Tag: tdp

  • Porozmawiajmy o bezpieczeństwie kolarzy

    Porozmawiajmy o bezpieczeństwie kolarzy

    Pierwszy etap Tour de Pologne 2020 zakończony drastyczną kraksą z udziałem Dylana Groenewegena, Fabio Jakobsena i innych kolarzy pokazał, jak bardzo nie potrafimy rozmawiać o takich sytuacjach. 

    Przeklęte rundy

    Finisz w Katowicach jest specyficzny. Stosunkowo wąski, na drodze prowadzącej lekko w dół, usytuowany ok. 900m po nawrocie na rondzie. Przez “kreskę” kolarze wcześniej przejeżdżają kilka razy, ponieważ, jak to na Tour de Pologne, etap kończy się rundami w mieście. Kilkunastokilometrowe okrążenie jest pełne pułapek: skrzyżowań, wysepek, robót drogowych, przejazdów przez tory czy nawet ciągiem pieszo-rowerowym. 

    Rundy na trasach etapów TdP nie biorą się znikąd. Ułatwiają organizację oraz realizację transmisji TV a także zapewniają dłuższą ekspozycję samorządu częściowo finansującego wyścig w tejże TV.

    Z wielu powodów są zmorą imprez kolarskich, nie tylko w Polsce. Tego typu quasi kryterium na koniec długiego etapu często powoduje problemy. Peleton goni ucieczkę lub rozpędza się przed finiszem na wąskich ulicach miasta, pokonując zakręty i liczne przeszkody. Stopień trudności rośnie, gdy dodatkowo spadnie deszcz, wypełniając dziury i koleiny kałużami.

    Tour de Pologne, będąc ciągle imprezą na dorobku chętnie korzysta rund, nie do końca licząc się z konsekwencjami, nie ucząc się z błędów nie tylko swoich, ale i większych wyścigów. Gdy podobne rozwiązanie pojawia się na trasach bardziej eksponowanych imprez, nawet wielkich tourów, sytuacja jest podobna. Zazwyczaj ściganie w takich warunkach kończy się kraksami. 

    Żeby nie było wątpliwości, są one przykrą, lecz nieodzowną częścią kolarstwa. Jasne, nieprzyjemnie się je ogląda i chcielibyśmy, by było ich jak najmniej, ale się zdarzają i zdarzać się będą. 

    Sprinter musi być choć trochę szalony

    Nawet jeśli wykluczymy patologiczne przypadki zawodników jeżdżących szczególnie niebezpiecznie, bywa, że i najlepszym zdarza się popełnić faul. Peleton wywracany jest też przez nieuwagę lub zdarzenia losowe, wpadające pod koła zwierzę, plamę oleju lub nieroztropnego kibica robiącego selfie. 

    Choć Groenewegen został odsądzony od czci i wiary trzeba pamiętać, że w większości sportów by wygrać, agresja, zdecydowanie i chęć pokonania rywali są niezbędne. Wyjątkiem są niektóre indywidualne dyscypliny techniczne, gdzie kluczowe jest skupienie na własnym ciele i umyśle (by przywołać choćby słynne “Chcę tylko oddać dwa dobre skoki” Adama Małysza). Poza nimi sport to wojna, co dodatkowo podkreślają słowa używane przez dziennikarzy relacjonujących kolejne wydarzenia. 

    Granice, których nie wolno przekraczać opisują stosowne przepisy. Dzięki temu dochodzimy do ważnej kwestii, czyli ich respektowania i egzekwowania. 

    Trzeba przyznać, że od czasów Dżamolidina Abdużaparowa przeszliśmy długą drogę. Obecnie nie trzeba kraksy, by zajeżdżający drogę zawodnik został pozbawiony zwycięstwa. Doświadczył tego choćby Jakobsen rok temu w Zabrzu, gdzie linię mety minął jako pierwszy, ale zwycięstwo, przez faul na Ackermanie, mu odebrano. 

    By odnosić sukcesy jako sprinter trzeba jeździć bezkompromisowo, często ryzykować może nawet przekraczać granice rozsądku. Konsekwencje bywają poważne, ale z drugiej strony po części takie są reguły gry. Zajeżdżanie drogi czy wystawianie łokcia jest zabronione, ale legalne wciskanie się w ledwo widoczne luki i szukanie sobie najmniejszej dostępnej przestrzeni do sprintu to proszenie się o guza. Bez ryzyka trudno o sukces, chyba, że zostanie się dowiezionym do mety przez całą drużynę z kilkukilometrowego rozprowadzenia. Przy wyrównanym poziomie i okrojonych składach to jednak zdarza się coraz rzadziej.

    Tak czy inaczej należy oczekiwać od UCI (czy na rodzimym podwórku PZKol) większej konsekwencji w pilnowaniu porządku, zarówno na finiszach jak i na trasie. Bo jak pokazał przypadek z Katowic, obrażeń mogą doznać nie tylko sami zainteresowani, ale też kibice czy obsługa wyścigu.

    O ile sposób jazdy jest od zawodników zależny, to już warunki, w jakich się ścigają nie są. I tu pole do popisu ma, znów, kolarska federacja, ale też organizatorzy wyścigów. 

    Każdy może się pomylić

    Czesław Lang co roku chwali się, że jego wyścig dostaje najwyższe oceny od UCI. Czy to jednak oznacza, że prowadząc kolarzy przez rundy takie jak ta w Katowicach, czy po ulicach tak dziurawych jak te w Krakowie robi wszystko, by zapewnić sportowcom odpowiednie warunki pracy?

    Nie zrozumcie mnie źle. Wpadki zdarzają się wszystkim, by przypomnieć choćby feralny słupek na trasie Vuelty 2016, który wyeliminował z wyścigu Stevena Kruiswijka. Lub, również na Vuelcie (2019), kurizoalną sytuację z pękniętym basenem ogrodowym, który sprawił, że podczas drużynowej czasówki kolejni kolarze wywracali się na śliskiej jezdni. 

    Jednak planowe i systemowe prowadzenie wyścigu w terenie, który sam z siebie sprzyja kraksom, jak dziurawe, pełne krawężników, pasów, torów rundy lub organizowanie finiszu na zjeździe i ekscytowanie się prędkością rozwijaną tam przez zawodników są mocno dyskusyjne. 

    Rozważanie, czy barierki w Katowicach były spięte zipami czy zamocowane na sztywno do siebie jest bezcelowe. To, że ustąpiły pod naporem rozpędzonego do 80km/h zawodnika mogło być przypadkiem, bo dodatkowo nie opierali się o nie kibice, albo efektem zaniedbania osoby je ustawiającej. 

    Kwestią nadrzędną jest, że samo umiejscowienie linii mety, jak i droga do niej doprowadzająca od lat prosiły się o tragedię. Podobnie jak innych finiszy na trasie TdP, czy rund do nich prowadzących. Żeby nie było, że “czepiam się” Śląska, w moim rodzinnym Krakowie dojazd do finałowej rundy również jest skandaliczny, jedną z najbardziej dziurawych ulic w mieście a samo okrążenie wokół Błoń jest powodem do wstydu (choć w tle widać Wawel i Kopiec Kościuszki), pełne zwężeń, malowanek na jezdni i kolein.

    Mała architektura przeciwko kolarzom

    Rok temu kolarski świat był wstrząśnięty śmiercią Bjorga Lambrechta, która akurat wydarzyła się na prostej drodze. Nie pociągnęliśmy niestety dyskusji o elemencie infrastruktury drogowej, który przyczynił się do tej tragedii, czyli o przymocowanym do nawierzchni odblasku. Teoretycznie ma on zwiększać bezpieczeństwo i z pewnością każdy kierowca docenia go podczas jazdy w nocy, jednak jak okazało się podczas wyścigu kolarskiego był on zabójczy.

    Z drugiej strony uznany klasyk, część “ardeńskiego tryptyku”, Amstel Gold Race nie tylko prowadzi w dużej części wąskimi uliczkami limburskich przedmieść, droga cały czas skręca i zmienia nachylenie, to jeszcze pełna wysepek, progów zwalniających i innych części małej architektury, która na co dzień ma dbać o bezpieczeństwo ruchu drogowego (w tym rowerzystów). 

    Chcemy igrzysk

    Co więcej, trasy wyścigów wciąż są ekstremalizowane. Organizatorzy wyszukują ekstremalnych stromizn, szutrów czy bruków. Ba, nawet na tak konserwatywnym wyścigu jak Tour de France zdarzają się takie przykłady jak jurajski etap w 2017, który zebrał żniwo wśród zawodników ścigających się na zjazdach. Porte, Thomas czy Majka doznali poważnych kontuzji, ale prawda jest brutalna: wszyscy oczekiwaliśmy ostrego ścigania na zjazdach. I takie było, czego efektem były dotkliwe kraksy. 

    Dlaczego więc gdy oglądałem fruwające barierki i Jakobsena wypadającego z drogi na mecie w Katowicach największy mój największy gniew wzbudził nie faul Groenewegena a Czesław Lang i jego koncepcja trasy Tour de Pologne?

    Cóż, dyrektor TdP umiejętnie od lat narzuca nam swoją narrację, dorabiając do swoich, wyłącznie merkantylnych, wyborów chwytliwe nazwy. Idiotyczny i niebezpieczny finisz na zjeździe poprzedzony jazdą po dziurach ochrzcił “świątynią sprintu”, nadając brzydkiemu, nieatrakcyjnemu sportowo i niebezpiecznemu etapowi fałszywe znaczenie. Od lat prosił się o wypadek, który o mały włos nie skończył się fatalnie a wtórowali mu komisarze UCI przyznając wyścigowi wysokie oceny. 

    Sęk w tym, że sami kolarze jak również organizacja w założeniu broniąca ich interesów (CPA – związek kolarzy zawodowych) są zbyt słabi. Wyścigi zależne są od sponsorów i samorządów, które często dyktują układ tras, umiejscowienie finiszy czy premii. O harmonogramie decyduje ramówka telewizji. W sytuacji, gdy można zamknąć budżet dzięki milionowi (obojętne: złotówek czy euro) lub dwóm lub doprowadzić imprezę do bankructwa w imię “ciekawej trasy”, kompromisy stają się koniecznością. 

    Jeśli cierpi na tym atrakcyjność imprezy, bo zawodnicy ścigają się w nieciekawym, zurbanizowanym terenie zamiast po górskich przełęczy, jeszcze można to przeboleć. Gorzej, jeśli w imię zarobku (bezpośrednio w postaci umów z mecenasami lub pośrednio przez np. zbytnie radykalizowanie trasy i poszukiwanie widowni przez wzbudzanie kontrowersji) cierpią kolarze. 

    I żeby nie było wątpliwości, to nie jest problem tylko Langa i jego Tour de Pologne. Nie bez powodu etapy Tour de France potrafią prowadzić przez “kultowe” pirenejskie wzniesienia by następnie prowadzić peleton kilkadziesiąt kilometrów po płaskim do Pau. I nie bez przyczyny włoskie Giro co roku pcha się na potencjalnie oblodzone przełęcze i zjazdy w śnieżycy. 

    Nie zmienia to faktu, że oglądając TdP wielokrotnie przeklinam pod nosem Langa i Piaseckiego, którzy fundują i kolarzom i nam to co fundują. Bo wbrew temu, co sami deklarują pod wieloma względami do “Ligi Mistrzów” jest im bardzo daleko. A chciałbym, żeby było bliżej. No ale to już problem mój i moich oczekiwań. 

    Zdjęcie okładkowe: RAYMOND Wong on Unsplash

  • Jedyna szansa Czesława Langa

    Jedyna szansa Czesława Langa

    Będąc pierwszą etapówką w zrestartowanym po lockdownie World Tourze Tour de Pologne 2020 ma w końcu szansę, by przyciągnąć uwagę międzynarodowej publiczności.

    77. TdP będzie krótszy, pięciodniowy w miejsce tradycyjnego tygodnia. Rozgrywany w “reżimie sanitarnym”, z ograniczoną publicznością w strefach startu i mety. Z bardzo mocną obsadą kolarzy wygłodniałych ścigania, szukających pierwszych w sezonie sukcesów, które pomogą im negocjować kontrakty na kolejny rok. 

    W ostatnich latach Tour de Pologne zaczął się sprawdzać jako impreza wykorzystywana przez zawodników budujących formę na hiszpańską Vueltę. Dzięki temu, choć rozgrywany tuż po Tour de France, gromadził na starcie ciekawą obsadę i oferował całkiem niezłe, sportowe emocje. 

    Nazywając rzecz po imieniu, TdP w końcu można było oglądać jako solidną propozycję w kalendarzu, o ile oczywiście ktoś interesuje się kolarstwem szosowym na takim poziomie, że śledzi tygodniowe etapówki. 

    To opinia “nieco” sprzeczna z tym, co wciąż próbuje nam sprzedać Lang Team i wspierające go media, ale myślę, że stosunkowo bliska stanowi faktycznemu. 

    Przez lata, mimo francuskiej nazwy czy kuriozalnej wizyty we włoskich alpach był i jest wyścigiem na wskroś polskim. Kierowanym do polskiego widza, w dużej części finansowanym z kieszeni podatników (za pieniądze nie tylko samorządów, co jest charakterystyczne dla modelu organizowania imprez kolarskich, ale też spółek skarbu państwa) i istniejącym dzięki partnerstwu z telewizją publiczną.

    Oceniam, że było to działanie w dużej mierze celowe, ponieważ wciąż nie przebił się jako wartościowy punkt programu do świadomości kolarskich kibiców na świecie. Za to w Polsce jest jedną z najważniejszych cyklicznych imprez sportowych, której dorównuje może tylko żużlowe GP. 

    Z kolei z perspektywy zagranicznej, wciąż jest to impreza mniej istotna i poniekąd egzotyczna. Zanim kolarstwo zaczęło się na dobre globalizować, włączenie do World Touru (wcześniej Pro Touru) zawodów choć starych i zasłużonych, to jednak spoza status quo, było pewną nowością. 

    Mimo że Tour de Pologne nie zrobił może takiej kariery jak Strade Bianche, stał się stałą pozycją w europejskim kalendarzu i wyrabia sobie markę. Nawet jeśli nie jest spektakularny, ma dziwną specyfikę trasy z jazdą po rundach, quasi-kryteriami na ulicach miast i ze stopniem trudności górskich etapów porównywalnym z ardeńskimi klasykami. 

    Dodatkowo, choć narzekamy na poziom realizacji sygnału TV, obrazki z Podhala, Beskidów czy przynajmniej kilku miast etapowych wyglądają na ekranach całkiem atrakcyjnie. Dzięki transmisji nie tylko w TVP, ale i w Eurosporcie w końcu wyścig może faktycznie pełnić rolę promocji turystycznej regionów goszczących cyrk Czesława Langa. 

    W tym roku TdP miał być rozgrywany w trakcie Tour de France i być dla niektórych zawodników sprawdzianem dyspozycji przed Igrzyskami w Tokio. 

    Z powodu pandemii jest pierwszą etapówką w World Tourze i okazją do wejścia w wyścigowy rytm czy to przed Wielką Pętlą czy też przed klasykami. Uwagę światowej publiki odciągnie jedynie Mediolan-San Remo, ale w sytuacji, gdy wszyscy są spragnieni ścigania, nie powinno to być problemem. 

    Lista startowa 77. Tour de Pologne obfituje w świetne nazwiska. Znajdziemy na niej takich zawodników jak Richard Carapaz, Rohan Dennis, Jakob Fuglsang, Ion Izagirre, Mark Cavendish, Wout Poels, Pascal Ackerman, Rafał Majka, Max Schachmann, Ilnur Zakarin, Remco Evenpoel, Fabio Jakobsen, Esteban Chavez, Luka Mezgec, Simon Yates, Enrico Gasparotto, John Degenkolb, Thomas de Gendt, Dylan Groenewegen, Wilco Kelderman, Mads Pedersen, Jasper Stuyven, Rui Costa, Diego Ulissi a także spore grono młodych kolarzy szukających pierwszych sukcesów w zawodowym peletonie. 

    Dodatkowo jest to początek pożegnalnego tournee marki CCC i “polskiej grupy w World Tourze”. Jim Ochowicz walczy o nowych sponsorów a jego zawodnicy, podobnie jak przedstawiciele wielu innych zespołów o zapewnienie sobie przyszłości w kryzysowych czasach. 

    Ponieważ, jak to zazwyczaj bywa w tego typu wyścigach, zawodnicy przyjeżdżają na start z różnymi założeniami i w różnej dyspozycji, można spodziewać się ciekawych rozstrzygnięć. Intrygująco zapowiadają się finisze z peletonu a o zwycięstwie w klasyfikacji generalnej zapewne zdecydują sekundy.

    Z powodu pandemii kolarze mają mniej okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami, zatem każde zwycięstwo jest na wagę złota. Oczekuję więc, że każdy z etapów będzie rozgrywany w dobrym tempie i z pełnym zaangażowaniem. Miejmy nadzieję, że na rundach ulicami miast nie dojdzie do zbyt wielu kraks. Kolarze są bowiem po przerwie i choć to doświadczeni profesjonaliści, nie są jeszcze w 100% wyścigowym rytmie. 

    Zapowiada się dobry wyścig, który będzie warto śledzić nie tylko dlatego, że jest “nasz”. Dzięki niespodziewanym okolicznościom pierwszy raz oczy sporej części kolarskiego świata będą skierowane na Tour de Pologne. To co Lang Team pokaże jako organizator, TVP jako dostawca sygnału telewizyjnego a kolarze jako jego treść może zadecydować o pozycji i kondycji imprezy w kolejnych latach. Takiej szansy jeszcze nie było a. 

    Trasa 77. Tour de Pologne: 

    • Etap 1: Stadion Śląski Chorzów – Katowice (195,8 km), środa 05.08
    • Etap 2: Opole – Zabrze (151,5 km), czwartek 06.08
    • Etap 3: Wadowice – Bielsko-Biała (203,1 km), piątek 07.08
    • Etap 4: Bukovina Resort – Bukowina Tatrzańska (152,9 km), sobota 08.08
    • Etap 5: Zakopane – Kraków (188 km), niedziela 09.08

    Transmisje w Eurosporcie codziennie (poza piątkiem) od 17.15 do ok. 19.00, w TVP i TVP sport w podobnych godzinach. W piątek etap kończy się wcześniej, bo o 17, zatem transmisja zacznie się o 15.30. Szczegółowy plan znajdziecie tutaj.

  • TdP 2020: Pięć dni na rozruch

    TdP 2020: Pięć dni na rozruch

    Jako pierwsza, worldtourowa etapówka po lockdownie, krótszy, pięciodniowy Tour de Pologne ma niepowtarzalną szansę, by w końcu zwrócić na siebie uwagę kibiców kolarskich spoza Polski. 

    Mały tour dla sprinterów?

    Zaprezentowana pierwszego lipca trasa nie zaskakuje. Kolarze przejadą przez trzy, południowe województwa: opolskie, śląskie i małopolskie. Dwa etapy będą górzyste, trzy prawdopodobnie zakończą się finiszem z dużej grupy. 

    Rozstrzygający powinien być klasyczny odcinek spisko-podhalański z metą w Bukowinie. Ciekawie zapowiada się też dzień w Beskidach: Małym i Żywieckim z podjazdami na przełęcze: Kocierską i Przegibek, zakończony rundami w Bielsku-Białej (co realnie sugeruje, że może nie mieć znaczenia w walce o zwycięstwo w całej imprezie). 

    Gdyby na ulicach Krakowa rozegrano, jak niegdyś, czasówkę, byłaby to kompletna, krótka etapówka. Trzy etapy płaskie (góra Św. Anny na początku drugiego dnia nie dokona poważnej selekcji) sprawiają za to, że możemy spodziewać się niezłej obsady chcących “rozkręcić nogę” sprinterów (chyba, że wybiorą Mediolan – San Remo). 

    Choć chęć startu zgłaszają kolejne gwiazdy, trudno stwierdzić, kto, w jakim celu i w jakiej dyspozycji przyjedzie do Polski. Przez pandemię sezon 2020 jest wyjątkowy, zawodnicy zmuszeni do przerwy w ściganiu dostali nadprogramowy “offseason”, następnie wielu z nich trenowało w domu (ze względu na długi i restrykcyjny lockdown w Hiszpanii i Włoszech) by w końcu udać się na wysokogórskie zgrupowania. 

    https://www.youtube.com/watch?v=t4DIwT6N200
    Na otwarcie World Touru po lockdownie, Tour de Pologne oferuje sprawdzone rozwiązania i wyeksploatowane slogany.

    Pandemiczne reperkusje

    Sytuacja jest o tyle trudna, że wraz z wywołanym zawirowaniami kryzysem gospodarczym w kolarstwie jest mniej pieniędzy. Wycofują się sponsorzy, przyszłość przynajmniej kilku zespołów jest niepewna a czasu by powalczyć o kontrakty na sezon 2021 niewiele. 

    Należy spodziewać się więc sporej nerwowości i niespodziewanych rozstrzygnięć, zarówno ze względów sportowych jak i finansowych, ale też przez podniesiony poziom stresu związany z pandemią. 

    Trzeba bowiem postawić sprawę dość jasno. Choć wygląda na to, że Europejczycy wyraźnie rezygnują z restrykcji związanych z wirusem, zarówno na poziomie prawnym jak i podejmując indywidualne wybory, trudno stwierdzić, co się wydarzy, gdy w kolumnie wyścigu zostaną stwierdzone przypadki Covid-19. 

    UCI oczywiście przygotowała szereg regulacji i zaleceń sanitarnych, ale koszmar znany z UAE Tour, czyli kwarantanna całych hoteli wciąż jest możliwym scenariuszem. 

    Co więcej, mimo rezygnacji z “miasteczek startowych”, ograniczeń przy tradycyjnych ceremoniach podpisywania listy startowej oraz dekoracji czy oficjalnego braku kibiców przy trasach (w zorganizowanej formie np. na trybunach) wyścig to wciąż spore zgromadzenie.

    Ponieważ Tour de Pologne startuje niemal miesiąc po kampanii wyborczej w Polsce, w temacie higienicznym na nikim ani kolumna wyścigu ani kibice przy trasie wrażenia nie zrobią. Trzeba jednak pamiętać że impreza odbędzie się w dwóch województwach poważnie dotkniętych pandemią. Na Śląsku i w Małopolsce wciąż notowane są nowe przypadki choroby, zależnie od dnia w dziesiątkach lub w setkach.

    Można mieć nadzieję, że wszystko przebiegnie bez zakłóceń, ale tak czy inaczej pandemia będzie miała poważny wpływa na przebieg rywalizacji. 

    Szansa!

    Nawet uwzględniając wszystkie te zastrzeżenia, wygląda na to, że pierwszy raz od dłuższego czasu albo pierwszy raz w ogóle, Tour de Pologne zwróci uwagę fanów oraz światowych mediów, być może nawet nie tylko kolarskich.

    Wszyscy jesteśmy wygłodniali sportowych emocji, każda “otwierająca się” po lockdownie dyscyplina dostaje swoje pięć minut w najważniejszych serwisach informacyjnych. 

    Pewnym problemem jest pokrycie się terminu z Mediolan – San Remo, który z pewnością przyćmi nasz tour. Nie tylko z powodu, że to monument, ale również dlatego, że wraz z rozgrywanym tydzień wcześniej Strade Bianche będzie pełnił symboliczną rolę w odradzaniu się północnych Włoch szczególnie dotkniętych przez pandemię.

    Tak czy inaczej, choć nie wiem, czy Czesławowi Langowi realnie zależy na międzynarodowym rozgłosie (wiele dotychczasowych działań sugeruje, że Tour de Pologne jest tak naprawdę nastawiony na polskich widzów), ale czy tego chce czy nie, w tym wyjątkowym sezonie 2020 międzynarodową atencję dostanie niemal gratis. 

    Biorąc pod uwagę, że “w zaistniałej sytuacji”, tak jak wiele innych imprez, TdP ma i będzie miał problemy z pozyskiwaniem sponsorów, układ kalendarza jest dla organizatorów niezwykle korzystny i można go traktować jak dar od losu. I miejmy nadzieję, że mimo okrojonej trasy i wielu elementów, które dla zachodnich widzów są pewnego rodzaju folklorem, dar ten tak czy inaczej Lang Team wykorzysta. 

    Trasa Tour de Pologne 2020:

    • Etap 1: 5. sierpnia, środa, Stadion Śląski Chorzów – Katowice (195,8 km)
    • Etap 2: 6. sierpnia, czwartek, Opole – Zabrze (151,5 km)
    • Etap 3: 7. sierpnia, piątek, Wadowice – Bielsko-Biała (203,1 km)
    • Etap 4: 8. sierpnia, sobota, Bukovina Resort – Bukowina Tatrzańska (152,9 km)
    • Etap 5. 9 sierpnia, niedziela, Zakopane – Kraków (188 km)