł Poljański to z kolei największe wsparcie dla Rafała Majki a Tomasz Marczyński poszuka szans na etapowe zwycięstwo oraz wspomoże Andre Greipela w sprintach z peletonu.

    Sam Rafał Majka deklaruje walkę o pierwszą piątkę klasyfikacji generalnej. To cel realny, równocześnie wymagający od wspólidera Bora-Hansgrohe życiowej formy, nadzwyczajnej czujności oraz odrobiny szczęścia. By nadążać za najmocniejszymi kolarzami Tour de France będzie musiał jechać najszybciej w karierze. Jeśli gdzieś po drodze popełni błąd, pozostanie mu walka o koszulkę najlepszego ?górala?, na którą polowanie zapowiada Warren Barguil.

    Orgia sprinterów

    Fernando Gaviria, Michael Matthews, Peter Sagan, Marcel Kittel, Mark Cavendish, Alexander Kristoff, Dylan Groenewegen, Arnaud Demare, John Degenkolb? Nawet, jeśli nie wszyscy są w 100% formie lista chętnych do wygrania sprintu z peletonu robi wrażenie. O zieloną koszulkę klasyfikacji punktowej powinni powalczyć Sagan z Matthewsem i Demare, ale kto będzie w stanie zwyciężyć na największej liczbie etapów? Teoretycznie najszybsi powinni być Gaviria i Groenewegen, ale Tour rządzi się swoimi prawami i kto wie, może to Mark Cavendish po raz kolejny w karierze pokaże, że jest najwybitniejszym sprinterem swojego pokolenia? Tym bardziej, że wciąż ma szansę pobić rekord Eddy?ego Merckxa, o ile oczywiście do końca swojej kariery uzbiera jeszcze pięć triumfów na poszczególnych odcinkach TdF.

    W drodze do historii

    Tak to już jest, że pościg za rekordami, za swoją stroną w kronikach, za heroicznymi czynami, które pobudzą wyobraźnię fanów, pozwolą nie wszystek umrzeć są tym, co napędza sport.

    Wspomniany Cavendish chce wyprzedzić kolarza wszech czasów. Froome mimo kontrowersji zapewnić sobie miejsce w rowerowym panteonie. Bardet jedzie ?dla Francji? chyba bardziej niż dla siebie a Sagan ma jeszcze sporo czasu by usunąć z pozycji najskuteczniej punktującego w historii Touru Erika Zabela, jeden z reliktów ery EPO.

    To jest jeden z elementów, które zawsze tworzą narrację wielodniowego wyścigu. Drugim są dokonania zawodników, którzy w czasie wielkiego touru odmieniają swoje kariery. Zaskakują nas, zachwycają odwagą, śmiałymi akcjami, przygotowują formę życia, choć wcześniej mało kto rozważał możliwość ich sukcesu.

    Trzecia część układanki to oczywiście trasa.

    Wiatr, bruk, góry

    Na Tour de France ściganie trwa każdego dnia, od startu do mety. W tym roku teoretyczne preludium do właściwej walki o zwycięstwo w całym wyścigu jest bardzo długie. W góry peleton wjedzie dopiero na dziesiątym etapie, po dniu dniu przerwy. Wcześniej jednak z walki o żółtą koszulkę odpadnie przynajmniej kilku pretendentów.

    Należy się spodziewać, że część drużyn spróbuje rozerwać grupę na wietrze czy też korzystając z zamieszania w pagórkowatym terenie. Gdy komentatorzy rozważają różnorakie ?koalicje?, to właśnie w północnej czy środkowej Francji o takie będzie najłatwiej.

    Jeśli do formujących się przy bocznych podmuchach wachlarzy nie załapie się konkurencyjny sprinter lub gdy problemy będzie miał nie dość czujnie jadący zawodnik marzący o żółtej koszulce, z przodu pójdzie gaz rozrywający peleton w strzępy.

    Dokładając do tego drużynową czasówkę, gdzie różnice będziemy liczyli w minutach, wzgórza Bretanii, gdzie nie tylko można puścić koło na kilkanaście sekund, ale też przegrać cały tour leżąc w kraksie czy wreszcie etap do Roubaix, gdzie zgromadzono aż 15 odcinków kocich łbów dostajemy nie tylko bardzo ekscytujący, ale też ekstremalnie ciężki pierwszy tydzień, który wymęczy i zweryfikuje siły ?górali?.

    Na tych czekają trzy wymagające etapy w Alpach (dwa z finiszem na podjeździe, w tym na Alpe d?Huez), dwa ciekawe odcinki w Masywie Centralnym (w tym z metą w Mende) i trzy w Pirenejach, gdzie na trasie z Bagnares de Luchon na Col du Portet liczącej zaledwie 65km przygotowano 3500m przewyższenia i trzy podjazdy. To eksperyment, w ramach którego zastosowane zostaną sektory startowe niczym na maratonie mtb. Czołówka z przodu, pomocnicy z tyłu, ściganie od razu po starcie? zapowiada się ekscytująco i jeśli miałbym wskazać jeden etap do oglądania od startu do mety, to będzie to właśnie ten (17., w środę, 25. lipca).

    Przed rundą honorową na Polach Elizejskich, by rozstrzygnąć o losach kolejności na podium w Paryżu przygotowano jedyną indywidualną czasówkę. Zaledwie 31km, do tego w dość pofałdowanym terenie pełnym krótkich, stromych wzniesień, domyślnie, by utrudnić życie zawodnikom, którzy chcieliby odzyskać stracony w górach czas rozpędzając się na zębatce 58t.

    Czynnik ?x?

    W tym sezonie obserwujemy festiwal ataków i ofensywnej jazdy. Czy to na Giro, czy to podczas klasyków czy na tygodniowych etapówkach. Zmniejszenie drużyn o jednego kolarza zmieniło bardzo wiele. Na Tourze być może najmniej odczuje to ekipa Sky, gdzie zawodnicy tacy jak Thomas czy Kwiatkowski mogą służyć Froome?owi w każdym terenie, ale już w Mitchelton-Scott zrezygnowali ze sprintera a w Bora-Hansgrohe teoretycznie lider na ?generalkę?, Rafał Majka do pomocy w górach będzie miał właściwie tylko Pawła Poljańskiego.

    Może się więc okazać, że w kluczowym momencie jednej z drużyn zabraknie nóg do pracy, co przełoży się na wyniki całego wyścigu.

    Zapowiada się więc ciekawy Tour de France i choć wielu kibiców często stawia francuski tour niżej niż Giro czy Vueltę, ponieważ jest największy, najbardziej przewidywalny i najwulgarniejszy w swojej wielkości, to jednak międzynarodowe święto kolarstwa, czas, gdy na zawodowy peleton zwracają się oczy całego świata jest co roku właśnie w lipcu. Będzie tak i tym razem.