Tag: Ronde van Vlaandereen

  • Nie dajmy sobie zabrać świetnej, kolarskiej wiosny

    Nie dajmy sobie zabrać świetnej, kolarskiej wiosny

    Afera bidonowa, zabroniona jazda w pozycji aerodynamicznej, odwołany Paryż-Roubaix i zamieszanie wokół przyszłości Petera Sagana tworzą szum, który zagłusza rewelacyjny początek kolarskiego sezonu 2021. 

    Embed from Getty Images

    Najlepsza wiosna od lat?

    Właściwie każdy wyścig, który oglądamy w tym roku jest świetny. Dwa rozegrane monumenty: Mediolan – San Remo oraz Ronde van Vlaanderen zakończyły się niespodziewanymi, lecz zasłużonymi zwycięstwami Jaspera Stuyvena oraz Kasper Asgreena. 

    Wielcy faworyci: Mathieu van der Poel i Wout van Aert choć bez monumentów, ale również kończą pierwszą część wiosny z cennymi wynikami na koncie. Obie wygrane, w Strade Bianche i w Gandawa-Wevelgem zostały osiągnięte po imponującej jeździe i finiszach z doborowej stawki asów. 

    Obecność MVDP i WvA w każdej imprezie, w której brali udział wpływała na jazdę innych drużyn. Obaj wybitni kolarze z przełajowym rodowodem choć konkurujący ze sobą, stali wspólnie po drugiej stronie barykady niż reszta peletonu. 

    Ekipy AG2r – Citroen, Ineos Grenadiers, Total – Direct Energie, Trek-Segafredo i przede wszystkim Deceuninck – Quickstep ścigały się uwzględniając pozycję, formę i sposób jazdy van der Poel i van Aerta. 

    Czy van Aert i van der Poel przeszarżowali, walcząc jak wściekli w Tirreno-Adriatico odpowiednio o etapy i klasyfikację generalną? Być może, co widać było w drugiej części kampanii klasyków, gdzie niewątpliwie brakowało im nieco świeżości. Natomiast znów, dzięki ich postawie, włoska etapówka była najciekawszą od lat. Zatem zamiast narzekać na brak ich dominacji w klasykach trzeba raczej im podziękować za wpływ, jaki mieli na cały pierwszy akt sezonu.

    Embed from Getty Images

    Zwycięska wataha

    Najmocniejsze ekipy podzieliły wiosenne łupy między sobą, choć trzeba przyznać, że po raz kolejny mistrzem taktyki okazali się podopieczni Patricka Lefevere’a/

    Deceunink-Quickstep wygrywali cztery razy:

    Davide Ballerini w Omloop Het Nieuwsblad, Kasper Asgreen w E3 oraz Dookoła Flandrii i Sam Bennett w de Panne. Mimo porażki w Scheldeprijs (drugie miejsce Bennetta), warto podkreślić powrót do formy Marka Cavendisha, który w tym wyścigu zajął trzecią lokatę. 

    Dla Alpecin-Fenix van der Poel zwyciężył w Strade Bianche, Jsper Philipsen w Scheldeprijs ale musimy też pamiętać, że Tim Merlier był pierwszy w Le Samyn, Breden Koksijde i GP Jean-Pierre Monseré. Mniejszy kaliber, ale to wciąż zawodowe, ważne imprezy. Dla drużyny, która nie ma licencji World Touru to wyniki imponujące. 

    Trek Segafredo mimo przerwy związanej z pozytywnymi testami na covid, mają na koncie monument, czyli Mediolan-San Remo po śmiałym ataku Stuyvena i Kuurne-Bruksela-Kuurne Pedersena. A dodatkowo, choć to nieco inny klimat, Trofeo Laigueglia Mollemy.

    Ineos Grenadiers, choć przez sporą część wiosny szarżował Tom Pidcock, wracają z bruków z wygraną doświadczonego Dylana van Baarle w Dwars Door Vlaanderen. 

    Na koniec wreszcie, Jumbo Visma i Wout van Aert spisali się świetnie podczas Gandawa-Wevelgem. 

    Embed from Getty Images

    Złoty wiek kolarstwa – także w klasykach

    W kontekście narracji całego sezonu, jesiennej kumulacji mistrzostw świata we Flandrii i przełożonego Paryż-Roubaix oraz kolejnych lat wygląda to bardzo obiecująco. Choć oczywiście żal z nieobecności “Piekła Północy” wiosną, zwłaszcza przy prognozowanych opadach deszczu jest niezmierny. 

    Przede wszystkim, podobnie jak w wielkich tourach odchodzimy od klasycznej historii kolarskich pojedynków. Grono pretendentów jest wyrównane i szerokie. Młodzież dojrzewa bardzo szybko a każde z tegorocznych zwycięstw było poprzedzone konsekwentnym budowaniem pozycji, doświadczenia i formy w poprzednich sezonach. 

    Obserwujemy “złoty wiek kolarstwa”, sytuację, w której na starcie każdego wyścigu staje znakomicie przygotowana, doświadczona, zmotywowana, bardzo szeroka grupa kolarzy i niemal każdego dnia ściga się jakby jutra miało nie być. 

    Właściwie każda impreza, czy to worldtourowa czy nieco niższej kategorii jest świętem sportu i fascynującym widowiskiem niemal od startu do mety.

    Aż żal patrzeć, że te znakomite widowiska rozgrywane są bez kibiców przy trasach. Rozentuzjazmowana publiczność zawsze jest dodatkowym czynnikiem motywującym atletów, ale też, nie ukrywajmy tego, potrafi wprowadzić dodatkowy, losowy element chaosu. 

    Kto wie, jak kolarze, którzy przez rok rywalizują w ciszy zareagują, gdy znów będą pokonywać kluczowe segmenty wyścigów w towarzystwie wrzawy, wyciągniętych rąk i zasłaniających szosę flag?

    Tak czy inaczej powodów do ekscytacji związanych z kolarską wiosną jest bez liku. I aż szkoda, że równocześnie pojawia się wystarczająco wiele zdarzeń, które przykrywają sport jako taki. 

    Embed from Getty Images

    Trudności i kontrowersje

    Mamy więc nowe przepisy UCI skupiające się na bezpieczeństwie i ekologii. Jedne dobre, choćby te dotyczące poprawy jakości barierek, których poprawione wersje już były testowane. 

    Inne kontrowersyjne, jak te zabraniające jazdy w bardziej aerodynamicznej, choć bardziej ryzykownej pozycji. I wreszcie te, które w założeniu sensowne, dotyczące zakazu śmiecenia, jednak w egzekucji zmieniające się w parodię zabraniającą rzucenia kibicom bidonu. Efekt jest taki, że dostajemy festiwal dyskwalifikacji i kar a największym absurdem jest ten, w którym na zawodniczkę relegowaną z kobiecego Ronde van Vlaanderen nakładana jest kara wyższa niż nagroda za zwycięstwo.

    Arogancka i zagrażająca innym jazda Nacera Bouhanniego spotyka się ze zdecydowaną reakcją rywali z peletonu a federacja wzywa go na przesłuchanie i planuje większą karę, co powinno przyczynić się do ukrócenia takiego zachowania na szosie. Równocześnie francuski kolarz staje się obiektem nagonki ze strony fanów, którzy wykorzystują jego recydywę nie do potępienia bandyckiej jazdy a do rasistowskiego hejtu.

    Wynaturzenia nie tylko przykrywają świetną rywalizację i wysiłek kolarzy, ale też obracają społeczność przeciwko ideom, stojącym za wprowadzanymi innowacjami.

    Kolarstwo nie jest ekologicznym sportem. Więcej bidonów ląduje w rowach niż zbieranych jest przez dzieci z miejscowości przez które przejeżdżają wyścigi a imitujący pozycję “super tuck” młodzicy mogą ulegać wypadkom. 

    Wraz z ekscytacją potencjalnym transferem Petera Sagana do Deceuninck – Quickstep i pięcioletnim kontraktem Remco Evenepoela trzeba pamiętać o dysproporcjach w zarobkach czy budżetach grup.

    Ale, hej, nawet, jeśli są jakieś potknięcia, kolarstwo AD 2021 ma potencjał nieobserwowany od lat. A przed nami Ardeny, Giro i kolejne wyścigi, których nie mogę się doczekać!

    Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Marco Alpozzi, materiały prasowe RCS

  • Jak oglądać Ronde Van Vlaanderen?

    Jak oglądać Ronde Van Vlaanderen?

    W niedzielę święto kolarstwa, drugi ?monument? sezonu, ?Dookoła Flandrii?. To festiwal bruku, stromych, wyrastających tuż za zakrętem wzniesień i tysięcy podekscytowanych kibiców.

    Scenariusz większości ważnych wyścigów jest zbliżony. Wkrótce po starcie zawiązuje się ?ucieczka dnia? w której jadą mniej znani zawodnicy, szukający swojej szansy na dojechanie do mety a przynajmniej na pokazanie się przed kamerami telewizji.

    Nie jest to ani proste ani łatwe. Jeśli oglądaliście wyścigi transmitowane w całości, widać, jak wiele dzieje się na pierwszych kilometrach. Jak mocne jest tempo i jak wielu jest chętnych do zabrania się w taki odjazd.

    Tym bardziej, że oprócz klasycznych śmiałków szukających szansy i sławy, do gry dołączają się pomocnicy faworytów.

    Szczególnie w klasykach ma to spore znaczenie, ponieważ może dać przewagę taktyczną w późniejszej fazie wyścigu, gdy peleton zacznie doganiać uciekinierów.

    Następnie przez kilkadziesiąt kilometrów mamy względny spokój. Przewaga czołówki utrzymuje się w kontrolowanych granicach kilku minut. Gdy trasa i tempo robią się bardziej selektywne, zaczyna się zabawa.

    Brukowane klasyki to ciągłe zmiany nawierzchni, szerokości drogi i wiatru. Bardzo duże znaczenie ma zatem, by w kluczowych momentach znajdować się blisko czoła grupy. Zdarza się, że przez nieuwagę, upadek zawodnika pozycję wcześniej czy kraksę można stracić kontakt z czujniejszymi rywalami, którzy, gdy tylko to zauważą, mocniej nacisną na pedały i zdobędą przewagę.

    Ważna uwaga: podjazdy we Flandrii mają od kilkuset metrów do 2,5km długości i średnią stromiznę od ok. 4 do 12-13%. Tyle tylko, że maksymalne wartości przekraczają czasem 20% a do tego najbardziej znane wzniesienia mają brukowaną nawierzchnię. W połączeniu ze stromizną i niewielką szerokością, to idealne miejsce do selekcji i ataku. Większość z nich ma w nazwie ?berg?, w czasie tramisji TV kolejne ?bergi? są opisane w postaci czytelnych grafik zawierających długość i stromiznę wspinaczki.

    Podczas Ronde van Vlaanderen 2017 pierwsza taka atrakcja, Oude Kwaremont usytuowana jest na 114km liczącej w sumie 260km trasy. Na dojeździe możemy spodziewać się wyższego tempa i przegrupowań w peletonie.

    Pierwszy raz, zależnie od uzyskanej średniej prędkości, kolarze pojawią się tam między 13:17 a 13:40. Transmisja w Eurosporcie rozpoczyna się 13:45.

    Kolejnych 50 kilometrów to następujące po sobie wzniesienia. Jest ich sześć, nazwanych i oznaczonych na mapie, ale nie dajcie się zmylić. Trasa właściwie pozbawiona jest płaskich odcinków, nieustająco prowadzi w górę lub w dół.

    Na 165km wyrasta słynny Muur-Kapelmuur, przywrócony na trasę Ronde Van Vlaanderen, na którym w przeszłości decydowały się losy wyścigu. Teraz będzie raczej pierwszą, poważniejszą próbą przeprowadzenia selekcji i zgubienia pomocników rywali. Niewykluczone, że w ucieczkę spróbują pojechać ?dublerzy?, mocni kolarze, którzy będą szachowali konkurencyjne zespoły.

    Tym bardziej, że trasa nie odpuszcza ani na moment. Po Muurze oznaczono dwa podjazdy poprzedzające charakterystyczną dla ostatnich edycji ?Flandrii? kumulację: Oude Kwaremontu z Paterbergiem.

    Na 55km przed metą zawodnicy wjadą na rundę, w skład której wchodzą Koppenberg, Steenbeekdries, Taaienberg, Kruisberg i jeszcze raz Kwaremont z Paterbergiem a do tego kilka nieoznaczonych wzniesień.

    To jest moment, kiedy koniecznie musicie przejąć kontrolę nad pilotem telewizora, ponieważ kończą się podchody i zaczyna decydująca rozgrywka.

    W wyścigach kolarskich najlepsze jest to, że choć scenariusz w teorii może być napisany wcześniej, drobny czynnik może wszystko wywrócić do góry nogami.

    Gdy w tym roku podczas Mediolan-Sanremo wydawało się, że Team Sky, niczym na Tour de France skutecznie zabetonował rywalizację, sprawy w swoje ręce wziął Peter Sagan. A gdy wydawało się, że Słowak jest najmocniejszy, na finiszu sprytnie ograł go Michał Kwiatkowski.

    Końcówka ?Primavery? dała nam kilkanaście minut wielkich emocji. ?Flandria? co sezon oferuje rollercoaster wrażeń przynajmniej przez kilka godzin. Nawet, jeśli stawka jest wyrównana, charakter trasy powoduje, że koncentrację i czujność trzeba zachowywać na wiele kilometrów przed metą. Choć ?murowanych faworytów? jest zaledwie kilku i oczy wszystkich będą skierowane głównie na Sagana i Van Avermaeta, grono rywali chcących im spłatać psikusa jest wyrównane i mocne.

    Już od pierwszego przejazdu przez Kwaremont każde, mocniejsze naciśnięcie na pedały może mieć poważne konsekwencje, każda ucieczka przynieść niespodziewany efekt a jeśli do tego kolarze zdecydują się podjąć ryzyko i pojechać ofensywnie, możemy spodziewać się pięknego spektaklu.

    Zatem, odpowiadając na tytułowe pytanie ?Jak oglądać Ronde van Vlaanderen? powiem krótko: z entuzjazmem!

    Zdjęcie okładkowe: Louise Ireland, flickr, CC BY 2.0

  • Loverove 06.04.2016

    Loverove 06.04.2016

    Dobry zestaw rowerowych linków do poklikania o poranku :)

    1. Nierówność fotograficzna

    Wyczekiwane galerie z Ronde Van Vlaanderen w cyclingtips już na Was czekają.

    Tutaj znajdziecie zdjęcia z męskiego RVV wygranego przez Petera Sagana

    a tutaj z damskiego, gdzie triumfowała Lizzie Armistead. Niby Australijczycy tak dbają o równość w kolarstwie a kobiecy fotoreportaż jakiś taki biedniejszy…

    2. Wiosna przyszła – podaj dalej

    Dla niektórych rowerzystów poruszone tu zagadnienia prawidłowej jazdy miejskiej to oczywiste oczywistości, ale dla niektórych artykuł ten może okazać się odkrywczy... :) Posted by Polska na Rowery on Tuesday, 5 April 2016
    Zakładam, że skoro tu zaglądasz, to jeździsz rowerem regularnie i co do zasady wiesz, jak poruszać się w ruchu drogowym. Ten poradnik możesz więc podesłać swoim znajomym (link bez slajdów :) ), którzy w przypływie wiosennego entuzjazmu właśnie zastanawiają się, czy wybrać się na rowerową wycieczkę albo czasami dojeżdżać do pracy o własnych siłach.

    3. Co robi rowerzysta przed wjazdem do lasu

    Kilka minut wygłupów na parkingu a potem już nie starcza sił na wycieczkę ;) https://www.youtube.com/watch?v=Ca4IneT0740

  • Sagan mistrz

    Sagan mistrz

    Kontrola, selekcja, atak, samotny odjazd do mety. Peter Sagan w koszulce mistrza świata zachował się jak profesor, wykorzystał swoją moc, którą połączył z dojrzałością, jakiej nabył w ostatnich miesiącach. W ten sposób Słowak ma swoje upragnione zwycięstwo w jednym z kolarskich ?monumentów?.

    Ronde Van Vlaanderen to zaledwie drugi triumf Sagana w sezonie 2016. Tydzień wcześniej lider ekipy Tinkoff zwyciężył w przygrywce do ?Flandryjskiej Piękności?, czyli Gandawa-Wevelgem a kolejne trzy dni wcześniej był drugi w E3 Harelbeke. Do tego dokłada trzy drugie miejsca na etapach Tirreno-Adriatico (wygrał tam klasyfikację punktową), drugą lokatę a Omloop Het Nieuwsblad oraz jedno drugie miejsce na odcinku Tour de San Louis. Mediolan-San Remo zakończył na 12 pozycji a Kuurne-Bruksela-Kuurne na 7.

    Dzięki temu jest najlepszym kolarzem rankingu UCI, rankingu CQ i zapewne kilku innych.

    Co ważne, ?Flandria?, którą rozegrał po mistrzowski to wyścig, którego Słowak miał nigdy nie wygrać. Plotka głosi, że masywna budowa ciała Sagana miała zmuszać go do wstawania na brukowanych podjazdach, przez co zawodnik tracił przyczepność i nie mógł zaprezentować pełnej mocy w decydujących momentach.

    W kluczowej dla losów wyścigu akcji wraz z Saganem znalazł się Michał Kwiatkowski, ale w przeciwieństwie do niedawnego E3 Harelbeke, Słowak przejął inicjatywę, wytrzymał mordercze tempo do końca, gubiąc kolejnych rywali najpierw na Oude Kwaremoncie a następnie na Paterbergu.

    Wprowadzona w 2012r finałowa runda prowadząca przez kumulację tych dwóch wzniesień, zupełnie innych w charakterze, ale razem będących śmiertelną dawką dla nóg wielu pretendentów, dyktuje określone warunki i nadaje rytm końcówce wyścigu, co wcale nie odbiera emocji.

    Atakujący Sagan i rzucający się w pościg Fabian Cancellara zapewnili kibicom wspaniałą rozrywkę, poruszyli serca i zaprezentowali czyste piękno kolarstwa. Zmagania o utrzymanie z jednej i zredukowanie przewagi z drugiej strony na płaskim odcinku dojazdowym do mety w Oudenaarde między dwoma, wielkimi rywalami to póki co najjaśniejszy moment sezonu 2016.

    Nowy, wielki mistrz, uciekający przed poszukującym wiecznej sławy odchodzącym czempionem to zawsze wspaniały obrazek. Okazję do rewanżu Cancellara będzie miał już tydzień później na trasie z Paryża do Roubaix. Być może w ?Piekle Północy? zwycięży ktoś inny, ale i tak większość przedwyścigowych spekulacji będzie kręciła się wokół pojedynku Słowaka ze Szwajcarem. To właśnie na takich bojach budowana jest od lat legenda wielu wyścigów i to nimi najbardziej się pasjonujemy.

    Rok temu prognozowałem, że brukowane klasyki zdominuje para Kristoff-Degenkolb. Sagan zmagał się wówczas z własną niemocą, w tym roku karta się obróciła. To on jest górą, Kristoff nie może odnaleźć zeszłorocznej formy a Degenkolb pauzuje z powodu kontuzji.
    Tak czy inaczej, przemiana pokoleń w kolarstwie trwa. Cancellara i Tom Boonen, jedni z najwybitniejszych specjalistów wyścigów klasycznych w historii mają godnych następców. Grupa piekielnie zdolnych zawodników dostarczy nam emocji przez następną dekadę.

    Peter Sagan stoi na jej czele. W międzyczasie z irytującego dzieciaka stał się prawdziwym mistrzem. Choć zapewne jeszcze nie raz zdenerwuje nas niestosownym żartem a za linią mety, bez względu na to, czy w geście triumfu jak na ?Flandrii? czy dla własnej i kibiców zabawy, jak w grupetto na alpejskich etapach Tour de France, postawi rower na tylnym kole, potrafi z godnością znosić porażki a gdy trzeba wypowiedzieć się jak na czempiona przystało.

  • Poniedziałkowy skrót#8

    ?Flandryjska piękność? mimo 101 lat na karku nadal uwodzi. Emocjonujący wyścig w wielkim stylu rozstrzygnął na swoją korzyść Fabian Cancellara. Bez pomocników w kluczowych momentach, nie kalkulując zaatakował, w końcówce pracował najwięcej a i tak zwyciężył.

    Trzecie zwycięstwo w Ronde Van Vlaanderen i drugie z rzędu to wielki wyczyn. Dzięki temu Szwajcar stoi przed szansą trzeciego w karierze dubletu Flandria-Roubaix a z rok będzie się ścigał z Tomem Boonenem o samodzielne prowadzenie w ilości triumfów w ?Piękności?.

    W niedzielę Cancellara był jedynym faworytem, który nie zawiódł. Kolarze Omega Pharma Quick Step teoretycznie jechali idealny wyścig. Gdy po Koppenbergu nastąpiła selekcja w głównej grupie, mieli wyraźną przewagę liczebną. Stijn Devolder, najważniejszy pomocnik Cancellary leżał w kraksie, Szwajcar został więc osamotniony. Również gregario Petera Sagana zostali z tyłu. Za odjeżdżającym Gregiem Van Avermaetem podążył Stijn Vandenbergh i taktycznie, czekając na ruch Boonena, nie dawał zmian. Cancellara musiał czuć się wyjątkowo mocny, skoro w tak niekorzystnym układzie zdecydował się na atak. Ani Boonen ani Sagan nie byli w stanie odpowiedzieć na jego ruch, pozostali pracownicy Omegi nie zdecydowali się na kontrę. Szwajcar zabrał ze sobą młodego Sepa Vanmarcke i we dwóch (choć motorem napędowym akcji zdecydowanie był Cancellara) dogonili ciężko pracującego Van Avermaeta.

    Patrick Lefevre i jego współpracownicy nie pierwszy już raz przekombinowali. Do ucieczki z Van Avermaetem wysłali słabszego kolarza, Vandenbergh choć nie dawał zmian wyraźnie odstawał od pozostałej trójki. Choć Cancellara, jak sam później wspomniał po drodze przeżywał trudne chwile, na finiszowych metrach nie pozostawił złudzeń, kto tego dnia był najmocniejszy. Kilka minut po minięciu linii mety, jeszcze przed wejściem na podium, sukces uczcił łykiem piwa, pokazując ludzkie oblicze zmęczonego profesjonalisty. Na krytykę, prócz Toma Boonena, jego pomocników i kierownictwa zasługuje też Peter Sagan. O ile brak błysku Belga można tłumaczyć problemami osobistymi, które przeżywał w ostatnich tygodniach, o tyle kolejny zawód ze strony Słowaka budzi pewien niepokój. Seryjnie wygrywający mniejsze wyścigi oraz poszczególne etapy kolarz, któremu niemal wszyscy wieszczą wielką przyszłość w wyścigach klasycznych, po raz kolejny w najważniejszym momencie traci skuteczność. Jeszcze przez chwilę jego obroną będzie młody wiek, ale co później?

    Drużyna Cannondale zbudowana jest wokół Sagana. We Flandrii świetną pracę wykonali jego pomocnicy, w tym Maciej Bodnar. Polak jest jedną z głównych ?lokomotyw? pociągu napędzającego Słowaka, i w tej roli spisuje się znakomicie. Jedną z nielicznych w sezonie szans, by pojechać dla siebie otrzymał w miniony piątek podczas sprawdzającej formę przed RVV jeździe na czas (w wyścigu 3 dni De Panne). Bodnar tę próbę wygrał, w ten sposób zanotował najlepszy wynik wśród polskich kolarzy w tym sezonie (3 dni De Panne ma kategorię HC).

    Kolejna szansa na dobre wyniki ?biało-czerwonych? już dziś. W kraju Basków rusza tamtejsza etapówka zaliczna do World Tour. To wyścig z długą tradycją, bardzo prestiżowy, górzysty i kończący się jazdą na czas. Idealny teren dla Michała Kwiatkowskiego, który tak jak wielu innych kolarzy wykorzystuje ?Vuelta a Pais Vasco? jako ostatni szlif formy przed klasykami w Ardenach. Oprócz niego startuje również Michał Gołaś. O czołowe lokaty walczyć będą tuzy zawodowego peletonu: Valverde, Contador, Betancur, Evans, Gilbert, Schleckowie, Gesink, Mollema, Van Den Broeck czy Tony Martin.

    Muszę też wspomnieć o Ronde Van Vlaandereen kobiet. Przebieg wyścigu śledziłem na twitterze już w czasie relacji z rywalizacji mężczyzn. Wygrała Ellen van Dijk po długiej, solowej akcji. Kobieca Flandria była ciekawym, dynamicznym wydarzeniem, skrót znajdziecie powyżej, warto zobaczyć!

    Na koniec jeszcze kilka słów o rozpoczęciu sezonu szosowego w Polsce. Kryterium w Dzierżoniowe wygrali Łucja Pietrzak i Tomasz Kiendyś a w Ślężańskim Mnichu triumfowali Maciej Paterski i Litwinka Daiva Tusalite. Cieszy, że mimo braku formalnej ?Pro Ligi? telewizja Polsat pochyliła się nad kolarstwem i poświęciła czas antenowy na relację ze Ślężańskiego Mnicha. Skrót można znaleźć też na stronie regionalnej TVP Wrocław, zatem mamy nieco mniej powodów do narzekań tej wiosny :-)

  • Nie przegap w ten weekend – Flandria

    Nie przegap w ten weekend – Flandria

    Niedziela to będzie ten dzień! Najpiękniejszy klasyk sezonu, zawierający w sobie wszystko, co najważniejsze: strome podjazdy, bruk, wiatr, dystans i tradycję.

    Kolarze będą ścigali się po flandryjskich drogach po raz 98. Pierwszą ?Flandryjską piękność zorganizowano w 1913 roku. Jak większość klasyków, także i ten ciągle się zmienia, w ostatnich latach modyfikowane są ostatnie kilometry trasy tak, by zawodnicy kilkukrotnie pokonywali zestaw Oude-Kwaremont i Paterberg, brakuje za to słynnego Kapelmuuru.

    Tym razem do pokonania będzie 259 kilometrów oraz 17 oznaczonych pagórków. Najsłynniejszy z nich, Koppenberg usytuowano wyjątkowo blisko mety – na szóstej od końca pozycji. Mający niespełna 600m długości, za to aż 77m przewyższenia pagórek często jest świadkiem ataków faworytów. Stromizna sięgająca 22% sprzyja selekcji. Biorąc dodatkowo pod uwagę, że w tym roku kolarze dojadą do niego po 215km wyścigu, można spodziewać się wielu atrakcji.

    Krótki dokument-zapowiedź "Flandryjskiej Piękności"

    Faworytów jest trzech: alfabetycznie to Tom Boonen, Fabian Cancellara (o ich rywalizacji pisałem wczoraj) i Peter Sagan. Jak to w przypadku klasyków, inne rozwiązania są możliwe, choć wygrana kogoś spoza tej trójki mimo wszystko będzie zaskoczeniem. Warto oglądać uważnie , śledzić nie tylko relację TV, ale i twittera. Szczególnie podczas wyścigów na bruku znaczenie ma taktyka, peleton często się dzieli, w ucieczkach znajdują się pomocnicy, wiceliderzy, liderzy, możliwych jest wiele scenariuszy, za którymi komentatorzy nie zawsze nadążają. Lista startowa i wspomniany twitter powinny pomóc w rozeznaniu sytuacji.

    Relacja na żywo w Eurosporcie już od 12.30 – jeśli planujesz dłuższy trening, wyjedź wcześniej. Aby lepiej wczuć się w klimat, znajdź jakiś odcinek brukowany a po powrocie zrób sobie frytki.

    Przed mężczyznami pojadą panie. ?Flandria dla kobiet? zaliczany jest do Pucharu Świata. Marianne Vos i jej rywalki przejadą niespełna 140km, po drodze zaliczając 10 pagórków, w tym finałową parę Kwaremont-Paterberg. Trudno wyobrazić sobie zwycięstwo kogoś innego niż wspomniana Holenderka.

    W tę sobotę poważne ściganie na szosie rozpoczyna się również w Polsce. Kryterium w Dzierżoniowie zainauguruje nie tylko oficjalny sezon, ale i nową serię, w której kolarze będa zbierali punkty do klasyfikacji mistrzostw kraju w kryteriach. To ciekawy pomysł Polskiego Związku Kolarskiego, wyścigi uliczne są widowiskowe i rozgrywane często w centrach miast. Jest to więc forma promocji kolarstwa, zobaczymy jak będzie z frekwencją, oprawą i zainteresowanie kibiców.

    Z kolei w niedzielę Ślężański Mnich. Wyścigiem w Sobótce rozpocznie się cykl Pro Ligi, który w tym roku będzie bytem wirtualnym. Mimo to pierwszy sprawdzian formy lokalnych kolarzy wyczynowych zapowiada się jak zawsze ciekawie, tym bardziej, że oprócz elity swoje wyścigi będą miały inne kategorie: od młodzika do mastersa. Z amatorami, jako gospodarz-gość specjalny pojedzie Bartosz Huzarski

     

    Kolarze górscy wstrzymują oddech. Zawodowcy czekają na Puchar Świata (choć trzeba wspomnieć o BMC Cup w Szwajcarii oraz UCI Junior Series we Włoszech), amatorzy na początek najpopularniejszych serii maratonów. Spragnieni wrażeń mogą się wybrać na jeden z regionalnych wyścigów xc.

    Zdjęcie okładkowe Koppenberg fot. wikimedia commons David Edgar CC BY SA 3.0

  • Czy Boonen pojedzie po rekord?

    Rekordy to esencja sportu. To na nie czekamy, to one ekscytują. Tom Boonen stoi przed szansą zapisania się w kronikach kolarstwa. Nikt jeszcze nie wygrał Ronde Van Vlaanderen czterokrotnie.

    Kolarstwo jest piękne z wielu powodów. Jednym z nich jest możliwość odnoszenia sukcesów przez długi czas, w tym także sporo po trzydziestce. Pierwszy raz na podium ?monumentu?, Paryż-Roubaix Tom Boonen stanął mając na koncie zaledwie 22 wiosny. We Flandrii triumfował trzy sezony później. Dziś ma lat 34 i w wielu dyscyplinach byłby już na emeryturze. Tymczasem jako specjalista kolarskich klasyków nadal może odgrywać kluczową rolę w najbardziej prestiżowych wyścigach.

    Rok 2005, Tom Boonen w roku pierwszego dubletu Flandria-Roubaix wygrywa z Peterem van Petegemem czy Erikiem Zabelem, kolarzami z innej epoki.

    12 lat w kolarstwie to cała epoka. U progu kariery Boonen zdobywał doświadczenie rywalizując z Johanem Musseuwem i Peterem van Petegemem. To pojedynki tych zawodników budziły emocje kibiców, to van Petegem w 2003r ustrzelił brukowany dublet (Flandria i Roubaix tydzień po tygodniu). Boonen jednak nie tylko powtórzył jego wyczyn (2005, genialny rok zwieńczony mistrzostwem świata w Madrycie), ale też poprawił.

    W międzyczasie Boonenowi wyrósł u boku znakomity rywal najwyższej klasy. Młodszy o pół roku Fabian Cancellara miał być specjalistą jazdy na czas, ale zamiast, jak wielu jego rywali, skierować zainteresowanie w stronę wielkich tourów, zaczął seryjnie wygrywać wyścigi klasyczne. Tak jak etapówki miały swoje pojedynki Armstrong-Ullrich czy Contador-Schleck, tak wiosenne monumenty stały pod znakiem rywalizacji Boonena z Cancellarą. Gdy w 2012r. Belg jako pierwszy w historii po raz drugi wygrał Flandrię i Roubaix w jednym roku (sezon, gdy zwyciężył niemal we wszystkim na bruku – bezprecedensowa seria zawierająca dodatkowo E3 oraz Gandawa – Wevelgem), Cancellara to samo uczynił dwanaście miesięcy później!

    Pamiętny pojedynek Boonena z Cancellarą w 2010r. Obaj kolarze w koszulkach mistrzów swoich krajów. Przyspieszenie Cancellary spowodowało podejrzenia o zastosowanie przez niego ukrytego w sztycy niewielkiego silnika wspomagającego jazdę!

    Statystycznie to Boonen jest lepszym kolarzem na brukach. Jest współrekordzistą we Flandrii (3 zwycięstwa) i Paryż-Roubaix (cztery) i tylko krok dzieli go od samodzielnego prowadzenia w kronikach któregoś z tych wyścigów. Ostatnie lata to jednak dla niego huśtawka formy: znakomite sezony przeplata fatalnymi, ale tym razem wydaje się być na dobrej drodze do kolejnego spektakularnego sukcesu. Sęk w tym, że również i Szwajcar czuje się znakomicie, zatem, jeśli obaj kolarze unikną przykrych zdarzeń losowych, w najbliższe dwa weekendy szykuje się świetna rywalizacja. Co więcej, w niedzielę na trasie wokół Flandrii presję z tej dwójki nieco zdejmie Peter Sagan. Słowacki zawodnik tak samo jak eksperci i kibice czeka na triumf w wielkim klasyku. W wielkim stylu wygrał tydzień temu wyścig E3, w Gandawa-Wevelgem finiszował na podium.

    2012, drugi dublet Flandria-Roubaix i wiosna życia Toma Boonena. W pobitym polu m.in. nowa gwiazda, Peter Sagan.

    Tradycyjnemu dla kolarstwa starciu pary tytanów będzie więc towarzyszyło, równie charakterystyczne, starcie pokoleń. Ze względy na wspólnotę pokoleniową ludzi urodzonych na początku lat osiemdziesiątych kibicuję Boonenowi i Cancellarze. Sagana zostawiam ?igrekom? z lat dziewięćdziesiątych.

    Zdjęcie okładkowe Louise Ireland flickr cc by sa 2.0

  • Taka piękna porażka.

    Taka piękna porażka.

    Nie ma nic bardziej fascynującego niż porażka 100% faworyta. Fabian Cancellara będąc najsilniejszym zawodnikiem, w popisowy sposób przegrał Ronde van Vlaandereen oddając na finiszu zwycięstwo Nickowi Nuyensowi. Szwajcar nadmiernie pewny swoich sił, wielokrotnie prowokowany przez rywali nie dał rady kolarzom, którzy w przedstartowych rankingach stawiani byli najwyżej w roli czarnego konia.

    W pierwszą sobotę kwietnia oglądałem prawdziwe święto sportu. Nie dość, że przy trasie zgromadzonych było około miliona widzów – to prawdziwy fenomen, którego zazdrościć mogą inne dyscypliny – to jeszcze zawodnicy dostarczyli fanom niespotykanych w ostatnich latach wrażeń. Na 40km przed metą Fabian Cancellara dał się sprowokować głównemu rywalowi. Tom Boonen, czy to w imię zespołowej taktyki (miał z przodu pomocnika – jokera, Sylvaina Chavanella) czy też własnych interesów („kasował” odjazd klubowego kolegi) przyspieszył zmuszając lidera teamu Leopard do kontry. Sam nie wytrzymał, Szwajcar pojechał do przodu a gdy dogonił prowadzącego stawkę Francuza a przewaga nad peletonem szybko osiągnęła minutę, byłem przekonany, że będzie dokładnie tak jak rok temu. Tyle tylko, że w grupie zasadniczej można było zaobserwować niespotykaną determinację, aby tym razem nie oddać Cancellarze zwycięstwa. Zawodnicy BMC, Quick Stepu i Omega Pharma (gdy tylko dociągnęli do peletonu wracającego po defekcie Gilberta) dawali z siebie wszystko i na słynnym Murze doścignęli uciekinierów.

    Obrońca tytułu, choć umordowany – wszak jechał przeciwko wszystkim pozostałym faworytom – nie poddawał się. Resztkami sił atakował na płaskim kilka kilometrów przed metą, czym tak naprawdę wygrał miejsce na podium. W walce „na kreskę” brakło mu ostatecznie sił. Przegrał z Nuyensem, jadącym przez większość wyścigu w cieniu największych herosów oraz bohaterem dnia, Chavanellem.

    W całej tej historii jest kilka faktów godnych wyróżnienia. Po pierwsze, Fabian Cancellara był absolutnie najmocniejszym kolarzem tego dnia. Przegrał, bo wyjątkowo zmobilizowani byli jego rywale. Rzadkość, ponieważ często w ostatnich latach peleton uginał się pod ciężarem dyspozycji numeru jeden. Po drugie, jak zawsze perfekcyjną taktykę obrał Quick Step, tyle, że Boonen był za słaby w konfrontacji 1:1 z Cancellarą a Chavanell zbyt mało pewny siebie by zrobić to, co Devolder w latach ubiegłych. Po trzecie wreszcie drugi rok z rzędu wygrał zawodnik prowadzony przez Bjarne Riisa,
    choć ten teoretycznie nie dysponował karetą asów jak to było w latach ubiegłych.

    Sam Riis ekstazie po zwycięstwie Nuyensa omal nie rozbił teamowego samochodu, co można było zobaczyć na żywo, gdyż przekaz telewizyjny zrobił kolejny krok w podniesieniu atrakcyjności relacjonowania kolarstwa. Kamery w samochodach dyrektorów sportowych kluczowych ekip podniosły poziom emocji (gdy Cancellara uciekł można się było m.in. dowiedzieć, że wiarę w zwycięstwo straciło kierownictwo ekipy Sky) ale stały się też argumentem przeciw zakazowi łączności radiowej. Mimo kontaktu menadżerów z kolarzami widowisko nie straciło na jakości. Wystarczyło, że ci byli dostatecznie zmotywowani do walki.

    Choć fizyczna przewaga, jaką Fabian Canellara ma nad swoimi rywalami – ścisłą czołówką specjalistów wyścigów klasycznych – pozostawia sporo wątpliwości, przebieg „Flandryjskiej Piękności” sprawił, że pierwszy raz od lat czekam z niecierpliwością na Paryż – Roubaix. I mimo pewnej słabości podczas RVV kibicuję Boonenowi.

  • Kolarskie święto wiosny

    Kolarskie święto wiosny

    ?Vlaanderens mooiste?, kolarskie święto wiosny. Herosi na starcie, tylko najbardziej kompletny zawodnik przy wsparciu najlepszej drużyny może wygrać w Meerbeke. Nie sprinter. Nie wychudzony góral i nie osiłek, który przepchnie rower przez kocie łby.

    Nie wiem, czy jest lepszy dzień na powrót do komentowania wydarzeń kolarskich niż dzień najpiękniejszego z monumentów. Ronde van Vlaandereen startuje z Brugii, zmierza do Meerbeke. Jak co roku przez brukowane (choć bruku coraz mniej, mimo, że niektóre miejsca są wpisywane na listę zabytków) pagórki przejadą największe gwiazdy zawodowego peletonu.

    Tym razem mamy do podziwiania prawdziwy gwiazdozbiór. Po przetasowaniach na rynku transferowym, nowe ekipy powstałe w ostatnich latach (Sky, BMC, Cerverlo-Garmin, Leopard) stawiają na klasyki jak mało kto wcześniej. Tradycyjny belgijsko ? holenderski pojedynek staje się zdecydowanie bardziej otwarty. Do dyrektorów sportowych: Lefevre?a wraz z pomocnikami (Quick Step), Serganta (Omega Pharama Lotto) i Breukinka (Rabobank) dołączają inni. Już kilka lat temu na klasyki postawił Bjarne Riis, jednak człowiek, który doprowadził do sukcesów zawodników Saxo Bank, czyli Kim Andersen zachował się niczym żmija wychodowana na piersi matki. Zabrał najlepszych zawodników i założył konkurencyjną drużynę, która w tym roku stawiana jest w roli największego faworyta.

    Fabian Cancellara, zwany nieco pretensjonalnie ?Spartakusem? to absolutny faworyt numer jeden. Podczas zawodów E3 poniżył rywali odjeżdżając od grupy faworytów na płaskim terenie ?jak gdyby nigdy nic?. Pytania o jego nadzwyczajną dyspozycję nasuwają się same. Odwrócenie tematu w stronę rozwiązań technologicznych, jakie rzekomo lub realnie stosowane są w rowerze Szwajcara odsuwa uwagę od gigantycznej przewagi, jaką ma nad konkurentami. Całe szczęście, poza rowerem Cancellara wydaje się być miłym i spokojnym człowiekiem, który z szacunkiem wypowiada się o kolegach z peletonu. W większości wcześniejszych przypadków zawodnicy, którzy w tak dosadny sposób udowadniali swoją dominację na rowerze byli też aroganccy poza szosą. Co symptomatyczne, zazwyczaj źle kończyli gdy okazywało się, że ich bezkompromisowy styl jazdy jest efektem chemicznego wspomagania.

    Boonen, Gilbert, Devolder, Flecha to postaci, które w ostatnich latach dominowały podczas wiosennych klasyków. Cancellara dorastał razem z nimi, ale w pewnym momencie zrobił wielki krok naprzód, deklasując tych wybitnych kolarzy. Jego nadnaturalne zdolności to jeden z nielicznych minusów, jaki może przyćmić mi przyjemność z oglądania relacji z wiosennego święta mojego sportu :)