Tag: Rekord godzinny

  • Kolarski 2015: Styczeń

    Kolarski 2015: Styczeń

    Do końca roku pozostało już niewiele dni. Pora więc na telesfora przypomnienie najważniejszych wydarzeń mijającego sezonu. Zatem by zbędnie nie przedłużać, zaczynamy od stycznia. Nawet w środku zimy sporo się działo!

    Cadel Evans żegna się z peletonem

    Zwycięzca Tour de France, mistrz świata, po raz ostatni stanął na starcie wyścigu World Tour właśnie w styczniu. Kolarz ekipy BMC tuż przed swoimi 38. urodzinami wystartował w Tour Down Under. Evans zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, równocześnie pomagając swojemu młodszemu rodakowi i koledze z drużyny, Rohanowi Dennisowi wygrać cały wyścig. Kilka dni później oficjalnie zakończył karierę na starcie Great Ocean Race, imprezy, której sam patronuje. Nieustająco będę przypominał, że Cadel Evans poważne ściganie rozpoczynał w pucharze świata mtb. Jego przygoda z szosą była dość burzliwa. Australijczyk, choć był klasowym zawodnikiem, długo czekał na największe sukcesy. Mistrzostwo świata wygrał mając 32 lata, Walońską Strzałę 33 a Tour de France 34 (jest jednym z pięciu najstarszych zwycięzców Wielkiej Pętli). Tak późne sukcesy można połączyć z procesem oczyszczania kolarstwa z nieograniczonego stosowania dopingu. Przez lata Evans uchodził za zawodnika, który jeździł ?na czysto?.

    Dobre wiadomości płynące z Polski

    Grupa CCC Sprandi Polkowice (po wielu latach telewizja Polsat przestała być sponsorem tytularnym zespołu) dostała zaproszenie do startu w Giro d?Italia. Z perspektywy czasu wiemy, że nie było to najważniejsze wydarzenie dla polskiej ekipy – udany sezon na arenie między narodowej wieńczą wyniki w innych wyścigach. Mimo to dzika karta na wielki tour to zawsze spory prestiż, obecność w mediach i większe zainteresowanie.

    Drugim newsem stycznia związanym z polskim kolarstwem było podpisanie przez Maję Włoszczowską kontraktu z polskim teamem Krossa. Zespół zarejestrowany w UCI jako drużyna zawodowa z multimedalistką mistrzostw świata na czele zapowiedział bogaty i ambitny program startów na całym świecie.

    Fernando Gaviria

    Kto? Niespełna 21 letni Kolumbijczyk w imponującym stylu wygrał dwa etapy argentyńskiego wyścigu Tour de San Luis, pokonując m.in. Marka Cavendisha. To nieczęsta sytuacja, gdy de facto amator wygrywa z asami World Touru. Nic więc dziwnego, że młody zawodnik szybko znalazł angaż w jednej z najlepszych drużyn świata, właściwie ?wygryzając? Cavendisha z Etixx-Quickstep. W sezonie 2016 Gaviria będzie jednym z liderów belgijskiego teamu, wraz z Marcelem Kittelem decydując o sprinterskim obliczu tego zespołu. Wciąż jest młody i jego kariera może potoczyć się różnie, natomiast warto pamiętać, że pierwsze, ważne sukcesy na szosie odnosił właśnie w styczniu 2015.

    Jack Bobridge przegrywa z ?godziną?

    Znakomity, lecz wyraźnie za mocny początek próby sprawił, że Jack Bobridge nie pobił rekordu godzinnego należącego wówczas to Matthiasa Brandle. Australijczyk do ?godziny? podszedł 31 stycznia na torze w Melbourne, mając za sobą ?przetarcie? w Tour Down Under (wygrał tam pierwszy etap i klasyfikację górską). Na torze w Melbourne ewidentnie przesadził z motywacją. Za rewelacyjne czasy okrążeń w pierwszej części próby zapłacił wyraźnym spadkiem formy po 64 z zaplanowanych 208 okrążeń. Do rekordu zabrakło mu 500m (pokonał dystans 51,3km), co jednak wystarczyło do rekordu Australii.

    Zdjęcie okładkowe: Tourism Victoria, flickr CC BY 2.0

  • To nie koniec historii

    54,526km to znakomity rezultat. Bradley Wiggins w godzinę przejechał o ponad 1,5km więcej niż Alex Dowsett. To, przynajmniej na pewien czas, zamyka reaktywowaną przygodę z rekordem godzinnym.

    Jesienią ubiegłego roku Międzynarodowa Unia Kolarska dopuściła do rywalizacji w próbie godzinnej użycie rowerów mieszczących się w normach sprzętu na co dzień stosowanego podczas jazdy na torze. Przez wcześniejszych 17 lat kilku śmiałków musiało mierzyć się z rekordem na najbardziej klasycznym z możliwych sprzętów. Ogólna specyfikacja odpowiadała tej z lat ?70 XXw. Chris Boardman (49,441) i Ondrej Sosenka (49,700) byli jedynymi, którzy zdecydowali się zmierzyć z legendą Eddy’ego Merckxa (49,431).

    Dopuszczenie współczesnych, aerodynamicznych, choć wciąż konserwatywnych pod względem geometrii, rowerów torowych lub szosowych dostosowanych do jazdy po owalu otworzyło nowy rozdział w historii rekordu godzinnego.

    Otworzył go Jens Voigt, oficjalnie już emerytowany kolarz ekipy Trek, w czasach swojej świetności super pomocnik oraz specjalista jazdy na czas. Kolejni śmiałkowie poprawiali jego rezultat (51,110). Udało się to m.in. Matthiasowi Brandle (51,852), Rohanowi Dennisowi (52,491) i Alexowi Dowsettowi (52,937). Lepsze wyniki niż Voigt, ale nie będące aktualnymi rekordami uzyskali Jack Bobridge (51,300) i Thomas Dekker (52,221), natomiast Gustav Erik Larsson pojechał wyraźnie gorzej (50,016).

    Część pretendentów (Brandle czy Bobridge) zaskoczyła publiczność samym podejściem do próby, dla części, jak dla Dennisa i Dowsetta, chwilowe dzierżenie najlepszego wyniku na świecie stało się ciekawym wpisem w CV, potwierdzającym ich wielkie możliwości.

    Wszyscy jednak czekaliśmy, aż z ?godziną? zmierzą się największe gwiazdy jazdy na czas: Bradley Wiggins, Tony Martin i Fabian Cancellara. Z tych trzech wybitnych postaci realne zainteresowanie wykazał tylko Brytyjczyk. Zwycięzca Tour de France, wielokrotny mistrz świata i mistrz olimpijski na torze oraz mistrz świata w jeździe na czas postanowił z rekordu godzinnego uczynić swoje opus magnum.

    Znany z perfekcji i przywiązania do filozofii ?marginal gains?, która przyniosła mu największe sukcesy na szosie ostatnie miesiące swojej kariery poświęcił właśnie ?godzinie?. W najmniejszych detalach dopasował aerodynamiczną pozycję, zlecił Pinarello i Jaguarowi przygotowanie specjalnego roweru, zrezygnował z ambicji szosowca i wrócił do swojego żywiołu, czyli na tor.

    Pojechał niemal idealnie, przez większą część próby utrzymując równe, bardzo mocne tempo, kręcąc na monstrualnym przełożeniu 58×14. Rezultat 54,526km jest znakomity, ale nie zamyka historii. To poprzeczka podniesiona niezmiernie wysoko, lecz wciąż możliwa do przeskoczenia.

    Bradley Wiggins, szlachcic z nadania Królowej postanowił bowiem zmierzyć się z rekordem w stosunkowo niekorzystnych warunkach. Rekord ustanowił w Londynie, na torze używanym podczas Igrzysk Olimpijskich 2012, położonym de facto na poziomie morza. Brytyjskie media mocno analizowały wpływ ciśnienia atmosferycznego na możliwy do uzyskania rezultat, przeniesienie próby na welodrom położony w górach z pewnością dałoby rezultat lepszy o nawet pół kilometra na godzinę.

    W przypadku Wigginsa emocje i symbolika (najlepszy brytyjski kolarz bije historyczny rekord na rodzimej ziemi) wzięły górę nad ?marginal gains?. Nienaganna technika jazdy z pewnością zminimalizowała straty, ale Tony Martin lub inny śmiałek (może Dennis lub Dowsett gdy jeszcze kolarsko dojrzeją) w bardziej sprzyjających warunkach będzie w stanie poprawić wynik ?Sir Wiggo?.

    54,526km to na tyle dużo, by zamknąć drogę do pięciu minut sławy mniej znanym, choć bardzo dobrym kolarzom, specjalistom szosowych czasówek. Nie jest to jednak wynik z kosmosu, który przy odpowiednim, niemal obsesyjnym podejściu do detali i przygotowania, nie byłby możliwy do przebicia. Kiedyś. W przyszłości.

  • Poniedziałkowy skrót#39

    Poniedziałkowy skrót#39

    Rewelacyjny rekord Aelxa Dowsetta, Rafał Majka wraca do formy, podobnie jak Tomasz Marczyński. Poniedziałkowy skrót, czyli komentarz do najważniejszych wydarzeń ostatnich dni.

    Perfekcyjna godzina

    Takim hasłem anonsowano podejście do rekordu godzinnego w wykonaniu Alexa Dowsetta. Brytyjczyk, mistrz swojego kraju w jeździe indywidualnej na czas z 2013r miał zmierzyć się z sześćdziesięciominutową jazdą po torze w lutym. Złamany na treningu obojczyk odroczył jego plany, zatem kolarz drużyny Movistar przesunął swoją próbę na początek maja.

    Po Jensie Voigcie (Trek) i Rohanie Dennisie (BMC), Dowsett to trzeci kolarz reprezentujący duży i bogaty team. Matthias Brandle, Jack Bobridge, Gustav Larsson i Thomas Dekker w momencie swojego podejścia byli kolarzami spoza World Touru. Niewątpliwie miało to wpływ na osiągnięte rezultaty. Dowsett spędził sporo czasu w tunelu aerodynamicznym, dopracowując detale swojej sylwetki. Co więcej, odsunięcie próby w czasie związane z kontuzją dało mu więcej czasu na dobór właściwej taktyki.

    Ta okazała się faktycznie perfekcyjna. Alex Dowsett rozpoczął w tempie zbliżonym do tego, które utrzymywał Rohan Dennis a następnie wyraźnie przyspieszył w ostatnich 20 minutach próby. Mniej więcej w tym momencie Dennis zmagał się z kryzysem, który przezwyciężył dopiero na ostatnich okrążeniach. Niemal półkilometrowa przewaga, jaką osiągnął Dowsett (jego rezultat to 52,937km w porównaniu z 52,491km Dennisa) to zatem efekt nie tylko aerodynamiki, ?marginal gains? ale też po prostu lepszego przygotowania. Rezultat niemal 53km jest imponujący i choć wydaje się, że Bradley Wiggins ma w rękach wszystko, by 7. czerwca poprawić ten wynik, nie będzie to wcale takie proste. Dowsett jest świetnym czasowcem o uznanej reputacji, zatem Sir Wiggo będzie musiał wznieść się na wyżyny swoich możliwości, aby nowy rekord był przynajmniej przez kilka miesięcy bezpieczny.

    Majka na tropie

    Zmagający się z przetrenowaniem w pierwszej fazie sezonu Rafał Majka wraca do formy. W Tour de Romandie pojechał może i bez błysku, za to dość skutecznie. W górach oraz podczas jazdy indywidaulnie na czas zaprezentował się podobnie jak Froome, Uran, Nibali czy Quintana co ostatecznie dało mu siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. To jego osobisty rekord w tym wyścigu i zarazem wyrównanie ?rekordu Polski? należącego d Sylwestra Szmyda (2012). W tym kontekście zdecydowanie żal nieudanej jazdy drużynowej, podczas której ekipa Tinkoff-Saxo straciła aż 55 sekund do zwycięskiego teamu Sky. Pół minuty szybciej i Polak znalazłby się w top5 ?generalki?. Tak czy inaczej, cieszy wyraźnie lepsza dyspozycja naszego specjalisty jazdy w górach. Przed Tour de France Majka sprawdzi jeszcze swoją formę podczas Tour de Suisse, gdzie już teraz zapowiada walkę o najwyższe cele. W tym miejscu warto przypomnieć, że w czerwcowej, szwajcarskiej etapówce w 2002r drugie miejsce zajął Piotr Wadecki. Majka z pewnością jest kolarzem, który na alpejskich szosach mógłby pokusić się o podobny rezultat, pytanie tylko, jak po wiosennych perturbacjach planuje dalszą część sezonu.

    Marczyński powrócił

    Ósme miejsce w wyścigu Dookoła Turcji, posiadającym kategorię HC to realnie rzecz ujmując jeden z lepszych rezultatów w karierze Tomasza Marczyńskiego. 13. kolarz Vuleta a Espana 2013 po rozpadzie Vacansoleil kolejne dwa sezony spędził w polskiej grupie CCC, gdzie nie wiodło mu się najlepiej. Teoretycznie przejście do kontynentalnego zespołu Torku-Sekerspor to dla niego degradacja. Podobnie jak w przypadku Macieja Paterskiego, który po zmianie Worldtourowego Cannondale na ?prokontynentalny? CCC okazało się to jednak dobrym posunięciem. Marczyński dobrze spełnia funkcję lidera tureckiego klubu. Niedawno zdominował wyścig dookoła Maroka (kategoria 2.2) a teraz w ważnym dla Torku-Sekerspor, ?domowym? wyścigu zdołał zająć miejsce w pierwszej dziesiątce. Pojechał na równi z kolarzami ekip World Tour i Pro Continental a solidna postawa na górzystych etapach dała mu cenny rezultat na koniec całej imprezy. W ten sposób przypomniał, że jest kolarzem, który może reprezentować niemal dowolnie mocną grupę zawodową.

    Czerwone podium

    Nie było mnie w Połczynie Zdroju, więc trudno o komentarz poza spojrzeniem na wyniki Pucharu Polski w Maratonie MTB. Blisko cztery godziny jazdy, ponad 90km i ponad 1300m przewyższenia wydają się być godnymi wartościami dla imprezy tej rangi. Nie jest to może ?górska ekstrema?, ale trzeba pamiętać, że większa część naszego kraju to niziny. Zwraca uwagę druga z rzędu dominacja zespołu JBG2. Pięć pierwszych miejsc nie pozostawia wątpliwości, kto rządzi na polskich trasach maratonów. Nieobecność kolarzy Krossa, Rometu (startowali w Cyklokarpatach w Przemyślu, gdzie Bartosz Janowski wygrał długi dystans) i Volkswagena (Bogdan Czarnota i Michalina Ziółkowska ścigali się w maratonie nad Gardą) nie zmienia faktu, że z tak silną drużyną ciężko będzie nawiązać rywalizację nawet indywidualnie mocniejszemu zawodnikowi. W Połczynie najszybszy z ekipy JBG2 był Mariusz Kozak. Wśród kobiet warte uwagi jest zwycięstwo Magdaleny Sadłeckiej, srebrnej medalistki pierwszych w historii mistrzostw świata w maratonie, która w tym roku jeździ jako zawodniczka niestowarzyszona, na własne konto.

    Zdjęcie okładkowe: waferboard, flickr CC BY 2.0

  • Ta okrutna godzina

    Thomas Dekker został kolejnym śmiałkiem, który nie pobił rekordu godzinnego. Jego rezultat: 52,221km jest imponujący, ale to nie wystarczyło, by pokonać Rohana Dennisa i jego 52,491km.

    Przypadek Dekkera sam w sobie jest ciekawy. Uznawany za młodu za ?przyszłość holenderskiego kolarstwa?, u progu zawodowej kariery odniósł kilka cennych rezultatów. Wygrane w Tirreno-Adriatico (2006) oraz Tour de Romandie (2007) zwiastowały narodziny wielkiego mistrza. Z perspektywy czasu można śmiało powiedzieć, że świetne wyniki były zasługą uczestnictwa w programie dopingowym ekipy Rabobank oraz korzystania z usług Eufemiano Fuentesa. Z drugiej strony, w świecie zaawansowanego, choć już nie całkiem powszechnego dopingu, Dekker funkcjonował całkiem dobrze. Zacieśniająca się na szyjach pomniejszych doperów pętla sprawiła, że padł ofiarą retroaktywnej kontroli. W 2009r przebadano jego próbki z 2007r. Wynik analizy był jednoznaczny: Dekker stosował EPO, za co został ukarany dwuletnią dyskwalifikacją.

    Po okresie zawieszenia powrócił do ścigania w drużynie, która dawała byłym dopingowiczom drugą szansę. Zaufał mu Jonathan Vaughters. W jego teamie Dekker realizował się głównie jako specjalista jazdy na czas: zarówno indywidualnej jak i cenne ogniwo podczas prób drużynowych.

    Gdy Garmin-Sharp połączył się z teamem Cannondale, zabrakło miejsca dla Dekkera i Holender został bez pracy. Z nieciekawą przeszłością, bez szczególnie dobrych rezultatów w ostatnich trzech latach pozostał bez pracy. Postawił więc wszystko na jedną kartę i postanowił podejść do rekordu godzinnego licząc, że jego kariera powróci na właściwe tory. Wiedząc, że Jack Bobridge i Rohan Dennis to czasowcy lepsi od niego, na miejsce swojej próby wybrał położony na wysokości niemal 2000m n.p.m. tor w Meksyku. Miało mu to dać niewielką, acz istotną przewagę.

    Co więcej, Dekker zdecydował się zastosować monstrualne przełożenie, 58×14, co także zasadniczo odróżnia jego próbę od pozostałych w nowej epoce rekordu godzinnego. Początkowo oba jego wybory wydawały się sprawdzać. Przez ? dystansu jechał szybciej niż Rohan Dennis, jednak w końcówce zaczął słabnąć. Kryzys, który dopadł Holendra nie był jednak tak mocny jak ten, który pogrzebał szanse Jacka Bobridge?a. Ostatecznie Dekker w 60 minut przejechał tylko jedno okrążenie mniej niż Rohan Dennis, co więcej, po zejściu z roweru wydawał się być bardziej rozczarowany niż ekstremalnie zmęczony. Biorąc pod uwagę, że za jego próbą nie stał jeden z najbogatszych teamów zawodowych oraz jeden z najbardziej innowacyjnych producentów rowerów, wynik ?prywaciarza? Dekkera można uznać za sukces. Być może kilka sesji w tunelu aerodynamicznym i niewielkie korekty pozycji lub mniej radykalny dobór przełożenia sprawiłyby, że granica 52,491km zostałaby poprawiona.

    Kolejnym śmiałkiem, który planuje zmierzyć się z ?godziną? jest Alex Dowsett. Brytyjczyk z teamu Movistar przełożył jednak swoją próbę z powodu kontuzji (zgodnie z wcześniejszym planem miał bić rekord 27 lutego, czyli w najbliższy piątek). Czy i kiedy podejmie się wyzwania, póki co nie wiadomo. Musi się spieszyć, ponieważ w lipcu lub sierpniu na Majorce z ?godziną? zmierzy się Bradley Wiggins. Z perspektywy dotychczasowych prób wynika jasno, że w przypadku rekordu godzinnego nic nie jest pewne. To niezmiernie wymagająca konkurencja, która potrafi boleśnie zweryfikować przedstartowe założenia.

    Intrygująco zapowiada się również podejście Sary Storey. Do pobicia jest rekord z 2003r ustanowiony przez jedną z najlepszych kolarek w historii, Holenderkę Leontien Zijlard Van Moorsel (co ciekawe, Thomas Dekker pobił rekord Holandii należący właśnie do niej). By wpisać się do kolarskich kronik, Storey musi przejechać więcej niż 46,065km. Swoją próbę przeprowadzi w najbliższą sobotę (28.02) na torze w Londynie. Transmisja będzie dostępna na oficjalnym kanale UCI na youtube. Na koniec trzeba wspomnieć, że Sarah Storey jest jedną z najbardziej utytułowanych paraolimpijek. Brytyjka urodziła się z nie w pełni sprawną lewą ręką. Jej próba będzie więc nie tylko wydarzeniem sportowym jako takim, ale też sporym wydarzeniem promującym kolarstwo kobiece i sport paraolimpijski.

  • L?verove 18.02.2015

    L?verove 18.02.2015

    Loverove, edycja torowa. Tak dla urozmaicenia :)

    1. Amator w jeździe godzinnej

    Świetna relacja cyclingtips z jazdy godzinnej w wykonaniu Australijczyka, Nicka Bensleya. To znakomity kolarz, choć nie jest zawodowcem. Podczas swojej próby w Melbourne przejechał 48,275km, generując średnią moc 382W. Uzyskany rezultat jest zaledwie 9% gorszy od aktualnego rekordu ustanowionego przez Rohana Dennisa. Dla porównania, rekord Polski, należący od listopada 2014 do Andrzeja Bartkiewicza to 47,618km.

    2. Kamery na torze

    Od dziś do niedzieli na torze we francuskiej miejscowości Saint-Quentin-en-Yveline kolarze i kolarki będą walczyć o tęczowe koszulki w konkurencjach torowych. Wysyłamy tam 14-to osobową reprezentację (plan startów „biało-czerwonych” znajdziecie np. na stronie PZKol). Nowością będą kamery umieszczone na rowerach niektórych zawodników, transmisja „onboardów” będzie przeoprowadzana na żywo!

    3. Koszulka dnia

    Wywodzący się z toru Bradley Wiggins uruchamia w tym roku własną drużynę kontynentalną. Jej zadaniem będzie rozwój właśnie torowych talentów. Dostawcą strojów jest butikowa marka Rapha. Projekt wygląda na gustowny styl vintage.

  • Rohan Dennis się nie pomyli?

    Tydzień temu przeszacowałem możliwości Jacka Bobridge?a. Co więcej, swoją wytrzymałość źle ocenił sam zawodnik i rekord godzinny pozostał na ustanowionym przez Matthiasa Brandle?a poziomie 51,852km. Myślę jednak, że jutro na torze w Grenhen Rohan Dennis nie pomyli się i przejedzie ponad 52km.

    Wydawało się, że Jack Bobridge, który tydzień temu przegrał z wynikiem Brandle?a miał w ręku wszystkie karty, by osiągnąć znakomity rezultat i wyraźnie podnieść poprzeczkę kolejnym pretendentom. Być może sam za bardzo uwierzył w swoje siły, ponieważ zaczął ze średnią prędkością 54km/h. Od mniej więcej połowy próby było z nim coraz gorzej. Jazda powyżej własnych możliwości zakończyła się osłabnięciem i walką z bólem przez ostatnie piętnaście minut. Jak widać, nawet wybitnego atletę może ponieść fantazja a brak opanowania pokrzyżować precyzyjnie zaplanowany wysiłek.

    To właśnie precyzja i opanowanie, poza mocą i wytrzymałością decydują o powodzeniu w tak wyjątkowej próbie, jaką jest ?godzina?. Szczególnie w czasach, gdy najmniejsze detale fizjologii i technologii są dopracowane, zgodnie z filozofią ?marginal gains?. Paradoksalnie, współczesnym kolarzom może być nieco trudniej zapanować nad emocjami. Na co dzień są przyzwyczajeni do pełnego monitorowania swojego wysiłka. Można więc sobie wyobrazić, że podczas jazdy godzinnej dobrze przygotowany zawodnik byłby w stanie przejechać każdy metr z idealnie zaplanowaną mocą, gdyby tylko wolno mu było patrzeć na licznik. Ponieważ jednak skazany jest wyłącznie na informacje od trenera i sędziów, wiele zależy od samego sportowca, co czyni jazdę godzinną jeszcze bardziej wyjątkowym wyzwaniem.

    https://twitter.com/bikeradar/status/563000395812077569

    Wracając do kolejnego śmiałka, Rohana Dennisa. To młody, dwudziestopięcioletni kolarz z Australii, reprezentant zespołu BMC. Tak jak wielu swoich rodaków, ma za sobą karierę torowca (m.in był wraz z kolegami z drużyny srebrnym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Londynie), ale skutecznie zmienia specjalizację na szosę. Dobrze jeździ na czas, lecz jest też skuteczny w górach, o czym świadczy ósme miejsce w Criterium du Dauphine 2013 czy druga lokata w Tour of California 2014. W rozpoczętym właśnie sezonie prezentuje bardzo wysoką formę. Wyraźnie wygrał Tour Down Under a czego by nie mówić o tym wyścigu, od kilku lat czołówka ściga się tam z pełnym zaangażowaniem.

    W najbliższą niedzielę około godziny 15, stanie na torze w Grenchen z zamiarem pobicia rekordu godzinnego. Na tym samym obiekcie ?godzinę? zresetował po zmianie przepisów Jens Voigt. Wkrótce potem, w innej szwajcarskiej miejscowości, Aigle, wynik Niemca poprawił Austriak Matthias Brandle. Tor w Grenchen jest nieco dłuższy niż w Aigle (okrążenie ma 250m), zatem teoretycznie bardziej sprzyja ustanowieniu dobrego rezultatu. Można też śmiało stwierdzić, że Dennis jest najwyższej klasy zawodnikiem spośród dotychczasowych pretendentów do rewitalizowanego rekordu godzinnego. Przypadek Bobridge?a pokazuje, że ?godziny? nie wolno lekceważyć. Z drugiej strony Dennis powinien poradzić sobie z granicą 52km a kto wie, może nawet sięgnie 53km. W przypadku wysiłku, jaki towarzyszy sześćdziesięciominutowej czasówce na torze, stwierdzenie, że zrobi to z łatwością, byłoby zdecydowanym nadużyciem.

    Relacja na żywo jest zaplanowana na oficjalnym kanale youtube UCI.

    Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zagłosuj na mnie w konkursie Blog Roku 2014:

    blogroku

     

     

     


    Dzięki!

    PS Dochód z SMSów organizator plebiscytu przekazuje fundacji „Dzieci Niczyje”.

  • Dwa pytania na weekend

    Kto zostanie przełajowym mistrzem świata i o ile Jack Bobridge pobije rekord świata w jeździe godzinnej.

    Sezon przełajowy stoi pod znakiem inwazji młodych zawodników. Mathieu van der Poel i Wout van Aert weszli przebojem do światowej czołówki i choć sporo wygrali, zwycięzcą Pucharu Świata został bardziej doświadczony Kevin Pauwels. Z pewnością ta trójka kolarzy to główni pretendenci do podium. Trzeba jednak pamiętać, że przełajowe mistrzostwa świata zawsze mają szerszy kontekst niż tylko walka o tęczową koszulkę. Tradycyjna rywalizacja między Belgami a Holendrami wzbogacona jest o dodatkowe układy klubowe. W najsilniejszych reprezentacjach często znajdziemy kilka koalicji, których interesy nie zawsze są spójne z interesem całej kadry. Co więcej, bywa tak, że w czasie wyścigu o medale pomagają sobie nie przedstawiciele jednego kraju a przedstawiciele jednej grupy zawodowej. Dokładając do tego konflikt pokoleń u Belgów może być tak, że zawody będą miały trudny do przewidzenia przebieg.

    Idąc dalej tym tropem, trzeba wspomnieć o Svenie Nysie, uznawanym przez wielu fanów za przełajowca wszech czasów. Belgijski zawodnik ma już niespełna 39 lat i w tym sezonie nie błyszczał, choć nadal zalicza się do ścisłej czołówki. Mniej skuteczny był również Lars Van Der Haar, młoda gwiazda poprzedniego sezonu. Być może nabrał doświadczenia i mniej agresywnie potraktował Puchar Świata oraz poboczne serie wyścigów, by skupić się na walce o tęczową koszulkę. Niewykluczone, że choć niemal cały sezon należał do Pauwelsa, van der Poela i van Aerta, mistrzostwa w czeskim Taborze będą szczęśliwe dla kogoś innego.

    Ciekawa sytuacja jest również wśród kobiet. Marianne Vos zmierzy się z Pauline Ferrand-Prevot, która odebrała ?kanibalowi w spódnicy? tęczową koszulkę na szosie i sama aspiruje do miana najbardziej wszechstronnej kolarki na świecie. Zawody będzie można oglądać w Polsacie Sport Extra oraz na youtubowym kanale UCI. W sobotę o 10:50 pojadą juniorzy, o 13:50 kobiety a w niedzielę o 10:50 młodzieżowcy. Elita mężczyzn pościga się o 13:50.

    Tymczasem w Melbourne do próby pobicia rekordu godzinnego podejdzie reprezentant gospodarzy, Jack Bobridge. Tym samym rozgrywka związana z sześćdziesięciominutową jazdą po torze wkracza w poważniejszą fazę. Bobridge, choć na szosie nie zdziałał zbyt wiele to przede wszystkim wybitny kolarz torowy. Uwaga – jest aktualnym rekordzistą świata w wyścigu na dochodzenie a swoim rezultatem poprawił wcześniejsze dokonanie Chrisa Boardmana sprzed 15 lat! W przeciwieństwie do Jensa Voigta i Matthiasa Brandle, dobrych czasowców, lecz jednak nie gwiazd z pierwszego szeregu, mamy do czynienia z poważnym kandydatem do wyraźnego podniesienia poprzeczki innym konkurentom. Co więcej, o ile Voigt i Brandle jechali na zmodyfikowanych rowerach szosowych, Bobridge swoją próbę wykona na dobrze sobie znanym rowerze torowym. Jego Cervelo prezentuje się naprawdę imponująco. Biorąc pod uwagę wszystkie zmienne, po raz kolejny od restartu ?godziny? pojawia się pytanie nie ?czy? a ?jak bardzo? rekord zostanie poprawiony. Następny pretendent, rodak Bobridge?a Rohan Dennis zmierzy się z nim zaledwie tydzień później. Obaj kolarze mocno trenowali podczas Tour Down Under i ewidentnie są w gazie. Nie znalazłem póki co żadnej informacji o transmisji wideo z Melbourne, zatem pozostaje śledzenie wydarzenia w wersji tekstowej i fotograficznej na twitterze.

    Wygląda więc na to, że z punktu widzenia fana kolarstwa zapowiada się pierwszy w tym roku, prawdziwie emocjonujący weekend. Zatem miłego kibicowania i do poniedziałku!

  • Kolarski rok 2014: Listopad

    Jesienną apatię od kilku sezonów rozwiewa moda na przełaje. W tym roku dodatkowych emocji, choć raczej z tego bardziej przykrego gatunku, dostarczyły sprawy okołodopingowe.

    Zacznijmy jednak od wydarzenia jak najbardziej pozytywnego. Pruszkowski tor, zgodnie ze swoją nazwą, w końcu stał się Areną. Andrzej Bartkiewicz, zawodnik klubu Sante Whistle Ziemia Brzeska postanowił wykorzystać dobry moment w kalendarzu i zmierzył się z godzinnym rekordem Polski. Poprzedni, najlepszy rezultat wynosił 42 kilometry i został ustanowiony w? 1973r przez Mieczysława Nowickiego. Uzbrojony w nowoczesny sprzęt Bartkiewicz był wyraźnie lepszy: w 60 minut przejechał 47,618km. To o 4km mniej niż aktualny rekord świata Matthiasa Brandle?a, ale nie to jest ważne. Wydarzenie było transmitowane na żywo w internecie i wzbudziło spore zainteresowanie, zarówno kibiców kolarstwa jak i ?mainstreamu?. To ważne, by na fali znakomitych wyników polskich kolarzy na arenie międzynarodowej, pracować nad popularnością bardziej lokalnie.

    Wspomniane we wstępie przełaje zagarniają sporą część uwagi. Listopad to ten miesiąc, kiedy emocje kibiców nie są jeszcze uśpione, zatem umiejętne podtrzymywanie napięcia przez ?herosów-błotniaków? dobrze się sprawdza. Na arenie międzynarodowej trwa ewidentna zmiana pokolenia, które decyduje o obliczu rywalizacji. Sven Nys wciąż jest w czołówce, ale nie wygrywa, z kolei młody Lars Van der Haar ma kilku godnych rywali. Leczący kontuzje i coraz mocniej stawiający na szosę Zdenek Stybar w ogóle zrezygnował ze startów w terenie. Z kolei w Polsce niektóre wyścigi zaczynają gromadzić na starcie większą frekwencję niż letnie zawody cross-country. Wyraźnie widać, że moda na cyclocross dociera i do nas.

    Wiele pozytywnych wiadomości zostało niestety przyćmionych przez dwie, ciągnące się niczym rozgotowany makaron, sprawy. Pierwsza z nich to dopingowe problemy ekipy Astana. Po pozytywnych wynikach testów na EPO braci Iglińskich oraz sterydowych wpadkach młodzieży z kontynentalnej przybudówki zespołu UCI zaczęła się zastanawiać, czy przedłużyć licencję World Tour kazachskiej drużyny. Zaczęły powracać duchy przeszłości. Aleksander Winokurow, szef klubu, to przecież były doper i współpracownik Michele Ferrariego a spora część składu również współpracowała w przeszłości z ?doktorem zło?. Nawet, jeśli Vincenzo Nibali jest ?czysty?, nie mając zbyt wiele wspólnego z kazachską częścią kierownictwa Astany, musi borykać się z podejrzeniami i udowadniać, że nie jest wielbłądem. Z tą sprawą zazębia się druga, którą również w listopadzie zajmowały się kolarskie media. Przed Romanem Kreuzigerem rozpościera się nieciekawa perspektywa długotrwałej batalii sądowej związanej z nieprawidłowościami w jego paszporcie biologicznym. Spora część kwestionowanych wyników pochodzi z czasów, gdy Czech był właśnie reprezentantem Astany. Obecnie jeździ dla Bjarne Riisa i Olega Tinkowa, a właściwie nie jeździ, bo jest nieformalnie zawieszony.

    Powolne działanie procedur i brak transparentności są niestety typowe dla UCI, WADA i narodowych federacji oraz komisji antydopingowych. Pokazuje to sprawa Marcina Sapy, która wypłynęła wiele miesięcy po tym, jak kolarz zakończył karierę a jego ekipa, BDC Marcopol zakończyła działalność. Choć tłumaczenie samego zawodnika wydaje się być prawdopodobne, dość trudno po takim czasie będzie mu obronić swoje dobre imię. Nawet, jeśli ma rację, niesmak pozostaje.

    By zakończyć nieco bardziej optymistycznym akcentem, w poszukiwaniu większej profesjonalizacji zawodowego kolarstwa, kierownictwo czołowych zespołów postanowiło powołać do życia ?Projekt Velon?. Ma to być sposób na zagwarantowanie bardziej stabilnego finansowania drużyn i wyścigów. Co z tego wyjdzie, zobaczymy niebawem.

    Wideo okładkowe przedstawia rekord godzinny Andrzeja Bartkiewicza

  • Poniedziałkowy skrót#31

    Andrzej Bartkiewicz skorzystał z okazji i zapisał się na kartach kronik polskiego sportu, bijąc rekord godzinny. Małgorzata Wojtyra zajęła trzecie miejsce w torowym Pucharze Świata a przełajowcy na dobre weszli w sezon. Zobacz przegląd wydarzeń minionego weekendu w coponiedziałkowym skrócie.

     

    Rekord godzinny Bartkiewicza

    Pruszkowski tor to zmora Polskiego Związku Kolarstwa. Przeinwestowany, z przykrą historią niegospodarności, ciążący niczym kotwica na budżecie organizacji. Z drugiej strony to nowoczesny obiekt o olbrzymim potencjale. Na fali renesansu rekordu godzinnego Andrzej Bartkiewicz, młody zawodnik z klubu Sante Whistle Ziemia Brzeska, specjalista torowej jazdy na dochodzenie idealnie trafił w swój czas. Echa kolarskiego sezonu jeszcze wybrzmiewają a sporty zimowe nie zaczęły angażować kibiców, dzięki czemu jego próba przykuła uwagę mediów i fanów. Jak na nasze warunki nawet na samym torze pojawiło się sporo kibiców, dzięki czemu słysząc doping, zawodnik w chwilach kryzysu mógł głębiej sięgnąć do rezerw i ustanowić nowy rekord z wynikiem 47,618km. Do rekordu świata Matthiasa Brandle?a brakuje blisko czterech kilometrów, ale nie o to chodzi. Wydarzenie to wnosi nową energię do rodzimego kolarstwa i to jest w całej tej sytuacji najcenniejsze.

     

     

    Torowcy w Meksyku

    Jeśli już jesteśmy przy tematyce kolarstwa torowego, to w Guadalajarze właśnie zakończyła się eliminacja Pucharu Świata. Najlepszym, polskim rezultatem jest trzecie miejsce Małgorzaty Wojtyry w wieloboju, zwanym tutaj Omnium. W Meksyku padły też dwa rekordy naszego kraju: w sprincie iindywidualnymKatarzyna Kirschenstein uzyskała wynik 11,248s zaś w parze z Urszulą Łoś 34,431s. Równocześnie trzeba zauważyć, że żaden z tych rezultatów nie dał awansu do finału. Sztuka ta udała się za to Kamilowi Kuczyńskiemu w keirinie, gdzie w najważniejszym wyścigu zajął szóste miejsce.

     

    https://twitter.com/SylvieFore/status/531506627099525120

     

    Przełajowcy ciągle po suchym

    Tymczasem w bebelgijskimuddervoorde rozegrano drugą eliminację przełajowej serii Superprestige. Ten drugi, najważniejszy po Pucharze Świata cykl cieszy się sporą popularnością i, jak sama nazwa wskazuje, prestiżem. Zwyciężył Tom Meeusen z grupy Fidea, któremu nie przeszkodził fakt, że jego nazwisko pojawia się przy okazji afery dopingowej, która zaczyna kwitnąć w belgijskim kolarstwie. Jest on jednym z dziewiętnastu kolarzy podejrzanych o współpracę z doktorem Chrisem Mertnesem, mającym być jedną z głównych postaci odpowiedzialnych za wspomaganie sporej rzeszy sportowców z krajów Beneluksu. Abstrahując od śmierdzących aspektów kolarstwa i skupiając się na samych wynikach, młody Mathieu van der Poela zajął drugą lokatę co dało mu prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Drugi jest Sven Nys, czwarty w miniony weekend, za to póki co bardzo regularny, przez co do van der Poela traci tylko punkt. Tuż za nim plasuje się Lars Van Der Haar, zatem młodzież w natarciu.

     

    Tymczasem w kraju rozegrano eliminacje naszego Pucharu, tym razem w Bieganowie i Zielonej Górze. W Bieganowie triumfował eks-doper, Kacper Szczepaniak. Na temat zawodów w Zielonej Górze jakichkolwiek informacji brak.

     

     

    W ?Przełajach według Red Bulla? czyli zawodach Velodux triumfował Lars Forster, a z bardziej znanych nazwisk drugi był Adri Frischknecht (syn Thomasa) a trzeci Julien Absalon. Tam jednak sucho już nie było. Wideo znajdziecie tutaj.

     

  • Poniedziałkowy skrót #30

    Sezon przełajowy rozkręca się na dobre. Już wkrótce kolarskie media będą żyły głównie dokonaniami ?błotniaków?. W poniedziałkowych skrótach znajdziecie jednak nie tylko podsumowania najważniejszych wyścigów, ale też komentarze do wydarzeń z innych zakątków bike-biznesu.

    18 lat

    Tyle dzieli Svena Nysa od Wouta van Aerta. Ten pierwszy to ikona kolarstwa przełajowego, ten drugi to wschodząca gwiazda. Sobotnie zawody serii Bpost Bank Trophee (wcześniej znane jako GVA Trophee) rozgrywane na słynnym Koppenbergu padły łupem ciągle-jeszcze-orlika, van Aerta (wideo powyżej). Z jednej strony to niesamowite, jak długo Sven Nys utrzymuje dyspozycję na najwyższym poziomie wyczynu. Z drugiej, podobnie jak na szosie, ewidentnie widoczna jest zmiana kolarskich pokoleń. Gdy zaczynałem pisać o przełajach, Nys rywalizował z Erwinem Verveckenem, Richardem Groenendaalem, Bartem Wallensem czy Mario de Clerqiem. Obecnie większość jego konkurentów cieszy się już emeryturą a tymczasem Nys, który po raz pierwszy Puchar Świata wygrał w sezonie 1999/2000 a tęczową koszulkę w 2005r nadal jest faworytem większości zawodów, na starcie których staje. Nie dominuje już co prawda tak, jak jeszcze kilka lat temu, ale konsekwentnie buduje formę na najważniejsze imprezy. Do mistrzostw świata jeszcze daleko, zatem można się spodziewać, że również w tym sezonie jeszcze nie jest w pełnym gazie. Dlatego też nie dziwi druga (a nie pierwsza) lokata w niedzielnej eliminacji Superprestige. Tym razem pierwszy był zawodnik nieco bardziej doświadczony, trzydziestolatek Kevin Pauvels, ale tuż za Nysem był kolejny młody wilk, Lars van der Haar.

    Sponsoring to hazard

    Inwestycja w sport może się nie zwrócić. Ryzyko kontuzji, błędów w planie treningowym, awarii sprzętu czy też wpadki dopingowej jest spore. Nie przeszkadza to jednak firmom zajmującym się hazardem reklamować się na koszulkach klubów kolarskich. Wspomnieni wyżej Wout van Aert (Vastgoedservice – Golden Palace) i Kevin Pauwels (Sunweb – Napoleon Games) jeżdżą w zespołach finansowanych w połowie właśnie przez organizacje zajmujące się zakładami i grami losowymi. Promocja produktów i usług przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych jest kontrowersyjna, ale z drugiej strony nasze niedoinwestowane, kluby chętnie przyjęłyby sponsoring nawet podmiotów tej branży. Tyle, że reklama hazardu jest w Polsce zabroniona. Widać jesteśmy na tyle bogaci, by sport wspierać z innych środków, czyż nie?

    O ile da się poprawić rekord Brändle?a?

    51,852km przejechał w zeszły czwartek Matthias Brändle podczas godziny, którą spędził poruszając się po torze w szwajcarskim Aigle. Chwilę później stwierdził, że nie zamierza tego robić nigdy więcej. Było blisko, by padła granica 52km, ale Austriak w końcówce nieco osłabł. Mimo wszystko uzyskany rezulat jest bardzo dobry, choć wciąż daleko mu do wyników z czasów, gdy nie obowiązywały ograniczenia techniczne i farmakologiczne. Co jednak ważne, to dopiero początek zabawy. Jens Voigt i Matthias Brändle zaskoczyli opinię publiczną swoimi rekordami. Oczy kibiców i ekspertów skierowane były od początku na trzech wybitnych czasowców: Tonego Martina, Fabiana Cancellarę i Sir Bradleya Wigginsa. Ten ostatni, właśnie ogłosił, że swoją próbę (prawdopodobnie jedyną) planuje przeprowadzić latem przyszłego roku na Majorce. Ma to być wydarzenie sportowe z jednej strony, ale też równocześnie promocyjne. Brytyjczyk, aktualny mistrz świata chce propagować wakacje na Balearach wśród swoich rodaków. Z punktu widzenia potencjalnego wyniku, nie jest to najlepsza lokalizacja. W teorii największy dystans zostanie pokonany na jednym z obiektów znajdujących się wyraźnie wyżej nad poziomem morza. Wiggins jest jednak pewny swego. To sportowiec, który póki co realizował większość celów, jakie przed sobą postawił, jest też w stanie zbudować więcej niż jeden szczyt formy w sezonie. Pierwszym ważnym sprawdzianem w sezonie 2015 będzie dla niego Paryż-Roubaix. Po ?Piekle Północy? prawdopodobnie na dobre powróci na tor.

    Wzmocnione CCC Sprandi Polkowice

    Swoją dezaprobatę do transferu Stefana Schumachera już wyraziłem. Pozyskanie drugiego, zagranicznego kolarza przez naszą pomarańczową drużynę budzi mniejsze kontrowersje. W barwach CCC Sprandi Polkowice w przyszłym sezonie będzie się ścigał Grega Bole. Ten niezły sprinter powinien godnie reprezentować naszą grupę w wyścigach wyższej kategorii, także w tych imprazch World Touru, na które zespół dostanie dziką kartę. W klasyfikacji CQ Ranking Bole sezon 2014 zakończył w pierwszej setce (96.) i po Davide Rebellinie (44. lokata) będzie drugim, najwyżej sklasyfikoanym zawodnikiem CCC. Jego punkty w tym roku dałyby ?cyckom? awans na 24 pozycję drużynowo (przed MTN Qhubeka), szóstą wśród zespołów Pro Continental. W rankingu UCI, CCC w składzie z Gregą Bole wystarczyłoby punktów na trzecią lokatę (przed Cofidisem). Większość z nich Słoweniec zdobył jednak w wyścigach azjatyckich. Inna sprawa, że gdy ścigał się w Europie (m.in w Lampre i Vacansoleil) często gościł w czołówce wysoko punktowanych imprez. Krótko mówiąc, kontrakt z nim to dobry pomysł. Aby dodać łyżkę dziegciu do niezłej wiadomości, trzeba zadać pytanie, dlaczego w tak nizinnym kraju jak Polska nie doczekaliśmy się równie skutecznego sprintera będącego równolatkiem Bole (urodził się w 1985r).