Tag: seksafera

  • Slalom

    Slalom

    Historia młodej narciarki uwikłanej w toksyczny związek z trenerem. Francuski film “Slalom” to kolejny ważny głos w dyskusji o molestowaniu i nadużyciach w świecie sportu. 

    Pełnometrażowy debiut Charlène Favier zyskał na tyle uznania, by zostać wyselekcjonowanym do pokazów w kategorii “First Features” podczas ubiegłorocznego (odwołanego) festiwalu w Cannes. 

    Mimo pewnych wad scenariusza, broni się nie tylko jako znak czasów i głos w dyskusji #metoo, tym razem ze świata sportu. 

    W trudnej, głównej roli nastoletniej Lyz dobrze radzi sobie Noée Abita, do tego mamy piękne zdjęcia oraz sporo obserwacji dotyczących treningu, motywacji i kosztów sukcesu.

    Na drodze do niego towarzyszymy utalentowanej zawodniczce uprawiającej narciarstwo alpejskie. Choć w teorii ma łączyć szkołę z treningami w klubie, w praktyce jej życie skupione jest na sporcie. 

    Będąc w trudnej sytuacji rodzinnej, odrzuca relacje zarówno z matką jak i z rówieśnikami i wchodzi w romans z dwukrotnie starszym od siebie trenerem. 

    Fred jest szkoleniowcem wymagającym, szorstkim i brutalnym. Jego podopieczni osiągają jednak sukcesy a mimo początkowych trudności Lyz staje się jego ulubienicą. Od wsparcia i szczególnej uwagi jest już tylko krok do wątpliwego moralnie związku i nadużyć seksualnych.

    “Jak zawsze” bowiem w takiej relacji strony nie są równe. Różnica wieku to jedno, ale równie istotne są trudna sytuacja emocjonalna zawodniczki, typowe dla sportu hierarchia i autorytet, obietnice sukcesu, świetlanej przyszłości, wyjazdu na Igrzyska Olimpijskie czy bardziej pragmatyczne dostęp do sprzętu czy sponsorów.

    Bez względu na to, czy mówimy o szkole artystycznej czy klubie sportowym, zasady są podobne. Nawet biorąc pod uwagę, że początkowo fascynacja może być obustronna, ostatecznie to mentor zawłaszcza świat młodej, wchodzącej w dorosłość adeptki, zdobywa nad nią władzę i doprowadza do sytuacji, gdy ta jest od niego całkowicie zależna. 

    Jako obraz patologicznej relacji zawodniczki z trenerem lepiej sprawdza się “Mała Królowa”, bazujący na historii kanadyjskiej kolarki Geneviève Jeanson. “Slalom” mimo pewnych niedociągnięć scenariusza ma za to nieco większe ambicje stricte filmowe. Jest lepiej sfotografowany, lepiej zagrany i bliżej mu do bardziej uniwersalnego dramatu niż paradokumentu dla społeczności rowerowej. 

    Polecam zatem nie tylko czekającym na rozstrzygnięcie procesu Andrzeja P., śledzącym nadużycia w brytyjskim kolarstwie czy na polskich uczelniach artystycznych. 

    “Slalom”
    reż. Charlène Favier
    92’, Francja 2020

    W kwietniu 2021 “Slalom” obejrzałem na platformie VOD krakowskiego Kina pod Baranami

  • Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce.

    Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce.

    Larry Nassar, fizjoterapeuta gimnastycznej kadry USA przez lata współpracy z narodową federacją, uczelnią oraz prywatnymi ośrodkami i pod przykrywką rehabilitacji molestował ponad 250 młodych zawodniczek. O tej bulwersującej sprawie w trudnym a równocześnie imponującym dokumencie wyprodukowanym przez HBO opowiada Erin Lee Carr.

    Lekarz gimnastyczek stopniowo budował zaufanie pacjentek. Bazując na fizycznym kontakcie z jakim wiąże się jego zawód przekraczał kolejne granice a równocześnie był kryty przez władze swojego związku sportowego, uczelnię oraz współpracowników.

    W połączeniu ze specyfiką gimnastyki: uczestnictwem bardzo młodych zawodniczek, katorżniczym treningiem, częstymi kontuzjami i izolacją kadrowiczek w ośrodkach treningowych Nassar miał stworzone idealne warunki do swoich nadużyć.

    Historia skandalu jest przerażająca a równocześnie trudno jej się dziwić. Schemat działania Larry’ego Nassara wydaje się być zbliżony do innych tego typu postaci, podobnie jak, do pewnego momentu, zachowanie ofiar czy ich bliskich.

    Dokument Erin Lee Carr idealnie trafia w moment zmian, jakie obserwujemy w świecie rozrywki, sportu czy biznesu, które rozpoczęły się od #MeToo.

    Sam proces Nassara, ostatecznie skazanego na 175 lat więzienia zakończył się w poruszający sposób, ponieważ sędzia przed wydaniem wyroku pozwoliła wypowiedzieć się wszystkim, chętnym do tego, poszkodowanym.

    Choć jest to temat trudny i bolesny, zarówno na sali sądowej jak i później, przed kamerą dokumentalistki nie tylko opowiedziały o swoich doświadczeniach i uczuciach, ale zrobiły to wprost, z otwartą przyłbicą, prezentując swoją twarz i nazwisko.

    Przełamanie wstydu, tabu a także zmierzenie się ze społeczną presją i agresją to najbardziej imponująca część zarówno całej sprawy jak i filmu. Wyraz niezwykłej odwagi, której podłoże ma niewątpliwie znaczenie terapeutyczne, ale również jest przykładem dla innych poszkodowanych w podobnych sprawach, które wychodzą na jaw w kolejnych środowiskach, grupach zawodowych czy branżach.

    Choć cały obraz to właściwie wyłącznie „gadające głowy” zmontowane z archiwalnymi ujęciami z treningów i zawodów, „Druga strona medalu” (oryginalny tytuł jest zdecydowanie ciekawszy: „At the heart of gold”) trzyma znakomite tempo i angażuje, nie tylko ze względu na poruszaną tematykę. To kawał dobrego dokumentu i trudno się dziwić, że autorka znajduje się wśród „30 najbardziej wpływowych ludzi w mediach przed trzydziestką”.

    Poniżej znajdziecie wersję tekstu z 01.07.2019

    Tyle o samym filmie, ale nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o istotnym kontekście. Kilka dni przed tym, gdy obejrzałem „Drugą stronę medalu” dowiedzieliśmy się o kolejnej fazie, w jaką weszła sprawa Andrzeja P., oskarżonego o molestowanie i gwałt na swoich podopiecznych, byłego trenera i dyrektora sportowego w Polskim Związku Kolarskim.

    Po ośmiu miesiącach pracy warszawska prokuratura skierowała postępowanie do sądu a P. w areszcie będzie przebywał przynajmniej do 24. września.

    Pamiętając o domniemaniu niewinności i o tym, by nie wydawać publicznie wyroku zanim nie zrobi tego wymiar sprawiedliwości nawiążę do pewnych podobieństw z seksskandalem w amerykańskiej gimnastyce.

    O postępowaniu Larry’ego Nassera wiedziało wiele osób. A jeśli nie wiedziało, to przynajmniej dostawało wystarczająco sygnałów, by pochylić się nad tematem. Tymczasem władze jego uczelni utajniły część raportu po jednej ze skarg, prowadzący komercyjne, gimnastyczne szkoły trenerzy przymykali oko na zachowanie Nassera.

    Uniwersytet Stanowy w Michigan ma w sumie wypłacić pół miliarda dolarów odszkodowań ofiarom. Z kolei Amerykański Komitet Olimpijski zmusił cały zarząd tamtejszej federacji gimnastycznej do rezygnacji, następnie rozpoczął proces decertyfikacji Związku, który w grudniu 2018r ogłosił bankructwo.

    W październiku 2018, były już CEO Związku, Steve Penny został aresztowany z zarzutami o manipulowanie dowodami a rektor uniwersytetu w Michigan, Lou Anna Simon została oskarżona o składanie fałszywych zeznań.

    Wiele wskazuje na to, że o nadużyciach Andrzeja P. w Polskim Związku Kolarskim również wiedziało wiele osób. A gdy grunt zaczął palić się pod nogami, środowisko, podobnie jak amerykańskie środowisko gimnastyczne, zaczęło nieudolnie sprawę tuszować lub załatwić bez uszczerbku na wizerunku związku i jego działaczy. Kto tak robił, w jakim interesie, czy z własnej woli czy pod presją i czy Andrzej P. rzeczywiście dopuszczał się zarzucanych mu czynów, zarówno tych obyczajowych jak i innych, które równolegle bada Prokuratura Regionalna dowiemy się za jakiś czas.

    Ostatecznie najważniejsze co się liczy, to dobro poszkodowanych. Mam więc nadzieję, że niezależnie od wyroku sądu, wykażemy się względem nich należną empatią.

    „Druga strona medalu: Skandal w amerykańskiej gimnastyce” („At the Heart of Gold: Inside the USA Gymnastics Scandal”)
    Reżyseria: Erin Lee Carr
    Produkcja: HBO
    85 minut
    Film obejrzałem w HBO GO w czerwcu 2019.

    Suplement 02.02.2022

    Na początku lutego 2022, po niemal dwóch latach procesu, Sąd Okręgowy w Legnicy wydał wyrok skazujący Andrzeja P. na 4,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności, 6 lat zakazu wykonywania zawodu oraz zbliżania się do poszkodowanych. To wyrok I instancji i nie jest prawomocny, Andrzej P. może się od niego odwołać.

    Ponieważ sąd, m.in. z myślą o poszkodowanych utajnił rozprawę, prawdopodobnie nie poznamy jej szczegółów. Choć oczywiście każda sprawa tego typu jest inna, temat molestowania, mobbingu i innych nadużyć w świecie sportu czy kultury doczekał się już wielu relacji, artykułów, książek, wywiadów czy nawet filmów. Na przykład takich jak recenzowany powyżej „Druga Strona Medalu”. Co jest istotne, to pewne wspólne mechanizmy charakterystyczne zarówno dla postępowania sprawców jak i świadków. Możecie przyjrzeć się oglądając m.in. „Drugą Stronę Medalu”, „Małą Królową” czy „Slalom„.

  • Nie zadawanie pytań

    Nie zadawanie pytań

    Seks sprzedaje. Afera w PZKol trafiła nawet do wieczornych wydań telewizyjnych wiadomości. Miraż, jakim był ?złoty wiek polskiego kolarstwa? opada, bo dopiero teraz ktoś zajrzał pod kurtynę uszytą z medali i tytułów. Bo wcześniej albo ?wszyscy wiedzieli? albo ?każdy miał to gdzieś”.

    Sportowe #metoo

    Ogólnopolskie media podchwyciły temat głównie ze względu na seksualny aspekt skandalu w PZKol. Seksafera z udziałem młodych zawodniczek to sprawa z jednej strony paskudna i zasługująca na odkrycie, z drugiej gwarantująca publikę. Cóż, takie życie.

    Nikogo nie usprawiedliwiam, nikogo nie tłumaczę. Molestowanie jest złe. A równocześnie, niestety, zdarzało i zdarza się nadal. Biografie, wywiady, filmy, książki zawodniczek z właściwie każdej dyscypliny sportu często wspominają o tym samym. Nie trzeba szukać daleko, można choćby wrócić do ?Małej Królowej? opisującej losy Kanadyjki Genevieve Jeanson. Zobaczymy tam ?klasyczną? relację nadużywającego pozycji, władzy i zaufania starszego trenera z młodszą, wchodzącą zarówno w świat sportu jak i dorosłości sportsmenką. Jest przemoc, jest zastraszanie, są kłamstwa, fałszywe obietnice, przymykanie oczu przez bliskich i potrzask, w jakim znalazła się bohaterka.

    Lekkoatletki, pływaczki, gimnastyczki czy przedstawicielki jakiejkolwiek innej dyscypliny sportu mogłyby masowo dołączyć do akcji #metoo. A jeśli myślicie, że sprawa dotyczy tylko relacji damsko-męskich, jesteście w błędzie. Bo choć samo molestowanie, mobbing i przemoc są tabu, to w sporcie jeszcze większym tabu jest homoseksualizm.

    Relacje między zawodnikami a trenerami będą zdarzały się nadal. Znów, takie życie. Jeśli ludzie spędzają ze sobą kilkaset dni w roku, często nie mając kontaktu ze światem zewnętrznym, w ten czy w inny sposób do siebie się zbliżą. I nie wolno im tego odbierać, pamiętając, że w sytuacji nie tylko różnicy wieku, doświadczenia życiowego i autorytetu, ale też hierarchiczności i zależności jest to bardzo niebezpieczne i nie tylko umożliwiające wszelkiej maści nadużycia, co wręcz im sprzyjające. Zwłaszcza w odciętym od świata, górskim hotelu, bez świadków.

    Fasada z medali

    Jeśli uważacie, że ?Seksafera w PZKol? to cios dla polskiego kolarstwa, to tak, macie rację, ale też jesteście w poważnym błędzie. Działacz molestujący zawodniczki jest fatalny dla wizerunku i wyraża rozkład, jakiemu nieustająco poddaje się nasz sport.

    Piękne wyniki, jakie w ostatnich kilku latach zaczęli odnosić nasi kolarze to anomalia. Kumulacja tytułów mistrzowskich, medali olimpijskich i zwycięstw w World Tourze nie ma za wiele wspólnego z systemowym szkoleniem, regularnym finansowaniem czy jakąkolwiek strategią. Mówienie, że Rafał Majka i Michał Kwiatkowski to cud, jest deprecjonowaniem pracy w ośrodkach: podkrakowskim i podtrouńskim. Bo lokalni fachowcy-pasjonaci poświęcili swoje życie kolarstwu, pracy z młodzieżą, zapewnieniu finansowania i warunków do wejścia w świat sportu. Znajdziecie takich wielu. Na zawodach o ?puchar wójta?, na olimpiadzie młodzieży i tym podobnych imprezach.

    Podpinanie ich sukcesów pod obecny od czasu do czasu w mediach ?Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa? jest jednak poważnym nadużyciem, podobnie jak wielu innych osiągnięć naszych zawodników i zawodniczek. Nadużyciem przykładowym, na które mało kto zwracał uwagę i praktycznie nikt nie pytał. A jeśli to robił, był nazywany hejterem i oskarżany o sranie do własnego gniazda.

    Wszyscy wiedzą, nie ma kto pytać?

    Jestem skromnym blogerem. De facto osobą prywatną. Jasne, w branży rowerowej funkcjonuję od wielu lat. Współprowadziłem największy portal, współpracowałem z wydawnictwami i organizatorami imprez. Zawodniczo nigdy nie wyszedłem poza poziom regionalny. A mimo to informacje, pogłoski i poszlaki o nadużyciach, również tych obecnie najgłośniejszych, do mnie dochodziły.

    Nadużycia finansowe, nadużycia władzy, nadużycia obyczajowe. Nepotyzm, korupcja, doping, mściwość, faworyzowanie i marginalizowanie czy wreszcie zwykłe skurwysyństwo?

    Dlaczego środowisko kolarskie, ze szczególnym naciskiem na media, przymyka oczy na wszelkiego rodzaju nieprawidłowości?

    Moja odpowiedź jest dość prosta i zarazem przykra. Jesteśmy słabi, dramatycznie słabi. Prasa i portale rowerowe są, no właśnie, rowerowe. Jedynym sposobem, by utrzymać się na rynku, jest produkcja treści związanych ze sprzętem. To, jak są one obiektywne, jest tematem na zupełnie inną opowieść. W opisywanym kontekście kluczowy jest fakt, że media rowerowe nie interesują się kolarstwem.

    A te, które na kolarstwie jako sporcie się skupiają, nie są traktowane poważnie. Albo są uwiązane siecią patronatów, bannerów i stopek sponsorskich, które dają szansę na jakąkolwiek wymianę informacji, albo, jeśli silą się na obiektywizm i niezależność, są marginalizowane lub nawet ostarcyzowane.

    Równocześnie mają na tyle niewielki zasięg, że gra w otwarte karty z nimi jest zwyczajnie nieopłacalna. W związku z tym, jeśli ktoś coś mówi, otwiera się przed rowerowym dziennikarzem, robi to ?off the record? lub kwituje prostym ?przecież wiesz, jak jest?.

    Krótko mówiąc pozostajemy w sferze przetwarzania dostępnych informacji, relacjonowania wyścigów i bezpiecznych pytań o przebieg rywalizacji czy zgrupowania. ?Jak było, co jadłeś, czy było ciężko?.

    Jeśli ktoś coś wie, słyszał, domyśla się lub zwyczajnie łączy fakty i wyciąga wnioski, zostawia to dla siebie. W związku z tym w polskim kolarstwie nie ma dopingu, zarówno zawodowców jak i amatorów. Przeszłość gwiazd peletonu ścigających się w ?epoce epo? istnieje tylko w sferze znajomości tras i zmian w sprzęcie. Kontakty, powiązania czy przyjaźnie z antybohaterami dopingowych afer są tematem tabu.

    Z kolei kłopoty młodych zawodników są pomijane milczeniem, by nie niszczyć ich karier a ewentualnie współodpowiedzialnym działaczom, jakby na to nie patrzeć często pasjonatom i społecznikom, nie utrudniać pracy.

    Symboliczne kary, zawieszenia na zimę, ukrywanie informacji o poztywynych wynikach testów. A winni i skazani bywają hołubieni. Utracone na skutek dopingowej wpadki tytuły legitymizowane, przynajmniej w mowie.

    Idąc dalej, obecność jakiegokolwiek sponsora, nawet, jeśli ten jest szemrany, nie wywiązuje się ze zobowiązań czy zalega z wypłatami pomijamy, by nie odstraszać kolejnych. Wszak dla wielu klubów nawet kilkadziesiąt czy kilkanaście tysięcy to być albo nie być, po co więc szukać problemów?

    A może wyciekający z sekcji sprzęt? Grant, z którego część funduszy idzie na szkolenie a część do kieszeni? Zgrupowanie pod szyldem kadry, na które zawodnicy jadą za swoje pieniądze? I odwrotnie, wyjazdy ?państwowe?, z których korzystają będący na kontraktach zawodowcy?

    Naprawdę nie słyszeliście? Nikt wam nie mówił? Sami się nie domyśliliście? A może boicie się podnieść głos, bo nazwą was, jak nielicznych odważnych, hejterami, oskarżą o niszczenie kolarstwa, obrażona gwiazdka zagrozi, że już więcej z wami nie porozmawia a w wersji najbardziej dotkliwej nie zaprosi na prezentację z darmowymi kanapkami?

    A co z największymi? Ogólnopolskie tytuły, portale, telewizje? Znane nazwiska, bywające tu i ówdzie. W teorii mające jakąkolwiek moc sprawczą. Z wielotysięczną widownią odbiorców i czytelników. Z obecnością na najważniejszych imprezach w charakterze vipa. Rozumiem, że jeśli ktoś na przemian zajmuje się skokami, hippiką i raz w roku kolarstwem, może nie ogarniać. Ale wy? Też nie wiecie? Nie widzieliście? Czemu nikt nie pyta?

    Czemu musieliśmy czekać tyle lat by dopiero w sytuacji, w której temat zaczął się od hałasu o grube miliony, do sportu rowerowego zajrzał ktoś z popularnej redakcji w celu innym niż poklepanie po plecach ?naszego mistrza? lub ?autora sukcesów??

    Nie ma komu pracować?

    Jedną z największych obaw związanych z sytuacją w Polskim Związku Kolarskim jest ta, że nawet, jeśli minister sportu wejdzie z kuratorem i zaora wszystko, nie będzie komu pracować. To nie do końca prawda. Nawet w obecnych strukturach jest wielu ludzi, którym na kolarstwie zależy i choć, owszem, przymykają oczy na to i owo, chcą i potrafią solidnie pracować. I wcale nie muszą to być ?młodzi?, jak często słyszymy. Bo bez doświadczonych trenerów czy aktywistów, którzy jak wspomniałem na początku, swoje życie oddali temu, często niewdzięcznemu sportowi, daleko nie zajdziemy.

    Trzeba ich jednak, i starych i nowych, i młodych i rutynowanych sprawdzać. Pytać. Obserwować. Domagać się transparentności: zasad, regulaminów, wydatków, wyjazdów, powołań, zgrupowań. Jest prawo prasowe. Są media społecznościowe. Bez takiej kontroli nie będzie niczego.