Solidny kawałek kolarskiego dziennikarstwa, Jakub Zimoch z rowery.org przybliża wzloty i upadki kariery Toma Boonena. Zdecydowanie warto przeczytać!
2. Polscy torowcy świecą przykładem
Choć lampki kojarzą się raczej z choinką niż z pisankami, zasilenie dekoracyjnego oświetlenia w szczecińskim centrum handlowym siłą nóg Kamila Kuczyńskiego, Damiana Zielińskiego, Mateusza Miłka i Oskara Filipczaka też daje radę. Zobaczcie sami:
3. Włosi są passe. Zobacz, jak być prawdziwym Flamandem!
Po kilku tygodniach posuchy, ekipa GCN dostarcza kolejne, fajne materiały. Ewidentnie budowali szczyt formy na brukowane klasyki. I im się to udało! Zobaczcie zatem, co zrobić by wyglądać i jeździć jak prawdziwy Flamand. Bo flamandzkość to nowa czerń.
4. Tymczasem na mazowszu…
Na inauguracji Cisowianka Mazovia MTB Marathon stawiło się ok. 1300 uczestników. Całkiem nieźle, jak na początek kwietnia. Zobaczcie, jak wygląda ściganie po ścieżkach mazowieckich lasów. Wideo od Zamana Group jak zawsze trzyma niezły poziom:
A tymczasem w tę niedzielę wraz z organizatorami zapraszam Was do Legionowa. Najdłuższy dystans to uczciwe 70km, ciekawe, jaką średnią osiągnie zwycięzca? Więcej szczegółów i zapisy na stronie http://www.mazovia.zamanagroup.pl/index.php?stat=336&ord=2
Choć Peter Sagan poskromił ?klątwę tęczowej koszulki? i ma najlepszą wiosnę ze wszystkich mistrzów świata ostatniej dekady, wciąż nie dorównuje Tomowi Boonenowi, który jako czempion zdobył więcej punktów i wygrał więcej wyścigów niż Słowak.
Rok temu zacząłem analizować sytuację kolejnych mistrzów świata po tym, gdy wielu kibiców marudziło na, według nich, przeciętnie udaną wiosnę Michała Kwiatkowskiego. Tymczasem polski mistrz świata miał najbardziej udaną pierwszą część sezonu od czas Toma Boonena, który w tęczowej koszulce dokonywał rzeczy niezwykłych.
Dla przypomnienia: w sezonie 2006 Boonen wygrywał etapy w Katarze, Andaluzji oraz na trasie Paryż-Nicea. Był czwarty w Mediolan-Sanremo, zwyciężył w Ronde Van Vlaanderen, E3 Harelbeke oraz Scheldeprijs a do tego był drugi w Paryż-Roubaix. Dało mu to imponującą liczbę 1451 punktów w CQ Rankingu (uniwersalnym rankingu zliczającym punkty ze wszystkich wyścigów). Wygląda na to, że jest to otwarcie sezonu, które trudno będzie poprawić jakiemukolwiek, kolejnemu mistrzowi świata.
Rok temu o tej porze najlepszy po Boonenie był ?Kwiato?. Polak wygrał prolog Paryż-Nicea a w całym wyścigu był drugi. Drugą lokatę zaliczył również w Algarve a na brukach zajął czwarte miejsce w Dwars Door Vlaanderen. Wystarczyło to na 664 punkty i wyraźne zdystansowanie konkurentów, przynajmniej na tym etapie sezonu.
Peterowi Saganowi bliżej jest do Boonena i prawie dogonił Belga w wyścigu po punkty. Zwycięstw ma mniej: wygrywał w Gandawa-Wevelgem oraz Ronde Van Vlaanderen a w E3 Harelbeke był drugi. Do tego zaliczył drugą lokatę w Tirreno-Adriatico i Omloop Het Nieuwsblad. Daje mu to imponującą sumę 1246 punktów, niemal dwukrotnie większą niż Kwiatkowskiego, ale wciąż nie tak dobrą jak Boonena.
Sezon 2006 był dla Boonena bardzo udany. Zaliczył w nim aż 21 zwycięstw i ugrał 2559 punktów. Peter Sagan być może nie wygra aż tyle razy, ale kto wie, może dzięki swojej regularności okaże się równie dobrym mistrzem świata co ?Tornado Tom?
Zdjęcie okładkowe: Tomas-ko0, wikimedia commons, CC BY SA 4.0
Historia kolarstwa to kolejne opowieści. W ciągu sześciu godzin, w czasie których zawodnicy pokonują 250km może wydarzyć się wiele a w ciągu sześciu godzin wyścigu klasycznego może wydarzyć się niemal wszystko. Paryż-Roubaix 2016 był nie tylko pełen stricte sportowych emocji, ale też zamknął, rozpoczął i kontynuował wiele znakomitych opowieści.
15 lat oczekiwania
Mathew Hayman pierwszy raz na starcie ?Piekła Północy? stanął w sezonie 2000. To było zupełnie inne kolarstwo. Zawodnicy nie musieli jeździć w kaskach, Johan Museeuw przekraczając linię mety miał na głowie nie styropianową, aerodynamiczną skorupę a powiewającą chustę z nadrukowanych symbolicznym ?Lwem Flandrii?. Wiosna 2016 przyniosła Haymanowi piętnaste uczestnictwo w Paryż-Roubaix (mimo kontuzji ręki kilka tygodni wcześniej), kolejne, w którym był ważnym ogniwem drużyny (Orica Greenedge), ale nie jej liderem.
Co ciekawe, nigdy wcześniej kolarz zespołu, w którym jechał Australijczyk, nie wygrał słynnego klasyku rozgrywanego na brukach północnej Francji. Sam w przeszłości był nieźle zapowiadającym się sprinterem, z czasem dobrze zaczął radzić sobie na kocich łbach, notując kilka cennych wyników.
Jasne, nie był faworytem Paryż-Roubaix, ale jego historia znakomicie pokazuje, czym jest kolarstwo zawodowe. W świecie, w którym z jednej strony liczą się tylko zwycięzcy, swój, nomen omen, kamyczek może dorzucić ktoś, kto de facto całe życie poświęcił tej dyscyplinie, lecz bez wymiernych sukcesów.
Klasyk klasyków Hayman wygrał w sposób imponujący, choć nie do końca typowy. Późniejszy zwycięzca zabrał się do wczesnej ?ucieczki dnia?, takiej, której uczestnicy żegnają się z szansami na sławę i chwałę najpóźniej kilkanaście kilometrów przed metą.
Tymczasem sytuacja ułożyła się korzystnie dla śmiałków. Z tyłu peleton się dzielił, odpadali z niego kolejni faworyci a do czołówki dołączali raczej outsiderzy niż najbardziej obserwowani kolarze. Ostatecznie, gdy po kolejnej selekcji z przodu zostało tylko paru zawodników, w tym mocna reprezentacja zespołu Sky a także Sep Vanmarcke oraz Tom Boonen, najmniej sławny z nich wszystkich Haymann zachował najwięcej sił na finisz i wbrew własnej wierze odniósł największy sukces w karierze w wieku 37 lat.
Z niebytu (prawie) do historii
Wspomniany Tom Boonen jest największym przegranym a zarazem największym triumfatorem, obok Haymana, Paryż-Roubaix 2016. Belgijski as klasyków i tak zapisał się już w historii kolarstwa. Jest współrekordzistą Piekła Północy i Ronde Van Vlaanderen, na swoim koncie ma wiele innych, doniosłych osiągnięć.
Jego kariera to równocześnie ciągła huśtawka nastrojów a nawet najwierniejsi fani Boonena przynajmniej klika razy odsyłali go na emeryturę. Jesienią zeszłego roku wydawało się, że Tommeke na dobre będzie musiał skończyć z kolarstwem. Upadek na mało znaczącym, kończącym sezon wyścigu w Abu Dhabi kosztował go pęknięcie czaszki i długotrwałą rehabilitację.
Według wielu przesłanek, Boonen na rower miał wsiąść dopiero w pierwszej połowie kwietnia. Tymczasem w tejże pierwszej połowie kwietnia do ostatnich metrów liczył się w walce o zwycięstwo w jednym z najcięższych a z pewnością w najbardziej szalonym wyścigu na świecie. Jasne, możecie powiedzieć, że na welodromie w Roubaix przegrał z Haymanem o długość roweru, czyli z punktu widzenia fotofiniszu była to przepaść. Tyle, że Belg przez większą część rywalizacji, w tym przez ostatnie kilometry, decydował o obliczu tegorocznego Paryż-Roubaix a przy tym był najlepszym kolarzem swojej drużyny, Etixx-Quickstep. Co więcej, jego drugie miejsce w Paryż-Roubaix jest, obok wygranej Marcela Kittela w Scheldeprijs najlepszą lokatą zawodnika tej ekipy w tegorocznym sezonie klasyków.
I teraz nie wiadomo, czy Boonen ma się czuć zwycięski czy rozczarowany. Z jednej strony wygraną i samodzielny rekord pięciu zwycięstw w Paryż-Roubaix miał na wyciągnięcie ręki. Z drugiej, powrót z de facto sportowego niebytu do pełni chwały i podium ?Piekła Północy? to wielka rzecz. Na tyle wielka, że belgijski kolarz póki co zapowiada powrót na bruki przynajmniej jeszcze raz, w sezonie 2017.
Pechowa runda honorowa
Wielki rywal Boonena przez niemal całą karierę, Fabian Cancellara, w przeciwieństwie do Belga na bruki już nie wróci, przynajmniej nie na rowerze. W tym roku był przygotowany naprawdę znakomicie, na trasie Ronde Van Vlaanderen pokazał imponującą moc, ale do ataku przystąpił za późno i nie dogonił Petera Sagana.
Trudno powiedzieć, co ugrałby w Paryż-Roubaix, ponieważ gdy wyścig wchodził w decydującą fazę, grupa, w której jechał wciąż traciła do czołówki z Boonenem i Haymanem. Czy gdyby nie upadek, napędzany przez pomocników Cancellary peleton dogoniłby ucieczkę a Szwajcar ruszył do ataku? I co na to powiedziałby pilnujący go Sagan?
Tak czy inaczej, Cancellara, który wszystkie swoje trzy zwycięstwa w ?Piekle Północy? odniósł na suchej nawierzchni, w swoim ostatnim starcie w legendarnym wyścigu poległ na jednym z nielicznych, śliskich od błota fragmentów.
Do mety dojechał, zapewne z szacunku dla siebie, wyścigu, kibiców i kolarstwa jako takiego. Honorową rundę na welodromie w Roubaix, miejscu najjaśniejszych chwil swojej kariery, zakończył upadkiem godnym nierozgarniętego młodzika. Na bruki nie chce już wracać, przed nim jeszcze kilka momentów sezonu, w czasie których może zamknąć karierę jakimś imponującym akcentem.
O ile Boonen, tak czy inaczej zmierza do końca kariery jako zwycięzca, Cancellara póki co symbolicznie przegrywa, w każdym razie tytuł największego specjalisty wyścigów klasycznych początku XXw.
Gdzie jest sprawiedliwość?
Bo jak inaczej podejść do sprawy, gdy w wyścigu, którego wizytówką jest jazda po bruku przegrywa kolarz najlepiej radzący sobie na bruku?
Sep Vanmarcke jest obecnie prawdopodobnie największym specjalistą jazdy po kocich łbach. Udowodnił to zdobywając przewagę nad rywalami na najtrudniejszym, ?kultowym? odcinku Carrefour de l?Arbre.
Cóż z tego, skoro silny niczym tur i posiadający znakomitą technikę belgijski kolarz nie jest w stanie skutecznie zafiniszować. Być może, mimo niezwykłego talentu nigdy nie wygra ani Ronde Van Vlaanderen ani Paryż-Roubaix a być może będzie musiał na taki sukces czekać do późnej, sportowej starości niczym Hayman. Może też być tak, że coś zmieni, poszuka ?marginalnego zysku? w swoim podejściu do kolarstwa i, mając jeszcze na to czas (Vanmarcke urodził się w 1987r) w końcu zdominuje brukowane klasyki.
Na sukces w jednym z ?monumentów? czeka nie tylko on, ale też zawodnicy ekipy Sky. W tym roku to oni nadawali ton rywalizacji, to oni mieli przewagę liczebną i to oni wyścig koncertowo przegrali. Seria upadków spowodowała, że do mety w czołówce dojechał tylko Ian Stannard, któremu zabrakło sił by wygrać, a przy takim wkładzie całej ekipy trzecie miejsce trzeba uznać za porażkę.
Zadowolony musi być za to Peter Sagan, który choć również przegrał (dla zwycięzcy z Flandrii i mistrza świata 11. lokata niewątpliwie jest porażką), ale walczył do końca a co ważne mimo kilku okazji uniknął kontuzji. Zamyka wiosnę tak czy inaczej jako zwycięzca, pogromca ?klątwy tęczowej koszulki?, dodatkowo z reputacją prawdziwego czempiona. Jego umiejętności techniczne, przytomność umysłu i refleks, którymi niejednokrotnie popisuje się w zabawnych filmikach na youtube uratowały go przed upadkiem a być może i przerwą w sezonie. Przeskok nad leżącym na bruku Cancellarą będzie jednym z regularnie powtarzanych w tym a zapewne i w kolejnych sezonach momentów.
Wyścigi takie jak Paryż-Roubaix, w przeciwieństwie do innych, mniej ważnych, mniej spektakularnych i zwyczajnie mniej ciekawych, faktycznie przechodzą do historii. To, co wydarzyło się w sezonie 2016 będzie przywoływane i w 2017 i w 2020 i w 2036 roku. Cierpliwy Hayman, odrodzony Boonen, pechowy Cancellara i niespełniony Vanmarcke już dziś są częścią sportowych kronik.
?Flandryjska piękność? mimo 101 lat na karku nadal uwodzi. Emocjonujący wyścig w wielkim stylu rozstrzygnął na swoją korzyść Fabian Cancellara. Bez pomocników w kluczowych momentach, nie kalkulując zaatakował, w końcówce pracował najwięcej a i tak zwyciężył.
Trzecie zwycięstwo w Ronde Van Vlaanderen i drugie z rzędu to wielki wyczyn. Dzięki temu Szwajcar stoi przed szansą trzeciego w karierze dubletu Flandria-Roubaix a z rok będzie się ścigał z Tomem Boonenem o samodzielne prowadzenie w ilości triumfów w ?Piękności?.
W niedzielę Cancellara był jedynym faworytem, który nie zawiódł. Kolarze Omega Pharma Quick Step teoretycznie jechali idealny wyścig. Gdy po Koppenbergu nastąpiła selekcja w głównej grupie, mieli wyraźną przewagę liczebną. Stijn Devolder, najważniejszy pomocnik Cancellary leżał w kraksie, Szwajcar został więc osamotniony. Również gregario Petera Sagana zostali z tyłu. Za odjeżdżającym Gregiem Van Avermaetem podążył Stijn Vandenbergh i taktycznie, czekając na ruch Boonena, nie dawał zmian. Cancellara musiał czuć się wyjątkowo mocny, skoro w tak niekorzystnym układzie zdecydował się na atak. Ani Boonen ani Sagan nie byli w stanie odpowiedzieć na jego ruch, pozostali pracownicy Omegi nie zdecydowali się na kontrę. Szwajcar zabrał ze sobą młodego Sepa Vanmarcke i we dwóch (choć motorem napędowym akcji zdecydowanie był Cancellara) dogonili ciężko pracującego Van Avermaeta.
Patrick Lefevre i jego współpracownicy nie pierwszy już raz przekombinowali. Do ucieczki z Van Avermaetem wysłali słabszego kolarza, Vandenbergh choć nie dawał zmian wyraźnie odstawał od pozostałej trójki. Choć Cancellara, jak sam później wspomniał po drodze przeżywał trudne chwile, na finiszowych metrach nie pozostawił złudzeń, kto tego dnia był najmocniejszy. Kilka minut po minięciu linii mety, jeszcze przed wejściem na podium, sukces uczcił łykiem piwa, pokazując ludzkie oblicze zmęczonego profesjonalisty. Na krytykę, prócz Toma Boonena, jego pomocników i kierownictwa zasługuje też Peter Sagan. O ile brak błysku Belga można tłumaczyć problemami osobistymi, które przeżywał w ostatnich tygodniach, o tyle kolejny zawód ze strony Słowaka budzi pewien niepokój. Seryjnie wygrywający mniejsze wyścigi oraz poszczególne etapy kolarz, któremu niemal wszyscy wieszczą wielką przyszłość w wyścigach klasycznych, po raz kolejny w najważniejszym momencie traci skuteczność. Jeszcze przez chwilę jego obroną będzie młody wiek, ale co później?
Drużyna Cannondale zbudowana jest wokół Sagana. We Flandrii świetną pracę wykonali jego pomocnicy, w tym Maciej Bodnar. Polak jest jedną z głównych ?lokomotyw? pociągu napędzającego Słowaka, i w tej roli spisuje się znakomicie. Jedną z nielicznych w sezonie szans, by pojechać dla siebie otrzymał w miniony piątek podczas sprawdzającej formę przed RVV jeździe na czas (w wyścigu 3 dni De Panne). Bodnar tę próbę wygrał, w ten sposób zanotował najlepszy wynik wśród polskich kolarzy w tym sezonie (3 dni De Panne ma kategorię HC).
Kolejna szansa na dobre wyniki ?biało-czerwonych? już dziś. W kraju Basków rusza tamtejsza etapówka zaliczna do World Tour. To wyścig z długą tradycją, bardzo prestiżowy, górzysty i kończący się jazdą na czas. Idealny teren dla Michała Kwiatkowskiego, który tak jak wielu innych kolarzy wykorzystuje ?Vuelta a Pais Vasco? jako ostatni szlif formy przed klasykami w Ardenach. Oprócz niego startuje również Michał Gołaś. O czołowe lokaty walczyć będą tuzy zawodowego peletonu: Valverde, Contador, Betancur, Evans, Gilbert, Schleckowie, Gesink, Mollema, Van Den Broeck czy Tony Martin.
Muszę też wspomnieć o Ronde Van Vlaandereen kobiet. Przebieg wyścigu śledziłem na twitterze już w czasie relacji z rywalizacji mężczyzn. Wygrała Ellen van Dijk po długiej, solowej akcji. Kobieca Flandria była ciekawym, dynamicznym wydarzeniem, skrót znajdziecie powyżej, warto zobaczyć!
Na koniec jeszcze kilka słów o rozpoczęciu sezonu szosowego w Polsce. Kryterium w Dzierżoniowe wygrali Łucja Pietrzak i Tomasz Kiendyś a w Ślężańskim Mnichu triumfowali Maciej Paterski i Litwinka Daiva Tusalite. Cieszy, że mimo braku formalnej ?Pro Ligi? telewizja Polsat pochyliła się nad kolarstwem i poświęciła czas antenowy na relację ze Ślężańskiego Mnicha. Skrót można znaleźć też na stronie regionalnej TVP Wrocław, zatem mamy nieco mniej powodów do narzekań tej wiosny :-)
Rekordy to esencja sportu. To na nie czekamy, to one ekscytują. Tom Boonen stoi przed szansą zapisania się w kronikach kolarstwa. Nikt jeszcze nie wygrał Ronde Van Vlaanderen czterokrotnie.
Kolarstwo jest piękne z wielu powodów. Jednym z nich jest możliwość odnoszenia sukcesów przez długi czas, w tym także sporo po trzydziestce. Pierwszy raz na podium ?monumentu?, Paryż-Roubaix Tom Boonen stanął mając na koncie zaledwie 22 wiosny. We Flandrii triumfował trzy sezony później. Dziś ma lat 34 i w wielu dyscyplinach byłby już na emeryturze. Tymczasem jako specjalista kolarskich klasyków nadal może odgrywać kluczową rolę w najbardziej prestiżowych wyścigach.
Rok 2005, Tom Boonen w roku pierwszego dubletu Flandria-Roubaix wygrywa z Peterem van Petegemem czy Erikiem Zabelem, kolarzami z innej epoki.
12 lat w kolarstwie to cała epoka. U progu kariery Boonen zdobywał doświadczenie rywalizując z Johanem Musseuwem i Peterem van Petegemem. To pojedynki tych zawodników budziły emocje kibiców, to van Petegem w 2003r ustrzelił brukowany dublet (Flandria i Roubaix tydzień po tygodniu). Boonen jednak nie tylko powtórzył jego wyczyn (2005, genialny rok zwieńczony mistrzostwem świata w Madrycie), ale też poprawił.
W międzyczasie Boonenowi wyrósł u boku znakomity rywal najwyższej klasy. Młodszy o pół roku Fabian Cancellara miał być specjalistą jazdy na czas, ale zamiast, jak wielu jego rywali, skierować zainteresowanie w stronę wielkich tourów, zaczął seryjnie wygrywać wyścigi klasyczne. Tak jak etapówki miały swoje pojedynki Armstrong-Ullrich czy Contador-Schleck, tak wiosenne monumenty stały pod znakiem rywalizacji Boonena z Cancellarą. Gdy w 2012r. Belg jako pierwszy w historii po raz drugi wygrał Flandrię i Roubaix w jednym roku (sezon, gdy zwyciężył niemal we wszystkim na bruku – bezprecedensowa seria zawierająca dodatkowo E3 oraz Gandawa – Wevelgem), Cancellara to samo uczynił dwanaście miesięcy później!
Pamiętny pojedynek Boonena z Cancellarą w 2010r. Obaj kolarze w koszulkach mistrzów swoich krajów. Przyspieszenie Cancellary spowodowało podejrzenia o zastosowanie przez niego ukrytego w sztycy niewielkiego silnika wspomagającego jazdę!
Statystycznie to Boonen jest lepszym kolarzem na brukach. Jest współrekordzistą we Flandrii (3 zwycięstwa) i Paryż-Roubaix (cztery) i tylko krok dzieli go od samodzielnego prowadzenia w kronikach któregoś z tych wyścigów. Ostatnie lata to jednak dla niego huśtawka formy: znakomite sezony przeplata fatalnymi, ale tym razem wydaje się być na dobrej drodze do kolejnego spektakularnego sukcesu. Sęk w tym, że również i Szwajcar czuje się znakomicie, zatem, jeśli obaj kolarze unikną przykrych zdarzeń losowych, w najbliższe dwa weekendy szykuje się świetna rywalizacja. Co więcej, w niedzielę na trasie wokół Flandrii presję z tej dwójki nieco zdejmie Peter Sagan. Słowacki zawodnik tak samo jak eksperci i kibice czeka na triumf w wielkim klasyku. W wielkim stylu wygrał tydzień temu wyścig E3, w Gandawa-Wevelgem finiszował na podium.
2012, drugi dublet Flandria-Roubaix i wiosna życia Toma Boonena. W pobitym polu m.in. nowa gwiazda, Peter Sagan.
Tradycyjnemu dla kolarstwa starciu pary tytanów będzie więc towarzyszyło, równie charakterystyczne, starcie pokoleń. Ze względy na wspólnotę pokoleniową ludzi urodzonych na początku lat osiemdziesiątych kibicuję Boonenowi i Cancellarze. Sagana zostawiam ?igrekom? z lat dziewięćdziesiątych.
Zdjęcie okładkowe Louise Ireland flickr cc by sa 2.0
Sezon kolarski w Europie odpalił. Wyścigów było tyle, że drużyny muszą dysponować naprawdę szerokim składem, by rywalizować na kilku frontach równocześnie. Pozytywnym zaskoczeniem była postawa Polaków.
1. Porażka i rewanż Boonena
W sobotę w prawdziwie ?klasycznych? warunkach peleton rozpoczął zmagania na północy Europy. Omloop Het Nieuswbald to deszcz, wiatr, błoto, bruk i podjazdy. Faworyci pogubili się w tych okolicznościach przyrody, wyścig był dynamiczny i zaskakujący. Porażkę poniosła drużyna Omega Pharma Quick Step, karty rozdawali zawodnicy BMC, Belkinu czy Sky. Ian Stannard, etatowy koń pociągowy brytyjskiego dream teamu, w końcówce znalazł się na czele stawki a na finiszu pokonał Grega van Avermaeta. To spore zaskoczenie, Van Avermaet uznawany jest za specjalistę wyścigów jednodniowych. Stannard to raczej pomocnik lub spritner. Czyżby Brytyjczycy doczekali się następcy Rogera Hammonda, kolarza, który kilka lat temu regularnie utrudniał życie Belgom podczas brukowanych klasyków?
Finałowe kilometry Omloop Het Nieuwsbald
Dzień później, czyli w niedzielę, chmury zostały przewiane przez silny wiatr, który nie tylko odsłonił niebo, ale też pomógł zespołom Belkin i Omega Pharma Quick Step rozerwać peleton w strzępy. Tom Boonen z kolegami zrobili to, co potrafią najlepiej: zdobyli liczebną przewagę w niewielkiej grupie i w końcówce ich lider wykończył akcję całego zespołu. Boonen, który miał nieudany ubiegły sezon, wygrał w Kuurne po raz trzeci w karierze, ustanawiając rekord zwycięstw. Nie przypominam sobie, by Belg był kiedykolwiek tak szczupły jak tej wiosny, w wywiadzie po wyścigu wyglądał na szczególnie umotywowanego. Czyżby planował kolejny wybitny rok?
2. Gołaś, Matysiak i inni
Oczy większości kibiców skierowane były na Flandrię, tymczasem na południu działo się całkiem sporo. W sobotę w Murcji Alejandro Valverde odniósł piąte (!) zwycięstwo w tym sezonie. Nieźle pojechali Polacy z Active Jet, m.in Paweł Franczak ukończył wyścig na 20 lokacie. Lider ekipy CCC, Davide Rebellin był trzeci. Równolegle we Francji, w rejonie Ardeche, Michał Gołaś (Omega Pharma Quick Step) finiszował na drugim miejscu w tamtejszej jednodniówce. W niedzielę w hiszpańskiej Alemerii rozegrano klasyk, niestety obsada nie należała do najlepszych. Na starcie stanęli kolarze CCC oraz Active Jet i wykorzystali nadarzającą się okazję na zdobycie punktów w rankingu Europe Tour. Bartłomiej Matysiak (CCC) był siódmy (tuż za JJ Rojasem, powtórzył wynik z ubiegłego roku) a Łukasz Bodnar (Active Jet) dwunasty. Davide Rebellin finiszował dziesiąty a większość pozostałych kolarzy z naszych ekip (m.in. Tomasz Marczyński, Marek Rutkiewicz) dotarli do mety z niewielkimi stratami. Warto też odnotować, że w sobotnim Omloop Het Nieuswald w Belgii szansy w ucieczce szukał Maciej Paterski.
Michał Gołaś finiszuje po drugie miejsce
Po co piszę tego typu raport? Chyba czas odsunąć na bok często pojawiającą się ironię, towarzyszącą występom Polaków w zagranicznych startach. Zawodnicy naszych ?eksportowych? ekip nie trenują z zawodowcami z innych państw do krajowych wyścigów, ale solidnie ścigają się z zachodnią elitą i mają wpływ na przebieg prestiżowych imprez o sporych tradycjach. Mało? Przypomnijcie sobie posuchę sprzed kilku sezonów!
3. To już naprawdę początek
Oman, Katar, Australia… kto się tym przejmuje? Realnie sezon zaczął się w miniony weekend. Czy jako kibice jesteśmy tak konserwatywni, czy po prostu wiemy lepiej, co jest ważniejsze? Nie wierzysz? Przyjrzyj się poniższemu wykresowi aktywności społeczności rowerowej na twitterze:
Twitter activity of the cycling community in the last 3 weeks. The season has started pic.twitter.com/HNKOUjcGpn
Życie wybitnego kolarz po trzydziestce musi być bardzo ciężkie. Mając na swoim koncie niemal wszystko, co było w zasięgu możliwości i będąc u ich szczytu trzeba nadal walczyć z coraz to nowymi rywalami. I choć spokojnie można by położyć się na katafalku i myśleć o śmierci, a przynajmniej o końcu kariery, lukratywny kontrakt, wierni fani oraz rządni newsów dziennikarze ciągle chcą więcej.
Po rewelacyjnym sezonie 2005, kiedy wygrał dookoła Flandrii, Paryż ? Roubaix oraz mistrzostwo świata Tom Boonen (wówczas dwudziestopięciolatek) zapowiedział, że chce się ścigać do trzydziestki. Od tamtej pory jeszcze raz wygrał Flandrię, dwa razy Paryż- Roubaix, zieloną koszulkę najlepszego sprintera Tour de France, mistrzostwo swojego kraju oraz wiele pomniejszych triumfów. Po tegorocznej wiośnie wyścigów klasycznych, a w zasadzie jeszcze w trakcie jej trwania (gdy odpadał po defekcie z walki o zwycięstwo w ?Piekle Północy) jest raczej stawiany po stronie przegranych. Jest to o tyle ciekawe, że na swoim koncie zapiał wygraną w prestiżowym Gandawa-Wewelgem a we Flandrii był czwarty. Biorąc pod uwagę, że w sezon wchodził niepewny dyspozycji a jego start w Mediolan-Sanremo nie był wcale pewny, można to uznać za sukces.
Obiektywy kamer, aparatów oraz twitterowe konta skierowane były na innych. Cancellara, Gilbert, Hushovt, nawet preferujący specyficzny styl jazdy Pozzato przykuwali uwagę mediów i rozbudzali emocje fanów. Tymczasem Boonen nie dość, że jest już praktycznie rozliczony z sezonu, wszak wygrał istotny wiosenny wyścig, to jeszcze w RVV decydował o obliczu rywalizacji, sprowokował głównego faworyta ? Fabiana Canellarę do przedwczesnej akcji a w Roubaix w słynnym lasku Arenberg (gdzie wyścig przegrał już niejeden as) miał po prostu pecha.
Co więcej, jeśli ominą go kontuzje lub problemy osobiste może być kluczową postacią jesiennych mistrzostw świata w Kopenhadze. Jesienią zazwyczaj jest w dobrej formie, budując dyspozycję podczas hiszpańskiej Vuelty. Aby sięgnąć po drugą tęczową koszulkę, musi dostać trochę spokoju. Stawka jest wielka, ponieważ zrównałby się z Paolo Bettinim, uznawanym za króla klasyków ostatniej dekady a także w pewnym sensie z Johanem Musseuwem, którego jest w belgijskim peletonie następcą. Tyle tylko, że choć z pozoru radosny, Tom Boonen jest postacią dość kruchą. Trudno stwierdzić, czy winna jest temu presja sponsorów, mediów czy kibiców, ale po spektakularnych sukcesach osiągniętych w młodym wieku, gdy pojawiła się pewna stagnacja, Belg zaczął mieć problemy. Zawieszenie za zażywanie kokainy (chociaż ?rekreacyjne? a nie zmierzające do poprawy wyników sportowych), problemy z alkoholem, szybka jazda samochodem? na myśl przychodzą problemy tragicznie zmarłego ?złotego dziecka? flamandzkiego kolarstwa, Franka Vandenbrucke?a.
Całe szczęście, Boonen żyje w nieco innej epoce a do tego cała jego kariera związana jest z jednym dyrektorem sportowym. Swoją drogą, póki Patric Lefevre, menadżer grupy Quick Step cieszył się dobry zdrowiem i bardziej aktywnie niż teraz zarządzał swoją ekipą, kariera ?Tornado Toma? błyskotliwie się rozwiała. Gdy, nie tak przecież wiekowy (Lefevre w tym roku obchodził 56. Urodziny) szef Boonena podupadł na zdrowiu, kariera jego podopiecznego faktycznie nieco przygasła. Z drugiej strony Flamandczyk jest kolarzem, który raczej realizował kilka wyznaczonych celów w sezonie niż odnosił seryjne zwycięstwa. I choć w zeszłym sezonie nie wygrał zbyt wiele a w tym ma na koncie wygraną ?tylko? w semi-klasyku potrafi sprawy rozegrać tak, by zapewnić sobie kontrakt na kolejny sezon. Sęk w tym, że choć zapewne może osiągnąć jeszcze wiele – wiosenne wyścigi jednodniowe preferują kolarzy mogących pochwalić się sporym doświadczeniem, pojawia pytanie, czy kolejne lata w zawodowym peletonie są tym, czego naprawdę chce.